Dodaj do ulubionych

zastępstwa w szkole

22.09.09, 11:49
Jak jest u Was? Czy nauczyciele z tych bardziej chorowitych? Czy
dzieci mają zorganizowane merytoryczne zastępstwa w przypadku
dłuższej nieobecności nauczyciela?
Obserwuj wątek
    • pam_71 Re: zastępstwa w szkole 22.09.09, 12:37
      W przypadku krótkich nieobecności lekcje w I-III zwykle były skracane i wchodził
      inny nauczyciel (lub ewentualnie Pani Bibliotekarka).
      W I kl Młodej, Pani od angielskiego poszła na L4-ciążowe. Po miesiącu "łatania"
      kim popadnie dostali inną Panią na zastępstwo. Ma z nimi lekcje do dziś.
      Co wyżej - jeszcze nie mieliśmy okazji sprawdzić.
      Szkoła publiczna, rejonowa (ok.800 uczniów).
    • protozoa Re: zastępstwa w szkole 22.09.09, 14:28
      Część nauczycielek w szkole moich synow była bardzo chorowita. Chorowały im
      dzieci, nie przepuściły żadnej okazji, zeby iść na zwolnienie. Szlag nas trafiał
      na polonistke w klasie maturalnej. Na 8 miesięcy pracy co najmniej 4 na
      zwolnieniach i to takich siekanych - pani w poniedziałki miała wolne
      przychodziła do pracy we wtorek w środę juz źle się czuła i zamiast do pracy
      szła do lekarza w efekcie czego była nieobecna w środę, czwartek, piątek.
      Zastępstwa rzadko merytoryczne.
      • takijestlos Re: zastępstwa w szkole 22.09.09, 16:28
        >Na 8 miesięcy pracy co najmniej 4 na
        > zwolnieniach
        > Zastępstwa rzadko merytoryczne.

        Czyli widzę, że podobniesad
        Mnie szczerze powiedziawszy wkurza to.
        Sądzicie, że nie ma bata?
        • verdana Re: zastępstwa w szkole 22.09.09, 16:33
          Nie ma.
          Ale sa szkoly, ktore sobie radzą - czyli mozna. U mojego syna w II
          gimnazjalnej chorowała przez pół roku nauczycielka chemii - zlamała
          nogę. Zastępstw merytorycznych nie bylo, zalatwoiono je dla klas 3-
          cich. A w tym roku maja dodatkowe lekcje chemii - czylki moim
          zdaniem OK.
        • protozoa Re: zastępstwa w szkole 22.09.09, 16:46
          Szkoła może sobie radzic lepiej albo gorzej, ale nie sposób zorganizować
          jakiekolwiek merytoryczne zastępstwa w przypadku licznych acz krótkich zwolnień.
          Zwolnień 3 dniowych nikt nie kwestionuje. Infekcje, bóle brzucha, przeziębione
          dziecko, ból gardła. Nie wymaga dopuszczenia do pracy. Nie mozna nikogo
          zatrudnic na zastępstwo, bo teoretycznie jest w pracy, ale nigdy nie wiadomo
          kiedy nie będzie. Wtedy na lecke przychodzi byle jaki nauczyciel i głównie
          pilnuje, zeby był jako taki spokój.
          Złamana noga daje dyrekcji możliwość manewru, mniej więcej wiadomo jak długo
          nauczyciel będzie nieobecny. W przypadku początkującego przedszkolaka wiadomo,
          że nauczycielka będzie robiła to co jest jej na rekę - brała raz, dwa razy w
          miesiącu po 3 dni zwolnienia - limitu nie przekroczy, dopuszczenia do pracy nie
          wymaga, lekcje sie nie odbywaja, dyrekcja jest bezradna, rodzice maja zgryz,
          dzieci biegaja na korepetycje. W efekcie zdaja nieźle maturę i nauczycielka
          siedzi w glorii - nikt jej nie zarzuci nieuczenia, bo są wyniki.
          • takijestlos nie ma to jak nauczyciel 23.09.09, 12:47
            A swoją drogą ciekawe, czy jest jeszcze jakiś inny zawód, w którym
            mozna tak sobie chorować i chorować, i jeszcze aprobatę
            współparacowników uzyskiwać (bo wpadną dodatkowe grosze za
            zastępstwo).

            W przypadku 1-2 dniowych, powtarzających się nieobecności chyba
            niewiele da sie zrobić, ale przy dłuższych - pole do popisu dla
            dyrekcji jest spore.
            • pam_71 Re: nie ma to jak nauczyciel 23.09.09, 12:59
              A swoją drogą ciekawe, czy jest jeszcze jakiś inny zawód, w którym
              mozna tak sobie chorować i chorować, i jeszcze aprobatę
              współparacowników uzyskiwać (bo wpadną dodatkowe grosze za
              zastępstwo).


              Bez urazy wink Ale myślę że cała budżetówka jest taka ...(wiem, bo sama mam
              takową posadę) i to nie tylko u nas. Kolega z pracy właśnie wrócił z Japonii.
              Opowiadał, że japończycy są bardzo usłużni wszędzie tam gdzie są zależni od
              klienta. A już urzędy i biura to herbatka i plotki wink Podobne wspomnienia mam z
              Francji ;-p Ale tam byłam dość dawno .. moja Ciotka pracowała w Merostwie ..
              jakoś nie wierzę, ze wiele się tam zmieniło.
              Dopóki w szkolnictwie 'dobra praca' nie będzie miała przełożenia na dobrą płacę
              to zwolnienia nauczycieli będą nagminne. Musi się po prostu zacząć "nie opłacać"
              chorować ...
              • takijestlos Re: nie ma to jak nauczyciel 24.09.09, 11:07
                > Dopóki w szkolnictwie 'dobra praca' nie będzie miała przełożenia
                >na dobrą płacę to zwolnienia nauczycieli będą nagminne. Musi się po
                >prostu zacząć "nie opłacać "
                > chorować ...

                No i musi być jesze bat na tych mianowanych (czy dyplomowanych),
                których zwolnić się praktycznie nie da ...
          • takijestlos protozoa 23.09.09, 12:49
            protozoa napisała:

            >Nie wymaga dopuszczenia do pracy.

            Możesz rozwinąć?



            • pam_71 Re: protozoa 23.09.09, 13:01
              chyba chodzi o zaświadczenie o zdolności do pracy wystawione przez lekarza
              medycyny pracy ... ?!
            • protozoa Re: protozoa 23.09.09, 13:09
              Jeżeli zwolnienie trwa ponad 30 dni pracownik musi byc dopuszczony do pracy
              przez lekarza zakładowego ( ten czasem prosi o opinie specjalistę). W przypadku
              takim jak była polonistka moich synów sytuacja jest dla niej znacznie
              korzystniejsza.
              Bo po pierwsze ma krótkie zwolnienia, których nikt raczej nie kwestionuje.
              Lekarz rodzinny wystawia 3 dniowe zwolnienie z powodu infekcji jej, dziecka.
              Początkujący przedszkolak ma stale nawracające infekcje. Zwolnienia brane są na
              3 dni w tygodniu - w opisanym przypadku na środę, czwartek, piątek. W sobotę,
              niedziele i poniedziałek pani nie pracowała - wolne dni+ tak ułozony plan. W
              szkole pojawiała się we wtorek, cos tam zrobiła ( najczęściej klasówke) i
              znikała na 3 dniowym zwolnieniu. Miała dwie takie akcje w miesiącu, tzn, była 6
              dni nieobecna i tylko za ten czas płacił jej zUS - 80% resztę pracodawca w 100%.
              Z 6 godzin języka polskiego w tygodniu czyli 24 h miesięcznie - uczniowie mieli
              14. Mnożąc to przez 8 miesięcy - stracili 112 godzin obowiązkowego przedmiotu
              zdawanego na maturze. Pani zaś miała zwolnienie tylko ( a może aż) 48 dni.
              • takijestlos Re: protozoa 24.09.09, 11:11
                > Jeżeli zwolnienie trwa ponad 30 dni pracownik musi byc dopuszczony
                >do pracy

                Odebrałam, że zwolnienia do 3 dni rządzą sie innymi prawami...
                No, fakt są trudne do podważenia z powodów, o jakich piszesz.

                Zakładając ten watek w ogóle nie brałam pod uwagę zwolnień dłuższych
                niż 30 dni. W takiej sytuacji wydawało mi sie (naiwność?)oczywiste,
                że zastępstwo merytoryczne byc musi.


    • kub-ma Popatrzmy na sprawę inaczej 23.09.09, 15:40
      Sytuacja następująca: matka nauczycielka, dziecko przedszkolne. Jako
      przedszkolak dziecko niestety choruje. Mamie też się zdarzy, bo jako że
      pracuje głosem ,większość gardłowych infekcji kończy się nieciekawie.
      Pół biedy, kiedy chorują równocześnie, większa gdy osobno. No i
      zwolnienia siłą rzeczy są. Powiedzmy, że ojciec trochę ratuje sytuację
      i też zostaje z chorym dzieckiem. A jak dzieci jest np. dwoje w wieku
      przedszkolno-podstawówkowym? Najlepsze rozwiązanie - opiekunka, no ale
      tej trzeba oddać praktycznie całą nauczycielską pensję. Sytuacja
      nieciekawa.
      • protozoa Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 23.09.09, 16:45
        Sytuacja nieciekawa równiez dla np. maturzystów, którzy na skutek absencji tej
        pani - zamierzonej czy nie - nie wnikam, moga miec naprawdę kłopoty. W klasie
        moich synów - renomowane warszawskie liceum z górnej półki- 100% maturzystów
        brała korepetycje z polskiego, zeby.....nadrobic braki powstałe z winy
        nauczycielki. Ile te prywatne lekcje kosztowały rodziców? A co by było gdyby
        kogos nie było stac na korepetycje? Dla kogo sytuacja jest bardziej nieciekawa -
        dla nauczycielki czy maturzystów i ich rodziców?
        Może i tak nalezy sporzeć na tę sprawę bo jak od dawna wiadomo punkt widzenia
        zalezy od punktu siedzenia.
        • kub-ma Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 23.09.09, 19:52
          Nie, nie chodziło mi o tak skrajną sytuację, gdy przepada 112 godzin
          przedmiotu w klasie maturalnej. Dla mnie to też sytuacja trudna do
          zaakceptowania. Chodziło mi raczej o normalne niobecności.
          A w przypadku tak dużych absencji nauczycielki w klasie maturalnej, to
          wydaje mi się, że dyrekcja miała jakieś pole manewru.
      • pam_71 Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 23.09.09, 18:47
        Taką nieciekawą sytuację ma każda pracująca matka dzieci
        przedszkolnych i jakoś sobie One radzą (babcie, opiekunki, sąsiadki,
        ew. starsze rodzeńswto) nie uciekając na opiekę przy każdym
        kichnięciu Malucha.
        Moje gardło jest typowo nauczycielskie (od laryngologa czy foniatry
        nie dostałabym zgody na pracę w tym zawodzie wink) i jakoś nie łapię
        infekcji przy każdej okazji (2x w sezonie mam zapalenie
        gardła/krtani ) wink
        I pomimo że nie pracuję w szkole też miałam półroczny okres gdy cała
        moja pensja szła do kieszeni naszaj Opiekunki ... takie życie.
        • kub-ma Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 23.09.09, 20:01
          No więc nauczycielki też sobie jakąś radzą.
          Jest wiele nauczycielek naprawdę sumiennych, którym zależy na tym by
          dobrze wykonywać pracę. I choroba dziecka jest nie tylko stresem bo
          dziecko chore, ale również tym, że nie może stawić się w pracy. A
          czasami babcie, sąsiadki, starsze rodzeństwo są poza zasięgiem.
          A co do gardła, nie miałam na myśli częstego chorowania. Raczej
          chodziło mi o to, że kontakt z tyloma infekcjami w szkole i ciągła
          konieczność mówienia to warunki sprzyjające.
          Nie mam nic przeciwko sytuacji gdy przez jakiś czas pensja idzie dla
          opiekunki, ale nie rok za rokiem.
          • katharsisss Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 23.09.09, 20:50
            Gdyby nauczyciele zarabiali godne pieniądze, to zapłaciliby za opiekunki. Ale
            przy zarobkach ok. 1500zł raczej na opiekunki ich nie stać. Poza tym pracują
            głosem i często choroby się zdarzają.
            • takijestlos pełen etat 24.09.09, 11:17
              katharsisss napisała:

              > Gdyby nauczyciele zarabiali godne pieniądze, to zapłaciliby za
              opiekunki. Ale przy zarobkach ok. 1500zł raczej na opiekunki ich nie
              stać.

              Gdyby nauczyciele mieli 30 godzin zajęć dydaktycznych, zamiast 19 to
              zarabialiby więcej niż zwykły pracownik biurowy. Czyli trzeba
              zwrócić sie do oraganizacji swych, aby nie bronili pensum ...
              • kub-ma Re: pełen etat 24.09.09, 13:13
                30 tygodniowo? Nie, nie da się dobrze przygotować i dobrze
                przeprowadzić 30 lekcji tygodniowo. Nie przedmiotu, którego uczę (o
                innych się nie wypowiem, bo nie uczyłam).
                • protozoa Re: pełen etat 24.09.09, 17:24
                  Pracuję na etacie 30 h tygodniowo. Moja praca jest bardziej odpowiedzialna i
                  może kosztować ludzkie życie. Operuję, ale jestem także nauczycielem
                  akademickim. Tak więc nie opowiadaj mi, że nie sposób dobrze się przygotować i
                  dobrze prowadzić 30 h tygodniowo. Ale trzeba się sprężyć i pracować a nie
                  markować pracę.
                  • kub-ma Re: pełen etat 24.09.09, 17:40
                    Powtarzam, nie da się dobrze przygotować i dobrze przeprowadzić 30
                    lekcji tygodniowo z mojego przedmiotu (uwzględniając wszystkie
                    obowiązki nauczyciela) Np. stosowanie oceniania kształtującego jest
                    niesamowicie pracochłonne.
                    Ale w jednej kwestii zgadzam się bezapelacyjnie: praca lekarza jest
                    bardziej odpowiedzialna. Tylko, że ja nigdy tego nie negowałam.
                    • protozoa Re: pełen etat 24.09.09, 18:15
                      Nasza wymiana zdań przypomina dyskusję nad wyższością świąt Bożego Narodzenia
                      nad Wielkanocą - lub odwrotnie. Nauczyciel pracuje 18 godzin tygodniowo - czyli
                      3 lub 4 dziennie, jeśli zdarzy się 5 to 1 dzień w tygodniu ma wolny. Znajdź mi
                      drugi taki zawód? Przygotowywanie się do lekcji? W przypadku znakomitej
                      większości - fikcja. Powtarzanie cały czas tych samych treści. Sprawdziany?
                      Odbite z Operona, Stentora czy Pazdry testy - młodzież wie po miesiącu z jakiej
                      książki i sprawdzanie według klucza. Zajmuje to max 2-3 godziny. Zebrania z
                      rodzicami - 3-4 razy w roku , rady pedagogiczne - podobnie. Jeśli dodamy
                      wycieczki itd to czas pracy nauczyciela nie będzie dłuższy niż 22-25 h
                      tygodniowo. I za tyle mniej więcej się płaci. I tak jak my dorabiamy dyżurami,
                      pracą po spółdzielniach, przychodniach tak Wy korepetycjami.
                      • pam_71 Re: pełen etat 25.09.09, 08:32
                        Przygotowywanie się do lekcji? W przypadku znakomitej
                        większości - fikcja.

                        Dzisiaj już niestety nie ma tak dobrze wink Podstawa programowa, jak wiesz,
                        zmienia się częściej niż rozkład jazdy PKP wink Dodatkowo na rynku jest wiele
                        różnych wydawnictw do wyboru. Żeby nie było: Moje dzieciaki (2lata różnicy)
                        miały zupełnie inne podręczniki w nauczanie zintegrowanym. Zakres tematyczny
                        przez trzy lata do opanowania taki sam, ale układ treści, przykłady, czytanki
                        zupełnie inne. Jeżeli Nauczyciel podchodzi poważnie do swojej pracy nie może już
                        wejść do klasy z biegu i otworzyć książkę licząc, ze na stronie 25 jest
                        Tw.Pitagorasa. Dokształacanie też nie wygląda tak kolorowo, bo wszelkie kursy są
                        organizowane poza godz. pracy czyli w wypadku kilkudniowych weekendowo.
                        Ja wychodząc z pracy - zamykam pokój, zabieram torebkę i zostawiam wszystko co
                        służbowe za drzwiami. Z dzieciństwa pamiętam mamę(nauczycielkę matematyki), jak
                        siedziała w kuchni pilnując gotującego się obiadu i przy okazji poprawiała
                        sprawdziany, przeliczała zadania czy układała klasówki wink Często "była
                        nieobecna duchem", bo właśnie wpadał jej do głowy fajny pomysł na lekcję. Była
                        bardzo dobrym pedagogiem i uwielbiała pracę z młodzieżą.
                        Pozdr
                        • takijestlos Re: pełen etat 25.09.09, 11:51
                          pam_71 napisała:

                          >Żeby nie było: Moje dzieciaki (2lata różnicy)
                          > miały zupełnie inne podręczniki w nauczanie zintegrowanym. Zakres
                          >tematyczny przez trzy lata do opanowania taki sam, ale układ
                          >treści, przykłady, czytanki zupełnie inne.

                          I chcesz powiedzieć, że nauczyciel w takim przypadku siedzi 3
                          godziny dziennie, aby sie przygotować do kolejnej czytanki i nowego
                          układu książki?

                          > Ja wychodząc z pracy - zamykam pokój, zabieram torebkę i
                          >zostawiam wszystko co służbowe za drzwiami.

                          To masz szczęście, że tak ci sie trafiłosmile
                          Ostatecznie nauczyciel tez może posiedzieć w szkole te 3 godziny
                          dłużej i już nic na głowie w domu nie mieć.




                          • pam_71 Re: pełen etat 25.09.09, 12:13
                            I chcesz powiedzieć, że nauczyciel w takim przypadku siedzi 3
                            > godziny dziennie, aby sie przygotować do kolejnej czytanki i nowego
                            > układu książki?


                            Musi je przynajmniej przejrzeć i odpowiednio rozłożyć sobie materiał w czasie.
                            Wiesz ... ja akurat miałam taka Panią w LO, która robiła tak jak opisujesz wink i
                            co którąś lekcję trafiało się zadanie, którego nawet Ona nie umiała rozwiązać -
                            żenada i poruta przed uczniami.

                            To masz szczęście, że tak ci sie trafiłosmile
                            To nie kwestia szczęścia, a mojego świadomego wyboru - który z resztą pociągnął
                            za sobą obniżenie moich dochodów ... no ale coś za coś wink
                            • takijestlos Re: pełen etat 25.09.09, 12:18
                              pam_71 napisała:


                              > Musi je przynajmniej przejrzeć i odpowiednio rozłożyć sobie
                              materiał w czasie.
                              > Wiesz ... ja akurat miałam taka Panią w LO, która robiła tak jak
                              opisujesz wink

                              I takich nauczycieli nieprzykładających sie jest zdecydowana
                              większość.

                              > To nie kwestia szczęścia, a mojego świadomego wyboru - który z
                              >resztą pociągnął za sobą obniżenie moich dochodów ... no ale coś za
                              coś wink

                              O ten wybór mi chodzi. Skoro ktos decyduje sie na pracę w wymiarze
                              pół etatu (nawet jeśli jest czasami ciężka), to nie może mieć
                              pretensji, że nie zarabia tyle co na całym.

                              • pam_71 Re: pełen etat 25.09.09, 12:36
                                O ten wybór mi chodzi. Skoro ktos decyduje sie na pracę w wymiarze
                                pół etatu (nawet jeśli jest czasami ciężka), to nie może mieć
                                pretensji, że nie zarabia tyle co na całym.


                                Ale czy któraś z osób tu się wypowiadających ma o to pretensje ?! Jak dotąd to
                                Ty głosisz, że nauczyciele są be i że większość z nich to lenie i że maja za
                                dużo wolnego czasu ;-p
                                Problem merytorycznych zastępstw na wypadek nieobecności to broszka Dyrekcji.
                                Obawiam się, że często w wypadku krótkich zwolnień (tak jak pisała Protazoa) nie
                                ma kim załatać ... co nie oznacza że jest to fair w stosunku do uczniów.
                                To tak trochę jak z tymi fakultetami z w-f - pomysł uważam dobry, ale w wielu
                                wypadkach nie do zrealizowania z uwagi na warunki lokalowe/organizacyjne szkoły.
                                Czyli Pat wink
                    • takijestlos Re: pełen etat 25.09.09, 11:46
                      kub-ma napisała:

                      > Powtarzam, nie da się dobrze przygotować i dobrze przeprowadzić 30
                      > lekcji tygodniowo

                      To własnie zwiększjąc pensum zapewni sie naturalna selekcję;
                      pozostaną ci nauczyciele, którzy potrafią to zrobić.
                      A swoją drogą, zróżnicowanie ze względu na przedmiot też powinno
                      mieć miejsce, ale jakoś nikt nie chce rezygnować z nabytych
                      przywilejów...

                      > Np. stosowanie oceniania kształtującego jest
                      > niesamowicie pracochłonne.

                      A możesz rozwinąć?

                  • takijestlos 30 h 25.09.09, 11:41
                    protozoa napisała:

                    >Tak więc nie opowiadaj mi, że nie sposób dobrze się przygotować i
                    > dobrze prowadzić 30 h tygodniowo. Ale trzeba się sprężyć i
                    >pracować a nie markować pracę.


                    Tak własnie sądzę, że 30h to odpowiednie pensum dla nauczycieli;
                    dopiero pracując tyle moga porównywać zarobki z innymi
                    • pam_71 Re: 30 h 25.09.09, 11:54
                      W trakcie studiów miałam 2x przez okres zaledwie trzech tygodni praktyki w
                      szkole ... 6 lekcji każdego dnia ... widać, że o zawodzie Nauczyciela nie masz
                      zielonego pojęcia wink
                      • takijestlos Re: 30 h 25.09.09, 12:14
                        pam_71 napisała:

                        >Nauczyciela nie masz
                        > zielonego pojęcia wink

                        Mylisz się, ponieważ sama uczyłam przez jakiś czas.
                        I z perspektywy innych zawodów uważam, że to niezła fucha, ze
                        względu właśnie na kupę wolnego czasu (ja akurat lubiłam uczyć).
                        Natomiast za żadne skarby nie wróciłabym do gimnazjum (no chyba że z
                        wyselekcjonowaną młodzieżą).
                        Każdy w jakimś stopniu porównuje z własnymi doświadczeniami, jeśli
                        ty na luzie odbębniasz 8 godzin w budżetówce, z czego faktycznie
                        pracujesz ... godz, to i pewnie spojrzenie masz inne. Przecież i tak
                        może być, że łatwiej i finansowo lepiej przesiedzieć 8 godzin niż
                        użerać się z wyrostkami przez 4, nie przeczę.

                        Właściwie to tylko jedną nauczycielkę osobiście spotkałam, która
                        otwarcie mówiła o przywileju związanym z krótkim czasem pracy,
                        przymykając oczy na niedogodności; była (bo juz nie żyje) super
                        nauczycielką . I ja również twierdzę, że pod względem ilości
                        godzin pracy
                        nauczyciele mają jak w niebie. Kwestia głodowej
                        pensji po studiach i innych minusów to inna sprawa.
                        • pam_71 Re: 30 h 25.09.09, 12:27
                          Każdy w jakimś stopniu porównuje z własnymi doświadczeniami
                          No to akurat chyba naturalne wink

                          jeśli
                          > ty na luzie odbębniasz 8 godzin w budżetówce, z czego faktycznie
                          > pracujesz ... godz, to i pewnie spojrzenie masz inne.


                          wink A co ... zazdrościsz ?!
                          A tak poważnie, to moja kolejna posada ... i bynajmniej nie druga czy trzecia
                          wink I swoje widziałam - min. jak pracownicy nerwowo wstrzymywali oddech przed
                          wejściem Prezesa, albo jak dziewczyny z jednego działu "podkradały" sobie
                          klientów żeby wyniki sprzedaży mieć lepsze ...
                          I ciągle nie uważam, że praca w szkole jest łatwa i przyjemna. Owszem dużym
                          plusem są wakacje i czas wolny. Ale na tym owa lista "+" się kończy ...
                          Możliwe że mam zboczony obraz świata z uwagi na tradycje nauczycielskie w
                          rodzinie ... wink
                          • takijestlos Re: 30 h 25.09.09, 12:34
                            pam_71 napisała:
                            > I ciągle nie uważam, że praca w szkole jest łatwa i przyjemna.

                            A GDZIE ja piszę, że jest łatwa i przyjemna??? To są kwestie całkiem
                            subiektywnych odczuć. Co więcej, często współczuję nauczycielom w
                            pewnych sytuacjach. Natomiast twierdzę, że wymiarowo jest
                            luksusowa.

                            > Możliwe że mam zboczony obraz świata z uwagi na tradycje
                            nauczycielskie w rodzinie ... wink

                            Zawsze mozna mieć zboczony obraz, jeśli się miało rodzica bardzo
                            angażującego się w pracę, bez względu na zawódsmile
                            Z całą pewnością są jeszcze nauczyciele z pasją, ale jest ich
                            niestety mało.
          • protozoa Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 24.09.09, 08:24
            W przypadku dłuższej nieobecności Dyrekcja powinna sobie poradzić
            np.organizując okresowe zastępstwo nauczyciela-emeryta. Ale co zrobić gdy NAGLE
            w środę rano dowiaduje się, że synek polonistki ma gorączkę i ona właśnie udaje
            się do lekarza. I nigdy nie wiadomo czy będzie to pierwsza, druga czy trzecia
            środa miesiąca. Jak w ciągu kilku godzin zorganizować zastępstwo? Jak zrobić to
            następnego dnia? Jak ewentualnie zastępujący nauczyciel ma się przygotować do
            zajęć? Jak sobie cokolwiek zaplanować wiedząc, że za tydzień lekcje będzie
            prowadziła "właściwa"polonistka?
            Nie trafia do mnie argument niskich poborów nauczycieli. Ja też nie zarabiam
            kroci, a stawka godzinowa nauczycieli jest większa od mojej.
            Nie trafia do mnie argument "kontaktu z tyloma infekcjami" - czy mam porównywać
            kto z nas jest bardziej narażony? Ja codziennie jestem potencjalnie zagrożona
            znacznie poważniej niż pani w szkole ( choćby HCV, HIV, o grypie nie
            wspominając). Też pracuję głosem bo jestem i nauczycielem akademickim i mam
            starszych niedosłyszących pacjentów, i ludzie, którzy pytają, pytają, pytają.
            • azile.oli Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 24.09.09, 09:30
              W gimnazjum moich dzieci dyrekcja stara się tak ''przydzielać ''
              nauczycielki, aby te, które mają małe dzieci, są w ciąży itd nie
              uczyły ostatnich klas. Są nauczyciele, którzy bardzo rzadko
              korzystają ze zwolnień i to oni tam uczą. Oczywiście może się
              zdarzyć jakiś wypadek losowy, ale wtedy przy dłuższej nieobecności
              jest zatrudniany np nauczyciel emeryt. Właściwie jest tylko jedna
              nauczycielka, która b ardzo często bierze zwolnienia na siebie lub
              dziecko, ale na szczęście uczy przedmiotu, którego można się nauczyć
              samemu ( oczywiście dotyczy to dzieci pilnych, odpowiedzialnych, bo
              niektórzy ''nie przyciśnięci'' sami nie zrobią nic).
              Pojedyncze zastępstwa nie zawsze sąś merytoryczne. Dobrze, jeśli
              przeprowadzi je inny nauczyciel tego przedmiotu, lub odbędą się
              lekcje dodatkowe z innego przedmiotu. Bardzo dużym minusem u nas
              jest to, że dzieci nie są zwalniane wcześniej nigdy, mimo, że to
              ostatnia lekcja i nie robią nic (np siedzą na świetlicy i grają w
              piłkarzyki).
              • takijestlos Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 24.09.09, 11:24
                azile.oli napisała:
                > Bardzo dużym minusem u nas
                > jest to, że dzieci nie są zwalniane wcześniej nigdy, mimo, że to
                > ostatnia lekcja i nie robią nic (np siedzą na świetlicy i grają w
                > piłkarzyki).

                I to, niestety, potwierdza moja tezę (zwolnienie dzieci-brak kasy za
                zastępstwo)
                • ewicia22 Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 24.09.09, 15:41
                  prawda jest taka, że szkoła nie ma prawa wysłać dzieci wcześniej do domu,
                  zwłaszcza jeśli jest to podstawówka... ma obowiązek zapewnić opiekę do
                  określonej godziny
                  • takijestlos Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 25.09.09, 11:58
                    ewicia22 napisała:

                    > prawda jest taka, że szkoła nie ma prawa wysłać dzieci wcześniej
                    >do domu, zwłaszcza jeśli jest to podstawówka... ma obowiązek
                    >zapewnić opiekę do określonej godziny

                    Pomińmy uczniów klas 1-3 podstawówki. Bardzo proszę podaj mi
                    KONKRETNY przepis, z którego wynika, że szkoła NIE może
                    zapowiedzieć, że jutro, przez tydzień...dzieci wychodzą godzinę,
                    dwie wcześniej?
                    • pacynka27 Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 27.05.10, 22:16
                      takijestlos napisała:
                      Bardzo proszę podaj mi
                      > KONKRETNY przepis, z którego wynika, że szkoła NIE może
                      > zapowiedzieć, że jutro, przez tydzień...dzieci wychodzą godzinę,
                      > dwie wcześniej?

                      Nie wiem czy jest taki przepis czy nie. Mój syn (I kl SP) dostaje kartkę do
                      wklejenia do zeszytu że następnego dnia klasa kończy np. dwie godziny wcześniej.
            • kub-ma Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 24.09.09, 10:39
              Odmówiłaś nauczycielom i ich dzieciom prawa do chorowania. Mają nie
              chorować. Przecież wiadomo, że choroba przychodzi nagle. W niektórych
              zawodach rodzice przeznaczają urlopy na to by być w domu z chorym
              dzieckiem. W tym zawodzie tak się nie da.
              W praktyce często sprawdza się system - na zastępstwa idą nauczyciele
              innych przedmiotów i przeprowadzają swoje lekcje, a w sytuacji gdy oni
              chorują idzie np. polonistka. I oczywiście do klasy maturalnej nie daje
              się nauczyciela, który ma małe dziecko, a nie ma mobilnej babci.
              Argument niskich poborów jest jak najbardziej oczywisty: wypłata 1500
              zł, opiekunka 1500 zł - rachunek jest prosty.
              Ja nie chcę się z nikim porównywać, bo nie wiem jak dokładnie wyglądają
              inne zawody. Wiem jak wtgląda mój zawód. I nie zaneguję faktu, że
              infekcji w szkole jest dużo i dużo również mówię. To są czynniki
              sprzyjające, ale nie jednoznacznie powodujące częste choroby.
              • takijestlos kub-ma 24.09.09, 11:33
                kub-ma napisała:

                > Odmówiłaś nauczycielom i ich dzieciom prawa do chorowania.

                Ku-ma, czy ty masz jakiś kompleksy? Cały czas siedzisz na
                zwolnieniu ?

                To NIE jest watek rozstrząsający MORALE chorujących (taki też by sie
                przydał, to inna sprawa). To wątek na temat OBOWIĄZKÓW dyrektorów
                oraz CHĘCI i możliwości zorganozowania merytorycznych zastępstw.

                > Argument niskich poborów jest jak najbardziej oczywisty: wypłata
                1500
                > zł, opiekunka 1500 zł - rachunek jest prosty.

                Ale kasjerki w biedronce nie zarobią wiecej, a dzieci też miewają ...
                I na przeciągi i kontakt z infekcjami są narażone.
                Więc nie wyjeżdżaj tu z zarobkami.

                Ja nie osądzam, czy nauczyciele mają prawo chorować. Stwierdzam
                jedynie, że mogą to czynić bezkarnie a zastępstwa wtedy na ogół
                bywają fikcją.

                • kub-ma Re: kub-ma 24.09.09, 13:07
                  Nie, nie mam kompleksów smile
                  Czy podanie jakiegoś argumentu jest "wyjezdżaniem"? Ech, nie sądzę. Ale
                  oczywiście można się z nim nie zgadzać.
                  Moim zdaniem dobre i merytoryczne zastepstwa zależą w DUŻEJ CZĘŚCI od
                  dyrektora. Ale w rzeczywistości potrzebne jest nowe spojrzenie na
                  obowiązki nauczyciela i finansowanie szkół by było satysfakcjonująco.
                  • takijestlos Re: kub-ma 24.09.09, 13:15
                    kub-ma napisała:
                    > Moim zdaniem dobre i merytoryczne zastepstwa zależą w DUŻEJ CZĘŚCI
                    >od dyrektora.

                    Tak, własnie. Załozyłam ten watek w celu rozeznania sprawy, jak to
                    wygląda w róznych częściach Polski

                    >Ale w rzeczywistości potrzebne jest nowe spojrzenie na
                    > obowiązki nauczyciela i finansowanie szkół by było
                    >satysfakcjonująco.

                    Kwestia zarobków o jest temat na inny watek. Bardzo watpię, aby
                    akurat podwojenie zarobków zmniejszyło "chorowitość" co poniektórych.

                    P.s.(W kwestii zarobków nauczycieli mam niezmienny pogląd : pracują
                    na pół etatu, to i zarobki mają pomniejszone. Zwiększenie
                    pensum=zwiększenie zarobów. Kwestia wyboru. Ale to temat na inny
                    wątek)
                    • ewicia22 Re: kub-ma 24.09.09, 15:53
                      takijestlos napisała:
                      W kwestii zarobków nauczycieli mam niezmienny pogląd : pracują
                      > na pół etatu, to i zarobki mają pomniejszone. Zwiększenie
                      > pensum=zwiększenie zarobów. Kwestia wyboru. Ale to temat na inny
                      > wątek)

                      oczywiscie- pół etatu... a zebrania, wycieczki, rady pedagogiczne, sprawdzanie w
                      domu testów, zeszytów, przygotowanie lekcji? kiedy zaczynają się lekcje, to
                      czasami nie ma wolnej minuty, żeby napić się herbaty albo siku zrobić...

                      ale tu nie chodzi o to, żeby narzekać, ale żeby docenić... to nie jest łatwa
                      praca...
                      • takijestlos bla, bla, bla 25.09.09, 11:30
                        ewicia22 napisała:

                        > oczywiscie- pół etatu...
                        pensum - nawet mniej niż pół

                        >a zebrania
                        dopełnia pensum do połówki etatu

                        >wycieczki
                        w ramach godzin

                        >rady pedagogiczne
                        ile godzin tygodniowo?

                        >sprawdzanie w domu testów, zeszytów
                        bla, bla, bla, w konretniejszym wymiarze dot 10 % nauczycieli (nie
                        mam nic przeciwko temu, aby im za to dodatkowo płacić)

                        > przygotowanie lekcji?
                        ??? ha, ha, ha, (ilu nauczycieli faktycznie dotyczy?), puste slogany
                        taaa, bo w innych zawodach to się teoretycznie w godzinach pracy
                        dokształcasz...

                        > kiedy zaczynają się lekcje, to
                        > czasami nie ma wolnej minuty, żeby napić się herbaty albo siku
                        >zrobić...

                        na lekcji chesz pić herbatę, albo siku robić??? myślisz, że w innych
                        zawodach tak mozna co 5 minut?
                        4 godziny pracy - właściwie przerwa się nie należy, a i tak jest
                        (przerwy szkolne)

                        > ale tu nie chodzi o to, żeby narzekać, ale żeby docenić... to nie
                        >jest łatwa praca...

                        to czy łatwa czy ciezka nie ma nic z tym, że jest PÓŁetatowasmile

                        Jak świat światem, czy to dużemu, czy małemu trudno z przywilejów
                        rezygnować i idzie do końca w zaparte.
                        • kub-ma Re: bla, bla, bla 25.09.09, 11:36
                          Ponieważ dziwne rzeczy piszesz, zapytam: ile miesięcy przepracowałaś w
                          zawodzie nauczyciela?
                        • ewicia22 Re: bla, bla, bla 25.09.09, 13:11
                          zebrania w mojej szkole odbywaja się co miesiąc na zmianę z tzw. konsultacjami, kiedy nauczyciel ma indywidualne rozmowy z rodzicami- wtedy jest w szkole od 16.30 do 19.00 (chyba że zebranie trwa dłużej)

                          na wycieczki jeździ się również kilkudniowe i wtedy jest to praca 24h na dobę przez dwa, trzy dni.

                          rady pedagogiczne średnio raz w miesiącu- 3-4 godzin.

                          nie wierzysz w przygotowanie do lekcji- twoja sprawa...

                          a na lekcji chcę! pić herbatę, bo jak się sześć godzin dziennie pracuje głosem, to trudno, żeby nie zaschło w gardle.

                          poza tym nauczyciele angażują się w różne akcje, konkursy i to też wymaga dodatkowych godzin.

                          ja nie jestem z tych, którzy narzekają na zarobki. lubię swoją pracę, angażuję się w nią i naprawdę wiele czasu poza szkołą jej poświęcam.
                          i żebyśmy miały jasność- ja bym wolała siedzieć w szkole do 15 lub 16 i w tym czasie wszystko zrobić- łącznie ze spotkaniami z rodzicami, radami, szkoleniami, dyskotekami i wycieczkami. Wtedy NIKT by się nie czepiał wymiaru pracy!!!
                          • protozoa Re: bla, bla, bla 25.09.09, 13:21
                            W żadnej z 3 szkół moich synów nie było zebrań co 2 miesiące. A konsultacje?
                            Owszem, ale płatne z funduszu klasowego i nie dla rodziców a uczniów. Rady
                            pedagogiczne? Nie wiem, nie bywam. Wycieczki? Max 2 w roku. Jedna 2 dniowa-
                            czyli praca 48 h, druga dłuższa, ale najwyżej 5 dniowa.
                            Nie wierzę w opracowywanie każdej lekcji. Robi się to raz na parę lat i na tym
                            koniec. Powiedz mi czym różni się omawianie Pana Tadeusza w 1976 roku i w 2006?
                            Herbata na lekcjach? Jak najbardziej. Na zebraniach rodziców także. I dobrze!
                            • ewicia22 Re: bla, bla, bla 25.09.09, 13:36
                              widzisz- najwyraźniej co szkoła, to inne zwyczaje. u nas naprawdę dużo czasu
                              spędzamy w szkole po południuuncertain

                              ja wcale nie twierdzę, że każdą lekcję się przygotowuje- wtedy mozna by
                              zwariować, ale zmiany faktycznie są raz na jakiś czas, podręczniki się
                              dezaktualizują, podstawa programowa zmienia.

                              a "Pan Tadeusz"?- zależy od polonisty... kiedyś była to tylko i wyłącznie
                              epopeja narodowa- rozbuchana, patriotyczna z inwokacją na sztandarze. na
                              szczęście podejście się zmienia i zwraca się uwagę na komediowe aspekty
                              "dzieła", aluzje, także erotyczne smile i chwała młodym polonistom za to!!!

                              a herbaty chętnie bym się z Tobą napiła i podyskutowała przy okazji big_grin
                              • protozoa Re: bla, bla, bla 25.09.09, 14:43
                                Ja też chętnie bym podyskutowała, bo choć często wsadzam przysłowiowy kij w
                                mrowisko, lubię twórcze dyskusje. Takie, w których można się nie zgadzać,
                                konstruktywnie kłócić, pokazywać swój punkt widzenia. I intuicyjnie czuję, że
                                choć różni nas wiek, zawód, doświadczenie życiowe i sto innych rzeczy nasza
                                dyskusja byłaby bardzo ciekawa.
                                Pozdrawiam.
              • protozoa Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 24.09.09, 17:21
                Nie odmawiam nikomu prawa do chorowania, ale wiem, że "choroby" są przez
                nauczycieli w sposób drastyczny nadużywane. Nauczyciel wie, że dokument pt Karta
                Nauczyciela powoduje, że nie można go zwolnić z pracy więc....wystarczy żeby
                dziecko kichnęło bierze zwolnienie. Przykład opisany przeze mnie nie jest ,
                niestety, odosobniony. Nauczyciele świadomi bezkarności nie przejmują się takimi
                "drobiazgami" jak niezrealizowanym programem. Być może w niższych klasach nie
                jest to aż tak groźne jak w liceum, ale też można przejechać się na testach i
                sprawdzianach.
                Trudno też co roku zmieniać nauczyciela, powinien być jeden przez cały cykl
                nauki w szkole określonego poziomu. Trudno pytać czy nauczycielka ma mobilną
                babcię, bo nie jest to sprawa dyrekcji. W szkole nauczyciel jest pracownikiem i
                ma obowiązki.
                Mimo szczerych chęci nie rozumiem migających się od pracy. Powtarzam - jestem
                matką, miałam małe dzieci, pracującego na 2 etatach męża, pracujących rodziców i
                teściów, pracującą babcię i mocną pozycję w pracy. Nie brałam ani jednego dnia
                zwolnienia na dzieci. Wykorzystałam urlop wychowawczy i znalazłam możliwość
                zapewnienia opieki nad dziećmi w razie nagłej choroby. Była to kosztowna opieka
                i na szczęście, miałam zdrowe dzieci, korzystałam z niej sporadycznie. Miałam
                wybór- sukienka, buty czy opiekunka. Wybrałam opiekę bo jestem z natury osobą
                obowiązkową, nie olewam pracy.
                • takijestlos Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 25.09.09, 11:39
                  protozoa napisała:

                  > Nauczyciel wie, że dokument pt Karta Nauczyciela powoduje, że nie
                  >można go zwolnić z pracy więc....

                  Dokładnie. I tu jest pies pogrzebany; oddolnie możemy sobie
                  ponarzekać, albo ... przestać wysyłać dzieci do szkoły. Wtedy bojkot
                  może przynieść efekt.

                  > Nauczyciele świadomi bezkarności nie przejmują się takim
                  > i "drobiazgami" jak niezrealizowanym programem.

                  O to mi właśnie w tym wątku chodzi. Szkoła coraz częściej jest
                  miejscem zarobkowym dla dorosłych, a nie miejscem nauczania
                  dzieci.I mogłabym tu sypnąć bardzo konkretnym przykładem.

                  > Mimo szczerych chęci nie rozumiem migających się od pracy.

                  Naprawdę nie rozumiesz??? Przecież to wynika ze zwykłej mentalności
                  człowieczej. Jak pokazały badania (źródła teraz nie pamietam)
                  jedynie ok 10-15% społeczeństwa jest w stanie pracować dla idei, tzn
                  motywować się samemu wewnętrznie. Bez kija lub marchewki ani ruszsad


                  • pam_71 Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 25.09.09, 12:03
                    O to mi właśnie w tym wątku chodzi. Szkoła coraz częściej jest
                    miejscem zarobkowym dla dorosłych, a nie miejscem nauczania
                    dzieci.I mogłabym tu sypnąć bardzo konkretnym przykładem.


                    Podobnie jak w polskim szpitalu - pacjent i jego potrzeby są na ostatnim
                    miejscu(patrz kolejki na jakiekolwiek badania/zabiegów).
                    W Polsce jest wiele dziedzin które wymagają reform. Możemy tak się przerzucać
                    argumentami kto jest większym leserem itd. tylko co to da ? A poza tym, jak
                    zwykle - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                    • takijestlos Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 25.09.09, 12:29
                      pam_71 napisała:

                      >tylko co to da ?
                      Watek załozyłam w celu czysto informacyjnymsmile

                      >A poza tym, jak
                      > zwykle - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

                      W tym przypadku i tak, i nie. Mam na myśli konkretną szkołę, w
                      której przez kilka miesięcy uczniowie merytorycznych zajęć mieli
                      mniej niż "przesiadówek" podczas zastępstw. I mam na myśli również
                      Kartę Nauczyciela, która sprawia, że nauczycieli trudno zwolnić. To
                      są akurat fakty, a nie punkt widzenia.
                      • pam_71 Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 25.09.09, 12:41
                        O ten wybór mi chodzi. Skoro ktos decyduje sie na pracę w wymiarze
                        pół etatu (nawet jeśli jest czasami ciężka), to nie może mieć
                        pretensji, że nie zarabia tyle co na całym.


                        Jeżeli to konkretna szkoła - to idź zrobić raban u Dyrektora lub wyżej (organ
                        prowadzący, Kuratorium) wink Efekt powinien być bardziej namacalny niż dyskusja
                        na Forum (z resztą bardzo sympatyczna wink).
                        Pozdro
                        Pam
                        • pam_71 Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 25.09.09, 12:44
                          Sorki wkleiłam zły fragment Twojej wypowiedzi ... ;-p
                • ula-lo Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 27.05.10, 11:49
                  I tym - postawą - m.in. różni się nauczyciel akademicki od nauczyciela w szkole
                  (obserwacje własne). Nie twierdzę, że akademiccy mają wyższe morale. Bierze się
                  to m.in. stąd, że nauczyciel akademicki jest oceniany przez studentów i tak
                  naprawdę nikogo nie obchodzi, dlaczego zajęcia się nie odbywają. A zastępstw z
                  zasady nie ma; odrobić zajęcia trudno, bo trudno znaleźć na to czas i sale. Tzn.
                  zwolnienia na chore dziecko brać można, oczywiście, ale to jest równia pochyła
                  prowadząca do wywalenia z pracy na zbity pysk (skargi studentów i brak tzw.
                  wyników w badaniach naukowych).
                  • ib_k Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 27.05.10, 14:07
                    ula-lo napisała:

                    > I tym - postawą - m.in. różni się nauczyciel akademicki od nauczyciela w szkole
                    > (obserwacje własne). Nie twierdzę, że akademiccy mają wyższe morale. Bierze się
                    > to m.in. stąd, że nauczyciel akademicki jest oceniany przez studentów i tak
                    > naprawdę nikogo nie obchodzi, dlaczego zajęcia się nie odbywają. A zastępstw z
                    > zasady nie ma; odrobić zajęcia trudno, bo trudno znaleźć na to czas i sale. Tzn
                    > .
                    > zwolnienia na chore dziecko brać można, oczywiście, ale to jest równia pochyła
                    > prowadząca do wywalenia z pracy na zbity pysk (skargi studentów i brak tzw.
                    > wyników w badaniach naukowych).


                    chciałabym aby twoje słowa były prawdą, niestety w Polsce, szczególnie na
                    uczelniach państwowych praktyka jest zdecydowanie inna, im wyższy stopień
                    naukowy tym większe olewactwo, odwoływanie zajęć, czy wyręczanie się doktorantamisad
                    • ula-lo Re: Popatrzmy na sprawę inaczej 27.05.10, 17:53
                      Zgadza się, po habilitacji jest się nie do ruszenia. Choćby studenci wydeptywali
                      ścieżki do dziekanów i prorektorów, skarżąc się np. na nieobecności i
                      przepadanie zajęć.
                      I dlatego między innymi wszyscy w środowisku mówią: Rób tę habilitację; będziesz
                      nietykalny. wink
            • takijestlos Pat? 24.09.09, 11:22
              > W przypadku dłuższej nieobecności Dyrekcja powinna sobie poradzić
              > np.organizując okresowe zastępstwo nauczyciela-emeryta.

              Własnie o takie sytuacje mi chodzi. Moge zrozumieć, że gdzieś w
              środku wsi, w malutkiej szkole są problemy, ale NIE wierzę, że w
              sporym mieście nie można zorganizować merytorycznego zastępstwa już
              2 dnia nieobecności. Po prostu obecna sytuacja jest wygodna dla
              wszystkich nauczycieli i dyrektorów.
              • ewicia22 Re: Pat? 24.09.09, 15:48
                według mnie nie ulega wątpliwości, że zastępstwa to sprawa dyrektora szkoły.

                w "mojej" szkole jest to organizowane sprawnie i merytorycznie- zastępstwa
                świetlicowe czy biblioteczne należą do rzadkości- może dlatego że obecnie
                kuratorium naciska na realizację podstawy programowej.

                przy kłopotach z zastępstwami nalezy mieć pretensje tylko do nieskutecznej
                dyrekcji, a nie do nauczyciela na zwolnieniu...
      • takijestlos Re: Popatrzmy na sprawę inaczej - kub-ma 24.09.09, 11:14
        Strona jest jedna: jako podatnik, przy istniejącym obowiązku
        szkolnym MAM prawo wymagać, aby szkoła zapewniała uczniom
        MERYTORYCZNE zajecia ( a nie jedynie środki do zycia dla
        nauczycieli)
        • kub-ma Re: Popatrzmy na sprawę inaczej - kub-ma 24.09.09, 13:10
          Tak, każdy z nas ma prawo tego wymagać, ale trzeba dyrektorom dać
          więcej narzędzi do spełniania tego prawa.
          • takijestlos Re: Popatrzmy na sprawę inaczej - kub-ma 24.09.09, 13:16
            kub-ma napisała:

            > Tak, każdy z nas ma prawo tego wymagać, ale trzeba dyrektorom dać
            > więcej narzędzi do spełniania tego prawa.

            A jakich narzędzi im brakuje?



            • komyszka Re: Popatrzmy na sprawę inaczej - kub-ma 24.09.09, 14:35
              tiaaaa
              serio nie wiesz jakich narzedzi brakuje, czy naiwnego/ą udajesz?

              • takijestlos Re: Popatrzmy na sprawę inaczej - kub-ma 25.09.09, 11:56
                komyszka napisała:

                > tiaaaa
                > serio nie wiesz jakich narzedzi brakuje, czy naiwnego/ą udajesz?

                Nie, nie wiem, jakich narzędzi brakuje, aby zapewnić merytoryczne
                zastępstwo (pomijam 12 dn.)? Mózgu? Chęci?

                Wiem natomiast, jakich brakuje, aby zmniejszyć sztuczną
                chorowalność, ale to temat poboczny w tym wątku.
                • komyszka Re: Popatrzmy na sprawę inaczej - kub-ma 25.09.09, 20:22
                  nie wiesz.
                  wlasnie.
                  proponuje sprawdzic osobiscie a pozniej artykulowac "żądania".
                  a co do checi i mózgu- fakt- bardzo wielu obarczonych jest już ich genetycznym
                  brakiem.
    • cathy_bum Re: zastępstwa w szkole 24.09.09, 13:52
      W poprzedniej szkole córki prawie pół roku nie było normalnych
      lekcji polskiego (IV klasa podstawówki.)Dyrektor co prawda wiedział,
      że nauczycielka ze zwolnienia już nie wróci, ale mimo to parę
      miesięcy trwało zorganizowanie stałego nauczyciela. Nowa pani
      okazała się niezwykle chorowita.Zastępstwa głównie z panią ze
      świetlicy, normalne lekcje sporadycznie. W tym roku podobno polka
      powtarza się z nauczycielem matematyki. Klasa dostała za to w ramach
      rekompensaty niechorujacą polonistkę na ten rok.

      Przeniosłam dziecko do innej szkoły - tu nauczyciele jakoś dużo
      mniej chorująwink Na pojedynczych zastępstwach realizują zwykle
      program swojego przedmiotu, albo urządzają powtórzenie z tego, co
      było.
      • takijestlos Re: zastępstwa w szkole 25.09.09, 12:00
        cathy_bum napisała:
        > Przeniosłam dziecko do innej szkoły - tu nauczyciele jakoś dużo
        > mniej chorująwink Na pojedynczych zastępstwach realizują zwykle
        > program swojego przedmiotu, albo urządzają powtórzenie z tego, co
        > było.

        Dlatego trzymam się wersji, że wiele zalezy od dyrekcji.
        • aniulka_ba Re: zastępstwa w szkole 25.09.09, 12:42
          Powiem tak, bo sama jestem belfrem:
          Nauczyciel też człowiek i też choruje, ale jak jest stale chory, to może
          poszedłby na rentę.
          W pierwszych latach pracy w szkole łapiemy wszystko, co dzieci nam przyniosą -
          tak jak maluchy, które zaczynają żłobek/przedszkole/szkołę. Jednak mnie też
          nosi, jak niektórzy moi szanowni koledzy po fachu lecą na zwolnienie z powodu
          swędzenia nosa... Sama przepracowałam 2 tygodnie z zapaleniem krtani (nie było
          ryzyka zarażenia dzieci, więc mogłam sobie na to pozwolić) i miałam wyrzuty
          sumienia, jak siedziałam w domu z anginą (zbyt duże ryzyko zarażenia dzieci).
          A co do merytorycznych zastępstw - wchodzę na zastępstwo za innego polonistę,
          sprawdzam listę i słyszę: "Zróbmy wolną lekcję, proszę...", jak robię jednak
          polski, to potem przychodzą obrażeni rodzice, że dzieci na zastępstwie normalną
          lekcję miały...
          Oczywiście są to nieliczne przypadki, ale są...

          Każdy medal ma 2 strony.
    • protozoa Re: Popatrzmy na szkołe szerzej 25.09.09, 13:09
      Mnie na to stać, bo jest to pierwszy wrzesień od wielu lat kiedy moje dzieci nie
      chodzą do szkoły. Patrzę na tę instytucję z perspektywy ostatnich 13 lat, a więc
      jest to całkiem długi okres, aby wyrobić sobie zdanie o nauczaniu początkowym (
      klasy 0-III), podstawówce, gimnazjum i liceum. Miałam okazję działać w Radach
      Rodziców, trójkach klasowych i bardzo dokładnie przyjrzeć się szkołom i
      pracującym tam ludziom.
      I tak:
      1. Nie jest to praca ani lekka, ani łatwa no czasem przyjemna jeżeli ktoś lub
      młodzież, dzieci i uczyć
      2. Nie jest to praca dająca satysfakcję finansową, nawet biorąc pod uwagę
      korepetycje( a te dają nawet nauczyciele nauczania początkowego).
      3. Młodzież jest coraz bardziej rozwydrzona a rodzice roszczeniowi - w złym tego
      słowa znaczeniu
      4. Karta Nauczyciela nie premiuje najlepszych, wyrządza dużo zła, powoduje
      "urawniłowkę", dzięki niej wyrzucenie z pracy lesera jest niemożliwe
      5. Nauczyciele nie mają autorytetu i...wielu na to ciężko pracuje. Brak im
      konsekwencji, charyzmy, przygotowania zawodowego ( pomijam tzw. powołanie, bo
      dostaję dreszczy, gdy ktoś używa tego określenia w stosunku do jakiejkolwiek pracy).
      6. 18 godzinne pensum nauczyciela jest magnesem. Rzadko się zdarza, żeby
      nauczyciel cokolwiek robił w domu, a jeśli już to, niezależnie od podstawy
      programowej odgrzewa co roku te same kotlety. Jak Treny Kochanowskiego to Treny
      ( na marginesie tak samo omawiało się je za czasów mojego dziadka, moich i moich
      synów, a pewnie i moje prawnuki usłyszą to samo o twórczości mistrza Jana).
      7. Wakacje i ilość wolnego czasu to kolejny magnes - nie mniejszy.
      8. Jak już wspomniałam nauczyciela zwolnić nie sposób, więc wielu się leni.
      Zwolnienie z powodu swędzenia pięty, nieprzygotowanie do lekcji, zamiast
      ułożonych klasówek - testy z księgarni ( co sprytniejsi uczniowie maja gotowce
      rozwiązane z kluczem w domu)
      9. Wycieczki są torturą i nikomu ich nie zazdroszczę
      10. Większość nauczycielek to żony nieźle zarabiających mężów, którym nie chce
      się siedzieć w domu, pracę traktują jako rozrywkę, do której nie trzeba się
      przykładać
      11. Dyrektorzy mają związane ręce, bo o ile można jeszcze znaleźć emeryta na
      dłuższe zastępstwo np. złamana noga - 6-8 tyg, ciąża wymagająca leżenia czy
      nawet zawał ( dziś nie dłużej niż 4-6 tyg), to częste kilkudniowe zwolnienia (
      tak jak w przypadku polonistki moich synów)nie dają możliwości merytorycznych
      zastępstw.
      12. Szkoły borykają się z trudnościami finansowymi, a to też nie sprzyja ani
      uczniom ani dyrekcji ani samym nauczycielom
      13. Rodzice to osobny rozdział. Są tacy, którzy chcieliby wtrącić swoje 3 grosze
      do wszystkiego a są tacy, których nic nie obchodzi.
      14. Stale zmieniające się przepisy, zarządzenia, wytyczne powodują chaos. A
      wiadomo, że w mętnej wodzie......- same wiecie emamy co najlepiej robić.
      Szkoła wymaga gruntownych reform. Podobnie jak ochrona zdrowia i parę innych
      dziedzin naszego życia. Bez dobrego prawa raczej trudno będzie nawet
      najgenialniejszemu dyrektorowi cokolwiek zrobić. I to bez względu czy jest to
      placówka publiczna, prywatna czy społeczna.
      • tolka11 Re: Popatrzmy na szkołe szerzej 25.09.09, 15:18
        Takie jedno publiczne, integracyjne gimnazjum na Górnym Śląsku:
        wszyscy nauczyciele mają po 27 godzin (nadgodziny), do tego dochodzi
        godzina pełna od tego roku (2 od przyszłego) na zajęcia dodatkowe i
        2 godziny wymagane przez miasto tez na zajęcia (nie są płatne
        dodatkowo). Raz w tygodniu konsultacje dla rodziców 2 godziny. Raz w
        miesiącu konferencja/szkolenie 4 godziny. Z zastępstawi nie ma
        problemu, bo to szkoła integracyjna, więc na kazdej lekcji jest 2
        nauczycieli przdmiotu. nie ma zwalniania z prostego powodu, musi
        zostać zrealizowana podstawa programowa czyli wszystkie lekcje.
        kuratotium robi naloty i sprawdza.
        Nauczyciel tej szkoły tygodniowo spędza w pracy 33 godziny. Soboty i
        niedziele spędza na kursach. Szkoła ceniona i lubiana (mała 250
        uczniów) z tłumem chętnych.
        Zarobek nauczyciela mianowanego z nadgodzinami to 2200 netto plus 35
        zł dodatku motywacyjnego i 30 dodatku za wychowawstwo.
        Aaaaaa i nauczyciele są zobowiązani do pracy 7 dni w czasie ferii, a
        wakacje mają od 1 lipca do 20 sierpnia.
        Korków nie dają, bo brak czasu i sił.
        I ja się pytam czy to warto za 2260 zł?
        • protozoa Re: Popatrzmy na szkołe szerzej 25.09.09, 15:26
          Młody, ale już ze specjalizacją i doktoratem lekarz ( mój szpital) spędza w
          pracy 35 h- zegarowych, nie lekcyjnych. W tym czasie operuje, stoi pod lampą
          bezcieniową, wdycha wszelkiego rodzaju świństwa. Ma 26 dni urlopu - nie 51
          latem+ 7 dni ferii+ przerwa wielkanocna+przerwa świąteczna i zarabia 2100 zł
          netto. Do tego czy chce czy nie musi znaleźć siłe na dyżurowanie w soboty,
          niedzielę, Sylwestra, Wigilię, w nocy. Pracuje drugie tyle i wyciąga drugą
          pensję. Jeśli ma dzieci to zwykle nie ma szans pojechać z nimi na miesiąc
          wakacji, bo chętnych do urlopu w tym czasie jest wielu a ktos pracować musi....
          My się też pytamy czy warto?
          • tolka11 Re: Popatrzmy na szkołe szerzej 25.09.09, 16:45
            No własnie protozoa. Czy warto?
            A lekarz ma 26 dni uropu czyli 5 tygodni, tak? Zawsze żyłam w
            przekonaniu, że weekendów do urlopu się nie wlicza.
            Jako "posiadaczka" niepełnosprawnego dziecka żyję w świecie pracy i
            w świecie lekarskim. I patrząc na lekarzy (jakze różnych)
            zastanawiam się czy warto i do jakiego stopnia warto.
            I pamiętam słowa lekarza w czasie ugody sądowej "prosze pani to byłą
            moja 60 godzina pracy". Dla mojego syna to była przegrana na starcie.
            Aaaaaaa i zawsze żyłam w przekonaniu, że nauczyciele 45 minut uczą,
            a na przerwach dyżurują (zwłaszcza w podstawówkach i gimnazjach).
            pozdrawiamsmile
            • tolka11 Re: Popatrzmy na szkołe szerzej 25.09.09, 16:51
              A swoją drogą tak jak piszesz to pracują uczciwi lekarze.
              Przyglądałam się pracy mojego gina jak leżałam 5 tygodni na
              patologii. Oczywiście szpital kliniczny. Przychodził o 9, jakiś
              obchód, potem zajęcia ze studentami, trochę czasu dla pacjentek i o
              13.30 do domu. Od 14 przyjmował w prywatnym gabinecie.
              Wniosek: i jedni (nauczyciele) i drudzy (lekarze) są i tacy i tacy.
              Takie generalizowanie na forum niczego nie wnosi.
              Prestiż tych zawodów w krajach na zachód od nas dużo wyższy, ale i
              wymagania i zarobki takoż.
          • pacynka27 Re: Popatrzmy na szkołe szerzej 28.05.10, 09:58
            protozoa napisała:

            > lekarz ( mój szpital) spędza w
            > pracy 35 h- zegarowych, nie lekcyjnych.

            Praca nauczyciela to nie godziny lekcyjne. Na przerwach nauczyciele
            dyżurują na korytarzach, rozmawiają z uczniami, rodzicami a choćby i się kawy
            napili to co? Może lekarz albo urzędnik w godzinach pracy nie ma 5 minut na kawę?
            Albo tzw. okienka czyli czas kiedy nauczyciel oczekuje na kolejną lekcję.
            Okienka do pensum się nie wliczają a nauczyciel jest w pracy. Często w tym
            czasie poprawia chętnych uczniów, umawia się na rozmowy z uczniami, rodzicami,
            sprawdza klasówki itp. Czyli faktycznie pracuje.
            Lekarzowi oczekującemu na kolejnego pacjenta nikt tego czasu od wymiaru pracy
            nie odejmuje. Dlaczego więc odejmuje się go nauczycielowi twierdząc że pracuje
            19 X 45 minut.

            I żeby nie było- nauczycielem nie jestem.

    • zebra12 U nas nauczyciele baaardzo rzadko chorują 25.09.09, 17:29
      Zwykle w roku szkolnym wypada tydzień na osobę. Ja np nie chorowałam
      od 2 lat. Mam ten luksus, że gdy dziecko mam chore, też nie muszę
      iść na wolne. Biorę wolne tylko, gdy mam wizytę u specjalisty z
      dziećmi i jest to w godzinach pracy. Staram się załatwiać swoje
      prywatne sprawy po pracy. Zastępstwa dyrekcja nam ustala tak, że
      zamist siedzieć w bibliotece idę na lekcje za innyc (bezpłatnie
      oczywiście).
      Moje koleżanki i ksiądz też nie chodzą na wolne. Widzę, że w innych
      szkołach bywa różnie. Każdy wolny dzień, to niższa pensja. Nie
      rozumiem tych, co lekceważą swoją pracę i zajmują tylko miejsce
      uczciwym nauczycielom, dla których praca jest czyms ważnym.
      • gosia.w40 Re: U nas nauczyciele baaardzo rzadko chorują 27.09.09, 19:56
        U nas też, za 17 lat pracy miałam 2 zwolnienia na grypę, 2
        tygodniowe po wypadkach samochodowych, 4 miesięczne przed porodami
        i jedną ilkudniowa opiekę nad dzieckiem, mam koleznki, które
        chorują jeszcze mniej. Jako nauczyciel bibliotekarz wiecznie latam
        na zastępstwa, ale są to lekcje przygotowane i przeprowadzane jak
        należy. Nie uczyłam tylko j. angielskiego, bo go nie znam. gdy
        byłam chora, dzwoniła do mnie dyrekcja z pytaniem, jaki temat ma
        być zrealizowany w klasie, którą uczę. Gdy wcześniej jest znana
        nieobecnośc nauczyciela ( wycieczka, opieka nad dzieckiem itp. )
        zostawia on dokładnie materiał, dla tego, kto go ma zastąpić. Można
        spokojnie zapowiedzieć dzieciom, że w nastepnym dniu wyjdą
        wcześniej, nie można robic tego bieżącego dnia.
        Nie jest prawdą, ze nauczyciela nie można zwolnić, w związku z
        reorganizacją szkoły - zmniejszenie ilości odzdziałów,
        wypowiedzenia otrzymuja nawet mianowani z kilkunastoletnim stażem
        pracy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka