janka345
03.09.12, 09:23
moja siostra po zajęciach adaptacyjnych w przedszkolu dowiedziała się, że musi udać się z córką (3 lata) do logopedy, podano namiary, ponieważ mała nie wymawia wszystkich głosek. Z tego, co wiem w tym przedszkolu prawie wszystkie młodsze dzieci są objęte taką opieką. Świetnie, że przedszkole się stara, ale czy to nie przegięcie? Przecież to naturalne, że 3, 4-latki nie wymawiają jeszcze niektórych głosek. Mój syn dopiero w wieku 5 lat nauczył się wymawiać r i to nie przeszkodziło mu mieć teraz dobrą dykcję. Dlaczego nie czeka się, żeby dziecko naturalnie zaczęło wymawiać głoski? Ewentualnie pod koniec przedszkola(jeśli jeszcze nie wymawia) można poszukać pomocy.
Nie wiem, mnie się wydaje nienaturalne i niepotrzebne takie uczenie wszystkiego ,,do przodu''. Nie tylko o tej terapii logopedycznej myślę, ale chociażby nauce czytania, czy języków w wieku 2,3 lat - czy takie dziecko naprawdę musi już to wszystko umieć, po co? Co o tym myslicie?