07.02.08, 19:47
Nie znalazłem dokładnego dopowiednika w języku polskim więc zostane przy
oryginale.
To taka technika używana przy krojeniu szkła - bardzo użyteczna bo po pierwsze
redukuje ryzyko odprysków przy krawędzi(co sie często zdarza przy odstukiwaniu
od spodu), po drugie bok wyciętego kawałka jest gładki, równy i nie wymaga
szlifowania - nawet do tiffaniego ( ha! po co komu szlifierka). Rozbierając
stare witraże często sie zastanawiałem jak nawet najbardziej skomplikowane
cięcia nie mają śladów osełki. Teraz już wiem 8-)
Jak to działa
Na dwa sposoby: ten bardziej oczywisty i znajdujący zastosowanie przy
prostszych kształtach - po wykonaniu cięcia, chwytamy obcęgami do łamania
szkła za to co chcemy odłamać i delikatnie z wyczuciem usiłujemy "nagiąć"
szkło wzdłuż linii przecięcia - nie łamiemy od razu, tylko doprowadzamy do
sytuacji, kiedy wzdłuż linii cięcia pojawia się pęknięcie na całą grubość
szkła - wtedy już łatwo odłamać to co chcemy bez ryzyka.
Drugi sposób, przy bardziej udziwnionych kawałkach: po nacięciu odwracamy
szkło na drugą stronę, kładziemy na stole i naciskając delikatnie wzdłuż linii
cięcia staramy sie osiągnąć efekt jak wyżej.
I jeszcze jedno, ten manewr najlepiej rozpocząć tam gdzie linia cięcia została
zakończona - to będzie najsłabszy punkt szkła.
Kolega z którym pracuje i który mnie tego nauczył, opowiadał mi, że studio dla
którego pracował wcześniej należy do rodziny gdzie zawód witrażysty przechodzi
z pokolenia na pokolenie i jego uczyła trzecia generacja witrażystów. Venting
był jedyna dozwolona metoda łamania szkła. Na wspomnienie o szlifierce szef
sie ponoć śmiał, za stukanie w szkło od spodu lał po łapach.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka