grulka
27.04.07, 23:45
Po przeczytaniu artykułu nasunęła mi się jedna myśl - szkoła to to miejsce,
gdzie dziecku chce się zrobić krzywdę, a nauczyciel to tyran. Każdy
wychowawca ma celu jedynie dobro dziecka i z pewnością nie będzie działał na
jego szkodę. Nie rozumiem dlaczego autorka artykułu porównuje rozmowę
rodzieca z wychowawcą do walki - to nie manewry na froncie. Proszę się
postawić w roli rodzica, który idąc na spotkanie z wychowawczynią swojego
dziecka ma w pamięci Pani przestrogi. Gdybym nie znała pracy nauczyciela,
jako rodzic wręcz bałabym się rozmów z wychowacą. Proszę tak nie demonizować
szkoły, bo krzywdzi to wielu nauczycieli, którzy poświęcają swoim wychowankom
wiele czasu i serca.