Ja sie zawiodłam, może miałam wieksze oczekiwania, może ktośz Was był tam i
ma inne wrażenia?
Ale do rzeczy - centrum zajmuje sie ( wg opisów w necie ) leczeniem moczenia
nocnego, opisy sa w ogóle :"ach! i och!".Moja prawie 7-letnia córcia ngdy nie
przestała moczycsie wnocy,w dzieńnatomiast bardzo szybko siusiała do
nocniczka, potem wc. Lekarka 1 kontaktu radziła czekać,potem próbowała
Minirin,potem Imipramina.Przy obu skutek był niezadowalajacy. Sugerowała,
żeby zaczekać, żeby podawać leki dłużej i odstawiac pomału. Oczywiście o
innych zasadach stosowanych przy tego typu problemie nie wspomnę, bo były
rózne "opcje" i wysadzanie w nocy i zakaz picia po 18tej...i wiele innych.
Cały czas jednak razem z lekarka starałysmy sie o jak najwiekszy takt, wizyty
odbywałam bez Małej, zeby nie tworzyć "zamknętego koła" stresu -same rozmowy
i leczenie tego zaburzenie bywa tak stresujące dla dziecka,że robi sie błędne
koło. Za to muszę przyznaćnaszej lekarce order.
Oczywiście były robione regularnie badania posiewu, moczu ogolnego, nie miała
problemów z popuszczaniem moczu w dzień,nie było chorób układu moczowego
nigdy.
Niestety ja jestem zawsze przekonana, że ze wszystkim trzeba jeździc do
stolicy i po lekturze na temat nowo otwartego centrum, przy szpitalu na
Kopernika stwierdziłam, ze tam moja córcia będzie na pewno objeta kompleksową
opieką- i psycholog i inni specjaliści, bo , jak wiadomo, moczenie nocne to
problem złozony i często psychiczny bardziej niz fizjologiczny. Tym bardziej,
że juz od kilku lekarzy uzyskałam diagnozę, że dziecko jest nadpobudliwe i
trzeba zdiagnozować w kierunku ADHD. Jednak pojechałam, mamy do Warszawy 300
km, umęczyłam dziecko i siebie i...wielka klapa, ogromne rozczarowanie.
Pan doktor bez skrupułów zaczął męczyć córcię pytaniami, żeby mu opowiadała,
czemu przyjechała, jaki ma problem, nie słuchał mnie i moich uwag,na chasło,
że córcia jest nadpobudliwa wyśmiał mnie, że przesadzam

w ogóle nie
chciał słyszeć o niczym innym niz układ moczowy i jego funkcjonowanie, bez
zbytniego wstepu zabrałsie do badań, w tym bardzo krępujących dla takiego
dziecka, z "zagladaniem między nogi". Córka BARDZO to przezyła. Wizyta
zakończyła sie otrzymaniem skierowań na dwa badania - w tym jedno inwazyjne,
bolesne z cewnikowaniem.
Ja rozumiem, że to sa potrzebne badania, ale... dlaczego tak "z grubej rury"??
dlaczego takie centrum nie zajmuje sie dzieciem jako całością, tylko pan
urolog widzi układ moczowy i nic poza tym?
Wybierałam sie do szumnie nazwanego Centrum Zaburzeń Oddawania Moczu , a
trafiłam do poradni poprostu - poradnia urologiczna. Gdybym wiedziała-dałabym
sobie spokój. Taki stres może wpłynąc na dziecko tak, ze kazda "mokra"noc
bedzie dla niego dodatkowym obciażenien ( a przeciez i tak nie jest to łatwa
sytuacja dla dziecka ).
Zawiodłam się, nie pojadę tam więcej, wolę leczenie łagodniejsze i mniej
stresujące dla dziecka.
A może ktośz Was ma inne doświadczenia na tym polu?Proszę o wypowiedzi.