Dodaj do ulubionych

Pozwólcie nam się przywitać

30.05.11, 02:08
Jak zapewnie większość wie, aktualna edycja Rodzić po ludzku przebiega pod hasłem "Pozwólcie nam się przywitać" czyli zapewnienie nieprzerwanego dwugodzinnego kontaktu matki z dzieckiem po porodzie.
Dla mnie to oczywiste, dostałam to 'w pakiecie', jak żartobliwie mówię, ale nie dla wszystkich to 'normalne'. Czytałam wywiady z wielce utytułowanymi prof. dr hab. doc. pambók doktór w dodatku ordynator (Łódż, Lublin) i nie mogłam uwierzyć w literki na papierze. No po prostu nie mogłam. Jakieś wydziwianie, że co będzie, jak będzie potrzebna reanimacja, to 2 godz. ma leżeć?, że matka zmęczona, chce spać, że trzeba ocenić Apgar, że to jakiś wymysł i inne bzdety. I dziwiłam się: czy to państwo to tak naprawdę? czy oni naprawdę nie wiedzą o co kaman? I krew mnie zalewała i szlag mnie trafiał. Były też jakieś wąty o pozycjach porodowych itp. Ja rozumiem, że gdybym zażyczyła sobie w szpitalu poród przy arii z "Czarodziejskiego fletu" w wykonaniu Anny Netrebko, jeśli nie na żywo, to na sprzęcie Bang&Olufsen, to mógłby być to jakiś problem. Ale coś, na co nie potrzeba żadnych inwestycji? Żadnej dodatkowej złotówki? Ani jednej? Czy to naprawdę aż taki problem zważyć, zmierzć za chwilę? Noworodek urośnie? Przytyje po pierwszym karmieniu kilkoma kroplami siary? A może ucieknie? Brak słów.
A przezytawszy opis porodu J. Dąbrowskiej to już w ogóle brak słów:
miecdzieckowpolsce.wordpress.com/2011/05/11/pozwolcie-im-sie-przywitac/
Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 09:55
      kropka
      gdyby to tylko na takich dochtorach się kończyło,to by był pikuś.dochtor ordynator to najczęściej się komplikacjami zajmuje,nie normą,dlatego odbiera świat przez własne doświadczenia
      ale to jest niżej,u samych podstaw.personel porodówek,to jest zagwostka nie do przejścia.
      czyli-kształcenie tego,co pracuje z normą,z codziennością
      a kto ich kształci?pan dochtor ordynator.
      kółko się zamyka
      • kaakaa Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 10:15
        A ja trochę od drugiej strony przywalę...
        Z tego, co poobserwowałam, to nawet w miejscach, gdzie pambuk ordynator jest za kontaktem "skóra do skóry", często personel robi, co sie da by ten kontakt uniemożliwić. Bo personel przyzwyczajony jest do innych procedur, bo tak im wygodniej, bo nie mają pojęcia jak ten kotnakt prawidłowo przeprowadzić (np. zostawiają dziecko mamie na brzuchu owinięte tylko w mokrą pieluszkę tetrową, czy serwetę a potem zgłaszają, że dziecko wyziębione, stęka i trzeba je do cieplarki zanieść - i po takich akcjach tylko w nich narasta niechęć do pierwszego kontaktu). Dużo tych różnych "bo" mają. Bezwładność tego systemu jest ogromna. Uważam, że jest tylko jeden czynnik, który mógłby to radykalnie i bardzo szybko zmienić. A mianowicie, czynnik oddolny. Gdyby nagle rodzące masowo zaczęły się domagać prawidłowego pierwszego kontaktu, gdyby były do tego przygotowane (teoretycznie, czyli znały znaczenie tego kontektu i wiedziały jak ma przebiegać i na co zwrócić uwagę oraz praktycznie, czyli miały naszykowane pieluchy i ręcznik do okrycia dziecka po porodzie) i świadome swojego i dziecka prawa do kontaktu, to żaden pambuk, czy inna betonowa pseudo-położna, nic by nie poradzili. Szczególnie, gdyby takie matki, jedna z drugą, sprawę w sądzie założyły, czy chociaż do rzecznika praw pacjenta zaczęły zgłaszać przypadku, gdy bezpodstawnie pozbawiono je pierwszego kontatku z dzieckiem, to natychmiast nastawienie personelu medycznego zmieniłoby się diametralnie.
        • mama.rozy to jak mówimy o marzeniach 30.05.11, 10:49
          idealistki żeśmy somwink
          kiedykolwiek tak będzie?
          ja się teraz boję wrócic do pracy,właśnie z powodu takich rzeczy
          bo mnie,na przykład,razi worek z moczem,najczęściej pełny,który leży na podłodze i czeka,az ktos na niego nadepnie...
        • kropkaa Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 11:05
          Nie chcę na kobiety pisać, ale jak czasem słyszę, co wygadują o porodzie, szpitalu, pierwszym kontakcie, to krew mnie też zalewa.
          I nie mówię o internecie, niestety.
          Cały czas zastanawiam się, gdzie leży błąd i nie wiem. Może w szkole, w JII kl. lo powinien być jakiś przedmiot o ciąży, porodzie, połogu i pierwszym roku życia dziecka?
          • aneta871 Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 11:23
            Fundacja robi wiele, mamy standard opieki, ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, masę literatury na ten temat i szkoły rodzenia na dobrym poziomie i co??
            Niedawno urodziła moja koleżanka, wyedukowałam ją jak tylko się dało.. wróciła i powiedziała: leżałam, przebili pęcherz, ktg non stop, nacięli bez pytania. Powiedziałaś coś?? Nie, Poszłaś z planem?? nie, bo by się uprzedzili.. Kiedyś przestanie mnie boleć i ciągnąć (łzy w oczach)?? To jest właśnie poród po Polsku..
            Kobiety w ciąży mówią: ciąża to nie choroba, sama fizjologia itd. Po czym idą rodzić do szpitala, bo: bez położnej i lekarza to nie dam rady, nacięcie jest potrzebne bo inaczej nie urodzę, albo będę popękana w gwiazdkę, lekarz uratował moje dziecko..itd. Nie wiem, może im bardziej traumatyczny poród tym większe uznanie w społeczeństwie. Licytowanie, kto miał kleszczowy, kto ma więcej szwów albo ile to godzin trwał poród im dłuższy tym większe podziękowanie dla personelu za kroplówkęsmile Może kobiety nie chcą rezygnować z porodu bez interwencji medycznych? Personel można "ustawić", ale większość kobiet nic w tym kierunku nie robi.Dla mnie to jakaś parodia. Cieszę się, że chociaż tutaj mogę poczytać o normalnych porodachsmile
            Zbierając literaturę do pracy natknęłam się na bardzo ciekawą książkę David H.Newman Cień Hipokratesa. Tajemnice Domu Medycyny. Książka odpowiada na pytanie o czym lekarze nie mówią swoim pacjentom. Ciemne strony lekarskiego fachu odkrywa lekarz i odnosi to zasady Hipokratesa.
            • kaakaa Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 13:01
              Problem polega właśnie na tym, że medycy nie będą świadczyć usług na lepszym poziomie jeśli ich klientki nie będą się tego domagać. Oni nie mają w tym interesu tylko my i nasze dzieci. Jasne, bywają jacyś wyjątkowi, nawiedzeni lekarze z poczuciem misji tudzież podobne położne. Ale większość chce po prostu nie nadwyrężając się odwalić swoją robotę tak, żeby nikt się nie czepiał i mieć spokój.
              • kropkaa Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 13:28
                Naiwnie powiem, że to mnie jednak trochę dziwi. Bo ja tam wcale nie twierdzę, że lekarz to misja i za psi grosz 60 godz. w tygodniu o trzech kawach w przelocie. Ale w końcu to jego robota i chyba jest coś takiego w człowieku, że chce dobrze. No przecież jak mnie ktoś pyta o drogę, to nie mówię w lewo, gdy trzeba w prawo. Czy to nie jest taka zwyczajna satysfakcja, że poród był dobry, matka zadowolona, dziecko słodko śpi obok?
                Dziwne, że wiedzą, co jest dobre, a robią dokładnie odwrotnie.
                A same kobiety, no cóż, nie jedną edukowałam i okazywało się, że były to słowa na wiatr, bo jak się przekroczy próg szpitala, to presja jest tak ogromna, że bez zmrużenia oka, w dobrej wierze, poddaje się całej tej machinieuncertain
                • mama.rozy Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 13:46
                  uczyc nasze dzieci inaczej?
                  ja z moimi oglądałam poród w wodzie(swoją drogą,ich komentarze-bezcenne),a potem pokazałam kawałek szpitalnego,bo za długo nie wytrzymały
                  dla nich wybór jest oczywisty
                  ale ile jeszcze czasu minie,zanim zostanę babciąwink?
                  • kropkaa Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 13:53
                    Co do swoich dzieci to naturalnie będą zaprogramowane, ale tyle koleżanek rodzi. Tyle gadam i gadam. I co? Pstro!
                  • annairam Re: Pozwólcie nam się przywitać 30.05.11, 14:18
                    Rękoma i nogami podpisuję się pod tym, że w tej kwestii większość zależy od nas - matek. Wydaje mi się, że jeżeli kobieta sama świadomie przygotuje się do pierwszego kontaktu z dzieckiem, to nie da się jej go tak łatwo odebrać. Jeśli komuś rzeczywiście zależy, to powinien zadziałać też sam. Po prostu liczyć na siebie.
                    Kiedy ponad 3,5 roku temu rodziłam w szpitalu syna nie było ani standardy, ani mowy o promowaniu pierwszego kontaktu w poznańskich szpitalach. Ja jednak wiedziałam czego chce i zabezpieczyłam się sama. Po prostu zakładałam, że od razu po narodzinach poproszę o podanie mi dziecka. Tak zrobiłam. mały był oczywiście nieodpępniony i cały mokry. Po chwili poprosiłam położną o osuszenie go druga pieluszką. Wtedy rozpięłam swoja gruba bawełnianą koszulę (z guzikami do pasa, wybór modelu był oczywiście przemyślany pod tym katem wink ) i ułożyłam Synka na piersi pod materiałem. Było nam miło, sucho i ciepło smile. Położna w niczym się nie sprzeciwiała, pomagała. Lekarka zaś ani razu mnie nie dotknęła. Po pół godzinie pojawił się zdegustowany neonatolog - za długo musiał czekać - i zażądał oddania dziecka na badania. Powiedziałam, że nie bo mały akurat zassał. Pan porobił miny, rzucił jakiś komentarzyk i sobie poszedł. Ginekolog ucieszyła się kiedy urodziło się łożysko - przelała na nie całe swoje zainteresowanie wink. Wcześniej zastrzegłam, że nie chcę ani duszenia brzucha, ani oksytocyny. Trochę straszyli ale zupełnie nie zwracałam na to uwagi.

                    Mam wrażenie, że kobiety w kwestiach porodowych często słuchają, czytają, itd. Przyznają rację czy to ochronie krocza, czy pierwszemu kontaktowi. Mają jednak pewien problem - nie chcą poczuć się same odpowiedzialne za proces narodzin dziecka. Wola się oddać (czyli poddać innym) w ręce personelu medycznego. Wtedy jeśli idzie świetnie i wspomnienia są piękne - to mówią "dzięki nim się udało" (tak jakby to nie one były głównymi sprawczyniami wydarzenia), jeśli zaś poszło źle - to słychać jednoznaczne głosy "to ich wina, to oni to zrobili mojemu dziecku i mnie". Osobiście mnie to wkurza. Znam wiele przykładów kobiet, które w rzeczywistości szpitalnej pięknie zawalczyły o dobre rodzenie i udało im się. Kobiety pewne swojej decyzji i woli nie dają się łatwo wpędzić z machinę procedur. Wierzę więc, że właśnie to ma sens i jest skuteczne - wiedzieć czego tak naprawdę się chce i mieć świadomość, że poród to moja odpowiedzialność.
                    • annairam Przepraszam za literówki! 30.05.11, 14:21
                      • mama.rozy no pstro,pstro 30.05.11, 19:14
                        ale co-poddac się?
                        • annairam Re: no pstro,pstro 30.05.11, 19:51
                          Ślepe poddawanie się oznacza dla mnie:
                          1. Położna przy przyjęciu: "Założymy wenflon."
                          Rodząca zgadza się bez pytania.
                          2. "Podłączymy ktg, proszę się położyć." Rodząca kładzie się, nie pyta dlaczego, po 20 minutach nie prosi o odłączenie, możliwość ruchu, wyjaśnienie itd.
                          3. "Trzeba naciąć!" Rodząca nie prosi o ochronę krocza, nie pyta jakie są wskazania, nie prosi o możliwość zmiany pozycji.
                          4. "Zabieramy dziecko na badania" Kobieta nie pyta dlaczego, na jak długo, nie domaga się kontaktu z dzieckiem.
                          Itd., itp.
                          To takie przykłady, które z biegu przyszły mi do głowy.
                          Im dłużej rozmawiam i stykam się z kobietami w ciąży i po narodzinach dzieci, tym częściej słyszę podobne historie. Kiedy pytam dlaczego nie dowiedziałaś się, nie prosiłaś, nie przedstawiłaś swoich oczekiwań, kobiety mówią - nie wiem, bałam się, nie chciałam się z nimi kłócić bo i tak by mnie nie posłuchali, byliby dla mnie bardziej niemili.
                          A ja myślę, że to wygoda i powielanie biernej postawy. Z doświadczenia własnego i wielu znanych mi kobiet wiem, że bardzo rzadko spotyka się sytuację, żeby personel medyczny był bardzo niemiły i sprzeciwiał się decyzji jeśli rodząca jasno mówi czego oczekuje. Nie twierdzę, że nie zdarzają się ekstermalne przypadki chamstwa i świadomego działania na niekorzyść pacjentki. Myślę jednak, że są to rzadkie sytuacje. W większości zaś rodzące są po prostu bierne i nieprzygotowane. Za swoje traumatyczne porody nie maja jednak prawa winić tylko lekarzy, położnych czy pecha. Sama pierwszy poród miałam dość koszmarny. I nie winię za to tylko innych, największy żal mam do siebie ponieważ nie przygotowałam się do porodu, nie wiedziałam czego chcę. Wydawało mi się, że urodzę i już. Po co zawracać sobie tym głowę - myślałam. A tak naprawdę zadbać o dobry poród to był przede wszystkim mój obowiązek. Dlaczego? Ponieważ to leżało przede wszystkim w moim interesie, nie innych.
                          • mama.rozy Re: no pstro,pstro 30.05.11, 22:10
                            wiesz,ja po pierwszym moim porodzie-bo wcześniej byłam jako widz(...)na innych,po pierwszym,który w ogóle nie wyglądał tak,jak mi go przedstawiali i jak wygląda z boku,drugi i trzeci dałam sobie poprowadzic położnej,która miała dyżur.ze strachu.
                            i to ja,tak bardzo wyedukowanawink
                            i co
                            pstro
                            właśnie-ze strachu
                            bo nikt nie przyszedł,nie pogłaskał,nie powiedział,że koszmar nie wróci

                            i co do tego,co piszesz-moze gdyby personel mówił-jak pani myśli-założyc teraz wenflon,czy potem.czy chce pani chronic krocze(a może-jak pani chce?)?
                            bo jak się mówimy-teraz wenflon,teraz kroplówka,teraz golenie,to nie zostawia się opcji na niezgodę,a nie wszystkie mają taki głośny sprzeciw w sobie(i chyba takie zaufanie do siebie),żeby się przeciwwstawic
                            • annairam Skąd ten strach? 31.05.11, 07:34
                              Może to klucz do rozwiązania. Dlaczego się bałam?
                              Ja też przy pierwszym porodzie się bałam i ze strachu na wszystko się godziłam. Dlaczego? Bo nie miałam wsparcia - mąż, który mi towarzyszył zupełnie nie rozumiał co się tam dzieje. Bo byłam nieprzygotowana i uwierzyłam, że trzeba być pod ktg na leżąco cały poród, a jeśli nie to z dzieckiem coś się stanie. Bo nie umiałam radzić sobie sama z bólem, itd.
                              Strach to naturalna rzecz przed nieznanym, tym czego się nie rozumie lub zagrożeniem. Czy to jednak znaczy, że nic się z nim nie da zrobić? Pewnie w sytuacji porodu gdy opanowuje nas wielki lęk, jedyne co pozostaje to dać się komuś prowadzić. Nie można tylko wtedy winić tej położnej czy lekarza za całe zło jakie nas przez to spotka. Ja nie obwiniam. Przerobiłam to, pogodziłam się z faktami i stwierdziłam, że pozytywy da mi przyszłość, a nie pogrążanie się w poczuciu krzywdy. I udało się. A za trzecim razem, mam nadzieję, będzie jeszcze lepiej smile.
                              Uważam, że nawet jak się boimy, to jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Zaufanie komuś w takiej sytuacji to nasza decyzja. Niektórzy wybiorą taką drogę, niektórzy nie - życie nie jest czarno białe. Jedno jest tylko niezmienne - to nasze życie i nasze decyzje, nie lekarzy, położnych czy kogokolwiek innego.
                              • mama.rozy Re: Skąd ten strach? 31.05.11, 09:50
                                akurat mój pierwszy poród bardzo przypominał ten z artykułu p.Justyny,tylko że moja córka rodziła się buzią do przodu i wyciskali mi ją przy 7cm rozwarcia,bo utknęła,a ja ze strachu,że coś jej zrobię,przestałam słuchac kogokolwiek.i pewnie położne się naprawdę starały,jedna nawet włączyła radio,żeby mnie zagłuszyc,ale akurat leciał twardy hiphop i lekko nie wyszłowink

                                a tak w ogóle o zaufaniu-może takim jesteśmy społeczeństwem?bo na pewno nie jesteśmy wyluzowaniwink
                                • predikata Re: Skąd ten strach? 31.05.11, 15:23
                                  Ja kompletnie nie byłam przygotowana na szpital, do końca miał być domowy. Mam do siebie o to żal, bo wyrwali mi dziecko a ja totalnie zadżumiona nawet nie zaprotestowałam. zaprotestował za to mój mąż, czym ciężko obraził personel, ale dzięki temu szybko mu małą oddali. Trochę mi przykro, że moja położna mnie nie uprzedziła, że mimo że będzie przy mnie fizycznie, to mam sobie ze wszystkim radzić sama w szpitalu. No i skończyło się na bezsensownym nacięciu (moja położna przyznała, że nie trzeba było, ale koleżanka jej podjęła decyzję i wsio), wyszarpaniu dziecka, ugniataniu brzucha. Przy kolejnym dziecku też zakładam domowy, ale w życiu nie pojadę do szpitala na głupa. Kilka tygodni przed piszę stosowne oświadczenia i edukuję męża. Poza tym mam zamiar w razie czego nie podpisywać niczego na IP tylko wręczyć im pełnomocnictwo dla męża (choć wiadomo, że w skrajnych sytuacjach tak czy siak to mąż decyduje), a tak zaznaczyć, że przed podaniem ewentualnych medykamentów, wykonywaniem nacięcia etc. mają się go pytać o zgodę big_grin a niech tam im te nerwy drgają.
                    • klarci Re: Pozwólcie nam się przywitać 01.06.11, 12:26
                      wiesz co, zgadzam się smile
                      przynajmniej jak analizuję błędy przy moim porodzie to widzę, że wynikły one w dużej mieże z mojjej poddanej postawy.
                      pewnie 'zawalczyć' nie da się w każdym szpitalu, ale na dzień dzisiejszy podejrzewam, że większość szpitali by sie dostosowała, gdyby matka była zdecydowana i pewna, czego chce.
          • bonga_dax1 Re: Pozwólcie nam się przywitać 03.06.11, 22:31
            Pewnie po trosze to jest tak, że jak kobieta ma za sobą traumatyczny poród ze wszystkimi szpitalnymi atrakcjami uniemożliwiającymi wsłuchanie się we własne ciało i przygotowanie do powitania maluszka, to po wszystkim chce już tylko odpocząć. Mam kilka znajomych, które oddawały noworodki na pierwsze noce pod opiekę pielęgniarkom, żeby się wyspać. Mnie się to nie mieści w głowie, ale wiem, że tak często bywa. Mój pierwszy kontakt z córką w szpitalu był cudowny. Cały personel noworodkowy czekał za parawanem aż się sobą nasycimy. Potem porwali ją chwilę pod czujnym okiem taty i zaraz oddali jak tylko "oporne" łożysko się urodziło. Jeszcze na chwilę mi zniknęła na kąpiel, a potem już do rana przytulałyśmy się do siebie markując karmienie. Duży plus dla szpitala, ale też bardzo pilnowałam tego, żeby mi ją od razu oddawali.
        • ciociacesia ech ten czynnik oddolny 31.05.11, 16:58
          > . A mianowicie, czynnik oddolny. Gdyby nagle rodzące masowo zaczęły się
          > domagać prawidłowego pierwszego kontaktu, gdyby były do tego przygotowane (teor
          > etycznie, czyli znały znaczenie tego kontektu i wiedziały jak ma przebiegać i n
          > a co zwrócić uwagę oraz praktycznie, czyli miały naszykowane pieluchy i ręcznik
          > do okrycia dziecka po porodzie) i świadome swojego i dziecka prawa do kontaktu

          mnie sie zdawalo ze wiem. ze bede egzekwowac. a jak przyszlo co do czego to wyszedl moj brak pewnosci siebie ( nie tylko w sytuacjach panbukowych) i dziekuje Opatrznosci ze trafilam do szpitala gdzie mi zagwarantowali takie atrakcje bez koniecZosci egzekwowania
          • aneta871 Re: ech ten czynnik oddolny 31.05.11, 17:39
            Ja zostałam kompletnie olana przez personel, udawali, że nie słyszą moich pytań ani próśb. Najwidoczniej kwestia wieku. Zbierałam się, a raczej nadal to robię po tamtym wydarzeniu. Pewien psycholog polecił mi głośne mówienie przed lustrem: nie zgadzam się, nie wyrażam zgody, chce to zrobić inaczej, jestem ważna.. itdsmile Jeszcze większą pewność w kontaktach z lekarzami albo personelem daje mi znajomość prawa medycznego. Wiem czego mogę oczekiwać i w jaki sposób to argumentować. Ogólnej zgody na pewno już nie podpiszę. Jak nie w domu, to w wybranych szpitalu, a jak nie będzie mi to odpowiadało to świstek od psychiatry i prywatny szpital. Mąż też już twierdzi, że nam się lekarze w rodzenie wtrącać nie będą, bo raz im zaufaliśmy i nieźle nadszarpnęli nasze zaufanie.
            • kropla_teczy Re: ech ten czynnik oddolny 01.06.11, 18:04
              Wiecie co,mysle, ze macie racje. To wymaga przygotowania,
              swiadomosci, wiedzy, asertywnosci i sily, zeby zawalczyc o swoje
              prawa. Tylko, zeby to wszystko uzyskac, zeby w ogole po to
              siegnac, zeby chocby sie zblizyc, potrzeba dojrzalosci. A nie oszukujmy sie,
              nie tylko dojrzali ludzie spodziewaja sie dziecka,
              nie tylko tacy o szerokich horyzontach umyslowych,
              ktorzy w ogole wpadna na pomysl, ze porod i pojawienie sie dziecka
              w rodzinie to wydarzenia, do ktorych warto sie przygotowac. Wg mnie dojrzalosc,
              taka ktora pozwala na gleboka autorefleksje, gra glowna role.
              Poza tym dzisiejsza kultura konsumpcji, tymczasowosci i natychmiastowosci nie
              sprzyja naturalnemu rozwojowi wartosci tego typu... A jak dolaczy sie do tego
              wszystkiego strach, trudne przezycia z przelosci i wejscie w role pacjenta,
              ktora czesto z automatu wlacza sie w szpitalu, no to mur trudnosci rosnie niemilosiernie, same wiecie. Wtedy emocje biora gore i racjonalny umysl nie wystarcza.
              Tak w ogole nie ludze sie, ze nastanie taki dzien, gdy kobiety beda swiadome i przygotowane na skale calego spoleczenstwa, albo chocby polowy. Za to ciesze sie, ze swojej swiadomosci i dojrzalosci, ktora pozwala mi myslec o tym i sie przygotowowac. I Wy tez cieszcie sie
              z siebie smile
              • kropkaa Re: ech ten czynnik oddolny 01.06.11, 23:41
                Ale też człowiek nie zakłada, że idąc do szpitala idzie na wojnę. Ja, nie wiedząc nic o szpitalu, miałam wyobrażenie, że pójdę, urodzę, a personel mi w tym pomoże. O święta naiwności! Jak zaczęłam czytać, to po prostu nie wierzyłam. Tak zwyczajnie w świecie wydawało mi się to wszystko grubą przesadą, wyolbrzymianiem, robieniem z igły widły etc. Było to dla mnie nie do pojęcia, że ja będę rodzić dziecko, a ktoś bez wskazań da mi jakieś zastrzyki, kroplówki, natnie mnie, choć WHO tego nie zaleca, a jeszcze nie daj Boże rzuci się na brzuch, choć musi wiedzieć, czym to grozi.
                Im więcej wiedziałam, tym bardziej byłam pewna, że spacyfikowanie każdego w szpitalu to nie jest taka trudna sprawa. Oni są u siebie, na swoim terytorium, w grupie, a co ja biedna sama mogę? Co najwyżej dostać etykietkę 'trudnego pacjenta'. Zresztą jak tak sobie poprzypominałam lekarzy, to wyszło, że jest tak pół na pół i nie ma gwarancji, że nie trafię na tego z tej gorszej połowy. No i jako osoba walcząca całe życie z całym światem, po prostu nie miałam ochoty walczyć dla idei jeszcze na sali porodowej. I z konformizmu zdecydowałam się na poród domowy. Ta opcja, ta położna, to było idealne rozwiązanie. Nie musiałam o nic się wykłócać, prosić, błagać o własne dziecko, o własny poród. Myślę, że jakoś specjalnie dla położnej nie byłam obciążająca, no, może nie wszystko potoczyło się gładko, pewne niespodzianki fizjologicze się trafiły, ale spięć, problemów nie było.
                • kropla_teczy Re: ech ten czynnik oddolny 02.06.11, 08:23
                  Hehe kropkaa w takim razie tez jestem konformistka wink chociaz dotad nie do konca o tym wiedzialam big_grin
                  • kawo-szka Bywa tak, że wiedza i chęci to za mało.. 02.06.11, 08:56
                    Gdy przeczytałam ten artykuł normalnie łzy mi się w oczach zakręciły..
                    www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20110522%2FREG00%2F223804703
                    Myślę więc, że podstawą do dobrych narodzin jest właściwy personel, a mam tu na myśli rzecz jasna Położną z prawdziwego zdarzenia - kobietę mądrą, ufającą Matce Naturze i jej sile, umiejącą dowodzić na małej wojnie z lekarzami, gdy wpychają się ze swoimi pseudo-mądrościami. Ja dostrzegam właśnie największą moc w osobie Położnej.. gdy ona bowiem zaczyna wątpić, gdy ona żąda przyspieszaczy, gdy ona patrzy na zegarek i wkurza się na rodzącą - wtedy nawet najlepszy lekarz (tak mi się przynajmniej wydaje) nie pomoże.. A historia Joanny z Białegostoku z artykułu który Wam podaję, przeraża mnie podwójnie.. w końcu kobiety po cesarce są dodatkowo napiętnowane - a ja jestem jedną z nich crying

                    A, i jeszcze jedno - oglądałam ostatnio film dok. produkcji HBO "Już jestem" - o in vitro - i z kapci wyskoczyłam, gdy jedna z bohaterek opowiedziała o tym, że po udanym in vitro dowiedziała się, że NIE MOŻE URODZIĆ SIŁAMI NATURY, pomijając dom, o którym marzyli z meżem, bo.. in vitro to ryzyko samo w sobie, to wyrok oznaczający wepchnięcie w koszmarny światek medykalizacji sad Obrzydliwy jest ten polski beton.. naprawdę jest mi smutno..
                    • kropkaa Re: Bywa tak, że wiedza i chęci to za mało.. 02.06.11, 11:04
                      Jest to dla mnie tym bardziej przykre, że dotyczy porodu bliskiej mi osoby, na którym też mi zależało, by się udał.
                      Co do in vitro, to było tu kiedyś wytłumaczenie dlaczego nie można rodzić w domu. Bardzo sensowne zresztą.
                      • kropkaa Re: Bywa tak, że wiedza i chęci to za mało.. 02.06.11, 11:11
                        SN po in vitro dziewczyny rodzą, także w Polsce, choć jak któraś chce cc, to pewnie się nie zdarza, by nie miała.
    • agaguru Re: Pozwólcie nam się przywitać 03.06.11, 23:28
      Mam mieszane uczucie w temacie, bo chyba tak do konca nie obwinialabym personelu, bo jednak dla wiekszosci to tylko praca a nie powolanie i polozna/lekarz chca jak najwygodniej i najszybciej ''wykonac zadanie'' i isc do domu, a nie poswiecac sie dla rodzacej, czy walczyc z systemem, bo jakby nie bylo standardy obowiazujace nie zmieniaja sie w praktyce tylko na papierku... Jedyne o co mozna miec pretensje to o brak biezacej wiedzy, a o to raczej tez obwiniac mozna system, bo nie kazdy ma czas i ochote po pracy sie doszkalac za wlasna kase, a szpitale raczej nie sponsoruja takich szkolen.
      Kampania ''Rodzic po ludzku'' trwa juz kilka dobrych lat, a duuuzo babek siedzacych na forach, w necie i ksiazkach ''edukujacych'' sie od ''dwoch kresek'' dalej wypisuje, ze lewatywa tak, naciecie jak najbardziej zeby nie peknac do odbytu, ufff urodzilam bez znieczulenie tylko oxy i dolarganwink (teksty z forum ciazowego sprzed ok2mc) itp... brak edukacji kobiet i ich asertywnosci pozwala na takie numery jak zabieranie dzieciaka po porodzie, bo szcerze mowiac czy po porodzie jedna polozna trzyma matce rece, a druga wyrywa dziecko??? czy lekarz wyrywa dziecko ojcu i sila zabiera na badania? czy pasami przywiazuja do lozka tak zeby nie rodzic np na kleczaco? Nie chce obwiniac rodzacych, bo kurcze wiem, ze porod cholernie boli, hormony buzuja etc, ale przypuszcam, ze gdybysmy wziely troche odpowiedzialnosci za siebie, personel nie mialby jak pambukowac i raczej by wspolpracowal niz traktujac podmiotowo poloznice robil swoje aby jak najszybciej isc na kawe. Fakt nie rodzilam w pl, ale od wejscia do szpitala o 6rano polozna chciala mi przebic pecherz, bo parte, bo pelne rozwarcie, bo konczy o 8wink, bo bede miala dziecko za 15min....nie przebila, bo ja nie chcialam bo wbilam sobie tekst skads ze to szok dla dziecka , bo musiala to uszanowac, inaczej zaryzykowala posada (w uk personel nie kryje bledow i dochodzi czesto do skarg i konsekwencj). W pl doswiadczylam kilku dni w szpitalu z maja 18mc corka...kazde dziecko bylo zabierane na zmiane wenflona samo, matki tylko sluchaly ryku pod drzwiami, bo pielegniarka weszla i wziela dziecko i tyle...ja bylam z corka, nie oddalam jej nikt nawet ze mna nie dyskutowal, nie wyobrazalam sobie jej zostawic w takim cierpieniu samej... dziecko bez matki personelowi latwiej, chwyca jak chca itd, dziecka traume maja w doopie, bo przez 40 lat pracy nie moga kazdym dzieckiem sie przejmowac, a jak matka nie potrafi sie wziac w garsc dla dobra dziecka czy swojego to nie oczekujmy tego od innych.
      No, moze przerysowalam, bo duzo personelu jest betonowego i wrednego i za czesto zdarzaja sie sytuacje jak zalinkowane gdzie personel jest mega winny , ale jak my nie bedziemy bronic swoich praw to nikt za nas nie bedzie...
      • predikata Re: Pozwólcie nam się przywitać 04.06.11, 09:45
        Zgadzam się z Tobą, że kobiety powinny się domagać swoich praw. A jak nie one, to osoba towarzysząca (nie piszę tatuś, bo z moją znajomą przy porodzie była siostra smile) Ja bardzo żałuję, że nie przygotowałam się mentalnie na szpital, myślę, że wtedy nie byłoby ani nacięcia, ani zabrania dziecka. W samym porodzie byłam tak totalnie odleciana,że pewne proste rzeczy mi do głowy nie przyszły, myślę, że trzeba je sobie wbijać wiele tygodni przed porodem w świadomość.
      • klarci Re: Pozwólcie nam się przywitać 04.06.11, 21:54
        > kazde
        > dziecko bylo zabierane na zmiane wenflona samo, matki tylko sluchaly ryku pod d
        > rzwiami, bo pielegniarka weszla i wziela dziecko i tyle...ja bylam z corka, nie
        > oddalam jej nikt nawet ze mna nie dyskutowal, nie wyobrazalam sobie jej zostaw
        > ic w takim cierpieniu samej... dziecko bez matki personelowi latwiej, chwyca ja
        > k chca itd, dziecka traume maja w doopie, bo przez 40 lat pracy nie moga kazdym
        > dzieckiem sie przejmowac,

        opisałaś dokładnie naszą sytuacje ze szpitala sad
        do dzisiaj nie mogę sobie wybaczyć, że pozwalałam jak inni go zabierać crying
        ale wiesz co, po dwóch tygodniach spędzonych w położniczym, jak mi go zabrali bez pytania pierwszego dnia w dziecięcym i powiedzieli, ze zaraz wróci, to byłam tak skołowana i wyczerpana psychicznie, że nie konkatkowałam, tylko wyłam z bólu ... crying
    • klarci Re: Pozwólcie nam się przywitać 07.06.11, 15:23
      www.facebook.com/update_security_info.php?wizard=1#!/rodzicpoludzku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka