Dodaj do ulubionych

Szkolny sklepik

05.03.06, 20:11
Witam Was gorąco, jestem tu nowa wink

Moja córka pół roku temu rozpoczeła nauka w pierwszej klasie. Od miesiąca w
szkole otworzono "sklepik"Córeczka, która dotąd była wychowywana wg
zasady "słodycze raz w tygodniu i w małych ilościach", codziennie prosi mnie
o pieniążki do sklepiku. Nie widze problemu, mała chyba uważa to jako krok w
dorosłość i przede wszystkim naśladuje koleżanki, które codziennie kupują w
nim coś słodkiego. Sęk w tym, że są w nim dostępne wyłącznie słodycze i
napoje. Nie chcę, by Mała codziennie jadła słodycze, zwłaszcza, że w sklepiku
są dostępne kolorowe żelki, pakowana wata cukrowa i tym podobne nafaszerowane
chemią rzeczy. Ustaliłysmy,że raz w tyg może kupic cos słodkiego, a w
pozostale dni soczek. Wszystko było ok do momentu, gdy zobaczylam,ze sklepik
oferuje trzy rodzaje napojow - cole, sprite, i czerwone "coś" w woreczku".
Wszelkie tłumaczenia dlaczego odmawiam sklepikowych zakupow koncza sie
placzem i awantura. Sklepik stał sie prawdziwa atrakcja wsrod pierwszakow i
córeczka jest pod ciąglym wplywem rowiesnikow.
Co radzicie, ulec i dawac codziennie kase na te świństwa? Dodam,ze w domu
nie domaga sie o słodycze, ogólnie nie przepadam za nimi.

Pozdrawiamwink

Obserwuj wątek
    • aka10 Re: Szkolny sklepik 05.03.06, 21:58
      Witam!Ja bym osobiscie pieniedzy na slodycze nie dawala,jako,ze codzienne ich
      jedzenie nie jest dobre z zadnego punktu widzenia.Porozmawiaj z corka,daj jej
      ew. pieniadze w piatek na cos slodkiego.Codziennie bym nie dawala.Lepiej jablko
      zjesc niz kolejna sztucznie barwiona wate cukrowa.Pozdrawiam.
      • ibulka Re: Szkolny sklepik 05.03.06, 22:22
        Aka ma rację, ale z drugiej strony córka może czuć się źle, kiedy jej koleżanki
        będą kupować słodycze, a ona nie. Weź pod uwagę również to, że może podjadać od
        koleżanek - w szkole dzieci bardzo często dzielą się piciem czy jedzeniem.

        A może warto dawać jej do szkoły np. wafelka, jogurt, jakiś owoc?
        • zonaniezona1 Re: Szkolny sklepik 05.03.06, 22:48
          Ten problem mnie dotknął 6 lat temu- skapitulowałam . Grupa rówieśnicza była
          ważniejsza od moich - dostć restrykcyjnych zasad żywieniowych. Powiem tyle...
          nie umarł na niezdrowym jedzeniu. Ale do tej pory sie burzę na mylśl o tamtym
          sklepiku szkolnym.
    • martanana Re: Szkolny sklepik 05.03.06, 22:51
      O, nie spodziewalam sie tak szybkich odpowiedziwink
      Amelka codziennie przed szkołą zjada chętnie solidne śniadanko, a do szkoły
      dostaje jakąś przekąske. Owoc, 7daysa, jogurt czy drożdźówke. Jednak tu chodzi
      raczej o samą chęć kupowania samodzielnie i tak jak kolezanki, a nie o potrzebe
      jedzenia. Starsza córa ( 10 lat), która chodzi do tej samej podstawówki wogóle
      nie korzysta z usług sklepiku. Poprostu nie jest on atrakcją dla
      czwartoklasitki i jej rówieśniczek. Dzis przed pojsciem spac Mała
      rzekła: "Mamus tylko nie zapomnij mi zostawić pieniazkow na
      jutro".Powiedzialam,ze w lodowce czeka na nią Monte i moze tez wziac ze soba
      Konopersa jak chce i odrazu wojna;/nie wiem jak na nią wplynac, nie chce zeby
      jadla slodycze, ale tez nie chce,zeby czula sie zle, wiadomo jak dla 7latki
      wazne jest robienie tego co kolezanki. A co myślicie o tym,ze pogadac na
      najblizszym zebraniu z dyrektorka (rodzice moga sie umowic na indywidualne
      konsultacje) o propozycji wprowadzenia do sklepiku tez innych produktow?
      normalnych 100% sokow, moze drozdzowek czy chociaz gum do zucia.
      • zonaniezona1 Re: Szkolny sklepik 05.03.06, 22:58
        Niedawno mój syn pochwalił sie ,ze jako jedyne dziecko na przerwie jadł
        dożdzówkę a nie chipsy , batony i itd, Pani od religii też była tym faktem
        zadziwiona....
      • mamusia1999 Re: Szkolny sklepik 07.03.06, 10:23
        pomysl z prosba do dyrekcji jest dobry. podsune ci mniej "prywatny" argument.

        w wielu szkolach, szczegolnie podstawowych i nizszych klasach nauczyciele
        prosza nawet rodzicow, zeby nie dawali dzieciom na drugie sniadanie slodyczy.
        jest udowodnione, ze gwaltowne skoki insuliny w gore po zjedzeniu slodyczy i
        potem nagle w dol negatywnie wplywa na kondycje umyslowa, zdolnosc koncentracji.
        u nas pani prosila nawet zeby zamiast bialego pieczywa (proste weglowodany, jak
        cukier w slodyczach) dawac pelnoziarniste, ktore spala sie powoli i nie
        powoduje skokow insuliny.

        powodzenia
        • lola211 Re: Szkolny sklepik 07.03.06, 10:26
          > u nas pani prosila nawet zeby zamiast bialego pieczywa (proste weglowodany,
          jak
          >
          > cukier w slodyczach) dawac pelnoziarniste, ktore spala sie powoli i nie
          > powoduje skokow insuliny.

          Chetnie.Tylko niech pani jeszce namówi dziecko, by takie sniadanie zjadlo.Moje
          nie zje.
          Faktem jest, ze nie powinno dawac sie dziecku slodyczy do szkoly, chocby z tego
          wzgledu, ze inne nie maja i slinka im leci.
    • halpa Re: Szkolny sklepik 05.03.06, 23:22
      Moje dziecko też na poczatku 1 klasy(obecnie jest w 2) chętnie kupowało w
      sklepiku, aż do momentu kiedy wydał pieniądze na jakieś beznadziejne spray'e
      owocowe. Powiedziałam mu ,że na takie badziewie nie dostanie pieniązków,jesli
      chce słodycze to daję mu jakiegoś wafelka lub ciacha. Obecnie dostaje 50 gr
      lub 1 zł na jakiś drobiazg sklepikowy.Od momentu kiedy kolega jemu coś kupił
      postanowiłam dawać mu jednak pieniązki , aby nie wyszło, że on naciąga kolegów.
      . Nigdy jednak nie rozpaczał , gdy nie dostawał pieniędzy na słodkości.
    • roseanne Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 00:04
      czy rodzice maja jikokolwiek wplyw na to, co sprzedawane jest w sklepiku?
      bo ja mysle ze od tego nalezaloby zaczac

      zupelnie niedawno jeszcze szkoly amerykanh firm produkujacych napoje gazowane -
      nie bede podawac nazw, bo wiadomo o co chodzi - za to , ze szkola zgadzala sie
      na umieszczenie na terenie szkoly dystrybutory z napojami badz sprzedawane byly
      takowe w sklepikach szkolnych. Do czasu.... Rodzice zbuntowali sie. Z jednej
      strony tyle sie mowi o niepotrzebnych kaloriach i otylych dzieciach , z drugiej
      proponuje sioe wlasnie takie produkty w szkole. Dalo sie przekonac dostawcow by
      byly dostepne soki i woda butelkowa. Szkola nadal miala sponsorow, rodzice byli
      zadowoleni a dzieci spokojnie mogly cos kupic
      • gaika Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 00:48
        Roseanne, z ust mi to wyjęłaś. Oczywiście, ze to może i powinno zależeć od
        rodziców co sprzedaje się ich dzieciom w sklepiku szkolnym. Proponuję stworzyć
        koalicję z innymi rodzicami i udać się do dyrekcji.(Wcześniej poprosiłabym
        dietetyka o inspekcjęsmile Nie odpuściłabymwink
        • joanna9920 Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 08:06
          wydaje mi sie,że od rodziców powinno zależeć czy i na co dzieci wydają
          pieniądze.jeżeli ktos nie chce,żeby jego dziecko kupowało słodycze i napoje
          gazowane,niech nie daje mu pieniędzy
          • ibulka Re: do martanana 06.03.06, 15:40
            Tak, to też jest dobry pomysł - można wprowadzić do sklepiku również inne
            rzeczy. Zarówno w podstawówce, ak i w gimnazjum, do którego chodzi teraz 14,5
            letnia panna z mojej rodziny jest sklepik - można kupić w nim słodycze, chipsy,
            chrupki, wodę mineralną, napoje gazowane, zapiekanki, tosty, kawę i herbatę, a
            w tym gimnazjalnym bufecie również zeszyty, długopisy, w razie potrzeby
            podpaski. Takie rozwiązanie jest super.

            Poza tym - może Twoja córcia póki co jest tak zafascynowana nowym sklepikiem, a
            za jakiś czas jej przejdzie, tak jak starszej? smile
    • lola211 Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 15:52
      Moja córa tez chodzi do 1-szej klasy, sklepik, a jakze, jest.Dalam jej pare
      razy po 2 zł., bo zdarzylo sie, ze jakas kolezanka cos jej kupowala- nie
      chcialam , zeby ja "naciagala".Moje dziecie oczywiscie kupilo chipsy, jakies
      groszki , sprite.Jako ze zdarzylo sie to sporadycznie, nie rwe wlosów z głowy,
      ale na pewno nie chcialabym, zeby tak bylo codziennie.Nie daje jej kasy i nie
      marudzi wcale.Ale z kolei moje dziecko codziennie slodycze dostaje, tyle ze w
      domu.Jesli pozwalasz by dziecko codziennie kupowalo soczek, to wyjsciem moze
      byc rozmowa z wlascicielem sklepiku, zeby zamowil zgrzewke soku w kartonikach,
      Twoje dziecko na pewno wykupismile.Ja kiedys na wczasach tak zalatwilam dostawe
      moich ulubionych jogurtów- na drugi dzien juz były, wykupowalam sukcesywnie.
      Swoja droga- nie wiedzialam, ze drozdzowki takie zdrowe, mialam inne zdanie.
      • aka10 Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 16:48
        Ja tez uwazam,ze rodzice powinni zainteresowac sie tym sklepikiem.Zakazalabym
        zupelnie sprzedawania napojow gazowanych,jako,ze jest to tylko wlewanie w
        siebie pustych kalorii.Zlikwidowalabym cukierki,zelki,lizaki itp. swinstwa.
        Tego typu rzeczy mozna jesc w domu,jesli sie chce.
        W sklepiku bym zostawila kanapki,ew.drozdzowki , naturalne soki owocowe, mleko
        i owoce.Pozdrawiam.
        Ps.W czasach,kiedy tyle sie mowi o nadwadze,siedzacym trybie zycia,kiedy co
        drugie dziecko szkolne ma prochnice,sklepiki z cola i slodyczami powinny byc
        calkowice zakazane.Szczegolnie w klasach 1-6.
        • lola211 Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 17:16
          Taki sklepik to normalna dzialalnosc gospodarcza.Szkola ma z tego zysk-
          czynsz.A sprzedawca chcac zarobic ma w ofercie towar, ktory ma szanse "zejsc".A
          wiadomo, co lubia dzieci- owoce predzej zgnija, niz zostana sprzedane.

          • aka10 Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 17:21
            Czyli czyje dobro ma sie na wzgledzie?Na pewno nie dziecka.
            Ps.Gdyby nie bylo slodyczy,to moze by dzieci i owoce kupowaly?
            • lola211 Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 17:25
              Wlasciciel sklepiku ma na wzgledzie swoj interes.Mozna próbowac wplywac na
              szkole, by wynajmujac pomieszczenie stawiala warunki, ale moze sie wowczas
              okazac, ze nikt nie bedzie chcial dzialalnosci prowadzic, bo na owocach i
              mineralnej daleko nie zajedzie.
        • acorns Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 17:33
          > Zakazalabym
          > zupelnie sprzedawania napojow gazowanych,jako,ze jest to tylko wlewanie w
          > siebie pustych kalorii.Zlikwidowalabym cukierki,zelki,lizaki itp. swinstwa.

          Sprzedawanie napojów gazowych, cukierków, żelków i lizaków nie jest objęte
          koncesją, nie są to też towary dozwolone od 18 lat. Nie ma więc podstawy
          prawnej aby zakazywać ich sprzedaży na terenie szkoły.

          Poza tym moja córka podobnie jak ja może pić po 2 litry Coca Coli dziennie,
          zjadać po 5 lizaków, 3 paczki żelków, tabliczkę czekolady i nic jej nie będzie.
          Oczywiście nie spożywamy tego w takich ilościach ale możliwości mamy. Dlaczego
          więc takie dzieci mają być pozbawione możliwości zakupu tego w szkolnym
          sklepiku? Mnie jako rodzica nie obchodzi, że jedna koleżanka z klasy Młodej
          pierdzi śmierdząco po wypiciu coli, inny kolega sra na rzadko po żelkach a
          jeszcze inny kolega ma od nich zaawansowaną lustrzycę i wygląda jak wieprz na
          dzień przed zarżnięciem. To problem ich rodziców a nie mój, dlaczego więc to
          moje dziecko miałoby być poszkodowane? Jak ktoś ma problem z własnym dzieckiem
          to niech go rozwiązuje w domu a nie za pomocą nakładania restrykcji na szkolny
          sklepik. To nie sklepik jest odpowiedzialny za wychowanie dzieci. A jak sklepik
          przeniesie się do małego pawilonu obok budynku szkoły i rodzice będą mogli
          właścicielowi naskoczyć to co wtedy?
          • gaika Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 18:00
            acorns napisał:

            >Sprzedawanie napojów gazowych, cukierków, żelków i lizaków nie jest objęte
            >koncesją, nie są to też towary dozwolone od 18 lat. Nie ma więc podstawy
            >prawnej aby zakazywać ich sprzedaży na terenie szkoły.

            To nie chodzi o koncesje, tylko o to, ze dyrektor wydaje zgodę na prowadzenie
            takiej działalności na terenie szkoły. Może postawić warunki, które będą zgodne
            z wolą rodziców, bo szkoła to nie jednoosobowo zarządzany folwark.

            >To nie sklepik jest odpowiedzialny za wychowanie dzieci.

            Odpowiedzialni są przede wszystkim rodzice i dlatego mają prawo interweniować.

            >A jak sklepik
            >przeniesie się do małego pawilonu obok budynku szkoły i rodzice będą mogli
            >właścicielowi naskoczyć to co wtedy?

            Niech się przeniesie.
            • aka10 Re: Szkolny sklepik/Gaika 06.03.06, 19:15
              Popieram calkowicie.Pozdrawiam.
          • manderla Re: Szkolny sklepik 07.03.06, 12:34
            No właśnie! A co jesli pod szkolą za jakis czas pojawi sie dealer narkotyków i
            koleżnaka, która ma jakis tam "autorytet" u twojej córki bedzie chciała to
            spróbowac? To córka też? Tutaj jednak chodzi o pewne zasady wprowadzane przez
            rodzicow, a nie o sklepik i jego zawartość.
            U nas w szkole tez rodzice lamentowali nt. swińskiej waty cukrowej, chipsów itp.
            Protest poparłam, ale nie ze względu na mojego syna,bo jego te rzeczy nie rajcują.
            Co wcale nie znaczy ze nie chodzimy raz na ruski rok np. do McDonalds,bo młody
            akurat ma na to ochote,- z tym ze zawsze to sie odbywa pod hasłem : to co,
            idziemy dziś potruć sie tym psim zarciem?
            A pozatym , dlaczego dziecku ograniczac słodycze? Jesli zje czekolade, to czy to
            jest bardziej szkodliwe od batoników, rogali francuskich itp? nie sądze, wręcz
            odwrotnie. Ja swojemu nie żałuje - zęby ma super, z wagą tez nie problemu> A
            chemia teraz nawet w wodzie i ziemniakach jest. Zyć nie umierać!
            pozdrawiam
    • ibulka Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 19:15
      Acorns ma trochę racji - to rodzic jest odpowiedzialny za dziecko i jego
      wychowanie i nie można zabronić dyrekcji wprowadzenia sklepiku ze słodyczami...
      Nawet jeśli to nie jest zdrowe itd., to dyrekcji to zwisa, bo zysk jest.
      Ktoś wspomniał o tym, że owoce prędzej zgniją, niż zostaną wykupione. To
      prawda, bo ile jest dzieci w szkole, które zamiast chipsów kupią jabłko?

      Ale ja mam pomysł - taki został wprowadzony niedawno w podstawówce mojej
      koleżanki, konkretnie synka mojej koleżanki. Rodzice na początku miesiąca
      wpłacają do sklepiku określoną sumę, np. 7 zł i później za te pieniądze
      kupowane są owoce, soczki itd. Kiedy dziecko przychodzi do sklepiku coś kupić,
      musi się przedstawić, (starsze muszą pokazać legitkę, bo kłamią uncertain) i wtedy np.
      jak kupuje kolorowe picie, to dostaje jabłko, za które wcześniej płacili
      rodzice. I to jest moim zdaniem dobre rozwiązanie, bo po przeprowadzeniu
      ankiety wśród dzieci z klasy 1 - 6 okazało się, że faktycznie jedzą te jabłka,
      piją te soczki, a nie tylko opychają się słodyczami smile
      Może warto coś takiego zaproponować na najbliższym zebraniu, po konsultacji z
      dziećmi i rodzicami?

      Pozdrawiam.
      • verdana Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 19:38
        Radzę dawac nie pieniądze codziennie (dla mnie argument, ze dziecko chce, to
        nie jest dobry argument), tylko jako tygodniówkę -raz w tygodniu (najlepiej w
        sobotę).
        Za te pieniądze dziecko moze kupic co zechce -w sklepiku, albo na spacerze z
        rodzicami. Jak wyda wszystko -więcej nie dostanie(a pewnie wyda w weekend...).
        Jest szansa, ze moze zacząc na coś oszczędzac, ze moze wolec coś innego od
        słodyczy. Poza tym to juz nie będą pieniadze na słodycze - rodzice nie będą
        więc codziennie popierali niezdrowego odzywiania.
        Pieniędzy powinno byc tyle, ile dziecko dostaje w sumie tygodniowo na
        sklepik+parę złotych, aby miało szanse kupi coś lepszego, nie tylko chipsy.
        • joanna9920 Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 19:54
          moje w ogóle nie dostaja pieniędzy do szkoły.daję im kanapki i picie.słodycze
          jedzą na deser w domu.żaden nie czuje się skrzywdzony.
          • martanana Re: Szkolny sklepik 06.03.06, 21:14
            Dzięki Wam dziewczyny za odpowiedzi. Tak duzo i w tak szybkim czasie. Bardzo mi
            sie na forum podoba smile Zaraz biorę sie za pisanie kolejnego posta. Postanowiłam
            skorzystac z pomysłu Verdeny. Będę dawać małej jakąś drobną sumke raz w
            tygodniu, a Ona napewno ucieszy się, z tego jaką ponosi odpowiedzialnoscbig_grin Jest
            właśnie na etapie udowodniania wszystkim jaka to ona jest dorosła.
            Na następnym zebraniu porusze sprawe sklepiku, poznam zdanie innych rodzicoów.
            Ale tak jak napisał acorns, wydaje mi sie, że faktycznie nie mam prawa
            ingerować w zakupy innych dzieci, ja jestem zwolenniczką zdrowej żywności,inni
            rodzice pozwalają jesc dzieciom slodycze w nieograniczonych ilosciach.
            Postaram sie tez wytłumaczyć córze wszelkie spustoszenia jakie słodycze w
            nadmiarze powodują w małym organizmie. Mam nadzieje,że sie udasmile
            Dzieki Wam i pozdrawiam smile

            Marta, mama Amelki - 7 lat i Zuzi - 10 lat.
            • ibulka Re: a ja mam jeszcze jeden pomysł :) 06.03.06, 21:31
              Pisałaś, że twoja starsza córeczka nie wpadła w szał kupowania w szkolnym
              sklepiku. Może pogadaj z nią i razem spróbujecie wpłynąć na młodszą?
              Często jest tak, że starsza siostra to wielki autorytet smile
              • martanana Re: a ja mam jeszcze jeden pomysł :) 06.03.06, 21:37
                ibulka napisała:

                > Pisałaś, że twoja starsza córeczka nie wpadła w szał kupowania w szkolnym
                > sklepiku. Może pogadaj z nią i razem spróbujecie wpłynąć na młodszą?
                > Często jest tak, że starsza siostra to wielki autorytet smile

                Zuzka(starsza) w oczach Amelki jest nieomylnabig_grin Pogadam jutro z Zuzią, by
                mimochodem rozpoczęła rozmowe o szkodliwości słodyczy. Zuzia jest baletnicą i
                słodyczy nie jada prawia wcale, nie dlatego, że musi dbać o sylwetke (jest
                bardzo szczupla), ale na zajeciach z baletu czesto jest mowa o ich szkodliwosci
                i mała naprawde tą mowe chłonie. Napewno zdanie Zuzki będzie dla Amelki cennewink

                Dzieki smile
                • klaryma Re: a ja mam jeszcze jeden pomysł :) 07.03.06, 09:41
                  popieram Verdanę. Moja córka, kiedy w pierwszej klasie dopadł i ja szal
                  sklepikowych zakupów zaczęła dostawać od nas 5 zł. tygodniowo i z tych
                  pieniędzy miała kupować te słodycze. jednocześnie jednak zaczęłam jej zwracać
                  uwage, ze jak nie wyda, to za miesiac będzie miała juz 20 zł i bedzie mogła
                  sobie kupić np. nowy zestawik lego. Córka bardzo szybko pojeła (na własnej
                  skórze), że lepiej jest oszczędzic na coś trwałego niz "przejeść" pieniądze w
                  sklepiku. Tę metodę stosujemy z powodzeniem do dzis. Problem sklepiku w ogóle
                  zniknął, czasem córka kupi sobie gumę, i tyle.
                  • anmanika Re: a ja mam jeszcze jeden pomysł :) 07.03.06, 12:18
                    U młodej w szkole jest automat, niestety. Ja konsekwentnie nie daję żadnych
                    pieniędzy na słodycze, chipsy itp. Zwłaszcza po tym jak codziennie widuję
                    bardzo otyłego 12-latka który zaczyna dzień od 2 paczek chipsów i batonika.
                    Słodycze są w soboty i niedzielę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka