Dodaj do ulubionych

ciążowe "Czym się straszy kobiety..."

22.10.12, 13:05
Dziewczyny, pomyślałam, że może wartałoby rozprawić się z kilkoma mitami ciążowymi na podobnej zasadzie co w kultowym wątku wspomnianym w temacie. W związku z tym, że jestem w ciąży stykam się coraz częściej z innymi ciężarówkami i trochę czuję się zagubiona w gąszczu strachów i obaw o to, że COŚ się może stać. Strasznie przygnębiająco działa na mnie powszechna niewiara w możliwość donoszenia szczęsliwie dzieciątka bez wizyt co dwa tygodnie, tony leków, nospy na wszelki wypadek, luteiny i duphastonu i jeszcze miliona innych ustrojstw.
Szczególnie nurtują mnie dwa tematy:
1. Skracająca się szyjka,
2. Skurcze w ciąży.
Mam wrażenie, że znaczna większość lekarzy i ciężarnych traktuje jakiekolwiek twardnienia brzucha jak patologię, która potencjalnie skraca szyjkę, co nieodwołalnie prowadzi do porodu przedwczesnego, więc trzeba to jak najszybciej leczyć. Czy macie wiedzę co jest traktowane jak fizjologia jeśli chodzi o zmienianie się szyjki, szczególnie przy kolejnych ciążach?
Obserwuj wątek
    • annairam Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 22.10.12, 20:29
      Na szybko dodam: anemia = konieczność łykania sztucznych witamin...
      • kbern Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 22.10.12, 21:59
        O cytat z mojego lekarza jak mu powiedziałam że zadbam o dietę żeby mi bardziej morfologia nie poleciała (nie jest tragicznie) "...może sobie Pani te buraczki ze szpinakiem jeść tonami popijać sokiem z owoców i zagryzać sałatą, a prawdziwe witaminy to w tabletkach proszę 2x dziennie... i przepiszemy ferrum jeszcze na wszelki wypadek..."
    • fizula Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 23.10.12, 00:33
      Czwórkę dzieci mając na stanie (najmłodsze półtoraroczne) zauważyłam u siebie prawidłowości:
      -niebolesne twardnienie brzucha w stanie odmiennym= zupełna norma, bo macica to w końcu mięsień, a więc jak ma w czasie porodu działać prawidłowo, to i wcześniej potrzebuje się kurczyć;
      -kolejna ciąża to coraz wcześniejsza odczuwalność tych skurczy; w pierwszej zaczęłam odczuwać je w połowie ciąży- w czwartej już ok. 12 tygodnia;
      -z pierwszym dzieciaczkiem pod sercem dałam się straszyć lekarzowi; gdy poczuł, że mam skurcz na fotelu ginekologicznym, huknął na mnie: "A czym się pani stresuje! Chce pani dziecko stracić??!" i zapisał jakiś magnez do brania; przy kolejnych dzieciach byłam już pewna, że macica jest mięśniem, więc kurczyć się ma prawo, a lekarz z kolei nie ma prawa na mnie napadać; w ogóle nie informowałam go o swojej fizjologii czyli jak i ile razy mi się mięsień macicy kurczy;
      -twardnienie macicy to niekoniecznie skracanie szyjki; wszystkie dzieci donoszone i to połowa po terminie; ale jak kogoś niepokoi- warto to sprawdzić;
      -na twardnienie brzucha- no-spa i Duphaston nie są potrzebne- na skracającą szyjkę- być może, urodzenie wcześniaka do atrakcji nie należy;
      -teraz w ogóle lekomania się rozprzestrzenia, więc nie dziwię się, że nawet wtedy- kiedy nie powinno się brać leków.
      • oldzinka Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 23.10.12, 11:50
        No właśnie, ale czy samo skracanie się szyjki od razu świadczy o zagrożeniu porodem przedwczesnym? Przecież niektóre kobiety chodzą pół ciąży z szyjką całkiem zgładzoną, tudzież rozwartą co nieco. Czy jest cokolwiek wiadomo o innych czynnikach mogących wpływać na wcześniejszy poród czy jak tylko szyjka zaczyna się skracać to należy dmuchać na zimne, zakładać pessary, szwy okrężne i leżeć plackiem? Oczywiście nie chciałabym urodzić wcześniaka, ale nie wiem co traktować jak typowe lekarskie dmuchanie na zimne a co stanowi rzeczywisty powód do interwencji.
        • nini6 Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 24.10.12, 17:00
          I nie dowiesz się, dopóki samo się nie wydarzy.
          W poprzedniej ciąży szyjka mi się skracała, oszczędzałam się a mimo to o mało nie urodziłam w 32 tc. Ostatecznie Mały urodził się w 36+3 dni, niewielki i z cechami wcześniaczymi.
          W tej ciąży szyjka również mi się skraca i choć staram się myśleć pozytywnie, martwię się tym. Jestem spokojniejsza, jak na każdej wizycie ten lekarz ją obserwuje i mierzy, bo poprzedni miał właśnie podejście "będzie co ma być" i skończyło się nie najlepiej.
          Tak, że osoby, które nie miały problemów z dzieckiem urodzonym przedwcześnie z powodu niewydolności szyjkowej uważają badania szyjki za fanaberię, a te co miały - za działania jak najbardziej prawidłowe.
        • hortensjaaaa Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 24.10.12, 22:02
          Ta szyjka to jakaś nasza zmora...moja na pewno wink Z siostrami we trzy mamy tą przypadłość.

          Przy pierwszej ciąży bardzo byłam tym przerażona, w 31 tygodniu ciąży lekarz mnie nastraszył, poszłam do szpitala, gdzie oczywiście wykryto kilka skurczy, fenoterol pod kroplówką itd. leżenie w domu po powrocie ze szpitala.. masakra...

          W drugiej ciąży już wiedziałam, że jest to u nas rodzinne wink od mniej więcej 27 tygodnia ciąży lekarz przekonywał mnie, że powinnam leżeć, bo szyjka się skracała, proponował wizytę w szpitalu itd. ja odmawiałam. Nie czułam skurczy, ale na którejś wizycie dowiedziałam się, że je mam, więc dla świętego spokoju brałam fenoterol. Zamiast pójść do szpitala zrobiłam tylko jedną rzecz, która okazała się w moim odczuciu zbawienna, tzn. przestałam nosić mojego syna, który wtedy miał około 1 roku i 8 miesięcy. I nagle okazało się że gdy na poprzedniej wizycie moja szyjka miała 1,3 cm to jak przestałam nosić Antka nagle zrobiło się 2,7 cm. Ciekawe prawda? Nawet wątek na ten temat napisałam tutaj, zszokowana tym faktem. Pracowałam do 9 miesiąca ciąży. Może ryzykowałam? Nie wiem? Czułam się naprawdę dobrze, ale nie będę ukrywać, że po wizytach u lekarza bywałam przerażona i nastraszona.... choć tak naprawdę wiedziałam, że ma on obowiązek myśleć o 200% różnorakich możliwości...

          A co do brania progesteronu. Koleżanka lekarka, powiedziała mi kiedyś, że w Polsce z tym przesadzamy. I że są na świecie badania, że u dziewczynek dochodzi do przerostu cech męskich, co przypisuje się właśnie podawaniu zbyt dużej ilości progesteronu kobietom w ciąży.

          I ogóle ja jestem przerażona, że ładuje się w kobiety tyle tabletek. Sama może zjadłam przy okazji dwóch ciąż może jedno opakowanie folika. Stawiam na urozmaiconą dietę.

          No i jak zwykle uważam, że wybór co robić należy do kobiety, a mężczyzna i jej otoczenie powinni ją w każdej decyzji wspierać. Czasem tylko żałuję, że tak te kobiety się straszy....
    • ursus_arctos Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 24.10.12, 08:35
      Skurcze i szyjka to chyba polski fenomen. W dzikim kraju gdzie mieszkam, o skurczach mowi sie po prostu "to normalne", a szyjki nikt nie bada az do chyba 36tc. Plamienia tez nie sa (przewaznie) powodem do niepokoju. Duphastonu
      Mnie najbardziej frapuje "niska hemoglobina" i "cukrzyca ciezarnych", dwa dyzurne straszaki.
      • ursus_arctos Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 24.10.12, 08:36
        O duphastonie chcialam napisac tylko tyle, ze nie daje sie "na wszelki wypadek", w ogole strasznie rzadko sie uzywa. No spa w ogole niedostepna.
        • oldzinka Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 24.10.12, 10:49
          Ciekawi mnie czy w twoim dzikim kraju w związku z innym stylem prowadzenia ciąży i innego traktowania tego co jest fizjologią i kiedy naturze trzeba pomagać, jest więcej przypadków porodów przedwczesnych. Czy rodzi się więcej wcześniaków lub jest więcej poronień niż w Polsce?
          • ursus_arctos Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 29.10.12, 09:47
            Wiesz co, na pewno nie wiem. W pracy swojej (jestem doula) nie spotkalam sie jeszcze z wczesniakiem, no ale to akurat o niczym nie swiadczy big_grin Ale jestem przekonana, ze jesli chodzi o porody przedwczesne i poronienia "styl" czy sposob prowadzenie ciazy to tylko jedna skladowa. Wiek zachodzenia w ciaze, ogolny stan zdrowia, wczesniejsze ginekologiczne sprawy...
            Ot chociazby, jakos w tym roku pojawily sie finskie badania na temat zwiazku wczesniejszych aborcji z przedwczesnym porodem (przed 28tc), tu jest podsumowanie:
            www.lifesitenews.com/blog/abortion-and-premature-birth-new-finnish-study-raises-serious-questions/
            Wynika z niego, ze u kobiet, ktore nie mialy aborcji, ryzyko przedwczesnego porodu wynosi 3/ 1000 (im wiecej aborcji, tym bardziej wzrasta). Ale jaka jest srednia to nie wiem. I jednak aborcji przeprowadza sie tutaj znacznie wiecej niz w Polsce. Wiec nawet jakby faktycznie porodow przedwczesnych bylo statystycznie wiecej niz w Pl (a jak jest to nie wiem) to niekoniecznie mialoby to zwiazek z prowadzeniem ciazy, brakiem duphastonu i no spy, niesprawdzaniem szyjki itd.
            Ale generalnie Fin jest jednym z "lepszych" krajow do rodzenia wg raportow UNICEFu (jesli chodzi o smiertelnosc okoloporodowa, noworodkowa itd).
            • nini6 Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 29.10.12, 09:55
              Moja szyjka w ciąży się posypała po wcześniejszym hegarowaniu do zabiegu czyszczenia obumarłej ciąży.
    • agnieszkagadzala Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 26.10.12, 18:08
      Czytając Wasze komentarze przypominają mi się moje wizyty u lekarza.
      Na początek przepisał mi buraczki i kaszankę i inne zieleninki w ramach zapotrzebowania na witaminy. To moje pierwsze dziecko, wcześniej nasłuchałam się od mamy i babci jak to było za starych dobrych czasów i w zasadzie nie byłam zdziwiona.
      Lekarz uspokajał każde moje obawy związane z tym że naczytałam się za dużo książek o problemach w ciąży (tak na wszelki wypadeksmile.
      Potem poszłam do szkoły rodzenia (miałam nadzieję że znajdę położną do porodu domowego). Położna się nie znalazła, ale tu znowu miłe zaskoczenie. Położna opowiadała o porodach naturalnych, bez żadnych wspomagaczy a o CC mówiła jak o ostatecznym rozwiązaniu naprawdę usprawiedliwionego medycznie przypadku.
      Troszkę szczęścia i można ostatecznie znaleźć kogoś kto nie będzie podchodził do ciąży jak do stanu podwyższonego ryzyka.

      Co do tego straszenia, to wysłano mnie na echo serca płodu chyba trochę na wyrost. Wszystko wyszło ok, lekarz nawet się trochę dziwił że dostałam to skierowanie, a ja przez tydzień naprawdę bałam się że dzieciak będzie miał chore serce.
      • 7surja Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 29.10.12, 09:26
        ja tylko dodam swój głos w sprawie skurczy- w pierwszej ciąży zauważyłam ok 17 tygodnia- kilkanaście na godzina- dostawałam fenoterol który nic a nic nie pomagał tylko dostawałam strasznej pikawy serca- potem odstawiłam. Syn urodził się dzień po terminie a poród trwał 16 godzin. teraz jestem w 15 tygodniu - skurcze juz odczuwam ale nic nie zamierzam brać puki szyjka ok. Dodam że poprzednim razem szyjka w ogóle mi sie nie skracała więc nie wiem po co te leki. To chyba naturalny objaw- nasila się w intymnych momentach!!!!!
        • gos85 Re: ciążowe "Czym się straszy kobiety..." 30.10.12, 17:57
          z bieżących obserwacji:
          większość kobiet bierze na początku ciązy nospę/luteinę/magnez/potas itp w różnych kombinacjach i zestawieniach "na wszelki wypadek" albo "bo boli brzuch więc na wszelki wypadek"
          później wile ma skurcze przepowiadające (nie ruszające szyjki) więc też muszą coś brać (doktor zalecił) leżeć na wszelki wypadek itd..
    • kaakaa Pomądrzyłabym się Wam... 05.11.12, 13:28
      ... jak za dawnych dobrych lat wink ale nie wiem, czy jeszcze ktokolwiek będzie chciał czytać moje mądrości... wink
      A jeszcze bardziej nie wiem, nie wiem, kiedy uda mi się czas na to mądrzenie znaleźć... Choć, może gdyby zapotrzebowanie społeczne było duże, to by się jakoś udało wink
      • ursus_arctos Re: Pomądrzyłabym się Wam... 05.11.12, 14:28
        pomadrz sie! ja na pewno chetnie poczytam smile
      • gos85 Re: Pomądrzyłabym się Wam... 06.11.12, 12:56
        KaaKaa ja chcę Twoich mądrości.. zaraz mam rodzić, to będzie poród po cc, jescze w ciąży jako że wszystko dobrze to się nie nasłuchałam ale im bliżej terminu tym się robi jakoś bardziej napięciowo.. mimo że to śwZofia ale już wiem że jak do terminu nie urodzę to Pani dr proponuje patologię ciąży.. na którą nie chcę za cholerę, już tam raz byłam i skończyło się własnie cięciem..uncertain na indukcje sie nie zgodze..
    • kaakaa Przedsmaczek 05.11.12, 14:53
      Mam poczucie, że ginekolodzy prowadzący ciążę w naszym kraju często nie zadają sobie trudu, by odróżnić stany fizjologiczne od patologicznych - np.:
      * fizjologiczne rozrzedzenie krwi w II trymestrze (anemia rzekoma) od anemii,
      * fizjologiczne skurcze ciążowe od przedwczesnych skurczów porodowych,
      * fizjologiczne zmiany w szyjce macicy od niewydolności cieśniowo-szyjkowej,
      * fizjologiczne w ciąży zmiany w metabolizmie węglowodanów od cukrzycy,
      * fizjologiczny wzrost ciśnienia od nadciśnienia zwiastującego rzucawkę
      itp. a w skrajnych przypadkach nie chce im się nawet różnicować między ciążą prawidłową, a patologiczną i "na dzień dobry" wszystkie ciąże traktują jak wymagające szczególnego nadzoru i leczenia (poczynając od luteiny na początek, poprzez suplementację witamin i żelaza, no-spę, fenoterol z izoptinem, pessar lub szew szyjkowy aż po sugestię planowego cc na koniec, że o USG na każdej wizycie nie wspomnę).
      A że przeciętny lekarz w naszym kraju woli, na wszelki wypadek, leczyć zdrowego niż być potem ciąganym po sądach, to i leczą tę fizjologię tak na wszelki wypadek i straszą tą fizjologią, też na wszelki wypadek.
      To było moje zdanie, tak ogólnie. Moje, prywatne, zdanie. Można się z nim nie zgadzać. wink
      • oldzinka Re: Przedsmaczek 05.11.12, 16:05
        No ja miałam bardzo nadzieję, że się pomądrzysz jak za starych dobrych czasów smile
        • kaakaa Re: Przedsmaczek 05.11.12, 16:38
          Już Ty wiesz, jak mnie sprowokować wink
          Jak znajdę trochę czasu i dokopię się do mojej literatury, to zajmę się tematem straszenia ciężarnych. Na razie w Waszych wypowiedziach takie strachy zarejestrowałam:
          * skurcze,
          * skracająca się szyjka,
          * za niski poziom progesteronu,
          * anemia,
          * cukrzyca.
          Jeszcze coś sobie ktoś życzy? Nadciśnienie? Cholestaza? Jeszcze inne jakieś cuda?
          • gos85 Re: Przedsmaczek 06.11.12, 13:05
            Nadciśnienie..

            Przez całą ciążę mam normalne tzn 105-110 ale to w domu.. a w pokoju pielęgniarek ZAWSZE 140/70 po trzeciej wizycie dr proponowała leki ale dałam odpór i kazała przez miesiąc zapisywać, było ok (mimo że upał,latanie za dzieckiem itd) chociaż na wizycie znowu 140 wink
            Teraz pod koniec już mi się nieco podniosło również w domu do 130/70 ale wiem że pod koniec ciąży może tak być..prawda to?
            • prikazka Re: Przedsmaczek 06.11.12, 22:11
              To się nazywa "nadciśnienie białego fartucha". Też tak mam, ale na szczęście lekarze, na których trafiałam uznają tą moją przypadłość i każą mierzyć w domu. A ciśnienie 130/70 pod koniec ciąży jest jak najbardziej ok smile
              • gos85 Re: Przedsmaczek 06.11.12, 23:25
                no moja dr też po pierwszej panice kazała mierzyć w domu i jest ok wink czyli teraz właśnie już 130/70 ale w karcie ciąży strasząte stuczterdziestki..
                • eaterra Re: Przedsmaczek 07.11.12, 13:10
                  Ja to już nie wiem jak to jest z tym nadciśnieniem.W moim przypadku lekarz uspokajał, stwierdził,że to efekt białego fartucha(przez całą ciążę miałam niskie,a podczas wizyt rosło),nawet w kartę ciąży wpisywał mi niższe niż było,żeby "nie tworzyć sztucznego problemu".
                  Problem natomiast dostrzegła położna podczas porodu domowego.Zanim przyjechała miałam 120/65,a gdy się pojawiła byłam już tak podekscytowana,że skoczyło na 135/80.No i zaczęła się panika ze strony położnej-bieganie z ciśnieniomierzem co 20minut,a przed każdym pomiarem tekst:pamiętaj,jak nie spadło to jedziecie do szpitala!Możecie sobie wyobrazić,że w takiej atmosferze spadek ciśnienia był raczej niemożliwy...Zaznaczam,że przez cały czas czułam się bardzo dobrze,poród ładnie postępował,dziecko w dobrej formie.Gdy miałam już 8cm rozwarcia i zaczęłam czuć popieranie,położna znów zmierzyła ciśnienie i wyszło 143/90.Wtedy zadecydowała,że musimy jechać do szpitala,bo trzeba mi podać leki.W szpitalu powiedziałam,że jest wysokie ciśnienie,zmierzyli i było 150/102.Na ten wynik była taka reakcja:przecież pani rodzi,to jest ból i stres,więc ciśnienie ma prawo być wysokie-i tyle w tym temacie.Po godzinie synek był już z nami cały i zdrowy,trzecia faza również wzorowo.Ogólnie ta godzina porodu szpitalnego -koszmar,walka o wszystko-niestety w wielu kwestiach przegrana.
                  Było to dwa lata temu a ja nadal nie rozumiem dlaczego i po co znaleźliśmy się w tym szpitalu...Położna po wszystkim powiedziała,że nie wie dlaczego w szpitalu olali ten temat i że na pewno żadna położna ze stowarzyszenia nie zgodziłaby się na kontynuowanie tego porodu w domu.Teraz czeka mnie drugi poród i już nie wiem co robić-położna domowa jest tylko jedna i obawiam się powtórki z rozrywki,chyba wybiorę prywatny szpital.
                  Przepraszam za tak długi post,ale akurat pojawił się tu temat,który cały czas mnie uwiera.Chcę tylko wam napisać,że warto omówić ten problem z położną przed porodem-ja uspokajana przez lekarza nie zrobiłam tego i efekt taki jak widać.
                  • kaakaa Przykro mi... 07.11.12, 13:26
                    ... że spotkały Cię takie przygody. Nie wiem, która to położna tak się popisała. Wiem tyle, że histeria nigdy nie jest wskazana.
                    Rozumiem, że teraz masz nadszarpnięte zaufanie do tej położnej i nawet gdyby deklarowała, że zmieniła zdanie na temat ciśnienia w czasie porodu, to i tak trudno byłoby Ci jej zaufać...
                    • eaterra Re: Przykro mi... 07.11.12, 21:31
                      Otóż z położną to taka historia-ona pracuje w szpitalu i w tamtym momencie nie miała samodzielnej działalności,ale ponieważ zna się z Irenką,to poprosiłyśmy ją o pomoc.Byłyśmy cały czas w kontakcie,wysyłałam swoje wyniki,itd.Miało to wyglądać tak,że gdy zacznie się poród Irena wyrusza w drogę do nas(ma ok 2 godz.),a tymczasem towarzyszy nam Gosia,tzn:Gosia czuwa nad wszystkim i ogólnie to ona "szefuje",a Irena jest dla nas(dla niej) wsparciem,również w kwestiach formalnych.
                      Nie wiem czy cała ta panika położnej wynikła z jej własnego strachu(dopiero "raczkowała" w praktycznym uczestnictwie przy porodach domowych).Podczas porodu obie położne były ciągle w kontakcie telefonicznym,choć już sama nie wiem czy Irena była w drodze czy czekała na informacje od Gosi.W każdym razie gdy Gosia podjęła już decyzję,że szpital,ja nie chciałam się na to zgodzić,ponieważ dobrze się czułam i moja intuicja mówiła,że wszystko będzie dobrze.Wtedy zadzwoniła do Irenki skarżąc się,że tu już taka sytuacja,a ja nigdzie się nie wybieram i dała do telefonu najpierw mojego męża,potem mnie i oboje usłyszeliśmy(od Irenki) to samo...Że to bardzo niebezpieczne,że może odkleić się łożysko i dziecko umrze.Najbardziej jednak zabolały mnie słowa,że gdy do nas dojedzie,a ciśnienie będzie wysokie,to ona od razu wychodzi.Wtedy się poddałam.
                      Ja nie oceniam położnych w żaden sposób-postąpiły tak zgodnie ze swoimi przekonaniami i wiedzą,mając na uwadze nasze bezpieczeństwo.Nie ma co rozpamiętywać.Po prostu to wszystko wróciło,gdy temat pojawił się na forum,które czytam regularnie.A że pojawił się jako straszak stosowany przez lekarzy,to postanowiłam napisać,ponieważ ja mogę powiedzieć coś odwrotnego-lekarz i później szpital stwierdzili,że problemu nie ma.Może komuś przyda się moja opowieść,by obgadać to z położną i wspólnie rozważyć możliwe sytuacje,które będą powodem przeniesienia porodu z domu do szpitala-może to byłby dobry wątek na forum?
                      Jeśli o mnie chodzi muszę w końcu podjąć jakąś decyzję co do drugiego porodu,który już za 2 miesiące.Położna zdania na temat nadciśnienia nie zmieniła-nadal twierdzi,że tak mają ustalone w Stowarzyszeniu,choć deklaruje,że może nam towarzyszyć.Ale ja już nie wiem czy chcę kolejny poród pełen niepewności i obaw,że znów zostaniemy zdani na siebie w obcym i nieprzyjaznym miejscu.Dlatego też skłaniam się chyba ku prywatnej porodówce(jest w moim mieście nowa,bardzo kameralna z personelem pozytywnie nastawionym na moje poglądy).Zobaczymy...No i znowu wyszła cała litania-bardzo przepraszam,jeśli kogoś zanudziłam wink
                      • prikazka Re: Przykro mi... 09.11.12, 22:18
                        Och, to okropne co piszesz. Nie wiedziałam, że takie ciśnienie może spowodować transfer do szpitala. Dzięki, że podzieliłaś się swoją historią. I łączę się z Tobą w bólu, bo mój pierwszy domowy poród również nie wyszedł, a i drugi, za dwa miesiące, też się nie zapowiada sad
                • prikazka Re: Przedsmaczek 09.11.12, 22:09
                  Mój na szczęście wpisuje do karty takie, jak mu podam, jak miałam rano przed wizytą smile
      • gos85 Re: Przedsmaczek 06.11.12, 12:59
        > A że przeciętny lekarz w naszym kraju woli, na wszelki wypadek, leczyć zdrowego
        > niż być potem ciąganym po sądach, to i leczą tę fizjologię tak na wszelki wypa
        > dek i straszą tą fizjologią, też na wszelki wypadek

        bo my powinnyśmy ich zacząć skarżyć też za leczenie na wszelki wypadek jak nie jest potrzebne..
        • oldzinka Re: Przedsmaczek 06.11.12, 16:16
          No to mam na żywo przykład na sobie. Jestem w 20 tc szyjka od początku ciązy długa na 1,5 cm przepuszczająca opuszek. Dziś dostałam luteinę dopochwowo, bo jakby ciutkę się rozmiękczyła. Czy to jest dmuchanie na zimne i leczenie fizjologii? Będę brać tą luteinę na wszelki wypadek, ale nie jestem przekonana co do zasadności takiego postępowania...
          • hortensjaaaa Re: Przedsmaczek 07.11.12, 21:17
            Ech no właśnie.. w takich sytuacjach jak Twoja Oldzinko, żałuję że nie poszłam na medycynę i nie mogę korzystając z mojej wiedzy potwierdzić lub zaprzeczyć takim działaniom. Chociaż ja leki generalnie brałam, tylko nie dałam się w ciąży (drugiej) położyć.

            Mi ciśnienie skoczyło w drugiej połowie drugiej ciąży.. (w domu nie mierzyłam, a mierzenie u lekarza traktowałam jako miły zwyczaj big_grin), ale lekarz nie widział nic w tym złego.

            Kaakaa
            ja bardzo lubię czytać jak się wymądrzasz smile dzięki za podzielenie się Twoją wiedzą ! wink
            • oldzinka Re: Przedsmaczek 12.11.12, 20:42
              Dziewczyny pocieszcie! Mam straszny mętlik w głowie. Nie mam zupełnie ochoty brać tej luteiny. Jestem przeciwniczką podawania hormonów. Nie ma badań nad długofalowym wpływem podawania ciężarnym progesteronu na rozwój dziecka. Czy nie powinno się najpierw zbadać czy ta szyjka się rozmiękcza z powodu zbyt niskiego poziomu progesteronu? Czy podniesienie poziomu progesteronu sprawi, że szyjka wytrzyma do terminu? Od dwóch dni przekopuję internet i już mnie głowa boli tyle się naczytałam. I dalej nic nie wiem. A jak się okaże, że szyjka dalej się skraca to i tak założą mi pessar albo zaszyją i po co wtedy tymi hormonami faszerować? Czy może demonizuję tą luteinę i olać sprawę i zacząć wtykać ją sobie na wszelki wypadek??? Bo raczej nie zaszkodzi a może pomoże? Oszaleję zaraz uncertain
              • kaakaa Re: Przedsmaczek 12.11.12, 20:48
                Bardzo trudno doradzać cokolwiek. Nawet wyników Twoich badań nie znam ani historii położniczej.
                • oldzinka Re: Przedsmaczek 12.11.12, 21:28
                  Wiem, że trudno coś doradzić. Szczególnie na odległość. Pewnie należałoby zaufać lekarzowi i robić co każe. Tylko jak wszystkie wiemy lekarz nie zawsze ma rację.
                  Moje wyniki badań: szyjka od początku ciąży 1,5 mm (w badaniu palpacyjnym), w 20 tc jakby troszkę rozmiękła. Poza tym bez zmian. Czy nie należałoby zbadać poziomu progesteronu zanim zacznie się go suplementować???
                  Historia położnicza: brak poronień, poród jeden, 5 lat temu, wywoływany 12 dni po "terminie", 12 godzin rozwierania, przy pełnym zdiagnozowana niewspółmierność (główka się nie wstawiała), cc. W pierwszej ciąży koło 28 tygodnia jeden lekarz zdiagnozował niewydolność szyjkowo-cieśniową, drugi nie widział problemu. Ja oczywiście też. Bez interwencji dotrwałam do 42 tc. No ale wiem, że ciąża ciązy nie równa i to nie musi się powtórzyć.
                  • kaakaa Re: Przedsmaczek 13.11.12, 17:12
                    Na moją intuicję - jeśli nie rodziłaś drogą naturalną, nie miałaś urazów szyjki, a w poprzedniej ciąży ta szyjka dotrzymała do "po terminie", to najprawdopodobniej powtarza się ta sama sytuacja. Może ta Twoja szyjka już taką ma urodę, że krótka jest (1,5 cm, to mało, jak na szyjkę ciążową) i się w ciąży rozpulchnia? Ale to Twoja decyzja, co teraz robić, i pewnie nie łatwa. W wielu krajach zachodnich nie robi się badania wewnętrznego rutynowo na wizytach kontrolnych w czasie ciąży i unika się takich problemów i dylematów. Ja nie jestem bezstronna, bo ja fanką natury jestem. I wiem, że najtrudniejsze w tym wszystkim, to odróżnić, czy stan, z którym masz do czynienia, to fizjologia (tyle, że specyficzna), czy patologia, którą trzeba leczyć.
                    Czy ktoś badał Ci tę szyjkę za pomocą USG transvaginalnego, czy tylko palpacyjnie? Jeśli nie miałaś USG, to bym sugerowała zrobić i ocenić, jak wygląda kanał szyjki macicy. Konkretnie, czy się nie rozwiera od strony dziecka. Jeśli nie, to nie wygląda to na niewydolność cieśniowo-szyjkową.
                    Co do progesteronu dopochwowo, to on ponoć jakoś miejscowo działa na szyjkę, żeby zapobiec jej zmianom. Nie znam do końca mechanizmu. Tak, czy inaczej, nie ma tu sensu badanie poziomu progesteronu z krwi, bo nie chodzi o to, żeby go tą luteiną podnieść we krwi. Taka idea, to jest, jak się daje progesteron na początku ciąży na podtrzymanie i na ten temat mam swoje zdanie, z którym pewnie większość lekarzy by się nie zgodziła...
                    • oldzinka Re: Przedsmaczek 14.11.12, 11:47
                      Dzięki Kaakaa za odzew. Szyjki na USG nie badano, nie sądzę, żeby w moim przypadku chodziło o niewydolność cięsniowo-szyjkową. Z tą luteiną dopochwowo to jest tak, że działa pochwowo-maciczny układ wrotny i jej stężenie w organizmie jest wysokie (czyli na mój rozum wpływają te hormony na dziecko).
                      • kaakaa Re: Przedsmaczek 14.11.12, 17:46
                        A nie wątpię, że ta luteina się wchłania do krwioobiegu. Jednak nie obawiałabym się tego, że przez nią poziom progesteronu w organizmie będzie za wysoki, bo:
                        1. Przedział prawidłowych wyników poziomu progesteronu jest bardzo szeroki i nic nie wiadomo o tym, by dzieci matek z wyższym progesteronem w ciąży miały jakieś problemy zdrowotne.
                        2. Jeśli luteina powodowałaby istotny dla ustroju wzrost poziomu progesteronu, to najprawdopodobniej organizm zahamowałby produkcję własną. Dlatego kobietom, które były na podtrzymaniu hormonalnym zaleca się stopniowe odstawianie progesteronu, żeby organizm mógł wyrównać produkcję. W razie nagłego odstawienia, często są krwawienia związane z niedoborem.
                        Większy problem, jak dla mnie, to zastępowanie naturalnego hormonu czymś sztucznym, co (czy tego chcemy, czy nie) ingeruje w gospodarkę hormonalną. To budzi moje wątpliwości w kwestii podawania luteiny lub duphastonu w ciąży. Są jednak lekarze, którzy zalecają to rutynowo, każdej ciężarnej... confused
              • monicus Re: Przedsmaczek 14.11.12, 18:50
                no masz 3 mozliwosci.
                1. spychajaca odpowiedzialnosc z siebie - robisz jak kaza, masz wtedy poczucie, ze zrobilas co najlepsze wg specjalisty
                2. idziesz do kogos innego na konsultację i wtedy rozwazasz wariant 1 i 3
                3. sama przed sobą podejmujesz decyzje, z której przed sobą sie rozliczasz i z sukcesow i z porazek

                nikt ci nie doradzi, bo nikt nie wie jak sie czujesz ani nikt lacznie z lekarzem nie wie co bedzie w kazdym z wypadkow.

                to pisalam ja - wywrotowiec
                • oldzinka update 29.11.12, 21:41
                  Z ulgą donoszę, że miałam badaną szyjkę na usg i okazało się, że w całej swej okazałości mierzy 49 mm. Czyli pięknie. Luteiny na razie nie biorę.

                  To pisałam ja - matka intuicyjna, która wie, że wszystko będzie dobrze smile
                  • kaakaa Re: update 30.11.12, 03:09
                    No, to fantastyczny wynik! Rozumiem, że kanał szyjki nie zdradza chęci do rozwierania się od strony dziecka?
                    Dla mnie kolejny dowód na to, jak słabym wskaźnikiem jest rutynowe badanie wewnętrzne i ocena szyjki macicy tą drogą...
                    • oldzinka Re: update 30.11.12, 11:39
                      Pomimo, że młody głową bardzo na szyjkę napiera od wewnątrz jest zamknięta i nie wykazuje chęci wypuszczania lokatora smile Jestem dumna z tej mojej szyjki i wierzę, że sobie poradzi big_grin
                  • monicus Re: update 30.11.12, 21:09
                    Tak myslalam smile
                    Nawet wczoraj mialam do ciebie pisac z pytamiem "co slychac"
                    Intuicja wazna rzecz
    • as23779 Dziecko za nisko 14.11.12, 08:59
      Może komuś się przyda moja "patologia". Od połowy ciąży (pierwszej) moja gin przeżywała, że "dziecko jest za nisko" i "ja mogę wyczuć jego głowę, proszę pani". Kazała mi więcej leżeć i "tyle nie latać". Dała mi też coś na wzmocnienie szyjki, ale po moim pytaniu "Czy z szyjką jest coś nie tak?" odpowiedziała "Nie, nie mam do niej żadnych zastrzeżeń" - więc olałam sprawę.

      Potem na USG dowiedziałam się, że nie ma medycznego przypadku "dziecka za nisko" - dopóki szyjka jest ok (a była) to nie ma się czym przejmować.

      Anioł od porodów domowych na pierwszej wizycie orzekł, że mam szeroką miednicę (zawsze myślałam, że to od czekolady mam taki tyłekwink i dlatego dziecko jest nisko (bo ma dużo miejsca).

      Poród domowy w 39 tc (choć termin właściwy był nieco wcześniejszy), dość szybko poszło i bez problemów.

      Pozdrawiam życząc fizjologiismile
    • as23779 Mięśniaki 14.11.12, 09:11
      Drugi problem, na który sama dość długo szukałam jakichś wpisów również na tym forum.

      Już w ciąży okazało się, że mam dwa kilku(nasto)milimetrowe. W ciąży urosły do 3 i 5 cm (około). Umiejscowione były daleko od łożyska.

      Anioł od porodów domowych po wywiadzie zgodził się na pd (mięśniaki są częściowym przeciwwskazaniem), wszystko odbyło się bez problemów, macica obkurczała się wzorowo, utrata krwi w normie.

      A teraz jak panowie doktorzy ogarniali temat:
      1. USG 12 tc - pan (groźnym tonem) - "Czy wcześniej wykryto u pani mięśniaki?" ja: Nie. Pan - długa cisza. Ja: umarłam ze strachu, że mam raka, umieram, a dziecko przyduszone mięśniakiem nie ma rączek i nóżek. Po badaniu, na którym pan się nie odzywał w OGÓLE. Ja: To może pan coś mi powie na temat tych mięśniaków? Pan: Wszystko ma pani napisane na kartce. Ja: Ale czy to jest niebezpieczne? Pan: nie, po prostu poród kończy się cc. Ja: rozpacz, że nici z pd.
      2. USG 22-4? tc. Pan: o, mięśniak jest. Ja: dwa nawet. Pan: a rzeczywiście. Ja: Mam się martwić? Pan: nie, dobrze umiejscowione są, nie powinno być problemu.
      3. USG 34 tc. Pan robi USG. Skończył. Ja: a mięśniaki? Pan: A ma pani mięśniaki? Ja: tak, dwa. Po lewej stronie (dodałam, żeby chłopak miał łatwiej). Pan: aha, rzeczywiście, coś jest. Oj, pani to chyba chce zakończyć ciążę cc i te mięśniaki mają być pretekstem. Ja: panie, co pan, wręcz przeciwnie, w domu chcę rodzić!

      Tak to byłosmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka