Tak bardzo pragnęłam mieć dziecko, tymczasem minęły 4 miesiące od porodu i nie daję rady...
Od pierwszych dni mała wciąż płakała. Dużo czasu spędzałyśmy razem, przytulanie, częste karmienie piersią, dopóki była na rękach było super, każda rozłąka- płacz.
Większym problemem jednak był sen, za cholerę nie chciała spać w ciągu dnia, wieczorem jeszcze jako tako padała o 20-21. Nie przejmowałam się jednak wychodząc z założenia, że wszystko się z czasem ureguluje. Jednak minęły skądinąd "magiczne" 3 miesiące i nic. Od 2 miesiąca próbowałam wprowadzić rutynę, najpierw wieczorną, działało nieźle, zaczęła zasypiać regularnie punkt 20 po odłożeniu do łóżeczka, bez płaczu, ewentualnie lekko marudziła. Następnie przyszedł czas na rutynę dzienną, ale przez to że nigdy nie wiadomo kiedy jej się zechce zdrzemnąć nic konkretnego nie można było zaplanować. Właściwie to trzymałam się planu Tracy Hogg, chciałam się trzymać ale chyba nie wyszło. Łóżeczko gryzło w ciągu dnia, chociaż wieczorem już nie. Obserwacje pierwszych oznak zmęczenia sprawdzało się może przez tydzień, potem wszystko wzięło w łeb. Mała wciąż zmęczona, po chwili zabawy marudna, płaczliwa, w końcu płacz przeradzał się w krzyki i wrzaski za każdym razem kiedy próbowałam ją położyć niezależnie czy do łóżeczka czy na łóżko. Obecnie nasze dni wyglądają tak, że usypiam ją czasem nawet 2 godziny a ona śpi max 30 minut. Płaczów i krzyków wysłuchuję dzień w dzień od urodzenia i mam już dość. Jestem wykończona psychicznie, co niestety skutkuje tym, że zaczęłam się wydzierać na małą

( Nie radzę sobie z tym. Pod względem zdrowotnym wszystko jest ok, tak twierdzą lekarze. Teraz jestem w UK i tutaj też twierdzą, że to minie, że takie dziecko się trafiło i trzeba je zaakceptować. Rozumiem, że maluch musi czasem popłakać bo to jedyny "język" komunikacji, ale problemy z zasypianiem to inna bajka i nikt mi nie wmówi, że 3-4 drzemki po 30 minut są ok, a dziecko nie przesypia ciurkiem całej nocy i wstaje w okolicy 6.
Nie wiem już co robić, bo jestem zrezygnowana, a dziecko zapewne odczuwa mój nastrój. Na samą myśl, że przed każdym snem czeka mnie maraton wrzasków na częstotliwości przy której pęka szkło robi mi się słabo...
Czy to się kiedyś ustabilizuje?
Mówią, że jak się rodzi dziecko wszystko się zmienia i nie zawsze jest kolorowo. Zdaję sobie sprawę z tego, jednak radość z macierzyństwa została skutecznie przygnieciona koszmarami dnia codziennego

(