janka345
05.12.12, 10:25
Mój sąsiad (12 lat) ma zdiagnozowaną dysleksję. Czasami pomagam mu w angielskim. Nauka angielskiego jest dla niego koszmarem, co często się zdarza wśród dyslektyków. Przygotowywał się na sprawdzian z czasow. nieregularnych. Mimo, że włożył sporo trudu w zapamiętanie tych słówek, na sprawdzianie poprzestawiał litery i oczywiście nie zaliczył. Nauka zapisywania tych słówek, to istny horror: dwa razy zapisze dobrze, ża trzecim źle i tak w kółko (chodzi mi o przestawianie liter, mylenie o'' z ,,a'').
I tak się zastanawiam, zważywszy, ze chyba nie jest w stanie wyuczyć się tego zapisu, bez względu na to, ile by się nie uczył, czy nie powinien mieć jakiejś taryfy ulgowej z tym związanej na sprawdzianie? Jest traktowany tak, jak reszta klasy.
Jakie są w takim przypadku sposoby postępowania z uczniem?
Po prostu jedynka i tyle?
Współczuję wszystkim dyslektykom, naprawdę maja trudniej. Widziałam, ile ten dzieciak się uczył na wszystkie możliwe sposoby (słuchowo, wizualnie itp.)