Dodaj do ulubionych

czy to są "zdolności matematyczne"/jak je rozwinąć

20.10.05, 16:21
Hej,

Mój syn- 7 lat poszedł właśnie do I klasy, jak każda matka jestem z niego
bardzo dumna, zastanawiam się:

czy to że w tym wieku umie już liczyć w pamięci na dużych liczbach (np. dodac
142 do 253 w pamięci, potrafi tez mnozyc liczby powyzej 10) świadczy o
zdolnościach matematycznych?
jesli tak,to jak tego nie zaprzepascic?

niestety, szkola nie ma zadnych dodatkowych dla maluchow

gdzie szukac kolek matematycznych dla tak malych dzieci?a moze sa jakies
stronki internetowe z zabawami matematycznymi?

pozdr

INKA
Obserwuj wątek
    • jakw Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 20.10.05, 18:20
      imho to rzeczywiście może świadczyć o zdolnościach matematycznych. Zajrzyj do
      księgarń. W zeszłym roku kupiłam swojej córze książeczki typu łamigłówki
      matematyczne, mnożenie - to proste itp. Tylko musisz zajrzeć co w środku, żeby
      za łatwe nie było...
      • maak3 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 20.10.05, 18:57
        jest sporo książek prof. Gruszczyk - Kolczyńskiej o tym , jak rozwijać takie
        uzdolnienia u dzieci - poczytaj i moze podrzuć nauczycielowi wink
        • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 20.10.05, 19:42
          Indywidualne nauczanie od poczatku.Mialam taki sam "problem"-3 klasy w ciagu
          roku przerobione.Walcz,zeby szedl z programem swoim tokiem,inaczej sie zacznie
          nudzic i zniecheci.Pozdrawiam.
          • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 20.10.05, 20:19
            > Indywidualne nauczanie od poczatku.
            Myślę, że to błąd.
            1. Nie wiem czy to są zdolności matematyczne : może tak może nie - nie znam
            się .
            2. Zdolności zdolnościami, a dzieko potrzebuje w miarę normalnego wychowania,
            normalnego kontaktu z rówieśnikami...
            3. Książki może tak, ale to nie rozwiąże problemu. 7 lat to bardzo mało.
            Dziecko nie potrafi jeszcze swobodnie czytać.
            Raczej jakieś czasopisma łamigłowkowe. Dawniej było coś takiego jak "Mała
            delta" , któa potem nazywała się "Szkiełko i oko" (ale to też dla starszych-
            myślę 10-16 lat). Było też "ABC Techniki" - i to mi się wydaje
            najodpowiedniejsze na ten wiek, ale nie wiem czy teraz wychodzi.
            • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 20.10.05, 21:02
              " > Indywidualne nauczanie od poczatku.
              Myślę, że to błąd.
              1. Nie wiem czy to są zdolności matematyczne : może tak może nie - nie znam
              się .
              2. Zdolności zdolnościami, a dzieko potrzebuje w miarę normalnego wychowania,
              normalnego kontaktu z rówieśnikami..."

              Indywidualne nauczanie,oczywiscie nie od pierwszego dnia,jednak po miesiacu-
              dwoch ma sie juz jakiekolwiek pojecie o danym dziecku.Jesli w ciagu 5 minut
              robi to,na co inne dzieci potrzebuja pol godziny,to nie ma sie nad czym
              zastanawiac.
              Co do kontaktu z rowiesnikami,to sadzilam,ze to naturalna
              rzecz,normalne,stosowne do wieku wychowanie rowniez.Przerabianie innego
              materialu na lekcjach nie wyklucza rownoczesnie kontaktu z rowiesnikami.Czesc
              prac grupowych mozna nadal wykonywac wspolnie.Nie widze powodu,zeby na sile
              trzymac dziecko na poziomie nizszym niz ten,ktory jest dla niego
              odpowiedni.Jesli oczywiscie nauczyciel stwierdzi,ze dziecko jest duzo
              zdolniejsze z danego przedmiotu.Pozdrawiam.
              • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 20.10.05, 21:24
                > " > Indywidualne nauczanie od poczatku.
                > Myślę, że to błąd.
                > 1. Nie wiem czy to są zdolności matematyczne : może tak może nie - nie znam
                > się .
                > 2. Zdolności zdolnościami, a dzieko potrzebuje w miarę normalnego wychowania,
                > normalnego kontaktu z rówieśnikami..."


                > Indywidualne nauczanie,oczywiscie nie od pierwszego dnia,jednak po miesiacu-
                > dwoch ma sie juz jakiekolwiek pojecie o danym dziecku.Jesli w ciagu 5 minut
                > robi to,na co inne dzieci potrzebuja pol godziny,to nie ma sie nad czym
                > zastanawiac.
                1.Autorka postu napisała za mało danych , żeby tak ocenić sytuację.
                2. W I klasie, dzieci poznają bardzo dużo: szkołę, rówieśników, nowe obowiązki..
                I on też musi to poznać. Bo życie składa się nie tylko z liczenia.


                > Przerabianie innego
                > materialu na lekcjach nie wyklucza rownoczesnie kontaktu z rowiesnikami.
                A jak sobie to wyobrażasz ?
                Piszę "NORMALNEGO kontaktu z rówieśnikami". Tobie to NORMALNEGO jakoś umknęło.

                > Czesc
                > prac grupowych mozna nadal wykonywac wspolnie.Nie widze powodu,zeby na sile
                > trzymac dziecko na poziomie nizszym niz ten,ktory jest dla niego
                > odpowiedni.
                A ja widzę. Dla takiego dziecka ważniejszy od nauki jest wypadający ząb,
                a przynajmniej powinien być ważniejszy. Jeśli tak nie jest, to znaczy, że
                dziecku już zrobiono "pranie muzgu" i już w wieku 7-lat ma zaburzoną hierarhię
                wartości. Ty chyba też.

                > Jesli oczywiscie nauczyciel stwierdzi,ze dziecko jest duzo
                > zdolniejsze z danego przedmiotu.
                Nauczyciele się często mylą. W obie strony.

                NIe jestem przeciw kółkom zainteresowań,
                ale mogą one być tylko pod warunkiem ,
                ze zostanie zmodyfikowany program, plan lekcji.
                Obecnie 7 latek ma 4-5 lekcji dziennie. To za dużo.
                W tygodniu jest chyba 18 lekcji +2 religia + "coś".
                To "coś" to często dodatkowy język, basen, taniec czy muzyka,
                nie spotkałam sie, żeby to coś to była matematyka, i chyba szkoda.
                Jednak jak piszę wyżej miało by to sens tylko, gdy dzieci są jako tako
                wypoczęte, a nie gdy mają 4-5 h dziennie.

                • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"-do kaczki.. 20.10.05, 21:48
                  "Dla takiego dziecka ważniejszy od nauki jest wypadający ząb,
                  a przynajmniej powinien być ważniejszy. Jeśli tak nie jest, to znaczy, że
                  dziecku już zrobiono "pranie muzgu" i już w wieku 7-lat ma zaburzoną hierarhię
                  wartości. Ty chyba też."

                  Oczywiscie,ze dziecko powinno byc dzieckiem,a wypadajacy zab bardzo waznym
                  wydarzeniem.Nikt nie mowi o praniu mozgu,jedynie o dostosowaniu programu
                  nauczania do rzeczywistego poziomu dziecka.I szkoda wielka,ze tego sie nie
                  robi.Sa dzieci,dla ktorych program szkolny jest zbyt latwy,sa i takie,ktore
                  sobie nie radza-wszystkim dzieciom trzeba jakos wyjsc na przeciw.
                  Widze jednak,ze mnie chyba nie rozumiesz.Pozdrawiam.
                  • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"-do kaczki. 20.10.05, 22:09
                    > ........... dostosowaniu programu
                    > nauczania do rzeczywistego poziomu dziecka.I szkoda wielka,ze tego sie nie
                    > robi.
                    NIe zgadzam się. Czytam czasem zeszyty i podręczniki dla pierwszaków.
                    Program jest ok.
                    Gorzej z nauczycielami. Oni go nie ralizują, nauka tego co najistotniejsze
                    pozostaje w domu. Mam wrażenie, ze w szkole kolorują, a pisać uczą się w domu.
                    Mnie uczono pisać w szkole. I to chyba było normalne.

                    > Sa dzieci,dla ktorych program szkolny jest zbyt latwy,sa i takie,ktore
                    > sobie nie radza-wszystkim dzieciom trzeba jakos wyjsc na przeciw.
                    Zgadzam się, ale powinno się zacząś od limitów lekcji na dzień, w zależności od
                    wieku.
                    Wtedy organizowanie przez szkołę jakichś kół zainteresowań dla dzieciaków
                    miałoby sens.
                    • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"-do kaczki. 20.10.05, 22:28
                      "NIe zgadzam się. Czytam czasem zeszyty i podręczniki dla pierwszaków.
                      Program jest ok.
                      Gorzej z nauczycielami. Oni go nie ralizują, nauka tego co najistotniejsze
                      pozostaje w domu. Mam wrażenie, ze w szkole kolorują, a pisać uczą się w domu.
                      Mnie uczono pisać w szkole. I to chyba było normalne."

                      > Sa dzieci,dla ktorych program szkolny jest zbyt latwy,sa i takie,ktore
                      > sobie nie radza-wszystkim dzieciom trzeba jakos wyjsc na przeciw.
                      "Zgadzam się, ale powinno się zacząś od limitów lekcji na dzień, w zależności
                      od
                      wieku.
                      Wtedy organizowanie przez szkołę jakichś kół zainteresowań dla dzieciaków
                      miałoby sens.

                      Przerazajace jest,ze az tyle rodzicow musi obecnie siedziec z dziecmi,uczac je
                      czytac i pisac.Co wiecej,szkola zwala na zerowke,a zerowka na szkole,jak chodzi
                      o umiejetnosc czytania np.
                      Sadzilam,ze jakis limit lekcji - dziennie,czy tygodniowo - jest dla kazdej
                      klasy odgornie wyznaczony;jesli tak nie jest,to bardzo zle.
                      O kolkach zainteresowan w ogole nie wspomnialam w zadnym z moich postow,ale
                      jesli o tym mowa,to chyba owe kolka sa dobrowolone i dziecko moze wybrac wg.
                      zainteresowan (jak sama nazwa na to wskazuje).Pozdrawiam.
                      • gaika xxxinkaxxx 20.10.05, 23:53

                        Z Twojego opisu wynika, ze zdolności matematyczne posiada, a na pewno
                        umiejętnościami wykracza poza poziom klasy pierwszej.
                        Rozwiązaniem jest indywidualny tok nauczania. Możesz zdecydować się na badania
                        w PPP, które (jeśli opinia będzie pozytywna)umożliwią Ci wystąpienie o
                        indywidualny tok. Jeśli przepisy się nie zmieniły, to po pół roku można się o
                        to starać. Wcześniej obserwuj syna, a także dowiedz się co o jego
                        umiejętnościach sądzi nauczycielka.

                        Nie ma żadnego powodu, dla którego dopasowanie poziomu nauczania do potrzeb
                        dziecka miałoby zakłócać normalne kontakty z rówieśnikami.Często to je wręcz
                        poprawia.

                        Uważam, ze nie można sprawy zaniedbać, a dodatkowe "poszkolne" zajęcia nie
                        rozwiążą problemu, a tylko powiększą niedopasowanie Twojego dziecka do
                        klasowego programu.

                        Powodzenia
            • otto_1 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 22.10.05, 01:42
              > 3. Książki może tak, ale to nie rozwiąże problemu. 7 lat to bardzo mało.
              > Dziecko nie potrafi jeszcze swobodnie czytać.

              Nie bardzo rozumiem. Jesteś jasnowidzem? Ja potrafiłem, chociaż żaden ze mnie
              geniusz. Przypominają mi się 'Kochankowie mojej mamy': 'Dziecko w twoim wieku
              nie używa zdań podrzędnie złożonych!!!'
              • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 23.10.05, 16:17
                > > 3. Książki może tak, ale to nie rozwiąże problemu. 7 lat to bardzo mało.
                > > Dziecko nie potrafi jeszcze swobodnie czytać.
                >
                > Nie bardzo rozumiem. Jesteś jasnowidzem? Ja potrafiłem, chociaż żaden ze mnie
                > geniusz. Przypominają mi się 'Kochankowie mojej mamy': 'Dziecko w twoim wieku
                > nie używa zdań podrzędnie złożonych!!!'

                Zanim coś napiszesz, bądź łaskaw przeczytać dyskusję.
                W poście z 21.10.05, 08:31, autorka wątku pisze:
                " co do uzdolnien- to dotycza one wylacznie dzialan matematycznych, jesli
                chodzi o czytanie- jest sredni..."

                A dlaczego nie książkę, tylko czasopismo?
                Bo książka może być niewypałem, czasopismo też oczywiście,
                ale jest tańsze, mama Zdolnisia, poniesie mniejsze koszty, mniejsze ryzyko.
                A potem mniej to zajmuje miejsca w domu, i łatwiej się rozstać i wyrzucić, jak
                będzie niepotrzbne.
    • xxxinkaxxx Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 08:31
      Hej,

      dzięki za wszystkie posty, moje pytanie, jak widze wzbudziło wiele
      kontrowersji...

      Szczerze mówiąc - mam mętlik w głowie:
      - nie brałam pod uwagę nauczania indywidualnego (przynajmniej do tej pory), po
      pierwsze nie do konca wiem jak ono wyglada w szkole podstawowej a po drugie
      baaaardzo mi zalezy na tym aby moj syn mial dobre kontakty z rowiesnikami w
      klasie

      w przedszkolu chorowal ponadstandardowo duzo (okolo 10-15 infekcji rocznie)
      wiec praktycznie nie chodzil i bardzo trudno mu bylo potem wejsc w zgrana juz
      grupe

      - co do uzdolnien- to dotycza one wylacznie dzialan matematycznych, jesli
      chodzi o czytanie- jest sredni a jesli chodzi o pisanie to ma bardzo nie
      wyrobiona reke (nie bez znaczenia jest stwierdzona dyspraksja)

      - faktycznie: mam odczucie ze w szkole glownie koloruja i opowiadaja a do domu
      dostaja bardzo duzo do pisania,
      nie wiem jak inne dzieci, ale w przypadku mojego syna to kleska- wraca
      zmeczony, wieczorem siada do pisania zniechecony, a poniewaz jest to dla niego
      dosc trudne, jeszcze bardziej sie zniecheca...

      Gdzie moge znalezc wiecej informacji o nauczaniu indywidualnym? czy ono
      calkowicie wyklucza dziecko z zycia klasy?czy PPP to poradnia psychologiczno-
      pedagogiczna? i jak sie tam dostac?

      - co do nauczycielki- jest naprawde w porzadku, ale nie moge chyba zbytnio na
      nia liczyc- klasa jest rozbrykana (w wiekszosci zna sie z przedszkola) i jest
      sporo dzieci, ktore raczej musza nadrobic zaleglosci....

      co moge jeszcze zrobic? czy ktoras mama miala dla swojego dziecka indywidulane
      nauczanie? czy, oprocz niebezpieczenstwa slabszych kontaktow z rowiesnikami, sa
      inne minusy?

      pozdr

      INKA
      • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 09:11
        a mogę się zapytać PO CO ? checesz jeszcze coś robić ?

        Jaki jest cel Twoich potencjalnych działań ?
      • kaczka.kwaczka Za dużo lekcji to źle. 21.10.05, 09:45
        Na razie, na pewno bez problemu potrafisz sama rozwijać zdolności dziecka. Jego
        wiedza, jeszcze nie przewyższa twojej. Więc po co teraz to nauczanie
        indywidualne ?
        Na pewno stracisz czas na te różne poradnie, klasyfikacje itp...
        Czy warto ?

        Ktoś wcześniej pytał , czy są limity dzienne/tygodniowe ilości lekcji ?
        Tygodniowe są, ale za duże na 5 dniowy tydzień pracy, dziennych nie ma.

        Tygodniowy limit dla "pierwszaka" to 18 lekcji.
        Dawniej wypadało 3 lakcje na dzień (gdy nauka była w sobotę).
        Był to wysiłek dzienny dopasowany do wieku.
        Gdy skrócono tydzień pracy nie zmieniono programu.
        Zostało 18 lekcji/5 dni, a więc dziennie więcej lekcji. To za dużo. Skracając
        tydzień pracy powinni zmienić programy i limity tygodniowe lekcji, a nie
        zrobili tego.
        MOże ktoś powalczy o odciążenie dzieciaków? A i nauczyciele by pewnie zyskali.

      • jakw Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 10:25
        imho nie ma sensu nauczanie indywidualne - Twój syn ma zdolności matematyczne,
        ale sama piszesz, że z czytaniem/pisaniem wcale nie jest tak do przodu. W
        pierwszych klasach jest nauczanie zintegrowane i trudno oddzielić matematykę od
        reszty lekcji, a co za tym idzie trudno dać uczniowi nauczanie indywidualne
        tylko z matematyki (a nawet jeśli się da to szkole nic po tym). Możesz też sama
        wymyślać różne ciekawe zadanka na wolne chwile - jeśli będzie chciał. Na pewno
        nie można zaniedbywać pozostałych umiejętności kosztem jednej. Bo co z tego, że
        mały będzie wiedział, co to całka czy różniczka, skoro nie będzie potrafił
        przeczytać/zapisać zadania, w którym to można wykorzystać - nie mówiąc o
        narysowaniu wykresu funkcji wink
        I nie bój się - zdolności matematyczne nie znikają nagle tylko dlatego, że
        dziecko uczy się na lekcjach rzeczy, które już umie.
    • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 13:01
      Skoro syn jest taki dobry z mamtematyki rozwijaj to koniecznie!
      W szkole nie ma kółka matematycznego dla pierwszaków ale może jest dla 2,3
      klas, z tego co piszesz syn powinien sobie poradzić. Poproś panią żeby mógł
      przyjść kilka razy na próbę, na pewno się zgodzi. Moja córa aż tak dobra jak
      Twój syn nie jest ale lubi matematykę i póki nie zmienili jej planu chodziła na
      kółko matematyczne z 2 klasą (dla 1-klasy niestety nie ma). Starsze dzieci
      robiły zadania na wyścigi, ona początkowo trochę wolniej ale ze wszystkim
      dawała sobie radę, w dodatku taka była dumna, że radzi sobie z zadaniami na
      równi z 2-klasistami, że po powrocie do domu nie można jej było odciągnąć od
      książeczek z ćwiczeniami z matematyki. Po zmianie planu kółko odbywa się w
      czasie gdy ma lekcje i nie może chodzić, niestety wyraźnie spadła motywacja do
      rozwiązywania zadań w domu.
      Nie chcę nikogo obrazić ale nie zgadzam się z kaczką_kwaczką, są różne dzieci,
      niektóre w 1 klasie płynnie czytają, świetnie liczą, a inne dopiero poznają
      literki i liczą z trudem do 10. Dla jednych przeżyciem jest to że wypadł ząb
      inne obserwują w tym wieku niebo albo składają silnik z tatusiem i wcale nie
      znaczy to że jedne są lepsze a inne gorsze one są poprostu RÓŻNE.
      Dlaczego "uśredniać" dzieci zamiast podchodzić do nich indywidualnie?
      Uważam, że błędem jest dążenie do tego żeby dzieci realizowały ambicje rodziców
      ale jeżeli jest coś co dziecko lubi robić to jeszcze większym błędem jest brak
      wsparcia w rozwoju tych zainteresowań. A dzieci, które mają jakaś pasję są też
      na ogół lubiane przez kolegów.

      Co do infekcji to miałam w przdszkolu podobny problem z córą - w ciagu jednego
      roku 3x angina, 4x zapalenie oskrzeli, szkarlatyna o licznych przeziębieniach
      nawet nie wspomnę. Pomogła taka szczepionka wzmacniająca organizm w saszetkach -
      rozpuszcza się ją w wodzie jaki Vibovit i podaje przez kilka dni. Nie pamiętam
      nazwy, zresztą są różnych firm, pediatra powinien wiedzieć. U nas bardzo
      pomogło - w ubiegłym roku tylko 2 przeziębienia i nic wiecej!

      • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 13:15
        A tu jeszcze adres strony, na której są dodatkowe ćwiczenia z różnych
        przdmiotów, w tym oczywiście matematyki:
        eduseek.interklasa.pl/przedmioty/nz/
        Popatrzę co tam mamy jeszcze w domu i podam Ci w poniedziałek jakieś tytuły
        książeczek z zadaniami z matematyki.

        Przypomniało mi się też, że w przedszkolu pani mówiła żeby dzieci dużo
        wycinały, lepiły z plsteliny itp. Skoro syn ma niewyrobioną rękę sprawdź czy w
        pobliskim domu kultury prowadzone są zajęcia z ceramiki albo lepienia z gliny,
        bardzo to przyjemne a i pożyteczne.
        Pozdrawiam
      • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 13:26
        > Nie chcę nikogo obrazić ale nie zgadzam się z kaczką_kwaczką,
        > .... Dlaczego "uśredniać" dzieci zamiast podchodzić do nich indywidualnie?
        NIe pisałam , żeby uśredniać dzieci.
        Każde dziecko jest inne to oczywiste.
        Jestem jak najbardziej za kółkami zainteresowań
        (jednak tylko za w pełni dobrowolnym chodzeniu na te kółka),
        jednak jestem zdecydowanie pszeciw nauczaniu indywidualnemu.
        Jestem zdecydowanie przeciwna tworzeniu "enklaw" dla dzieci "zdolniejszych".
        Bo te dzieci nie zawsze są zdolniejsze. Bo te dzieci są bardzo kierowane przez
        rodziców. Bo nawet jak są zdolniejsze mogą na tym tracić (dzieciństwo) zamiast
        zyskiwać.

        Dziecko ma się uczyć w grupie. Będzie wtedy świadome swoich słabych i mocnych
        stron, istotny jest również normalny kontakt z rówieśnikami.
        Dziecko zdolniejsze w normalnej grupie dzieci zyskuje,
        jest mu po prostu lżej i to wydaje mi się uczciwe.
        Czy uczciwe jest podejście: lepiej sobie radzisz, to masz się więcej nauczyć?
        Mi się wydaje , że nie.
        • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 14:06
          kaczka.kwaczka napisała:

          > > Nie chcę nikogo obrazić ale nie zgadzam się z kaczką_kwaczką,
          > > .... Dlaczego "uśredniać" dzieci zamiast podchodzić do nich indywidualnie
          > ?
          > NIe pisałam , żeby uśredniać dzieci.
          > Każde dziecko jest inne to oczywiste.
          > Jestem jak najbardziej za kółkami zainteresowań
          > (jednak tylko za w pełni dobrowolnym chodzeniu na te kółka),
          > jednak jestem zdecydowanie pszeciw nauczaniu indywidualnemu.
          > Jestem zdecydowanie przeciwna tworzeniu "enklaw" dla dzieci "zdolniejszych".
          > Bo te dzieci nie zawsze są zdolniejsze. Bo te dzieci są bardzo kierowane
          przez
          > rodziców. Bo nawet jak są zdolniejsze mogą na tym tracić (dzieciństwo)
          zamiast
          > zyskiwać.

          I tu się z Tobą zgadzam, nie jest dobrze jezeli dziecko uczy się czegoś tylko
          dlatego, że chcą tego rodzice.


          > Dziecko ma się uczyć w grupie. Będzie wtedy świadome swoich słabych i mocnych
          > stron, istotny jest również normalny kontakt z rówieśnikami.
          > Dziecko zdolniejsze w normalnej grupie dzieci zyskuje,
          > jest mu po prostu lżej i to wydaje mi się uczciwe.

          Ok, dobrze jest się uczyć w grupie ale wtedy gdy grupa jest na podobnym
          poziomie, jeżeli dziecko mocno odstaje w górę to się nudzi, jeżeli odstaje
          mocno w dół zaczyna wpadać w kompleksy.
          Nie zawsze dzieci z tej samej grupy wiekowej są na podobnym poziomie w danym
          zakresie, może w tym wypadku trzeba dziecku znaleźć grupę będącą na podobnym
          poziomie z matematyki np.zapisać na kółko matematyczne ze starszą klasą.

          > jednak jestem zdecydowanie pszeciw nauczaniu indywidualnemu.

          Zajęcia indywidualne mogą polegać na tym, że pani będzie przynosić dziecku,
          które szybciej radzi sobie z materiałem dodatkowe zadania, chodzi o to żeby
          dziecko nie nudziło się w szkole, niech wykorzysta optymalnie spędzony tam
          czas, żeby po lekcjach miał kiedy pójść na rower czy do kolegi. Ale to trzeba
          mądrej pani.

          > Czy uczciwe jest podejście: lepiej sobie radzisz, to masz się więcej nauczyć?
          > Mi się wydaje , że nie.

          To nie jest tak, że dziecko za karę, że się dobrze uczy musi uczyć się jeszcze
          wiecej. To tak jak byś powiedziała, że ktoś dużo gotuje/maluje/pływa/itd. za
          karę, że umie robić to dobrze. To nie jest za karę tylko dlatego, że się to
          robić lubi.

          Wiesz, rodzice mają problem nie tylko z dziećmi, które się nie chcą uczyć są
          nadpobudliwe itp. ja autorkę wątku rozumiem, bo sama mam dziecko, które mogłoby
          całymi dniami siedzieć w książkach, w szkole zawsze tylko same pochwały. Może
          inni rodzice myślą sobie ale mam dobrze ale ja czasami proszę ją zbij szybę,
          upapraj się w błocie masz dopiero 7 lat! A ona mi na to - mama chyba
          zwariowałaś! I wcale nie jest to wynik jakiś moich działań mających na celu
          zrobienie z niej młodego cyborga - ona poprostu taka jest. Zamiast oglądać
          dobranocki woli sobie poczytać np. o wędrówkach wielorybów i co mam jej
          zabronić? W imię czego?
          • xxxinkaxxx Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 14:42
            Hej,

            d.wludyka- dzieki! kolko matematyczne jest od 3 klasy, niech idzie, zobaczy,
            moze mu sie spodoba... poszukam tez tej gliny smile, ale tu to niestety moze juz
            byc protest smile, nie lubi zajec manualnych... widzi, ze mu to nie wychodzi,
            zlosci sie i wycofuje... ale sprobuje, moze na zasadzie nowosci....

            co do moich intencji to bardzo bym nie chciala zeby sie okazalo, ze moje
            dziecko nie rozwinelo jakiegos talentu tylko dlatego, ze nie potrafilam go
            wesprzec!
            dlatego zgadzam sie z d.wludyka- powinno sie rozwijac indywidualizm dziecka,
            oczywiscie nic na sile...

            pozdrawiam
            • iffona Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 17:20
              xxxinkaxxx
              sprobuj z ta glina, jesli nie bedzie zaciekawiony chodzic na takie zajecia, bo
              ( w moim przypadku) byly same dziewczynki, to sama urzadz u siebie takie
              zajecia, tzn albo masa solna, albo ciastolina albo rozne inne zajecia manualne
              moje dziecko nie cierpialo malowac, w zerwoce jako tako wypelnial polecenia,
              ale teraz jakos mu sie odmienilo, kolorowuje dosyc duzo, moze niezbyt pieknie
              ale z wlasnej inicatywy, czesto robimy wlasnie mase solna i lepimy, albo
              plastelina albo ciastolina albo rozne inne rzeczy, chocby robienie ciasta na
              pierniki i wykrawanie wzorow, takie zajecia poprawiaja manualnosc a do tego sa
              sympatyczne smile
          • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 15:18
            > > jednak jestem zdecydowanie pszeciw nauczaniu indywidualnemu.
            >
            > Zajęcia indywidualne mogą polegać na tym, że pani będzie przynosić dziecku,
            > które szybciej radzi sobie z materiałem dodatkowe zadania,
            To , tzn, trudne zadania dla wybitnie zdolnych dzieci, w zasadzie powinno się
            mieścić w programie.
            Do tego są zadania z "*". Tylko dla chętnych. Na 6 czy 7.
            Zachęcać do ich rozwiązania powinien zwyczajny nauczyciel, na zwyczajnych
            lekcjach matematyki, w zwyczajnych klasach.
            Uciwe by było jak by premią, za rowiązanie tych zadań było nie robienie
            pozostałych zadań.

            > > Czy uczciwe jest podejście:
            > > lepiej sobie radzisz, to masz się więcej nauczyć?
            > > Mi się wydaje , że nie.
            >

            > Wiesz, rodzice mają problem nie tylko z dziećmi, które się nie chcą uczyć są
            > nadpobudliwe ....dziecko, które mogłoby
            > całymi dniami siedzieć w książkach,
            > Zamiast oglądać dobranocki woli sobie poczytać np. o wędrówkach wielorybów
            > i co ..zabronić? W imię czego?
            Nie zabraniać, ale to już iny wątek inny temat.
            Nie będziesz jednak takiego, za spokojnego dziecka posyłaś na dodatkowe zajęcia
            z biologii, i to mi się podoba.
            Wybór książek, zamiast zabawy-rozrabiania może być skutkiem ucieczki przed
            czymś, trudno powiedzieć. Nauka, książki to w miarę bezpieczna forma
            wykorzystania czasu: nikt sięnie może czepiać, a przynajmniej jest ku temu mało
            powodów, potem w szkole też się nie czepiają, i jakoś idzie do przodu. W pewnym
            sensie to są same zyski, dziecko nie widzi jeszcze strat, że ma słabszy kontakt
            z rówieśnikami, że po prostu pozna mniej świata itp.
            • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 15:57
              > Do tego są zadania z "*". Tylko dla chętnych. Na 6 czy 7.
              Zachęcać do ich rozwiązania powinien zwyczajny nauczyciel, na zwyczajnych
              > lekcjach matematyki, w zwyczajnych klasach.

              Zadania dla chętnych są w starszych klasach, w książkach do nauczania
              zintegrowanego takich nie widziałam, dlatego napisałam, że nauczyciel (gdyby mu
              się chciało) może przynosić takiemu dziecku dodatkowe zadania np. ksero z jakiś
              fajnych książek, konkursów. Na pewno nauczycielowi łatwiej jest zdobyć takie
              ćwiczenia niż matce, a matematyka naprawdę nie musi być nudna.
              W klasach 1-3 są tylko oceny opisowe więc nie może być zadań na 6 czy 7.

              > Uciwe by było jak by premią, za rowiązanie tych zadań było nie robienie
              > pozostałych zadań.

              Tu też się nie zgodzę. Moim zdaniem w pierwszej kolejności trzeba zrobić to co
              wszyscy, a jak czasu zostanie to coś dodatkowo.
              Zupełnie nie rozumiem dlaczego traktujesz dodatkowe zadania jako karę, dla
              dziecka, taka możliwość wykazania się nie jest karą tylko nagrodą, daje
              możliwość zabłyśnięcia w danej dziedzinie, poza tym nie trzeba się nudzić -
              piszę to na podstawie własnych doświadczeń.

              > Nie będziesz jednak takiego, za spokojnego dziecka posyłaś na dodatkowe
              zajęcia
              >
              > z biologii, i to mi się podoba.

              Jeżeli miałaby na to ochotę oczywiście, że zapiszę. Dlaczego uważasz, że
              miałabym tego nie zrobić?

              > Wybór książek, zamiast zabawy-rozrabiania może być skutkiem ucieczki przed
              > czymś, trudno powiedzieć. Nauka, książki to w miarę bezpieczna forma
              > wykorzystania czasu: nikt sięnie może czepiać, a przynajmniej jest ku temu
              mało
              >
              > powodów, potem w szkole też się nie czepiają, i jakoś idzie do przodu. W
              pewnym
              >
              > sensie to są same zyski, dziecko nie widzi jeszcze strat, że ma słabszy
              kontakt
              >
              > z rówieśnikami, że po prostu pozna mniej świata itp.

              Tu też Cię zadziwię, moja córka jest jednym z najbardziej lubianych dzieci w
              klasie - tak powiedziała wychowawczyni w ubiegłym tygodniu na zebraniu, to samo
              było w przedszkolu (w jej klasie jest tylko 2 dzieci z przedszkola).
              Poza tym wspólnie jeździmy na rowerze, chodzimy na basen, na spacery z psami
              itd., córka chodzi też na tańce, a świata zobaczyła już więcej niż niejeden
              dorosły. Może dlatego właśnie tyle rzeczy ją ciekawi.
              Nie krzyczę na psa jak narozrabia więc nie robiłabym też wielkiego problemu
              gdyby zdarzyło się czasami narozrabiać dziecku.

              Nie chcę Cię obrazić ale dlaczego zamiast zrozumieć, że są bardzo różne dzieci
              szukasz na siłę jakiegoś dziwnego wytłumaczenia, że dziecko lubi się uczyć, bo
              ma jakieś braki emocjonalne czy lęki?

              Ale może już się nie kłóćmy o to, wątek został założony w innym celu, a na
              pociechę, żeby nie było, że moja córka jest taka idealna dodam, że jest
              strasznym niejadkiem.
              Pozdrawiam
              • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 16:35
                > > Do tego są zadania z "*". Tylko dla chętnych. Na 6 czy 7.
                > > Zachęcać do ich rozwiązania powinien zwyczajny nauczyciel, na zwyczajnych
                > > lekcjach matematyki, w zwyczajnych klasach.
                > Zadania dla chętnych są w starszych klasach, w książkach do nauczania
                > zintegrowanego takich nie widziałam,
                Zwyczajne książki-zeszyty(bo jak to nazwać)z matematki dla pierwszaka,
                zawierają zadania o bardzo różnym poziomie trudności, które w latach oceniła
                bym na 4-9lat. I nie ma tu znaczenia, że w tych książka zadania nie są
                oznaczane "*" od tego wyboru jest właśnie nauczyciel.

                > W klasach 1-3 są tylko oceny opisowe więc nie może być zadań na 6 czy 7.
                W pełni się zgadzam, nie na 7 tylko na cały kwiatek ze wszystkimi płatkami
                kolorowymi. smile

                > > Uczciwe by było jak by premią, za rowiązanie tych zadań było nie robienie
                > > pozostałych zadań.
                > Tu też się nie zgodzę. Moim zdaniem w pierwszej kolejności trzeba zrobić to
                > co wszyscy, a jak czasu zostanie to coś dodatkowo.
                Całkiem się nie zgadzam, jak dzieciak potrafi biegle liczyć to po co mu robić 5
                sumowań: to jest właśnie to nudzenie się dzieciaka zdolnego i zaniżanie poziomu.
                NIech on zamiast tych 5 obliczeń wykona 1 tudniejsze obliczenie. NIe zanudzi
                się, będzie zadowolony i pewnie się czegoś nauczy.

                > ...możliwość wykazania się nie jest karą tylko nagrodą, daje
                > możliwość zabłyśnięcia w danej dziedzinie...
                Scena z amerykańskiego filmu (ale w Polsce jest to samo):
                Ciocia do 7-latka:
                - Jakiego masz ślicznego kaczorka na bluzie smile!!!
                - A wie ciocia co można, za takiego kaczorka dostać w szkole ?
                - Co ?
                - Można dostać w dziób.

                Z twoim "zabłyśnięciem" i "wykazaniem" się jest to samo.

                > > Nie będziesz jednak takiego, za spokojnego dziecka posyłaś na dodatkowe
                > > zajęcia z biologii, i to mi się podoba
                > Jeżeli miałaby na to ochotę oczywiście, że zapiszę. Dlaczego uważasz, że
                > miałabym tego nie zrobić?
                Źle cię oceniłam. NIe rób tego dla dobra dziecka, jak będzie chciało samo tam
                trafi, bez twojej pomocy.

                > > Wybór książek, zamiast zabawy-rozrabiania może być skutkiem ucieczki
                > > przed czymś, trudno powiedzieć. Nauka, książki to w miarę bezpieczna forma
                > > wykorzystania czasu: nikt się nie może czepiać, ....
                > > potem w szkole też się nie czepiają, i jakoś idzie do przodu.
                > > W pewnym sensie to są same zyski, dziecko nie widzi jeszcze strat,
                > > że ma słabszy kontakt z rówieśnikami, że po prostu pozna mniej świata itp.
                > .... moja córka jest jednym z najbardziej lubianych dzieci w klasie ....
                Ty dalej nic nie rozumiesz. Ona za to nieświadomie płaci.

                A tak na marginesie: pewnie ma rodzeństwo.

                > Nie chcę Cię obrazić ale dlaczego zamiast zrozumieć, że są bardzo różne
                > dzieci szukasz na siłę jakiegoś dziwnego wytłumaczenia,
                > że dziecko lubi się uczyć, bo
                > ma jakieś braki emocjonalne czy lęki?
                NIE nie mówię, zę ma braki emocjonalne czy lęki, piszę, że się idealnie
                dostosowuje do świata, a to nie dobrze.
                • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 08:42
                  > Zwyczajne książki-zeszyty(bo jak to nazwać)z matematki dla pierwszaka,
                  > zawierają zadania o bardzo różnym poziomie trudności, które w latach oceniła
                  > bym na 4-9lat. I nie ma tu znaczenia, że w tych książka zadania nie są
                  > oznaczane "*" od tego wyboru jest właśnie nauczyciel.

                  Skoro dla mojej córy (średniozdolnej z matematyki) wszystkie zadania
                  matematyczne są łatwe lub bardzo łatwe to syn Inki robi je pewnie z zamkniętymi
                  oczami.

                  > > ...możliwość wykazania się nie jest karą tylko nagrodą, daje
                  > > możliwość zabłyśnięcia w danej dziedzinie...
                  > Scena z amerykańskiego filmu (ale w Polsce jest to samo):
                  > Ciocia do 7-latka:
                  > - Jakiego masz ślicznego kaczorka na bluzie smile!!!
                  > - A wie ciocia co można, za takiego kaczorka dostać w szkole ?
                  > - Co ?
                  > - Można dostać w dziób.
                  >
                  > Z twoim "zabłyśnięciem" i "wykazaniem" się jest to samo.

                  Ja myślałam o tym, że przy omawianiu jakiegoś tematu dziecko potrafi dodać coś
                  od siebie, opowiedzieć jakąś ciekawostkę, coś czego nie ma w księżce, a dzięki
                  czemu lekcje są ciekawsze, więcej się z nich zapamiętuje.
                  W przedszkolu jedna z mam przygotowała z córką "wykład" na temat Chin, były
                  slajdy, ciekawe historie, dzieci były zachwycone, do dziś pamiętają jaką
                  budowlę widać z księżyca.
                  Ale skoro Ty rozumiesz zabłyśnięcie czy wykazanie się w taki sposób jak to
                  opisałaś to faktycznie nie mamy o czym rozmawiać.

                  > > > Nie będziesz jednak takiego, za spokojnego dziecka posyłaś na dodat
                  > kowe
                  > > > zajęcia z biologii, i to mi się podoba
                  > > Jeżeli miałaby na to ochotę oczywiście, że zapiszę. Dlaczego uważasz, że
                  > > miałabym tego nie zrobić?
                  > Źle cię oceniłam. NIe rób tego dla dobra dziecka, jak będzie chciało samo tam
                  > trafi, bez twojej pomocy.

                  Niestety w tym wieku wymagane jest pisemne wyrażenie zgody na uczęszcznie
                  dziecka na jakieś zajęcia dodatkowe - przynajmniej w naszej szkole.
                  Szkoda, pewnie chodziłoby na nie więcej dzieci.


                  > NIE nie mówię, zę ma braki emocjonalne czy lęki, piszę, że się idealnie
                  > dostosowuje do świata, a to nie dobrze.

                  Wiesz to nie moja córa stara się dostosować do świata to Ty masz w głowie jedną
                  wizję na wychowanie wszystkich dzieci bez względu na ich charakter i cechy
                  indywidualne co dla mnie jest kompletną bzdurą dlatego nigdy nie dojdziemy do
                  porozumienia.
                  • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 09:32
                    > wizję na wychowanie wszystkich dzieci bez względu na ich charakter i cechy
                    > indywidualne co dla mnie jest kompletną bzdurą dlatego nigdy nie dojdziemy do
                    > porozumienia.
                    Ja piszę o szkole, która powinna być jedna dla wszystkich dzieci.
                    Ty byś wolał dzieci od małego dzielić na dzieci bogatych rodziców i biednych,
                    dzieci wysokie i niskie, dzieci zdolne z matematyki , zdolne z polskiego i
                    niezdolne, dzieci śmiałe i nieśmiałe.....
                    A szkoła jest i ma być jedna, najbliższa,
                    system edukacji jest i ma być jeden...

                    Jeśli jest tak jak piszesz, jeśli wogóle masz dzieci,
                    to wychowujesz je w sposób bardzo autokratyczny,
                    odbierając im wybór, czas, radość, i okrajając im dzieciństwo.
                    Faktycznie nie dojdziemy do porozumienia.
                    • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 09:56
                      kaczka.kwaczka napisała:

                      > > wizję na wychowanie wszystkich dzieci bez względu na ich charakter i cech
                      > y
                      > > indywidualne co dla mnie jest kompletną bzdurą dlatego nigdy nie dojdziem
                      > y do
                      > > porozumienia.
                      > Ja piszę o szkole, która powinna być jedna dla wszystkich dzieci.
                      > Ty byś wolał dzieci od małego dzielić na dzieci bogatych rodziców i biednych,
                      > dzieci wysokie i niskie, dzieci zdolne z matematyki , zdolne z polskiego i
                      > niezdolne, dzieci śmiałe i nieśmiałe.....
                      > A szkoła jest i ma być jedna, najbliższa,
                      > system edukacji jest i ma być jeden...
                      >
                      > Jeśli jest tak jak piszesz, jeśli wogóle masz dzieci,
                      > to wychowujesz je w sposób bardzo autokratyczny,
                      > odbierając im wybór, czas, radość, i okrajając im dzieciństwo.
                      > Faktycznie nie dojdziemy do porozumienia.

                      Wiesz piszesz takie bzdury, w dodatku Twoje odpowiedzi są wzajemnie sprzeczne,
                      że stwierdziłam, że nie dam się prowokować i nie będę już na nie więcej
                      odpisywać na nie no ale teraz to już naprawdę przeszłaś samą siebie.
                      Gratuluję umiejętności rozumienia czytanego tekstu!
        • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki.. 21.10.05, 15:28
          "Czy uczciwe jest podejście: lepiej sobie radzisz, to masz się więcej nauczyć?
          "
          KTO twierdzi,ze jak uczen sobie lepiej radzi,to ma sie wiecej uczyc????
          Uczy sie tyle samo,co wszyscy inni,tylko na SWOIM poziomie.
          • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 21.10.05, 15:44
            > "Czy uczciwe jest podejście: lepiej sobie radzisz, to masz się więcej nauczyć?
            > "
            > KTO twierdzi,ze jak uczen sobie lepiej radzi,to ma sie wiecej uczyc????
            > Uczy sie tyle samo...

            A dlaczego ma się uczyć tyle samo ?
            Jest zdolniejszy, uczy się szybciej,
            niech pozostałym czasem gospodaruje samodzielnie.
            • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 21.10.05, 21:49
              Kaczka.kwaczka : " A dlaczego ma się uczyć tyle samo ?
              Jest zdolniejszy, uczy się szybciej,
              niech pozostałym czasem gospodaruje samodzielnie "

              Gdybym swego czasu tak rozumowala,dziecko nie musialoby robic kompletnie nic
              przez ladnych pare lat.Uwazasz,ze to byloby dobre?
              • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 22.10.05, 09:25
                > Kaczka.kwaczka : " A dlaczego ma się uczyć tyle samo ?
                > Jest zdolniejszy, uczy się szybciej,
                > niech pozostałym czasem gospodaruje samodzielnie "
                >
                > Gdybym swego czasu tak rozumowala,dziecko nie musialoby robic kompletnie nic
                > przez ladnych pare lat.Uwazasz,ze to byloby dobre?
                Jak to nic? Miało by czas na zabawę, na własny wybór, na poznawanie świata,
                a to jeden z najlepszych sposobów nauki i rozwoju.
                >
                • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 22.10.05, 11:20
                  "Jak to nic? Miało by czas na zabawę, na własny wybór, na poznawanie świata,
                  a to jeden z najlepszych sposobów nauki i rozwoju."
                  Zapewniam Cie,ze realizujac program na SWOIM poziomie na lekcjach w szkole(a
                  nie na jakichs kolkach zainteresowan)mialo czas na wszystko.Przede wszystkim
                  wlasny wybor,zabawe,czytanie interesujacych publikacji,jak tez troche pozniej
                  na kursy,na ktore chcialo dobrowolnie chodzic ze wzgledu na swoje wlasne
                  zainteresowania.Nigdy tez nie powiedzialam "zapisze dziecko na...",tylko
                  dziecko mialo mozliwosc wyboru.Pozdrawiam.
                  Ps. Z tego,co widze,to "ja o kozie,Ty o wozie"...
                  • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 22.10.05, 17:43
                    > Kaczka.kwaczka : " A dlaczego ma się uczyć tyle samo ?
                    > Jest zdolniejszy, uczy się szybciej,
                    > niech pozostałym czasem gospodaruje samodzielnie "
                    >
                    > Gdybym swego czasu tak rozumowala,dziecko nie musialoby robic kompletnie nic
                    > przez ladnych pare lat.Uwazasz,ze to byloby dobre?

                    Zazdrościsz własnemu dziecku zdolności ?
                    Jaki ono ma zysk z tego, ze jest zdolniejsze ?
                    Czym jest lepsze podnosisz poprzeczkę wyżej ?

                    Więc jednak denerwuje cię, że bęąc zdolniejsze mogło by nic nie robić, mogło by
                    mieć więcej czasu dla siebie.
                    Twoim celem jest w istocie zajęcie czasu dziecku, a nie jego rozwój. I ciągła
                    kontrola nad nim.

                    > Zapewniam Cie,ze realizujac program na SWOIM poziomie na lekcjach w szkole
                    > mialo czas na wszystko.
                    Jeśli było tak zdolne jak piszesz, i szkoła w ramach lekcji dopasowała się do
                    tego poziomu, to znaczy , że nie chodziło do zwyczajnej szkoły.
                    Ja piszę o szkole publicznej, darmowej, dostępnej dla każdego,
                    a nie tylko dla garstki przedsiębiorców i polityków wyzyskujących pozostałą
                    część społeczeństwa.
                    • aka10 Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 22.10.05, 18:42
                      Kaczka: "Zazdrościsz własnemu dziecku zdolności ?
                      Jaki ono ma zysk z tego, ze jest zdolniejsze ?
                      Czym jest lepsze podnosisz poprzeczkę wyżej ?

                      Więc jednak denerwuje cię, że bęąc zdolniejsze mogło by nic nie robić, mogło by
                      mieć więcej czasu dla siebie.
                      Twoim celem jest w istocie zajęcie czasu dziecku, a nie jego rozwój. I ciągła
                      kontrola nad nim."

                      > Zapewniam Cie,ze realizujac program na SWOIM poziomie na lekcjach w szkole
                      > mialo czas na wszystko.
                      Kaczka:Jeśli było tak zdolne jak piszesz, i szkoła w ramach lekcji dopasowała
                      się do
                      tego poziomu, to znaczy , że nie chodziło do zwyczajnej szkoły.
                      Ja piszę o szkole publicznej, darmowej, dostępnej dla każdego,
                      a nie tylko dla garstki przedsiębiorców i polityków wyzyskujących pozostałą
                      część społeczeństwa."

                      Po pierwsze,nikomu nic nie zazdroszcze,a juz na pewno nie wlasnemu dziecku.W
                      koncu geny po czesci moje.
                      Po drugie szkola dostosowuje sie do mozliwosci dziecka,zeby nie stalo w
                      miejscu,na tym samym poziomie przez caly rok.Dziwne to dla Ciebie? O nauczaniu
                      indywidualnym nie slyszalas?
                      Pisze Ci przeciez wyraznie,ze nigdy mojemu dziecku wolego czasu nie
                      organizowalam wbrew woli samego dziecka.Moje dziecko wybiera to,co je
                      interesuje.
                      I ostatnia sprawa-zapewniam Cie,ze nikogo nie wyzyskuje.
                      Tym zdaniem koncze z Toba rozmowe,jako,ze jedynym Twoim celem jest
                      udowadnianie mi czegos,czego nie napisalam lub przekrecanie tego,co pisze.To
                      samo robisz na innych forach.Szkoda mi czasu na odpowiadanie na Twoje
                      posty.Pozdrawiam.
                      • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 22.10.05, 19:37
                        > Po drugie szkola dostosowuje sie do mozliwosci dziecka,zeby nie stalo w
                        > miejscu,na tym samym poziomie przez caly rok.Dziwne to dla Ciebie? O
                        nauczaniu
                        > indywidualnym nie slyszalas?
                        Jeśli dziecko było indywidualnie nauczane
                        to nie miało NORMALNEGO kontaktu z rówieśnikami.
                        Przeczysz sobie.
                        Duże zdolności, to żaden powód żeby pozbawiać dzieciaka
                        takiego cyrku jakim jest szkoła.
                        Bo z tego składa sie życie przeciętnego dzieciaka.
                        I twoje dziecko powinno również doskonale znać życie przeciętnego dzieciaka.
                        A ty ją tego pozbawiłaś.
                        • gaika Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 22.10.05, 22:39
                          kaczka.kwaczka napisała:
                          > Jeśli dziecko było indywidualnie nauczane
                          > to nie miało NORMALNEGO kontaktu z rówieśnikami.
                          > Przeczysz sobie.
                          > Duże zdolności, to żaden powód żeby pozbawiać dzieciaka
                          > takiego cyrku jakim jest szkoła.
                          > Bo z tego składa sie życie przeciętnego dzieciaka.
                          > I twoje dziecko powinno również doskonale znać życie przeciętnego dzieciaka.
                          > A ty ją tego pozbawiłaś.



                          Indywidualny tok nauczania NIE pozbawia dzieci kontaktu z rowiesnikami.
                          Piszesz to w tym wątku już po raz kolejny, a jest to zupełną bzdurą.
                          Dzieci wybitnie zdolne muszą mieć dopasowany poziom nauczania do mozliwosci
                          wlasnie po to, aby mogly się optymalnie rozwijac, bez pomijania jakiejkolwiek
                          sfery.
                          • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 23.10.05, 12:31
                            > Indywidualny tok nauczania NIE pozbawia dzieci kontaktu z rowiesnikami.
                            Po prostu bzdurny slogan.
                            I jak zwykle zgubiłaś słowo NORMALNEGO.
                            Zapamiętaj je NORMALNEGO kontaktu z rówieśnikami.
                            • gaika Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 26.10.05, 22:45

                              kaczka.kwaczka napisała:
                              >I jak zwykle zgubiłaś słowo NORMALNEGO.
                              >Zapamiętaj je NORMALNEGO kontaktu z rówieśnikami.

                              Już zapamiętałam.
                              Tylko gdybyś mogła mnie oświecić na czym ta "nienormalność" ma polegać i w
                              jaki sposób na skutek ITN NORMALNE kontakty staja się nienormalne?

                              • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 27.10.05, 09:29
                                ze słownika: NORMALNY: ...zwyczajny, przeciętny , zwykły...

                                • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 27.10.05, 09:59
                                  Bardziej podoba mi się takie wyjaśnienie:
                                  Trudno jest zdefiniować „normalny” rozwój gdy mówimy o istotach ludzkich. Każdy
                                  rozwija się na swój własny sposób i w swoim własnym tempie.
                                  Należy raczej zwrócić uwagę na to, czy dziecko naturalnie przechodzi przez
                                  kolejne etapy rozwoju niż kontrolować, czy osiągnęło dany etap w danym wieku.

                                • gaika Re: czy to są "zdolności matematyczne"/do kaczki. 27.10.05, 17:59
                                  kaczka.kwaczka napisała:
                                  >ze słownika: NORMALNY: ...zwyczajny, przeciętny , zwykły...

                                  Jak to się ma do mojego pytania?
      • agatka_s Re: do autorki watku 24.10.05, 16:14
        a żeby było jasne co myśle w Twojej konkretnej sprawie:

        -dawaj mu slupki
        -podsuwaj łamigowki
        -wymyslaj zabawy z liczeniem (np kto szybciej cos policzy)

        skoro to lubi to niech to robi. A z czyms powazniejszym (np kólka, czy ten
        ITS) poczekaj jeszcze z rok, bo:

        -moze mu przejdzie
        -moze nauczyciel wcale nie potwierdzi "Twojej" diagnozy
        -moze w szkole, coś bardziej go zainteresuje.
    • judytak Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 21.10.05, 14:38
      xxxinkaxxx napisała:

      > czy to że w tym wieku umie już liczyć w pamięci na dużych liczbach (np. dodac
      > 142 do 253 w pamięci, potrafi tez mnozyc liczby powyzej 10) świadczy o
      > zdolnościach matematycznych?

      zdolności, nawet ponadprzeciętne zdolności w liczeniu w pamięci niekoniecznie
      idą w parze ze zdolnościami matematycznymi

      ja sobie myślę, że na razie niech sobie dziecko radzi ze szkołą, tylko się
      cieszyć, że chociaż liczenia nie musi specjalnie ćwiczyć ;o)

      plus dawać mu dla rozrywki wszelkie zagadki, łamigłówki matematyczne (nie tylko
      takie na "operowanie dużymi liczbami", a takie rozwijające logiczne
      wnioskowanie, wyobraźnię przestrzenną itd.) niestety, nie pomogę, skąd je brać -
      może porozmawiać z nauczycielami matematyki wyższych klas? może poszukać, kto
      w szkole organizuje uczestnictwo dzieci w konkursach matematycznych
      zwanych "kangurem"?

      i jeśli wrażenie o zdolnościach (i zainteresowaniach) matematycznych się
      potwierdza przez rok szkolny, to od przyszłego roku (druga klasa jest zawsze
      łatwiejsza, niż pierwsza ;o)) znaleźć jakieś dobre zajęcia dodatkowe, raczej
      nie w szkole, trzeba będzie dobrze poszukać...

      pozdrawiam
      Judyta
      • gaika xxxinkaxxx 21.10.05, 16:38
        xxxinkaxxx napisała:

        >Szczerze mówiąc - mam mętlik w głowie:
        > nie brałam pod uwagę nauczania indywidualnego (przynajmniej do tej pory

        I tak masz kilka miesięcy na podjecie decyzji. Jest czas na badania (dwa
        popołudnia z życia -nie taki dramat), obserwacje syna.
        Trzeba wyważyć stanowisko, żeby nie wywierać presji, ale tez nie zaniedbać
        ewentualnych wybitnych uzdolnień.
        Dziecko, które nie ma dostosowanego poziomu nauki do możliwości często
        zniechęca się do szkoły .

        *** I nie bój się - zdolności matematyczne nie znikają nagle tylko dlatego, że
        dziecko uczy się na lekcjach rzeczy, które już umie.***

        Ktoś to napisał powyżej, ale to nie jest prawda. Negatywne konsekwencje
        uczenia się tego co już się umie dotykają większość dzieci zdolnych.
        Bez stymulacji talent się nie rozwija. Robienie czegoś na sile jest szkodliwe w
        takim samym stopniu jak uniemożliwianie rozwoju.

        >- co do uzdolnien- to dotycza one wylacznie dzialan matematycznych, jesli
        >chodzi o czytanie- jest sredni a jesli chodzi o pisanie to ma bardzo nie
        >wyrobiona reke (nie bez znaczenia jest stwierdzona dyspraksja)

        Bardzo często dzieci uzdolnione są w jednej dziedzinie, a w innych wręcz słabe.
        Problemy manualne należą do typowych.

        >Gdzie moge znalezc wiecej informacji o nauczaniu indywidualnym? czy ono
        >calkowicie wyklucza dziecko z zycia klasy?czy PPP to poradnia psychologiczno-
        >pedagogiczna? i jak sie tam dostac?

        Zadzwoń do swojej rejonowej poradni i powiedz , ze rozpatrujesz indywidualny
        tok nauczania z matematyki i w związku z tym chciałabyś przeprowadzić badania.
        Szkoła ma wszystkie namiary na poradnie.
        Jeżeli masz dostęp do psychologa specjalizującego się w pracy z dziećmi
        zdolnymi, to warto się jeszcze skonsultować(już po przeprowadzeniu badań w
        poradni).

        ITN w ogóle nie wyklucza dziecka z niczego. W zależności od możliwości szkoły
        albo dziecko chodzi na przedmiot, z którego przyznano mu indywidualne nauczanie
        do klasy programowo wyższej, albo przerabia inny program w swojej klasie. Raz w
        tygodniu przysługuje godzina lekcyjna na indywidualna prace z nauczycielem , a
        cala reszta odbywa się w grupie, na regularnych zajęciach szkolnych.
        Organizacja ITN w klasach młodszych jest nieco większym wyzwaniem dla szkoły,
        ale zapewniam, ze możliwym do zrealizowania.
        Zupełnie nie rozumiem dlaczego w przypadku ITN i to z jednego przedmiotu,
        dziecko ma w jakikolwiek sposób zakłócić sobie kontakty z rówieśnikami. Skąd
        taka idea?

        Nie ma pewności, ze w przypadku Twojego syna manewry z programem są koniecznym
        rozwiązaniem, ale na pewno należy to sprawdzić, żeby niczego nie zaniedbać.

        Generalnie : są dzieci, którym nauka matematyki, czy innych przedmiotów sprawia
        przyjemność i nie stoi to w żadnym razie w sprzeczności z dobrym rozwojem
        ogólnym. Życie socjalne nie jest tez ważniejsze niż edukacja-jest ważne tak
        samo.

        Inko, jeśli chciałoby Ci się zajrzeć do dyskusji o dzieciach wybitnych, to jest
        tu :

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=29054967


        • xxxinkaxxx gaika.... 21.10.05, 17:40
          Hej,

          dzieki! no widzisz... ja nawet nie wiedzialam ze mozna miec nauczanie
          indywidualne na jeden przedmiot....

          dzieki jeszcze raz! poszukam, pomysle, zobaczymy jak bedzie...

          pozdr
          • tarja30 Polecam wizyte w PPP 23.10.05, 00:32
            Tez jestem mama zdolnego 7 latka.Dobrze liczy,czyta od 4 roku zycia pisze
            opowiadania...Do wizyty w poradni namowila nas nauczycielka.Pierwsza wizyta to
            badania w kierunku jego leworecznosci pozniej jakies probne testy
            (pamieciowe,matematyczne,czytanie itp)wypadl bardzo dobrze dlatego zostal
            skierowany na test IQ (trwal ok.2,5 godz)Ja siedzialam wykonczona czekaniem a
            syn wyszedl usmiechniety od ucha do uchawinkZ krotkiej rozmowy z Pania psycholog
            wiem ze wypadl test bardzo dobrze i w najblizsza srode mam zglosic sie po wynik
            i powazna rozmowe z pedagogiem i psychologiem i szczerze mowiac nie wiem co
            mnie tam czekasmile
    • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 10:54
      czy któraś z mam, mogłaby mi wytłumaczyć po co to wszystko ?

      co dobrego dla dziecka ma z tego "rozwijania zdolności matematycznych"
      wyniknąć ?

      Przepraszam ale mam wrażenie że takie "rozwijanie" służy tylko zaspokajaniu
      ambicji rodziców, ale może nie mam racji. Proszę więć podać jakie DZIECKO,
      odnosi korzyści z tych kółek w 1 klasie, ITS-ów, książek do matematyki z
      programem o 2 klasy do przodu, stosów łamigówek matematycznych, nauczycieli
      przygotowywujących specjalne zadania itp itd ?

      Jest szczęśliwsze ?

      5 argumentów że takie rozwijanie jest w INTERESIE DZIECKA-dzieki !
      • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 11:29
        5 argumentów że takie rozwijanie jest w INTERESIE DZIECKA-dzieki !

        Pierwsze, które przyszły mi do głowy:
        1. dziecko nie nudzi się na lekcjach,
        2. rozwija się,
        3. ma pasję, hobby (wbrew pozorom matematyka to świetne hobby, moim też była
        więc wiem co piszę), a ludzie, którzy mają psaję to zwykle ludzie szczęśliwi
        4. wie, że ma wsparcie w rodzicach (szczególnie w tym wieku trudno byłobymu
        rozwijać swoje zdolności samemu)
        5. nabiera pewności siebie (to, że nie potrafi jeszcze pięknie kaligrafować i
        płynnie czytać nie oznacza, że jest głąbem kapuścianym - poradził sobie z
        trudnym zadaniem to i z tymi 32 literkami da sobie radę, najwyżej zajmie mu
        trochę więcej czasu)
        6. łączy przyjemne z pożytecznym
        • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 11:46
          7. na wesoło - a wiesz jaki to lep na dziewczyny?

          Z życia wzięte - Na studiach miałam kolegę średnio przystojny, inne zalety też
          w normie, "lóp" pisał tak jak napisałam ale jak rozwiązywał zadania ...
          wszystkim szczęka opadała do podłogi
        • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 11:46
          > 1. dziecko nie nudzi się na lekcjach,
          Inteligentne dziecko i tak się nie nudzi na lekcjach.
          Może w tym czasie odrobić polski, poczytać lekturę, i odpocząć patrząc w okno,
          dyskretnie zjeść kanapkę, alba pomóc słabszemu koledze z ławki.

          > 2. rozwija się,
          Trudno powiedzieć, równie dobrze może się zacząć przestać rozwijać ze względu
          na ogólne przeciążenie.

          > 3. ma pasję, hobby (wbrew pozorom matematyka to świetne hobby, moim też była
          > więc wiem co piszę), a ludzie, którzy mają psaję to zwykle ludzie szczęśliwi
          Pasją równie dobrze może być piłka nożna,
          jednak faktem jest, że dziecku należy dać wybór,
          jeśli faktycznie lubi matematykę,
          powinno mieć możliwość tego typu zabawy,
          tym bardziej , że jest to zabawa wyjątkowo bezpieczna.

          > 4. wie, że ma wsparcie w rodzicach
          NIe, bo to "wsparcie", wyczuwając ambicje rodziców, może odebrać jako nakaz.

          > (szczególnie w tym wieku trudno byłobymu rozwijać swoje zdolności samemu)
          NIe prawda. Dziecko, któe lubi matematkę , zwykle trafi do łamigłówek, tego
          typu zabawek itp. Jednak faktem jest, że warto mu to ułatwić.

          > 5. nabiera pewności siebie
          NIe, pewności siebie nabiera w ZWYCZAJNEJ klasie, gdzie widzi,
          że jest wyraźnie lepszy w matematyce od rówieśników.
          Na kółku matematycznym są sami dobrzy,
          więc dziecko statystycznie przestaje być najlepsze.
          Bo spotyka również jeszcze zdolniejszych od siebie.

          Pozytywną cechą jest jednak coś innego, dziecko spotyka dzieci podobne do
          siebie, dla których istotne jest kiedy kakao szybciej wystygnie: czy gdy
          posłodzi się je na początku, czy tuż przed wypiciem.
          Przeciętny kolega nie interesuje się takimi problemami
          i dzieciak nie ma czasem z kim pogadać,
          zaczyna się czuć odrobinę "wyobcowany"
          (oczywiście, jeśli nie ma jakiegoś kółka matematycznego, czy odpowiednika).


          > 6. łączy przyjemne z pożytecznym
          To samo z piłką nożną.
          • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 11:55
            6. łączy przyjemne z pożytecznym
            > To samo z piłką nożną.

            Ale my tu rozmawiamy o dziecku uzdolnionym matematycznie, a nie o dzieciach
            ogólnie.
        • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 12:12
          d.wludyka napisała:

          > 5 argumentów że takie rozwijanie jest w INTERESIE DZIECKA-dzieki !
          >
          > Pierwsze, które przyszły mi do głowy:
          > 1. dziecko nie nudzi się na lekcjach- odp: ale tu dziecko jest w pierwszej
          klasie (1 miesiac i 24 dni)- skad wiadomo ze dziecko sie nudzi ? to jest
          założenie rodziców,że skoro sprawnie liczy TO NAPEWNO się nudzi. Z tego co ja
          wiem przez 3 lata jest nauczanie zintegrowane i jako takiej matematyki nie ma-
          bardzo trudno się dziecku na tych lekcjach nudzić (bo matematyka jest
          przemycana w przyrozie, w polskim w piosenkach itp, nie ma klasycznych
          rachunkow, są ale potem). Proponuje zapytać dziecka czy się nudzi na
          lekcjach. Moje choć jest bardzo zdolne NIGDY się nie nudzi, bo zawsze coś dla
          siebie znajduje interesujacego, nawet jak coś już umie, zna itp.- wydaje mi się
          że dzieci naprawde zdolne NIE NUDZĄ sie z zasady na tym własnie polegają ich
          zdolności.
          > 2. rozwija się, - odp; A kto powiedział że robienie zadań o 3 lata do przodu
          lepiej rozwija niż lepienie z plasteliny, czytanie książek, granie w piłke, czy
          bawienie się w dom z koleżankami ? Czemu akurat nauczenie sie co to jest
          kwadrat z liczby 2, w wieku lat 7 ma być lepsze niż w wieku 10 lat ? No a
          misiami w wieku 10 lat to juz raczej trudno sie bawić (choć niektórzy pewnie
          bawili by się i z 40 na karku...). Potegowania i innego pola trojkata i tak
          dzieciak sie nauczy (a w wieku lat 7 i tak w praktyce tego nie użyje, ktoś to
          nieżle pomyśłał że w wieku 7 lat uczymy sie jakie zwierzatka zyja w lesie a w
          wieku 11 jak powstaje czlowiek. Radosci z zabawy misiem czy rysowania
          pierwszych szlaczkow juz później sie nie nadrobi...Jesli nie pozwoli sie byc
          dziecku byc dzieckiem w wieku lat 7, to za 20-30 lat to zaprocentuje...
          > 3. ma pasję, hobby (wbrew pozorom matematyka to świetne hobby, moim też była
          > więc wiem co piszę), a ludzie, którzy mają psaję to zwykle ludzie szczęśliwi

          odp : a czy to ze dziecko szybciej liczy to znaczy ze to jest jego pasja ? Na
          razie to mi wyglada na pasje mamy (no bo to fajnie tak pochwalic sie ze
          dzieciak taki madry, wiem co pisze bo moje tez liczylo szybko i strasznie mnie
          to "rajcowalo" jak tak poisywalismy sie we dwoje-no nic naszczescie potem
          zmadrzalam !). Jesli matematyka ma byc pasją to i tak będzie ! niekoniecznie
          już teraz w wieku 7 lat, kiedy dziecko ma poznawać RÓŻNE rzeczy. A może on
          bedzie wolał spiewać, a może będzie wolał interesować się piłką nożną, a może
          tak naprawde to jest humanista (choc dobrze liczacy)- DZiecku trzeba spokojnie
          dać się zaznajomić z nauką w szkole-niech spokojnie, bez nerwow poznaje rozne
          rzeczy, po co go wtlaczac w jakis mit ze jest zdolny matematycznie itp A jak
          za dwa lata gdy zaczna sie trudne rzeczy,okaze sie ze liczyc to on umie szybko,
          ale dalej to juz jest kiepsko. Czy chcecie dziecko narazic na takie
          rozczarowania. PO CO ?
          > 4. wie, że ma wsparcie w rodzicach (szczególnie w tym wieku trudno byłobymu
          > rozwijać swoje zdolności samemu)

          odp : wsparcie rodzicow, to jest to ze mozna sie przytulic, wyplakac,
          powiedziec ze "Kuba jest gupi" itp dziecku 7 letniemu bardziej zalezy na tym
          aby mama poczytala mu na dobranoc, chyba troche mniej aby znosila stosy zadan
          matematycznych...

          pozniej-to co innego. zamiast zapewniac mu teraz jakies totalnie
          niedostosowane do wieku wsparcie, lepiej np odkladac pieniadze na jego
          pozniejsza edukacje, kiedy za 3-4 lata okaze sie ze rzeczywiscie ma do czegos
          talent, bedzie mozna go wspierac w madry i rozsadny sposob-od 3 klasy sa juz
          konkursy matematyczne np Kangur-niech probuje

          > 5. nabiera pewności siebie (to, że nie potrafi jeszcze pięknie kaligrafować i
          > płynnie czytać nie oznacza, że jest głąbem kapuścianym - poradził sobie z
          > trudnym zadaniem to i z tymi 32 literkami da sobie radę, najwyżej zajmie mu
          > trochę więcej czasu)

          odp : a niby jaki jest zwiazek miedzy robieniem tysiaca zadan z 3 klasy w wieku
          7 lat a pewnoscia siebie ? pewnosc siebie zdobywa sie poprzez fajne kontakty z
          rowiesnikami, poprzez wszechstronny rozwoj, poprzez różne sukcesy i w
          matematyce ale i w "pluciu na odleglosc". Dzieci 7 letnie sa bardziej pewne
          siebie, bo pozwoli im sie zrobic pierwsza samodzielna kanapke niz dlatego ze
          rozwiazaly n-te zadanie z klasy wyzej.

          > 6. łączy przyjemne z pożytecznym
          odp:

          no i to jest sedno:

          dla mnie to kompletnie nie jest przyjemne (bo dziecko może się lubić uczyć, ale
          w wieku 7 lat lubi się uczyć wszystkiego, poprostu lubi szkole, ale jako
          miejsce poznawania nowych rzeczy, kolegow, jako mozliwosc pobycia w innym niz
          dom miejscu itp itd, z pewnością robienie stosów zadań nie sprawi dziecku 7
          letniemu przyjemnosci..), ani pożyteczne-bo każdy wiek ma swoje prawa-a w wieku
          7 lat dziecko powinno poznawać możliwie dużo róznych rzeczy, być nakierowanym
          przez mądrych rodziców na roznorodne rzeczy, no i nie powinno być utwierdzane w
          przekonaniu ze jest ZDOLNE, bo jak nie jest, to dopiero bedzie nieszczescie !
          (może umie szybciej liczyć, ale może tak naprawde jest bardzo przecietne, bo w
          wieku 7 lat to naprawde trudno ocenic ze dziecko ma zdolnosci matematyczne)

          Mój syn jak miał 3 lata to znał wszystkie marki samochodów i umiał nazwać każdy
          przejeżdzający samochód, no cóż też mi się wydawało że mam geniusza ! No i co ?
          no i pstro. Zdolny jest, ale to tylko tyle. Poza tym jest leń, no i fajnie
          (choc czasem ta jakbym mu przylala...), jeszcze się zdąży napracować, a
          dzieciństwo i wspomnienia tego już nikt mu nie odbierze, to jest prawdziwy
          kapital na fajne dorosle zycie, niekoniecznie to ze w wieku lat 7 umie
          wyciagnac pierwiastek z liczby 16....

          Zdolne dziecko da sobie rade- NIC NA SIŁE- bo można tylko unieszczęśliwic !
          • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 12:42
            W zasadzie się zgadzam,
            w poście obok odpowiedziałam w podobnym sensie tyle, że "przez przykład".
            Z jednym się jednak nie zgodzę:

            > od 3 klasy sa juz
            > konkursy matematyczne np Kangur-niech probuje
            W zasadzie jestem przeciw konkursom.
            1. To łechta ambicje rodziców, a to niedobrze.
            2. Najzdolniejsze dzieci mają potem kłopot,
            dobre miejsce w konkursie rodzi zazdrość wśród rówieśników,
            a to utrudnia życie.
            Na pewno czym wyżej tym gorzej,
            nie wiem jaka forma konkursu była by bezpieczna dla dzieci:
            likwidacja wyższych etapów,
            likwidacja ogłaszania wyników (ale taki kokurs jest wtedy bez sensu),
            czy może ktoś wymyśli inne sposoby...
            • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 13:01
              kaczka.kwaczka napisała:

              > W zasadzie się zgadzam,
              > w poście obok odpowiedziałam w podobnym sensie tyle, że "przez przykład".
              > Z jednym się jednak nie zgodzę:
              >
              > > od 3 klasy sa juz
              > > konkursy matematyczne np Kangur-niech probuje
              > W zasadzie jestem przeciw konkursom.
              > 1. To łechta ambicje rodziców, a to niedobrze.

              eee, niekoniecznie to zalezy jak sie do tego podejdzie, jak z góry zakłada się
              że nie chodzi o wynik ale o tzw "udział" to jest OK

              zresztą w szkole non stop są jakieś konkursy, a to plastyczny, a to na
              wykonanie kolęd, a to matematyczny, a to fotograficzny, a to na opis ulubionej
              ksiązki (to wszystko autentyki z zeszlego roku, w ktorych bral udzial mój syn)-
              no i chodzi właśnie o to aby jedno dziecko zwyciezylo w jednym, a drugie w
              drugim, no i też o to aby umiało i zwycieżać ale też "tylko brać udział". To
              jest bardzo fajne. Są konkursy do ktorych dzieci są typowane przez nauczycieli
              (taki Kangur wlasnie), a sa do ktorych dzieci zglaszaja sie same wedlug
              zasady "śpiwać każdy może", no i super.

              Ambicje rodziców są na początku, kiedy każdy szkolny sukces, rajcuje itp, potem
              to już spływa jak woda po kaczce, bo poprostu fizycznie nie da się być cały
              czas nastawionym na życie dziecka, mnie przeszło w 3 klasie, tak na poczatku.
              Przez 2 pierwsze lata, to bardzo sie emocjonowalam kazdym sukcesem i porazka,
              no coz teraz sie ciesze, ale juz tak ogolnie-szkola to jednak glownie sprawa
              syna nie moja (choc teraz jeszcze na poczatku, troche pomagalam, bo akurat 4
              klasa troche sie pozmienialo w systemie uczenia...)


              > 2. Najzdolniejsze dzieci mają potem kłopot,
              > dobre miejsce w konkursie rodzi zazdrość wśród rówieśników,
              > a to utrudnia życie.

              nie, wlasnie to ze kazde dziecko ma szanse sie wykazac, niweluje te roznice.
              no ale oczywiscie, szkola taka roznorodnosc musi zapewnic oraz atmosfere aby
              dzieci chcialy sie zglaszac. U syna w klasie, bylo zawsze za duzo chetnych.

              > Na pewno czym wyżej tym gorzej,
              > nie wiem jaka forma konkursu była by bezpieczna dla dzieci:
              > likwidacja wyższych etapów,
              > likwidacja ogłaszania wyników (ale taki kokurs jest wtedy bez sensu),
              > czy może ktoś wymyśli inne sposoby...

              Nie zgadzam sie. Nie spotkalam w swoich "szkolnych" doswiadczeniach (4 rok)
              rodzicow ktorzy inaczej traktowaliby takie konkursy niz zabawe-wiec mozna i tak-
              naprawde mozna sie bawic razem z dziecmi i cieszyc jak ladnie recytuja ale i
              jak "posypią sie" ze az cała sala ryczy ze śmiechu (klasa mojego syna ciagle
              robiła jakieś przedstawienia na konkurs, i to zdarzało sie bardzo czesto...) .
              A jak ktos ma chorobliwe ambicje, to i tak je bedzie rozwijal, jak nie w
              szkole, to posylajac dziecko na konkursy "Malej Miss"...
              • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 14:34
                > > W zasadzie jestem przeciw konkursom.
                > > 1. To łechta ambicje rodziców, a to niedobrze.
                > eee, niekoniecznie to zalezy jak sie do tego podejdzie,
                > jak z góry zakłada się że nie chodzi o wynik ale o tzw "udział" to jest OK
                Zgadzam się, ale jak zrobić, żeby wszyscy z góry zakłądali, że chodzi o udział
                a nie o wynik ?

                > zresztą w szkole non stop są jakieś konkursy, a to plastyczny, a to na
                > wykonanie kolęd, a to matematyczny, a to fotograficzny, a to na opis
                > ulubionej ksiązki
                > ..chodzi właśnie o to aby jedno dziecko zwyciezylo w jednym, a drugie w
                > drugim, no i też o to aby umiało i zwycieżać ale też "tylko brać udział".
                To podejście mi się podoba, ale chyba skuteczne tylko u młodszych dzieci.
                A co potem ? Wiem co powiesz: potem się będę martwić.

                > Ambicje rodziców są na początku,
                Chyba nie, mi się wydaje, że na odwrót: apetyt rośnie wraz z jedzeniem.

                > > 2. Najzdolniejsze dzieci mają potem kłopot,
                > > dobre miejsce w konkursie rodzi zazdrość wśród rówieśników,
                > > a to utrudnia życie.
                > nie, wlasnie to ze kazde dziecko ma szanse sie wykazac, niweluje te roznice.
                Zmniejsza te różńice - TAK, ale nie likwiduje ich.
                Wielu rodziców/nauczycieli uważa, że matematyka jest ważniejsza,
                bo to potem na egzaminach itd... ,
                to powoduje "pdkręcanie" dzieci przez rodziców,
                a na końcu zawić słabszych dzieci,
                które nie mogą dorównać tym zdolniejszym.

                > > Na pewno czym wyżej tym gorzej,
                > > nie wiem jaka forma konkursu była by bezpieczna dla dzieci:
                > > likwidacja wyższych etapów,
                > > likwidacja ogłaszania wyników (ale taki kokurs jest wtedy bez sensu),
                > > czy może ktoś wymyśli inne sposoby...
                > Nie zgadzam sie. Nie spotkalam w swoich "szkolnych" doswiadczeniach ....
                Po prostu nie masz racji. Dobry wynik na prawdę może zaszkodzić.
                Ja bym zabroniła wywieszania list z wynikami: konkursów, klasówek, egzaminów i
                kolokwiów, praktycznie na każdym poziomie.
                Uczniowi powinno wystarczyć: jego wynik, i np. średnia.
                NIe powinien znać wyników kolegów, chyba , że sami powiedzą.

                > A jak ktos ma chorobliwe ambicje, to i tak je bedzie rozwijal, jak nie w
                > szkole, to posylajac dziecko na konkursy "Malej Miss"...
                Tu nie tylko o rodziców chodzi z tym nie pokazywaniem wyników,
                i nie tylko o ambicje.
                • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 15:01
                  kaczka.kwaczka napisała:

                  > > > W zasadzie jestem przeciw konkursom.
                  > > > 1. To łechta ambicje rodziców, a to niedobrze.
                  > > eee, niekoniecznie to zalezy jak sie do tego podejdzie,
                  > > jak z góry zakłada się że nie chodzi o wynik ale o tzw "udział" to jest O
                  > K
                  > Zgadzam się, ale jak zrobić, żeby wszyscy z góry zakłądali, że chodzi o
                  udział
                  > a nie o wynik ?

                  a co cie obchodza "wszyscy" ? ty tak zakladaj
                  >
                  > > zresztą w szkole non stop są jakieś konkursy, a to plastyczny, a to na
                  > > wykonanie kolęd, a to matematyczny, a to fotograficzny, a to na opis
                  > > ulubionej ksiązki
                  > > ..chodzi właśnie o to aby jedno dziecko zwyciezylo w jednym, a drugie w
                  > > drugim, no i też o to aby umiało i zwycieżać ale też "tylko brać udział".
                  >
                  > To podejście mi się podoba, ale chyba skuteczne tylko u młodszych dzieci.
                  > A co potem ? Wiem co powiesz: potem się będę martwić.

                  znaczy ze co potem ? potem to juz dziecko samo decyduje, czy bierze udział i
                  to jego broszka, czy jest zbyt ambitne, czy umie pogodzić się z porażka (jak
                  rodzice mieli powyżej opisany stosunek, to dziecko specjalnie nie przeżyje jak
                  mu się raz czy drugi noga podwinie)- no ale potem to naprawde ambicje rodzicow
                  sa nieistotne, wazne sa tylko ambicje dziecka.
                  >
                  > > Ambicje rodziców są na początku,
                  > Chyba nie, mi się wydaje, że na odwrót: apetyt rośnie wraz z jedzeniem.
                  >
                  no ja napisałam o sobie. Poprostu nie fascynują mnie już te wszystkie piatki i
                  szóstki, a kiedyś o jak najbardziej, potrafiłam obdzwaniać pół rodziny...

                  nie przezywam tez juz jak cos nie wyjdzie, ot jutro tez jest dzien...

                  > > > 2. Najzdolniejsze dzieci mają potem kłopot,
                  > > > dobre miejsce w konkursie rodzi zazdrość wśród rówieśników,
                  > > > a to utrudnia życie.
                  > > nie, wlasnie to ze kazde dziecko ma szanse sie wykazac, niweluje te rozni
                  > ce.
                  > Zmniejsza te różńice - TAK, ale nie likwiduje ich.
                  > Wielu rodziców/nauczycieli uważa, że matematyka jest ważniejsza,
                  > bo to potem na egzaminach itd... ,
                  > to powoduje "pdkręcanie" dzieci przez rodziców,
                  > a na końcu zawić słabszych dzieci,
                  > które nie mogą dorównać tym zdolniejszym.

                  zawisc to czesc zycia, trzeba i z nia sobie radzic. aczkolwiek ja jakos dzieki
                  bogu jej nie doswiadczylam, moze dlatego ze tak samo otwarcie traktuje rozne
                  sukcesy (no przeciez nie bede sie kryc ze sie nimi ciesze), jak i porazki
                  (przeciez nie bede robic na sile dobra mine do zlej gry, wiadomo ze czlowiek
                  sie smuci jak mu nie wyjdzie). jakos to chyba powoduje ze rzadko spotykam sie
                  z zazdroscia czy zawiscia (poz kilkoma przypadkami na forum...)

                  >
                  > > > Na pewno czym wyżej tym gorzej,
                  > > > nie wiem jaka forma konkursu była by bezpieczna dla dzieci:
                  > > > likwidacja wyższych etapów,
                  > > > likwidacja ogłaszania wyników (ale taki kokurs jest wtedy bez sensu
                  > ),
                  > > > czy może ktoś wymyśli inne sposoby...
                  > > Nie zgadzam sie. Nie spotkalam w swoich "szkolnych" doswiadczeniach ....
                  > Po prostu nie masz racji. Dobry wynik na prawdę może zaszkodzić.
                  > Ja bym zabroniła wywieszania list z wynikami: konkursów, klasówek, egzaminów
                  i
                  > kolokwiów, praktycznie na każdym poziomie.
                  > Uczniowi powinno wystarczyć: jego wynik, i np. średnia.
                  > NIe powinien znać wyników kolegów, chyba , że sami powiedzą.
                  >
                  No ale dlaczego ? mnie to tam specjalnie ani nie depremuje ani nie denerwuje
                  ze ktos jest ode mnie czy od mojego dziecka lepszy (ani gorszy). Nigdy tez
                  jakos nie mialm problemu, z tym ze jak mi cos nie wyszlo aby o tym mowic. To
                  przeciez jest ludzkie. To ukrywanie i jakas tajnosc rodzi zawisc i
                  podejrzenia. Cos widze ze duza wage przywiazujesz do reakcji i opinii innych.

                  Wiesz ja jestem "panna z dzieckiem" i nigdy ale to przenigdy nie spotkalam sie
                  z jakimkolwiek afrontem czy czyms w tym rodzaju, ale tylko dlatego ze zawsze o
                  tym "fakcie" mowie otwarcie i nigdy nic nie ukrywalam. Dlatego nigdy nie
                  stanowilo to dla nikogo "tematu"-bo nie robilam z tego sekretu.

                  Czemu ktos kto odnosi sukcesy ma je ukrywac ? czemu ma mu to zaszkodzic ?
                  Wlasnie ze chwalmy się, badzmy dumni ze swoich dzieci i ich osiagniec, ale
                  umiejmy też dawać sobie rade gdy coś pójdzie nie tak. takie jest życie.

                  > > A jak ktos ma chorobliwe ambicje, to i tak je bedzie rozwijal, jak nie w
                  > > szkole, to posylajac dziecko na konkursy "Malej Miss"...
                  > Tu nie tylko o rodziców chodzi z tym nie pokazywaniem wyników,
                  > i nie tylko o ambicje.

                  Ja nigdy nie mialm nic do ukrycia, wiec powiem szczerze ze twoj sposob myslenia
                  jest mi totalnie obcy. Ja tam zazwyczaj mowie co mysle, a mysle co mowie. Jak
                  mam syna prymusa to sie nim chwale, ale jak jest traba i cos zawala na wlasne
                  zyczenie to tez o tym mowie. Sama bylam zawsze dobra,i znam swoja wartosc
                  (DUZA !) jakos zle na tym nie wyszlam.

          • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 13:24
            Krótko, bo nie chcę tworzyć kolejnej epistoły

            Nie twierdzę absolutnie, że matematyka jest lepsza od innych zainteresowań, ale
            nie zgadzam się też, że jest gorsza od lepienia z plasteliny, piłki nożnej,
            misiów, plucia na odległość czy innych. Zresztą jedno nie wyklucza drugiego -
            ewentualne kółko matematyczne to tylko 1 godz. tygodniowo, jest jeszcze mnóstwo
            czasu na inne rzeczy, wystarczy mniej czasu spędzać przed telewizorem.
            A skoro chłopak to lubi, a nie sądzę żeby w innej sytuacji mama szukała tu
            porady, to dlaczego mu zabraniać i doszukiwać się wygórowanych ambicji
            rodziców?
            Wspieranie dziecka poprzez przytulenie, poczytanie książki, rozmowę nie
            wyklucza wspierania dziecka poprzez pomoc w rozwoju zainteresowań.
            Częściej niestety zdarza się, że dziecko nie dostaje ani takiego ani takiego,
            żeby zauważyć zainteresowania dziecka trzeba poświęcić mu najpierw trochę czasu.

            Czy gdy Twój syn interesował się samochodami nie kupowałaś mu kart z
            samochodami różnych marek, samochodzików, książeczek (nie wiem co jeszcze, to
            nie moja domena)?

            Co do stosów zadań to u mnie jest tak - nie dość, że muszę
            kupować/drukować/rysować czy wymyślać w innej formie to jeszcze muszę dokładnie
            sprawdzać (cwaniara specjalnie czasami coś pominie żeby zobaczyć czy sprawdzam
            dokładnie) zapewniam Cię, że aż taka pracowita nie jestem żeby dla zaspokojenia
            własnych ambicji dodawać sobie tyle roboty, ale skoro córa chce to jej nie
            odmówię, poza tym fajnie się przy tym bawimy. I nie uważam że mam dziecko
            genialne, raczej pracowite i trochę zdolne.
            A czy wsparcie jest adekwatne do potrzeb ocenić można tylko znając dokładnie
            całą sytuację, kilka postów to chyba za mało.

            Zauważcie jeszcze jedną rzecz w 1-klasie są dzieci ze stycznia i z grudnia.
            Wydaje mi się, że szczególnie w pierwszym roku nauki to baaaardzo duża różnica.

            Taka jest moja opinia, nie każdy musi się z nią zgadzać ale zrozumcie, że nie
            wszystkie dzieci są jednakowe i to co znakomicie sprawdza się u jednego może
            być zupełnie bez sensu u drugiego, nawet w tej samej rodzinie.


            • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 13:47
              jeżeli zainteresowania się pojawiają, czyli dziecko wykazuje inicjatywe TO TAK
              WSPIERAC< WSPIERAC I JESZCZE RAZ WSPIERAC ! sami zaliczylismy i lekcje judo i
              siatkowke, kupowałam różne ksiazki np o dinozaurach, bo byl taki czas. Do tej
              pory pokój mamy oblepiony mapami-bo był okres fascynacji grami typu "stolica
              Brazylii jest...", mamy kolekcje 2567 plakatow pilkarskich itp itd.

              Ale ja wspierałam zainteresowania syna, wiedzac ze dzis jest fascynacja
              stolicami, a za dwa miesiace, beda to dinozaury albo inne Pokemony (no też
              były !!) nigdy nie było to w odwrotnej koleności, i zbyt "na serio" tzn nie
              myslalam sobie, skoro zna wszystkie stolice w Europie to ma uzdolnienia do
              geografii, co tu zrobic aby rozwinac u niego te zdolnosci. Moze od razu
              zapisac go na zjecia na wydziale Geografii ?

              Poprostu dzieci 7 letnie, dziś szybko liczą i jakoś tym się na chwilę
              zafascynują a jutro okazuje się że od liczenia wolą balet. No i OK, niech
              sobie liczą, niech mama dostarcza słupki (sama tak robilam, bo syn też miał
              taki okres że to mu sprawialo autentyczna frajde, tez pól roku przerabiał
              zadania z kangura- i kazał mi je sprawdzać) tylko nie można z tego wyciągać
              wniosku, że mamy jakieś uzdolnione jednokierunkowo dziecko, i że coś z tego
              szybkiego liczenia wynika. Bo naprawde nie wynika NIC. W zeszlym roku matma,
              go fascynowala, a w tym roku postanowil ze zostanie dziennikarzem sportowym i
              zapisuje już 3 zeszyt z kolei, artykulami o meczach. No i co czy ja mam juz
              starac sie o posade w "Przegladzie Sportowym " ?

              poprostu doradzam troche wiecej luzu
              • d.wludyka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 14:08
                No wreszcie się zrozumiłyśmy, chodziło mi o to samo
                • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 14:18
                  d.wludyka napisała:

                  > No wreszcie się zrozumiłyśmy, chodziło mi o to samo

                  no to się cieszę...

                  dodam jeszcze że mój syn ostatnio przeżył lekki dramat, jakoś sam sobie wmówił
                  że jest uzdolniony sportowo (bo wszyscy piali jak pieknie pływa, jak jeździ
                  super na nartach (co jest akurat prawdą), bo mu sie wydawało ze super gra w
                  nogę, bo dużo o sporcie wie, no to taki jest SPORTOWIEC och i ach)-ja go nie
                  utwierdzałam w tym przekonaniu, ale też i nie wyprowaddzałam z niego. A tu na
                  WF-ie wyszło że w bieganiu był przedostatni, a skok w dal też jakoś
                  niekonieznie, dostał 2 czwórki. Dramatu nie ma bo syn z tych twardszych i
                  nie "desperujacych", ale widzę ze trochę się ździwił, że nie jest znowu taki
                  orzeł...no i dzięki Bogu, bo lepiej niech to zrozumie dziś, niż ma potem mieć
                  poważniejsze rozczarowania. Ja z Wf-u też zawsze byłam ofiara, widocznie to
                  geny. Skwitowalismy ze 4 to dobry stopien, a poprostu nie kazdy we wszystkim
                  musi byc najlepszy, i tyle.
              • xxxinkaxxx Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 15:40

                z reguly tego nie robie, zeby nie zaostrzac dyskusji i psuc atmosfery, ale tym
                razem zrobie wyjatek- glownie dlatego ze nie podobaja mi sie przytyki w
                stylu "syndromu genialnego syna" i "ambicji mamusi"

                agatka_s napisała:

                jeżeli zainteresowania się pojawiają, czyli dziecko wykazuje inicjatywe TO TAK
                > WSPIERAC< WSPIERAC I JESZCZE RAZ WSPIERAC ! sami zaliczylismy i lekcje judo
                > i
                > siatkowke,

                czyli... lekcje judo i siatkowki sa cacy, ale kolko matematycznie jest be?
                dlaczego zakladasz, ze moje dziecko nie chce chodzic na zajecia z matematyki
                rownie chetnie jak Twoje na chor?

                i jeszcze Twojemu synowi nie szkodza dodatkowe zajecia w szkole prywatnej ale
                mojemu 1 godz matematyki dodatkowo zabierze szczesliwe dziecinstwo?
                nie przypominam sobie abym kiedykolwiek, gdziekolwiek stwierdzila, ze moj syn
                MUSI chodzic na dodatkowe zajecia bo JA tak chce....

                Moj syn akurat rownie chetnie biega na treningi pilki noznej, jak i na lekcje
                szachow (z grupa 11-sto latkow), a kiedy szukalam dla niego tych zajec to tez
                bylam posadzona o spelnianie wlasnych ambicji, bo podobno niemozliwe jest zeby
                7-mio latek z wlasnej woli chcial grac w szachy....

                dzieci sa rozne, jedne chca spiewac i zbierac plakaty, inne liczyc i grac w
                szachy ...
                jak widac rodzice tez sa rozni, jedni poradza, podpowiedza; inni oceniaja i
                pouczaja

                pozdrawiam
                • agatka_s Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 16:01

                  Przepraszam jesli odebralas to osobiscie, moje wypowiedzi to juz bylo
                  bardziej jako taka ogolna dyskusja "na temat"- nie konkretnie o
                  Twoim "przypadku". Ale oczywiscie moglas tak to odebrac-za co raz jeszcze
                  przepraszam. Nie mialam złych intencji, a napewno nie chcialam pouczac czy
                  oceniac, raczej podzielic sie swoimi doswiadczeniami.
                  >
                  >
                  • xxxinkaxxx Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 18:07
                    skoro tak, to ok, nie ma sprawy, ja tez przepraszam za ostry ton....
                    rzeczywiscie, odebralam to conieco osobiscie smile

                    dam znac jak potocza sie losy "matematycznej przygody"

                    pozdrawiam

                    INKA
      • kaczka.kwaczka Re: czy to są "zdolności matematyczne"/jak je roz 24.10.05, 12:11
        > co dobrego dla dziecka ma z tego "rozwijania zdolności matematycznych"
        > wyniknąć ?
        Klka argumentów za i przeciw, podałam w odpowiedzi na inny post 2 "tematy"
        niżej.

        > Przepraszam ale mam wrażenie że takie "rozwijanie" służy tylko zaspokajaniu
        > ambicji rodziców, ale może nie mam racji.
        Niestety bardzo często tak jest, masz rację,
        ale na szczęście nie zawsze tak jest.

        > Proszę więć podać jakie DZIECKO,
        > odnosi korzyści z tych kółek w 1 klasie, ITS-ów, książek do matematyki z
        > programem o 2 klasy do przodu, stosów łamigówek matematycznych, nauczycieli
        > przygotowywujących specjalne zadania itp itd ?
        1. Robi co lubi.
        2. NIe czuje się wyobcowane, jeśli spotka na kółku kilku pdobnych do siebie.
        3. Spędza dość bezpiecznie czas.

        > Jest szczęśliwsze ?
        >
        > 5 argumentów że takie rozwijanie jest w INTERESIE DZIECKA-dzieki !
        NIe znalazłam 5 argumentów.

        Mój wniosek:
        Nauczanie na zwyczajnych lekcjach powinno brać pod uwagę istnienie
        zdolniejszych dzieci,
        książki powinny zawierać również trudniejsze zadania właśnie dla takich uczniów
        (i zawierają).
        Kółka matematyczne powinny isnieć w szkole,
        powinny być w pełni dobrowolne,
        i powinny być rzadko, np. raz na miesiąc, by nie przeciążać dzieci,
        lecz wydaje mi się, że jednak dla dzieci starszych niż 7 lat,
        za to chyba nie koniecznie dla dzieci w równym wieku.
    • xxxinkaxxx ogólnie... 24.10.05, 12:38
      .... chyba niektóre mamy nieco poniosło....

      kto powiedział,że chodzenie na kółko matematyczne albo rozwiązywanie zadań z
      wyższego poziomu wyklucza grę w piłkę, zabawę i dobre kontakty z
      rówieśnikami??????????????
      • agatka_s Re: ogólnie... 24.10.05, 13:26
        xxxinkaxxx napisała:

        > .... chyba niektóre mamy nieco poniosło....
        >
        > kto powiedział,że chodzenie na kółko matematyczne albo rozwiązywanie zadań z
        > wyższego poziomu wyklucza grę w piłkę, zabawę i dobre kontakty z
        > rówieśnikami??????????????


        pewnie nie wyklucza, ale w dużej mierze ogranicza...

        znam troche rozklad dnia takiego pierwszaka, no i po odrobieniu lekcji,
        zjedzeniu obiadu, tego wolnego czasu nie ma juz tak wiele. A jeszcze jakiś
        jezyk, a jeszcze kolko, no i jest poprostu ciezko....

        Przeszlam przez to:

        Moj syn spiewa w chorze (sam o tym zdecydowal, kiedy zostal wytypowany, jako
        majacy sluch i bardzo to lubi, musi lubic skoro juz 4 rok chodzimy 2 razy w
        tygodniu po 2-3 godziny i jeszcze nigdy nawet nie mialknal ze mu sie nie
        chce...), chodzil na basen (bo ma plaskostopie, poczatkowo uwielbial potem mu
        przeszlo, teraz czasem pojdzie ale tak dla towarzystwa, zabawy), i dodatkowy
        angielski (bardzo tego nie LUBI !!!!) przez 3 lata. Teraz zmienilismy szkole
        na prywatna i z zajec dodatkowych zostal nam juz tylko chor, bo i basen i
        angielski (4 razy w tygodniu) jest juz w szkole. Syn ma nareszcie czas ! I
        wcale nie poswieca go na nic intelektualnego (poza pochlanianiem ton ksiazek,
        ale to robi tak mimochodem: i w toalecie, i w samochodzie i idac po zakupy
        (czyta zakupiona Wyborcza)), dzieki Bogu to co w szkole zupelnie mu wystarcza-
        czas wolny wykorzystuje na swoje hobby pilka nozna, na podworko (koledzy), na
        sluchanie muzyki (2-gie hobby), na zabawe sam ze soba (straszne jakie wrzaski
        odchodzą wtedy, chyba coś militarnego odchodzi...), na komputer.

        przez 3 lata poprzednie, raczej non stop bylismy w biegu...i z tym czasem dla
        siebie w trzech pierwszych klasach bylo naprawde ciezko, wiem co mówie. Dzis z
        takim doswiadczeniem chyba bym takiego czegos nie powtorzyla, no ale coz
        czlowiek tez dorasta. Pewnie aby miec taki stoicki stosunek do zajec
        dodatkowych, rozwijania uzdolnien i syndromu "mój syn to geniusz", trzeba
        wpierw swoje "odchorować".

        pozdrawiam


      • d.wludyka Re: ogólnie... 24.10.05, 13:39
        No faktycznie, za dużo mi się napisało, przepraszam, że nie zawsze na temat,
        słowo daję już się nie odezwę ale czasem nie mogłam nie odpowiedzieć.
        Pozdrawiam i życzę Tobie i synkowi dużo sukcesów.
        D.
        • xxxinkaxxx Re: ogólnie... 24.10.05, 15:41
          szczerze mówiąc akurat nie Ciebie miałam na myśli smile

          pozdrawiam
          • tarja30 niech dziecko robi co lubi 24.10.05, 16:51
            Jak pisalam wyzej moj syn tez jest z tych "zdolnych"ale jego zainteresowania to
            nie tylko czytanie,pisanie opowiadan czy liczenie...Pisze zainteresowania bo
            tak jest nikt nigdy go do niczego nie zmuszal.Wybral szkole muzyczna i ok skoro
            chcial to czemu nie.Jest pierwszoklasista gra na gitarze i bardzo to
            lubi,uwielbia w-f a w domu komputer.A wizyty w PPP to dla niego sama radosc
            przed wizytami ciagle mysli czy dostanie znowu jakies fajne zadania.On to
            uwielbia.W srode wyniki testow IQ i mysle ze na tym zakonczymy odwiedziny w PPP.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka