Nad porodem domowym zastanawiałam się już w pierwszej ciąży (3 lata
temu), ale łykany na przedwczesne skurcze od 30 tygodnia fenoterol
rozwiał marzenia (nie wiem do dziś czy słusznie ten fenoterol
dostałam). Tak czy inaczej miałam seledynowe wody płodowe, więc
podejrzewam, że wylądowała bym w szpitalu.
Poród wspominam raczej niemiło, chociaż żadne makabry się tam nie
działy (no może oprócz mojego krwotoku, groźmy usunięcia macicy itd,
ale mam na myśli stan dziecka), ale to typowy szpitalny, pośpieszany
poród. Nawet opłacona położna nie zmieniła stanu rzeczy.
Teraz jestem w 21 tygodniu i bardzo chcę urodzic w domu, staram się
jeszcze za bardzo nie nastawiac, bo wszystko jest możliwe, ale jak
nie zacznę o tym myślec i planowac, to samo się raczej nie stanie.
Wiem o 2 położnych, które ew. mogły by przyjąc poród w domy (btw
jedna z nich odebrała domowy poród jusder w środę

), mam już trochę
literatury i musze się jeszcze zaopatrzyc w anglojęzyczną dla
męża.

Póki co będę czytac i się doksztacac, a i pewnie zapytywac.