oldzinka
17.04.08, 17:24
Zainspirowała mnie historia lessing. A konkretnie ta część, w której
lekarz-patałach powiedział, że życie dziecka jest zagrożone, że już
właściwie szamocze się w agonii. Mi też to mówili. Jak tylko minął
wyznaczony odgórnie termin porodu, ciąża nagle z fizjologicznej
stała się źródłem niebezpieczeństwa dla dziecka i odmowa położenia
się natychmiast w szpitalu groziła śmiercią dziecka.
Jak to jest z odpowiedzialnością lekarzy za wygadywanie takich
rzeczy? Czy im się naprawdę wydaje, że mniejszym złem jest
nastraszyć kobietę, naopowiadać jej, że jej dziecko może w każdej
chwili umrzeć, niż pozwolić jej w spokoju donosić ciążę??? Czy to
może jest takie "dmuchanie na zimne" w ich wydaniu? Czy może oni tak
bardzo chcą wziąć sprawy w swoje ręce, mnieć wszystko pod kontrolą?
Jak lekarz powie pacjentowi, że wszystko jest ok, a tak nie jest, to
wszyscy się oburzają, lekarz może nawet ponieść konsekwencje
(zapewne sporadyczne przypadki). Ale jak wszystko jest ok a lekarz
naopowiada głupot, to niby nic się nie stało. To tak jakby iść do
internisty z katarem i usłyszeć, że ma się raka. Tylko co jak się
okazuje, że to nieprawda? Co robić? Czy lekarz powinien ponosić
jakieś konsekwencje takiej błędnej oceny sytuacji? Czy ktoś wie jak
to wygląda od strony prawnej?
Nie wszyscy są tak odporni, żeby jeszcze rozsądnie myśleć po
usłyszeniu, że dziecko się szamocze z niedotlenienia i właściwie
umiera. Przecież zawód lekarza jest zawodem zaufania publicznego.
Jak tu ufać?