Dodaj do ulubionych

popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!!!

17.12.06, 18:41
strasznie się zdenerwowałam.no ileż można popołudniami do tej szkoły latać, a
to zebranie (rozumiem, w porządku), a to przedstawienie (rozumiem, dziecko
musi się wykazać, pani przy okazji też..) , a to wiosną festyn jakiś w sobotę,
a to bal karnawałowy.. ok. ale w tygodniu przedświątecznym, żeby kupić jakieś
pierdółki zrobione przez dzieci i posłuchać pienia kolęd (ciągle w pracy,
radiu, sklepach- do obrzydliwości...)----TO JUż PRZESADA!
myślę, że jeśli jakiś rodzic zechce wspomóc szkołę finansowo, ma po temu
mnóstwo możliwości, od wpłaty na rade rodziców,po dary rzeczowe kończąc. jeśli
chce posłuchać zespołu dziecięcego, włącza tv lub płytę z Arką Noego. ale za
przegięcie i zwykłe naciągactwo uważam organizowanie spotkań w TAKIM OKRESIE
co o tym sądzicie? jeśli któraś mama taką imprezę popiera i lubi, niech mnie
do tego przekona!!! BłAGAM!

Obserwuj wątek
    • kasiatt Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 17.12.06, 18:51
      to po co dzieci ja ty chcez radia sluchac.
    • kwirynia Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 17.12.06, 20:08
      ale to chyba nie są obowiązkowe spotkania!!!
    • agatka_s Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 17.12.06, 20:22
      Ja lubie, i to bardzo. Chodze nie tylko do szkoloy ale i na koncerty koledowe
      choru syna-wczoraj byla Wigilia chorowa-super !

      Lubie bo:

      -sa to wazne wydarzenia dla mojego syna-on je bardzo przezywa, a ja poki
      jeszcze moge mu w tym towarzysze (za rok dwa juz nic nie bedzie chcial robic w
      towarzystwie mamy)
      -lubie widziec swoje dziecko wsrod kolegow-patrzec jak jest radosny, jak sie
      dobrze bawi-to tak jakby mi ktos dawal najlepszy prezent
      -lubie spotykac kolegow syna, lubie z nimi pogadac, chocby to byly nawet
      krotkie rozmowki typu "co tam slychac"-znam kolegow i potem jestem na biezaco z
      zyciem klasowym syna
      -lubie spotykac nauczycieli mojego dziecka, najzwyczajniej jest mi przyjemnie
      spedzic z nimi kilka godzin, zlozyc zyczenia itp-tak po ludzku.
      -zdecydsowanie bardziej wole pojsc do dziecka do szkoly niz stac w kolejce do
      kasy w supermarkecie np (milej i pozyteczniej !)
      -wole czas spedzic z dzieckiem na jego uroczystosci niz na usilowaniu
      udowodnieniu ze jestem super gospodynia-juz dawno oglosilam wszem i wobec ze
      nie gotuje itp-i mam swiety spokoj przed swietami-jak sie zalozy tak jak ja,
      caly stres prZedswiateczny znika od razu-jest duzo fajniej

      Pozdrawiam swiatecznie i zycze aby czasem umiec sie cieszyc malymi rzeczami, bo
      powiedzenie "Swieta swieta i po swietach" jest prawdziwe co roku, a dzieci w
      odroznieniu od swiat szybko sie starzeja...
      • kania_kania Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 17.12.06, 20:42
        Ja ustalam z Mloda, na co ona chce isc i na co chce, zebym ja przyszla. Wtedy
        wszystko jest jasne i czytelne. Ja tez nie wysyilam sie zbytnio przed swietami.
        I owszem przygotowujemy z dzieciakami rozne rzeczy, sprzatamy, ubieramy choinke.
        Poza tym sluchamy i spiewamy sobie czesto koledy w domu smile

        Swieta sa dla nas a nie my dla swiat tongue_out

        Kania
        • verdana Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 17.12.06, 21:31
          W klasie mojego syna jest jutro obowiązkowa Wigilia z rodzicami. Primo -
          uważam, że 12-13 latki to już nie dzieci i rodzice są na tej uroczystosci
          dokładnie zbędni, secundo - coraz więcej osób pracuje popołudniami i ma do
          wyboru posłać dziecko samo (i będzie sie czuło głupio) albo zawalić pracę. Oba
          wyjścia są fatalne.
          Będe na jutrzejszej Wigilii, ale bez uczuc chrzescijańskich. Mam terminową ,
          wyjatkowo pilną pracę i naprawde zero czasu na tego typu uroczystość. W dodatku
          syn nie pójdzie na angielski. Nie można bylo zrobić klasowej Wigilii w przyszły
          piątek, w czasie lekcji? I tak ostatniego dnia przed feriami lekcje sa
          symboliczne.
          Przy młodszych dzieciach nie protestowałam - one czasem rzeczywiscie potrzebuja
          obecnosci mamy w przedszkolu czy szkole, "udomowienia" tego miejsca. Dla
          nastolatków to już niepotrzebne, tylko zabiera czas i rodzicom i dzieciom.
          • agatka_s Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 17.12.06, 22:02
            U nas Wigilia jest dla dzieci w piatek podczas lekcji, a we wtorek jest
            Kiermasz szkolny po zebraniu rodzicow (beda prognozy ocen na semestr), gdzie
            dzieci sprzedaja wlasnorecznie zrobione ozdoby itp-dochod przeznaczony jest na
            schronisko dla zwierzat.

            Dzieci do tego kiermaszu przygotowywuja sie juz od miesiaca, tak samo jak do
            Mikolajek ,ktore zorganizowali dzieciom z pogotowia opiekunczego (z pomoca
            rodzicow, ktorzy prezenty wozili samochodami prywatnymi).

            Moj syn chodzi do szkoly spolecznej, i tu udzial rodzicow w zyciu szkolnym jest
            niejako z definicji. To jest podstawowa zasada funkcjonowania takich szkol-
            podmiotowosc rodzicow ale i ich praca (czasem przyjemna !!!) na rzecz szkoly.

            A Wigilia choralna-to tradycja w ktorej uczestniczymy juz 5 rok-z rodzicami
            znamy sie juz bardzo dobrze, bo dzieci jezdza co roku na obozy, no i spiewaja 2
            razy w tygodniu plus koncerty-mnie to bardzo duza radosc sprawia i juz teraz
            byloby mi brak tego spotkania. Oczywiscie nie ma obowiazku, mozna dziecko
            podwiezc i zostawic, a potem po 2-3 godzinach odebrac. Chlopcy ze starszego
            choru meskiego, rodzicow juz nie ciagaja, ale nasi 12-latkowie to jeszcze
            lubia, jak mama jest na widowni (choc ja juz ten ich repertuar slyszalam
            conajmnie ze sto razy, zawsze mi lzy w oczach staja...)

            Ja lubie i juz
            • ememka1 Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 18.12.06, 12:49
              Podpisuję się pod tym co napisała agatka_s.
              Jesteśmy szkoła, a szczególnie klasą bardzo zintegrowaną. Lubimy się spotykać,
              robimy nawet klasowe ogniska czy wspólnie ustalamy wyjazdy kolonijne (kto może
              dołacza). Wigilię mamy w czwartek - na początek szkolna, potem idziemy do swoich
              klas i tam "świętujemy" całymi rodzinami.
              Na kiermasz czekam z niecierpliwością, ponieważ kupuję kartki świąteczne
              zrobione przez dzieci (zamiast oklepanych w sklepie). Pieniążki są przeznaczone
              na szkołę, najczęściej na "świetlicowe zaopatrzenie".
              Czasami musimy zastanowić się co jest dla nas ważniejsze????
              • verdana Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 18.12.06, 17:16
                Dla mnie wazniejsze jest zrobienie pilnej pracy na czas. I nie czuje się z tego
                powodu złą matką.
                • agatka_s Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 18.12.06, 17:35
                  verdano,

                  przeciez nikt tu nie uzywa hasel typu "zla matka"-wiec niepotrzebnie sie
                  unosisz.

                  Wiadomo ze sa pewne sytuacje ze sie nie da i juz (gdybym miala troje dzieci np,
                  tpo nie wiem czy bym tak ochoczo obskakiwala ich wszystkie imprezy, pewnie
                  nie). Ja rozumiem, ze tu bardziej chodzilo o sytuacje ze z pewnym wysilkiem by
                  sie dalo, ale ktos preferuje np swiateczne porzadki, niz uczestniczenie w
                  wystepach dziecka.

                  Ja rozumiem tez ze tego typu imprez mozna nie lubic (ja np nigdy ale to nigdy
                  nie chodzilam z wozkiem na spacer, bo byla to dla mnie najdurniejsza czynnosc
                  (wolalam dziecko w wozku wystawic na balkon, albo przekupic dziadka zeby
                  spacerowal, a sa mamy ktore to uwielbiaja !!! ba ich zycie w pewnym momencie
                  sie do tych spacerow sprowadza).

                  Przykro jest tylko wtedy jak ktos mialby ochote pogladac swoje dziecko,
                  poswieowac razem z kolegami dziecka, ale wybiera jedno ciasto wiecej...Takich
                  mam to mi szkoda, bo ciast zrobia w swym zyciu jeszcze tysiace razy, a imprezy
                  dziecinne sa tylko przez kilka lat-potem koniec.

                  Aha no i pewnie jeszcze zalezy jak te imprezy wygladaja-bo gdyby byla to
                  impreza typu kolejna akademia ku czci, to ja chyba tez bym nie lubila...
                  • verdana Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 18.12.06, 17:45
                    To nie było do Ciebie!
                    To była odpowiedź na zdanie "trzeba się zastanowić, co dla Was ważniejsze", z
                    jasnym raczej podtekstem - dziecko zawsze powinno byc wazniejsze.
                    Dziecko - tak. Uczestnictwo w szkolnej Wigili dla nastolatków, gdzie przychodzi
                    tłum matek, za którymi delikatnie mówiąc nie przepadam - nie. kameralna szkoła
                    społeczna rzadzi się innymi prawami, rodzice z natury rzeczy są zaangazowani.
                    Sami wiedzieli, co wybierają.
                    No, a z drugiej strony trzeba też uczyć dziecko, ze czasem rezygnuje sie z
                    przyjemności czy atrakcji bo jest coś pilnego do zrobienia.
                  • ela_tuptus Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 19.12.06, 13:06
                    a mi jest bardzo przykro, ze mimo chęci rodziców nie możemy w tym roku być na
                    klasowej wigilii I-klasisty. Argument za tym, to że musimy ich przyzwyczajać
                    do samodzielności. Nawet poszedł tekst "do gimnazjum też będziecie latać?".
                    Przykre jest to dla mnie z tego powodu, że szkoła pokazuje mi że nie dokońca
                    jestem członkiem tej społeczności sad
    • klaviatoorka Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 18.12.06, 19:58
      dziękuję za wszystkie wypowiedzi.
      muszę chyba przedstawić Wam dokładny obraz takiego przedświątecznego spotkania
      w mojej szkole:
      - oczywiście nie jest obowiązkowe dla rodziców (ale jest OBOWIąZKOWE DLA
      NAUCZYCIELI i wiem, że większość z nich robi to z obowiązku, pod presją dyrekcji
      i nadgorliwych dyplomujących się kolegów)
      - w czasie kiermaszu sprzedawane są ozdoby, kartki,ciasta- po to tylko, aby
      wyrwać pieniądze "na szkołę"- z reguły od tych samych rodziców, którzy płacą na
      radę rodz., ciągle coś zakupują do klas, malują sale - kiedy jest konkretna
      potrzeba, zawsze służą pomocą, a jeszcze w okresie przedświątecznym służą
      dyrekcji za jeleni
      - "występy artystyczne- to jeden lub dwa zespoły muzyczne, ten sam program jest
      prezentowany podczas jasełek w piątek dla poszczególnych grup wiekowych I WTEDY
      Są OBECNI CI SAMI RODZICE- w naszej miejscowości wiele kobiet nie pracuje, a
      nawet pracujące raz, czy dwa razy w roku zwalniają się z pracy, aby obejrzeć
      występ dziecka
      - do szkoły uczęszczają dzieci z kilku wsi i zapewniam, żE NIE MA NIC
      PRZYJEMNEGO W JEźDZIE NOCą PRZEZ LASY I W POBLIżU STAWóW, POOBLODZONEJ, śLISKIEJ
      NAWIERZCHNI, podwożąc przy okazji jakąś zaprzyjaźnioną mamę , narażając się przy
      tym na pretensje kilku pozostałych...

      a teraz najlepsze! ja pracuję w tej szkole!tylko że jestem na wychowawczym i w
      tym roku tylko piekę ciasto dla starszego dziecka(jak zwykle)

      dlatego nie podoba mi sie ta idea ani jako rodzicowi, ani jako nauczycielowi,a
      musze mieć zawsze piękny uśmiech na twarzy, choćby mnie mdliło od roboty- kiedy
      pracowałam, siedziałam w szkole calutki dzień do późnej nocy, trzeba było
      jeszcze posprzątać te stoiska, czy poskładać kostiumy po występach, a teraz
      muszę zostawić przeziębionego, marudnego malucha z równie marudnym, zagrypionym
      tatą i zweryfikować swoje umiejętności kierowcy na błyszczącej jak szklanka
      nocnej jezdni..
      nie cierpię całej tej obłudnej otoczki "Świątecznej atmosfery"
      • agatka_s Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 18.12.06, 20:41
        Jesli cie to tyle kosztuje, i sprawia tyle przykrosci i klopotow, to chyba
        rzeczywiscie lepiej sobie darowac...
        • ememka1 Re: do verdany 18.12.06, 22:19
          napisałaś:

          >To była odpowiedź na zdanie "trzeba się zastanowić, co dla Was ważniejsze", z
          >jasnym raczej podtekstem - dziecko zawsze powinno byc wazniejsze.

          - pytanie brzmiało : CZASAMI MUSIMY zastanowić się co jest dla nas ważniejsze?
          miałam na myśli również siebie
          - jeśli mamy problem mąż zawsze mówi : jak się chce to zawsze można. Właśnie
          jutro idziemy na przedstawienie do jednego z naszych dzieci. To jest dzień, w
          którym mój mąż ma zawsze bardzo ważne spotkania. Ponieważ następna taka impreza
          może zdarzyć się dopiero na Dzień Mamy i Taty, mój mąż się postarał i przyjdzie.
          Gdyby to było kolejne przedstawienie pewnie tylko poszłaby reprezentacja
          rodziny. Zgadzam się, że nie zawsze muszą być wszyscy....ale jeśli będzie tam
          występować moje dziecko to nie wyobrażam sobie by nikogo z naszej rodziny tam
          nie było. W czwartek - Wigilia u drugiego dziecka (też występuje, też idziemy
          wszyscy).
          - ja stawiam rodzinę na pierwszym miejscu, co nie znaczy, że potępiam innych za
          to, że wybrali inną drogę.
          - jeśli Ty i dziecko macie być z tego powodu nieszczęśli to lepiej nie iść na
          takie imprezy
          Pozdrawiam i Wesołych Świąt


          • verdana Re: do verdany 18.12.06, 23:36
            Dla mnie wybór jest taki - albo skończę korektę i moja książka się ukaze w tym
            roku (a grant jest tylko na ten rok) albo wybiorę dobro dziecka i dla bycia na
            wigilii z 12 latkiem zaprzepaszczę pięć lat pracy.
            Czyli, ze masz racje - jak bym chciała, to bym mogła. Ale jakoś nie chcę.
            • linka9 Re: do verdany 19.12.06, 12:15
              verdana napisała:

              > Dla mnie wybór jest taki - albo skończę korektę i moja książka się ukaze w tym
              > roku (a grant jest tylko na ten rok) albo wybiorę dobro dziecka i dla bycia na
              > wigilii z 12 latkiem zaprzepaszczę pięć lat pracy.
              > Czyli, ze masz racje - jak bym chciała, to bym mogła. Ale jakoś nie chcę.

              Kwestia po prostu priorytetów i wolnego wyboru. Sądzę, że obecność na forum
              zabiera Ci więcej czasu niż te np 2 godz. spędzone na uroczystości z dzieckiem.
              Innymi słowy: niektórzy "jakoś nie chcą" , i tyle. I nawet nie powiem: na pal z
              nimismile
              • nchyb Re: do verdany 19.12.06, 13:04
                > Sądzę, że obecność na forum
                > zabiera Ci więcej czasu niż te np 2 godz. spędzone na uroczystości z
                dzieckiem.

                a jamyślę Linko, ze chyba nie do końca znasz się na pracy twórczej w domu.Ten
                czas na forum nie jest czasem siedzenianonstop.Tojest inaczej.Piszesz, piszesz
                igdynp. strona się drukuje, w tym czasie na kilka minut wskakujesz na forum,
                coś tam odpiszesz, ale już w innym oknie sprawdzasz dane, porównujesz rubryki
                sprawdzasz pisownię lub czekasz na wydruk...
                • linka9 Re: do verdany 19.12.06, 13:28
                  nchyb napisała:

                  > a jamyślę Linko, ze chyba nie do końca znasz się na pracy twórczej w domu.

                  W mojej wypowiedzi nie chodziło o to, aby uczepić się pracy Verdany i dochodzić,
                  jak wykorzystuje przerwy w pracy, ile faktycznie miała czasu na wspomnianą
                  książkę. Twierdzę natomiast, że jak ktoś chce, zależy mu to na ogół (bo na pewno
                  nie dotyczy to wszystkich - chociażby przykład chorego młodszego rodzeństwa,
                  którego nie ma z kim zostawić)znajduje czas na takie spotkania, chociażby
                  kosztem filmu, gry komputerowej, czy innych obowiązków lub przyjemności.
                  Załozyłam więc, że Verdana nie tylko pracą twórczą w tym okresie żyje.

                  I jak w przypadku 12-latka można sobie odpuścić takie spotkania, tak dla
                  młodszych dzieci nieobecnośc rodziców na występach czy imprezach jest dość mocno
                  przeżywana. Dlatego powtórzę - kwestia priorytetów po prostu.

                  Natomiast co do szkolnych jarmarków mam mieszane uczucia, z jednej strony
                  podzielam zdanie autorki wątku, z drugiej ...


                  • verdana Re: do verdany 19.12.06, 13:35
                    Jest dokladnie tak, jak pisze Nchyb. Robić korekty non-stop nie sposób - po
                    prostu jest to niewykonalne. A te dwie godziny spedzone z dzieckiem nie dadza
                    się odrobić. Bo kiedy - i tak siedzialam do trzeciej nad ranem - do piątej nie
                    wysiedzę.
                    No, ale przeciez praca matki w porownaniu z wychowywaniem dziecka jest
                    nieistotna. Wazniejsze jest ZAWSZE dobre samopoczucie dziecka niż praca.
                    Ciekawe, jak zareagowaliby moi szefowie i moi studenci, gdybym chodzila na
                    popołudniowe imprezy w przedszkolu, zamiast iść na wykład.
                    • linka9 Re: do verdany 19.12.06, 15:07
                      verdana napisała:

                      > Ciekawe, jak zareagowaliby moi szefowie i moi studenci, gdybym chodzila na
                      > popołudniowe imprezy w przedszkolu, zamiast iść na wykład.

                      Tak na ogół mówią wszyscy, i ci którym brakuje na chleb, jeśli odpuszczą i ci,
                      którzy dokonują świadomego wyboru. Jednak w każdym przypadku, jeżeli oboje
                      rodzice MUSZĄ pracować popołudniami, z pewnością nie jest to korzystna sytuacja
                      dla dziecka. Co innego opuścić jeden czy drugi występ, co innego, kiedy nigdy
                      nie chce się (nie może)wygospodarować na to czasu przez kilka lat, bo praca
                      ważniejsza.
                      • verdana Re: do verdany 19.12.06, 16:37
                        Masz racje, jesli chodzi o małe dzieci. Wtedy człowiek organizuje sobie czas
                        wiedząc, ze dziecko może zachorować, ze na urooczystściach ktoś musi być, ze
                        nie moze zostać samo.
                        Ale rodzice dzieci starszych to inna sprawa. Praca w weekendy i popołudniami to
                        teraz specyfika wielu zawodów. Trudno zrezygnować z pracy dla "dobra dziecka",
                        ktoremu tak bardzo dobrze chyba nie będzie w rodzinie dwojga sfrustrowanych
                        bezrobotnych żyjących z opieki społecznej.
                        Oczywiście, jesli dla dziecka w ogóle nie starcza czasu - jest fatalnie. Z tym
                        sie zgodzę, ze jeśli zawsze praca jest wazniejsza, to trzeba było nie mieć
                        dzieci. Ale jeżeli pracuje się czasem po południu, a po południu wypada
                        uroczystość szkolna, wywiadówka, zebranie - trudno. Uwazam też, że szkoły
                        powinny to zacząć zauważać - a działaja tak, jak gdyby wszyscy konczyli pracę o
                        16.
                        • linka9 Re: do verdany 19.12.06, 22:11
                          verdana napisała:
                          >Ale jeżeli pracuje się czasem po południu, a po południu wypada
                          > uroczystość szkolna, wywiadówka, zebranie - trudno. Uwazam też, że szkoły
                          > powinny to zacząć zauważać - a działaja tak, jak gdyby wszyscy konczyli pracę o
                          > 16.

                          W pełni się zgadzam.
                        • kai_30 Re: do verdany 20.12.06, 18:06
                          Mało tego, verdana - w szkole moich dzieci wywiadówki są o 16 smile A czasem
                          odgórnie są ustalone na 16, ale wychowawcy zmieniają godziny dla swojej klasy na
                          15-tą, bo przed 15 kończą lekcje i im się nie opłaca do domu wracać, a czekać
                          się nie chce wink
                          • agatka_s Re: do verdany 20.12.06, 18:36
                            U nas sa o 18.00, a i to rzadko

                            Czesto i regularnie sa za jest tzw dzien otwarty-ale to absolutnie dla tych co
                            musza. Zazwyczaj nauczyciel przekazuje ze czuje potrzebe spotkania...

                            Ostatnio wprowadzono nowe udogodnienie-zapisywanie sie na konkretna godzine do
                            konkretnego nauczyciela. Jak u lekarza. Na drzwiach sali gdzie dany
                            nauczyciel przyjmuje-wisi harmonogram z godzinami i dany rodzic wpisuje sie tak
                            jak mu jest wygodnie (co 15 minut)-duzo lepiej niz stanie w kolejkach (a tak
                            bylo ze np do niektorych nauczycieli byly okropne kolejki i tak sie stalo jak
                            za miesem...)
    • lola211 Re: popołudniowe spotkania dla rodziców- wrrrr!!! 19.12.06, 15:53
      Ja nie chodze, bo pracuje, nie wiem kto ma czas na te wszystkie spotkania.
      Bywa, ze na wywiadowke nie moge isc, bo godz. 17 to czas mojej pracy.
      Ostatnio stwierdzilam, ze szkola podlega zwyczajom i organizacji jeszcze z
      czasow socjalizmu, gdy wiekszosc pracowala do 16.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka