anhelli2
21.08.06, 08:06
W niedzielę przyjechali znajomi - małżeństwo z dzieckiem. Zaprosiliśmy ich
więc na basen, na Kąty. Jednak on nie miał kąpielówek. Myślimy zatem, gdzie
mozna kupić kapielówki w niedzielę, no przecież - w TESCO!!! Wchodzimy
rozentuzjazmowani do marketu, idziemy na dział odzieżowy i pytamy Pani, czy
są może kąpielówki męskie? YYY....mmmmm...nie, nie ma! No nic, poszukamy
sami, bo widać po minie tej Pani, że nie była pewna... Po minucie znaleźliśmy
kąpielówki, lecz bez kodu kreskowego. To nic - rzekła znajoma - wyjaśni się
przy kasie. Podchodzimy do kasy, a tu młody chłopak (taki z kolczykami na
uszach) odpowiada niedbale - nie ma kodu, nie sprzedajemy. Po czym
lekceważąco odwraca wzrok i obsługuje następnego klienta. Przepraszam! -
ripostuję. Chciałbym to kupić! Mówiłem, że nie da się... - odpowiada i
pokazuje palcem Punkt Obsługi Klienta. Idziemy, a tam następna dziewczyna nas
zbywa kilkoma słowami. Chcę rozmawiać z kierownikiem zmiany - odpowiada
grzecznie moja znajoma. Nie ma! - odszczekuje pracowniczka Tesco. Jak nie
ma? - proszę ją zawołać... O Jezuuu.... - odpowiada zniecęcona po czym idzie
gdzieś w kierunku hali. Idę za nią i patrzę, a ona na odzieżowym stoi i niby
zastanawia się, niby coś szuka wzrokiem. Wraca po 1,5 minucie i mówi:
niestety kieronika sali nie ma, bo niedziela, a drugiej pary kapielówek nie
ma, tych nie sprzedamy bo nie ma kodu. Odwraca się na pięcie i odchodzi.
Poczułem uderzający przypływ krwi do twarzy, ale powstrzymuje mnie małżonka
mówiąc: wychodzimy, nie dogadasz się... Więc wychodzimy, słysząc szemrania
młodzieży, która usatysfakcjonowna zwycięstwem szczerzy zęby w zadawalającym
uśmiechu.
Wstyd! Mili Państwo. Korzystam z Tesco w Krakowie i gdy mi się coś takiego
zdarzyło raz, to kierownik działu stanął na rzęsach by znaleźć właściwy kod
przedmiotu. Ale cóż, personel Tesco w Chrzanowie olewa klientów, więc nie ich
traci, bo ja juz tam nie kupię NIGDY! Dla mnie jest to parszywe Tesco!