Gość: oburzona
IP: *.pwn.com.pl
17.09.03, 14:56
Każdy mieszkaniec Marek, który codziennie dojeżdża do pracy lub szkoły w
Warszawie doskonale wie, co mam na myśli. Poranny i popołudniowy "bój" o
miejsce w autobusie (i nie chodzi wcale o miejsce siedzące) jest tylko
niewielką częścią komunikacyjnego horroru, na który składają się jeszcze
następujące elementy: bieg do autobusu kursującego co pół godziny,
wepchnięcie się do środka, znalezienie miejsca do odbycia podróży, przeżycie
kilkudziesięciminutowej jazdy pomiędzy łokciami, brzuchami, głowami,
siatkami, torbami i wózkami innych pasażerów, ordynarna kontrola biletów oraz
na deser wysiadanie z autobusu, które przypomina walkę w ringu bokserskim.
Nie muszę chyba dodawać, że bonusowo naszą podróż urozmaicają wszelakie wonie
wydzielane przez współpasażerów oraz odzywki (często niewybredne)niektórych
towarzyszy naszej niedoli. Za wszystkie te atrakcje płacimy wcale niemałe
pieniądze. Czy nie uważacie, że czas z tym skończyć? Oczywiście zgadzam się,
że bonusowe atrakcje musimy wyeliminować sami, ale o resztę trzeba się
upomnieć u władz miasta i w MZA. Zróbmy coś z tą sytuacją, nie dajmy sobą
pomiatać, przecież to uwłacza naszej godności. To poprostu absurd, żyjemy
przecież w XXI wieku w europejskim kraju.