Dodaj do ulubionych

Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować?

06.09.06, 17:21
Witam. Dobrze, że odkryłam to forum, mam nadzieję, że znajdę tu pomoc....
Moja córka-pierwszoklasistka dziś po szkole jakoś dziwnie się zachowywała,
najpierw nie chciała
powiedzieć co się stało, potem zobaczyłam, że ma koszulkę z gimnastyki na
sobie-w końcu jednak powiedziała. Dziewczynka z klasy na wszystkich przerwach
ją zaczepiała, szturchała, a przed gimnastyką w szatni pogryzła!! Ma 1,5 cm
rankę na sutku, wokół siniak, na ręce kolejne ślady ugryzień... Twierdzi, że
tamtej nie dokuczała-jasne, że nie wiadomo jak było, choć raczej z kłamstwami
nie miałam u córy nigdy do czynienia. Dziewczyny co mam zrobić? W życiu nie
byłam w takiej sytuacji-4 lata kariery przedszkolnej, żadnych takich
sytuacji, poziom agresji określiłabym na zerowy, a tu taka historia. Jak
zareagować? Naprawdę nie mam histerycznego usposobienia, wiem, że różnie bywa
w dziecięcej grupie no ale co innego kuksaniec w czasie zabaw czy zderzenie
na korytarzu a co innego pokrwawiona koszulka i ranki, które obserwuję-nie
wiem czy czasem ta na piersi nie będzie się kwalifikować do szycia. Mała
trzyma fason, ale ma łzy na końcu nosa-jak z nią o tym rozmawiać? A może już
wcale nie rozmawiać?Wymyśliłam, że poczekam jutro przed lekcjami na matkę
tamtej małej i poinformuję o zajściu, zapytam w czym rzecz. Czy rozmawiać też
z wychowawczynią? Chciałabym, żeby obserowawła rozwój sytuacji, no ale trochę
się obawiam "awansu" na matkę -wariatkę w pierwszym tygodniu szkoły. Mała w
szkole powiedziała tylko pani świtliczance, bo tak ją bolało, że płakała...
Nie no włosy mi dęba stają jak o tym pomyślę i serce mi się kraje. I
przygotowuj tu k... mać dziecko do szkoły, rozmawiaj, ucz koleżeństwa a potem
takie akcje.Mam nadzieję, że pójdzie jutro. Wiecie co-teraz żałuję, że całe
życie uczyłam ją innych metod rozwiązywania konfliktów niż przemoc. Widać
czasami nie tędy droga. Ech, rozżalona jestem strasznie, nie wiem jak się
zachować. Do tego z tych emocji nie jestem w stanie małego nakarmić piersią(
2-miesięczny szkrab)-
chyba wyczuwa moje zdenerwowaniei wierzga jak szalony. Małżon w pracy do
późnego wieczora, proszę doradźcie co zrobić. pzdr


Obserwuj wątek
    • gazunia Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 17:30
      Zdecydowanie powinnaś porozmawiać z wychowawczynią. Skoro została dotkliwie
      pogryziona a dokuczano jej cały dzień, to mozna niestety przypuszczać, że taka
      sytuacja się powtórzy. I żaden normalny nauczyciel nie uzna Cię za panikarę ani
      wariatkę.
      Pozdrawiam i życzę szybkiego i skutecznego rozwiązania problemu
      • owocoskala Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 17:51
        > Zdecydowanie powinnaś porozmawiać z wychowawczynią. Skoro została dotkliwie
        > pogryziona a dokuczano jej cały dzień, to mozna niestety przypuszczać, że
        taka
        > sytuacja się powtórzy.
        Całkowicie popieram. Rozmowa z matką "wściekłej" dziewczynki nic nie da.
        Wychowawczyni. Macie tam psychologa w tej podstawówce? Mam dziecko w tym samym
        wieku i takie gryzienie nie wydaje mi sie po prostu normalne w tym
        wieku ....Może się skończyć gorzej dla Twojej córki lub innego dziecka. Nie
        może też chodzic do szkoły z poczuciem zagrożenia fizycznego.
    • agawamala Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 18:20
      Wyluzuj emocje, nakarm małego i......... ruszaj jutro do szkoły. Tej sprawy nie
      można zostawić samej sobie. Mała agresorka następnego dnia tak uszkodzi to lub
      inne dziecko, że będzie wymagało hospitalizacji. I za chwilę znajdą
      się "obrońcy" i diagnoza ADHD.
      Domagaj się od wychowawczyni zajęcia stanowiska w tej sprawie i zwrócenia
      bacznej uwagi na zachowanie tej dziewuchy ( określenie nieprzypadkowe). Być
      może jest świadkiem brutalnych scen w domu ( nie masz, żadnej pewności, że nie
      są to zachowania wyniesione z domu), być może jest rozpuszczona do granic i
      testuje co jej wolno; być może jest niewychowana. Cokolwiek by to było zagraża
      innym dzieciom.
      Gdyby wychowawczyni się migała jest jeszcze psycholog, pedagog, dyrektor
      szkoły. Gdyby to dotyczyło starszego dziecka i nie bałabym się, o traumę,
      zaprowadziłabym do lekarza celem obdukcji i.....sfotografowała urazy ( możesz
      spotkać się z bagatelizowaniem problemu przez szkołe, jest to sytuacja trudna,
      a takich to szkoy bardzo nie lubią).
      PAMIĘTAJ JESTEŚ OBROŃCĄ SWOJEGO DZIECKA, pierwsze dni w szkole są
      najważniejsze, dziecko musi Ci ufać i wiedzieć, że zawsze może na Ciebie liczyć.
      Powodzenia.
      • titta Ak troche poza tematem, do agawamala 06.09.06, 20:38
        Sluchaj, diagnoza ADHD to nie jest zaslona dymna - to wskazanie do leczenia i
        wzmozonej opieki, to takze cos nad czym dziecko samo nie panuje. Nie zycze ci,
        zebys kiedys potkala sie z tym problemem.
        Niemniej jednak zgadzam sie, ze problem trzeba wyjasnic, bo taka sytuacja nie
        jest normalan- nie moze tez byc tak, ze ze wzgledu na agresje jednego dziecka,
        drugie boi sie chodzic do szkoly.
        • agawamala Re: Ak troche poza tematem, do agawamala 06.09.06, 21:11
          Niestety, spotkałam się z problemem ADHD, gdy moje dzieci chodziły do
          podstawówki. W klasie córki było trochę lepiej, bo rodzice dziecka chcieli
          współpracować, za to w klasie syna był potworek.
          Żal mi tych dzieci, ale jeszcze bardziej żal ofiar. I niestety ADHD bywa
          bardzo, bardzo często wymówką i wygodnym wytrychem. Bo jak można mieć pretensje
          do chorego dziecka, ono nad sobą nie panuje, a , że owe chore dziecko
          maltretuje otoczenie to już nieważne.
          • titta Re: Ak troche poza tematem, do agawamala 08.09.06, 13:22
            Oczywiscie, ze nie mozna miec pretensji do chorego dziecka. Co najwyzej mozna
            miec pretensje do rodzicow jesli z nim nie pracuja i nie ma terapi. Ja
            przyjmujac dziecko z ADHD do grupy (ale nie jest to szkola, wiec jest to tez
            moja prywatna decyzja) biore takze na siebie odpowiedzialnosc za dopilnowanie,
            by nie bylo ono zagrozeniem dla innych dzieci.
    • triss_merigold6 Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 19:04
      Według mnie lepiej żebyś porozmawiała z wychowawczynią, nie zaszkodzi też
      opitolić matkę dziewczynki. Na wychowawczyni wymóc zgłoszenie sprawy szkolnemu
      pedagogowi czy psychologowi.
      • nangaparbat3 Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 21:01
        Nie dotarło do mnie, czy byliście u lekarza. Ja zażądałabym obdukcji i z
        papierem w ręku poszła do dyrektora szkoły - jak zaczniesz od wychowawczyni,
        sprawa się rozwlecze, a wyglada bardzo nieprzyjemnie.
        Tylko wycisz sie przed tym dyrektorem i tak rozmawiaj, zeby nie przyszlo mu do
        głowy, że przychodzisz z pretensjami, ze dzieci nie zostaly upilnowane (wtedy
        moze sie od razu ustawić przeciwko Tobie).
        Nie słyszałam ani nie czytałam dotąd o czymś podobnym i sądze, że dziewczynka
        ma jakis naprawdę poważny problem - z matką sama nie masz o czym gadać, bo
        wyglada na to, ze sama sobie z dzieckiem nie radzi.
        Myslę, że mozna by też zrobić zdjęcia, ale nie jestem pewna jak to zniesie
        Twoja coreczka.
    • mili_vanili Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 20:59
      koniecznie zareaguj!
      idź do wychowawczyni, spokojnie przedstaw sytuację. Córce wyjaśnij, że stała
      się jej kszywda, że jest to niedopuszczalne, żw w szkole NIE MA PRAWA stać się
      jej nic, i że trzeba to zgłosić, by ona i inne dzieci mogły czuć się
      bezpiecznie.
      Matkę możesz jedynie poinformować, że zgłosiłaś to wychowawczyni.
      Nie można tego wyciszać, w klasie powinien być poruszony temat agresji.
      nikt z rówieśników nie widział? nie zareagował? dlaczego? - dzieci trzeba
      nauczyć odpowiedniej reakcji na agresję, także tą, której są świadkiem.
      Wyjaśnić, że one mogą być w podobnej sytuacji, i czy chciałyby otrzymać pomoc?

      Tak powinna być zakończona ta sprawa, i wypadki powinny toczyć się szybko
      (pedagog/wychowawca powinien porozmawiać z grupą jutro/pojutrze max).
      Tak powinna wyglądać *walka z agresją*, o której tak ostatnio dużo się mówi, i
      im szybciej zaczniemy taką nauke, tym lepiej!

      Daj znać, jak się skończyło. Jak wychowawczyni nie kumata (niestety takie też
      bywają), to wymagaj poruszenia tej kwestii na forum klasy i _porządnego_
      załatwienia sprawy, bo incydenty dalej będą się powtarzały.
      • mafrolka Bardzo dziękuję za wszystkie 06.09.06, 21:17
        odpowiedzi, bardzo wzmocniłyście mnie w postanowieniu jutrzejszej interwencji.
        Już się nie wacham, faktycznie nie można takich spraw zostawiać własnemu
        biegowi-jakkolwiek ten konfliky wyglądał to moje dziecko jest tu ofiarą . To
        znaczy ja nie zamierzałam "olać" sprawy tylko w tych nerwach nie bardzo miałam
        pomysł CO konkretnie zrobić.Dzieci zasnęły a ja siedzę i łzy mi się zbierają-
        tyyyyle opowiadałam o szkole dobrego, tak bardzo chciała już tam pójść od
        połowy sierpnia smile Włożylismy dużo wysiłku, żeby ten debiut nie był bolesny a
        tu dziś w kapieli mnie pyta, czy musi jutro iść.... Ma grupę koleżanek z
        zerówki, są bardzo zżyte-mała jest lubiana właśnie też przez to, że nie jest
        konfliktowa (!), mówi, że ją pocieszały no ale pani od gimnstyki ( własciwie
        pod jej "opieką" to się stało) nie wie, bo jak szła na salę to przestała już
        płakać.... Nparwdę jestem w szoku, spodziwewałam się różności ale nie czegoś
        takiego. Tak się jeszcze zastanawiam-co zrobiliśmy nie tak, że mała nie szuka
        pomocy u dorosłych? Dziś czuję się jak mega-beznadziejny rodzic: nie umiała się
        napstniczce "odgryść" ( dosłownie wink bo od zawsze zabraniałam takich metod,
        nie potrafiła podejść do pań i się "poskarżyc", wolała dusić łzy w sobie.Baaa,
        nawet mnie nie bardzo chciała mówić, musiałam "wyciskać". Może za dużo było
        tego wspierania pozytywnego w stylu : "jesteś taka dzielna, dasz sobie w szkole
        radę ze wszystkim", bo teraz ta dzielność/samodzielność jej nie pomaga tylko
        szkodzi. Pozdrawiam, dziękuję, dam znać jaki był cd.
        • agawamala Re: Bardzo dziękuję za wszystkie 06.09.06, 21:33
          Niczego nie zrobiliście "nie tak". Wychowujecie normalne dziecko, które miało
          to nieszczęście, że już na wstępnym etapie edukacji natrafiło na dziecko
          patologiczne! Tak, p a t o l o g i c z n e bo normalny 7 latek tak się nie
          zachowuje.
          Ja jestem uczulona na nienormalne, agresywne zachowania bez względu na to jakie
          jest tego podłoże.
          Dziś w nocy córeczka może gorzej spać, rano mieć bóle brzucha ( prawdziwe lub
          nie, oby tylko nie iść do szkoły). Idźcie razem! Niech wie, że ma kochających
          rodziców, że trzymacie jej stronę i nie pozwolicie skrzywdzić.
          Żyjemy w świecie agresji i jeśli nie będziemy natychmiast reagować będzie jej
          jeszcze więcej.
          Uważam, że napastniczka powinna ponieść dotkliwą karę. Taką, żeby zapamiętała.
          Najlepiej wymierzoną przez rodziców, ale obawiam się, że nie są to ludzie, z
          którymi można się porozumieć.
          Kara nie oznacza katowania.Nie oznacza bicia. Można np. zakazać oglądania przez
          tydzień telewizji, wychodzić na dwór, robić czegoś co dziecko bardzo lubi. Nie
          kupić obiecanej rzeczy i powiedzieć dlaczego.
          Jestem przeciwniczką bezstresowego wychowania - prowadzi ono tylko do tego, że
          dorośli nie panują nad dzieckiem.
          Zaś pamiętaj, nigdy nie jest zbyt dużo wspierania pozytywnego. Nigdy.
          Trzymaj się, bo jutrzejsza rozmowa może nie być łatwa i koniecznie daj znać.
          • kalosze2 Re: Bardzo dziękuję za wszystkie 06.09.06, 22:30
            Uważam, że napastniczka powinna ponieść dotkliwą karę. Taką, żeby zapamiętała.
            > Najlepiej wymierzoną przez rodziców, ale obawiam się, że nie są to ludzie, z
            > którymi można się porozumieć.
            > Kara nie oznacza katowania.Nie oznacza bicia. Można np. zakazać oglądania
            przez tydzień telewizji, wychodzić na dwór, robić czegoś co dziecko bardzo
            lubi. Nie kupić obiecanej rzeczy i powiedzieć dlaczego.

            Chyba żartujesz? Zakaz oglądania telewizji za pogryzienie koleżanki w szkole?
            Uważam, że powinna dostać przede wszystkim (wraz z rodzicami) przymusowe
            skierowanie na kilka sesji z psychologiem.
            • agawamala Re: Bardzo dziękuję za wszystkie 07.09.06, 06:42
              Sorry, przeczytałam raz jeszcze moją wypowiedź i widzę, że może zostać źle
              zrozumiana.
              Napisałam, że napastniczka powinna ponieść dotkliwą karę. Dalsza część wywodu
              jest nie o tej konkretnej sytuacji, ale o tym, że jestem zwolenniczką karania,
              gdy dziecko zachowa się niewłaściwie. Zastosowałam skrót myślowy i wyraziam się
              mało precyzyjnie ( pewnie dlatego, że zbulwersowała mnie cała sprawa).
        • vharia Re: Bardzo dziękuję za wszystkie 06.09.06, 22:07
          Nie dziw się, ze dziecko nie szukało pomocy u dorosłych, bo ich poprostu narazie
          prawie nie zna! Napewno musi nabrac zaufania.

          Ogólnie przyłaczam sie do głosów poprzedników: nie zostawiac sprawy w żadnym
          wypadku, przede wszystkim wychowawca. Rozmowę z matką odradzam, w każdym razie
          odradzam rozmowę w 4 oczy, przy wychowawcy- owszem. Obdukcja moze być, zależy
          jakie te rany. Pedagod powinien być poinformowany, może dyrekcja.
          No i współczuję...!
    • lolinka2 Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 21:52
      oj oj oj, gdyby to było moje własne dziecko to zrobiłabym obdukcję z marszu,
      następnie rozpętała burzę u wychowawcy, dyrektora i matki napastniczki (razem
      wszystkich zebrać0 i zażądała odszkodowania plus pokrycia kosztów terapii u
      psychologa.
    • scher Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 22:31
      Dziwi mnie brak reakcji świetliczanki. To z jej inicjatywy powinni zostać
      powiadomieni rodzice, dyrektor, wychowawca, powinien być też sporządzony
      protokół powypadkowy.

      Z obdukcją lekarską w ręku pisemnie domagałbym się sporządzenia tego protokołu.

      Sz.
    • aleksandrynka Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 06.09.06, 22:58
      rrrrany, byłam w poniedziałek z przyjaciółką na rozpoczęciu 1-wszej klasy jej
      córy. Mała drugiego dnia mówi, że kocha szkołę.
      A Ty piszesz o takim czymś sad
      Absolutnie nie można tak tego zostawić! Piszesz, że ranki krwawią, być może
      kwalifikują się do szycia. Ja sobie tego nie wyobrażam - tamta dziewczynka
      gryzła Twoją córę, tak po prostu, bo jej zawadziła (powód na prawdę
      nieistotny), mała pewnie próbowała się jakoś bronić, po wszystkim starała się
      być dzielna, nic nikomu nie powiedziała... Aż mnie za serce ścisnęło...
      O wszystkim KONIECZNIE musi się dowiedzieć wychowawca, dyrektor również. Tak,
      jak inni piszą, to nie jest normalne zachowanie siedmiolatki. Ja nie wiem,
      jakie problemy ma tamta dziewczynka, ale w tej sytuacji na pierwszym miejscu
      jest, żeby nie stanowiła zagrożenia dla innych dzieci. Trzeba się tym
      koniecznie zająć. Nie chce robić z tamtej potwora, ale w sumie którego rodzica
      obchodzą problemy agresora? Rodzic chce mieć pewność, że posyła dziecko w
      bezpieczne miejsce...
      Pogadaj z wychowawczynią z naciskiem na: tego_nie_można_zbagatelizować!
      Jednocześnie niech szkoła (wych., dyr....) zajmą jakieś stanowisko, niech
      powiedzą, jak zamierzają poprowadzić dalej tą sprawę. Pani od gimnastyki
      (rozumiem, że to nie wychowawczyni) powinna o wszystkim wiedzieć i być blisko
      dzieci nawet w czasie przebierania się na zajęcia.
      Bardzo mi przykro, że coś takiego spotkało Twoją córeczkę, życzę, żeby to był
      jedyny taki incydent w Waszym życiu.
      Pozdrawiam
      Ola
    • badarka Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 07.09.06, 00:26
      mafrolka napisała:
      > Może za dużo było tego wspierania pozytywnego w stylu: "jesteś taka dzielna,
      > dasz sobie w szkole radę ze wszystkim",

      A co ona jest, Chuck Norris?
      I serio wszyscy uważają, że to _pozytywna_ motywacja?

      Sorry za ostre słowa.
      Dobrze czujesz, że nie do końca dobrze ją przygotowaliście.

      Proszę, wyobraź sobie taką sytuację: idziesz do nowej/pierwszej pracy.
      Twój mąż cały czas powtarza Ci, że sobie świetnie poradzisz.
      Tymczasem już w pierwszym dniu ktoś podkłada Ci świnię i nie radzisz sobie z
      powierzonym zadaniem.
      Smutna/sfrustrowana/zła/nieszczęśliwa wracasz do domu, a Twój mąż
      podekscytowany woła od progu: "kochanie, jak Ci poszło?"...
      Jak się czujesz? Co myślisz?

      Jeśli ona myśli, że Cię zawiodła (a pewnie myśli, w końcu "mama mówiła, że
      sobie świetnie ze wszystkim poradzę"), to nic dziwnego, że nie chciała Ci o tym
      opowiedzieć.
      • mamajudo Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 07.09.06, 09:46
        Bardzo mądrze napisane!
    • kawcia11 Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 07.09.06, 10:42
      O Boze, normalnie lzy mi stanely w oczach czytajac Twoj post. Tak mi zal Twojej
      corci sad.
      Calkowicie zgadzam sie z przedmowczyniami, wiec nie bede juz nic od siebie
      dopisywac w tym temacie, ale czekam na Twoj nastepny list z opisanym dzisiejszym
      przebiegiem sytuacji w szkole. Odezwij sie jak najpredzej, prosze. Pozdrawiam
      • mafrolka Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 11:49
        po fatalnej nocy ( 2 wybudzenia z pytaniem czy na pewno musi iść do
        szkoły........ostatni raz budziła się tak jak miała 3 lata), rano
        poszłyśmy.Mała jakby wzmocniona planowaną "akcją" ale śniadania w domu z
        wrażenia zjeść nie mogła. Jeszcze w drodze się upewniała, czy na pewno
        porozmawiam z tą dziewczyną. Zaczęłam od wychowawczyni, któr była szczerze
        wystraszona, niemal zszokowana, bo twierdziła, że wczoraj chłopcy rozrabiali a
        nie dziewczynki. Po przedtsawieniu sytuacji obiecała przyglądać się sprawie,
        obserwować relacje między dziewczynkami, zgłosić dyrekcji oraz do pedagoga.
        Potem dzieci zebrały się w szatni do wyjścia, zapytałam sprawczynię, czy
        pogryzła wczoraj koleżankę. Mała butnie"tak"-więc ja jej na to, że nie życzę
        sobie żeby zbliżała się do niej, że będę rozmawiać z jej rodzicami a pani
        wychowawczyni już wie. Powiedziałam jej też, że ta "psota" o mało nie skończyła
        się czyszczeniem i szyciem rany-wystraszyła się smarkata, choć naprwdę
        trzymałam emocje na wodzy,pamiętając , że to tylko dziecko.Teraz najlepsze-obok
        stał ojciec tej małej, słowem się nie odezwał gdy sztorcowałam jego córkę!
        Wyobrażacie sobie-obca baba ochrzania moje dziecko a ja mam to w d..., nawet
        nie ustalam powodów. Gdy poszli-podszedł tak od niechcenia i zapytał w czym
        rzecz, po zdaniu relacji nie odezwał się prawie wcale, nie bronił małej, nie
        deklarował żadnych działań, nie przepraszał-spłynęlo jak po kaczce, jakby to
        była najnormalniejsza rzecz na świecie. Na koniec do dyrektorki-raczej
        przejęta, empatyczna, "absolutnie się z panią zgadzam", "nasze działania będą
        zmierzać w tą stronę, żeby tego typu sytuacje się nie powtórzyły" i inne
        okrągłe zdanka, jak z poradnika "Jak rozmawiać z histerycznymi matkami".
        Twierdziła, że dziś będzie się sprawą zajmować, nauczycielka gimnastyki otrzyma
        naganę za pozostawienie dzieci samych w szatni.Nie do końca wiem co oznacza
        to "zajmować"-mam nadzieję, że mieści się też w tym wezwanie rodziców agresorki
        do szkoły i rozmowa z nimi. I na razie tyle. Mam zamiar podejść po lekcjach i
        ustalić co faktycznie zostało zrobione, jednak podejdę też osbiście do pani od
        gimnastyki bo coś nie wierzę w tą naganę od jakby nie było- koleżanki z
        pracy.... Zapytam ją tylko-gdzie pani była jak dzieci się biły/gryzły w szatni?
        Podejdę też do świetlicy zapytać dlaczego pani nie zareagowała, gdy mała jej
        jako jedynej powiedziała w czym rzecz. Zwłaszcza, że dyrektorka sama
        stwierdziła, że po skaleczeniu palca niezwłocznie "podejmuje się działania" a
        co dopiero po czymś takim. Jeśli po przyjściu okaże się, że sprawa
        się "rozeszła", nie przeprowadzono rozmowy dziećmi na temat tego, jak się
        zachować gdy ktoś je krywdzi-pionformuję o zamiarze zgłoszenia skargi w
        kuratorium oraz o włączeniu w sprawę Policji, skoro grono pedagogiczne nie
        radzi sobie z agresją u 7-latków. No zobaczymy. Oczywiście jak ja"ruszyłam"
        sprawę, posypały się zza moich pleców skargi kolejnych rodziców-dzieci były
        ewidentnie wczoraj pozbawione opieki, były przepychanki, bicie, wyzwiska!Nawet
        te jeszcze wczoraj zachwycone szkołą-dziś płakały idąc do klasy, więc coś się
        tam niedobrego dzieje. Szkoda, że musi dojść do tego rodzaju sytuacji, żeby
        zwrócono na to uwagę....
        Krytykę przyjmuję z pokorą-faktycznie może niepotrzebnie aż tak tą dzielność
        podkręcaliśmy, aż mała nabrała przekonania, że nie radzenie sobie z czymś nas
        zawiedzie. Tylko..co miałam mówić-nie dasz rady, szkoła jest niebezpieczna,
        inne dzieci stanowią zagrożenie? Inicjowanie lęków przed nieznanym też nie
        wydaje mi się dobrym pomysłem. Pewnie trzeba było jakoś wypośrodkować, no ale
        cóż...trochę późno na te refleksje. pozdrawiam i wieczorem napiszę na czym
        stanęło. Dziękuję za wsparcie i rady.
        • agawamala Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 12:08
          Tatulek z gatunku "co mnie to obchodzi" . Szkoła przestraszona jedynie
          ewentualnymi przykrościami, mniej przejęta dzieckiem - skazy psychicznej nie
          widać, fizyczna "mała" - ręce i nogi niepołamane. To moja diagnoza.
          Obawiam się, że dziewucha da Wam popalić! Teraz niewiele więcej można zrobić,
          ale jeśli bachor chociaż tknie Twoje lub inne dziecko żądajcie przeniesienia
          jej do innej klasy strasząc, że powiadomicie kuratorium o hodowaniu osobnika
          zagrażającego zdrowiu i życiu Waszych dzieci.
          Przesadziłam? Trochę, ale trzeba działać. Najlepiej wspólnie z innymi i
          bezlitośnie wobec agresorki. Jej ojciec też nie wykazuje ani współczucia ani
          empatii.
          I pamiętaj także o tym, że dziweczynki wcale nie są łagodniejsze i lepsze od
          chłopców, potrafią być brutalne i bezwzględne ( przywołam tu zabójstwo Tomka
          Jaworskiego - przywódczynią bandy była 20 letnie dziewczyna).
          Pozdrawiam i trzymaj się - Agata
          • leeloo2002 Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 16:23
            dobrze zrobilas, ze intereniowalas.
            Nie dziw sie postawie ojca. Moim zdaniem wcale nie musial byc obojetny wobec
            tej sprawy tylko po prostu dopiero co sie o tym dowiedzial. Nie mial tez
            obowiazku "obsztorcowywac" swojej corki w Twojej obecnosci.
        • hankam Re: Obdukcja! 07.09.06, 12:36
          Przede wszystkim zrób obdukcję!
          Inaczej nie będziesz miała żadnego dowodu.
          A na przyszłość do dyrekcji pisz pisma!
          Bo też nie będzie śladu.
        • mallard Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 12:37
          No widzisz Marfolka! Ty chciałaś zrobić raban, ale nie wiedziałaś czy możesz!
          Jednak koleżanki - forumówki Cię przekonały wink
          Co do sprawy - niewątpliwie zareagowć trzeba było, ale na początek naprawdę
          wystarczyłby trójkąt Ty - pani - rodzice gryzonia. Przecież to początek szkoły
          dopiero! Przecież to w końcu małe dzieci, zestresowane nową sytuacją. Dopiero
          jak zobaczysz, że Cię zbywają, a dziewczyn ajest ewidentnie napastliwa, -wtedy
          idź dalej, bo jeżeli na "dzień dobry" zaczniesz wywijać kuratorium i policją,
          to ani chybi okrzykną Cię taką właśnie osobą, za jaką nie chcesz uchodzić.

          Pozdrawiam.

          P.S. Tak między nami mówiąc, to tatusiek nie robi wrażenia osoby, z kórą można
          porozmawiać...
          • triss_merigold6 Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 12:47
            Wybacz, ale siedmiolatek powinien być na tyle zsocjalizowany, żeby nie rzucać
            się z zębami na inne dziecko i gryźć do krwi. Nawet jeśli jest zestresowany
            szkołą.
            • hankam Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 13:03
              Mnie zastanawia jeszcze jedno - dlaczego świetliczanka nic nie zrobiła?
          • agawamala Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 13:17
            Jeżeli gryzie 2-3 latek, to można to zrozumieć, jeżeli robi to 7 latek to albo
            nie kwalifikuje się do szkoły, bo jest na poziomie 2-3 latka, albo jest
            rozwydrzony do niewyobrażalnych rozmiarów.
            Czy jak 15 latek będzie zestresowany i porozbija samochody to też będzie się to
            mieściło w normie?
            • nangaparbat3 Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 14:31
              agawamala napisała:

              > Jeżeli gryzie 2-3 latek, to można to zrozumieć, jeżeli robi to 7 latek to
              albo
              > nie kwalifikuje się do szkoły, bo jest na poziomie 2-3 latka, albo jest
              > rozwydrzony do niewyobrażalnych rozmiarów.

              Ten siedmiolatek - czy siedmiolatka - jest najpewniej głęboko zaburzonym
              dzieckiem, ktoremu nalezy sie pomoc, byc moze nawet psychiatryczna.
              Doskonale rozumiem emocje matki pogryzionej dziewczynki i niczego innego bym
              nie oczekiwała.
              Za to Twoja wściekłość mnie dziwi.
              • agawamala Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 15:06
                Myślę, że agresorka jest zaburzona, nawet głęboko zaburzona, ale to nie powód,
                żeby tolerować jej zachowania. Następnym razem czując się bezkarna zrzuci kogoś
                ze schodw i dojdzie do trwałego kalectwa.
                Z patologiami trzeba walczyć i to jak najwcześniej.
                Nie jestem wściekła, usiłuję nakłonić do skutecznej walki o prawa normalnych i
                mamę pogryzionej dziewczynki i rodziców wszystkich potencjalnych ofiar.
                • nangaparbat3 Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 15:46
                  Nikt w yum wątku nie radzi, aby tolerować, wprost przeciwnie.
                  ale przyjrzyj się, jakich slów uzywasz w stosunku do siedmioletniej dziewczynki:
                  dziewucha
                  bachor
                  powiadomicie kuratorium o hodowaniu osobnika
                  zagrażającego zdrowiu i życiu Waszych dzieci.
                  trzeba działać. Najlepiej wspólnie z innymi i
                  bezlitośnie wobec agresorki.

                  A ten osobnik to tez male dziecko, ktore byc moze trzeba - przynajmniej przez
                  jakiś czas - izolować od innych, ale trzeba tez pamiętać, że jest dzieckiem
                  potrzebujacym pomocy.
                  W miarę szczęśliwe dzieci nie gryzą.
                  • agawamala Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 16:13
                    Wiem jakich używam określeń. Używam takich, bo na nie zasługuje. Czy trzeba
                    czekać aż zrobi komuś nieodwracalną krzywdę? Aż ktoś zaplaci za jej agresję
                    śmiercią albo kalectwem?
                    Ostre określenia mają pobudzić do działania, uświadomić powagę sprawy i groźbę
                    niebezpieczeństwa.
                    Zabójczyni Tomka Jaworskiego też pewnie tak zaczynała.
                    • nangaparbat3 Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 21:06
                      agawamala napisała:

                      > Wiem jakich używam określeń. Używam takich, bo na nie zasługuje. Czy trzeba
                      > czekać aż zrobi komuś nieodwracalną krzywdę? Aż ktoś zaplaci za jej agresję
                      > śmiercią albo kalectwem?
                      > Ostre określenia mają pobudzić do działania, uświadomić powagę sprawy i
                      groźbę
                      > niebezpieczeństwa.

                      We mnie budzą jedynie odrazę, bynajmniej nie do obrzucanego nimi dziecka.

                      Zabójczyni Tomka Jaworskiego też pewnie tak zaczynała.

                      Chyba się zagalopowałaś.
                      • agawamala Re: Interwencja "w toku", tzn. 08.09.06, 06:28
                        Możesz czuć do mnie odrazę, obrzydzenie , cokolwiek. Jest mi dokładnie wszystko
                        jedno, bo jeżeli ostre słowa uzmysłowią, że z patologią trzeba walczyć i
                        spowodują, że nie dopuści się chociaż do jednej tragedii to już sukces.
                        Skąd wiesz, że zabójczyni Tomka Jaworskiego tak nie zaczynała?
                        Skąd wiesz do czego może dojść w przyszłości w wykonaniu tej agresorki?
                        Czy jesteś wróżką?
                        Broniąc jej i wywołując cień współczucia dla sprawczyni pogryzienia, być może
                        dokładasz rękę do jej czynów w przszłości!
                        Czy chciałabyś, aby Twoje dziecko zostało kiedyś skrzywdzone, sparaliżowane na
                        skutek złamania kręgosłupa, zabite? Nie sądzę, więc spójrz na kogoś kto ma
                        zadatki na bandytę nie przez pryzmat dobrej cioci.
                  • scher Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 18:40
                    nangaparbat3 napisała:

                    > A ten osobnik to tez male dziecko, ktore byc moze trzeba - przynajmniej przez
                    > jakiś czas - izolować od innych, ale trzeba tez pamiętać, że jest dzieckiem
                    > potrzebujacym pomocy.
                    > W miarę szczęśliwe dzieci nie gryzą.

                    Tylko że taki komentarz do tak drastycznego zdarzenia (jesteś tutaj
                    reprezentatywna dla wielu nauczycieli niestety; taka "pochylająca się nad
                    sprawcą przemocy" pedagogia dominuje obecnie w szkolnictwie) jest akurat nie na
                    miejscu, bo prowadzi w prostej linii do rozmydlenia istoty sprawy, zdejmuje
                    uwagę i współczucie otoczenia z ofiary przemocy, utrudnia potępienie czynu
                    skandalicznego i osłabia dążenia wychowawców do zapewnienia ofierze
                    zadośćuczynienia.

                    Moim zdaniem trzeba w pierwszym rzędzie pozwolić w pełni wybrzmieć oburzeniu,
                    dać sprawcy odczuć potępiające reakcje oraz doświadczyć wyznaczonej mu pokuty.
                    Działania w ramach tzw. sprawiedliwości naprawczej natomiast, ukierunkowane na
                    pracę z motywami i potrzebami sprawcy przemocy trzeba podjąć nieco (nieco!)
                    później - kiedy już zostanie zaspokojone poczucie sprawiedliwości ofiary i
                    innych osób zaniepokojonych faktem popełnienia czynu zabronionego.

                    Użyłem troszkę języka teorii prawa, ale chyba adekwatny tutaj będzie.

                    Sz.
                    • nangaparbat3 Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 21:26
                      scher napisał:
                      >> Tylko że taki komentarz do tak drastycznego zdarzenia
                      Mój komentarz do drastycznego wydarzenia przeczytaj sobie na początku wątku. To
                      co krytykujesz, jest komentarzem dla ziejacego nienawiścią i strachem
                      komentarza agawy.

                      (jesteś tutaj
                      > reprezentatywna dla wielu nauczycieli niestety; taka "pochylająca się nad
                      > sprawcą przemocy" pedagogia dominuje obecnie w szkolnictwie)
                      W szkolnictwie dominuje niemoc i zmeczenie.
                      Nie wiem,. dla kogo jestem reprezentatywna i nie interesuje mnie to. Ja to ja.
                      jest akurat nie na
                      >
                      > miejscu, bo prowadzi w prostej linii do rozmydlenia istoty sprawy, zdejmuje
                      > uwagę i współczucie otoczenia z ofiary przemocy,


                      Wspólczucie dla ofiary jest dla ciebie nieodłączne od okrucieństwa wobec
                      sprawcy?

                      utrudnia potępienie czynu
                      > skandalicznego i osłabia dążenia wychowawców do zapewnienia ofierze
                      > zadośćuczynienia.

                      Nie odrozniasz czynu od osoby.

                      > Moim zdaniem trzeba w pierwszym rzędzie pozwolić w pełni wybrzmieć oburzeniu


                      w zadnym razie nie stawiałam oporu oburzeniu i rozpaczy matki ofiary ani jej
                      samej.
                      Ale tez zauważ, ze w niej nie bylo tyle żądzy zemsty co w poscie agawy.
                      > dać sprawcy odczuć potępiające reakcje oraz doświadczyć wyznaczonej mu
                      pokuty.

                      Co Ty ksiądz? Ale nawet moi zaprzyjaxnieni księża nie uzywają takiej
                      staronowomowy.
                      > Działania w ramach tzw. sprawiedliwości naprawczej natomiast,

                      Tu nie chodzi o sprawiedliwość naprawczą, tylko o terapie dziecka (a pewnie i
                      całej rodziny), które jest potwornie zaburzone, zagraza innym, ale tez samo
                      cierpi.
                      Co to w ogole znaczy "sprawiedliwość naprawcza"?
                      ukierunkowane na
                      > pracę z motywami i potrzebami sprawcy przemocy
                      Tat tak Siedmioletnia "sprawca przemocy" (bo nawet nie jestes uprzejmy
                      napisać "sprawczyni".
                      Proponuję karę główną, wtedy zapewne będziecie spokojni - Ty, agawamuymala i
                      Wam podobni.
                      trzeba podjąć nieco (nieco!)
                      > później - kiedy już zostanie zaspokojone poczucie sprawiedliwości ofiary i
                      > innych osób zaniepokojonych faktem popełnienia czynu zabronionego.
                      >
                      > Użyłem troszkę języka teorii prawa, ale chyba adekwatny tutaj będzie.
                      > \\

                      Nie. Ten jezyk w odniesieniu do siedmioletniej dziewczynki doprowadził mnie do
                      furii. Wiekszej niz kiedykolwiek .Język TEORII prawa nie ma nic wspolnego z
                      KONKRETNYYM dzieckiem.
                      Miałam wrazenie, ze to jakiś bełkot, a gdybym nie znała innych Twoich postów
                      myslałabym, ze to troll.
                      • vharia Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 21:40
                        A ja myślę, ze potrzeba więcej luzu i elastyczności w ocenianiu cudzego
                        "języka". Ludzie w różny sposób wyrażają emocje i nie znaczy to, że lada chwila
                        dokonają krwawego samosądu.
                        Wrto też pamiętać, że jesteśmy na FORUM a nie w gabinecie dyrektora i
                        TEORETYZUJEMY tudzież dzielimy się spostrzeżeniami w temacie a nie wyznaczamy
                        dalszy tok postępowania w sprawie.
                      • scher Re: Interwencja "w toku", tzn. 08.09.06, 17:12
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Mój komentarz do drastycznego wydarzenia przeczytaj sobie na początku wątku.

                        Ok, ok. To nie było potępienie Twojego stanowiska, ale dyskusja o potrzebie
                        innego moim zdaniem rozłożenia akcentów.

                        > > miejscu, bo prowadzi w prostej linii do rozmydlenia istoty sprawy, zdejmu
                        > > je uwagę i współczucie otoczenia z ofiary przemocy,
                        > Wspólczucie dla ofiary jest dla ciebie nieodłączne od okrucieństwa wobec
                        > sprawcy?

                        Nie pisałem przecież o okrucieństwie wobec sprawcy, ba! nawet przyznałem Ci po
                        części rację, że ze sprawcą i jego potrzebami też trzeba pracować.

                        Byle nie kosztem pogwałcenia poczucia sprawiedliwości pokrzywdzonego.

                        > > utrudnia potępienie czynu skandalicznego i osłabia dążenia wychowawców
                        > > do zapewnienia ofierze zadośćuczynienia.
                        > Nie odrozniasz czynu od osoby.

                        Pisałem o "czynie" skandalicznym - zauważyłaś?

                        > w zadnym razie nie stawiałam oporu oburzeniu i rozpaczy matki ofiary ani jej
                        > samej.

                        Zgoda, nie stawiałaś. Jak dla mnie tylko nieco za wcześnie podkreśliłaś
                        potrzebę zrozumienia dla sprawcy. Zabrałem głos, żeby nie poszło to za daleko.

                        > Ale tez zauważ, ze w niej nie bylo tyle żądzy zemsty co w poscie agawy.

                        Ja nie odczułem w poście agawy żądzy zemsty. Raczej wyrażenie swojego zdania na
                        płaszczyźnie intelektualnej.

                        > > dać sprawcy odczuć potępiające reakcje oraz doświadczyć wyznaczonej mu
                        > pokuty.
                        > Co Ty ksiądz? Ale nawet moi zaprzyjaxnieni księża nie uzywają takiej
                        > staronowomowy.

                        To już, przyznaj, było zamierzenie złośliwe. Niech będzie więc nie pokuty, ale
                        konsekwencji, wyznaczonych sprawcy, należnych sprawcy konsekwencji.

                        > Tu nie chodzi o sprawiedliwość naprawczą, tylko o terapie dziecka (a pewnie i
                        > całej rodziny), które jest potwornie zaburzone, zagraza innym, ale tez samo
                        > cierpi.
                        > Co to w ogole znaczy "sprawiedliwość naprawcza"?

                        No między innymi terapia sprawcy w celu jego "naprawy".

                        > Tat tak Siedmioletnia "sprawca przemocy"

                        Uważasz, że nie może być? O sprawstwie można mówić zawsze, kiedy działanie
                        dziecka jest celowe. Trudne dzieciństwo pomaga może wyjaśnić, ale NIE
                        USPRAWIEDLIWIA przemocy - no i nie zdejmuje winy ze sprawcy. Najwyższy czas, by
                        szkoły przyswoiły sobie tę prawdę.

                        Nie jestem jedynym rodzicem, którego zadziwia nadmierna pobłażliwość wielu
                        nauczycieli w odniesieniu do aktów agresji, przemocy, demoralizacji i
                        zamierzonego nieposłuszeństwa ze strony ich uczniów.

                        > bo nawet nie jestes uprzejmy napisać "sprawczyni"

                        Widzisz, jaki ze mnie feminista? Jak coś źle, to od razu z rodzajem męskim
                        utożsamiam wink

                        > Język TEORII prawa nie ma nic wspolnego z KONKRETNYYM dzieckiem.

                        Ma, bo pomaga opisać złe zachowanie dziecka i zjawisko, którego jest
                        świadectwem.

                        Sz.
                        • nangaparbat3 Re: Interwencja "w toku", tzn. 08.09.06, 17:33
                          No dobrze, Scher,
                          podziwiam Cię, że na moją wsciekłośc odpowiadasz ze spokojem. Naprawdę doceniam.
                          Ale się nie zgadzam.
                          > Język TEORII prawa nie ma nic wspolnego z KONKRETNYYM dzieckiem.

                          Ma, bo pomaga opisać złe zachowanie dziecka i zjawisko, którego jest
                          świadectwem.

                          Może ten język pomaga opisać, ale oddala nas od prawdy. Mamy konkretna
                          dziewczynke, ktora zrobila cos potwornego, nie mieszczacego się w żadnych
                          normach, nawet najszerzej pojetych, jej ojca, ktory - przynajmniej na zewnatrz -
                          nie jest zainteresowany tym, co sie dzieje z jego dzieckiem, szkolę, ktora
                          bagatelizuje problem.
                          To wszystko trzeba przede wszystkim zrozumieć - łatwość nazywania wcale
                          rozumieniu nie sprzyja. Łatwość nazywania powoduje, że zadowalamy się
                          przyklejeniem etykietki, posługujemy sie sterotypami, frazesami. Wbrew temu, co
                          piszesz, to własnie jest jeden z glownych problemow nauczycieli. Wiekszość
                          nauczycieli wcale nie jest poblażliwa - doskwiera jej tylko brak mozliwosci
                          karania uczniów. Bo naprawde najłatwiej jest karać, tylko nigdy jeszcze nie
                          widziałam, żeby kara, a zwłaszcza sama kara, powodowała jakiekolwiek pozytywne
                          następstwa.

                          Co do meritum wątku, to jestem coraz bardziej zaniepokojona.
                          Dziewczynka, ktora pogryzła koleżankę, bez najmniejszej wątpliwosci powinna -
                          wraz z rodziną, jesli chodzi o tak male dziecko nie ma tu wątpliwości - trafic
                          do psychologa, prawdopodobnie na dość gleboką terapię. Jak dotąd nic nie
                          pozwala sadzić, że cos takiego bedzie miało miejsce w najblizszym czasie.
                          Samo "przygladanie się" dziewczynce nic nie da - bedzie wyzywać sie tam i
                          wtedy, kiedy poczuje się bezpieczna. Moze na zwierzetach, może na rodzenstwie
                          młodszym, jesli je ma.
        • badarka Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 13:40
          mafrolka napisała:
          > Krytykę przyjmuję z pokorą-faktycznie może niepotrzebnie aż tak tą dzielność
          > podkręcaliśmy, aż mała nabrała przekonania, że nie radzenie sobie z czymś nas
          > zawiedzie. Tylko..co miałam mówić-nie dasz rady, szkoła jest niebezpieczna,
          > inne dzieci stanowią zagrożenie? Inicjowanie lęków przed nieznanym też nie
          > wydaje mi się dobrym pomysłem. Pewnie trzeba było jakoś wypośrodkować, no ale
          > cóż...trochę późno na te refleksje. pozdrawiam i wieczorem napiszę na czym
          > stanęło. Dziękuję za wsparcie i rady.

          Mafrolka, przepraszam. To nie miało zabrzmieć jak krytyka, nie odbieraj tego
          tak! Wszyscy popełniamy błędy małe i duże, a Ty jesteś osobą, która stara się
          szanować uczucia córki - tak wynika z Twoich wypowiedzi.

          Nikt Ci nie powie dokładnie, co masz mówić, bo Ty znasz ją najlepiej - ale może
          warto byłoby powiedzieć, że mogą się zdarzyć sytuacje, w których pomoc
          dorosłych będzie potrzebna?
          Tyle się słyszy o agresji w szkole, o przemocy, o narkotychach, o pedofilach
          (wczoraj mój znajomy z pracy jechał na przesłuchanie, myślę że coś złego
          spotkało jego syna), o starszakach wyłudzających śniadania, pieniądze... Myślę,
          że warto, żeby wiedziała, że nikt nie ma prawa jej krzywdzić.

          Tak wiesz, na przyszłość. Bo to, że teraz Ty załatwisz sprawę, tak naprawdę
          niczego nie zmieni, mała dalej nie będzie wiedziała, co zrobić w podobnej
          sytuacji sad

          Może spróbuj siąść z córką i pogadać, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Może
          spróbujcie _razem_ (koniecznie razem) wymyślić, jak mogłaby się bronić.
          No wiesz, coś w tym stylu, tak żeby mała sama wymyśliła jedno czy dwa fajne
          rozwiązania:
          mama: a może jej oddać?
          - eeeee nie, bo pani by przyszła i by było na mnie
          ...
          - A może głośno wrzasnę - Au, nie gryź, to boli?!
          - albo....

          I poćwiczyć koniecznie, bo z tego co piszesz wynika, że Twoje dziecko jest
          ciche i spokojne. Takie często nawet wie, jak powinno się zachować a i tak nie
          przezwycięży zachowania/osobowości i będzie się czuło przez to jeszcze gorzej.
        • owocoskala Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 16:28
          Świetnie się spisałaś, mafrolka. :[
        • mili_vanili Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 17:05
          dobrze zrobiłaś smile)
          co do tatusia i dziwczynki: hmm.., rzeczywiście, nie musiał - a nawet nie
          powinien - przy obcych "załatwiać sprawy" z córką. Niestety obawiam się, że
          to "załatwienie", to może być pas i tyłek sad(

          dziewczynką - agresorką powinien się zająć pedagog/psycholog:
          - spytać dlaczego tak postapiła,
          - czy z nią tak ktoś zrobił,
          - jak się mogła czuć ofiara,
          - jakie widzi rozwiązanie sytuacji (przeprosiny).

          Nie mozna 7-latki *naznaczyć*, to tylko mały człowiek, *wytwór* wzorców
          zachowania, rodziny, społeczności w której się wychowała. Nie można jej
          odrzucić, odizolować, zepchnąć na margines, zastraszyć. Z nią trzeba
          popracować.

          Nie nastawiaj się na *zemstę*, *burzę*, *emocje*. Postaw na spokój i mądrość smile)
          Monitoruj, czy z klasą porozmawiano na temat agresji, jak się przed nią bronić
          (np. solidarność: jesteśmy klasą, pilnujemy się nawzajem, nie dajemy się
          krzywdzić, nie krzywdzimy sami).
          Jeżeli agresorka przeprosi, obieca, że nie będzie więcej tak się zachowywać, to
          może Twoja mała da dobry przykład, i wyciągnie do niej rekę?
          pozdrawiam
          • owocoskala Re: Interwencja "w toku", tzn. 07.09.06, 19:42
            Niestety obawiam się, że
            > to "załatwienie", to może być pas i tyłek sad(
            A ja się obawiam że to będzie nawet brak komentarza i wzruszenie ramionami...
            Są tez tacy rodzice. Niestety.
            > może Twoja mała da dobry przykład, i wyciągnie do niej rekę?
            Masz dziecko w tym wieku? Takie dziecko w najgorszym razie kiedy jest baaardzo
            agresywne może kopnąć, uszczypnąć pociągnąć za włosy a nie rzucać się z zębami.
            To sa juz bardzo świadome osoby. Pojednanie z oprawcami? Ja bym raczej kazała
            swojemu trzymać się z daleka, co też słusznie uczyniła autorka wątku....
            • mili_vanili Re: Interwencja "w toku", tzn. 08.09.06, 09:57
              owocoskala napisała:
              > Masz dziecko w tym wieku? Takie dziecko w najgorszym razie kiedy jest
              baaardzo
              > agresywne może kopnąć, uszczypnąć pociągnąć za włosy a nie rzucać się z
              zębami.
              >
              > To sa juz bardzo świadome osoby. Pojednanie z oprawcami? Ja bym raczej kazała
              > swojemu trzymać się z daleka, co też słusznie uczyniła autorka wątku....

              mam dziecko o rok młodsze. Napisałam : "Jeżeli agresorka przeprosi, obieca, że
              nie będzie więcej tak się zachowywać" to wtedy wyciagnąc do niej dłoń.

              Obawiam się jedynie, że *naznaczenie* tej dziewczynki i odtracenie może nasilić
              jej frustrację, a co za tym idzie i agresję.

              Oczywiście, jezeli nikt nie popracuje nad małą agresorką nic się zmieni w jej
              zachowaniu - lub zmieni się na gorsze sad( i wtedy masz rację: należy się
              trzymać z daleka, co zresztą dzieci będą już robić intuicyjnie..

              • vharia Re: Interwencja "w toku", tzn. 08.09.06, 10:37
                Myślę (może jestem optymistką?wink) że rolę osoby łagodzącej konflikt, pomagajacej
                wyciągnac rękę odegra przede wszystkim wychowawca. To jego/jej rola.
                Zainteresowanie tłem rodzinnym, praca nad uzyskaniem szczerych przeprosin i
                pojednaniem- to wszystko nie neleży do mamy pogryzionej dziewczynki. Oczywiście
                nie chodzi o to, zeby wzbudzała w córce rzadzę zemstysmile
                Wychowawca- bo z rodzicami moze być różnie. Może sami są agresywni a moze w
                nosie maja wszystko. Wtedy sprawę szczerze omówi z dziewczynką tylko
                wychowawczyni, pewnie przy wsparciu pedagoga.
                • agawamala Re: mała dygresja 08.09.06, 10:52
                  Czytam wypowiedzi Mam, szczerze oburzonych , że dziecku trzeba dać szansę, żeby
                  załagodzić, wyciągnąć rękę gdy przeprosi i wogóle "to tylko dziecko".
                  Tak się składa, że mój ojciec jest jednym z najbardziej znanych w Polsce
                  adwokatów. Od zawsze miałam odmienne niż on zdanie na temat resocjalizacji i
                  przestępców ( zdanie ojca, że każdy ma prawo do obrony, moje - znacznie
                  bardziej radykalne).
                  Spędziłam , z czystej ciekawości, wiele godzin na salach sądowych przyglądając
                  się procesom sprawców bardzo ciężkich przetępstw ( rozprawy otwarte). I to
                  jeszcze bardziej przekonało mnie , że nadmierna łagodność i wyrozumiałość
                  powoduje, że na własnej piersi hodujemy bandytów, gwałcicieli i mordrców.
                  Patrzyłam na twarze przestępców, ofiar, rodzin zamordowanych.
                  99% sprawców nie czuło skruchy, co więcej czuło nienawiść do rodzin ofiar, gdy
                  ci występowali w roli oskarżycieli posiłkowych.
                  Zaś najbardziej interesujące są życiorysy przestępców ( i coraz częściej
                  przestępczyń). Swoją kryminalną karierę rozpoczynaki od przedszkola - znęcanie
                  się nad słabszymi, wymuszenia, pobicia, drobne a potem większe kradzieże ,
                  rozboje a potem pozbawienie życia.
                  I nie jest prawdą, że nie było prób łagodnej resocjalizacji - były. Tylko gdy
                  ktoś ma "gen przestępczości" jedyną resocjalizacją jest strach. Paniczny przed
                  uciążliwą, ciężką i pewną karą.
                  Wiem, że jest to bardzo niepopularne, ale tak jest. I nie życzę nikomu, aby
                  zrewidował swoje poglądy dopiero siadając na ławie koło prokuratora ( jako
                  oskarżyciel posiłkowy ).
                  • triss_merigold6 Re: mała dygresja 08.09.06, 10:59
                    Nie ma czegoś takiego jak "gen przestępczości" są natomiast uwarunkowania
                    środowiskowe: zaniedbanie emocjonalne dziecka, przemoc, patologie, normy jakie
                    przekazują rodzice.
                    • agawamala Re: mała dygresja 08.09.06, 11:04
                      Zauważ, że pojęcie "gen przestępczości" jest w cudzysłowie.
                      A czy napewno go nie ma tego ani Ty ani ja nie możemy wiedzieć.
                      Śledząc dalsze losy dzieci adoptowanych przez najbardziej porządne i przyzwoite
                      rodziny ( gdy dzieci był noworodkami, tak, że o przekazywaniu norm
                      środowiskowych raczej nie ma mowy) częściej się zdarza, że dzieci z rodzin
                      biologicznych, w których były bandziory , popadają w konflikt z prawem.
                    • owocoskala Re: mała dygresja 08.09.06, 12:22
                      > Nie ma czegoś takiego jak "gen przestępczości" są natomiast uwarunkowania
                      > środowiskowe: zaniedbanie emocjonalne dziecka, przemoc, patologie, normy
                      jakie
                      > przekazują rodzice.
                      To bardzo piękna i szlachetna idea i chciałabym żeby tak było jednak niestety -
                      nieprawdziwa. Tak samo jak różnimy się temperamentem czy powiedzmy pociągiem do
                      alkoholu tak samo różnimy się pociągiem do agresji. Mysle że nie zawsze ale
                      można się z tym urodzić. Mam znajomych wyjątkowo na poziomie których syn po
                      prostu ma takie skłonności. Chłopcy ogólnie lubią się bić a on po prostu
                      bardziej i od zawsze były z nim takie problemy. Rodzice nigdy go nie uderzyli.
                      Zero patologii. Ja nie chcę żeby córka się z nim bawiła, bo próbowaliśmy
                      wielokrotnie w odstępach czasy, ale on jest przykry, chce ją bić, popycha.
                      Oczywiście do opisanego gryzonia wiele mu brakuje. Inni chłopcy mimo trudnego
                      wieku są mili. Wiele dzieci żadnego dziecka nigdy nie uderzyło - tak jak moja.
                      Dziecko nie zmieni się po jednym przepraszami. Ono po prostu takie jest. Może
                      przez wychowanie, ale tego się łatwo nie zmieni. Może ojciec każe jej się gryźć
                      w sutek... Pojęcia nie mam.
                      I nie fair jest wymagać od ofiary pojednania. W ten sposób tłamsi się jego
                      psychikę. Ma prawo się nie pogodzić.
    • leeloo2002 Re: Wróciła pogryziona ze szkoły! Jak zareagować? 07.09.06, 16:16
      ja bym zglosiła to wychowawcy i porozmawiała z dziewczynka-sprawcą
    • a_weasley Ballada o ubocznych skutkach pacyfizmu 07.09.06, 17:51
      mafrolka napisała:

      > Wiecie co-teraz żałuję, że całe życie uczyłam ją innych metod
      > rozwiązywania konfliktów niż przemoc.

      Bardzo dobrze, że uczyłaś innych. Tylko chyba za bardzo wzięła sobie do serca,
      że nie należy się bić tak całkiem. A tym czasem, jak słusznie zauważyłaś,

      > czasami nie tędy droga.

      Oczywiście wśród ludzi cywilizowanych istnieją inne drogi i te inne należy
      stosować, jeśli tylko to jest możliwe, ale czasem możliwe nie jest.
      Bezpośrednia czynna napaść to jest właśnie modelowy przykład takiej
      niemożliwości. Napadnięty ma prawo się bronić - a nie broniąc się, chociaż by
      mógł, szkodzi nie tylko sobie, lecz i innym, bo rozzuchwala stosującego przemoc,
      zachęca też jego potencjalnych naśladowców.
      • mafrolka Ufff, mam nadzieję, że to koniec 07.09.06, 22:33
        horroru. Po południu w drodze po małą spotkałam wychowawczynię, pobiżnie
        zrelacjonował mi wydarzenia. Z inicjatywy dyrektorki, w obecności pani od
        gimnastyki została przeprowadzona rozmowa z gryzoniem. Przyznała się,
        przeprosiła córkę. Pani była mocno zaskoczona, wydawało jej się, że nie doszło
        do niczego poważnego, "z daleka" sytuację widziała ale skoro dziecko się nie
        skarżyło to zbagatelizowałas sprawę.......Dyrektorka twierdzi, że została
        zobwiązana do bacznego przyglądania się temu, co dzieje się w szatni. No
        zobaczymy, już chyba nie będę się za nią po szkole uganiać, wolałabym żeby
        sprawa przestała być "na topie"-mała zmęczona już rozgrzebywaniem po raz
        enty.Natomiast pani świetliczanka zakręcona jak baranie rogi-tak, dziecko jej
        mówiło ale nie pokazywała, więc trudno było przypuszczać, że to coś tak
        poważnego.Trochę zasłaniać się chciała "pierwszymi dniami", " dużą ilością
        dzieci" ale szybku ucięłam te bzdurne argumenty. Dyrektorka chce jeszcze wezwać
        rodziców gryzonia, mam nadzieję, ze to zrobi-obiecywała przyglądać się tej
        rodzinie. Tata-Gryzoń Senior miał pecha natknąć się na mnie gdy przyszedł po
        małego gryzonia-zdałam mu dokładną relację z podjętych działań-znowu ani me,
        ani be. Niestety to, co zrobiło największe wrażenie na dyrektorce-to moje
        stwierdzenie, że w takim razie na ten moment nie będę interweniować w
        kuratorium i na Policji. Odetchnęła wyraźnie z ulgą-jak gdzieś wyżej było
        napisane, zdaje się, że to jeden z najważniejszych wątków sprawy dla niej.
        Ranka na szczęście nie kwalifikuje się do szycia, opuchlizna znika. Małej
        powoli wracają jakieś lepsze odczucia co do szkoły-dziś nawet już była ciut
        niezadowolona, że tak wcześnie ze świetlicy poszła, bo cos tam z koleżankami
        miały w planach smile Zastanawiam się, czy powinnam skonsultować ją z jakimś
        psychologiem, niby wraca do równowagi ale czuję, że dłuuuugo tego zdarzenia nie
        zapomni( a my razem z nią). Może po przepracowaniu sprawy/emocji z sensownym
        specjalistą dziedzięcym we wspomnieniach z pierwszych dni edukacji coś innego
        zajmie miejsce naczelne. No nie wiem, jak sądzicie? Acha-przeszła poważne
        szkolenie z zakresu "co robić, gdy ktoś mnie krzywdzi/widzę jak innym dzieje
        się krzywda". Wie, że ma się bronić. Wie, że szukanie u dorosłych pomocy to nie
        wstyd. Na razie teoria 'na sucho", no ale wołałabym uniknąć sprawdzania jak
        bardzo te nowości przyswoiła.Zobaczymy jak to dalej się wszystko poukłada. Na
        razie stramy się wszyscy odzyskać spokój, ja próbuję coś zjeść, bo na stres
        reaguję zanikiem apetytu, więc od wczoraj post. Ech, to pierwsze nasze
        zetkniecie z brutalnościa i przez to pewnie takie natężenie emocji. Dziękuje
        Wam wszystkim, bez Was pewnie miotałabym się nie wiedząc jak to rozegrać. Padam
        na twarz-większośc nocy nie przespana, więc znikm jeszcze raz
        dziękując.pozdrawiam serdeznie
        • vharia Re: Ufff, mam nadzieję, że to koniec 07.09.06, 22:43
          Cieszę sie, że sprawa właściwie już "przerobiona" i wracacie do równowagi.
          Myślę, ze obędzie sie bez psychologów, dacie sobie rade same. Potrafisz udzielić
          dziecku wsparcia i omówić problem a to zwykle wystarcza. Zdziwiłabym sie, gdyby
          Twoja córka nie doszła do równowagi sama. Zresztą- dziecko pewnie chciałoby już
          o tym incydencie zapomniećsmile
        • agawamala Re: Ufff, mam nadzieję, że to koniec 08.09.06, 06:39
          Cieszę się, że Mała wraca do równowagi - to jaważniejsze.
          Fakt, że dyrektorka najbardziej się ucieszyła z faktu, że nie będzie dalszego
          działania ( policja, kuratorium) dobrze nie rokuje. Ważne jest to, że nie
          będzie przkrycha dla szkoły sytuacji ( a szkoła bardzo tego nie lubi), a nie
          dobro dziecka i bezpieczeństwo innych.
          Reakcji tatuśka można się było spodziewać. Skoro wychował agresorkę, to niby
          dlaczego ma się buntować przeciwko jej zachowaniom.
          Trzymałabym rękę na pulsie, bo wcale nie jest pewne czy smarkata nie dostała
          instrukcji "bij tak, aby nie było śladów" ( wyrażonej werbalnie albo nie,
          bezpośrednio do niej, albo do kumpla).
          Nie wiesz co to za środowisko, a bandziorów nie brakuje.
          • haydut agawamala! 08.09.06, 09:10
            Bez komentarza!!!sad(
            • mafrolka Pozagladałam do Waszych wypowiedzi, 08.09.06, 11:09
              widzę, że sytuacja stała się preludium do szerszej dyskusji nad sytuacją
              sprawcy i ofiary ( no trochę poważnie brzmią te okreslenia w szkolnej sytuacji,
              no ale bardzo nie na miejscu też nie są). Wybaczcie, że na razie nie zajmę
              stanowiska-jeszcze mój ból nie wybrzmiał, zacisk na żołądku nie puścił-nie
              umiem jeszcze przenieść uwagi z niczym nieuzasadnionej krzywdy mojego dzieka na
              poszukiwanie pryczyn takiego zachowania u sprawczyni. Zdaje się, że jestem
              bardziej "pamiętliwa" niż córka-co prawda "cześć" do gryzonia nie powiedziała,
              ale weszła dziś rano do szatni, usiadła obok, przebierała buty. To ja nie
              mogłam się powstrzymać przed mocno niechętnymi spojrzeniami w stronę grzyonia (
              pomimo tego, że gryzoń dziś miał minę mocno nietęgą-podejrzewam "pasowe"
              załatwienie sprawy w domu) i demonstracyjnym ignorowaniem osoby Gryzonia-
              Seniora. Ludzkie czy prymitywna jestem, że tak nie mogę nabrać dystansu? Może
              cas da ukojenie. pozdrawiam
              • triss_merigold6 Re: Pozagladałam do Waszych wypowiedzi, 08.09.06, 12:53
                Rozumiem Cię, bo pewnie też bym czuła silną niechęć do tej dziewczynki. Ale
                spranie jej po tyłku niczego nie załatwi. Wiem, że to nie Twoja sprawa dociekać
                z jakiego powodu pogryzła Twoją córkę i jaki ma problem emocjonalny panna -
                agresor. Tylko będę upierać się, że 7-letnie dziecko normalne, bez poważnych
                kłopotów psychicznych/emocjonalnych, nie rzuca się z zębami do innych.
                Popchnie, wyrwie plecak, szarpnie za włosy ale nie z zębami. Z zębami może
                rzucać się 1,5 roczniak, jeszcze dwulatek tak ale trzylatek już nie bardzo.

                Nie zrozum mnie źle, to nie Twoja sprawa wnikać co dziewczynka ma w głowie i z
                jakiego powodu ale nie wydaje mi się żeby była szczęśliwym dzieckiem...
                • kochanie464 Przyjzyjcie sie dzieciom-bedzie mniej morderstw 09.09.06, 10:13
                  czasami danie klapsa bo dla takiego dziecka jeden klaps jest czyms okropnym
                  moze duzo zdzialac.Moje dziecko wylapuje klapsa raz na tydzien lub dwa tygodnie-
                  kiedy jest juz naprawde niegrzeczna i to pomaga.Jednak wole z nia
                  rozmawiac.Mysle ze z gryzoniem trzeba chyba bardziej drastycznie postapic.Dla
                  mnie to jest szok ze tak male dziecko w ten sposob sie zachowalo.Mam nadzieje
                  ze nie rosnie mala terrorystka.Oczywiscie to jest wina tylko rodzicow.Wszyscy
                  wiedza jakie sa konsekwencje zlego wychowania dzieci-morderstwa,zlodziejstwo i
                  to w szkolach podstawowych.Rodzice przyjzyjcie sie swoim
                  dzieciom!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • vharia Re: Pozagladałam do Waszych wypowiedzi, 08.09.06, 13:47
                Mafrolka, normalna jesteśsmile
                Ci, którzy natychmiast wszystko wybaczali i zapominali, kto wyrządził im i ich
                dziecku krzywdę juz zostali wyeliminowani przez selekcje naturalną z nurtu
                ewolucjismile))
                Wprawdzie jesteśmy cywilizowani, więc nie rzuciłaś się na tamto dziecko z
                pazurami, ale wymagać, abyś zapomniała o calej sprawie przez jeden wieczór???
                Zapomnisz, jak troche czasu minie a w szczególnosci, jeśli tamta dziewczynka
                będzie sie dalej zachowywać normalnie.
              • nangaparbat3 Marfolka 09.09.06, 11:45
                nie jestes prymitywna (co za pomysł w ogole!), bardzo spokojnie w tej całej
                sytuacji sie zachowujesz.
                Dwa lata temu dziewczynki z gimnazjum zaatakowały na ulicy (właściwie na moich
                oczach)moja córkę (wtedy w szóstej klasie), obrzuciły wyzwiskami, opluły,
                uderzyły. Zadzwoniłam na policje i radzili przyjechać, złozyc zeznanie,
                zrobiłysmy to od razu. Potem rozmawiałam z psycholozką ze szkoły, do ktorej
                chodziły, powiedziała mi, że to nie pierwszy raz, ze dziewczyny maja strasznych
                rodzicow, zajely sie dziewczynkami, a sprawa trafiła do sądu rodzinnego, gdzie
                rodzicow upomniano.
                one musiały dostać sygnał, że takie rzeczy nie uchodzą płazem, ale też musiały
                dostac jakaś pomoc.
                Tobie wcale sie nie dziwię, ze tak reagujesz, chyba niemozliwe by było, zeby
                inaczej, przecież Twoja córeczka wciąż jest z ta agresorka w jednej klasie.
                W tej sytuacji naprawdę trudno o dystans.
                • scher Re: Marfolka 09.09.06, 11:51
                  nangaparbat3 napisała:

                  > one musiały dostać sygnał, że takie rzeczy nie uchodzą płazem, ale też
                  > musiały dostac jakaś pomoc.

                  No to właściwie jesteśmy jednomyślni smile

                  Sz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka