Witam Was gorąco, jestem tu nowa
Moja córka pół roku temu rozpoczeła nauka w pierwszej klasie. Od miesiąca w
szkole otworzono "sklepik"Córeczka, która dotąd była wychowywana wg
zasady "słodycze raz w tygodniu i w małych ilościach", codziennie prosi mnie
o pieniążki do sklepiku. Nie widze problemu, mała chyba uważa to jako krok w
dorosłość i przede wszystkim naśladuje koleżanki, które codziennie kupują w
nim coś słodkiego. Sęk w tym, że są w nim dostępne wyłącznie słodycze i
napoje. Nie chcę, by Mała codziennie jadła słodycze, zwłaszcza, że w sklepiku
są dostępne kolorowe żelki, pakowana wata cukrowa i tym podobne nafaszerowane
chemią rzeczy. Ustaliłysmy,że raz w tyg może kupic cos słodkiego, a w
pozostale dni soczek. Wszystko było ok do momentu, gdy zobaczylam,ze sklepik
oferuje trzy rodzaje napojow - cole, sprite, i czerwone "coś" w woreczku".
Wszelkie tłumaczenia dlaczego odmawiam sklepikowych zakupow koncza sie
placzem i awantura. Sklepik stał sie prawdziwa atrakcja wsrod pierwszakow i
córeczka jest pod ciąglym wplywem rowiesnikow.
Co radzicie, ulec i dawac codziennie kase na te świństwa? Dodam,ze w domu
nie domaga sie o słodycze, ogólnie nie przepadam za nimi.
Pozdrawiam