ania_dentystka
24.08.12, 12:50
Moja koleżanka ma córkę. I gimnazjalna. Nazwijmy ją Basia. Koleżanka rozwiodła się 5- 6 lat temu, rozwód był poprzedzony awanturami. Wkrótce po wyprowadzeniu się ojca Basi zmarła babcia. W między czasie w Basią mieszkało 2 "wujków" jeden krótko drugi trochę dłużej. Obaj traktowali dziewczynkę poprawnie. Wobec obu Basia była agresywna, niegrzeczna, złosliwa. Akcje typu rzucanie się na ziemię, prowokowanie wymiotów były na porządku dziennym.
Matka nie stawała po niczyjej stronie.
Ze względu na konieczność pracy nad Basią opiekę sprawował dziadek- starszy, niedowidzący, niedosłyszący schorowany człowiek. Basia wobec niego zachowywała się z roku na rok coraz bardziej złosliwie. Wyjmowała baterie z pilota, żeby nie mógł oglądać telewizji , wsypywała sól do cukiernicy, żeby "posłodził" w ten sposób herbatę itd. Robiło to dziecko 8- 9-10 letnie, zresztą robi ro do dziś.
Basia nie ma koleżanek, bo wobec każdej jest niemiła. Ubiera się ( jest ubierana) śmiesznie, nieadekwatnie do wieku dziecka i sytuacji. Uczy się marnie, ale nie przykłada do nauki.
Mama Basi czasem prosi o pomoc i wtedy każdy kontakt z Basią kończy się jakąś nieprzyjemnością.
Sytuacja A.
Koleżanka mamy Basi ma odebrać Basię ze świetlicy ( III klasa), ma upoważnienia itd. Zgodziła się, ale o okreslonej godzinie ma wizytę ze swoim ojcem u lekarza. Prosi Basię, żeby się pośpieszyła, tłumaczy dlaczego zależy jej na czasie. Basie ginie na pół godziny . Potem wraca do szatni i wyjatkowo wolno przebiera się, uśmiecha się widząc jak koleżanka mamy nerwowo spogląda na zegarek.
Sytuacja B
Inna koleżanka mamy Basi obiecała coś załatwić mamie Basi. Panie umówiły się na ulicy o określonej godzinie. Basia ( VI klasa) postanowiła pójść do ubikacji i spędziła tam 3 kwadranse narażając koleżankę mamy Basi na sterczenie na ulicy.
Sytuacja C
Jeszcze inna koleżanka zaprosiła Basię na urodziny swojej córki. Dziewczynki nie bardzo się lubią, ale Basie nigdzie nie chodzi. Basia ( V klasa) rozlewa sok na dywan i plecy jednego z gości. Na buzi pojawia się uśmiech.
Sytuacja D
Basię boli ząb. Mama Basi poprosiła, żebym zobaczyła co się dzieje. Basia ( I gimnazjalna) nie ma ochoty na współpracę mimo próśb i ogromnej cierpliwości z mojej strony. Wstając wylewa wodę ( czystą) na fotel. I znów uśmiech na ustach.
O tym wiem. Podobno takich sytuacji jest więcej. Wstrętny bachor czy..... Co o tym myślicie?