Dodaj do ulubionych

Wstrętny bachor czy......

24.08.12, 12:50
Moja koleżanka ma córkę. I gimnazjalna. Nazwijmy ją Basia. Koleżanka rozwiodła się 5- 6 lat temu, rozwód był poprzedzony awanturami. Wkrótce po wyprowadzeniu się ojca Basi zmarła babcia. W między czasie w Basią mieszkało 2 "wujków" jeden krótko drugi trochę dłużej. Obaj traktowali dziewczynkę poprawnie. Wobec obu Basia była agresywna, niegrzeczna, złosliwa. Akcje typu rzucanie się na ziemię, prowokowanie wymiotów były na porządku dziennym.
Matka nie stawała po niczyjej stronie.
Ze względu na konieczność pracy nad Basią opiekę sprawował dziadek- starszy, niedowidzący, niedosłyszący schorowany człowiek. Basia wobec niego zachowywała się z roku na rok coraz bardziej złosliwie. Wyjmowała baterie z pilota, żeby nie mógł oglądać telewizji , wsypywała sól do cukiernicy, żeby "posłodził" w ten sposób herbatę itd. Robiło to dziecko 8- 9-10 letnie, zresztą robi ro do dziś.
Basia nie ma koleżanek, bo wobec każdej jest niemiła. Ubiera się ( jest ubierana) śmiesznie, nieadekwatnie do wieku dziecka i sytuacji. Uczy się marnie, ale nie przykłada do nauki.
Mama Basi czasem prosi o pomoc i wtedy każdy kontakt z Basią kończy się jakąś nieprzyjemnością.
Sytuacja A.
Koleżanka mamy Basi ma odebrać Basię ze świetlicy ( III klasa), ma upoważnienia itd. Zgodziła się, ale o okreslonej godzinie ma wizytę ze swoim ojcem u lekarza. Prosi Basię, żeby się pośpieszyła, tłumaczy dlaczego zależy jej na czasie. Basie ginie na pół godziny . Potem wraca do szatni i wyjatkowo wolno przebiera się, uśmiecha się widząc jak koleżanka mamy nerwowo spogląda na zegarek.
Sytuacja B
Inna koleżanka mamy Basi obiecała coś załatwić mamie Basi. Panie umówiły się na ulicy o określonej godzinie. Basia ( VI klasa) postanowiła pójść do ubikacji i spędziła tam 3 kwadranse narażając koleżankę mamy Basi na sterczenie na ulicy.
Sytuacja C
Jeszcze inna koleżanka zaprosiła Basię na urodziny swojej córki. Dziewczynki nie bardzo się lubią, ale Basie nigdzie nie chodzi. Basia ( V klasa) rozlewa sok na dywan i plecy jednego z gości. Na buzi pojawia się uśmiech.
Sytuacja D
Basię boli ząb. Mama Basi poprosiła, żebym zobaczyła co się dzieje. Basia ( I gimnazjalna) nie ma ochoty na współpracę mimo próśb i ogromnej cierpliwości z mojej strony. Wstając wylewa wodę ( czystą) na fotel. I znów uśmiech na ustach.
O tym wiem. Podobno takich sytuacji jest więcej. Wstrętny bachor czy..... Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • freemarcin899 Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 12:56
      Basia nie miała w domu nic do powiedzenia - mamunia sprowadzała sobie "wujków" bez konsultacji z córką, zapominając o tym, że Basia widzi, myśli i czuje. No to Basia domaga się tego, by ją zauważano, by jej decyzje też miały wpływ na to, co się dzieje wokół niej. I robi to właśnie w taki sposób smile
    • e-emma-e Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 13:06
      Wstrętny bachor. Na życzenie matki, skoro zupełnie odpuściła wychowanie córki.
    • julka1967a Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 14:38
      Matka i córka wymaga pomocy dobrego fachowca. Może to nic nie dać, jeżeli sama nie będzie chciała sobie pomóc. Pewnie wcześniej, czy później wpakuje się w poważne kłopoty.
      Jej prowokacje zapewne mają na celu zwrócenie na siebie uwagi.
    • scher Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 18:46
      Wstrętny bachor czy co? Co proponujesz w zamian?
    • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 18:50
      Przytoczyłaś jakieś jednostkowe przykłady okropnego zachowania na przestrzeni wielu lat - chodzi mi o to czekanie mamy koleżanki (klasa III), wylewanie soku na koleżankę (klasa V), i znowu czekanie (klasa VI), brak współpracy przy zębie (klasa I gim). Każdemu raz w roku może się zdarzyć grzebanie w szatni, w ubikacji, wylanie soku ze zrobieniem potem głupiej miny oraz brak współpracy przy zębie. Przy tak tendencyjnym opisie każde dziecko można byłoby nazwać bachorem i do każdego dorosłego mieć niebotyczne pretensje, bo trafiła mu się jakieś nieszczęście raz w roku.
      Być może dziecko jest w dużej mierze niezdarne, impulsywne - jakieś zaburzenia koncentracji/uwagi, ADHD, może dysleksja (piszę o tym, bo z tym grzebaniem się wypisz wymaluj jak moja z dysleksją, kiepskie wyniki w nauce, 'bo się nie przykłada' też mogą o tym świadczyć ) , może mieć tragiczną samoocenę z wielu względów, również z powodu nauki, odejścia ojca, słabego kontaktu z mamą, konieczności przebywania z gderającym dziadkiem etc.
      Mam wrażenie, że Basia jest olewana przez mamę. Straciła ojca (pewnie kontakt zerowy), babcia jej zmarła, dziadek nie daje sobie rady - przykro mi, ale starsi, schorowani ludzie nie za bardzo sprawdzają się jako opiekunowie dorastającej młodzieży. Ani nad gagatkiem nie zapanują, ani nie zaproponują jakiś sensownych form spędzania czasu.
      • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 20:27
        Przytoczyłam kilka przykładów, ale jest ich zdecydowanie więcej. A pewnie o większości nie wiem. Basia drażniła się z yorkiem sąsiadki, celowo nie powiedziałą koleżance z klasy co jest zadane ( ta zresztą odwzajemniła się jej tym samym), notorycznie kłamie. ........Naprawdę długo trzeba wymieniać.
        Piszesz, że każdemu może się zdarzyć marudzenie w szatni. Owszem, ale jeśli normalnemu dziecku tłumaczy się, prosi, żeby się pospieszyło, bo lekarz to normalne dziecko się spręża a nie odwrotnie- cieszy, że "ciocia" nie zdąży, że będzie miała problem.
        Ubikacja ok, ale istnieje słowo "przepraszam". Rzadko leczę zęby dzieciom, ale to co wyczyniała Basia - gimnazjalistka przecież- na fotelu nie mieściło się w granicach normalnego zachowania, nawet biorąc pod uwagę lęk przed dentystą.
        • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 20:49
          ania_dentystka napisała:

          > Piszesz, że każdemu może się zdarzyć marudzenie w szatni. Owszem, ale jeśli nor
          > malnemu dziecku tłumaczy się, prosi, żeby się pospieszyło, bo lekarz to normaln
          > e dziecko się spręża a nie odwrotnie- cieszy, że "ciocia" nie zdąży, że będzie
          > miała problem.

          Trudno wyrokowac nie znajac całej sytuacji. Może np. dziewczynka była zła, że odbiera ja ta ciocia, może jej nie lubi, może czekała na mamę. Pewnie mogą być jakieś przyczyny takiego zachowania.
          • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 06:57
            No właśnie - trudno. Gdybym się zresztą skupiła na wpadkach dzieci, ich paskudnych (czasami) zachowaniach , to też mogłyby być uznane za wstrętne bachory. Bo trajkotałabym bez przerwy o tym, co schrzaniły, a nie o tym, co zrobiły dobrze. Być może mama lubi sobie ponarzekać i dorabia dzieciakowi gębę - ostatecznie skądś tam wiesz o tych wszystkich przypadkach. A o tych normalnych i dobrych zachowaniach nie wiesz, bo i po co? Nie trzeba sobie upuszczać pary...
            Dla mnie jedyną sensowną radą (dla mamy oczywiście) byłoby w tym przypadku nie tyle narzekanie przez wiele lat na zachowanie dziecka, co poszukanie jakiejś skutecznej pomocy - czy dla niej, czy dla siebie, czy dla naszej relacji.
        • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:24
          na fotelu nie mieściło się w granicach normalnego zachowania, nawet biorąc pod uwagę lęk przed dentystą.
          Ty wypatrzyłaś w jej oczach złośliwe błyski, a ona w twoich (oczach osoby z wiertarką)- żądzę mordu... Nic dziwnego, że wpadła w panikę... wink
        • jakw Re: Wstrętny bachor czy...... 29.08.12, 23:32
          ania_dentystka napisała:
          > Rzadko leczę zęby dzieciom, ale
          > to co wyczyniała Basia - gimnazjalistka przecież- na fotelu nie mieściło się w
          > granicach normalnego zachowania, nawet biorąc pod uwagę lęk przed dentystą.
          A doznałaś jakiś szkód na ciele? Bo mój znajomy dziś właśnie biadolił, że dziecię jego własne pogryzło dentystę...
    • przeciwcialo Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 19:10
      Wstrętny bachor wg mnie. Z drugiej strony mi jej szkoda a jeszcze z innej przydałby jej sie klap w tyłek od zycia. Nie lubie takich typów.
      • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 20:01
        Tego klapa to dziewczyna dostała na wstępie...
        • jowita771 Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 10:42
          Bez przesady, gdyby wszystkie dzieci w jej sytuacji tak się zachowywały, to życie zrobiłoby się nieznośne dla otoczenia.
          • jakw Re: Wstrętny bachor czy...... 29.08.12, 20:34
            jowita771 napisał:

            > Bez przesady, gdyby wszystkie dzieci w jej sytuacji tak się zachowywały, to życ
            > ie zrobiłoby się nieznośne dla otoczenia.
            No dobra, ale ile dzieci jest w jej sytuacji? Rozwód rodziców z awanturami w wieku lat 7-8, zaraz potem śmierć babci, niekoniecznie dobrze radzący sobie wychowawczo dziadek (zapewne ten od babci, też musiał się pozbierać) sprawujący nad nią opiekę, mama nie mająca zupełnie czasu dla dziecka; na dokładkę 2 wujków, których panna niekoniecznie musiała wogóle akceptować jako partnerów matki. Sorry, ale ja osobiście nie znam żadnego dziecka w takiej sytuacji.
    • saguaro70 Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 19:19
      Nienawidze okresleń wstretny bachor. Dzieci zawsze są winne, a rodzice cacuchny. Rzygać się chce.
      Gdzie byla matka Basi? W łóżku fagasów. To nie jest istortne, czy traktowali to dzick dobrze. Istotne jest to, że Basia miała dwóch wujków, a opiekował się nią niedołężny dziadek. I efekty wychowawcze widać.
      Matka Basi powinna najpierw iść do psychologa sama i zacząć wytykanie błędów od swojej osoby.
      • jowita771 Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 10:44
        Dzieci tez nie zawsze są cacy. Co zawinił dziadek, który się nią opiekował? A dała mu popalić.
        • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 22:11
          Dziadek nic nie zawinił. Kocha Basię tak jak potrafi. Jest człowiekiem starszym, schorowanym, sam potrzebuje pomocy i opieki.
          • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:21
            To, że kocha, nie oznacza, że kochająca córka powinna go obarczać długoterminową opieką nad dzieckiem, bądź co bądź trudnym, bo ewidentnie to go przerasta.
            • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:27
              Oczywiście, że go to przerasta tylko co ta kobieta ma zrobić? Alternatywą jest puszczenie dziecka bez jakiejkolwiek kurateli.
              • joa66 Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:34
                Ale o czym my mówimy? Jakiej "kurateli" wymaga nastolatka? Chyba tylko zdrowych kontaktów z rodzicami.

                Czy Ty nie widzisz patologii tej całej sytuacji? Poza totalnym zaniedbaniem, o nastolatce (ubieranej nieadekwatnie do wieku) pisze się "ma zabawki" , a na zajęcia musi odprowadzać ją ktoś dorosły?
                • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:38
                  Oczywiście jak wyrwie się z kontekstu 2-3 zdania to wychodzi jak wychodzi. I łapanie mnie za słówka przy okazji.
                  Nie mam zamiaru się kłócić.
                  Basia ma sytuację domową taką jaka ma. Jest dziadek- mieszkający zresztą niedaleko. Nie z Basią. Matka pracuje od 8.30 do 16.30 i to daleko. W domu jest po 17.30, musi zrobić zakupy, zajrzeć do dziadka. Kiedy ma kształtować relacje z córką- w nocy?
                  Przypominam, że ta kobieta ma cała masę obowiązków. Niezależnie od tego- i tego nie popieram- rozpaczliwie szuka ( prawdopodobnie) kolejnego kandydata na "wujka".
                  • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:34
                    Matka pracuje od 8.30 do 16.30 i to daleko. W domu jest po 17.30, musi zrobić zakupy, zajrzeć do dziadka. Kiedy ma kształtować relacje z córką- w nocy?
                    Przypominam, że ta kobieta ma cała masę obowiązków. Niezależnie od tego- i tego nie popieram- rozpaczliwie szuka ( prawdopodobnie) kolejnego kandydata na "wujka".

                    Myślę, że to nie tyle kwestia czasu, co priorytetów po prostu. Skoro ma czas na szukanie wujka, znalazłaby również godzinę czy dwie tygodniowo (przecież to tylko przez jakiś czas, a nie - dożywotnio) na poszukanie pomocy dla siebie i córki. Zawsze może zaoszczędzić trochę czasu na narzekaniu na córkę, może raz w tygodniu nie zajrzeć do dziadka, tylko wysłać tam córkę (to tak docelowo, jak dziecię przestanie już sypać sól do cukiernicy). Posiadanie w miarę rozsądnych, dorastających dzieci daje dużo więcej czasu niż posiadanie bachorów...
                  • annubis74 Re: Wstrętny bachor czy...... 20.09.12, 10:00
                    > Basia ma sytuację domową taką jaka ma. Jest dziadek- mieszkający zresztą niedal
                    > eko. Nie z Basią.
                    Dziadek jest w takim wieku i takiej sytuacji zdrowotnej że napewno nie jest w stanie zająć się dzieckiem - ani na tym ani na wcześniejszym etapie. dzieci mają tak, ze czesto testują opiekuna - na ile im pozwoli. Słabość wcale nie budzi w dzieciach współczucia, wręcz przeciwnie ochotę do wykorzystania tej słabości. Teraz to dziadek mógłby już oczekiwać jakiejś pomocy ze strony wnuczki, bo raczej sam opieki nie zapewni - nie ma do tego sił, nie ma u dziewczyny autorytetu. Obawiam się że nikt w tej rodzinie nigdy nie obdarzył tego dziecka uwagą, dorosli zajęci byli sobą i swoimi problemami, a dzieciak do tej pory to odreagowuje.
                    >Matka pracuje od 8.30 do 16.30 i to daleko. W domu jest po 17
                    > .30, musi zrobić zakupy, zajrzeć do dziadka. Kiedy ma kształtować relacje z cór
                    > ką- w nocy?
                    Wiesz mogłaby z córką iść na te zakupy, albo właczyć ją w obowiązki domowe, a w zamian odbarzyć dziecko uwagą. pytanie dla mnie jest kuriozalne. Ale niestety jest kwintesencją tego na czym polegaja relacje matka-córka w tej rodzinie

                    > Przypominam, że ta kobieta ma cała masę obowiązków. Niezależnie od tego- i tego
                    > nie popieram- rozpaczliwie szuka ( prawdopodobnie) kolejnego kandydata na "wuj
                    > ka".

                    "wujek" ucieknie pewnie z krzykiem jak nastolatka da mu popalić. Nie rozumiem tej kobiety - dla mnie ona zasługuje na okreslenie "wstretny bachor". Zresztą tatuś też
            • joa66 Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:27
              Basia ma 13 lat, jej mama jest bardzo dojrzała. Nie bronię matki, ale na niej spoczywa obowiązek zapewnienia rodzinie bytu, sprzątnięcia, ugotowania, zrobienia zakupów, zajęcia się dziadkiem. Ile samotnych matek ma czas na bieganie do psychologa gdy trzeba zrobić zakupy na następny dzień?


              Ale miliony innych matek daje sobie radę? Dlaczego Basię porównujesz do innych dzieci , a matce odpuszczasz?
              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:40
                A gdzie - zacytuj- napisałam, że matce odpuszczam, że postepuje fair, że nie jest w jakimś stopniu winna?
                Porównuję Basię do innych dzieci, bo rodziny z defektem zdarzają się naprawdę często a dzieci ( zaraz znów mnie złapiesz za słówko, że nastolatka itd) basiopodobne nie tak bardzo.
        • jakw Re: Wstrętny bachor czy...... 30.08.12, 08:51
          jowita771 napisał:

          > Dzieci tez nie zawsze są cacy. Co zawinił dziadek, który się nią opiekował? A d
          > ała mu popalić.
          Dziadek był po prostu niewłaściwą osobą na niewłaściwym miejscu. Dziadek powinien być dziadkiem a nie zastępczą matką, zastępczym ojcem i zastępczą babcią. Dziecko w tym trudnym momencie powinno mieć przede wszystkim rodzica.
    • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 20:11
      Zastanawia mnie skąd Ty takie szczegóły znasz z życiorysu tego dziecka łacznie z przytoczeniem w której to było klasie....
      • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 20:31
        Zaspokoję Twoją ciekawość- matka dziewczynki jest moją dobrą koleżanką, nasi rodzice chodzili razem do szkoły, za czasów "amerykańskich" bywałyśmy u siebie. Koleżanka mieszka niedaleko nas. Czy jest to śledztwo w sprawie mojej prawdomówności ( mogłam pomylić klasy) czy co....no właśnie co?
        • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 20:45
          ania_dentystka napisała:

          > czy co....no właśnie co?

          dla mnie jest to bardzo dziwne z Twojej strony. Tez mam koleżanki, przyjaciółkę. Tez opowiadamy sobie o dzieciach, o rozmaitych problemach ale naprawdę nie pamietałabym w której klasie synek koleżanki np. ociagał sie w szatni.....
          Może ta dziewczynka jest pod jakąs szczególną obserwacją i ciągła oceną zachowania.
          • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 20:59
            Jednostkowe złe zachowanie uchodzi uwadze i rzeczywiście się o tym nie pamięta. Natomiast w sytuacji, którą opisałam Basia dała w kość kilku osobom i mówi się o tym. Może jest pod lupą, ale jest z jakiegoś powodu.
            Dlaczego nie pamięta się wyskoku Michała, Adasia, Marty czy Wojtka? Dlatego, że są to dzieci u których zdarza się do rzadko a w wieku 12 lat nie zachowują się jak 6 latek. A prócz tego jeśli normalne dziecko coś narozrabia, sprawi komuś przykrość nie cieszy się z tego, nie ma w oczach tego szczególnego złośliwego uśmieszku, nie cieszy się ( tu znów przypomniałam sobie coś z jej repertuaru) jak kolega upadnie czy ktos ma kłopot, zachoruje itd,
            • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 24.08.12, 21:14
              ania_dentystka napisała:

              > Dlaczego nie pamięta się wyskoku Michała, Adasia, Marty czy Wojtka? Dlatego, że
              > są to dzieci u których zdarza się do rzadko a w wieku 12 lat nie zachowują się
              > jak 6 latek.

              No nie wiem, przytoczone przez Ciebie sytuacje jak dla mnie nie są jakimiś starsznymi wyskokami, żeby aż pamietać w której klasie sie przydażyły.

              >A prócz tego jeśli normalne dziecko coś narozrabia, sprawi komuś
              > przykrość nie cieszy się z tego, nie ma w oczach tego szczególnego złośliwego u
              > śmieszku, nie cieszy się ( tu znów przypomniałam sobie coś z jej repertuaru) ja
              > k kolega upadnie czy ktos ma kłopot, zachoruje itd.

              Może to nie jest tak, że ona sie cieszy może czuje się głupio i robi dobra mine do własnego zakłopotania. Moja córka jak mam do niej o cos pretensję czasami robi głupie zmudzone miny i ktoś z zewnatrz pomyślałby że to lekceważenie matki a ja ja znam i wiem że to wyraz zakłopotania z jej strony....
            • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 07:08
              A prócz tego jeśli normalne dziecko coś narozrabia, sprawi komuś
              > przykrość nie cieszy się z tego, nie ma w oczach tego szczególnego złośliwego u
              > śmieszku, nie cieszy się ( tu znów przypomniałam sobie coś z jej repertuaru) ja
              > k kolega upadnie czy ktos ma kłopot, zachoruje itd

              Wybacz, ale zlośliwy uśmieszek w oczach to już twoja swobodna interpretacja, bo jej po prostu nie cierpisz. Trzymaj się faktów.
              Rozumiem, że nie leci wprawdzie z empatycznymi wyrazami ubolewania do ofiary stłuczenia kolana, ale rannych nie dobija? Jeśli zaś mówi 'bardzo mu tak dobrze', to nie jest to jakiś straszliwie rzadko spotykane zachowanie...
            • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 07:52
              Dlaczego nie pamięta się wyskoku Michała, Adasia, Marty czy Wojtka?

              Może dlatego, że nie chce się pamiętać?
              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 09:06
                Dlatego, że Michał, Adaś, Kasia, Marta to normalnie zachowujące się na co dzień dzieci. Raz bardziej grzeczne, innym razem mniej, ale nie małpio złosliwe, cieszące się z cudzego niepowodzenia czy kłopotów. Wybacz, ale wielokrotnie widziałam ten szczególny złosliwy usmieszek. To nie jest gorszy dzień dziecka, to coś głębszego. Wiem, że próbujesz usprawiedliwić Basię- mnie też czasem jej żal, ale zastanawiam się czy to wstrętny bachor czy...być może zawinili dorosli.
                A to, że pamiętam o jej wyskokach świadczy tylko o tym, że były wyjatkowo złosliwe, wredne i mówiło się o tym. I nie czepiaj się, proszę, że nie mamy o czym rozmawiać itd, żyjemy wśród ludzi i rozmawia się o dzieciach. Widzi się co robią dzieci, komentuje ich zachowania.
                • jakw Re: Wstrętny bachor czy...... 29.08.12, 23:38
                  ania_dentystka napisała:

                  > ale zastanawiam się czy to wstrętny bachor czy...być może zawinili dorosli.
                  Jedno nie wyklucza drugiego. Przy czym to czy jest to "wstrętny bachor" czy "źle zachowujące się dziecko z problemami" to jest sprawa do dyskusji. Za to tego, że zawinili dorośli - możesz być pewna.
    • beatulek A 24.08.12, 22:00
      A kto ją przytula/przytulał gdy była mała? Mówił, że jest ważna? Chodził z nią n place zabaw a wieczorami w łóżku łaskotał? Kto jej pokazywał, że ją kocha? Bo ja mam wrażenie, że najpierw ktoś ją "hodował" (zaspokajał potrzeby by mogła wegetować - karmił, posyłał do szkoły, zapewniał nocleg) a teraz chce ją mieć wychowaną?
      • freemarcin899 Re: A 24.08.12, 23:04
        Zgadzam się w 100%
        Poza tym jaki ta Basia ma wzór kobiety, matki - straszne
      • ania_dentystka Re: A 25.08.12, 09:12
        Wieczorami w łóżku nie łaskotałam swojego syna. Jak o tym pomyślę przechodzą mi po plecach cierki, ale przechodząc do meritum sprawy. Tak: Basia miała zabawki, ale nikt się z nią specjalnie nie bawił, Basia wiele razy słyszała "jesteś niegrzeczna" ( czy była to inna sprawa), Basia jak była mała usiłowała na siłe zwrócić na siebie uwagę ( pamiętam - i to znów mi ktoś wytknie- jak rozmawiając przez kwadrans ( może więcej może mniej to dla emam o mentalności księgowych) z 10 razy przerywałysmy rozmowę, bo Basia coś chciała.
        Plac zabaw- nie wiem, raz spotkałam ją tam z mamą i jednym z wujków.
        Czy ktoś mówił, że jest ważna? Nie wiem.
        Wiem, że mama wiele razy jej ustępowała. Wiem, że jak była mała ojciec opowiadał jej na dobranoc bajki, wiem, że przed rozwodem ojciec poświęcał jej sporo czasu .
        • morekac Re: A 26.08.12, 00:55
          wiem, że przed rozwodem ojciec poświęcał jej sporo cza
          > su .
          a po rozwodzie? Babcia umarła, a tatuś też tak jakby, bo mam wrażeniem, że porzucił dziecko. To jest trudna sytuacja dla dorosłego człowieka, jest to całkiem dobry powód do depresji, dla dziecka może być niszcząca.

          Być może dziewczyna ma jakieś dysfunkcje, które przy sensownej trosce o nią dawno zostałyby zauważone i być może skorygowane. A jeśli nie ma dysfunkcji - to zastosowana metoda typu 'ustąpić' jest jak olewanie - byle szybciej mieć z głowy... Dla mnie dziewczyna jest olana - przez rodziców. A przez otoczenie wtłoczona w foremkę tej niegrzecznej, okropnej i złośliwej.

          Basia jak była mała usiłowała na siłe zw
          > rócić na siebie uwagę ( pamiętam - i to znów mi ktoś wytknie- jak rozmawiając p
          > rzez kwadrans ( może więcej może mniej to dla emam o mentalności księgowych) z
          > 10 razy przerywałysmy rozmowę, bo Basia coś chciała.
          Wiele dzieci przechodzi przez ten etap. Małe dzieci są upierdliwe i wyciąganie tego nastolatce wygląda mniej więcej tak, jak twierdzenie, że przeciwko Katarzynie W. świadczy to, że w szkole grała w kółku teatralnym...
        • annubis74 Re: A 20.09.12, 10:12
          >Tak: Basia miała zabawki ale nikt się z nią specjalnie nie bawił,

          czyli nie poświęcał jej uwagi
          > , Basia wiele razy słyszała "jesteś niegrzeczna" ( czy była to inna sprawa),

          słyszała "jesteś niegrzeczna" czyli nie zachowywała się tak jak by sobie zyczyli dorośli - nie była niewidzialna, niesłyszalna, chciała ich uwagi
          > Basia jak była mała usiłowała na siłe zw
          > rócić na siebie uwagę ( pamiętam - i to znów mi ktoś wytknie- jak rozmawiając p
          > rzez kwadrans ( może więcej może mniej to dla emam o mentalności księgowych) z
          > 10 razy przerywałysmy rozmowę, bo Basia coś chciała.

          znów to samo, dziecko rozpaczliwie od lat woła o poświęcenie jej uwagi. Pomijam, że moim zdaniem takie zachowanie jest u dzieci zupełnie naturalne i normalne. Moja córka (supergrzeczne dziecko) często tak robi. Raz przerywam rozmowę, za kolejym "mówię: "poczekaj chwilkę, rozmawiam, zaraz mi powiesz". Za któryms razem się pewnie nauczy. Inna sprawa ze matka paplająca z koeżanką przez dłuzszy czas, nie zwracajaca uwagi na dziecko (ile miało stać i czekać aż się nagadacie?) Inna sprawa, ze matka znajduje zcas na kontakty towarzyskie z koleżankami, z potencjalnymi wujkami a dla dziecka czasu brak
          > Plac zabaw- nie wiem, raz spotkałam ją tam z mamą i jednym z wujków.
          > Czy ktoś mówił, że jest ważna? Nie wiem.

          Pewnie nie
          > Wiem, że mama wiele razy jej ustępowała.
          a to akurat nienajlepszy pomysł
          > ł jej na dobranoc bajki, wiem, że przed rozwodem ojciec poświęcał jej sporo czasu

          a później zniknął
    • maderta Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 08:39
      Jak dla mnie wstrętny bachor, ale to wina całej tej sytuacji (rozwód itd.), pewnie jakieś zaniedbania ze strony matki. dziecko domaga się uwagi, tylko w niewłaściwy sposób.
      Jeśli matka nie poszuka fachowej pomocy, to będzie tylko gorzej.
    • rycerzowa Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 11:51
      Aniu, skoro jesteś dentystką, to masz elementarną wiedzę medyczną, by wiedzieć, że to dziecko albo jest zaburzone, albo zaniedbane, a najprawdopodobniej jedno i drugie.
      Wiesz, że potrzebuje pomocy specjalistów - diagnozy, potem terapii.
      Od laików na forum dostaniesz dwie rady:
      - albo wlać bachorowi;
      - albo obdarzyć go większym uczuciem i większą uwagą.
      Ja bym jednak radziła zacząć od psychologa i psychiatry, potem się ewentualnie zastanowić.
      • kagrami Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 12:10
        Do psychologa z dzieckiem I duzo pracy, bo jest skrzywiona. Ta osoba - to dziecko ma paskudny charakter, ale może da się jeszcze COŚ uratować. Szkoda, że nie ma jednostki karnej dla takich "skrzywdzonych maluchów".
        Przestańcie tłumaczyć dziecko że dostało już jej sie od życia itd i dlatego taka jest. Są dzieci które miały trudniejszy życiorys, wychowywali je obcy ludzi (dom dziecka) i nie są źli - jak to dziecko najwidoczniej jest. Znam jednego cudownego ojca rodziny, którego nikt w dzieciństwie nie przytulał.
        Jak tak będziemy tylko tłumaczyć każdego.. A Brejvik ten psychol to może dlatego tak zrobił że go ojciec opuścił w dzieciństwie.. Oj, biedny Brejvik..... wink
        • freemarcin899 Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 14:25
          A czy każdy musi być super dobry, zawsze życzliwy i miły? Nie.
          • kagrami Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 14:43
            Ale nie może być ciągle wredny i nastawiony na NIE. I innym robić na złość.
            Ta dziewczynka - sądząc z opisu - taka jest. Aspołeczna. Nie chciałabym jej w moim otoczeniu.
        • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 15:05
          A Brejvik ten psychol to może dlatego tak zrobił że go ojciec opuścił w dzieciństwie.. Oj, biedny Brejvik.....

          Brejvik był podobnież uroczym dzieckiem...
          • kagrami Re: Wstrętny bachor czy...... 28.08.12, 12:23
            Mhm, tak tak. Jak to określiła psycholog: Dziecko o fałszywym, rozbrajającym uśmiechu. Znam taki uśmiech, nie lubię.
            Ale mi chodzi o to że czuł się opuszczony przez ojca itd. To dlatego ma teraz dobrą opieke specjalistów od osobowości.
            Każdego człowieka mozna wytłumaczyc, jakby się uprzeć.....
            • joa66 Re: Wstrętny bachor czy...... 28.08.12, 12:35
              Każdego człowieka mozna wytłumaczyc, jakby się uprzeć.....

              To nie chodzi o wytłumaczenie typu znalezienie wymówki, tylko o zrozumienie przyczyn takiego zachowania. Przyczyną w tym przypadku jest zaniedbanie przez rodziców i to oni powinni wziąć odpowiedzialność za to co się stało i za to co się może stać, jeżeli będą kontynuować takie wychowawcze olewactwo.

            • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 28.08.12, 12:59
              Wiesz, ja mam tylko pytanie, co to znaczy fałszywy uśmiech . Albo złośliwe błyski w oczkach - i jak je rozpoznać. Albo chociażby ku...ki...
              Ja Brejvika nie tłumaczę - ale nie lubię wysnuwania wniosków o czyichś cechach charakteru na podstawie li tylko mało zdefiniowanych refleksów świetlnych w okolicach oczu. Oraz tego, że jeśli ktoś jest pozbawionym uroku dzieckiem z dosyć trudnym charakterem, z pewnością skończy jako zbrodniarz.
              Znaczna część psychopatów (czy to seryjnych zabójców/gwałcicieli etc) raczej nie wzbudzała podejrzeń otoczenia. Zachowywali się całkowicie normalnie.
      • kagrami Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 14:47
        obozów pracy dla takich jednostek brakuje. Pot krew i łzy - poukładało by się jej w głowie...
        • rycerzowa Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 15:35
          Niekoniecznie masz rację, Kagrami.
          Dzieciak to dzieciak - nawet jak zachowuje się wrednie, nie można nazwać go wrednym, czyli nie można go oceniać. Tak mówi prawo.
          I logika. Jeśli dzieciak ma ewidentnie jakieś wrodzone zaburzenie, a do tego dołożą się błędy wychowawcze - może być źle. Niemniej jednak dopóki jest dzieckiem, taki dzieciak nie odpowiada za swoje zachowanie - ani prawnie ani moralnie. Chociaż budzi niechęć, fakt.

          Nie można mieć żalu do autysty, że jest niegrzeczny.
          Nie można mieć pretensji do dyslektyka-dysgrafika, że robi błędy, nie można go karać, bo to nic nie da, nie można nazwać go głupim, bo on często całkiem niegłupi jest. Nie można go oceniać. Ale można oceniać człowieka dorosłego, jeśli pisze z błędami, bo powinien umieć korzystać z edytora tekstu, i wiedzieć, że trzeba korzystać.

          Dzieciak socjo- czy psychopatyczny z urodzenia potrzebuje leczenia, odpowiedniego wychowania. "Obozy pracy" dla nielatków już były, skutki tragiczne, nic się nie "poukładało".
          Ale i roztkliwianie się nad "bachorem" nic nie da.

          Za mało wiemy o Basi, by coś konkretnego powiedzieć. Zupełny brak empatii może być objawem zaburzeń ze spektrum autyzmu. Gdyby jednak potrafiła być milutka i grzeczna, gdy jej to wygodne, to już byłoby inne zaburzenie.
          • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 17:28
            Czy nie można oceniać tego nie byłabym pewna, ale niech będzie.
            Jakąś wiedzę z psychologii mam, ale nie jestem specjalistą w tej dziedzinie.
            O Basi wiem sporo, bo trochę mówi jej mama, trochę ją obserwuję, trochę wiem od innych mam, których córki nie chcą się z nią przyjaźnić. Czy obgadujemy? Nie rozmawiamy o dzieciach - swoich i innych - to normalne.
            Basia nie miała lekko, bo i odtrącenie ( bądź grzeczna, pobaw się, nie przeszkadzaj) i brak konsekwencji w wychowaniu , i rozwód ( rodzice nie rozstali się w sposób super kulturalny) i śmierć babci, i jakieś problemy finansowe rodziny ( tata płaci alimenty od czasu do czasu), i zaniedbania zdrowotne, ale........ są dzieci, które miały jeszcze gorzej i nie wykazują złośliwości na każdym kroku. A Basia jest złosliwa. Basia jest leniwa. Na psychikę Basi musiała mieć wpływ obecność wujków, ale nie ona pierwsza jest z rozbitej rodziny, w której są "wujkowie". W jakiś sposób chciałabym pomóc Basi, ale znów problem- nie wiem jak powiedzieć jej mamie ( choć się przyjaźnimy), żeby poszła do psychologa. Kiedyś dałam jej mnóstwo zabawek edukacyjnych- chyba tylko po to, żeby leżały na półkach. Chciaabym jej pomóc, ale perspektywa kontaktu z tym dzieckiem już jest dla mnie odrażająca.
            • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 17:58
              ania_dentystka napisała:

              > O Basi wiem sporo, bo trochę mówi jej mama, trochę ją obserwuję, trochę wiem od
              > innych mam, których córki nie chcą się z nią przyjaźnić. Czy obgadujemy? Nie r
              > ozmawiamy o dzieciach - swoich i innych - to normalne.

              A czy Basia ma jakieś zalety?
              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 19:10
                Pewnie ma, nie ma ludzi mających same wady, ale zastanawiam się jakie.
                Twierdzi, że lubi zwierzęta. Ładnie rysuje. Jak była mała kleiła się do mnie, ale potrafiła być bardzo niemiła wobec innych "cioć". Twierdzi, że lubi małe dzieci, ale ja tego nie zauważyłam. W każdym razie chyba nie przepada za moją 2 letnią córką.
                Szukam zalet, ale jakoś marnie mi to idzie.
                • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 01:20
                  W każdym razie chyba nie przepada za moją 2 letnią córką.

                  Może twoja córka jest wyjątkiem. Przy czym czegoś takiego, jak lubienie czy nielubienie małych dzieci nie rozpatrywałabym ani w kategorii zalet ani wad.
                  Niektórzy mają taki etap w życiu, że niemal dostają drgawek na widok takich niemowlaków czy przedszkolaków - mnie dzieci w tym wieku nieco przerażały, czasem brzydziły - przeszło mi, jak miałam własne, ale nadal nie jest to moja ulubiona grupa wiekowa.
                  Jak tak o niej piszesz, to wcale się nie dziwię, że nie współpracuje z tobą w sprawie własnych zębów. Też nie miałabym za grosz zaufania do kogoś, kto mnie nie cierpi i trzyma w ręku narzędzia tortur...
            • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 01:07
              ... są
              > dzieci, które miały jeszcze gorzej i nie wykazują złośliwości na każdym kroku.
              A ile znasz tak blisko dzieci, które miały gorzej?
              Ile znasz dzieci z takimi genami jakie ma ta Basia, wychowywanych w takich warunkach?
              Prawdopodobnie nie masz grupy kontrolnej do porównania, a piszesz jakbyś miała.
            • sabciasal Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 10:53
              a czy słyszysz od matki cokolwiek dobrego na temat Basi? Czy tez te spotkania to taki fajny pretekst dla matki, aby ponarzekać na zaniedbaną córkę i nawet znaleźć zrozumienie u koleżanek (tak, takiego wstrętnego bachora to faktycznie nie da się kochać).
            • jakw Re: Wstrętny bachor czy...... 29.08.12, 21:18
              Rozwód rodziców zawsze jest traumą dla dzieckal, podobno większą niż śmierć jednego z rodziców. Jeśli rodzice rozwodzą się z awanturami , mama zajmuje się wkrótce potem wujkami , a tata zapewne znika z bliskiego horyzontu i na dokładkę umiera babcia to jest to trauma do kwadratu lub sześcianu. I osobiście to chyba nie znam przypadku tak olanego dziecka w takiej sytuacji. Nie wiem, jakie są relacje wzajemne rodziców , ale na pewno jest to czas na jakieś porozumienie między nimi ws objęcia opieką i wychowaniem ich własnego dziecka. I na pewno psycholog - zaczynając od obojga rodziców, zwłaszcza jeśli nie są w stanie sensownie ze sobą rozmawiać - przyda się. Może zorientuj się w ofercie poradni psychologicznej (jakaś grupa wsparcia dla dzieci z rozbitych rodzin - może jest coś takiego?/ rodziców po przejściach). Jeśli znajdziesz coś ciekawego pod kątem sytuacji Basi - może łatwiej będzie porozmawiać nt psychologa z koleżanką?
          • scher Nie przesadzaj 25.08.12, 19:22
            rycerzowa napisała:

            > Dzieciak to dzieciak - nawet jak zachowuje się wrednie, nie można nazwać go wrednym,
            > czyli nie można go oceniać. Tak mówi prawo.
            > I logika.

            Ja tego dziecka nie znam, więc się co do meritum nie wypowiadam.

            Tak ogólnie, to moja logika jednak mówi, że zachowanie dziecka jak najbardziej trzeba oceniać. Nie można - trzeba. Do zachowań dziecka od wczesnego dzieciństwa trzeba przykładać przede wszystkim miarę etyczną. Wychowanie to ukształtowanie człowieka tak, aby odpowiadał określonemu wzorcowi moralnemu właśnie.

            Ty zdajesz się proponować rozpoczęcie analizy każdego zachowania dziecka w pierwszej kolejności od rozpoznania i nazwania psychologicznych mechanizmów rządzących jego osobowością, a nawet od razu zupełnie na oślep dopatrujesz się zaburzeń.

            Wg mnie jest to szkodliwe spojrzenie na człowieka, szkodliwe dla niego samego, bo nie każe mu się przede wszystkim "etycznie ogarnąć", zaniechać złych postępków i zacząć czynić dobro, każe natomiast szukać psychologicznych wyjaśnień - czyli de facto usprawiedliwień.

            Zaburza to prawidłowy rozwój moralny dziecka; skoro każde moje zachowanie da się "naukowo" wytłumaczyć, jest ono w gruncie rzeczy normalne. W takim klimacie nie ma szans wykształcić się w dziecku poczucie wstydu i poczucie winy.
            • nangaparbat3 Re: Nie przesadzaj 25.08.12, 23:51
              Podstawa prawidlowego rozwoju moralnego jest prawidlowy rozwoj psychiki. Bez tego mozna oczywiście grać - nawet przed samym sobą - osobę "czyniacą dobro", ale zawsze bedzie to tylko grą, trochę smieszna, trochę żalosną, bardzo niebezpieczną.
              • scher Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 08:34
                Chcesz bronić tezy, że nie można oceniać zachowań dziecka? Bo nie rozumiem intencji...
              • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 08:45
                Każdy z nas ma jakiś bagaż doświadczeń. Złych doświadczeń. Bardzo rzadko się zdarza, że dzieciństwo i młodość to sama idylla, życie bez jakichkolwiek stresów, problemów, nerwów. Bo oprócz tego, że jesteśmy zawsze młodzi, zdrowi, bogaci, kochani przez cały świat są i choroby własne i bliskich, śmierć w rodzinie, gorsza passa finansowa, ktoś nas oszuka, okradnie, zawiedzie, jest wredny nauczyciel, szef, fałszywy przyjaciel. Powodów do stresów jest mnóstwo. Basia niewątpliwie miała ich wiele, ale bez przesady. Pokolenie naszych dziadków ( przypomnę, że ich dzieciństwo lub młodość przypadały na czasy wojny) powinno być okropne. Ich przeżyć nie da się porównać z przeżyciami Basi.
                Zgodzę się, Basia jest w jakims stopniu olewana przez mamę zajętą swoimi sprawami i ogarnięta chęcią ułożenia sobie życia.
                Dziadek nie jest właściwym opiekunem.
                Ojciec po rozwodzie płacił alimenty od czasu do czasu ( to sprawiało, że bywały problemy finansowe), czasem umawiał się i nie dotrzymywał słowa i chyba też ma jakąś partnerkę.
                Basia jest ubierana śmiesznie, nie jak nastolatka, los nie dał jej też urody, ale.....
                Wyjeżdża na wakacje, o to doba matka. Chodzi dodatkowo na angielski ( o ile chce jej się tam wybrać), ma swój pokój, ksiżężk i zabawek ( którymi rzadko się bawi i których nie chce jej się czytać) ma bardzo, bardzo dużo. Jedzenia w domu nie brakuje. Ojciec przed rozwodem nie pił, nie bił, owszem były awantury.
                Geny - niewiele o nich tak naprawdę wiemy.
                Żal mi Basi, ale chyba to, że jest odrzucona to nie do końca sprawa czynników zewnętrzynych i nie są w 100% winni inni. To trudna dziewczynka, której tak naprawdę nikt nie lubi. Ona zresztą sama jest tego zdania.
                • joa66 Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 09:05
                  Wiadomo, ze wiele dzieci ma złe doświadczenia (akurat tych wojennych bym tu nie przywoływała). Ale po pierwsze u Basi one sie skumulowały, a po drugie....Zdaniem psychologów różne "zła" wyrządzone przez rodziców może w mniejszym lub większym stopniu rekompensować inny życzliwy dorosły. Czy Basia ma takiego zyczliwego dorosłego?

                  Owszem, na podstawie tego co piszesz, Basia nie budzi sympatii swoim zachowaniem, ale czy ta dziewczynka ma chociaz jedną osobę, która jest jej życzliwa i ją lubi? Ona nie ma nikogo, nawet koleżanek. Nawet dzieci w czasie wojny takie osoby zwykle miały, nawet jeżeli nie 24 h na dobę.

                  Dla mnie jest oczywistym, kto jest winny tej sytuacji. I to te osoby (rodzice) powinny się wziąć do roboty.

                  A Ty możesz jedynie słuchać Basi i mówić jej miłe rzeczy jeżeli masz ku temu okazję i ochotę.
                  • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 22:15
                    Basia ma różne "ciocie"- przyjaciółki i dalekie kuzynki mamy. Te "ciocie" próbowały mówić jej jakieś miłe rzeczy, ale mają swoje domy, swoją pracę, swoje dzieci i nie bardzo chce im się bawić w terapeutę Basi, nie mają ku temu kwalifikacji. Jej chestna matka wściekła się, gdy zapłąciła niemało za wybór zajęć pozalekcyjnych Basi ( Basia wybrała je sama) a potem po 3 tygodniach przestała chodzić przy cichej akceptacji matki.
                    • sabciasal Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 10:51
                      potem po 3 tygodniach przestała chodzić przy cichej akceptacji matki.

                      No właśnie, Basia zrobiła to, co matka sobie życzyła i na siebie wzięła konsekwencje (niezadowolenie ciotki). Czy przypadkiem zajęcia pozalekcyjne nie powodowały że matka raz w tygodniu musiała dziecko zawiesc i odebrać?
                      • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 12:08
                        Na zajęcia Basię odprowadzał dziadek. Chciał odprowadzać ( zajęcia blisko domu), ale to trwało trochę ( dużo) dłużej bo dziadek starańki i wolno chodzi. Basi znudziły się zajęcia. Winą matki było to, że nie namawiała, nie rozmawiała a odpuściła. Nie chcesz to nie.....
                        • jakw Re: Nie przesadzaj 30.08.12, 08:18
                          Nie wiem jakie to były zajęcia. Ale mojej starszej pannie zdarzyło się już rezygnować z zajęć mniej więcej po miesiącu. Motywacja: "A bo mi się nie chceee". W podobnym wieku była. Ja w tym wieku zajęcia zmieniałam nader często. To jest właśnie taki wiek - w którym chce spróbować się różnych rzeczy i z których się często zaraz potem rezygnuje. Nie doszukiwałabym się w tej rezygnacji z zajęć jakiejś szczególnej złośliwości Basi.
                • morekac Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 09:23
                  Basia jest ubierana śmiesznie, nie jak nastolatka, los nie dał jej też urody, a
                  > le.....
                  > Wyjeżdża na wakacje, o to doba matka. Chodzi dodatkowo na angielski ( o ile chc
                  > e jej się tam wybrać), ma swój pokój, ksiżężk i zabawek ( którymi rzadko się ba
                  > wi i których nie chce jej się czytać) ma bardzo, bardzo dużo. Jedzenia w domu n
                  > ie brakuje.
                  której tak napr
                  > awdę nikt nie lubi. Ona zresztą sama jest tego zdania.
                  Nie znam 14-latki, która akceptowałaby siebie w 100%. To jest nieco depresyjny wiek i zawsze znajdzie w sobie coś, co jej się nie podoba.
                  14-latki nie bawią się zabawkami. 14-latki z problemami w nauce mogą nie przepadać za nauką języka (zwłaszcza jeśli mają z tym kłopoty). 14-latki bywają zmęczone.
                  Z 14-latką mama powinna wybrać się zakupy tuszu do rzęs i innych takich, na zakup biustonosza i fajnych ciuchów (że aż koleżankom oko zbieleje, jak ją w tym zobaczą) , a nie wycinać sobie konkurencję poprzez ubieranie jej nieadekwatnie do wieku.
                  14-latka tak samo, jak codziennie myje zęby, powinna słyszeć od bliskich, że ślicznie wygląda (i : kochanie, tego pryszcza to wcale nie widać, ale i tak zaraz go się zamaluje).

                  Pokolenie naszych dziadków ( przypomnę,
                  > że ich dzieciństwo lub młodość przypadały na czasy wojny) powinno być okropne.
                  Jak ja uwielbiam takie teksty. No po prostu uwielbiam.
                  Nawet ty zaprzeczasz, że 15-latka może mieć jakiekolwiek potrzeby emocjonalne. Zamiatanie problemy pod dywan na zasadzie 'morda w kubeł, inni mieli gorzej, bo wojna/bo wychowywali się za PRL/bo nie mieli bananów, laptopa i ipoda' to jest metoda nie rozwiązująca niczego, a wręcz nasilająca problemy. Dla ciebie wystarczy, że ojciec nie pił, nie bił i w domu jest co jeść? Czy na stomatologii uczą wyłącznie psychologii zęba?
                  -------------------------------------------------------------
                  Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                  • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 22:23
                    13 latka, a nie 14. Zabawkami bawią się mniejsze dzieci, ale Basia niechętnie bawiła się nimi 5-6-8 lat temu.
                    Mama Basi raczej nie wybierze się po zakupy tuszu do rzęs itd, ani fajnych ciuchów, bo nie ma na to ani czasu, ani pieniędzy ani ochoty.
                    Nie wiem co to jest psychologia zęba, więc daruj sobie te złośliwości, zwłaszcza, że wątek nie jest ani o mnie ani o stomatologii.
                    Nie zaprzeczam, że nastolatka ( już z niespełna 13 latki zrobiła się 15 latka) może mieć jakieś potrzeby emocjonalne, ma je każdy, ale nie wszyscy, nie zawsze mają je zaspakajane. I nie wszyscy ci, którzy nie mają zachowują się tak jak ta dziewczynka. Basia jest niemiła więc trudno wymagać od koleżanek ( zresztą też od dorosłych), żeby byli wobec niej sympatyczni i koło się zamyka.
                    Nie wiem jak Ty reagowałabyś mając w otoczeniu taką osobę?????
                    • joa66 Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 23:02
                      Nie wiem jak Ty reagowałabyś mając w otoczeniu taką osobę?????

                      To chyba nie do mnie pytanie, ale odpowiem. Nie jestem osobą zbyt wylewną , jednak po tym co przeczytałam, mam ochotę ją przytulić,
                    • morekac Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 07:58
                      Pisałas o dziecku, które coś tam zmalowało jako pierwszak gimnazjalny - stąd założyłam, że to +/- 14 -latka. Do gimnazjum idą dzieci 13 letnie, osoba kończąca I gimnazjum ma już te 14 lat ( z reguły). Poszła rok wcześniej do szkoły? Jeśli tak, to być może jej kłopoty towarzyskie w szkole wynikają w dużej mierze z tego, że jest młodsza.
                      Nie ma obowiązku zabawy zabawkami, ze szczególnym uwzględnieniem edukacyjnych.
                      Kontakt z dzieckiem to przede wszystkim ochota, a nie kasa.

                      Nie wiem jak Ty reagowałabyś mając w otoczeniu taką osobę?????
                      Cóż, z pewnością nie doczytywałabym się w jej spojrzeniu złośliwości (ani ku...ków, ani niczego innego) i nie obwiniała za wszystkie grzechy świata, wybielając jej matkę. Jedyna naprawdę naganna rzecz, którą popełnia teraz to to, że dosypuje dziadkowi sól do cukru, bo rozumiem, że szkoła nie skarży się na jej zachowanie: dziewczę nie bije nikogo, nie wyzywa, nie diluje, nie pali, nie pije, nie kradnie, nauczycielom nie pyszczy? Być może, gdyby tak było, ktoś wreszcie zainteresowąłby się problemami dziecka i z dzieckiem, a nie zlewał na potęgę.
                      Dziecko może być nielubiane w szkole z powodu swego wyobcowania, z powodu swoich dzidziusiowych strojów albo i zupełnie bez powodu. A nawet jeśli jest to wynik jej zachowania - dlaczego matka tym się nie zajęła przez kilka lat? W poradniach szkolno-pedagogicznych - zupełnie za darmo - bywają warsztaty dla takich dzieci, bywają warsztaty dla rodziców, ze szczególnym uwzględnieniem nastolatków. Nie trzeba być krezusem, żeby korzystać.
                      • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 08:07
                        Nie wybielam matki- widzę jej niewłaściwe zachowania i rozmawiałam z nią na ten temat, ale matka też ma prawo do własnego życia.
                        Szkoła , z tego co wiem, skarży się, że Basia jest histeryczką ( z byle powodu płacze, histeryzuje, jest niesłowna, kłamie, jak tylko ma okazję to dokucza innym).
                        Tak jest to wołanie o zainteresowanie- głównie matki, ale 13-14 latka chyba zdaje sobie sprawę, że matka pracuje i musi zarabiać. Że matka ma prawo być zmęczona. Problem wujków pominę, nie powinna tak ostentacyjnie się z nimi obnosić. Dziadek robi co może, ale czego można wymagać od bardzo starego, schorowanego człowieka. Babcia nie żyje- tez nikt nie zawinił.
                        • joa66 Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 09:27
                          Tak jest to wołanie o zainteresowanie- głównie matki, ale 13-14 latka chyba zdaje sobie sprawę, że matka pracuje i musi zarabiać. Że matka ma prawo być zmęczona


                          Miliony matek pracuje i są zmęczone. I znajdują czas i siłę na kontakt z dzeickiem.

                          Poza zym, czy matka jest upośledzona, skoro konskwentnie kupuje jej ubrania nieadekwatne do wieku??
                          • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 12:11
                            Upośledzona nie jest, ale kupuje ubrania , w których może chodziły nasze mamy i to te bardziej konserwatywne.
                        • morekac Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 10:49
                          Mam wrażenie, że więcej wymagasz od 14-latki niż od dorosłej kobiety w wieku 30+ zapewne, będącej jej matką. Mama nie może iść do psychologa, nie może ogarnąć swojego życia, swoich emocji, ma prawo do nierobienia czegokolwiek i bycia zmęczoną, nie może zrozumieć, że córka ma problemy - a dziewczyna nastoletnia, w fatalnym wieku, jesli chodzi o panowanie nad emocjami, sobą i życiem - musi to zrobić: ogarnąć, opanować się, zrozumieć, że dorośli - jej bliscy - nic nie pomogą i że tak naprawdę mają ją w d.... Powinna - sama tak piszesz. Wymaganie więcej od dziecka (i to dużo więcej) niż od dorosłych uważam za bardzo nie fair.

                          Szkoła , z tego co wiem, skarży się, że Basia jest histeryczką ( z byle powodu
                          > płacze, histeryzuje, jest niesłowna, kłamie, jak tylko ma okazję to dokucza inn
                          > ym).
                          Albo ta szkoła jest do d..., albo mama przetwarza i przekazuje informacje ze szkoły w taki sposób, żeby jej było z tym wygodniej. Bo wygodniej jest wtłoczyć dzieciaka w foremkę histeryczki niż zbadać dlaczego płacze. Dziewczyna ma ewidentne problemy z wyrażaniem emocji, własnego zdania i ze sobą - i co? Być może ma problemy z akceptacją przez grupę, ze swoim zachowaniem - a może jest ofiarą szkolnych prześladowań. Nikt z tym nic nie robi - ani nie zastanowi się nad tym, dlaczego tak się dzieje, ani nie poszuka pomocy, ani nawet nie postawi dziewczynie jasnych wymagań i ich nie wyegzekwuje - bo nawet styl wychowywania by Scher - chociaż dosyć surowy i wymagający, tudzież uznający, że to dziecko powinno się dostosować do wymagań dorosłych - wymaga poświęcenia dziecku uwagi i czasu, postawienia granic, ustanowienia zasad, wyciągania konsekwencji - słowem wymaga wysiłku ze strony rodzica i poświęcenia czasu (i nie ma, że rodzic zmęczony czy zapracowany). Ale po co robić cokolwiek, po co podejmować jakikolwiek wysiłek - skoro można tylko ponarzekać i nic nie robić?
                          • joa66 Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 10:55
                            a dziewczyna nastoletnia, w fatalnym wieku, jesli chodzi o panowanie nad emocjami, sobą i życiem

                            O ile dobrze zrozumiałam ta sytuacja ciągnie się od około 10 lat, a wiąc podobne wymagania i oczekiwania były stawiane już małemu dziecku.
                            • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 12:25
                              Dziecko nie było prowadzone dobrze. Jak żyła babcia to jeszcze jako tako się nią zajmowała, ale babcia chorowała. W sytuacji, gdy czuła się źle dawała jej zabawki i komunikat "baw się", ale gdy polepszało się szła z Basią na plac zabaw, zabierała ją na działkę, rózne rzeczy pokazywała.
                              Basia miała zapewnione wakacje, przed rozwodem ojciec się nią zajmował- podejrzewam, że bardziej niż matka.
                              Wydaje mi się, że Basi nie dawano jasnych, krótkich komuni8katów i nie wymagano tylko "olewano".
                          • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 12:21
                            Nie twierdzę, że matka jest bez winy. Owszem w jakiś sposób zaniedbuje Basię emocjonalnie, popełnia mnóstwo błędów z niewiedzy, z lenistwa, z bałaganiarstwa, z przepracowania , z chęci wygospodarowania jakiegoś czasu dla siebie. Zgoda, ale tak dzieje się w przypadku bardzo wielu rodzin i nie wszystkie dzieci tak reagują.
                            Basia ma 13 lat, jej mama jest bardzo dojrzała. Nie bronię matki, ale na niej spoczywa obowiązek zapewnienia rodzinie bytu, sprzątnięcia, ugotowania, zrobienia zakupów, zajęcia się dziadkiem. Ile samotnych matek ma czas na bieganie do psychologa gdy trzeba zrobić zakupy na następny dzień?
                            Z Basią współpracy w zasadzie nie ma żadnej. Żadna mama nie zabierze jej na wakacje, bo nie chce konfliktów ze swoim dzieckiem. Jeśli już jakaś koleżanka trochę się zbliży Basia jest zaborcza, egocentryczna i efekt jest taki, że dzieci uciekają.
                            Powtarzam- żal mi tej dziewczynki, ale ona nie da się lubić. , kąsa, obraża. Bez względu na przyczynę chyba nikt tego nie lubi i koło się ( chyba) zamyka.
                            • bye.bye.kitty zakupy uniemożliwiają terapię??? 28.08.12, 10:49
                              ciekawa wymówkasmile

                              Dziecku mniej zaszkodzi choćby i zupka chińska zamiast obiad w dzień terapii, niż tej terapii brak (terapii także MATKI). Tak samo dziadkowi. Zakupy można zamówić online, można też zlecić je nastolatce. Poświęcać mniej czasu kupowaniu i przetwarzania żarcia, a więcej dziecku.

                              Z tego co piszesz to cała ta Basia matce nigdy do niczego nie była potrzebna.

                              Niekochane, odrzucone dziecko w brzydkich ubraniach - taka "kukułka".
                              Smutne.
                        • jakw Re: Nie przesadzaj 29.08.12, 21:25
                          ania_dentystka napisała:

                          > Szkoła , z tego co wiem, skarży się, że Basia jest histeryczką ( z byle powodu
                          > płacze, histeryzuje, jest niesłowna, kłamie, jak tylko ma okazję to dokucza inn
                          > ym).
                          Spójrzmy na to inaczej - bywają znacznie gorzej zachowujące się nastoletnie uczennice.
                    • jakw Re: Nie przesadzaj 29.08.12, 21:29
                      ania_dentystka napisała:

                      > Mama Basi raczej nie wybierze się po zakupy tuszu do rzęs itd, ani fajnych ciuc
                      > hów, bo nie ma na to ani czasu, ani pieniędzy ani ochoty.
                      A szkoda - zapewne mama nie ma też czasu i ochoty na spędzanie czasu z córką. A zapewniam, że tego córka na pewno potrzebuje - nawet jeśli będzie wprowadzanie w tajniki gotowania czy sporządzania maseczki z ogórków.
                    • annubis74 Re: Nie przesadzaj 20.09.12, 10:22
                      straszne to co piszesz, żadna z was, mamusia + koleżanki nie ma dla tego dziecka ani trochę serca, zrozumienia, próby akceptacji. Domyślam się ze spotykacie się czasem na plotki, mamusia opowiada jakie to straszne ma dziecko, przyjaciólki przytakują: "tak tak, ty to biedna jesteś, ale ci się trafił bachor" a "bachor" za ścianą pewnie często tego słucha.
                      Ale zdziwię cię, też znam taką dziewczynkę - córka mojej koleżanki, pełna rodzina, opływająca w dostatki, dziewczynce niczego nie brakowało, ale chyba tak naprawdę nikt nigdy uwagi jej nie poświęcał. mama zajęta sobą, fitnessem, zakupami, plotkami, pracą, wszystkim tylko nie córką, ojciec robiacy karierę, przez to nieobecny. W weekendy zapisywali ją na kilkugodzinne zajęcia (basen, angielski, taneczne, plastyczne - wszystko na raz) po południu oddawali do babci, żeby mieć spokój). Dziewczynka do fajnych nie należy - zawsze jest smutna, skrzywiona, niezadowolona, złośliwa. Ale czy to tylko jej wina? Dodam że matka jest PEDAGOGIEM!
                • nangaparbat3 Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 09:54
                  Nieladna, dziwacznie ubrana dziewczynka, olewana przez matke. To Twoj opis. Opis kupki nieszczęscia. Moze dobrze, ze jest agresywna - ma powody do wsciekłosci i dla niej zdrowiej, żeby nie obracała jej tylko przeciwko sobie samej.
                  • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 26.08.12, 22:26
                    A dlaczego agresja ma się obracać przeciwko jej dziadkowi ( Bogu ducha winny starszy człowiek, który kocha jak potrafi)? Co są winni koledzy? Czemu zawiniły koleżanki ( czy to ich wina, że mają innych rodziców?). Dlaczego Basia ma być agresywna w stosunku do dorosłych, którzy chcą jej pomóc? Agresja rodzi agresję.
                    • sabciasal Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 10:49
                      zastanów się trochę, bo to chyba podstawy psychologii. Jak myślisz dlaczego dziewczyna złość na matkę przenosi na inne, często najbliższe jak dziadek, osoby? Dlaczego nie wyżywa się na matce tylko na dziadku bądź koleżankach?
                      Oczekujesz od bardzo samotnego, zaniedbanego dziecka dojrzałych, dorosłych zachowań? Sama przyznajesz, ze jej matka nie wykazuje się dojrzałością. Ty jej chyba w tym sekundujesz, aż mi skóra cierpnie, gdy wyobrażę sobie wasze rozmowy na temat Basi.

                      a teks, że pokolenie wojenne miało gorzej, jest hitem.
                      • ania_dentystka Re: Nie przesadzaj 27.08.12, 12:34
                        Miało gorzej i pokolenie wojenne i powojenne i nasze, ale zostawmy hity.
                        Nie sekunduję mamie Basi więc wrzuć na luz. I nie uruchamiaj za dużo wyobraźni bo zaraz powstanie tu obraz krwiożerczych bab, które tylko czekają na dogodny moment, aby zagryźć biedne dziecko. Nie o to chodzi.
                        Nie neguję, że na Basię wiele się zwaliło, ale czy to tłumaczy jej zachowanie?
                        Wśród przyjaciół mam różne sytuacje np. dziewczynkę żyjącą w wiecznym zagrożeniu, że umrze ukochana babcia i mająca niewielkie wsparcie w rodzicach ( oboje mają kochanków i ich małżeństwo jest fikcją). Dziewczynka super.
                        Chłopaka, który przeżył bardzo burzliwy rozwód rodziców.
                        Najbliższego przyjaciela mojego syna, którego ojciec- niezwykle utalentowany- jest domowym tyranem ( tak opisuje to dziecko ). I są to normalne, fajne dzieci.
                        • jakw Re: Nie przesadzaj 30.08.12, 08:29
                          ania_dentystka napisała:

                          > Miało gorzej i pokolenie wojenne i powojenne i nasze, ale zostawmy hity.
                          No nie wiem, ja na pewno gorzej nie miałam. I znam osobiście może ze 2 osoby, o których możnaby powiedzieć, że miały/mają gorzej. Ale każda z tych osób miała czy ma realne wsparcie psychiczne przynajmniej w 1 osobie dorosłej ze swego otoczenia. I owszem, agresja rodzi agresję. Ale na początku była agresja względem psychicznych potrzeb tego dziecka. Rozumiem,że uważasz, że osoby dorosłe ("ciocie") mają prawo do niepowstrzymywania swojej agresji względem tego dziecka, za to ono ma być idealne mimo, że od co najmniej kilku lat jej potrzeby psychiczne są zupełnie olewane przez osoby najbliższe?
    • nangaparbat3 Re: Wstrętny bachor czy...... 25.08.12, 15:27
      Rozwod rodzicow (i zwlaszcza to co go poprzedzilo), potem dwoch kolejnych wujkow w domu. I Ty sie pytasz?
      Może terapia wspólna z matką cos by jeszcze pomogła, nadzieje trzeba mieć.
      Na razie widać, ze ją w gronie koleżanek mamy obgadujecie - cos niefajnego w tym jest.
    • jowita771 Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 10:39
      Ja już tej Basi nie lubię. Gdyby to było dziecko z mojego otoczenia, ograniczyłabym kontakty do minimum. Ale pewnie coś spowodowało takie zachowanie. Czy przed rozwodem rodziców Basia była normalna, tzn. zachowywała się jak człowiek, a nie jak złośliwy potwór?
      • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 11:50
        jowita771 napisał:

        > Czy przed rozwodem rodziców Basia była normalna, tzn. zachowywała się jak człowiek, a n
        > ie jak złośliwy potwór?

        Nadal nie rozumiem, dlaczego na podstawie kilku byc może wyolbrzymionych przez nadmiernie obserwujacą przyjaciółke mamy wyskoków dziecka mozna w niej widzieć potwora.
        Ja nie widzę.
        • joa66 Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 11:55
          Ja widzę dziecko, którego sytuacja nie jest lepsza niż dzieci z domu dziecka.
          • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 22:39
            Sytuacja Basi nie jest fajna, ale chyba porównywanie z domem dziecka to przesada. Ma dom, ma matkę, która może nie zaspakaja jej wszystkich potrzeb emocjonalnych, może jest egocentryczna, egoistyczna, nie za mądra, opętana chęcią ułożenia sobie życia, skupiona na sobie, ale na swój sposób kocha Basię.
            Rozwód jest złem, ale rozwody się zdarzają. Niestety często. I bardzo rzadko są kulturalne nie poprzedzone awanturami. Wystarczy poczytać forum.
            Rodzice po rozwodach chcą sobie ułożyć życie. Inaczej nie byłoby macoch i ojczymów. To też trudny moment dla dzieci.
            Nie każdy kto zostaje rodzicem umie czy chce zaspokoić potrzeby emocjaonalne dziecka- choćby dlatego, że nie nauczył się tego w rodzinnym domu. I co wtedy?
            Dzieci w sytuacji podobnej lub gorszej od Basi jest wiele, ale nieliczne zachowują się w opisany przeze mnie sposób.
            • joa66 Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 22:57
              Dzieci w domu dziecka też mają rodziców, którzy kochają je w "jakis sposób"

              I zachowują się często podobnie w stosunku np do ludzi, którzy je adoptowali czyli chcą dla nich dobrze...



              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 08:08
                Nie wiem, nie miałam doświadczeń z dziećmi z domu dziecka.
            • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 08:05
              Nie każdy kto zostaje rodzicem umie czy chce zaspokoić potrzeby emocjaonalne dziecka- choćby dlatego, że nie nauczył się tego w rodzinnym domu. I co wtedy?

              Ano wypadałoby przyjąć część winy za zachowanie dziecka na siebie, poszukać pomocy dla siebie i dla dziecka, nauczyć się komunikacji z dzieckiem i ze sobą, a nie wyłącznie nadawać na nią przyjaciółkom. Rozumiem, że dzieciaka nie cierpisz, ale spróbuj namówić jej mamę na jakieś warsztaty dla rodziców chociażby.
              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 08:18
                To nie do końca tak. Nie lubię Basi, ale to nie znaczy, że chcę dla niej źle. Basi zresztą nikt nie lubi ( chyba tak naprawdę kocha ją dziadek i nie wykluczam, że......ojciec, ale w bardzo specyficzny sposób).
                Próbowałam pomóc rodzinie Basi- część tej pomocy była rozumiana opacznie ( nie jestem wariatką, żeby chodzić do psychologa), z części skorzystano ( książki, wcześniej zabawki).
                Czasem, choć mój syn się buntował, zapraszałam ją do siebie. Każda wizyta była dla mnie kłębkiem nerwów, bo co chwilę było "ciociu ja CHCE to czy tamto". Bywało, że synowi ginęły jakieś drobiazgi ( ja zawsze usprawiedliwiałam Basię, czasem wmawiałam synowi, że zabawka się zagubiła). Mój syn raz wywiesił na swoim pokoju kartkę " Basia nie ma tu wstępu". Na szczęście za wczasu ją zauważyłam i unieszkodliwiłam. Raz Basia schowała tuż przed wyjściem męża do pracy jego czapkę od munduru ( i z chytrym usmieszkiem patrzyła jak nerwowo jej szukamy). Od tego czasu nieco przystopowałam, ale nie olałam jej zupełnie.
                Inne koleżanki raczej zapraszają Basię rzadko i mają identyczne odczucia.
                Tak rozmawiamy z mamą Basi o dzieciach. Rozmawiamy także o jej córce. Tak ona "nadaje" na małą..... musi się wygadać między innymi po to, zeby nie eksplodować. To nie jest takie proste.
                • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:42
                  ania_dentystka napisała:

                  >
                  > Tak rozmawiamy z mamą Basi o dzieciach. Rozmawiamy także o jej córce. Tak ona "
                  > nadaje" na małą..... musi się wygadać między innymi po to, zeby nie eksplodować
                  > . To nie jest takie proste.

                  Proste nie, ale absurdalne na pewno. Ja uciełabym kontakty z mamą Basi, jeśli ta się nie ogarnie i nie pójdzie do psychologa. Wydaje mi się, że zupełnie nie wiedzieć czemu stoisz po stronie niewydolnej wychowawczo matki a nie widzisz dziecka, które wymaga pomocy ze strony dorosłych. I nie chodzi tu o książki i zabawki. Powiedz matce, że niech się wygada przed psychologiem, bo to przyniesie lepszy skutek niż obgadywanie dziecka przed koleżanką.
                  • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:50
                    Powiedzieć mogę, za efekt nie ręczę.
                    W sumie cieszę się, że tu na forum są same wspaniałe, brzydzące się plaotkami, wydedukowane psychologicznie i nie popełniające błędów mamy. Pozazdrościć i pogratulować. Ja taka nie jestem. ....co nie przeszkadza mi mieć normalne dziecko ( starsze), jakie będzie młodsze nie wiem, ale jak dotąd patologii nie widzę.
                    • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:59
                      ania_dentystka napisała:

                      > Powiedzieć mogę, za efekt nie ręczę.

                      Efekt osiągniesz jak będziesz stanowcza. Póki co wspierasz niewydolną matkę a nie dzieciaka.

                      > W sumie cieszę się, że tu na forum są same wspaniałe, brzydzące się plaotkami,
                      > wydedukowane psychologicznie i nie popełniające błędów mamy. Pozazdrościć i pog
                      > ratulować.

                      Aż tak dobrze nie jest. Ale raczej rzadko się zdarza - mam nadzieję - żeby dwie dorosłe baby zamiast działać jeszcze dzieciakowi za plecami dokopywały.

                      Ja taka nie jestem. ....co nie przeszkadza mi mieć normalne dziecko
                      > ( starsze)

                      Pojęcie normalności jest względne.

                      , jakie będzie młodsze nie wiem, ale jak dotąd patologii nie widzę.

                      A nie widzisz patologii we własnym zachowaniu? Bo ja widzę.
                      • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:03
                        To mnie uświadom w czym jestem patologiczna. Lepiej wiedzieć niż tkwić w błogiej niewiedzy.
                        I dla jasności- kiedy dokopałam Basi? W jakiej sytuacji?
                        • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:11
                          ania_dentystka napisała:

                          > To mnie uświadom w czym jestem patologiczna. Lepiej wiedzieć niż tkwić w błogie
                          > j niewiedzy.

                          Obgadywanie dziecka z matką owego dziecka to dla mnie patologia. Obgadywanie owego dziecka na forum publicznym to jeszcze większa patologia. Nie chodzi tu o sam problem, tylko o twoje nastawienie do problemu.


                          > I dla jasności- kiedy dokopałam Basi? W jakiej sytuacji?

                          Cały ten wątek to "dokopanie Basi" o realnym obgadywaniu nie wspominając.
                          • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:40
                            No cóż, patologia rzecz względna. Nie jest patologiczne obgadywanie teściowej, niani, nauczycielki czy staruszki w autobusie itd. Patologiczne jest obgadywanie Basi, zwłaszcza, że imię zostało zmienione.
                            Cieszę się, że tylko ja jestem patologiczna wśród tych niepatologicznych emam. No może jeszcze mama Basi.
                            • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:45
                              ania_dentystka napisała:

                              > No cóż, patologia rzecz względna. Nie jest patologiczne obgadywanie teściowej,
                              > niani, nauczycielki czy staruszki w autobusie itd.

                              Ja akurat nie obgaduję, ale zauważ, że tu chodzi o to, że dorośli obgaduja dziecko, które z założenia jest 'słabsze' i nie jest w stanie się obronić na równi z dorosłym.

                              Patologiczne jest obgadywani
                              > e Basi, zwłaszcza, że imię zostało zmienione.

                              Jak wyżej. Patologiczne jest obgadywanie dziecka - każdego- któremu nie zamierza się pomóc, tylko czerpie przyjemność z owego obgadywania.

                              > Cieszę się, że tylko ja jestem patologiczna wśród tych niepatologicznych emam.
                              > No może jeszcze mama Basi.

                              Na pewno nie jesteś osamotniona.
                              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:51
                                Czyżby? Emamy nie obgadują. Emamy są , zwykle, doskonałe.
                                A tak poważnie- chyba za bardzo pracuje Ci wyobraźnia, bo skąd kolejna teza, że czerpię przyjemność z obgadywania? I czy rozmowa o dziecku jest obgadywaniem? Czy dyskusja na forum jest obgadywaniem? Obgadywanie ma wydźwięk pejoratywny a tu nie o to chodzi. Więc chyba za bardzo uruchamiasz wyobraźnię.
                                • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 14:00
                                  ania_dentystka napisała:

                                  > Czyżby? Emamy nie obgadują. Emamy są , zwykle, doskonałe.

                                  Tego nie wiem, ale nie sądzę.

                                  > A tak poważnie- chyba za bardzo pracuje Ci wyobraźnia, bo skąd kolejna teza, że
                                  > czerpię przyjemność z obgadywania?

                                  Hmmm. Powtarzalność owego precederu? Tytuł wątku?

                                  > I czy rozmowa o dziecku jest obgadywaniem?

                                  Określanie go mianem wstrętnego bachora jak najbardziej jest. Ja nie znalazłam w twoich słowach autentycznej troski tylko raczej próbę przyklepania nadanego dzieciakowi epitetu.

                                  > Czy dyskusja na forum jest obgadywaniem? Obgadywanie ma wydźwięk pejoratywny a
                                  > tu nie o to chodzi. Więc chyba za bardzo uruchamiasz wyobraźnię.

                                  smile Gdybyś chciała podyskutować o problemie nie używałabyś owego pejoratywnego epitetu.
                                  • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 14:03
                                    To jak nazwałabyś Basię?????ale uczciwie, biorąc pod uwagę wszystko- również jej zachowania, które mogą wyprowadzić każdego ( prócz idealnych emam) z równowagi?
                                    • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 14:43
                                      Trudne dziecko z problemami? Jak się o kimś mówi per 'wstrętny bachor', to od razu wiadomo, że winna leży wyłącznie w owym bachorze i człowiek czuje się zwolniony z udzielania mu pomocy.
                                    • joa66 Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 15:03
                                      Ja nazwałabym zaniedbanym wychowawczo, olanym, straszliwie samotnym dzieckiem.
                                    • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 15:09
                                      ania_dentystka napisała:

                                      > To jak nazwałabyś Basię?????ale uczciwie, biorąc pod uwagę wszystko- również je
                                      > j zachowania, które mogą wyprowadzić każdego ( prócz idealnych emam) z równowag
                                      > i?

                                      Nie wiem, bo jej nie znam, ale ja nigdy na nikogo nie powiedziałabym "wstrętny bachor". RAczej określiłabym ją mianem nieszczęśliwego albo zagubionego dziecka.
                            • jakw Re: Wstrętny bachor czy...... 30.08.12, 08:39
                              Bo ten wątek to nie powinnaś zakładać z pytaniem czy Basia to wstrętny bachor czy tylko się tobie tak wydaje tylko z pytaniem jak skłonić matkę do rzeczywistego zajęcia się problemami Basi. Btw samo określenie zawarte w tytule świadczy o twoim nastawieniu do tej nastolatki.
        • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 22:32
          Daruj sobie złosliwości typu "nadmiernie obserwująca przyjaciółka". Każdy z nas coś widzi, coś wie, coś obserwuje i ma prawo dzielić się swoimi obserwacjami. Jeśli chcesz wnieść coś merytorycznego- fajnie. Skupmy się na Basi i jej problemie a nie mojej osobie. Zgoda?
          • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 07:09
            Nie było to złośliwe. Naprawde uważam, że rozdmuchujesz coś, czego byc może wcale nie ma.
            • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 08:00
              Jeśli wątek Ci nie odpowiada to go olej. Na forach pisze się o róznych sprawach- jedną zdradza mąż, druga nie ma orgazmu, trzeciej teściowa zalazła za skórę, czwartej facet krzywo spojrzał na dziecko itd. Można co każdej wypowiedzi się przyczepić- bo co kogo obchodzi, że mąż znalazł sobie na boku ładniejszą, lepszą i atrakcyjniejszą? Albo orgazm- jej szczytowanie jej sprawa, i czy oby napewno teściwa jest wredna albo obcy facet nie miał racji.
              Ty przyczepiłaś się do mojego wątku.
              • kozauwoza Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 17:32
                ania_dentystka napisała:

                > Jeśli wątek Ci nie odpowiada to go olej.

                Skąd taki wniosek? Jestem wręcz zaniekojona nadmierna obserwacją tego dziecka, która prowadzisz.

                > Ty przyczepiłaś się do mojego wątku.

                Do róznych wątków "się przyczepiam", taki urok forum.
      • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 22:30
        Normalnie Basia, moim zdaniem, nie zachowywała się nigdy. Rodzice rozwiedli się gdy była mała. Przed rozwodem nie było sielanki. Przypuszczam, że na takie zachowanie złożyło się kilka czynników. Z jednej strony mi jej żal, ale z drugiej żal mi ludzi, którzy muszą z nią obcować i narażać się na nieprzyjemne reakcje z jej strony. Matka nie pójdzie do psychologa na zasadzie "nie bo nie".
        • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:37
          ania_dentystka napisała:

          > Normalnie Basia, moim zdaniem, nie zachowywała się nigdy.

          Ciekawa jestem skąd to wiesz, bo z tego co pamiętam szereg lat mieszkałaś w Stanach a nie w Polsce. Ale może się mylę.

          Rodzice rozwiedli się
          > gdy była mała. Przed rozwodem nie było sielanki.

          I to jest najprawdopodobniej główna przyczyna problemów dziecka.

          Przypuszczam, że na takie zac
          > howanie złożyło się kilka czynników.

          Zapewne. I to głównie dorośli sa winni owemu zachowaniu.


          Z jednej strony mi jej żal, ale z drugiej
          > żal mi ludzi, którzy muszą z nią obcować i narażać się na nieprzyjemne reakcje
          > z jej strony.

          I to jest zastanawiające. Bo skoro ci tak żal tak dziecka to zrób coś z tym. Póki co wygląda, że kupa dorosłych nie ma pojęcia jak dziecko kochać i wychowywać.


          >Matka nie pójdzie do psychologa na zasadzie "nie bo nie".

          I tu masz szerokie pole do popisu. Bo skoro to twoja koleżanka i faktycznie zależy ci na jej dziecku to powiedz jej iż dopóki nie pójdzie do psychologa po pomoc (dla siebie) to ty się nie będziesz spotykać z nią i biadolić na temat jej córki. To jest delikatnie mówiąc obrzydliwe zachowanie, kiedys dwie dorosłe baby zamiast coś zrobić to na dzieciaka nadają. A dzieciak ewidentnie woła o pomoc. Nie wiem jak możesz znieść towarzystwo owej matki, która zamiast swojemu dziecku pomóc to jeszcze je obgaduje. To chore i ja w doopę bym taką babę kopnęła. No chyba, że sprawia ci to jakąś przyjemność, o której nawet nie chcę myśleć.
          • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:47
            Basia urodziła się gdy już mieszkałam w Polsce. Tu studiowałam.
            Mamę Basi znam rzeczywiście z czasów gdy mieszkałam w Stanach. Jej ojciec ( a dziadek Basi) był dobrym znajomym moich dziadków. Mama Basi- starsza ode mnie o dobrych kilka lat- była fajną, równą dziewczyną, spędzałam z nią w Polsce wakacje, ona przyjechała raz do nas.
            Czy każde dziecko, którego rodzice się rozwodzą ma aż tak wielkie problemy?????
            Natmoiast bardzo Cię proszę daruj sobie ocenę mojej osoby, bo nie o mnie chodzi w tym wątku.
            • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:56
              ania_dentystka napisała:

              > Czy każde dziecko, którego rodzice się rozwodzą ma aż tak wielkie problemy?????

              Każde dziecko niewydolnych wychowawczo rodziców ma problemy. Nie potrzebny rozwód do tego. Może być rozbita rodzina, która się kocha i wspiera. Tutaj niczego takiego nie widzę.

              > Natmoiast bardzo Cię proszę daruj sobie ocenę mojej osoby, bo nie o mnie chodzi
              > w tym wątku.

              Daruję sobie jeśli nie będziesz pisać, że dzieciaka z matką obgadujesz zamiast ją jednym kopem do specjalisty wysłać.
              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:01
                Dziecka nie obgaduję. Raz poskarżyłam się na zachowanie w gabinecie. A jak mam niby wysłać do specjalisty? Sugerowałam. Jak dotąd bez skutku.
                • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:14
                  ania_dentystka napisała:

                  > Dziecka nie obgaduję.

                  a wydawało mi się, że pisałaś iż rozmawiacie z matką Basi o Basi.


                  Raz poskarżyłam się na zachowanie w gabinecie. A jak mam
                  > niby wysłać do specjalisty? Sugerowałam. Jak dotąd bez skutku.

                  Może masz słabą siłę przekonywania.


                  • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:42
                    Tak rozmawiamy z mamą Basi o Basi. Tak jak rozmawiamy o moich dzieciach, o moich rodzicach, o moich dziadkach o moim mężu, o naszych wspólnych znajomych. W sumie to szczęście, że emamy nigdy nikogo nie obmawiają a ich rozmowy dotyczą wyłacznie walorów przyrody, muzyki klasycznej, literatury pięknej. Brawo!
                    • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:48
                      ania_dentystka napisała:

                      > Tak rozmawiamy z mamą Basi o Basi. Tak jak rozmawiamy o moich dzieciach, o moic
                      > h rodzicach, o moich dziadkach o moim mężu, o naszych wspólnych znajomych. W su
                      > mie to szczęście, że emamy nigdy nikogo nie obmawiają a ich rozmowy dotyczą wył
                      > acznie walorów przyrody, muzyki klasycznej, literatury pięknej. Brawo!

                      Sarkazm nie pomoże w zrozumieniu tematu. Gdybym miała kumpelę, która nie radzi sobie z dzieckiem na własne życzenie, to stanęłabym po stronie dziecka a nie jęczącej matki. I starałabym się skłonić ją do pracy zamiast narzekać na coś czego sama jest główną przyczyną. Ale ja już taka jestem - podchodzę do takich spraw zadaniowo i zawsze walę prosto z mostu zamiast obgadywać za plecami.
            • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:14
              A czy dyskutujemy o każdym dziecku, czy o konkretnej Basi - być może brzydkiej, być może rzeczywiście okropnie się zachowującej, prawdopodobnie zaniedbanej pod kilkoma względami? Z pewnością są dzieci, znoszące nieźle rozwód czy różne przepychanki domowe (czy to jednak nie wyłazi w dorosłym życiu, to inna sprawa), śmierć bliskich i różne mniej widocznie zaniedbanie - być może miały inne usposobienie, były bardziej kontaktowe i potrafiły uzyskać dla siebie pomoc - bo były ładne, urocze, miały dobrych kolegów/koleżanki w szkole, sensownego wychowawcę albo starsze rodzeństwo czy innych bliskich, którzy potrafili udzielić im skutecznego wsparcia. Ale z pewnością są też dzieci, które znoszą takie sprawy dużo gorzej i dużo gorzej niż Basia się zachowują.
              A skoro mama Basi miała/ma fajnych rodziców, to skąd teza, że ma jakieś deficyty emocjonalne z dzieciństwa?
              • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:48
                Mama Basi ma emocjonalne deficyty- jak to ładnie określiłaś, bo na to nie składa się tylko dzieciństwo. Zresztą ja nie chcę się bawić w psychologa- nie jestem nim, podobnie jak większość emam szafujących wyroki.
                Aż się boję cokolwiek napisać, bo zaraz fogito uzna, że obgaduję ( nie dyskutuję a właśnie obgaduję).
                W sumie szkoda Basi i to nie tylko dlatego, że jest jaka jest, ale głównie dlatego, że ma taką mamę. Bo gdyby jej mamą była któraś z niepatologicznych emam to zamiast "wrednego bachora" byłaby urocza dziewuszka. Bo emamy są nie tylko bardzo dobrymi psychologami o ogromnej sile sprawczej, ale mają też niespożytą cierpliwość do cudzych dzieci i niegrzeczne zachowania traktują pobłażliwiie.
                • fogito Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 13:51
                  ania_dentystka napisała:

                  >
                  > Aż się boję cokolwiek napisać, bo zaraz fogito uzna, że obgaduję ( nie dyskutuj
                  > ę a właśnie obgaduję).

                  Spójrz na temat wątku, który jednoznacznie jest obgadywaniem a nie szukaniem pomocy zagubionemu dziecku.

                  > W sumie szkoda Basi i to nie tylko dlatego, że jest jaka jest, ale głównie dlat
                  > ego, że ma taką mamę. Bo gdyby jej mamą była któraś z niepatologicznych emam to
                  > zamiast "wrednego bachora" byłaby urocza dziewuszka. Bo emamy są nie tylko bar
                  > dzo dobrymi psychologami o ogromnej sile sprawczej, ale mają też niespożytą cie
                  > rpliwość do cudzych dzieci i niegrzeczne zachowania traktują pobłażliwiie.

                  smile Niegrzeczne zachowania dzieci mogą mieć różne podłoże. Najczęściej jest to niewydolność wychowawcza rodziców, którzy pomylili hodowanie z wychowaniem i teraz są wielce zadziwieni, że dzieci ich nie słuchają i na dodatek są wstrętne. Ciekawe po kim to mają wink
                  • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 15:04
                    ale mają też niespożytą cie
                    > rpliwość do cudzych dzieci i niegrzeczne zachowania traktują pobłażliwiie.

                    Ale to nie jest to samo, dla ścisłości.
                • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 14:54
                  to
                  > zamiast "wrednego bachora" byłaby urocza dziewuszka
                  ja mam dwie urocze dziewuszki w wieku nastoletnim. Chociaż tak naprawdę, to niemal wszystkie straszliwe wady Basi można zaobserwować w różnym natężeniu jak nie u jednej, to u drugiej. Ale mają też niekwestionowane zalety...
                  Kwestia tego, czy człowiek wyszukuje wady czy zalety - miałam koleżankę, która z uporem maniaka wyszukiwała wady w latorośli ze średnią > 5.00, lubianej w klasie do tego stopnia, że była przewodniczącą samorządu uczniowskiego. Też się daje to zrobić. Zazdrościła mi moich... wink
    • menodo Re: Wstrętny bachor czy...... 26.08.12, 23:11
      Jesteś trollem, prawda?
      • ania_dentystka Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 08:19
        Nie. Nie każdy autor kontrowersyjnego wątku jest trollem. Jeśli Ci nie odpowiada wątek albo go olej albo poproś moderatora o skasowanie.
        • menodo Re: Wstrętny bachor czy...... 27.08.12, 12:03
          Z różnych powodów interesują mnie internetowe trolle oraz ich działalność w necie, więc pośledzę sobie i ten wątek, aczkolwiek w dyskusje merytoryczne angażować się z tobą nie zamierzam big_grin
    • sabciasal raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 11:02
      Żal mi tej dziewczynki. Jest w trudnym wieku, samotna, zaniedbana, podrzucona przed matkę dziadkowi, źle ubrana i nieatrakcyjna. Z matką nadającą na nią przed koleżankami. Z koleżankami matki, które jej nie znoszą i skwapliwie potakują, że ten wstrętny bachor jest faktycznie problemem i że ich dzieci są fajniejsze.
      Myślę, że to się źle skończy. Ucieczką, próbą samobójczą, ciążą nastoletnią bądź uzależnieniem.
      Bo czego można się spodziewać po wstrętnym bachorze?
      Może skoro ojciec wykazuje w stosunku do niej uczucia, zasugeruj matce przy kawce, aby Basia mieszkała u niego. Mamusia będzie miała spokój, a Basia choć trochę uczuć.
      • ania_dentystka Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 12:59
        Basia nie zamieszka z ojcem, bo on mieszka u swojej nowej partnerki a ta, delikatnie mówiąc, nie akceptuje Basi. W ubiegłym roku wytrzymała 2 dni wspólnych wakacji. Czy ma do tego prawo?
        Nigdy skwapliwie nie potakiwałam matce Basi jaką to ona ma straszną córkę. Nigdy! Sugerowałam psychologa, pomagałam dając zabawki ( gdy była młodsza) ksiązki ( gdy starsza), zawsze przywoziłam dla niej jakiś fajny ciuch.
        Basia jest w trudnym wieku ( jak każdy nastolatek).
        Basia jest samotna ( tak. Jest. Obie z matką nic nie robią, żeby ten stan zmienić).
        Basia jest zaniedbana - j.w. Dziadek stara się, ale gość jest w wieku moich dziadków więc może tyle ile mocno starszy człowiek.
        Basia jest podrzucana dziadkowi. Tak, matka praucje cały boży dzień i ma dom na głowie. Cały. I nie tylko dom.
        Basia jest źle ubrana. Zgoda, jest. Co można zrobić- ja zawsze kupuję jej wracając jakiś fajny ciuch.
        Basia jest otyła, nieatrakcyjna. Jest. Zresztą jej matka również.
        • fogito Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 13:06
          ania_dentystka napisała:

          > Basia nie zamieszka z ojcem, bo on mieszka u swojej nowej partnerki a ta, delik
          > atnie mówiąc, nie akceptuje Basi. W ubiegłym roku wytrzymała 2 dni wspólnych wa
          > kacji. Czy ma do tego prawo?

          Ale kto do czego? Bo dziecko ma prawo do mieszkania z ojcem.

          > Nigdy skwapliwie nie potakiwałam matce Basi jaką to ona ma straszną córkę. Nigd
          > y! Sugerowałam psychologa, pomagałam dając zabawki ( gdy była młodsza) ksiązki
          > ( gdy starsza), zawsze przywoziłam dla niej jakiś fajny ciuch.

          Twoja pomoc ma polegać na tym, że dasz matce do zrozumienia, że wina leży po stronie dorosłych a w szczególności rodziców. I jedynie pomoc psychologa dla owych rodziców może coś pomóc. Póki co traktują córkę jak piąte koło u wozu. Chyba sama nie chciałabyś być tak traktowana.

          > Basia jest w trudnym wieku ( jak każdy nastolatek).

          Trudny wiek i zero wsparcia to dramat. Takie dramaty kończą się samobójstwami nastolatków.

          > Basia jest samotna ( tak. Jest. Obie z matką nic nie robią, żeby ten stan zmien
          > ić).

          To matka i ojciec powinni zadbać o to, żeby córka samotna nie była.

          > Basia jest zaniedbana - j.w. Dziadek stara się, ale gość jest w wieku moich dzi
          > adków więc może tyle ile mocno starszy człowiek.

          Dziadek to nie jest bezpośredni opiekun dziecka. Może kochać, ale nie on jest osobą odpowiedzialną i wystarczającą.

          > Basia jest podrzucana dziadkowi. Tak, matka praucje cały boży dzień i ma dom na
          > głowie. Cały. I nie tylko dom.

          I to jeden z wielu problemów. Nie wiem jak można mieć dom na głowie. Nastolatka może pomóc w prowadzeniu gospodarstwa domowego. Tu chyba raczej chodzi o to, że matka chce się jej pozbyć z domu. Trudno się dziwić, że dzieciak jest agresywny jeśli tak jest traktowany - jako zło konieczne.

          > Basia jest źle ubrana. Zgoda, jest. Co można zrobić- ja zawsze kupuję jej wraca
          > jąc jakiś fajny ciuch.

          A może naucz koleżankę jak robić zakupy z córką skoro taka niekumata.

          > Basia jest otyła, nieatrakcyjna. Jest. Zresztą jej matka również.

          I to też wina rodziców. Oni przede wszystkim powinni się ogarnąć.
          • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 13:42
            pomagałam dając zabawki ( gdy była młodsza) ks
            > iązki
            > > ( gdy starsza), zawsze przywoziłam dla niej jakiś fajny ciuch.
            Może sensowniej byłoby wtedy podrzucić mamie książkę o wychowaniu dzieci, może byłby lepszy skutek...
            • ania_dentystka Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 14:00
              A skąd wiesz, że tego nie zrobiłam?????
              • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 14:43
                Gdybam. Oznaczałoby to, że książki są tam zupełnie nietrafionym prezentem, tak dla mamy jak i córki. Obie nie czytają. sad
                Ale oznaczałoby to, że tylko dziewczyny się czepiasz, że nie czyta tych jakże edukacyjnych i rozwijających lektur.
          • ania_dentystka Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 13:59
            Partnerka ojca ma prawo nie chcieć , aby w JEJ mieszkaniu , do którego wprowadził się ojciec Basi zamieszkała Basia.
            Owszem ojciec nie musi mieszkać ze swoją partnerką, może się z nią rozstać, ale nikomu nie wolno zmuszać kobiety, aby zamieszkała wspólnie z dzieckiem swojego partnera.
            Mam wielką ochotę pokazać tę dyskusję matce Basi. Ciekawe jak zareaguje i czy coś zmieni. Czy Twoja moc przekonywania przełoży się na jej działanie.
            Każdy z nas miał problemy w wieku lat - nastu. I raczej samobójstwa nie są powszechne, ale może się mylę.
            • sabciasal Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 15:50
              "Mam wielką ochotę pokazać tę dyskusję matce Basi. Ciekawe jak zareaguje i czy coś zmieni. Czy Twoja moc przekonywania przełoży się na jej działanie. "

              A wiesz, że to jest BARDZO dobry pomysł.

              Co do powszechności samobójstw wśród samotnychm, zaniedbanych dziewczat w wieku dojrzewania - ja nie miałam takich problemów jak to dziecko. Nie sądze, abyś ty była w podobnej sytuacji, z uwagi na brak empatii co do tej uczuć dziewczynki. Nie wiem co masz na myśli pisząc "Każdy z nas miał problemy w wieku lat - nastu. I raczej samobójstwa nie są pows zechne, ale może się mylę." To podobne stwierdzenie, że ludzie czasów wojny mieli gorzej. A najgorzej mieli ci z obozów, nie? Wobec tego wszystkie problemy dzisiejszych dzieci i dorosłych nie są warte jednego słowa.

              Właściwie nie wiem, co chcesz osiągnąć i usłyszeć. Z w\twoich postów wynika, że winnym sytuacji jest jedynie dziecko. Matka zapracowana, dziadek stary, ojciec z inną i nie może. No powinna Basia zrozumieć, poza tym inni mają gorzej, a każdy w wieku nastu latr miał jakieś problemy. To o co właściwie pytasz? Czy znamy takie dzieci? Znamy.
              • ania_dentystka Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 16:44
                Nigdzie nie twierdziłam, że wszystko jest winą Basi. Nigdzie.
                Natomiast: matka oprócz tego, że jest niewydolna wychowawczo musi pracować, bo musi utrzymać dom. Sama bez niczyjej pomocy. Ma prawo do zycia osobistego? Ma.
                Dziadkowi lat się nie odejmie. Jest stary, schorowany.
                Ojciec ma prawo ułożyć sobie życie? Ma.
                Dzieje się tak w setkach rodzin. Nie wszędzie świat kręci się wokół dzieci. Chorują i umierają dziadkowie, czasem rodzice, bywa, że cała uwaga skupiona jest na chorej siostrze lub bracie, rodzice tracą pracę, rozwodzą się, na głowie komornik. O pijących czy ćpających rodzicach ( bywa, że w białych kołnierzykach) chyba nie warto pisać, bo trudno zanegować zjawisko. Czasem któreś z rodziców ląduje w więzieniu.....I czy te wszystkie dzieci od razu popełniają samobójstwa albo wykazują patologiczne zachowania?
                Wiesz, mój dziadek był w obozie. Na szczęście krótko. Wyszedł okaleczony psychicznie ( syndrom KZ), nigdy nie był w stosunku do mamy zbyt wylewny, trzymał ją dość krótko, miała obowiązki i......też mogła czuć się niezaopiekowana.
                Nie można wszystkiego zrzucać na trudne dzieciństwo.
                • fogito Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 16:54
                  ania_dentystka napisała:


                  > Natomiast: matka oprócz tego, że jest niewydolna wychowawczo musi pracować, bo
                  > musi utrzymać dom. Sama bez niczyjej pomocy. Ma prawo do zycia osobistego? Ma.

                  Ale ma tez obowiązek wychowywać i opiekować się dzieckiem.


                  > Ojciec ma prawo ułożyć sobie życie? Ma.

                  Podobnie jak matka po pierwsze ma obowiązek zajęcia się własnym dzieckiem.

                  > Dzieje się tak w setkach rodzin. Nie wszędzie świat kręci się wokół dzieci.

                  Owszem, ale w tym wypadku to jedynie dorośli mają prawa a ich obowiązki gdzieś się rozmyły. Zaś kręcenie się wokół dziecka zostało zastąpione olewaniem dziecka.

                  Cho
                  > rują i umierają dziadkowie, czasem rodzice, bywa, że cała uwaga skupiona jest n
                  > a chorej siostrze lub bracie, rodzice tracą pracę, rozwodzą się, na głowie komo
                  > rnik. O pijących czy ćpających rodzicach ( bywa, że w białych kołnierzykach) ch
                  > yba nie warto pisać, bo trudno zanegować zjawisko. Czasem któreś z rodziców ląd
                  > uje w więzieniu.....I czy te wszystkie dzieci od razu popełniają samobójstwa al
                  > bo wykazują patologiczne zachowania?

                  Większość z takich niezaopiekowanych dzieci jest zalękniona, zastraszona i tłumi swoją agresję, która najczęściej znajduje ujście dopiero w życiu dorosłym kiedy to zaczynają się odgrywać na swoich własnych dzieciach.


                  > Wiesz, mój dziadek był w obozie. Na szczęście krótko. Wyszedł okaleczony psychi
                  > cznie ( syndrom KZ), nigdy nie był w stosunku do mamy zbyt wylewny, trzymał ją
                  > dość krótko, miała obowiązki i......też mogła czuć się niezaopiekowana.

                  I pewnie była. Każda z polskich rodzin ma podobną historię. Ale czy to tłumaczy zaniedbywanie własnych dzieci. I chodzi mi tu o zapewnienie komfortu psychicznego a nie materialnego.


                  > Nie można wszystkiego zrzucać na trudne dzieciństwo.

                  Nie można, ale wtedy kiedy już się jest dorosłym. Kiedy jeszcze jest się dzieckiem należy otrzymywać wsparcie od rodziny. I dorośli powinni mieć tego świadomość.
                  • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 17:04
                    pewnie była. Każda z polskich rodzin ma podobną historię. Ale czy to tłumacz
                    > y zaniedbywanie własnych dzieci. I chodzi mi tu o zapewnienie komfortu psychicz
                    > nego a nie materialnego.
                    Poza tym posiadanie różnych dysfunkcji emocjonalnych to nie jest powód i wytłumaczenie do hodowania kolejnych problemów u własnych dzieci.
                • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 17:00
                  Zgodnie z twoją logika to mama Basi nie ma prawa narzekać. Są rodzice, którzy mają gorzej: mają dzieci ciężko, beznadziejnie chore, mają dzieci, które są niepełnosprawne, a wreszcie dzieci, które popadły w różne nałogi, wywołują codziennie awantury w domu, ewentualnie zadźgały kolegę scyzorykiem i nie otrzymały promocji do następnej klasy.
                  Są ludzie, którzy mają bezapelacyjnie gorzej, a ta narzeka... wink
                  Obowiązkiem rodziców jest także dbanie o rozwój psychiczny swoich nieletnich dzieci - i jeśli dziecko wykazuje poważne zdaniem mamy braki czy dysfunkcje, to nieszukanie pomocy dla dziecka jest nie tylko wbijaniem dziewczynie noża w plecy, jest nie tylko strzałem we własną stopę - jest po prostu zaniedbaniem dziecka i niewypełnianiem swoich obowiązków rodzicielskich. Przypominam, że nieletni nie może uzyskać pomocy medycznej czy psychologicznej bez zgody opiekunów prawnych.
                • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 27.08.12, 17:17
                  To teraz zacytuję kodeks rodzinny i opiekuńczy - odnośnie władzy rodzicielskiej:

                  Art. 96. § 1. 61) Rodzice wychowują dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską i kierują nim. Obowiązani są troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień.
        • jakw Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 29.08.12, 20:51
          Hm,czyli wszyscy mają prawa, tylko Basia nie ma prawa. I to od dobrych paru lat. Nie ma prawa do matki (bo zapracowana), nie ma prawa do ojca (bo ten ma partnerkę). Skoro osoby jej najbliższe mają ją zasadniczo w głębokim niepoważaniu to Basia odpłaca się całemu otoczeniu tym samym. Myślę, że w tym przypadku ważna będzie jakaś pomoc psychologiczna dla mamy, taty i Basi. Po prostu rodzice muszą znaleźć i porozumienie, i czas (razem lub osobno) na zajęcie się wychowywaniem dziecka. Skoro mieszkanie z ojcem nie wchodzi w rachubę, a mama i tak nie ma czasu, to może ojciec mógłby po prostu wpaść ze 2 razy w tygodniu do domu, w którym mieszka córka ? A może udać się w weekend na kilkugodzinną wycieczkę z własną córką?
          • jakw Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 29.08.12, 20:52
            Acha, oczywiście większość nastolatków ma najróżniejsze problemy, ale zapewniam, że ta nastolatka ma problemów ponadstandartowo dużo.
        • scher Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 30.08.12, 07:13
          ania_dentystka napisała:

          > Basia jest otyła, nieatrakcyjna. Jest. Zresztą jej matka również.

          Mam nadzieję, że chociaż imię dziecku zmieniłaś, podła plotkaro!
          • ania_dentystka Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 30.08.12, 08:16
            Spoko, zmieniłam imę i niektóre fakty. Natomiast Ty się uspokój i przestań ubliżać, bo forum jest po to, żeby dyskutować. Wiem, że najbardziej atrakcyjne tematy to wstrętna teściowa, zła nauczycielka i jeszcze gorszy lekarz. Dzieci są wspaniałe i..........tyle. Życzę miłego dnia.
            • scher Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 30.08.12, 09:08
              ania_dentystka napisała:

              > Spoko, zmieniłam imę i niektóre fakty.

              Nie wierzę. Napisałaś tyle, że to dziecko w przyszłości może się rozpoznać w tym opisie. Nie przyszło ci głowy, cwaniaro, że możesz komuś wyrządzić rzeczywistą krzywdę, plotkując bez żadnego umiaru i opamiętania na jego temat?
              • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 30.08.12, 09:53
                i niektóre fakty.
                Ciekawe, które... smile
                • menodo Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 30.08.12, 11:14
                  morekac napisała:

                  > i niektóre fakty.
                  > Ciekawe, które... smile"

                  Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że Basia w realu nie istnieje big_grin
                  Jest tworem chorej wyobraźni bardzo chorej osoby.
                  • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 31.08.12, 06:14
                    Oby!
                    Świadczyć mogłoby o tym pewne zamieszanie z wiekiem dziecka, tudzież przekonanie, że gimnazjum ma z dziewczątkiem poważny problem typu 'histeryczka, płacze z byle powodu, uśmiecha się złośliwie' - ale tutaj mogły być 'zakłócenia na łączach' czyli mama przetworzyła przekaz po swojemu.
                    Niestety, znam też mamy zawsze marudzące, jakie te ich pociechy są okropne, tudzież ich dzielne koleżanki, wytrwale im w tym sekundujące. W opisie niektórych tych kobiet każda osoba wyjdzie podobnie jak nieszczęsna Basia - zawsze coś się na nie znajdzie.
                    Bo 'nieidealne' nastoletnie dziewczątka - chmurne, fumiaste, z kompleksami, bez cienia empatii dla zranionych kolanek kolegów, pyskate i odcinające się nieco złośliwie (ze szczególnym uwzględnieniem współuczniów), ze źle skrywaną odrazą w stosunku do przedszkolaków etc. - słowem: istne przeciwieństwo Lady Diany i Matki Teresy z Kalkuty - to nawet znam. Znałam też nastoletnie osobnika, co na jakimś wyjeździe wsypał sól do cukru. W ramach świetnego kawału...
            • bryt21 Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 30.08.12, 16:34

              > Spoko, zmieniłam imę i niektóre fakty. Natomiast Ty się uspokój i przestań ubli
              > żać, bo forum jest po to, żeby dyskutować. Wiem, że najbardziej atrakcyjne tema
              > ty to wstrętna teściowa, zła nauczycielka i jeszcze gorszy lekarz. Dzieci są ws
              > paniałe i..........tyle. Życzę miłego dnia.

              Z forum wiele się można dowiedzieć, przede wszystkim o sobie, zawsze człowiek będzie opluty i znegowany, bo w realu niektórym by zabrakło odwagi, a tak to prosto,łatwo. A jak masz chwilę czasu porównaj te dwie sprawy, dwie różne nastolatki i wychodzi, że ta wredna nie jest wredna, ta prawdomówna jest zła, niesympatyczna itd. Przy okazji zjechano nas jako osoby wcinające się. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Poza tym trzeba przyznać, że ludzie widzą tylko to, co im przekażemy, nigdy nie będzie to pełny ogląd sytuacji, źle dobrane słowo i wychodzi nie to, co trzeba.

              forum.gazeta.pl/forum/w,567,138507572,138507572,Prawdomowna_nastolatka_i_klopoty_z_rowiesnikami.html
              • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 31.08.12, 05:56
                zawsze człowiek b
                > ędzie opluty i znegowany
                Znaleźli się jacyś inni miłośnicy prawdy? wink
                • bryt21 Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 31.08.12, 06:50
                  Jakie to fora przewidywalne, poprawne politycznie i ....... chyba różnie rozumiemy pojęcie prawdy, prawda to moim zdaniem niekoniecznie walenie każdemu prosto z mostu, co się o nim sądzi, bo wtedy byłababy globalna katastrofa. Odnośnie mówienia prawdy, to chyba w tamtym wątku nie pytałam analizę osobowościową. Poza tym, co wiedzą ludzie siedzący po drugiej stronie, co można powiedzieć o człowieku na podstawie kilku wyrywkowych faktów. Ja bym się bała w ten sposób oceniać innych, ciężko jest ocenić kogoś, kogo się zna, bo można się pomylić i zrobić krzywdę, w tamtym wątku prosiłam o ocenę sytuacji i ewentualne podpowiedzi, jak z takiej sytuacji wybrnąć, a nie o diagnozę choroby psychicznej, bo z racji zawodu wykonywanego przez mamę dziewczynki jest pewne, że ZA i autyzmu ta dziewczyna nie ma. Tzn. nie dlatego nie ma, że mama wykonuje taki zawód, tylko dlatego, że ten rodzic by chyba coś zauważył, a zajmuje się dokładnie takim schorzeniami.
                  • jakw Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 31.08.12, 08:28
                    bryt21 napisał(a):

                    > Tzn. nie dlatego nie ma, że mama wykonuje taki zawód, tylko dlateg
                    > o, że ten rodzic by chyba coś zauważył, a zajmuje się dokładnie takim schorzeni
                    > ami.
                    Ech, są i powiedzenia na takie okoliczności: "Najciemniej jest pod latarnią" i "Szewc bez butów chodzi" wink
                    • bryt21 Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 31.08.12, 09:34
                      Wszystko jest możliwe, ale znajomi mamy z tej branży, nauczyciele, trenerzy, instruktorzy, wychowawcy na obozach wszyscy ślepi, mało prawdopodobne. No może, w sumie nikt nie chce się wtrącać w życie innych ludzi, " jak sobie pościelesz,tak się wyśpisz".
                      • jakw Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 11:23
                        Instruktorzy , trenerzy czy nawet nauczyciele mają do czynienia z dzieckiem w określonych sytuacjach, w których niekoniecznie muszą wychodzić wszystkie aspekty osobowości. Zwłaszcza gdy dziecko jest w miarę bezproblemowe to wogóle mogą sobie nie zdawać sprawy że jest jakikolwiek problem. Choć po przejrzeniu tamtego wątku myślę, że panna jest w miarę normalna, chociaż może nie cierpi na nadmiarową tzw. inteligencję emocjonalną. Pójdzie do nowej szkoły, gdzie pewnie będzie miała czystą kartę wśród koleżanek, a może więcej osób o zbliżonych zainteresowaniach. Jeśli nie nagrabi sobie na samym początku przewracaniem oczu w sytuacji gdy ktoś będzie opowiadał o wakacjach (nawet jeśli komuś coś się pomyli, niewiedza małoletnich nt gdzie dokładnie są na wakacjach bywa porażająca wink) to pewnie jakoś znajdzie się w nowej szkole.
                        • bryt21 Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 12:44
                          a może więcej osób o zbliżonych zainteres
                          > owaniach

                          Myślę, że ogólnie problem leży w jej zainteresowaniach, bo np. ciężko znaleźć w przeciętnej klasie dzieciaki, co np. nurkują albo koleżankę, co uprawia spadochroniarstwo. A w końcu o czymś z tymi kolegami gadać trzeba, jakiś punkt wspólny mieć, często takim wspólnym zainteresowaniem jest muzyka, ale tu też może być niekiedy problem, bo weźmy pod uwagę nastolatkę słuchającą jazzu, raczej rzadkość. To takie luźne dywagacje.
                          • jakw Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 13:32
                            Bryt, chyba większe problemy tkwią w założeniach, że 2 osoby mogą rozmawiać wyłącznie o swoich wspólnych zainteresowaniach, że zainteresowania są niezmienne oraz w tym, że osoba uprawiająca nurkowanie nie może udać się np. na spływ kajakowy. Skoro jedna osoba lubi jazz , druga Mozarta, a trzecia muzykę typowo rozrywkową to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żeby o muzyce mogły porozmawiać. Oczywiście pod warunkiem, że fan/fanka jazzu nie zacznie na wstępie nabijać się z jakiejś listy przebojów, a fanka Mozarta nie zacznie przewracać oczami z powodu rozmowy o jazzie, a fanka Biebera nie zacznie marudzić nt starych antycznych muzyków wink. Myślę też, że twoja siostrzenica może mieć też problem z czasem na poznawanie nowych zainteresowań innych osób - jeśli np. całe wakacje ma z definicji zajęte kursami językowymi, nurkowania i spadochroniastwa to na zwykłe podziwianie Justina Bibera zabraknie już pewnie czasu wink. Może warto zwrócić uwagę czy ta panna ma po prostu trochę czasu na zwykłe ponudzenie się - bo z opisu wynika, że jest raczej dość zajęta.
                            • bryt21 Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 14:32
                              Akurat ze spadochroniarstwem, jazzem to był tylko przykład, uprawia raczej sporty związane z wodą. Myślę, że lubi ruch, a nie takie spędzanie wolnego czasu na ławce, a tak preferuje większość jej koleżanek, koledzy inaczej. Ma też bardzo bliską koleżankę, z którą wychodzi na basen, kręgle, pograć w siatkówkę, ale koleżanka tez z tych aktywnych. Coś się musi dziać, ale to u nich w domu taki trend rodzinny. Jeśli chodzi o ponudzenie się, to pomiędzy tymi aktywnościami wakacyjnymi, pewnie jest czas na chwilkę nudy, ale z tego co widzę, to od razu wyszłaby na dwór pograć w piłkę, może gdzieś na basen, chyba najmniej ciągnie ją ławka. Oczywiście FB codziennie też musi być, wiem bo często też jestem i jest aktywna.
                              • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 21:31
                                Myślę, że lubi ruch, a nie takie spędzanie wolnego czasu n
                                > a ławce, a tak preferuje większość jej koleżanek, koledzy inaczej.
                                Ale dziewczyny muszą ze sobą po prostu pogadać - tak pielęgnują przyjaźnie. A na to trzeba jednak poświęcić trochę czasu - chociażby jadąc/wracając z treningu/ze szkoły.
                                Starsza córka - ogólnie stroniąca od sportów - miała w gimnazjum przyjaciółkę, która wybrała się do szkoły, do której trzeba było zdawać dosyć trudne egzaminy sprawnościowe - pod względem zamiłowania do sportu są zupełnym przeciwieństwem. A dogadują się świetnie.
                  • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 31.08.12, 10:00
                    Są 3 rodzaje prawdy... A najczęściej to, co ludzie uważają za prawdę - to po prostu ich opinia... I może stąd problemy w komunikacji.
                    • bryt21 Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 31.08.12, 10:47
                      Tak :" ino prawda, tylko prawda i goowno prawda". A jest w ogóle coś takiego jak prawda obiektywna? Może t ostwierdzenie faktu: np. byłem w kinie, jeśli był, to chyba prawda, czy nie?
                      • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 06:24
                        Cóż, o takim zdaniu można próbować się wypowiadać, czy jest prawdziwe czy też nie (co nie oznacza, że trzeba tego dociekać za wszelką cenę). Ale ludzie najczęściej opowiadają nie o faktach, a swoich własnych opiniach, typu 'moja teściowa jest głupia'.
                        • bryt21 Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 07:24
                          To mi chodzi o kłamstwo w postaci faktu, a nie opinii. Opinię każdy ma prawo mieć własną i to nie jest kłamstwo. Zdanie " moja teściowa jest głupia" -dla jednego jest dla innego nie jest, tak naprawdę nie da się tego ustalić. Ale fakt, szczególnie bycia lub posiadania jest bezdyskusyjny. Ktoś albo ma psa, albo go nie ma. A tam nikt nie pisał o dociekaniu, trochę nadinterpretacja. O wnioskowanu tak, o przemyśleniach, ale nie o dociekaniu i szpiegowaniu.
                          • morekac Re: raczej zaniedbane samotne dziecko 01.09.12, 21:19
                            ech, po głebokim namyśle stawiam orzechy przeciwko dolarom, że problem wcale nie polegał na udowadnianiu kłamstwa, tylko interlokutorki nie za bardzo za sobą przepadały i zaczynały podświadomą licytację - przegrywa ta, której wreszcie odbierze mowę czy to z powodu braku dalszych pomysłów czy też z powodu bezczelności strony przeciwnej. wink
                            13-letnie dziewczątka to czasami żmije - co nie wyklucza, że przez resztę czasu bywają fajne.
    • croyance Re: Wstrętny bachor czy...... 01.09.12, 18:33
      Przeczytalam cala dyskusje i Twoje posty uwazam za obrzydliwe.
      Jestem dorosla, wyksztalcona kobieta: szkoda, ze uzywasz swojej pozycji glownie do tego, zeby dokopac samotnemu dzieciakowi, ktory nie ma de facto zadnych mozliwosci obrony.

      Ta dziewczynka - z Twojego opisu - jest pozostawiona na pastwe losu, nic dziwnego ze sie tak zachowuje, sama bym sie tak zachowywala. Jedyne co mnie dziwi to to, ze ona jest w sumie dosc grzeczna i zachowawcza: wylanie wody (celowe czy tez nie) czy przesiadywanie w toalecie to dosc lagodne formy protestu (ze swoich lat nastoletnich przypominam sobie afery o wiele gorsze, a jednak nikt nie twierdzil, ze jestem zlym okropnym dzieckiem bez przyszlosci). Basia musi byc totalnie przerazona, ze tak sie zachowuje.

      Biedna Basia, ma zero manerwu, zero jakiejkolwiek mocy i agencji, a dorosle baby, ktore moglyby cos poradzic (chociazby przez samo swoje doswiadczenie zyciowe) plotkuja na jej temat i marnuja czas na dramatyczne opisy na forach. Nie widzisz, ze to nie jest rowna walka: pani dentystka versus zaniedbany dzieciak? Naprawde, powinnas miec wiecej rozumu.
      • croyance Re: Wstrętny bachor czy...... 01.09.12, 18:33
        W drugim zdaniu mialo byc 'jestes', zamiast 'jestem', zwracam sie bowiem do Ciebie.
    • pyzzi Re: Wstrętny bachor czy...... 01.09.12, 22:03
      Tak sobie prześledziłam całą dyskusję i

      to jest moje zdanie

      wygląda na to, że Basia , pomimo niewydolnej wychowawczo rodziny, nie jest wcale taka biedna, bezbronna i bez manewru , wręcz przeciwnie, wkłada wiele energii w zwrócenie uwagi na siebie - niestety w dokuczliwy sposób. Tak , jak umie.
      Czy dzieci bywają złośliwe ? Bywają. Bywają agresywne ? Owszem.
      Czy mamy znosić owe zachowania poświęcając spokój własnych dzieci ?
      Nie sądzę.
      To gimnazjum - tu już dziecko zaczyna odpowiadać za swoje zachowanie i może ponieść konsekwencje w postaci zamkniętych przed nosem drzwi.
      Bardzo mi Basi szkoda, no ale trudno - ja bym zaczęła stawiać wymagania typu : jeśli nie będziesz niczego chowała, możesz zostać.
      • morekac Re: Wstrętny bachor czy...... 02.09.12, 06:42
        ja bym zaczęła stawiać wymagania typu :

        Ktoś pisał, żeby dziecku nie stawiać wymagań? Tylko , niestety smile, to wymaga strzępienia języka i marnowania czasu na tak wszak zbędne rzeczy rzeczy, jak:
        - postawienie wymagania
        - często wyjaśnienie, dlaczego należy tak postąpić i przekonanie dziecka w jakiś sposób, że lepiej dla niego będzie, jeśli zrobi tak, jak sobie tego życzymy
        - dopilnowania, żeby dziecko to zrobiło
        - wyciągnięcia konsekwencji
        Nawet jeśli nastolatka zrobi coś wyłącznie pod wpływem mało subtelnego szantażyku wink, dorosły musi zdobyć się najpierw na niebotyczny wysiłek otworzenia ust i przemówienia do dziewczęcia.
        Mama dziewczyny jest raczej daleka od tego, sądząc z opisu.
    • ania_dentystka Re:Szkoda, że......... 02.09.12, 11:56
      Wielka szkoda, że na forum mile widziane są jedynie słuszne wątki czyli:
      - jaką wybrać torbę do szkoły, angielski czy niemiecki, teściowa jest wredna, sąsiadka wścibska, nauczycielka okropna, a lekarz jeszcze gorszy, jak wychować małego pieska/kotka/szczurka. Ewentualne chwalenie się jak źle jest tu a jak wspaniale "tam gdzie mieszkam".
      Większość pań "dyskutujących" na forum- nie wyłączając , niestety stronniczej moderatorki- ciekawe czy usunie ten wątek- rozładowuje swoją frustrację agresją. Bo na forum łatwiej w realu ciut trudniej.
      Każdy wątek trudniejszy, kontrowersyjny, niejednoznaczny kończy się bluzgami, posądzaniem o trollowanie, pisanie nieprawdy.
      Basia istnieje. Zmieniłam pewne( nieznaczne i nieistotne fakty z imieniem włącznie) umożliwiające identyfikację. Problem jest. I prawie żadna z Was nie pomogła go rozwiązać. Dwie, trzy osoby podsunęły coś sensownego.
      Ludzi idealnych nie ma. Nie jest idealna żadna z nas ( a już szczególnie daleko do ideału bluzgającym forumowiczkom), nie jest idealna mama Basi. Basia, byc może woła o pomoc, o uwagę, o zainteresowanie, ale jak zauważył ktoś- jeden z niewielu sensownych głosów- nie musimy tolerować takich zachowań wobec siebie i swoich dzieci. Osoby ( bez względu na wiek) zachowujący się w podobny sposób są odrzucane przez otoczenie. Nikt nie wnika w powód zachowania. Rodzice popełniają błędy wychowawcze- nawet forumowiczki. Nikt nie rodzi się z wiedzą pedagogiczną a rzeczywistość często odbiega od teoryjek rodem z podręczników lub kolorowych pisemek.
      Dziecko trzeba wychowywać, ale latwiej robi się to w pełnej rodzinie. Dziecku trzeba poświęcać czas, ale łatwiej gdy są dwie osoby odpowiedzialne za dom . W końcu jest coś takiego jak charakter i usposobienie.
      A rozmowy o dzieciach, babskie ploteczki- były, są i będą. Plotkujemy wszystkie tylko nie wszystkie się do tego przyznajemy.
      Szkoda, że wątek, który mógłby pomóc Basi, zmienił się w atak na moją osobę przy milczącej akceptacji pani moderatorki.
      • morekac Re:Szkoda, że......... 02.09.12, 12:52
        Szkoda, że wątek, który mógłby pomóc Basi
        W jaki sposób wątek miałby pomóc, skoro nie jesteś w stanie skłonić mamy Basi do jakichkolwiek działań ?
        Czy to będzie poświecenie uwagi problemom dziecka, czy to będzie zmiana metod wychowawczych na skuteczniejsze, czy to będzie wizyta u psychologa, kursy dla rodziców czy cokolwiek innego? Chciałaś sobie pary upuścić czy co? Podać szczegóły, żeby wszyscy mogli Basię czy Kasię rozpoznać?
        Przytakiwaniem mamie, jaka to Basia jest rzeczywiście okropna , z pewnością im nie pomożesz - ani Basi, ani jej mamie - twojej przyjaciółce (podobno). Będą się ze sobą męczyły jeszcze przez kilka lat.
        Mnie trafiłby chyba szlag, gdybym musiała regularnie wysłuchiwać utyskiwań na czyjeś dziecię, rodzic zaś nie robiłby nic, żeby naprawić sytuację, oczekując od dziecka, że dziwnym zrządzeniem losu zrozumie niewypowiedziane uczucia i potrzeby mamy oraz samo z siebie ze skwaszonego, zaniedbywanego dzieciątka przemieni się w radosną, śliczną i dobrze wychowaną nastolatkę.
        • pyzzi Re:Szkoda, że......... 03.09.12, 07:44
          Są metody wpływania na innych ( i siebie również) sprawiające, że ktoś znajdzie własne powody do zmian.





          • morekac Re:Szkoda, że......... 03.09.12, 09:12
            To może podrzuć kilka tricków. Ania skorzysta i mamę Basi na cokolwiek namówiwink
      • jakw Re:Szkoda, że......... 03.09.12, 07:54
        Aniu, ale po twoich wpisach sądząc to ten wątek nie miał pomóc Basi . Sama piszesz, że przecież nie powiesz jej mamie, że ma iść do psychologa lub mama to i tak olewa. Nie rozważałaś chyba wogóle problemu jak namówić mamę Basi na jakieś sensowne działania (i jakie) i jak mamie Basi w tym pomóc. Nie rozważałaś jak ty mogłabyś pomóc Basi - wszak mierzi cię samo przebywanie w jej towarzystwie, o czym świadczy też opisywanie złośliwych błysków w oczach na podstawie relacji z 2-giej czy 3-ciej ręki. Za to od samego początku chyba założyłaś, że Basia to najbardziej wstrętna 13-latka na tym padole i mam wrażenie, że cały czas bronisz tej tezy. Więc nie dziw się, że ten wątek wygląda tak jak wygląda.
        • ania_dentystka Re:Szkoda, że......... 03.09.12, 13:02
          Ten wątek, wbrew wszystkowiedzącym, miał pomóc Basi.
          1. Nie powiem jej mamie, żeby poszła do psychologa - sama lub z córką- bo rozmawiałysmy wiele razy na ten temat- bezskutecznie. Są ludzie ogarnięci psychologofobią, którzy uważają- słusznie lub nie-, że psycholog nic nie pomoże.
          2. Mama Basi jest zajęta sobą i na swój sposób olewa dziecko a w każdym razie jego pewne potrzeby.
          3. Nie bardzo widzę jakie sensowne działania mogłabym podjąć, żeby pomóc Basi, ale nie jestem osamotniona. Chyba nikt tu niczego sensownego nie wymyślił, prócz "przytuliłaby dziewuszkę". Ja nie i jestem ciekawa ile z Was po konfrontacji z Basią by to uczyniło.
          4. Owszem, przebywanie w towarzystwie Basi nie jest miłe. I nie tylko dla mnie. Nie lubią jej koleżanki, nie lubią nauczyciele. Zmowa? Wszyscy są wredni? O dzieciach się rozmawia. O ich problemach, radościach, zdrowiu- wszystkim. O kolegach również. Jedna z mam, której córka ma chorobę lokomocyjną po "wpadce" zawstydzona, zażenowana, schorowana miała jeszcze przykrości ze strony Basi, która z radością ( relacja dzieci i matki tej koleżanki) nadała jej ksywkę "rzygawka" i chętnie, publicznie się nią posługiwała. Cel- upokorzenie koleżanki. Oburzenie matki- zrozumiałe. Ciekawe czy Wy w takiej sytuacji pzrytuliłybyście biedną dziewuszkę. Mnie szlag trafiał z akcją z wodą na fotelu. Gdyby to było przypadkowe- trudno, zdarza się, ale tu wyraźnie było widać, że Basia cieszy się z mojego sprzątania, problemiku a pewnie większą radość miałaby gdyby doszło do strat.
          5. Nie robiłam rankingów 13 latek na tym padole, ale Basi osobiście nie lubię co nie znaczy, że źle jej życzę. Nie oceniajcie według siebie.
          Nie wiem czy można jej pomóc, w jakim stopniu jej zachowanie to zły charakter, w jakim wpływ środowiska, matki, innych osób a w jakim reakcja na jej zachowanie.
          Czy milsze będziecie dla osoby sympatycznej, uśmiechniętej, dobrze ubranej, czy też złośliwej, ponurej i w sumie brzydkiej. Pewnie, że na fakt małej atrakcyjności fizycznej Basia wpływ ma niewielki, ale chyba 13 latka mogłaby zrozumieć, że wieczne złosliwości powoduja określoną reakcję otoczenia. I matka Basi też.
          A wątek - z pewnością bardziej kontrowersyjny, trudniejszy niż taki o przewadze zielonego piórnika nad niebieskim i wrednych nauczycielkach angielskiego.
          • joa66 Re:Szkoda, że......... 03.09.12, 13:50
            Ale po co w ogóle założyłaś ten wątek, skoro obrażasz się na ocenę sytuacji inną niż Twoja i torpedujesz wszelkie pomysły na to jak dziewczynie pomóc

            Myślałaś, że ktoś zna jakieś magiczne zaklęcia czy tabletki na poprawę charakteru?
          • morekac Re:Szkoda, że......... 03.09.12, 17:05
            Ad 4. Zapomniałaś napisać, w której to było klasie...
            A co z całą sytuacją zrobiła szkoła i mama Basi?
          • jakw Re:Szkoda, że......... 03.09.12, 19:17
            ania_dentystka napisała:

            > Ten wątek, wbrew wszystkowiedzącym, miał pomóc Basi.
            Nikt nie jest wszystkowiedzący. I pewnie dlatego po obsmarowaniu wrednego zachowania Basi i zadaniu pytania "Co o tym sądzicie" nikt nie wpadł na pomysł, że wątek założyłasz z myślą o pomocy Basi, zwłaszcza, że piszesz dalej, że szanowna mama ani nie pójdzie do psychologa, a czasu , siły i chęci na wychowywanie córki też nie ma.

            > Chyba nikt tu niczego sensownego nie wymyślił
            Trudno coś sensownego wymyślić, skoro jedyne możliwe działanie podejmowane przez matkę to wynajdywanie złych stron dziecka. Zapewniam, że gdybym ja szukała wyłącznie przykładów złych zachowań swoich dzieci to mogłabym zrobić całkiem niezłą listę.

            >i jestem ciekawa ile z Was po konfrontacji z Basią by to uczyniło.
            No cóż, skoro rozmowę traktuje się jak konfronację...

            > 4. Nie lubią jej koleżanki, nie lubią nauczyciele.
            Jesteś pewna, że nikt nie jest w stanie powiedzieć o niej dobrego słowa? Pytałaś wszystkich czy wiesz to na podstawie żalów mamy?


            Jedna z mam, której córka ma chorobę lokomocyjną po "wpadce" zawst
            > ydzona, zażenowana, schorowana miała jeszcze przykrości ze strony Basi, która z
            > radością ( relacja dzieci i matki tej koleżanki) nadała jej ksywkę "rzygawka"
            > i chętnie, publicznie się nią posługiwała. Cel- upokorzenie koleżanki. Oburzeni
            > e matki- zrozumiałe.
            Oczywiście, że nie jest to przykład właściwego zachowania. Ale obawiam się, że Basia robi dokładnie to czego nauczyła się w domu. Skoro ktoś jest bezbronny - należy dokopać, co zdaje się, że kilka razy zrobili jej rodzice. Więc może lepiej być wrednym...

            > Gdyby to było przypadkowe- trudno, zdarza się, ale tu wyraźnie było widać, że Basia cieszy się z mojeg o sprzątania, problemiku
            Chyba zbyt do serca bierzesz sobie ten incydent. Równie dobrze mogła się cieszyć z przerwy w wizycie u dentystki wink

            > Czy milsze będziecie dla osoby sympatycznej, uśmiechniętej, dobrze ubranej, czy
            > też złośliwej, ponurej i w sumie brzydkiej.
            Taa, a jak Basia się uśmiechnie to zaraz napiszesz, że złośliwie...

            > Pewnie, że na fakt małej atrakcyjności fizycznej Basia wpływ ma niewielki, ale chyba 13 latka >mogłaby zrozumieć, że wieczne złosliwości powoduja określoną reakcję otoczenia. I matka Basi też.
            Ale co matka Basi miałaby zrozumieć? Ona też taka złośliwa?
            Btw jesteś pewna że matka wogóle zwróciłaby na Basię uwagę gdyby ta była miła , grzeczna i nie sprawiająca problemów?
    • pyzzi Pytania 04.09.12, 10:13
      No to teraz widzicie, jak trudno się porozumieć w sprawie wątku. Komunikacja nam nawalasmile
      Aniu-dentystko. Coś widocznie wypaczyło Twoje intencje.
      Może wystarczyło zadać pytanie : jak mogę pomóc Basi, jak obronić swoje granice, co robicie w takich sytuacjach? A nie : czy to wstrętny bachor ?
      No może i wstrętny, nikt takich dzieci nie lubi i najwygodniej byłoby unikać kontaktów i zakazać zbliżania się do nas, ale pomimo że to gimnazjum i dzieci już odpowiadają za swoje zachowanie
      to jest jeszcze dziecko
      i ja domniemywam, że wątek jednak nie był po to, żeby sobie " pary upuścić" , tylko pomóc i Basi, i sobie, i Basi mamie.
      Tricki , a właściwie skuteczne motywujące pytania są np. w książce M. Pantalona "Błyskawiczne wywieranie wpływu". ja tutaj nie będę cytować zestawu pytań, bo musiałabym prosić wydawnictwo o zgodę, ale książkę polecam .
      Dla wszystkich zresztą, bo właściwie zadane pytanie potrafi zmienić czyjeś albo nasze życie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka