Dodaj do ulubionych

Komunia i religia - dylemat

22.09.06, 16:17
Moje dziecko chodzi na religię i pójdzie do komunii. Jednak nie chodzimy do
kościoła, nie modlimy się, nie uczestniczymy w żaden sposób w życiu parafii.
Sprawy religijne są u nas raczej tradycją: kościelne śluby, chrzty, a w zimę
przyjmujemy księdza po kolędzie, bo w sumie dlaczego nie. W końcu wszystko to
jest dobre, wszystko to jest tradycją naszego kraju od pokoleń, a zupełnie
niewierzącymi ludźmi też nie jesteśmy. Podoba się nam przesłanie
chrześcijaństwa, choć do pewnych granic.
No, ale nie jesteśmy też katolikami, skoro nie uznajemy spowiedzi, komunii i
innych rzeczy, prawda?

W tej sytuacji posyłając dziecko do komunii, chciałabym z tym dzieckiem jakoś
szczerze porozmawiać, wytłumaczyć dlaczego JA komunii nie przyjmuję. Nie wiem
jak się do tego zabrać, żeby 8-letnie dziecko zrozumiało i żeby nie było
konfliktu pomiędzy tym, co mówi ksiądz, a tym, co mówię ja.

Może któraś z was ma takie dylematy?
Proszę, żeby nie odpowiadały na ten post osoby praktykujące i wierzące,
interesuje mnie zdanie takich osób, jak ja - które krytycznie oceniają
Kościół, ale zostały wychowane w poszanowaniu religii i kultury.

Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. Dzięki.

Obserwuj wątek
    • carmelaxxx Re: Komunia i religia - dylemat 22.09.06, 19:22
      > przyjmujemy księdza po kolędzie, bo w sumie dlaczego nie


      skoro nie uczestniczysz w zyciu kosciola to dlaczego raczej w sumie ptytanie
      nauwa sie dlaczego "tak " ??
      • yuka66 Re: Komunia i religia - dylemat 22.09.06, 21:57
        Troche to bez sensu: nie uznajesz komunii, ale posylasz do niej syna i chcesz
        mu to logicznie wytlumaczyc. Obawiam sie, ze sie nie da.
        • ibulka Re: Komunia i religia - dylemat 22.09.06, 22:39
          Nie rozumiem w takim razie, dlaczego i po co w ogóle ochrzciłaś swoje dziecko?!
          Rodzice oraz rodzice chrzestni, po sakramencie Chrztu Świętego zobowiązani są
          do wychowywania swojego dziecka w wierze, do prowadzenia go co niedzielę do
          kościoła itd.
          Skoro ty tego nie praktykujesz, to po co to, dla jakiego celu?

          Może jednak lepiej nie posyłaj dziecka do Komunii, bo przecież na siłę to nie
          ma absolutnie najmniejszego sensu...

          'Wiara bez uczynków martwą jest...' - nie można więc mówić o wierze w rodzinie,
          która nie praktykuje, a księdza po kolędzie przyjmuje, bo dlaczego tego nie
          robić, skoro jest papierek od chrztu, Komunii, bierzmowania... ;]

          Bez obrazy.
    • dorjana1 Re: Komunia i religia - dylemat 23.09.06, 00:02
      hej
      rozumiem Cię doskonale-w tej chwili mam podobny dylemat- moja córka ma 6 lat i
      zaczęly sie zajęcia religii.Zadecydowala ona sama -ja zadalam pytanie czy
      chcialabys sie dowiedzieć czegoś nowego,ciekawego -posluchać pięknych legend o
      czlowieku zwanym Jezusem a także poznać pewne obrzędy z którymi w naszym kraju
      spotkasz sie na każdym kroku.Jej odpowiedź brzmiala ''tak''.Nie nauczylam jej
      żadnej modlitwy,poszla tydzien temu na zajęcia nie umiejąc sie
      przeżegnać.Podobają jej sie piosenki,opowieści.To co dla mnie najważniejsze
      czyli dobro i poszanowanie drugiego czlowieka -nie bedzie na tych lekcjach
      podważane.Kiedy powie że cos jej sie nie podoba to przestanie.A jeśli chodzi o
      Komunię i resztę obrzędów-ponieważ wychowalam sie w aż tak przesadnie
      kościelnym kraju -odbędziemy z szacunkiem ale i z podejściem że to
      zwyczaj.Komunię ubiorę w hasla o dorastaniu i wchodzeniu w nowe życie duchowe.W
      sprawie reszty zabierać glosu nie będę.Decyzja bedzie córki.
      Ja księdza jednak nie zapraszam.Jest urzędnikiem.

      Dorota
      • ibulka Re: Komunia i religia - dylemat 23.09.06, 00:48
        Religia i wiara to temat rzeka, ale naprawdę żal mi dzieci, które posyłane są
        do Komunii, bo taki jest zwyczaj...
        Ehh...

        indifferent
        • dorjana1 Ibulka 23.09.06, 09:35
          Kochana,niech nie będzie Ci żal.Wychowuję- z tego co widzę wspanialą
          chrześcijankę smile))nie nazywając tego wszystkiego tak jak podobaloby sie
          wszystkim.
          • ibulka Re: Ibulka 23.09.06, 13:25
            dorjana1 napisała:

            > Kochana,niech nie będzie Ci żal.Wychowuję- z tego co widzę wspanialą
            > chrześcijankę smile))nie nazywając tego wszystkiego tak jak podobaloby sie
            > wszystkim.


            I bardzo dobrze.
            Piętnastolatka z mojej rodziny to diabelnie religijne bydlątko, a jak była
            mała, to jej matka nie bardzo do Kościoła z nią chodziła itd.
            Powodzenia :o)
        • komunia1 Sama jestem takim dzieckiem - 24.09.06, 09:51
          - zostałam wychowana raczej w tradycji, niż w wierze. Nie podoba mi się to i
          zauważam małą absurdalność tej sytuacji, jednak takie podejście przekazywane
          jest z pokolenia na pokolenie i jednak te dylematy są. W tak tradycyjnym i
          katolickim kraju jak nasz nie wyobrażamy sobie ślubu bez kościoła, dziecka bez
          chrztu, czy pogrzebu bez westchnienia do Boga. A żeby tę tradycyjną otoczkę
          mieć, trzeba przyjmować kolejne sakramenty i nie narażać się własnej parafii -
          to głupie, ale niestety ksiądz zawsze patrzy w swoje karteczki, sprawdza, "czy
          rodzina księdza po kolędzie przyjmuje?" i wtedy dopiero zezwala na chrzest czy
          komunię.
          Dodać do tego należy, że są ludzie, tacy właśnie jak ja, którzy CHCĄ być
          katolikami, bo uważają to za swoją powinność i potrzebę, ale jednocześnie nie
          potrafią zauważyć sensu w niektórych obrzędach czy dogmatach. Powstaje więc
          taki wewnętrzny konflikt, a jakoś decyzje na codzień podejmować trzeba.
          Nie chciałabym odbierać dziecku tego, co fajne (piosenki na religii), tego co
          dobre (fundamenty wiary katolickiej) i tego, co ważne (wiara w Boga w ogóle).
      • procesor Re: Komunia i religia - dylemat 23.09.06, 12:33
        z ciekawości - tzn. że córkę ochrzciłaś?
      • xkx2 Re: Komunia i religia - dylemat 24.09.06, 07:47
        Dla mnie to nic innego jak rodzaj tchórzostwa. Samemu nie wierze ale lepiej
        niech me dziecko dla swego dobra uczestniczy w tym cyrku bo co powiedzą inni.
        Paranoja. Naprawdę paranoja. Albo się jest niewierzącym albo się jest
        wierzącym to się wzajemnie wyklucza. Nie można być trochę wierzącym albo trochę
        niewierzącym albo niewierzącym ale me dziecko będzie trochę praktykować bo co
        powiedzą w szkole lub co powiedzą sąsiedzi. Dla mnie to jest czysta
        hipokryzja.
        • komunia1 Odpowiedź 24.09.06, 09:58
          To, co ludzie powiedzą, nie ma akurat dla mnie znaczenia.
          Ewentualny ostracyzm i inność dziecka w szkole też nie byłaby dla mnie żadnym
          problemem.

          Rozważamy ten temat na innej płaszczyźnie - mówimy o sumieniu, o dobrych i
          złych aspektach religijnego wychowywania dziecka osób niewierzących lub osób,
          które wierzą, ale nie uznają niektórych dogmatów czy obrzędów.

          Niestety ale SĄ TAKIE OSOBY.

          I mówimy o tym, jak rozmawiać o tym z dzieckiem.


        • lola211 Re: Komunia i religia - dylemat 28.09.06, 11:39
          Tak naprawde to niewierzacych jest najmniej.Wiecej jest jednak wierzacych(bo
          tak zostalismy wychowani), ktorzy jednakze maja wiele watpliwosci co do
          Kosciola, nie do Boga tylko do Kosciola wlasnie.I stad sie biora dylematy- czy
          poslac dziecko na religie, gdzie bedzie mu wpajane, ze do kosciola chodzic
          trzeba i sakramenty przyjmowac.
      • komunia1 Tak, ja bardzo podobnie to pojmuję jak doriana1 24.09.06, 10:15
        Dzięki za Twój post, Doriana1,
        ja też w taki sposób rozmawiam z córką,
        też nie uczę jej modlitw i dają jej wybór.

        Komunia to jej wielkie marzenie, a w życiu duchowym uczestniczy bardzo aktywnie
        i strasznie jej się to podoba, nie mam sumienia jej w tym przeszkadzać - gdyby
        była żle nastawiona do tego, pewnie bardzo bym jej nie nakłaniała i uszanowała
        jej podejście do tego.

        Jednak nie wiem, czy 8-letnie dziecko jest w stanie jakoś ogarnąć umysłem to,
        że mama wierzy w Boga, ale nie uznaje komunii czy spowiedzi...
        Jak to jest u Ciebie, doriana1 ?
        Mówisz swojemu dziecku o tym, w co TY wierzysz? albo o tym, ze nie wierzysz w
        nic...?

    • kasia_piet Re: Komunia i religia - dylemat 23.09.06, 18:19
      Zajrzyj na forum kosciol religia bez katocenzury.
      Tam jest moj post.
    • xkx2 Re: Komunia i religia - dylemat 24.09.06, 07:42
      A więc zaliczasz się to tzw. Dziwnej grupy wierzących ale niepraktykujących
      albo może inaczej częściowo praktykujących. Będę szczery ale Cię nie rozumiem.
      Bo albo jestem osobą wierzącą a wtedy postępuję w miarę możliwości z nakazami
      Religi albo jestem osobą niepraktykująca ze wszystkimi tego konsekwencjami
      czyli: np. nie urządzam wigilii nie przyjmuje księdza po kolędzie i nie posyłam
      swego dziecka na religie. Nie można być trochę niepraktykującym albo trochę
      wierzącym czy trochę niewierzącym bo to się wzajemnie wyklucza. Albo się jest
      praktykującym albo nie inaczej doprowadza to do konfliktu i paranoi. Jeśli nie
      uznajesz komunii to po co posyłasz na nią swe dziecko jeśli jest to niezgodne z
      twymi zasadami? W tej chwili wytłumaczyć dziecku sytuacje będzie obawiam się
      jeśli nie nie możliwe to niezmiernie trudne. Zresztą przygotowania do komunii
      św. wymagają zaangażowania nie tylko dziecka ale też rodziców a co za tym idzie
      zostaniesz najprawdopodobniej zmuszona do uczestniczenia w tych przygotowaniach
      albo trzeba będzie jakoś wytłumaczyć się z tego że się nie chcesz angażować w
      komunie św. Tylko w takim razie po co posłałaś dziecko na religie? Aby sobie
      narobić kłopotów? Aby dziecko się nie wyróżniało z grupy? – ten drugi argument
      to tez bez sensu bo jak to był w tym kawale z prądem to jeno samo g…. idzie z
      pod prąd porządne ryby. Podsumowując moją wypowiedz sama się wpakowałaś w
      kabałę więc sama będziesz zmuszona wypić to piwo co sobie nawarzyłaś tylko i
      wyłączne przez brak konsekwencji i ja wiem strach przed odstawanie na pierwszy
      rzut oka od ogółu. Bo teraz masz 2 możliwości obydwie w Twej sytuacji
      idiotyczne i prowadzące do kłopotów:
      1. Robić normalnie tak jak inni czyli defakto zacząć praktykować.
      Prowadzać dziecko do kościoła samemu iść do spowiedzi itd. itp. - i w zasadzie
      postępować wbrew sobie.
      2. Nic nie robić nie angażować się w cały ten cyrk ale wtedy trzeba będzie
      się wytłumaczyć przed innymi rodzicami bo zapewne padną niedyskretne pytania
      podobnie jak przed księdzem na kolędzie oraz dziecko też zacznie zadawać dziwne
      pytania czemu się nie będę dziwił bo sytuacja go przerośnie.
      A można było tego wszystkiego uniknąć będąc po prostu konsekwentną w swym
      postępowaniu czyli po prostu jako osoba niepraktykująca nie posyłać swego
      dziecka na religie i nie przyzwyczajając go do praktyk religijnych.
      • malgosiek2 Re: Komunia i religia - dylemat 24.09.06, 08:02
        No właśnie.
        Przeczytałam obydwie Twoje wypowiedzi i się zgadzam.
        Sama chciałam coś podobnego napisać tylko nie wiedziałam jak to ująć.Sama byłam
        wierząca,ale mam mża ateistę.
        W związku z tym nie mamy slubu kościelnego dzieci są nie ochrzczone i starszy
        teraz jest w II kl.i do komunii nie idzie.
        Jakoś nie czujemy z tego powodu jakiś nacisków.
        To moje/nasze zycie i żyję zgodnie ze swoim sumieniem.
        Starszy w I kl.chodził na religię,bo sam chciał i miał ochotę.nie broniliśmy.
        Ale od II półrocza zrezygnował,bo stwierdził,że to nie dla niego.
        Teraz nie chodzi na religie.Jest jedynym dzieckiem w klasie,które nie chodzi na
        religię.
        Nie czuje się z tego powodu jakiś gorszy.
        Również wg.mnie to tchórzostwo i pozbycie się "problemu"i hipokryzja czy w
        jakimś sensie ułatwienie sobie życia.
        Życzę więcej odwagi i konsekwencji w Twoim postępowaniu.
        Pzdr.Gosia
        • xkx2 Re: Komunia i religia - dylemat 24.09.06, 08:44
          Jest mi jedynie przykro z tego powodu ze zyje w kraju gdzie ludzie sa poniekad
          zmuszania do takich dziwnych zachowań po przez epatowanie jedynie słuszna
          religia na kazdym kroku w insttuccjach któe powinny byc całkowicie swieckie.
          Pisałem juz raz na ten temat ale napisze po raz drugi dla mnie idealnym
          rozwiazanie tego problemu jest metoda z Francji dzie szkola i instytucje
          państwa sa z zasady swieckie i jest tam zakaz uzwnetrznania na ich terenie swej
          religi i dotyczy to wszystkich religi i jest wyjatkowo kosekwetnie
          przestrzegne. Wobec tego niema jakiegos problemu komuni czy religi czy jakis
          nacisków.
      • komunia1 Więc kim jestem? 24.09.06, 10:08
        Jeśli WIERZĘ w istnienie Boga (a przynajmniej bardzo się staram w to wierzyć).
        Jeśli POTRZEBUJĘ życia duchowego a zostałam wychowana w duchowości katolickiej.
        Jeśli POPIERAM wszelkie idee chrześcijaństwa i uważam to za dobre i potrzebne.
        Jeśli NIE UMIEM spowiadać się księdzu i nie widzę w tym nic złego.
        Jeśli NIE UMIEM zrozumieć i przyjąć wybranych dogmatów (np. Biblii, ponieważ
        Stary i Nowy Testament przeczą sobie wzajemnie).

        - Jestem więc człowiekiem wierzącym (może ze strachu, nie wiem tego, a może z
        serca) ale nie jestem prawdziwym katolikiem.

        - Muszę dokonac wyboru w sprawie komunii i religii swojego dziecka.


    • nowabiala1 Re: Komunia i religia - dylemat 24.09.06, 14:59
      Na forum wychowanie w wierze jest podobny wątek
      • dorjana1 Komunia1-cd 24.09.06, 17:34
        przyznam sie że balam sie tu znów zajrzeć bo jednak to co czujemy i robimy
        trochę inaczej wyglada w rzeczywistości-na forum jest to splycane i szarpane
        jakby nie od tej strony.

        Komunia 1 -odpowiadam Ci na pytanie-ja w Boga i wszystkie jego postaci -nie
        wierzę.Nie wiem skąd i jak mi sie to wzielo-w rodzinie chowalam
        sie ''polskokatolickiej'' a więc chowana bylam w strachu przed pieklem,w kulcie
        padania na kolana i zachwytu nad księdzem (dopóki jeden nie zlapal mnie brzydko
        za kolano)- w w jakims dziwnym kieracie tego typu że padalam na twarz ale
        pacierz w nocy odbębnialam bo inaczej nie moglabym zasnąć.Jak doroslam,jakoś
        filozoficznie udowadnialam sobie że tam jest nic.To cialo które stygnie nie
        czeka już nic.To co mamy do osiagnięcia i zrobienia róbmy tu -
        kochajmy,pomagajmy ludziom za ścianą.Dlaczego w moim wieżowcu -skąd idą w
        niedziele pięknie ubrane gromady ludzi -nikt nie chcial ze mną iśc do siasiadki
        która bila dziecko ??? chcialam miec przy sobie jedną osobę !!! NIKT NIE
        CHCIAL!! więc kościól chyba nie do konca uczy tego co trzeba.Uczy może zbyt
        plytko i tak jak sam to widzi to o czym nie ma pojęcia.

        Dziecku dajmy korzenie i skrzydla.Wiedzę córce udostepnię ale nie umiem jej
        powiedzec ze jestem wierząca i bede chodzila z nią do kościola,co wiecej
        nazywala nas katolikami.Nie będę potafila powiedziec jej że seks przedmalżeński
        jest zly - bo nie jest- tylko trzeba mieć w glowie tez haslo
        odpowiedzialność.Że ma wierzyc tylko w kalendarzyk -bo to nieprawda.I cala masa
        rzeczy która jednak na życie nie ma przelożenia.
        • skrzynka3 Re: merytoryczne sprostowanie 24.09.06, 19:33
          dorjana1 napisała:

          > >
          > >.Że ma wierzyc tylko w kalendarzyk -bo to nieprawda.

          Racja nieprawda -kalendarzyk juz od baaardzo dawna nie obowiazuje w KK. Metody
          objawowe wyznaczania plodnosci (obowiazujace obecnie katolikow)nie maja z
          kalendarzykiem nic wspolnego.
          Co nie zmienia faktu, ze dalej mozesz przekazywac corce, ze wg Ciebie inne
          metody antykoncepcyjnie sa rownie dobre albo nawet lepsze -Twoje prawo smile
          Skrzynka
    • rysa9 Nie zabraniajcie dzieciom... 24.09.06, 19:41
      Dołączam do "komunii1" i "dorjany1". Rozumiem Was doskonale, bo sama jestem w
      podobnej sytuacji.
      Moje dziecko chodzi na religię, bo... chce. Nie będzie chciało, to przestanie
      uczęszczać. Przystąpi do komunii św., jeśli będzie chciało.
      Nie wprowadzam dziecka w świat wiary, bo nie czuję się autorytetem w tej
      dziedzinie. Jedynie opowiadam o Świętach kościelnych.
      Kiedyś bardzo dużo chodziłam do kościoła ale w pewnym momencie zauważyłam, że w
      ogóle nie słucham tego, co mówi ksiądz a modlitwy klepię automatycznie.
      Poczułam, że zamiast przybliżać się do Boga, coraz bardziej się od Niego
      oddalam. Dlatego dzisiaj staram się chociaż w swoich czynach wyrażać miłość do
      Boga. Może jeszcze kiedyś dorosnę do prawdziwej wiary.
      A czemu pozwalam dziecku chodzić na religię?
      Bo kieruję się słowami:
      „Nie zabraniajcie dzieciom przychodzić do Mnie”.
      • komunia1 Doriana, Rysa - dziękuję, to bardzo mądre słowa, 26.09.06, 09:53
        Tak właśnie to wszystko pojmuję, nie zabraniam, daję dziecku wybór.
        Wiecie co, wcale nie czuję się taka pewna siebie ani szczęśliwa czy mądrzejsza
        z tego powodu, że "nie padam przed księdzem na kolana". W zasadzie brakuje mi
        tej wiary i tego "oparcia" w Kościele, bo tak mi w dzieciństwie wbito do głowy,
        ze to ważne, że piekło, kary, smutek i gniew Boga.... gdzieś w głębi duszy mam
        szacunek do tych wartości, choć rozum nie pozwala mi być "prawdziwą" katoliczką.
        Dlatego moje dzieci będą uczestniczyły w życiu kościoła, do momentu, do którego
        będzie im się to jeszcze podobało...

        Ostatni raz poszłam do spowiedzi przed ślubem, bo musiałam jakąś karteczkę
        księdzu dostarczyć z podpisem, że byłam u spowiedzi (zgroza...), no to poszłam
        do tej spowiedzi, bo chciałam już "być w porządku".
        To był jakiś koszmar, nigdy więcej do spowiedzi nie pójdę, to absolutnie nie ma
        sensu. Jak jakiś ksiądz prostaczek może "rozgrzeszać" ludzi, którzy są od niego
        lepsi i mądrzejsi?

        Idee Kościoła są piękna, ale - jak wszystko - w rzeczywistości nie wyglada to
        tak czarno-biało, a mnóstwo rzeczy w tych obrzędach jest naprawdę
        katastrofalnie głupie.

        Tak jest z każdą religią.
        Ale społeczeństwa i ludzie bez religii są jeszcze gorsi. Nie ma więc złotego
        środka.... a ja go szukam, jak ślepiec igły w stogu siana...

        Zazdroszczę tym, którzy wierzą we wszystko bezkrytycznie - z pewnością są to
        szczęśliwi ludzie. Ja muszę szukać szczęścia we własnej filozofii, a to nie
        jest łatwe (ale osiagalne...)


        • komunia1 Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 26.09.06, 09:59
          Zauważyliście, że rozterki kościelne mają z reguły ludzie w wieku 16-30 lat?
          Potem człowiek się starzeje i podświadomie boi się śmierci.
          Stąd tłumy staruszek w Kosciołach i Radiu Maryja.
          Może ja też kiedyś taka będę.
          Człowiek pokornieje, uwstecznia się, dziecinnieje... znów komunia sprawia mu
          radość... to takie naturalne....

          Może kompletni ateiści na starość są bardzo nieszczęśliwi... ?
          Dlatego to takie naturalne, że dzieci i starcy ciągną na rekolekcje wink
          Ciekawy jest ten przełom w życiu ludzi smile








          • inna_beti Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 27.09.06, 14:56
            Witam. Jestem chyba w podobnej sytuacji jak założycielka wątku. Ani ja, ani mój
            mąż nie chodzimy do kościoła (wyjątkiem są śluby, chrzciny itp.)Nasz syn
            przystępuje w przyszłym roku do Komunii i nie mam w związku z tym żadnych
            dylematów. Uważam, że posyłając dziecko na lekcje religii i do Komunii św. daję
            mu wybór - niech sam za jakiś czas oceni, czy Kościół ze wszystkim obrządkami i
            zasadami jest mu potrzebny do życia, czy nie. Nie chodzac na religię, do
            spowiedzi przed Komunią itd. nie miałby takowego wyboru z prostej przyczyny -
            nie poznałby innego sposobu na życie i podejścia do religii niż to, które
            obserwuje w rodzinnym domu. My niczego nie negujemy, staramy się wpajać mu
            religijną wiedzę w takim zakresie, w jakim jest w stanie zrozumieć. I również
            obchodzimy święta kościelne, a także przyjmujemy księdza w domu. A do kościoła
            nie chodzę i na razie nie zamierzam, nie czuję potrzeby stania w tłumie
            wystrojonych, rozmodlonych, a niekoniecznie dobrych i uczciwych ludzi i
            powtarzania ciągle tych samych słów, uczesniczenia w kościelnych schematach.
            Dla mnie osobiście to strata czasu i czesto tylko i wyłącznie "pokazówka". Ale
            nie powiem tego mojemu Synowi, kiedyś sam będzie wiedział, co o tym wszystkim
            sądzić.
            Dodam jeszcze, że argument "bo wszystkie dzieci z klasy idą do Komunii" uważam
            za bardzo ważny. Koleżeński ostracyzm w tym wieku bywa na tyle bolesny, że może
            miec wpływ na całe życie i zamierzam swoje dziecko przed tym uchronić.
            • malgosiek2 Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 27.09.06, 17:13
              Przeprasam nie chcę nikoga urazić,ale jak dla mnie osobiście to po prostu
              hipokryzja.
              Nie posłyam na religię,gdyż dziecko samo nie chce chodzić( w I kl.chodził przez
              pierwszy semestr)więc i nie przystępuje do komunii "bo wszyscy idą"
              Pzdr.Gosia
              • komunia1 Ostracyzm? 27.09.06, 20:54
                Argument "bo wszyscy idą" dla mnie nie istnieje, aczkolwiek w niektórych
                środowiskach (wieś) może to być ważny element. W miejskich szkołach dzieci są
                tak różne i jest ich tak dużo, że komunia niczego w koleżeńskie układy nie
                wnosi ani im nie przeszkadza.

                Ale ten cały wątek jest na inny trochę temat. Założyłyśmy, że dziecko do
                komunii idzie i komentujemy ten fakt w przypadku "niewierzących"
                lub "niepraktykujących" rodziców.

                Jakie widzicie tego wady? zalety?

              • inna_beti Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 27.09.06, 22:05
                Małgosiek2, zgadzam się z tobą całkowicie - to hipokryzja. Ale szczerze mówiąc
                mam to w nosie i chcę mieć święty spokój. I dlatego mój syn pójdzie do komunii,
                a ja nie będe musiała odpowiadać na trudne pytania co bardziej pobożnych
                członków rodziny. I uważam, że po cześci winą samego Kościoła jest to, że wielu
                ludzi podchodzi do sprawy podobnie jak ja (bo jestem pewna, że wielu mimo że
                mało kto sie do tego przyzna), że nie widzi w tym wszystkim - mszach,
                modlitwach, sakramentach - głębi i ważnych przesłań, ale przede wszystkim
                tradycję i mniej lub bardziej skomercjalizowane obrządki. Wystarczy rozejrzeć
                się i posłuchać - Komunia to nie duchowe przeżycie itd., ale przyjęcie,
                prezenty, pieniądze, ciuchy, a czasem nawet fryzjer i kosmetyczka (np. dla
                dziewczynek). Ale to już dyskusja na zupełnie inny temat.
                A w kwestii tzw. ostracyzmu - uważam, że to zjawisko jest i to niekoniecznie
                wśród dzieci. Miałabym nie posłać dziecka do I komunii, bo sama nie chodze do
                kościoła? Założę się, że za 20 lat jakiś mądry inaczej ksiądz nie chciałby u
                udzielić ślubu. Mam doświadczenia w tej materii, wolę jednak ich nie przytaczać
                na forum.
                Pozdrawiam
                • malgosiek2 Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 27.09.06, 22:28
                  No cóż zrobisz jak uważasz.
                  Ja natomiast jestem konsekwentana w tym temacie.
                  Moja mama w 11 lat po naszym ślubie(mamy tylko cywilny)nie może się z tym
                  pogodzić.
                  W dodatku co chwile prawi mi "morały" i głowę suszy,że nie ochrzciliśmy
                  dzieci,bo ją to w grobie będzie męczyć itd.
                  Starszego syna jak się przyznała kiedyś ochrzciła z wody,bo w razie czego
                  ksiądz uzna taki chrzest.
                  W końcu kiedyś bardzo się zdenerwowałam kolejnym wykładem na temat mojej
                  nie/religijności i powiedziałam,że jeśli chce mieć córkę rozwódkę to proszę
                  bardzo dzieci mogą ochrzcić po kryjomu i jak sie dowie kiedyś mąż to będzie
                  miała na sumieniu moje skończone małżeństwo.Bo namawiała mnie aby ochrzcić po
                  kryjomu i bez wiedzy męża.
                  Ja otwarcie mówię,że nie chrzcimy dzieci a starszy do komunii nie idzie.
                  Owszem jest zdziwienie,ale mnie to guzik obchodzi.
                  Kiedy urodziłam drugiego syna to w szkole inne mamy się pytają kiedy chrzest a
                  jak mówiłam,że chrztu nie będzie to była chwilowa konsternacja a potem znowu
                  pytanie "dlaczego?" a ja na to "czy chrzest jest obowiązkowy" odp."nie" "to o
                  co chodzi?"
                  Mimo wszytsko nie ulegam.
                  Może kiedyś......
                  Pzdr.gosia
                  • verdana Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 11:50
                    Dla mnie - niewierzącej żony wierzacego męża, sprawa jest prosta.
                    Nalezy powiedzieć dziecku prawdę - w co wierzymy, w co nie wierzymy. Dodając,
                    ze inni moga miec zupełnie inne opinie na ten temat.
                    Nie widzę nic zlego w tym, ze ksiądz będzie mowił o co innego, a w domu bedzie
                    się mowilo co innego. 8-letnie dziecko jest dostatecznie duże, by zrozumieć, ze
                    ludzie są różni i ich poglady są różne. Ma szansę wyrosnąć na osobę
                    tolerancyjną i akceptującą róznorodność.
                    Moje dzieci bez problemu przyjęły fakt, że matka do kościola nie chodzi i nie
                    wierzy w Boga, ojciec wierzy, choc za bardzo nie praktykuje, a babcia jest
                    bardzo wierząca. Nie przeszkadzał im nawet dziadek - niewierzący luteranin.
                    Naprawdę - nie widzę problemu.
                    No i mam grubo powyzej lat 30, a jakoś nadal zaliczam się do ateistów - i nie
                    jestem nieszczęśliwa.
                    • procesor Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 12:04
                      smile
                      Verdano
                      twoja postawa nie jest zbyt częsta - i chylę głowe smile

                      i tak mam wrażenie że te szopki z posyłaniem i usprawiedliwianiem się że "bo
                      inni" to tylko uciekanie przed zastanwoieniem sie tak naprawdę nad swoją
                      duchowością - czy to w formie religijnej czy ateizmu

                      bo łatwiej jest narzekając na KK jednak przyswajac jakieś elementy tej
                      duchowości niż ucziwie przyjrzeć sie co sie ma w duszy smile czy też umyśle (wersja
                      ateistyczna? smile jak ateista definiuje swoją duchowość?) i umiec to wytłumaczyć
                      sobie - i dziecku
                      albo np. poszukac innej formy któa nam odpowieda - czy to w kościele
                      chrześcijańskim innym niz KK czy w buddyzmie czy islamie, czy "pogaństwie"
                      wierzeń dawnych Słowian.. smile
                    • judytak Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 15:08
                      verdana napisała:

                      > Moje dzieci bez problemu przyjęły fakt, że matka do kościola nie chodzi i nie
                      > wierzy w Boga, ojciec wierzy, choc za bardzo nie praktykuje, a babcia jest
                      > bardzo wierząca. Nie przeszkadzał im nawet dziadek - niewierzący luteranin.
                      > Naprawdę - nie widzę problemu.
                      > No i mam grubo powyzej lat 30, a jakoś nadal zaliczam się do ateistów - i nie
                      > jestem nieszczęśliwa.

                      czuje sie w obowiazku sie dolaczyc - tak dla statystyki ;o)
                      roznice sa dwie: dziadek nie luteranin, a kalwinista, a ja nie ateista, a
                      agnostyk

                      pozdrawiam
                      Judyta
                      • verdana Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 16:30
                        Chyba sprostowanie się nada - ja tez raczej agnostyk.
                        • agatka_s Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 16:31
                          uuuups wyjdzie zem ignorantka, ale niech tam !

                          a jaka to roznica ?
                          • verdana Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 21:45
                            W skrócie upraszczajacym.
                            Ateista wierzy głęboko, ze Boga nie ma.
                            Agnostyk nie jest niczego pewny, kwestionuje możliwość wypowiadania się o
                            istnieniu lub nieistnieniu Boga.
                            • agatka_s Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 21:52
                              verdana napisała:

                              > W skrócie upraszczajacym.
                              > Ateista wierzy głęboko, ze Boga nie ma.
                              > Agnostyk nie jest niczego pewny, kwestionuje możliwość wypowiadania się o
                              > istnieniu lub nieistnieniu Boga.


                              Aha czyli agnostyk to taki wierzacy ale niepraktykujacy ateista. -smile))
                              • judytak Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 29.09.06, 13:45
                                agatka_s napisała:

                                > Aha czyli agnostyk to taki wierzacy ale niepraktykujacy ateista. -smile))

                                nie

                                agnostyk uwaza, ze ateizm, to tez wiara
                                a ze przekonujacych, pelnych dowodow w zadna strone nie widzi, i laski wiary
                                (czy to w istnienie, czy w nieistnienie) boga nie posiada, wiec zyje tak, jak
                                sam uwaza za najlepiej...

                                pozdrawiam
                                Judyta
                                • agatka_s Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 29.09.06, 13:49
                                  judytak napisała:

                                  > agatka_s napisała:
                                  >
                                  > > Aha czyli agnostyk to taki wierzacy ale niepraktykujacy ateista. -smile))
                                  >
                                  > nie
                                  >
                                  > agnostyk uwaza, ze ateizm, to tez wiara
                                  > a ze przekonujacych, pelnych dowodow w zadna strone nie widzi, i laski wiary
                                  > (czy to w istnienie, czy w nieistnienie) boga nie posiada, wiec zyje tak, jak
                                  > sam uwaza za najlepiej...
                                  >
                                  > pozdrawiam
                                  > Judyta


                                  Judytko to byl dowcip: chcialam powiedziec ze "agnostyk" to
                                  taka "niepelnowartosciowa" wersja "ateisty", na tej samej zasadzie
                                  jak "niepelnowartosciowa" wersja "wierzacego" jest "wierzacy, niepraktykujacy"


                                  ale powtarzam: to byl dowcip
                • procesor Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 11:58
                  inna_beti napisała:
                  > tradycję i mniej lub bardziej skomercjalizowane obrządki. Wystarczy rozejrzeć
                  > się i posłuchać - Komunia to nie duchowe przeżycie itd., ale przyjęcie,
                  > prezenty, pieniądze, ciuchy, a czasem nawet fryzjer i kosmetyczka (np. dla
                  > dziewczynek). Ale to już dyskusja na zupełnie inny temat.

                  aaaaaaaa!
                  ksiądz jak dziecko bez fryzjera i kosmetyczki to komunii nie udzieli?!
                  nie myl pokręcenia rodziców z wymaganiami kościoła!
                  u nas nei sposób było przekonać ludzi do alb - przeciez to nie ksiądz sie uparł
                  na te sukienki i garniturki..
                  i to nie ksiądz nakręca akcje z prezentami jak na slub!

                  > kościoła? Założę się, że za 20 lat jakiś mądry inaczej ksiądz nie chciałby u
                  > udzielić ślubu. Mam doświadczenia w tej materii,wolę jednak ich nieprzytacza
                  > na forum.

                  takie kwiatki wychodza jak ktos niewierzący domaga sie sakrametów!
                  oczywiście że sakramaentu małżeństwa nie udzieliłby ksiądz komuś kto nie miałby
                  za sobą chrztu, komunii i bierzmowania - bo to nie jest tylko ładne widowisko
                  tylko sakrament
                  i te sakramenty powinny być stopniowym wtajemniczaniem, wchozdeniem w swoją
                  wiarę - a w co niby wchodzi osoba nie wierząca która domaga sie sakarametów jak
                  rabatu przy zakupach w sklepie?

                  już prędzej przyjmę argument że dziecko chce jak inne dzieci chodzic na religie
                  - jak zechce zrezygnuje ale kto wie, może dziecko niewierzących osób zostanie
                  nawet zakonnicą? smile
                  ale argumenty że jak nie to jakiś "nawiedzony" ksiądz mu ślubu nie da.. przeciez
                  może wziąc cywilny - mało tego, moż ete wasze dzieci "na wszelki wypadek"
                  chrzczone będa potem miałay pretensje do was i będą szuakc sposobu wypisania sie
                  z KK? czemu takie dwoiste podejście? czemu KK jest przez was uznawany za zło -
                  bo nie akceptujecie (przecież macie słuszne prawo!) jego wymagań, uznajecie je
                  za głupie - a jednak na siłę wpychacie swoje dzieci z jego objęcia

                  praktyki magiczne?
                  rytuały takie jak odpukanie w nie malowane na wszelki wypadek?

                  doprawdy coraz bardziej szanuję osoby które maja odwagę postępowac zgodnie ze
                  swoimi przekonaniami - wg których KK nie jest im do szczęścia potrzebny!
                  no, uznaje jeszcze argumenty że dziecko samo wyraża chęć
                  ale te o wytykaniu? o głupich księżach co nie będa chcieli ślubu udzielić?
                  wygodne wymówki..
                  • kasiapfk Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 28.09.06, 12:23
                    > oczywiście że sakramaentu małżeństwa nie udzieliłby ksiądz komuś kto nie
                    miałby
                    > za sobą chrztu, komunii i bierzmowania - bo to nie jest tylko ładne widowisko
                    > tylko sakrament
                    ja tylko w kwestii jasnosci: sakramentu małżeństwa nie udzial ksiądz. To
                    sakrament, któego udzielaja sobie wzajmenie małżonkowie. Ksiadz
                    tylko "prowadzi" smile
                    z resztą wypowiedzi procesora się zgaadzam smile w całej rozciagłości.
                • procesor PS 28.09.06, 12:08
                  kwestia czy komunia to przezycie duchowe - to efekt nastawienia rodziców

                  ciekawe że dzieci tych naprawdę wierzących rodziców wcale nie mają odpicowanych
                  jak na ślub strojów, przyjęć w restauracjach i prezentów prawie jak na ślub
                  (albo i większych..)

                  z moich obserwacji wynika że im ktoś bardziej z rezerwą odnośi sie do nauka
                  kościoła - tym większa impreza i zadęcie "okołokomunijne".. a mam to świeżo w
                  pamięci
                  • agatka_s Re: PS 28.09.06, 12:46
                    procesor napisała:

                    > kwestia czy komunia to przezycie duchowe - to efekt nastawienia rodziców
                    >
                    > ciekawe że dzieci tych naprawdę wierzących rodziców wcale nie mają
                    odpicowanych
                    > jak na ślub strojów, przyjęć w restauracjach i prezentów prawie jak na ślub
                    > (albo i większych..)
                    >
                    > z moich obserwacji wynika że im ktoś bardziej z rezerwą odnośi sie do nauka
                    > kościoła - tym większa impreza i zadęcie "okołokomunijne".. a mam to świeżo w
                    > pamięci


                    A wedlug mnie "otoczka" nie zalezy od stosunku do wiary i kosciola, tylko od
                    ludzi-tzn rodzicow.

                    Rodzice ktorzy czuja sie spelnieni, zadowoleni, maja sukcesy na roznych polach
                    (np zawodowych) zwyczajnie nie potrzebuja niczego udawadniac na zewnatrz i nie
                    traktuja komunii jak okazji do pokazania sie, bo najzwyczajnej jest to
                    prostackie i tyle...


                    Ja mieszkam na warszawskich Kabatach-dzielnicy slusznie lub nie uwazanej za
                    elitarna, fakt faktem ze w klasie mojego syna byli ludzie bardzo dobrze
                    sytuowani, zazwyczaj z wyzszym wyksztalceniem, oboje pracujacy i to czesto w
                    dobrych firmach, jezdzacy po swiecie itp itd-u nas Komunia byla u wszystkich
                    dzieci skromna i zwyczajna-dzieci byly w takich samych albach BEZ REKAWICZEK
                    czy innych takich bzdur (jedyna dozwolona fantazja to wianki z prawdziwych
                    kwiatow-zreszta niektore naprawde przepiekne !), przyjecia maksymalnie na 10-15
                    osob, bez alkoholu ani innego zadecia (zazwyczaj w restauracjach, bo to
                    praktyczne i daje szanse rodzicom tez uczestniczyc w swiecie dziecka).
                    Prezenty owszem drogie (no bo to jest normalny poziom zycia, i ciezko byloby
                    nagle robic to inaczej, teraz mowie o sobie)-ale zazwyczaj w postaci komputera,
                    ksiazek, czy innych takich praktycznych rzeczy dla dziecka.

                    A najfajniejszym momentem komunii byla "komunia przed komunia", gdzie byli
                    rodzice (bez dodatkowej rodziny, aby nie rozpraszac !) i dzieci "po cywilnemu"
                    a potem bylo ognisko z kielbaskami dla wszystkich. Naprawde nikt nie mial
                    potrzeby pokazania sie. Bylo to bardzo mile i sympatyczne (przy czym rodzice
                    raczej sie znaja bo to byly tylko 2 klasy).

                    Sa pewne srodowiska gdzie ten caly cyrk komunijny jest poprostu synonimem
                    bezguscia, prostactwa i poprostu go nie ma i prosze mi wierzyc ze nie ma to nic
                    wspolnego z religijnoscia czy wiara...


          • babka71 Re: Z wiekiem pewnie spokorniejemy..... 29.09.06, 15:22
            nie jesteś stara poczytaj Sw Augustyna, i pare innych książek, Herberta,
            Bobkowskiego..masz czas , zeby troszke poczytać...
            komunia to nie tabletka na Twoje rozterki.., nie znasz nie uzywasz to nie
            wiesz..n/t
    • agatka_s Re: Komunia i religia - dylemat 28.09.06, 12:21
      A ja uwazam ze wielu rodzicow traktuje lekcje religii dziecka,oraz posylanie do
      komunii jak swoja (bo przeciez nie dziecka) krucjate, jakas misje do
      spelnienia, jakis manifest swiatopogladowy a czasem poprsostu leczenie jakis
      swoich kompleksow czy urazow (zazwyczaj w tle czai sie jakis ksiadz ktory dal
      sie we znaki, albo inna podobna historia...).

      Mysle ze do lekcji religii w naszym kraju przywiazuje sie jakas niesamowita
      wage-jak do czegos do czego koniecznie trzeba sie ustosunkowac na tak lub nie,
      czarne-biale, bez szans na szarosc. Zanim sie to zrobi trzeba dokonac jakiejs
      niesamowitej rewizji sumienia, pogladow, wlasnej wiary i to czasem 5 pokolen
      wstecz....

      Wydaje mi sie ze wszyscy ciut przesadzaja, i zagorzali wrogowie (te oburzenie
      jak mozna dziecko posylac aby uczylo sie bajek "czarnych", i inne inwektywy
      rzucane pod adresem koscola) i zwolennicy ktorzy skolei w uczeszczaniu na
      religie czesto widza warunek konieczny aby byc dobrym czlowiekiem, i ktorych
      skolei decyzja na nie oburza w podobnym stopniu do przeciwnikow decyzja na tak.

      Jak zwykle prawda lezy po srodku...

      Wedlug mnie jako rodzica (bo tylko z tego punktu interesuje mnie kwestia
      religii-bron boze nie z punktu mojej wiary lub nie wiary-bo co ostatecznie moja
      wiara ma wspolnego z wychowaniem mojego dziecka na dobrego czlowieka ? Moze ma,
      a moze nie ma... ) posylanie dziecka na religie i pozniej na pierwza komunie ma
      sens bo:

      -niech dziecko ma szanse poznac religie ktora jest poki co dominujaca w naszym
      kraju (jak kiedys zechce to zostanie buddysta, ale niech ma jakies podstawy
      takiego wyboru, a w zasadzie potencjalnego odrzucenia czegos co jest tradycja i
      obyczajem kraju w ktorym zyje)
      -niczego zlego na lekcjach religii sie nie nauczy a wrecz przeciwnie wielu
      dobrych rzeczy takich ludzkich: o milosci blizniego, 10 przykazan
      -wiele aspektow religii to wlasnie nasza tradycja, kultura-i czlowiek "obyty"
      powinien porostu orientowac sie i w tych sprawach-powinien wiedziec co to
      hostia, co tabernakulum, powinien ogladajac Piete Michala aniola rozumiec co
      ona oznacza, a sluchajac muzyki Bacha-rozumiec czesci mszy zalobnej np jakie po
      sobie nastepuja i co oznaczaja. Tego mozna sie wlasnie nauczyc na lekcjach
      religii, albo miec podstawy aby kiedys w przyszlosci sie nauczyc samemu, bedac
      juz nawet zadeklarowanym ateista.
      -bedzie sie czulo zintegrowane z dziecmi z klasy, a dla dzieci w tym wieku (dla
      dzieci !!! nie doroslych !!!) robienie tego samego co inne dzieci jest bardzo
      istotne-czas na indywidualizm i robienie inaczej niz ogol przyjdzie czas wraz z
      dojrzewaniem. Nie chodzi tu o hipokryzje, chodzi tu o milosc do wlasnego
      dziecka-zrobic tak aby jemu/jej bylo dobrze i milo w klasie, wsrod rowiesnikow
      (nawet kosztem manifestacyjnego ateizmu rodzica, ale dla dziecka)

      Moim zdaniem nawet jesli nie jest sie wierzacym poslanie dziecka na religie
      przyniesie wiecej pozytku niz szkody, i uwazam ze akurat przekonania rodzicow
      nie powinny tu miec za wiele do decydowania, bo w koncu mowimy o dziecku, ktore
      jest odrebna istota od rodzicow i ktore nie jest ich wlasnoscia. Niestety
      czasem jak czytam posty niektorych agnostykow (ateistow) mam wrazenie ze bardzo
      przedmiotowo traktuja swoje dzieci-oni juz wiedza ze ich dzieci maja niw
      wierzyc i koniec kropka-nawet do glowy im nie przyjdzie ze mogliby do kwestii
      religii podejsc w sposob otwarty...No ale coz jakas zadra z przeszlosci,
      obrazenie sie na ksiedza i projekcja tych negatywnych uczuc na cala religie
      katolicka, jest istotniejsza niz dobro wlasnych dzieci...


      Czasem mam wtazenie ze niektorzy rodzice tak samo walcza z kosciolem jak
      niektorzy z forum wychowanie z babciami-tu nie chodzi o dobro dziecka tylko o
      pokazanie ze to ja wygrywam...(a moim skromnym zdaniem to wszystko tylko
      kompleksy i brak sfer w ktorych ci ludzie czuja sie spelnieni, i wartosciowi-te
      biedne babcie i koscoil to taki sposob odreagowania wlasnych kompleksow, bez
      krzty refleksji o dzieciach, no coz nad dziecmi mamy wladze jako rodzice ale do
      czasu...).

      Tak wiec mysle sobie ze z faktu poslania dziecka na religie przez rodzicow nie
      bardzo aktywnych religijnie, czy wrecz nawet deklarujacych ateizm naprawde nic
      takiego strasznego nie wynika, i mysle ze spokojnie mozna to robic, bez
      wyrzutow sumienia a nawet z satysfakcja ze robimy cos dobrego dla dziecka-
      dajemy mu jeszcze jedna szanse aby kiedys swiadomie podjelo swoj wybor.

      Mysle ze dzieci, nawet jesli de facto nie beda wierzacymi, podziekuja nam ze
      pozwolilismy im tego wyboru dokonac...
      • triss_merigold6 Re: Komunia i religia - dylemat 28.09.06, 22:47
        Odpowiem nieco krócej.
        Jako ateistka traktuję posłanie dziecka na religię jako działanie wbrew mojemu
        światopoglądowi. Jako rodzic mam prawo do niewychowywania w wierze. Nie życze
        sobie aby były dziecku przekazywane treści z którymi zasadniczo i
        światopoglądowo się nie zgadzam.
        Jeśli syn w wieku lat 8 wyrazi wolę chodzenia na religię wraz z klasą - voila.
        Tyle, że żadnego wsparcia w postaci chodzenia do kościoła czy uczestnictwa w
        przygotowanich do I komunii ode mnie nie otrzyma. Jest to pogląd z gatunku "po
        moim trupie" i będę konsekwentna.
        Śmiem twierdzić, że wiedzę z zakresu historii kościoła i wpływów religijnych w
        kulturze, społeczeństwie i polityce na przestrzeni wieków ma większą niż 99%
        katolików praktykujących.
        Uważam, że dla religii jest miejsce w salach katechetycznych a nie w publicznej
        placowce oświatowej. Jestem natomiast całym sercem ZA religioznawstwem jako
        przedmiotem traktującym neutralnie o różnych religiach świata w kontekście
        historycznym, etycznym i społecznym.
        • agatka_s Re: Komunia i religia - dylemat 29.09.06, 08:02
          Ja szanuje wybor kogos kto dziecka nie posyla na religie. Nie agituje, nie
          zachecam, nic z tych rzeczy.

          Chce tylko powiedziec ze rodzice moga miec bardzo rozne powody posylania
          swojego dziecka na religie, ktore bardzo czesto nie maja wiele wspolnego z ich
          wiara lub niewiara (bo mysla, ze to przeciez nie oni maja chodzic na religie,
          tylko dziecko, wiec ich osobiste poglady nie sa najwazniejsze, ciut sa ale
          tylko ciut...) i moim zdaniem tez nalezy to uszanowac. Inaczej mowiac ,aby
          poslac dziecko na religie nie trzeba byc koniecznie rodzicem-katolikiem pokroju
          Matki Teresy badz Franciszka z Asyzu, a aby nie posylac nie trzeba byc wrogiem
          kosciola typu Wlodzimierz Ilicz Lenin. Jest wiele, wiele postaw "pomiedzy"...


          Sa ludzie ktorzy nie bardzo wierza (badz wierza ale nie praktykuja z takich lub
          innych powodow, nawet zwyklego lenistwa) a tez posylja dzieci na religie, bo
          uwazaja ze warto, z takich lub innych (np wymienionych przeze mnie powodow). No
          i naprawde takich ludzi nie mozna odsadzac od czci i wiary, bo w koncu nic
          zlego nie robia, poprostu nie sa doskonali, ale ktoz jest ? Ale staraja sie
          zrobic cos dobrego dla dzieci. Poprostu


          To ze dziecko chodzi na religie wcale nie musi byc swiadectwem wiary rodzica (,
          moze byc swiadectwem jego otwartej, pozbawionej kompleksow i strachu postawy
          wobec wychowania dziecka, moze byc tez przejawem milosci do dziecka (ja np z
          milosci do dziecka przezwyciezylam swoje lenistwo i przez rok regularnie
          latalam do kosciola, niz poza miloscia do dziecka by tego poki co nie
          spowodowalo). I tyle.

          Natomiast powtorze raz jeszcze-jesli ktos nie chce dziecka posylac, OK niech
          nie posyla. Naprawde nikt w tym kraju nikogo do tego nie zmusza. Prosze tylko
          aby naprawde nie traktowac lekcji religii dzieci jako oreza do walki z
          kosciolem,sposobu leczenia swoich-nas doroslych urazow, kompleksow itp. Jak
          ktos chce walczyc z Kosciolem, niech organizuje wiece, pikiety, wstapi do
          jakiegos stowarzyszenia-ale dzieciom niech da spokoj i nie traktuje ich
          instrumentalnie w swojej "walce ideologicznej".
        • judytak Re: Komunia i religia - dylemat 29.09.06, 13:53
          triss_merigold6 napisała:

          > Śmiem twierdzić, że wiedzę z zakresu historii kościoła i wpływów religijnych
          w
          > kulturze, społeczeństwie i polityce na przestrzeni wieków ma większą niż 99%
          > katolików praktykujących.

          rzecz w tym, ze nic z tej dziedziny dzieci sie nie dowiaduja na lekcjach religii
          co wiecej, podstawowe zródla tej wiedzy, czyli lekcje historii i literatury tez
          sa jak gdyby zubozone, jesli chodzi o ten temat, przynajmniej w podstawówce
          (dalej jeszcze nie wiem)

          oznacza to, ze wiedze biblijna i o historii chrzescijanstwa, jak na razie, moje
          dzieci otrzymuja glównie od matki agnostyczki, która uwaza, ze taka wiedza
          niezbedna jest do zrozumienia swiata...

          pozdrawiam
          Judyta
          • agatka_s Re: Komunia i religia - dylemat 29.09.06, 14:03
            judytak napisała:

            > triss_merigold6 napisała:
            >
            > > Śmiem twierdzić, że wiedzę z zakresu historii kościoła i wpływów religijn
            > ych
            > w
            > > kulturze, społeczeństwie i polityce na przestrzeni wieków ma większą niż
            > 99%
            > > katolików praktykujących.
            >
            > rzecz w tym, ze nic z tej dziedziny dzieci sie nie dowiaduja na lekcjach
            religi
            > i
            > co wiecej, podstawowe zródla tej wiedzy, czyli lekcje historii i literatury
            tez
            >
            > sa jak gdyby zubozone, jesli chodzi o ten temat, przynajmniej w podstawówce
            > (dalej jeszcze nie wiem)
            >
            > oznacza to, ze wiedze biblijna i o historii chrzescijanstwa, jak na razie,
            moje
            >
            > dzieci otrzymuja glównie od matki agnostyczki, która uwaza, ze taka wiedza
            > niezbedna jest do zrozumienia swiata...
            >
            > pozdrawiam
            > Judyta


            no ale to jest kwestia ze religia jest zle prowadzona, a nie ze jest
            niepotrzebna. Moj syn (pisalam juz zreszta o tym tysiac razy !!!) uczy sie
            bardzo duzo takich "neutralnych" rzeczy. Czytali biblie, ucza sie o innych
            religiach, chodza ogladac swiatynie innych wyznan. Nikt go juz teraz (bo np w
            pierwszej i drugiej klasie tak nie bylo) nie rozlicza z praktykowania. Lekcja
            religii to lekcja-oni tam naprawde sie ucza, a nie modla. Zreszta moj sym
            bardzo zainteresowal sie zagadnieniami religii i pani katechetka, podsuwa mu
            rozne rzeczy do czytania, proponuje udzial w roznych konkursach (konkursy
            dotycza wiedzy, nie religijnosci)-mnie to bardzo sie podoba.

            moze judytko zaproponuj na zebraniu aby dzieci uczyly sie jakis ciekawych-
            kulturowych rzeczy, mysle ze wielu rodzicow by cie popoparlo.


      • komunia1 dzieci zatwardziałych ateistów 29.09.06, 12:40
        Zgadzam się całkowicie z postem agatki_s

        Przeraża mnie, jeśli niewierzący rodzic nie daje swojemu dziecku możliwości
        poznania życia religijnego. Takie dzieci będą potem uboższe duchowo i nie będą
        miały oparcia w niczym podczas krytycznych czy tragicznych momentów życia.

        A istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo: często dzieci, którym zabrania się
        chodzić do kościoła, potem w wieku nastu lat "zachłystują" się jakąś religią -
        to są najczęstsze ofiary sekt: bez korzeni, a z wielką potrzebą życia duchowego
        i oparcia w religijnej wspólnocie.


        Nie odbierajmy dzieciom tego, co ważne (choć sami tego nie rozumiemy)


        - nie agnostyczka nie ateistka nie katoliczka

        Agnostycyzm to pojęcie zbyt złożone jak dla mnie. A może zbyt proste. Znaczy w
        moim umyśle mniej więcej tyle, że nic nie ma sensu, skoro nie da się poznać. A
        przecież niepoznawalność nie jest aż tak pesymistyczna. Kocham swoje życie, a
        konieczność właśnie jest dla mnie podstawą twórczości.
        • agatka_s Re: dzieci zatwardziałych ateistów 29.09.06, 13:18
          To tez zalezy, bo jesli dom jest tradycyjnie ateistyczny, nie ma rzeczywiscie
          zadnych zwiazkow z religia od lat, i poprostu decyzja dotyczaca religii jest
          naturalna, ale rodzice kwestie wiary traktuja bez emocji i tak samo jak np
          poglady polityczne-jeden ma takie drugi inne-ale szanujemy sie nawzajem (bo z
          emocjami zazwyczaj traktuja ta kwestie "neofici", osoby od pokolen cos
          wyznajace, ani tego nie manifestuja ani nie walcza z innymi, to tak jak z
          bogactwem, dopiero w 3 pokoleniu przestaje sie szastac pieniedzmi i byc
          nowouryszem)-to mysle ze to nie jest problem. Takie dziecko nawet jesli nie
          pojdzie na religie, a kiedys te kwestie go/ja zaciekawia da sobie rade, nie
          bedzie miec oporow, aby dociekac, pytac, probowac zrozumiec. Tak jak dzis
          ateizm tak samo moze kiedys jakas religie bedzie gotowy przyjac jako swoja (wie
          tez ze w razie czego spotka go/ja akceptacja bliskich). Bo takie dziecko jest
          otwarte i wychowane w okreslonym swiatopogladzie, ale w szacunku dla
          swiatopogladu innego.

          Najgorzej jak w domu panuje atmosfera nienawisci do kosciola, jak dzieci slysza
          ciagle te kawalki o "czarnych" o "katolach" i inne inwektywy ktore ja osobiscie
          czytalam wielokrotnie na tym forum. Jak ciagle im sie mowi jakie sa biedne, bo
          lekcje religii sa w szkole-narzucone przez czarnych, a oni musza sie ujawniac
          ze nie sa katolikami, i ze w ogole wszystko w tym kraju to spisek i zmowa kk. i
          inne takie kawalki o dyskryminacji itp itd-to wmawia sie tym dzieciom ze sa w
          jakiejs opozycji, w jakiejs strasznie przesladowanej mniejszosci.

          To jak takie dziecko jest wychowywane ? Po pierwsze w sprzecznosci z tym co
          jest powszechne, masowe i ogolnie przyjete (a dla malych dzieci to jest szkoda
          na ich psychice, bo dzieci do jakiegos wieku naprawde nie lubia byc inne-to
          naprawde niezaleznie czy dotyczy to religii czy rodzaju ubranek, czy koloru
          gumek do wlosow), poza tym dziecko jest poprostu uczone nienawisci, uczone jest
          mentalnosci "oni to nasz wrog". Religia- troche z poczucia innosci (bo
          dzieciak z przekory, bedzie sie bronil ze on to te cala religie ma w nosie),
          troche z checi malpowania doroslych-staje sie czasem tematem tabu (no bo jak
          pytac sie o cos,dyskutowac w domu o czyms co jest znienawidzone w domu - mozna,
          tylko ze i tak uslyszy sie jedynie obowiazujaca wersje-to bajki klamstwa i
          brednie, obskurantyzm i zabobony?), a czesto "religia" jako taka staje sie
          wrecz "wrogiem"-dziecko zamiast uczyc sie byc tolerancyjnym, otwartym, zaczyna
          zachowywac sie zgodnie z syndromem "oblezonej twierdzy".

          Tylko ze potem dzieci dojrzewaja, dom nie jest juz jednym zrodlem informacji,
          wiedzy, swiatopogladu-okazuje sie ze mozliwosci podejscia do zagadnienia wiary
          jest bardzo duzo. Ale dzieci ktorym wpojono od malenkosci taki lekcewazacy i
          jedynie sluszny -negatywny stosunek do religii-nie umieja z tej roznorodnosci
          korzystac. Albo konczy sie to fanatyzmem w jedna albo druga strone. Takie
          dzieci, potem jako dorosli niestety nie umieja o kwestiach religii (kazdej !)
          rozmawiac spokojnie, normalnie bez emocji. A wlasnie dlatego ze ich rodzice
          nigdy tych zagadnien nie traktowali bez emocji-fanatyzm powstaje w domu tylko i
          wylacznie.


          To jest oczywiscie moja hipoteza, ale moim zdaniem takim nawiedzonym
          antyklerykalizmem i manifestacyjnym odcinaniem dzieci od lekcji religii mozna
          naprawde zrobic sporo szkody.

          Tylko ktory rodzic wojujacy z kosciolem mysli o tym jak ta jego walka moze
          wplynac na przyszlosc dziecka ? Obawiam sie ze nienawisc do kosciola, czasem
          zaslepia instynkty rodzicielskie...
        • triss_merigold6 Tłumaczę jeszcze raz 29.09.06, 13:44
          Niewierzący rodzic może pokazac dziecku aspekty kulturowe, historyczne i
          etyczne wiary i systemów religijnych - no problem, są książki, filmy,
          zwiedzanie kościołów, opracowania historyczne. ja w ten sposób poznawałam i nie
          czuję się kulturowo wyobcowana.
          Nie czuję się uboższa duchowo od wierzących więc nie sądzę aby tak czuło się
          moje dziecko. Oparcie w tragicznych chwilach życia znajduję poza sferą duchową -
          w konkretach jak rodzina i przyjaciele.
          Czym innym jest zabranianie a czym innym nieposyłanie. Jak napisałam - będzie
          chciał to pójdzie tyle, że proszę nie oczekiwać ode mnie współdziałania w
          przygotowaniach do sakramentów, latania do kościoła na zebrania i zbierania
          karteczek.
          BTW nigdy w nastoletnim wieku (ani później) nie ciągnęło mnie do żadnych sekt
          czy ruchów religijnych, wręcz przeciwnie, sama myśl o tym budziła szyderczy
          śmiech.
          Dojrzały, ukształtowany w racjonalistycznym światopoglądzie człowiek nie musi
          mieć potrzeby oparcia w religijnej wspólnocie a potrzeby duchowe realizuje w
          inny sposób.
          Ponieważ życie religijne jest mi głeboko obojętne a z etyką KK w wielu
          kwestiach się nie zgadzam, nie uważam aby posyłanie dziecka na religię było
          sensowne.
          Żyję w rodzinie ateistycznej od 3 pokoleń i nie mam potrzeby zmieniać tego
          stanu.
          • agatka_s Re: Tłumaczę jeszcze raz 29.09.06, 13:55
            ale potepiasz takich rodzicow jak komunia1 ?

            Takich nie do konca pewnych swej wiary, a jednak puszczajacych dziecko na
            religie ? Z jakis powodow (x,y,z), ale nie z powodu wlasnej niezlomej wiary ?
            • triss_merigold6 Re: Tłumaczę jeszcze raz 29.09.06, 14:02
              Nie. Sądzę, że w efekcie wychowają dzieci "letnie" religijnie a uczestniczące w
              rytuałach. I rozumiem zróżnicowane podejście np. do problemów etycznych
              związanych z seksem i antykoncepcją. Mam koleżankę, która uważa się za
              chrześcijankę, do kościoła katolickiego chodzi niekiedy, bo w tej wierze
              została wychowana natomiast mnostwo rzeczy interpretuje po swojemu. Nie ma to
              nic wspólnego z podejściem do wiary jak do supermarketu.
              • agatka_s Re: Tłumaczę jeszcze raz 29.09.06, 14:15
                triss_merigold6 napisała:

                > Nie. Sądzę, że w efekcie wychowają dzieci "letnie" religijnie a uczestniczące
                w
                >
                > rytuałach. I rozumiem zróżnicowane podejście np. do problemów etycznych
                > związanych z seksem i antykoncepcją. Mam koleżankę, która uważa się za
                > chrześcijankę, do kościoła katolickiego chodzi niekiedy, bo w tej wierze
                > została wychowana natomiast mnostwo rzeczy interpretuje po swojemu. Nie ma to
                > nic wspólnego z podejściem do wiary jak do supermarketu.


                No widzisz i o to mi chodzi. Nie wszyscy ludzie sa tacy zdecydowani na 100%, i
                nie wszyscy ludzie w tych kwestiach doszukuja sie jakis jedynie slusznych
                teorii, dogmatyzmu. Zebysmy np w kwestiach podejscia do przemocy wobec dzieci,
                potrafili byc choc w ulamku tak pryncypialni jak bywamy okreslajac swoj
                stosunek do wiary... Czyli zeby kazdy katolik tak zarliwie wyznawal ze nie bije
                dzieci jak to ze wierzy w Boga, a nie katolik tak samo zarliwie jak nie
                wir=erzy w Boga, wyznawal ze nie bije dzieci...Z tego byloby wiecej pozytku.

                naprawde nie dla kazdego kwestie wiary, nie wiary sa tak potwornie istotne, sa
                ludzie dla ktorych zwykle szczescie i dobre sam9opoczucie ich dzieci bywa
                wartoscia wazniejsza niz stosunek do wiary...(dla mnie np)


                Czasem ktos poprostu podchodzi do lekcji religii swoich dzieci jak do kolejnego
                przedmiotu, bez tej calej swiatopogladowej otoczki. I ja to bardzo szanuje ze i
                tak mozna.

                Ja szanuje tez ludzi majacych jasno okreslone przekonania, szanuje tych ktorzy
                ich bronia i nawet pewnie im ciut zazdroszcze. Nie szanuje natomiast ludzi
                ziejacych nienawiscia, i twierdzacych ze maja patent na jedynie sluszny
                poglad. Niezaleznie jaki jest to poglad...

        • lola211 Re: dzieci zatwardziałych ateistów 29.09.06, 19:14
          Takie dzieci będą potem uboższe duchowo i nie będą
          > miały oparcia w niczym podczas krytycznych czy tragicznych momentów życia.

          Jesli myslisz, ze uczeszczanie na religie i do kosciola temu zapobiegnie to
          jestes w wielkim bledzie.Mozna przykladnie na religie chodzic , a w pewnym
          momencie stwierdzic, ze sie w istnienie Boga baardzo watpi.I chodzi do kosciola
          tylko dlatego, ze ma sie taki nawyk z dziecinstwa.

          Ja dziecku do kosciola chodzic nie zabraniam, wlasnie dlatego, zeby nie byl to
          owoc zakazany.Chadza czasami z babcia.
          Uwazam, ze dziecko- istota z natury malokrytyczna, chlonaca jak gabka prawdy
          zaslyszane od doroslych(tu :ksiezy i katechetow)jest niejako manipulowana-
          przyjmuje wszystko bezkrytycznie, skoro ksiadz twierdzi, ze Bog istnieje, to
          znaczy ze istnieje, a nie ze byc moze tak jest.Dziecko nasiaka katolicyzmem,
          nieprawda jest, ze poźniej sobie samo wybierze- nie pozwala mu sie na taki
          wybor, bo ow katolicyzm bedzie w nim tkwil do smierci, chocby w
          podswiadomosci.Nielicznym moze sie uda, wiekszosci nie.Przykladem jest
          spleczenstwo polskie, gdzie wiekszosc na religie chadzala i nie widzi innej
          opcji dla swoich dzieci, nawet wowczas, gdy w kosciele pojawia sie tylko
          okazjonalnie.
          Zdaje sobie sprawe, ze wiara, religia jest potrzebna, chocby po to, by
          okiełznac nature czlowieka(ktory uwazam z gruntu wcale dobry nie jest), 10
          przykazan, grzechy, itd- to pozwala na ujarzmienie spoleczenstwa.Porzadek
          prawny jak uczy zycie nie jest zbyt w tym skuteczny.
          Jednakze zbyt wiele zastrzezen mam do kleru, by powierzac im moje dziecko.
    • komunia1 A może rozważmy to na własnych przykładach? 29.09.06, 12:52
      Jak Was wychowywano w tej kwestii i czy to było dobre? Dlaczego?

      Ja byłam wychowywana w rodzinie niby katolickiej, tzn z kościołem łączyły nas
      tylko sakramenty (tradycja) i szacunek do religii.
      Jako dorosła osoba kontynuuję to podejście, ale jestem dalej od kościoła, niż
      moja matka. Jestem przekonana, że moje dzieci będą jeszcze dalej od Kościoła i
      od religii.

      Jednak istnieje to COŚ, co nie pozwala mi być ateistką, potrzebuję jakiegoś
      życia duchowego, choćby tak ubogiego, jak oferuje to KK.

      Wniosek: świadomie uczę dziecko pobłażania dla wymogów religii, krytycyzmu
      wobec KK, ale pokazuję mu jednocześnie wielką wartość tego wszystkiego.
      Jest to niespójne, wiem, ale inaczej sobie tego nie wyobrażam.


      • triss_merigold6 Re: A może rozważmy to na własnych przykładach? 29.09.06, 13:49
        Napisałam wyżej: rodzina ateistyczna od 3 pokoleń, święta traktowane jako
        element tradycji i obchodzone. Dysonansu nigdy nie czułam. Nie jestem
        ochrzczona, na religię nie chodziłam, z idiotycznymi i nachalnymi próbami
        nawracania i przekonywania jako dziecko spotkałam się wielokrotnie.
        Światopogląd twardo racjonalistyczny w duchu oświeceniowym. Przeżyć duchowych
        dostarczają mi lektury i kontakt z przyrodą.
        Kościół w sensie zabytek chętnie pozwiedzam, nie odmawiam też uczestnictwa np.
        w kościelnych ślubach czy pogrzebach.
        Kościół Katolicki jako instytucję oceniam krytycznie ale nie z
        perspektywy "Faktów i mitów".
    • agnieszkagosia Re: Komunia i religia - dylemat 29.09.06, 20:57
      Mnie się akurat takie posyłanie nie podoba. A już absolutnie przyjmowanie
      sakramentów ze strachu, że syn nie dostanie ślubu. uważam, że sakrament jest
      wtajemniczaniem w wiarę, znakiem przekonania, że Bóg uczestniczy w życiu
      człowieka a nie jakimś obrządkiem. Dlatego chrzczenie dzieci przez niewierzących
      rodziców, posyłanie do komunii przez takich samych czy ślub tylko dla otoczki
      kościelnej jest dla mnie nie do przyjęcia. ponieważ jest to obrażanie osób
      głęboko wierzących
      Sama wychowywana byłam przez Matkę, która do kościoła nie chodzi i jest
      niewierząca ale wiarę szanuje. Poza Babką i Prababką reszta rodziny całkowicie
      niewierząca. DO kościoła jako dziecko chodzilam czasami, z babcią. CHrzest,
      komunię, bierzmowanie przyjęłam. Lekcje religii wspominam jak najgorzej i była
      to wyłącznie strata czasu. Zazwyczaj prowadzą osoby nawiedzone i niekompetentne.
      Posłanie własnego dziecka jest dla mnie niewyobrażalne.
      Udało mi się namówić własną dużo młodszą kuzynkę aby nie szła do bierzmowania.
      uważam, że to sukces. Wychowywana jest przez rodziców niepraktykujących,
      niewierzących. Jej rodzice ostatni raz byli w kościele na jej komunii no i na
      jakimś pogrzebie. Z okazji pierwszej komunii przyjęli księdza na kolędzie,
      poszli na nabożeństwo. Potem nic z tych rzeczy. Moja kuzynka uczestniczyła w
      katechizacji. Uważa to o lekcje o tyle zabawne, że na żadnych innych nie mogła
      tak szczerze się pośmiać z głupoty prowadzących jak na tej. jak zresztą ocenić
      katechetkę, ktora do maturzystów ze świetnego liceum mówi "w domu pomódlcie się
      do dobrego Jezuska aby wam pomógł w nauce". Na etykę nie chodzi bo jest tylko
      jedna grupa i to o godzinie, która koliduje z planem lekcji. Uważa się za osobę
      całkowicie niewierzącą, neguje istnienie Boga oraz całą naukę Kościoła.
      Ja do kościoła nie chodze zbyt często. Przez dwa lata chodziłam sobie jako wolny
      słuchacz na częśc zajęć na teologii, poznałam szczegółowiej parę dziedzin
      teologii (m.insakramentologia, chrystologia, soteriologiam teologia moralna)bo
      chciałam wiedzieć na czym się opiera nauka kościoła. Czytałam sobie ojców
      kościoła no i trochę dzieł mistyków (bardzo poważam). Staram się mieć orientację
      w teologii i nauce kościoła. CO nie zmienia faktu, że wiary we mnie nie ma. I
      dlatego posyłanie dziecka na religie i wychowanie w duchu religii nie dla mnie.
      Bo nie lubię oszukiwać.Teologię, naukę społeczną, etykę mogę zgłębiać czy
      przekazywać dziecku sama bez pomocy szkoły i formalnego wpisywania dziecka do
      kościoła katolickiego.
      Agnieszka
      • inna_beti Do agatka_s 04.10.06, 09:17
        Zgadzam się ze wszystkimi Twoimi postami. Myślę mniej więcej tak samo, tylko
        pewnie nie umiałam tego odpowiedni wyrazić.
        Pozdrawiam
    • anek.anek Re: Komunia i religia - dylemat 04.10.06, 13:10
      Porozmawiaj szczerze i normalnie prawie jak z dorosłym. Masz jeszcze trochę
      czasu, ale warto porozmawiać już teraz. Przy okazji Twój syn będzie zmuszony do
      myślenia, do określenia swoich uczuć nt wiary itd. Dziwię się tylko, że do tej
      pory nie było okazji do takiej rozmowy. Przecież Twoje dziecko widzi, że nie
      uczestniczyciew zyciu kościoła? To może być dobry moment na naukę tolerancji i
      szacunku wobec inności. Nie bój się, że zrobisz mu zamęt w głowie. Mówiąc
      dlaczego nie chodzisz do kościoła mów szczerze, ale staraj się wrażać
      podkreślając, że to dotyczy TWOICH uczuć, TWOICH przekonań. Daj synowi wolny
      wybór. Nie wyrażaj się w tej rozmowie lekceważąco o kościele - w końcu sama go
      zapisałaś nareligię i byłby to dowód na ohydny konformizm albo po prostu
      fałszywość.
      Twoje dziecko to zrozumie. Ja w tym wieku nie miałam problemu z tym, że moi
      rodzice są ateistami. Jednak od kiedy pamiętam mój ojciec dawał mi poważne
      lekcje tolerancji iszacunku dla innych. Kiedy pod wpływem znajomych dzieci
      zapragnełam chodzić nareligię - nie było z tym problemu. Zrezygnowałam szybko i
      to sama. Czy naprawdę nie pamiętacie już jak wół cielęciem był? Przecież
      ośmioletnie dziecko potrafi doskonale analizować to co się dzieje wokół niego i
      ma własne poglądy na wiele spraw. Trzeba z nim tylko szczerze rozmawiać.

      I na koniec, jako ateistka, rozumiem, dlaczego posłałaś syna na religię. Jednak
      pamiętaj, że jesli po szczerej rozmowie on sam zacznie mieć wątpliwości
      (chociaż wątpię, jeszcze nie teraz) to musisz to uszanować.

      Powodzenia! i napisz, jesli przeprowadzisz z synem taką dyskusję, o tym co
      mówił.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka