Dodaj do ulubionych

którą szkołę wybrać?

12.04.08, 20:56
Mam spory dylemat, jeśli chodzi o wybór szkoły podstawowej dla
dziecka. Ciekawa jestem, jakie jest spojrzenie na tę kwestię innych
osób.
Szkoła pierwsza: publiczna - atuty:
1. darmowa
2. w miarę blisko domu
3. klasy integracyjne do 20 uczniów
4. religia na początku/końcu zajęć (dla nas to bardzo istotne)
5. dobra atmosfera w szkole, duża życzliwość w stosunku do uczniów,
tolerancja
6. szkoła mała, bezpieczna
7. liczne, interesujące zajęcia pozalekcyjne
Wady:
1. język angielski tylko w obowiązkowym wymiarze 2 godzin tygodniowo
w klasach I-III, w klasach IV-VI - 2 godziny niemieckiego, tylko 1
godzina angielskiego
2. szkoła "półtorazmianowa" - w I semestrze dzieci chodzą na 8, w
drugim na 10.30 do 16.30
3. kiepskie wyniki egzaminów na koniec klas 6-ych (poziom "średni")
4. szkoła nie oferuje dodatkowej nauki języków obcych w żadnej
formie (odpłatniej, nieodpłatnej)
Szkoła druga: prywatna - atuty:
1. przez cały etap edukacji w klasach I-VI 3 godziny angielskiego
tygodniowo, dodatkowo płatna możliwość nauki angielskiego (i innych
języków) po lekcjach na terenie szkoły
2. małe klasy do 12 uczniów
3. szkoła mała, bezpieczna
4. dla dzieci nie uczęszczających na religię godziny religii
są "zagospodarowywane" pod postacią innych zajęć dodatkowych (np.
dodatkowy angielski, lekcje wyrównawcze, itp.)
5. lekcje w godzinach od 8.30 do 13.00, w klasach IV-VI do 14.20
6. po lekcjach można korzystać z zajęć dodatkowych, kółek
zainteresowań
7. możliwość nauki dodatkowych języków obcych (np. francuskiego) na
terenie szkoły
8. znakomite wyniki na koniec 6 klasy (na najwyższym poziomie)
Wady:
1. płatna (chociaż samo czesne obiektywnie nie jest zbyt wysokie)
2. dosyć daleko od domu, ale jest to odległość akceptowalna
3. wszystkie zajęcia dodatkowe, pozalekcyjne, kółka zainteresowań
dodatkowo płatne (oprócz czesnego)
4. obowiązkowa biała i zielona szkoła (dodatkowe koszty w sumie ok.
2000/rok)
5. nie ma czegoś takiego jak świetlica. Każdy uczeń ma indywidualny
plan zajęć pozalekcyjnych i jeżeli zostaje po lekcjach na terenie
szkoły to może się to odbywać tylko pod postacią dodatkowo płatnych
zajęć dodatkowych (skądinąd pożytecznych i ciekawych).

Powiem wprost: jedyną rzeczą, która mnie odpycha od tej konkretnej
szkoły publicznej jest wymiar godzin języka angielskiego. Tego, co
mnie do niej przyciąga jest znacznie więcej.
Dlaczego taką wagę przywiązuję do nauki angielskiego? Ano, bo chcę,
aby moje dziecko idąc do gimnazjum jako język kontynuowany wybrało
właśnie angielski. Obawiam się, że szkoła publiczna ze swoim
wymiarem godzin, zwłaszcza w klasach IV-VI (sic!) nie daje córce
takich możliwości. Oczywiście, mogę ją posyłać dodatkowo na
angielski już od I klasy, ale czy o to chodzi, żeby już od I klasy
posyłać dziecko na korepetycje? Pomijam kwestie finansowe, czasowe i
logistyczne.
Szkoła prywatna w znacznym stopniu mi to gwarantuje, niestety jest
płatna, co nie jest dla mnie bez znaczenia. Jednakże za dodatkowe
lekcje angielskiego też będę zmuszona płacić i jeszcze tę naukę
organizować uwzględniając wiele różnych aspektów. Najważniejszym
argumentem "przeciw" szkole prywatnej są kwestie finansowe.

Może to niepoważne, że rozważam te kwestie na forum publicznym, że
sugeruję się opiniami innych osób, ale uwzględniając te wszystkie
aspekty, za i przeciw, naprawdę trudno mi podjąć dobrą decyzję. Może
pojawią się jakieś argumenty lub opinie, które po prostu ułatwią mi
podjęcie decyzji?
Za wszystkie spostrzeżenia, uwagi i opinie z góry dziękuję.
Jagoda
Obserwuj wątek
    • srebrnarybka Re: którą szkołę wybrać? 12.04.08, 21:08
      Myślę, że dodatkowy angielski mniej kosztuje, niż szkoła prywatna,
      która wcale nie ma wielu innych zalet. Jeśli więc zależy Ci na
      angielskim, to zorganizuj te lekcje, wyjdzie Ci taniej niż wozić
      dziecko do prywatnej szkoły i za to placić. Nie mówiąc o wadach
      szkoły prywatnej - np. to, że dziecko będzie stykało się z większą,
      niż gdzie indziej, liczbą dzieci snobistycznych nuworyszy, gdy w
      szkole państwowej jest bardziej zróżnicowane środowisko. Co do
      dodatkowych godzin angielskiego - myślę, że warto rzecz
      przekonstultować z doświadczonym nauczycielem angielskiego, ale nie
      na forum, i sprawdzić, czy w ogóle będzie to potrzebne w klasach I-
      III, skoro jest tam 2 godz. angielskiego.
      • verdana Re: którą szkołę wybrać? 12.04.08, 21:24
        Jak dla mnie szkoła niepubliczna ma jedną , absolutnie
        dyskwalifikująca wadę (ocenianą przez wielu rodziców jako zaleta).
        12-osobowe klasy. W szkole podstawowej, gdzie róznice płci sa
        istotne, a zabawy zwykle w "jednopłciowym" gronie oznacza to, ze
        dziecko moze kompletnie nie mieć wyboru - tylko kilka kolezanek czy
        kolegow. A jak będzie nieparzysta liczba - to jeszcze gorzej - bo
        szczególnie w wypadku dziewczynek oznacza to często, ze jedna
        zostaje z boku. Dziewczynki w tym wieku mają tendencję do łączenia
        sie w grupy, a warunkiem łaczenia jest wykluczenie kogoś - poczytaj
        sobie kilka dramatycznych postów na ten temat.
        W większych klasach jest z kogo wybierac - nie ta grupa, to inna.Nie
        ma tez możliwosci "zmowy" wszystkich dzieci - a w malutkiej klasie
        trzy dziewczynki bez problemu wyrzucą z towarzystwa czwartą.
        Język w grupie w pierwszych klasach w ogóle się nie sprawdza, w
        wypadku większosci dzieci. I tak będzie potrzebny dodatkowy, o ile
        Ci zalezy.
        Wyniki egzaminow nie świadcza o poziomie szkoły, tylko o tym, ze
        dzieci zadbane zdaja lepiej - a takich dzieci w szkole płatnej,
        gdzie rodziców stac na korepetycje, jest po prostu wiecej. szkola
        moze uczyć tak samo, a nawet gorzej, a wynik egzaminu i tak będzie
        lepszy - bo nie jest zaniżony przez grupę słabszych dzieci.
    • aluc Re: którą szkołę wybrać? 12.04.08, 21:51
      ja wybrałam publiczną (z tym, że w ogóle nie brałam pod uwagę
      prywatnej, ale pewnie rozkład argumentów za i przeciw byłby bardzo
      podobny)

      dla mnie ważne jest to, że publiczna rejonówka jest blisko domu,
      więc syn będzie miał szansę na stworzenie sobie kręgu własnego
      sąsiedzkiego koleżeństwa, szybciej będzie go można usamodzielnić
      względem poruszania się po mieście, będzie miał kontakt z różnymi
      dziećmi

      nie boję się o 30-osobowe klasy, bo moje dziecię poradzi sobie i w
      takiej, co zresztą już na zajęciach adaptacyjnych dla pierwszaków
      pokazuje

      publiczna szkoła nie może odmówić przyjęcia ucznia potencjalnie
      słabego - więc wyniki szkół publicznych uwzględniają również te
      dzieci, które do wielu szkół prywatnych by się nie dostały, z tych,
      czy innych względów, ważniejszy jest chyba rozkład wyników w ramach
      szkoły, niż wartość bezwzględna

      na zajęcia dodatkowe i tak będzie chodził częściowo poza szkołą -
      czy to będzie plastyka, czy angielski, nie ma dla mnie większego
      znaczenia, i tak od trzech lat robię jako szofer do dzieci na pełen
      etat wink

      w zasadzie szukałam ewentualnych minusów, które tę wybraną szkołę
      absolutnie by zdyskwalifikowały - nie znalazłam, a kolejne z nią
      kontakty tylko utwierdzają mnie w mojej decyzji
    • kkokos Re: którą szkołę wybrać? 12.04.08, 22:39
      jagoda2 napisała:

      > Dlaczego taką wagę przywiązuję do nauki angielskiego? Ano, bo chcę,
      > aby moje dziecko idąc do gimnazjum jako język kontynuowany wybrało
      > właśnie angielski. Obawiam się, że szkoła publiczna ze swoim
      > wymiarem godzin, zwłaszcza w klasach IV-VI (sic!) nie daje córce
      > takich możliwości.


      Obawiam się, że za sześć lat twoja córka także będzie miała coś do powiedzenia
      na ten temat. A może akurat angielski jej nie przypasuje i będzie się mocno
      buntować przeciwko twoim planom? Nie próbuj takich rzeczy jak "kontynuacja
      języka w gimnazjum" planować dziś. mieszkam tuż koło gimnazjum i liceum
      specjalizujących się w niemieckim, miałam nadzieję, że mój syn tam pójdzie -
      niestety. ma w podstawówce niemiecki, a prywatnie angielski - angielski idzie mu
      bardzo dobrze i go lubi, niemieckiego nienawidzi. jego koleżanka z klasy uczyła
      się angielskiego na dodatkowych lekcjach organizowanych przez szkołę - w efekcie
      nienawidzi angielskiego, a niemiecki bardzo lubi i nie wyobraża sobie, by w
      gimnazjum się go nie uczyła. syn mojej przyjaciółki miał w społecznej
      podstawówce hiszpański i angielski, teraz w gimnazjum ma niemiecki i angielski -
      niemieckiego nie znosi, angielski jest mu obojętny, hiszpański uwielbia i uczy
      się go dalej poza szkołą. tak więc nie zgadniesz, jak to się potoczy.

      ja bym się bardziej bała tej półtorazmianowości - ale jeśli dla ciebie to nie
      jest techniczny problem (dla mnie by był), to w ogóle się nie zastanawiaj.
      publiczne szkoły podstawowe w zasadzie nie miewają superwyników z testu
      szóstoklasistów, bo w rejonie zawsze jest grupa dzieci, które średnią zaniżą (no
      chyba że w okolicy mieszkają sami profesorowie, choć to też o niczym nie
      przesądza, bo w grupie dzieci najlepiej uczących się w klasie mojego syna jest
      dwoje czy troje dzieci, których rodzice mają tylko podstawowe wykszłtacenie, a
      dzieciaki naprawdę świetne).
      • verdana Re: którą szkołę wybrać? 12.04.08, 22:54
        Eh, moje dziecko to profesorskie dziecko i na pewno zaniży wyniki...
        • kkokos Re: którą szkołę wybrać? 12.04.08, 23:22
          verdana napisała:

          > Eh, moje dziecko to profesorskie dziecko i na pewno zaniży wyniki...


          smile
    • myszmusia Re: którą szkołę wybrać? 13.04.08, 08:25
      i tu i tu możesz trafić super a możesz bardzo kiepsko.Najwięcej w I-III zależy od dobrej nauczycielki, która potrafi sensownie poprowadzić klase (czy małą czy dużą).
      JUz to gdzieś pisałam ale w dobrej szkole (przy dobrym nauczycielu)raczej nie ma konieczności dodatkowych lekcji np. języka obcego.
      I moim zdaniem przy takiej decyzji trzeba umiec ocenić czy w szkole z jak sama napisałaś "średnimi" wynikami twoje dziecko raczej będzie miało tendencje do bycia tym średnim - czy słabszym (bo np. koledzy wyśmieją kujona ) czy do bycia dobrym - czasem nawet na przekór rówieśnikom.
      A w mniejszej klasie - szkole łatwiej zauwazyc czy opanowac jakąkolwiek patologię i na ogół (pisze na ogół a nie zawsze - to tez sprawa konkretnego przypadku) nauczycielom bardziej się chce.
      • verdana Re: którą szkołę wybrać? 13.04.08, 10:08
        Mylisz się - uczyłam w takiej klasie. Patologia patologia, ale
        usuniecie 1-2 dzieci z takiej klasy to dla szkoły klęska finansowa.
        Więc nic sie nie robi...
        • myszmusia Re: którą szkołę wybrać? 13.04.08, 19:41
          verdana napisała:
          > Mylisz się

          A ty generalizujesz na jednostkowym przykładzie.Widocznie ja znam inne szkoły niż ty .

          > Więc nic sie nie robi...

          zalezy gdzie - w dobrej się robi. I niekoniecznie od razu polega to na wyrzucaniu.

          Napisałam, że źle mozna i tu i tu trafić - trzeba albo miec szczeście albo bardzo starannie wg swoich preferencji wybrać. Co autorka wątku stara sie własnie zrobić.
    • jagoda2 Re: dzięki za cenne spostrzeżenia 13.04.08, 12:18
      o których sama nie pomyślałam, np. o tym, czy moje dziecko będzie na
      tyle "silne", by być dobrą uczennicą (może nawet bardzo dobrą) w
      bardzo przeciętnej klasie. Otóż pewnie nie będzie, a jeśli nawet, to
      się nie ujawni ze swoją wiedzą i umiejętnościami.
      Podobnie argument, że dziecko sobie świetnie poradzi w dużej grupie
      rówieśników (ok. 30-tki dzieci) - nie poradzi sobie, bo zginie w
      tłumie.
      Piszę to na podstawie obserwacji i znajomości swojego dziecka, które
      jest - owszem - grzeczne, ułożone, dobrze wychowane, ale przy tym
      delikatne, wycofane, raczej nieśmiałe i zupełnie nieprzebojowe,
      nawet bronić się za bardzo nie potrafi. Nawet, jeśli będzie chciała
      się odezwać na lekcji, to nikt jej nie usłyszy - tak cicho mówi.

      Jeśli chodzi o wybieranie języka kontynuowanego w gimnazjum -
      zgadzam się, że to właściwie nie jest moment, w którym powinno się o
      czymś takiem decydować, ale w poznańskich gimnazjach zdecydowanie
      dominują klasy z kontynuowanym językiem angielskim i wielce
      prawdopodobne jest, że w pewnym momencie okaże się, że córka nie
      zostanie przyjęta do wybranego gimnazjum z powodu języka. Osobiście
      znam takie przypadki, gdzie wszystkie plany dziecka musiały zostać
      zmienione z tego powodu, że w podstawówce głównym językiem był
      niemiecki, a wybranych klasach w gimnazjach językiem kontynuowanym
      był angielski. Nauczona doświadczeniem innych osób, chcę uniknąć
      takiej sytuacji, bo chociaż może to zabrzmi patetycznie - w pewnym
      sensie o życiu dziecka już teraz być może zdecyduję podejmując taką,
      a nie inną decyzję.

      Dziękuję za Wasze spostrzeżenia i proszę o kolejne, jeśli się nasuną.

      Jagoda
      • marina2 Re: dzięki za cenne spostrzeżenia 13.04.08, 12:57
        argumenty verdany i srebrnejrybki są identyczne z moimi.wybrałabym
        publiczną szkołę i dorzuciła angielski.może rozejrzyj się za jakąś
        szkołą językową blisko domu? albo ang z dostawą do domu.
        12 osob w klasie to absurd mówię z własnego doświadczenia.a jeszcze
        jak większość to chłopcy? właśnie w płatnych szkołach w tak małych
        klasach potrafią się spotkać dzieci z domów snobistycznych w kółko
        maćku gadające o kasie ,nakręcające licytację.i właśnie w takich
        szkołach nierzadko spotyka się dzieci z problemami - zapracowany
        rodzic odstawia pociechę na zasadzie płacę niech szkoła się
        zajmie.pytanie czy to szkołą czy grupa terapeutyczna.i czy szkola
        jest zainteresowana rozwiązaniem problemu.czy jest w niej szkolny
        pedagog.też mówię z własnego doświadczenia niestety.jestem za
        tym,że by dziecko miało jak najbliżej do szkoły,kolegów za ścianą
        czy płotem.w większej klasie ma większy wybór nie ta grupka to inna
        w mniejszej ręce związane.dojazdy tylko na poczatku wydają się
        nietraszne.i nie wiem w której części Poznania mieszkasz,ale ja
        wjeżdżając do Waszego miasta,które bardzo lubięsmile daję sobie zawsze
        dobre 40min naddatku na korki z wyjątkiem 5 rano...a pożyczanie
        zeszytów jak mała zachoruje?ok można skanować i mailem-też
        ćwiczyłam.ech..dobrze,że to przeszłość.poza tym nie każdy musi być
        przebojowy,a i tak sobie w życiu poradzi
        • mim288 Re: dzięki za cenne spostrzeżenia 16.04.08, 17:32
          To też generalizowanie. Nie mam jeszcze goświadczenia ze szkołą,
          ale mam z przedszkolem. Moje dziecko chodzi do niepublicznego i z
          tego co zauważyłam znacznie mniejszą uwagę przykładają (i rodzice
          i dzieci) do kwestii materialnych - absolutny brak "odskoków" w
          zakresie szpanerskich zabawek, ciuchów etc.- naprawdę
          niejednokrotnie znacznie mniej niż w przedszkolach publicznych, do
          któych chodzą dzieci częśći znajomych.
          Podobnie może być ze szkołą - wszystkie dzieci w takiej szkole są
          pewnie na podobnym poziomie finansowym i dość zamożne - czym tu
          szpanować, jak każdy ma mniej więcej to samo.
          Małych klas bym nie demonizowała - człowiek musi też nauczyć się
          żyć w niedużej grupie - w całym życiu nie często funkcjonujemy w
          grupach 25-30 osobowych, gdzie można sobie "wybrać" tych co nam
          pasują. Zresztą 12 osób to spora grupa.
      • myszmusia Re: dzięki za cenne spostrzeżenia 13.04.08, 20:03
        jagoda2 napisała:

        > o których sama nie pomyślałam, np. o tym, czy moje dziecko będzie na
        > tyle "silne", by być dobrą uczennicą (może nawet bardzo dobrą) w
        > bardzo przeciętnej klasie. Otóż pewnie nie będzie, a jeśli nawet, to
        > się nie ujawni ze swoją wiedzą i umiejętnościami.
        > Podobnie argument, że dziecko sobie świetnie poradzi w dużej grupie
        > rówieśników (ok. 30-tki dzieci) - nie poradzi sobie, bo zginie w
        > tłumie.


        dobrze,że to weźmiesz po uwagęsmile

        > Piszę to na podstawie obserwacji i znajomości swojego dziecka, które
        > jest - owszem - grzeczne, ułożone, dobrze wychowane, ale przy tym
        > delikatne, wycofane, raczej nieśmiałe i zupełnie nieprzebojowe,
        > nawet bronić się za bardzo nie potrafi.

        i jak dla mnie ocena własnego dziecka jest w tym najistotniejsza.
        Przerabiałam to kilka lat temu - córka chodzi do nie państwowej szkoły.
        Dowiedz się może masz możliwośc iśc na "dni otwarte"(chociaż lepsze jest pozwolenie na uczestnictwo w normalnym dniu) - poznac szkołe i nauczycielke i zobaczyć jak twoje dziecko się tam czuje. Tylko wez poproawkę na to,że na dzień dobry wszyscy chcą się pokazać z najlepszej strony(szczególnie na pokazówkach - dlatego lepszy zwykły dzień)
    • 5_monika Re: którą szkołę wybrać? 13.04.08, 16:02
      no właśnie
      mój ma w IV kl.2 godz.angielskiego i wybrałam prywatne zajęcia raz w tygodniu
      (lektor przychodzi do domu), koszt 1 h-50 zł.
      pzdr
    • protozoa Re: którą szkołę wybrać? 13.04.08, 18:46
      Wady szkoły publicznej są bezsporne.
      Wybrałabym szkołe niepubliczną. Niski poziom egzaminu po VI klasie
      świadczy o szkole. Nienajlepiej, niestety.
      Zmianowość - dobre dla niepracujących matek - moim zdaniem poważna
      wada.
      Nauka języków - im wczesniej i więcej tym lepiej. Ktokolwiek mysli
      inaczej dopasowuje ideologię do faktów.
      Dodatkowym atutem szkoły niepublicznej sa małe klasy. Pomyśl o tym.
    • mama-zuza Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 09:52
      Tez właśnie rozwazam jaka szkole wybrac panstwowa czy społeczna.
      dodam jeszcze kolejne minusy publicznych:
      -zerowka ma zajecia do powiedzmy 13 a ja prace koncze o 16 i mala w
      tym momencie musialaby byc w swietlicy po klka godzin.Jeszcze
      przeciez musze dojechac do tej szkoly zeby ja odebrac
      -języki obce:oczywiscie mozna posłać do państwowej poczym dodatkowo
      jeszce wysylac na zajecia z j.obcych ale ma je wtedy 2 razy w tyg
      (zazwyczaj tak jest na kursach) i po calym dniu meczacym w szkole i
      zabawie w swietlicy dziecku moze sie juz nie chciec isc na dodatkowe
      zajecia.Bedac w szkole społecznej gdzie wszystkie dzieciaki ucza sie
      tych jezykow maly czlowiek traktuje to jako normalne a nie ze moge
      sie nauczyc ale jak sie nie naucze to nic sie nie stanie.Sama
      chodzilam do prywatnej.
      -towarzystwo.Oczywiscie fajnie bo beda kolezanki z dzielnicy/osiedla
      ale .....ja np nie mieszkam w ciekwej dzielnicy i nie chce by moje
      dziecko mialo doczynienie z malymi"penerkami"
      -duze klasy wcale nie sa fajne bo nauczyciel nie ma wtedy dobrego
      kontaktu z kazdym uczniem.
      Dlatego ja sie zdecyduje na społeczną.
      • agatka_s Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 10:13
        Moje dziecko wlasnie konczy edukacje na poziomie podstawowym i
        zaliczylo zarowno szkole publiczna i spoleczna. Moje spostrzezenia:

        -w szkole podstawowej, cos takiego jak poziom szkoly NIE ISTNIEJE,
        nauka na poziomie podstawowym naprawde jest podstawowa, wiec bardzo
        trudno mowic tu o jakis roznicach
        -w szkole podstawowej niezwykle istotni sa poszczegolni nauczyciele,
        szczegolnie w klasach 1-3 nauczycie nauczania poczatkowego- tak
        naprawde to ten nauczyciel decyduje o tym czy dziecko robi postepy,
        czy nauczy sie uczyc
        -dla dziecka w szkole podstawowej jest wazne aby:
        1. szkola byla blisko (tak zeby dziecko od 2 giej klasy moglo juz
        chodzic samo)
        2. szkola byla wygodna (bez zadnych 2 gich zmian)
        3. szkola byla milym miejscem (ladny budynek, czyste toalety itp)
        4. wazne aby dziecko mialo cala nauke w jednym miejscu-moim zdaniem
        ganianie dzieciaka na dodatkowe zajecia (w duzej ilosci) nie jest
        dobre, lepiej jak nauka jest w szkole, a po szkole to juz tylko
        przyjemnosci
        5. ilosc dzieci w klasie jest moim zdaniem rzecza drugorzedna-
        zarowno duza nie bardzo przeszkadza , i mala tez nie, (bo jesli kasy
        sa male, to zazwyczaj duzo zajec robionych jest np dla 2 klas naraz
        i zycie towarzyskie w takich malych kameralnych szkolach nie
        ogranicza sie tylko do zycia klasowego)
        6. moim zdanie bardzo wazna w podstawowce jest kwestia wychowania
        fizycznego, sportu-jesli szkola prowadzi zajecia wf na korytarzu, a
        basen jest tylko w 2 klasie-to moim zdaniem jest powazny mankament
        takiej podstawowki


        Od strony rodzica- szkola publiczna-jest jednostka administracji i
        tu przede wszystkim licza sie przepisy i zeby bylo zgodnie z
        wytycznymi, szkola spoleczna-to miejsce duzo bardziej elastyczne i
        szybciej reagujace na potrzeby i postulaty rodzicow. W szkole
        publicznej-rodzic nie musi sie udzielac, moze oddac dziecko i jak
        sie uprze-zapomniec, w szkole spolecznej-od rodzica oczekuje sie
        duzo wiecej, przynajmniej jakiegos minimum zaangazowania,
        zainteresowania, no a jesli rodzic chce to moze angazowac sie bardzo
        powaznie.

        No i argument finansowy: moim zdaniem w szole podstawowa
        niekoniecznie trzeba inwestowac, bo zdarzaja sie bardzo dobre
        podstawowki publiczne. Jesli ktos nie jest zamozny ja srodki
        finansowe zostwilabym raczej na gimnazjum-tu moim zdaniem ryzyko ze
        trafi sie na bardzo kiepskie gimnazjum publiczne jest duzo wieksze i
        lepiej byc foinnsowo przygotowanym na finansowanie edukacji dziecka
        na tym poziomie.

        I jeszcze jedno:

        Szkola platna jako miejsce gdzie jest 100% snobow i nowobogackich-to
        straszny stereotyp i poprostu nieprawda. Szkola platna to zazwyczaj
        miejsce gdzie rodzice podejmuja wysilek innego wyboru niz tylko
        szkola publiczna-bywaja i rodzice bardzo zamozni, ale to nie jest
        regula.
        • srebrnarybka Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 10:26
          > Szkola platna jako miejsce gdzie jest 100% snobow i nowobogackich-
          to
          > straszny stereotyp i poprostu nieprawda. Szkola platna to
          zazwyczaj
          > miejsce gdzie rodzice podejmuja wysilek innego wyboru niz tylko
          > szkola publiczna-bywaja i rodzice bardzo zamozni, ale to nie jest
          > regula.

          - a skąd rodzice niezamożni mają pieniądze na szkołę prywatną?
          - ja o tym już parę razy pisałam nie na podstawie sterotypów, tylko
          na podstawie doświadczeń z moim bratankiem, który chodzi do szkół
          prywatnych, musi mieć wyłącznie odzież markową, ubolewa stale nad
          losem ciosi, która cierpi, bo nie ma w komórce gier, zna wszystkie
          możliwe marki wszystkiego, a do fryzjera musi chodzić takiego, u
          którego strzyżenie męskie kosztuje 70 zł (dla mnie, baby 50 zł, to
          za drogo). Oczywiście niektórym takie efekty wychowania w szkołach
          prywatnych nie przeszkadzają.
          • agatka_s Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 10:37
            srebrnarybka napisała:

            > > Szkola platna jako miejsce gdzie jest 100% snobow i
            nowobogackich-
            > to
            > > straszny stereotyp i poprostu nieprawda. Szkola platna to
            > zazwyczaj
            > > miejsce gdzie rodzice podejmuja wysilek innego wyboru niz tylko
            > > szkola publiczna-bywaja i rodzice bardzo zamozni, ale to nie
            jest
            > > regula.
            >
            > - a skąd rodzice niezamożni mają pieniądze na szkołę prywatną?
            > - ja o tym już parę razy pisałam nie na podstawie sterotypów,
            tylko
            > na podstawie doświadczeń z moim bratankiem, który chodzi do szkół
            > prywatnych, musi mieć wyłącznie odzież markową, ubolewa stale nad
            > losem ciosi, która cierpi, bo nie ma w komórce gier, zna wszystkie
            > możliwe marki wszystkiego, a do fryzjera musi chodzić takiego, u
            > którego strzyżenie męskie kosztuje 70 zł (dla mnie, baby 50 zł, to
            > za drogo). Oczywiście niektórym takie efekty wychowania w szkołach
            > prywatnych nie przeszkadzają.


            Aby placic 1000 zl na miesiac za dziecko (standard warszawski), albo
            nie daj Boze za kilkoro dzieci wielokrotnosc tej sumy, naprawde
            trzeba dysponowac odpowiednimi dochodami (czasem pomagaja
            dziadkowie, ale tak czy siak raczej dla biednych szkolnictwo
            niepubliczne-platne nie jest przeznaczone). To jasne.

            Ale tak jak nie kazdy kto jest salowa, albo sanitariuszem nie ma nic
            do pwiedzenia pani Doktor z zasady, tak samo nie kazda osoba ktora
            zarabia duzo i ktora stac na szkole niepubliczna jest snobem i
            nowobogackim. Wsrod osob zamoznych naprawde bardzo duzo jest milych
            i "normalnych" ludzi- slowo harcerza !!!

            Jesli Twoj bratanek jest snobem,i ma lekcewazacy stosunek do
            pieniedzy to niestety jest problem jego wychowania i jego rodzicow,
            i tyle. Nic wiecej.


          • mim288 Re: którą szkołę wybrać? 16.04.08, 17:42
            Takie efekty wychowania swobodnie można mieć i w szkole publicznej -
            zapewniam na podstawie z kolei mojego bratanka. A - jak pisałam
            wyżej - w prywatnym przedszkolu mojego dziecka absolutnie
            szpanowania kasą nie ma.
            Rodzice niekiedy nie bardzo zamożni mają dzieci w szkołach
            niepublicznych bo to ich wybór - nie kupią super tv, nie wymienią
            bryki, a poślą dziecko do wybranej szkoły, którą uważają za dobrą.
            Snoby i nowobogackie czasami na szkołę właśnie skąpią - po co się
            wysilać, jak można dzieciaka do najbliższej i za darmo posłać i
            jeszcze odwozić przez pół miasta nie trzeba, bo samo pójdzie, wolą
            wydać na esktfa furę, wakacje na barbados i inne luksusy w tym
            stylu.
      • srebrnarybka Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 10:19
        Uczniowi w szkole jednak potrzebny jest przede wszystkim kontakt z
        rówieśnikami, a nie z nauczycielem. Kontakt z nauczycielem jest
        ważny dla rodziców.
        Gdy chodziłam do podstawówki dawno temu w odległej galaktyce w
        mieście Łodzi (znowu ta Łódź i to jest prawda), to po pół roku nauki
        w całkiem fajnej klasie w szkole po drugiej stronie ulicy rodzice
        zabrali mnie i przenieśli do innej, bo ich zdaniem wychowawczyni
        była chamowata. Nowa szkoła była kilka ulic dalej, przejścia etc.,
        wychowawczyni do IV klasy bardzo kulturalna, żona profesora
        medycyny, co dla moich rodziców było najważniejsze, natomiast klasa
        składała się w 80% z dzieci prostytutek i alkolholików, znaczna
        część uczniów była przerośnięta. O jakiekolwiek kontakty koleżeńskie
        było bardzo trudno, bo ta klasa była czymś troszeczkę łagodniejszych
        od poprawczaka. Ilekroć płakałam mamie w mankiet, że nie mam
        koleżanek, odpowiadała mi, że ona wychowywała się przed wojną we
        dworze jako panienka i też koleżanek nie miała i żyje. W ogóle nie
        rozumiała takiej potrzeby, natomiast rozmawianie z panią profesorową
        na wywiadówkach (mama sama była panią profesorową) podnosiło jej
        samoocenę, bo nie musiała omawiać spraw swojego dziecka z kimś
        gorszym. Na szczęście w liceum spotkałam dużą część mojej starej
        klasy z poprzedniej podstawówki i dziś wiem, że była to strasznie
        fajna klasa, a ja bardzo dużo straciłam przez błędną decyzję
        rodziców, których w ogóle nie interesowało, czy córka będzie miała
        kolegów, tylko, czy jest przyjemnie pogadać z panią wychowawczynią.
        Możliwość kontaktów z rowieśnikami jest strasznie ważna i nie
        lekceważcie tego.
        A w 12 osobowej klasie musi być po prostu nudno.
        • aluc jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 10:26
          mam znajomych zamożnych i bardzo zamożnych, których dzieci chodzą do
          publicznych rejonówek (mam również takich, którzy posyłają do
          drogich szkół prywatnych, dla równowagi)

          powiększa mi się również lista znajomych, którzy dzieci przenieśli
          ze szkoły prywatnej do publicznej, z różnych powodów poza jednym -
          finansowym, nie znam natomiast nikogo, kto wykonałby ruch w
          odwrotnym kierunku

          oczywiście, mój wybór rejonówki publicznej jest wyborem oświeconym,
          a nie wyłącznie ideologicznym smile gdyby to była fatalna szkoła w
          fatalnym miejscu, to młody by do niej nie poszedł

          myślę natomiast poważnie o opcji niepubliczne gimnazjum (i potem
          niewykluczone, że powrót do publicznego liceum)

          i zupełny OT do srebrnej rybki - do której podstawówki i którego
          liceum chodziłaś?
          • agatka_s Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 10:45
            to juz znasz

            Ja przenioslam z podstawowki publicznej do niepublicznej. Choc
            poczatkowo nie bylam zadowolona (mielismy super podstawowke, tylko
            niestatety tak przeladowana ze tam sie nie dalo funkcjonowac), teraz
            z perspektywy 3 lat po decyzji jestem bardzo zadowolona.
          • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 10:49
            Jesteś z Łodzi? Próbowałam odpowiedzieć na priv, ale coś tak
            pozmieniali, że nie mogę się połapać. Jako pogardzana przez część
            forum humanistka nie do końca sie rozumiem na tych elektronicznych
            zabawkach. Spróbuję jakoś dotrzeć.
            • aluc Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 16:04
              oryginalnie z Łodzi smile a pytam, bo mi się skojarzyło ze znanymi mi
              podstawówkami i liceum smile
              • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 16:40
                OK, nie konspirujmy. Dobra podstawówka ze złą panią: 178 przy
                Narutowicza blisko pl. Dąbrowskiego, z dużą częścią klasy spotkałam
                się potem w VIII LO, ul. Pomorska, wówczas Nowotki, róg Wierzbowej,
                zła podstwówka z dobrą panią nr 70 na Reowlucji 1905, koło
                Wschodniej. Sąsiedztwo Wschodniej wyjaśnia wszystko.
                • aluc Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 16:42
                  no to typowałam SP 173 i SP 96 oraz III LO smile w każdym razie
                  pozdrawiam smile
                  • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 16:45
                    Nie znałam tych szkół. III była w parku Sienkiewicza, taki okaały
                    budynek z basenem?
                    • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 16:45
                      Oczywiście pozdrawiam
                • michal_powolny12 Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 21:54
                  Ja typowałem SP 20 (Jaracza). Dzieciak który potrafi się dogadać z
                  każdym ma większe szanse na udane życie. Nawet z tak zwanym
                  elementem można się zaprzyjaźnić. Nie znoszę profesurskich rodzin
                  gardzących ludźmi mnij wykształconymi od siebie. Tak wychowywane
                  dzieci wytastają na cyborgów które nie potrafią żyć w normalnym
                  świecie.
                  • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 14.04.08, 23:11
                    Ja się przecież generalnie zgadzam i przez cały wątek usiłuję
                    namówić jego autorkę, by posłała dziecko do szkoły publicnzej ze
                    wszystkimi, a nie do prywatnej ze snobami i nuworyszami. Nikim nie
                    gardzę, a pracuję obecnie w prowincjonalnej uczelni i uczę
                    studentów, którzy na dobrą sprawę nie powinni mieć matur, ale
                    dostali sie na studia i kształcić ich trzeba. Możesz się popytać,
                    jak ich traktuję, ciekawe, czy Ci powiedzą, że nimi gardzę. Do
                    fajnej klasy w szkole 178 nie chodziły same dzieci profesorkie, ale
                    klasa była normalna, tzn. był przekrój i różnorodność. A w 70 miałam
                    80% marginesu społęcznego - to nie jest norma i trudno wymagać od
                    8latki, by resocjalizowała zdemoralizowanych kolegów.
                    Od rodzin profesorskich znacznie bardziej denerwują mnie rodziny
                    nowobogackich snobów, którzy uważają, że jak mają kasą, mogą gardzić
                    wszystkimi. Profesorowie miewają jednak umiejętności, które nie
                    każdemu dano i często pielęgnowali je kosztem dużych wyrzeczeń, a to
                    jest warotść godna szacunku. Jestem dumna z tego, że do V klasy w
                    szkole 70 jedyna w klasie nie miałam telwizora, bo mojego ojca
                    profesora nie było na to stać, w odróżnieniu od mam-prostytutek
                    moich koleżanek.
                    • anndelumester Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 15.04.08, 00:03
                      v> jest warotść godna szacunku. Jestem dumna z tego, że do V klasy w
                      > szkole 70 jedyna w klasie nie miałam telwizora, bo mojego ojca
                      > profesora nie było na to stać, w odróżnieniu od mam-prostytutek
                      > moich koleżanek.

                      No jakoś mnie nie zachwyca robienie wartosci z braku telewizora, ale
                      sie ladne to wszystko komponuje w calosc.
                      Powod do dumy widzialabym raczej w swiadomym wyborze - stac mnie,
                      ale nie uwazm tego za konieczne. Albo w analogcznej postawie, tylko
                      jakies sto kilkanascie lat wczesniej. No ale kazdy racjonalizuje jak
                      potrafi, takie prawo.
                    • michal_powolny12 Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 15.04.08, 10:25
                      Profesora nie było stać? Nie żartuj, wykładowcy nie zarabiali w PRL
                      dramatycznie źle. Zgadzam się z tobą iż problemem są dzieci
                      wychowane w nowobogackich domach. Jednocześnie nie mogę zapomnieć z
                      jaką wyższością profesurskie dzieci które znałem traktowały
                      dzieciaki z prostych a i niekiedy patologicznych domów. To było
                      chore. I takie potem idą do mediów, sądów,szpitali,urzędów,wykładają
                      na wyższych uczelniach,pracują w biznesie. Pokolenia cyborgów bez
                      empatii, bez zadnych normalnych relacji międzyludzkich. Dobrze że
                      twój dom ciebie inaczej ukształtował. Widać normalnych ludzi z
                      dyplomami trochę jeszcze jest.
                      • verdana Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 15.04.08, 17:42
                        Jako profesorskie dziecko z lat 60- tych (a wtedy mowimy o
                        telewizorach jako o luksusie) potwierdzam. Rodzice telewizor kupili
                        nawet wczesnie, ale ja za to chodzilam do szkoly dramatycznie źle
                        ubrana, w przerabianych ubraniach mamy. Rodziców nie było stac na
                        porzadne ciuchy dla dziecka, tyle że nie pamiętam, aby to byl jakis
                        problem.
                        Zmienilo się to bardzo gwaltownie za Gierka. I te czasy pewnie
                        pamietasz.
                        • michal_powolny12 Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 15.04.08, 23:30
                          Jam rocznik 1973. I z opowieści świętej pamięci dziadka i ojca (obaj
                          pracownicy naukowi) wiem że nawet w latach 60 nie żyło im się źle.
                          Nie przesadzajmy. Inteligencikom zawsze żyło się dobrze a niektórym
                          bardzo dobrze. Ich spora część miała przecież kontakty z
                          zachodem.Państwo płaciło często nie za realnie wykonaną pracę a za
                          jej udawanie. I dlatego nie rozumiem jak dzisiaj wychowane w
                          cieplarnianych warunkach mamusie i tatusiowie mogą grymasić że ich
                          dziecię spotka w szkole realny świat. Jak chcecie to sobie chodujcie
                          cyborgów. Wybierajcie luksusowe podstawówki i gimnanzja tak aby taki
                          cyborg nie spotkał dzieci gorzej urodzonych. Niech te cyborgi (bo
                          tego dzieckiem nazwać nie potrafę) idą do szkół-ferm przeznaczonych
                          dla nich i potem na studia. I nie dziwcie się że będą musiały
                          mieszkać na zamkniętych osiedlach. Bo nikt normalny cyborga za
                          sąsiada nie będzie chciał.
                          • anndelumester Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:01
                            Odnosze wrazenie, ze kazdy ma taki realny swiat w jakim przebywa.
                            Dla mnie zule i bejzbole to nie jest realny swiat, a raczej jego
                            peryferje. I nie mam potrzeb wnikania w to srodowisko, ani bratania
                            z nim mojego dziecka.
                            Ale de facto mieszania społecznego nie było nigdy, oprócz
                            przymusowego z lat 1945-1989, a i tak klasy i warstwy społeczne
                            trzymaja sie razem. I tego nawet najszczersze checi ideologow nie
                            zmienia. Dlatego nie rozumiem na czym polega Hodowanie cyborgów.
                            Po prostu dziecko obraca sie w srodowisku swoich rodziców , krewnych
                            i znajomych rodziców. Pewnie gdybym była z połswiatka dziecko
                            miałoby inne towarzystwo.
                            W calej dyskusji widze tylko jeden - nie ujawniony wprost problem.
                            Kwestie opłaty za edukacje. Dla kogos, kogo rodzina od pokolen
                            zdobywała wiedze i płaciła czesne za szkole czy studia, nie jest to
                            cos nadzwyczajnego. Dla "ynteligencji" PRLowskiej przyzwyczajonej do
                            wszystkiego darmowego i punktow za pochodzenie jest to problem.
                            Oczywiscie jest jeszcze skromna liczba osób o przekonaniach bardzo
                            socjalistycznych (w rozumieniu XIX wiecznym), ale umowmy sie , ze
                            rewolucja bolszewicka wystarczajaco skompromitowała społeczenstwo
                            bezklasowe i równe pod kazdym wzgledem, ze lepiej spuscic na taka
                            dyskusje zasłone milczenia.
                            • myszmusia Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:10
                              anndelumester napisała:
                              > W calej dyskusji widze tylko jeden - nie ujawniony wprost problem.
                              > Kwestie opłaty za edukacje. Dla kogos, kogo rodzina od pokolen
                              > zdobywała wiedze i płaciła czesne za szkole czy studia, nie jest to
                              > cos nadzwyczajnego. Dla "ynteligencji" PRLowskiej przyzwyczajonej do
                              > wszystkiego darmowego i punktow za pochodzenie jest to problem.
                              > Oczywiscie jest jeszcze skromna liczba osób o przekonaniach bardzo
                              > socjalistycznych (w rozumieniu XIX wiecznym), ale umowmy sie , ze
                              > rewolucja bolszewicka wystarczajaco skompromitowała społeczenstwo
                              > bezklasowe i równe pod kazdym wzgledem, ze lepiej spuscic na taka
                              > dyskusje zasłone milczenia.
                              >


                              w paru miejscach się ujawniłwink
                            • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:10
                              Ja akurat pochodzę z rodziny inteligenckiej od wielu pokoleń
                              (najstarszy doktorat w rodzinie, którym mogę się legitymować, w I
                              poł. XIX w.) i opowiadam się za szkołą publiczną. I to dla dobra
                              edukacji dzieci: po prostu szkoły płatne wcale nie są lepsze od
                              szkół bezpłatnych. Przy czym te bezpłatne nie są, jak się nam uiłuje
                              wmówić, darmowe. Przecież płacimy na nie podatki. Podobnie, jak
                              rzekoma darmowa służba zdrowia, na którą płacę co roku ponad 3 tys.
                              zł.
                              • myszmusia Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:12
                                to może i w oświacie i w służbie zdrowia zlikwidowac fikcję? Bo tak to jedni płaca dwa razy albo płacą na innychwinkA inni sądzą,że im "się należy"wink
                                • anndelumester Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:19
                                  ja jestem bardzo za .
                                  Płatne jedno i drugie m.in. z powodu powszechnie znanego w
                                  psychologii zjawiska, ze jak za coś płacisz to szanujesz.A od lat 60
                                  w Polsce szacunku do edukacji nie ma. Bo nalezy sie jak psu buda,
                                  musi byc za darmo, i spora czesc dzieci i ich rodziców robi łaske,
                                  ze do szkoly chodzi. Chodzi, bo trudno te czynnosc nazwac uczeniem
                                  sie.
                                  Dla zainteresowanych wiedza stypendia - ale nie socjalne, tylko
                                  naukowe. Wszelka pomoc socjana li i jedynie demoralizuje.
                                  • myszmusia Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:23
                                    > Dla zainteresowanych wiedza stypendia - ale nie socjalne, tylko
                                    > naukowe. Wszelka pomoc socjana li i jedynie demoralizuje.
                                    >

                                    albo kredyty, łatwe do spłacania albo umarzane na bardzo konkretnych warunkach. Córka znajomych tak studiuje w Anglii w tej chwili.

                                    Dac wędke a nie rybęwink
                                  • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:49
                                    Ja spotkałam się z czymś odwortnym: studenci, którzy płacili za
                                    studia, uwaali, że za samo płacenie należy im się dyplom, a
                                    uczelnia, nie wyrzucając ich ze względów komercyjnych, ugruntowywała
                                    to przekonanie. Wiekszości studentów zależy przecież na dyplomie, a
                                    nie na wiedzy, więc skoro płącą, to produkt im się należy. Natomiast
                                    ci, któzy studiowali bezpłatnie, miewają niekiedy poczucie, że dano
                                    im szansę i starają się wykorzystać. Niestety nie wszyscy, ale
                                    miewają taki odruch.
                                • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:24
                                  Jaką fikcję? Płacę onad 3000 zł rocznie na NFZ, a moje leczenie w
                                  ciągu roku tyle nie kosztuje z pewnością. Więc te świadczenia, które
                                  są mi niezbędne, w oczywisty sposób mi się należą, bo za nie
                                  przepłaciłam. Dlaczego mam płacić jeszcze więcej?
                                  A co do oświaty: to nie jest produkcja guzików i nie może kierować
                                  się wyłącznie kryteriami ekonomiczymi. Verdana już pisała o
                                  niewyrzucaniu złych uczniów ze szkół prywatnych, bo przynoszą zysk.
                                  Z podobnym zjawiskiem spotkałam się na prywatnej wyższej uczelni i
                                  po paru latach zrezygnowałam z pracy, bo uznałam, że to narusza moje
                                  sumienie. Wysiłek większości studentów ograniczał się płacenia
                                  czesnego i nir robili NIC więcej, bo uważali, że zapłacili za
                                  dyplom, a wyrzucić ich nie można było. Przygotowywałam kiedyś do
                                  egzamiu na studia maturzystkę z prywatnego liceum, której
                                  nowobogaccy rodzice płacili za to liceum. Panna miała tam zajęcia z
                                  historii filozofii i dlatego wiedziała, że istniał filozof Plotyn
                                  (inna rzecz, że pewnie nie rozumiała, co takiego głosił), ale nie
                                  wiedziała, w jakim kraju leży Bukareszt. No, ale rodzice uważali, że
                                  zapewnili jej świetną edukację. Oczywiście gorzkie lądowanie
                                  nastąpiło na egaminie na studia. Stosowanie tylko rachunku
                                  ekonomiczneog do dziedzin, które się temu nie poddają, nie jest
                                  właściwe.
                                  • myszmusia Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:33
                                    generalizowanie,że cała edukacja za pieniądze jest tylko dla nieuków tez nie jest właściwe. Sa prywatne i szkoły i uczelnie,które reprezentują obiektywnie wysoki poziom. Egzaminy sprawdzane zewnętrznie to potwierdzaja .

                                    Płacę onad 3000 zł rocznie na NFZ, a moje leczenie w
                                    > ciągu roku tyle nie kosztuje z pewnością. Więc te świadczenia, które
                                    > są mi niezbędne, w oczywisty sposób mi się należą, bo za nie
                                    > przepłaciłam. Dlaczego mam płacić jeszcze więcej?

                                    NIe płacić więcej tylko płacić za konkretny "pakiet" na siebie a nie na wszystkich.
                                    • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:51
                                      Ale po co mam płącić więcej za pakiet, skoro 3000 zł to i tak dużo,
                                      a moje leczenie tyle z pewnością nie kosztuje, więc nadwyżka idzie
                                      na lecznie osób ciężej chorych ode mnie? Uważam, że te 3000 zł
                                      całkowicie wystarczy. I nie jest żadną fikcją, to są całkowicie
                                      prawdziwe, a nie fikcyjne pieniądze.
                                  • anndelumester Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 11:36
                                    Chyba cie zmartwie - na najstarszej i szanowanej uczelni w Polsce
                                    tez nie wyrzuca sie studentów, bo generuja zysk. Dlatego na 4 roku
                                    miałam studenta, który studiujac nauki historyczne miał kłopoty z
                                    datami wybuchy i zakonczenia drugiej wojny swiatowej. Brak
                                    umiejetnosci czytania ze zrozumieniem był powszechny. Prace pisemne
                                    mam do dzisiaj - pokserowne dla potomnosci i ku pamieci jak to
                                    kwiat inteligencji polskiej buduje zdnia i swoje wypowiedzi.
                                    Dzisiaj te osoby sa magistrami. Mało tego kilka pan zapragneło robic
                                    doktoraty, ale ktos je przytomnie uwalił.
                                    Zapewniam Cie, ze szanujaca swoj wizerunek i majaca spojna wizje
                                    przyszłosci placówka edukacyjna pozbywa sie idiotow błyskawicznie.
                                    Molochowi zerującemu na publicznych pieniadzach na niczym nie
                                    zalezy. On trwa siłą rozpedu.
                          • mim288 Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 17:55
                            Nie jestem dziecko z rodziny profesorkskiej (ale skażonej "tylko"
                            dktoratem), ale według Twoich klasyfikacji nie powinnam być
                            cyborgiem, bo chodziłam do szkoły bardzo "różnorodnej" ze znacznym
                            udziałem rodzin nieco dysfunkcyjnych (łagodnie rzecz ujmojąc).
                            TYle, że z perspektywy czasu jakoś nie mogę dostrzec tego szeregu
                            zalet takiej edukacji i takiego "prawdziwego życia". Nawiasem
                            mówiąc nie uważam za "prawdziwe życie", że ojciec regularnie się
                            upija i tłucze matkę i dzieciaki jak się nawina pod rękę. Nie
                            specjalnie więc dołączam się do peanów na rzecz pełnych
                            róznorodności podstawówek publicznych i moje dzieciaki pewnie w
                            prywatnej wylądują (choć w wybranej akurat nie widziałam
                            dzieciaków, które określiłabym jako "dzianych snobów",
                            czy "cyborgów" tylko zwykłe dzieciaki, które potrafią
                            powidzieć "dzień dobry", jak ktoś starszy wchodzi do szkoły, nie
                            klną jak szewcy i nie są bite przez rodzicieli w ramach
                            odreagowania frustracji życiowych (nie chcę broń Boże powiedzieć,
                            że w publicznych podstawówkach wszytkie dzieci są zaniedbane, bite
                            etc, co najwyżej chcę powiedzieć, że można łatwiej znaleść szkołe
                            nie publiczną, w której takich dzieci nie ma i tylko tyle).
                            • srebrnarybka Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 18:02
                              Jeżeli Twoja podstawówka nie przypominała mojej, tzn. przedsionka
                              poprawczaka, z którego duża część uczniów lądowała w szkołach
                              specjalnych, to nie widzę problemu. A moja szkołą była patologią
                              nawet na tle miasta Łodzi (znowu ta Łódź) i jest to wypadek
                              wyjątkowy. Prędzej posłąłabym dziecko do prywatnego przedszkola: do
                              przedszkoli i tak nie chodzą wszystkie dzieci i wychowanie ma
                              charakter bardziej zidntywidualizowany, a 4latek i tak pewnie nie
                              jest w stanie zrozumieć, że ma droższą zabawkę czy ubranie niż
                              kolega. A opieka może (chociaż nie musi) być lepsza. Ale szkoła jest
                              po to, by nauczyć się żyć w społeczeństwie, takim, jakie ono jest.
                        • protozoa Re: jeszcze jeden argument absolutnie subiektywny 16.04.08, 07:40
                          Verdano, nie demonizuj, że profesorskie dzieci chodziły obdarte, bo
                          rodziców nie było stać. Moja matka ( rocznik 1944) nie chodziła
                          ubrana dramatycznie, choć w domu dziadków telewizor pojawił sie w
                          1958 roku!!! Przywieziny przez dziadka profesora z ZSRR. Należała do
                          pokolenia dzieci-kwiatów i sama szyła sobie bardzo oryginalne
                          stroje. Dziadków było stac na sporo więcej niż kasjera Kowalskiego.
                          P.S. Telewizor w latach 60 nie był juz luksusem. Jestem rocznikiem
                          1967 i odkąd pamiętam dziadkowie mieli samochód. Moi rodzice, jako
                          bardzo młodzi lekarze, pierwsze auto kupili za wczesnego Gierka.
                          Był to maluch.
                          • srebrnarybka do protozoi i MIchała Powolnego. 16.04.08, 09:47
                            Jestem od Was obojga starsza i trochę inną rzeczywistość pamiętam.
                            Lekarze, owszem, mieli zawsze dobrze i może lepiej problemu lekarzy
                            nie poruszajmy na tym forum, bo co nieco miałabym w tej sprawie do
                            powiedzenia. Np. otym, kiedy lekarz po I zawale mojego Ojca (wynik
                            przepracowania) brał 300 zł za wizytę domową, trzeba było jeszcze
                            kupować lekarstwa i wobec tego z matką w kuchni wcinałyśmy przez
                            parę tygodni suche pyry na obiad, bo na nic innego jż kasy nie
                            zostało. Trudno się dziwić, że ten lekarz miał samochód, a mój
                            Ojciec nie. Co do wyjazdów zagranicznych naukowców: nie było o nie
                            tak łatwo, za Gomułki i wcześniej praktycnzie niemożliwe, za Gierka
                            łątwiejsze, ale też wcale nie były takie proste. I raczaj się do
                            tego dokładało, kupując dolary u cinkciarzy, żeby móc pojechać na
                            zachód i skorzystać z tamtejszej biblioteki, jesli już dostało się
                            paszport, niż zarabiało tam na życie.
                            Co do płacenia "inteligencikom" za pozorowaną pracę - cóż, może
                            pisanie książek z dziedziny humanistyki, np. polonistyki, jakie
                            pisała mój Ojciec, uważasz za pozorowaną pracę, bo prawdziwą pracą
                            jest tylko praca w agencji reklamowej - co kto uważa za pożyteczne
                            społecznie.
                            Jeśli Michale preczytałeś moje wypowiediz, to powinieneś zauważyć,
                            że właśnie odradzam autorce wątku wysyłanie dziecka do "lepsiejszej"
                            podstawówki po to, by dziecko miało różnych kolegów.
                            • triss_merigold6 ad wyboru szkoły 16.04.08, 10:17
                              Jesli publiczna podstawówka jest przyzwoita, w dobrej okolicy i
                              zapewnia sensowne zajęcia pozalekcyjne to wybrałabym publiczną.
                              Jeśli natomiast okolica fatalna to zdecydowanie szkołę
                              społeczną/prywatną.
                              Nie widzę żadnego powodu dla ktorego moje dziecko miałoby integrować
                              się z dziećmi, które jako pierwsze słowo poznają "ku..." i ganiają
                              cały dzień po podwórkach, bo w domu nikt się nimi nie interesuje.
                              Owszem współczuję tym dzieciom gorszego startu, biedy i zaniedbania
                              ale to jeszcze nie powód, żeby towarzystwo blokowiskowe zapraszać do
                              domu czy pozwalać, żeby mojemu pokazywało czym jest szkoła
                              przetrwania w kręgach patologii społecznej. Nie widzę powodu dla
                              którego moje dziecko miałoby chodzić do klasy z dziećmi osiedlowych
                              bandytów i dilerów, którzy teraz mają legalne interesy ale
                              mentalność im została specyficzna.
                              • michal_powolny12 Re: ad wyboru szkoły 16.04.08, 16:26
                                Dlaczego nie chcesz aby twoje dziecko zaprzyjaźniło się z dziećmi
                                uboższymi których rodzice są mniej wykształceni? Zarażą twojego
                                cyborga jakimś wirusem kłopotów w uczeniu się? Dom ci ukradną?
                                • triss_merigold6 Mylisz dwie kwestie 16.04.08, 17:18
                                  Mylisz dwie kwestie: niezamożność i patologię. Nie życzę sobie aby
                                  moje dziecko przyjaźniło się z dziećmi dawnych dilerów, mimo, że są
                                  to obecnie ludzie bardzo zamożni i posiadający legalne interesy.
                                  Dresiarstwo w mojej okolicy akurat biedy nie klepie, wręcz
                                  przeciwnie. Owszem, nie mam ochoty na integrację syna z ludźmi,
                                  którzy z domów powynosili kompletnie inne systemy wartości.
                                  • srebrnarybka Re: Mylisz dwie kwestie 16.04.08, 17:24
                                    Jeżeli nie chcesz, żeby Twoje dziecko przyjaźniło się z dziećmi
                                    dilerów, którzy teraz mają legalne interesy, to nie posyłaj go do
                                    szkoły prywatnej. Ich na pewno na taką stać, a w publicznej dziecko
                                    może sobie nie poradzić.
                            • michal_powolny12 Re: do protozoi i MIchała Powolnego. 16.04.08, 16:22
                              No cóż moje relacje pochodzące od rodziny są inne. A co płacenia za
                              pozorowaną pracę za PRL płacono za publikacje których nikt nie
                              czytał, płacono za prace redakcyjne w pismach których nikt nie
                              czytał, za wykłady których nie było, za udział w konferencjach które
                              polegały na piciu. Płacono za badania typu wyższość klsy
                              robotniczej. Tak było. I niestety część inteligencików nie zmieniła
                              swojej mentalności. Część uczciwie pracuje.
                              • srebrnarybka Re: do protozoi i MIchała Powolnego. 16.04.08, 16:58
                                W PRL w ogóle wszystkim płacono za pozorowaną pracę, bo cała
                                ekonomia PRL opierała się na jednym wielkim poorowaniu. A co do prac
                                naukowych: oczywiście, jak wszędzie i zawsze, byli ideolodzy i
                                karierowicze. Teraz też są, tylko piszą o wyższości Solidarności nad
                                PZPR i o prześladowaniu Kościoła w PRL. I są to często ci sami
                                ludzie, którzy pisali o klasie robotniczej. Natomiast zasadnicza
                                większość naukowców pracowała uczciwie, tyle, że efekty ich pracy
                                były wykpiwane jako niepraktyczne, bo co kogo interesuje np. rola
                                karczmy w XVII w. Wtedy wykpiwali sekretarze partii (pamiętam sama
                                wykpienie takiego tematu pracy mgr z historii na zebraniu
                                sekretarzem dzielnicowym PZPR, na które zgonionono nas w klasie
                                maturalnej), a teraz wykpiwają japiszony, dla których najważniejszą
                                wiedzą są kursy walut. Ale prawdziwi inteligenci sie tym nie
                                przejmują, psy szczekają, karawana idzie dalej.
                                • triss_merigold6 Re: do protozoi i MIchała Powolnego. 16.04.08, 17:15
                                  Bycie inteligentem nie musiało oznaczać klepania biedy. W PRL moi
                                  rodzice obydwoje mieli wyzsze wykształcenie i standard życia
                                  zupełnie przyzwoity jak na owe czasy.
                                  Również dziś bycie inteligentem nie musi być tożsame z żeromszczyzną
                                  i nobilitacją braku kasy na wszystko.
                                  • srebrnarybka Re: do protozoi i MIchała Powolnego. 16.04.08, 17:22
                                    Nie musi, ale często jest. Zawsze dobrze zarabiali np. lekarze i
                                    adwokaci, także inżynierowie, ale humaniści kiepsko. I nie o to
                                    chodi że inteligent MUSI być biedny, tylko, że dla inteligenta jego
                                    powołanie jest wazniejsze niż pieniądze. Oczywiście musi utrzymać
                                    rodzinę, ale to nie znaczy, że musi żyć w luksusie. Po prostu dla
                                    inteligenta ważne są inne wartości niż co roku nowa bryka.
                                    • anndelumester humanisci :) 16.04.08, 17:42
                                      srebrnarybka napisała:

                                      > Nie musi, ale często jest. Zawsze dobrze zarabiali np. lekarze i
                                      > adwokaci, także inżynierowie, ale humaniści kiepsko. I nie o to
                                      > chodi że inteligent MUSI być biedny, tylko, że dla inteligenta
                                      jego
                                      > powołanie jest wazniejsze niż pieniądze. Oczywiście musi utrzymać
                                      > rodzinę, ale to nie znaczy, że musi żyć w luksusie. Po prostu dla
                                      > inteligenta ważne są inne wartości niż co roku nowa bryka.


                                      No znowu Cie zmartwie, bo oboje z m. jestesmy humanistami po
                                      uniwerku. I nie narzekamy. Jako humanisci cenimy dobre ksiazki i
                                      zeby byc na biezaco z tematow które nas interesują, stac nas na
                                      zakypy jezeli nie w polskich ksiegarniach i antykwariatach to na
                                      ebayu czy amazonie. Cenimy wypady tu i tam by pokazac dziecku pewne
                                      zabytki /muzea, bo jednak albumy to nie wszystko, choc porównując to
                                      na czym sie wychowałam, a oferte Arkad np. teraz czy Taschena -
                                      kosmiczna roznica. Lekcje jezyków obcych dla nas tez kosztują -
                                      podobnie jak zagraniczne czasopisma. Meble i obrazy po przodkach tez
                                      czasem wymagaja renowacji, podobnie jak ksiazki czy gazety starsze
                                      niz sto lat. Masz racje inne wartosci - z gatunku duchowych sa dla
                                      nas bardzo wazne. Ale nowa bryka tez nie jest zła.
                                      Generalnie w byciu humanista widze same plusy smile i dlatego
                                      chciałabym by moje dziecko otrzymało staranne humanistyczne (tez)
                                      wykształcenie.
                                      • srebrnarybka Re: humanisci :) 16.04.08, 17:49
                                        Dlaczego mam się martwić, że komuś powodzi się dobrze? Ja się
                                        cieszę, jeżeli komukolwiek cokolwiek się udało. Tyle, że humanistom
                                        pracującym naukowo rzadko udaje się osiągnąć duże dochody, chyba, że
                                        są np. anglistami i dużo tłumaczą.
                                        Ja od paru lat, ale dopiero od paru, zarabiam przyzwoicie, a
                                        ponieważ potrzeb wielkich nie mam, daję sobie radę. Ale bryki nadal
                                        nie posiadam i nie widzę potrzeby.
                                        • anndelumester Re: humanisci :) 16.04.08, 18:15
                                          A to jak sobie ktoś radzi - to juz sprawa jego zdolnosci.
                                          Osobiscie do szału mnie doprowadza biadolenie i utyskiwanie, z
                                          którego niewiele wynika. Oczywiscie, kazdy ma inne potrzeby (choc
                                          idea zajec pozalekcyjnych poza szkoła w duzym miescie wymusza
                                          korzystanie z samochodu), ale wracajac do kwestii wychowania i
                                          edukacji - dla mnie ideałem wychowania jest grecki wzorzec kalos
                                          kagathos. A trudno o wyrafinowaną nadbudowę, mając braki w bazie.
                                          • srebrnarybka Re: humanisci :) 16.04.08, 18:22
                                            Cóż, gratuluję pięknego marksizmu, dawno już nie słyszałam o bazie i
                                            nadbudowie. I zupełnie się nie zgadzam: znam wielu zamożnych chamów
                                            i wielu ludzi kulturalnych, którzy nie mają zbyt wielu pieniędzy,
                                            ale te, które mają, wydają mądrze.
                                            • anndelumester Re: humanisci :) 16.04.08, 19:04
                                              Oj widze ze Ty juz tylko dwubiegunowo potrafisz myslec i widzisz
                                              tylko manichejski swiat biednych inteligentów i zamoznych Edków vel
                                              chamów.
                                              Osmielam sie twierdzic, ze linia podziału biegnie dzisiaj inaczej.
                                              Trudno, imo, wychowac dziecko tylko opowiadając mu o pewnych
                                              sprawach czy pokazując ksera reprodukcji i ksera ksiazek. Uwazam by
                                              móc wprowadzac wiarygodny swiat wartosci musi byc jakas stabilna
                                              baza - tak teraz uzyłam metafory, a jak Ci sie ona źle kojarzy to
                                              proponuje piramide Maslowa - i świadomy wybór. A trudno zwłaszcza z
                                              dzieckiem mowic o przezyciach szczytowych i samorealizacji w
                                              dziurawych butach (tak, to tez metafora). Pewnie sie da, ale
                                              prowadzi to w efekcie do frustracji i syndromu oblezonej twierdzy.
                                              Przynajmniej ja mam takie obserwacje.
                                              • srebrnarybka Re: humanisci :) 16.04.08, 19:41
                                                Nie patrzę manichejsko i widzę inteligentów, których los stopniowo
                                                sie poprawia, zwłaszcza po tzw. podwyżce Łybackiej sprzed paru lat i
                                                w wyniku coraz częstszego płaceni honorariów autorskich.
                                                Cóż, byłam wychowana w czasach zgrzebnych i np. za granicę jeździłam
                                                mało. Ale na to, by w dziecku wyrobić zamiłowanie do zwiedzania
                                                zabytków architektury, nie trzeba jeździć od razu do Włoch,
                                                wystarczy na początek np. Kazimierz nad Wisłą. To, że kiedyś mnie
                                                tego nauczono w głębokim dzieciństwie, owocuje tym, że dzisiaj
                                                samodzielnie jeżdżę za granicę, jeśli mnie stać.
                                                I druga rzecz - jeśli się umie oszczędzać, to i pieniądze się
                                                znajdą. Tylko trzeba np. zrezygnować z TV albo bryki, a mieć
                                                pieniadze na dodatkowy angielski dla dziecka albo teatr, nawet tylko
                                                dla siebie (też wychowuje dziecko, bo uczy je, że takie są rozrywki
                                                ludzi kulturalnych). Ale o to chodzi, by pieniądze były środkiem, a
                                                nie celem.
                                                • anndelumester Re: humanisci :) 16.04.08, 23:14
                                                  ALez ja o tym cały czas mowie - srodek, srodek do ciekawego zycia.
                                                  Ze jak jedziesz do tego Kazimierza czy na Jure czy do Gdanska, to
                                                  stac cie na bilety wstepu , na kupno przewodników, na to zeby kupic
                                                  płyte z muzyka organową z koncertu własnie z tej katedry itd. itd.
                                                  czy ksiazke z muzeum , ktora akurat zaciekawi Twoje dziecko.
                                                  Nie ukrywam, ze dla mnie to jest fajna sprawa.
                                                  Tak samo jak brak przymusu oszczedzania na czyms, co ma z edukacją
                                                  ciekawego swiata dziecka.
                                                  pozdrawiam!
                                • michal_powolny12 Re: do protozoi i MIchała Powolnego. 16.04.08, 17:26
                                  Z tym się zgodzę. Niestety. Niestety prawdziwy etos ma niewielu
                                  ludzi wykształconych. Widać to po poziomie polskiej polityki,
                                  plagiatach prac na uczelniach, oszustwach w biznesie (wbrew pozorom
                                  większość z nich jest dziełem ludzi bardzo dobrze wykształconych).
                                  A wracając do wychowania dziecka-dziecko do prawidłowego rozwoju obo
                                  intelektu musi ćwiczyć na WF nawet gdy wywołuje to salwy śmiechu
                                  kolegów i musi rozwijać relacje międzyludzkie.
                                  • srebrnarybka Re: do protozoi i MIchała Powolnego. 16.04.08, 17:54
                                    Przeciez ja cały czas piszę o rozwianiu relacji międzyludzkich i
                                    dlatego zachwalam szkołę publiczną, a Ty cały czas uważasz mnie za
                                    zwolennika wychowywania cyborgów tylko dlatego, że mój Ojciec jest
                                    profeorem.
                                    A co do inteligencji - ja też ubolewam nad upadkiem jej etosu, ale
                                    to nie oznacza, że tego etosu w ogóle nie ma. A kiedyś, w tych
                                    czasach, kiedy mojego Ojca nie było stać na TV, ogólny etos
                                    inteligencji był wyższy, mimo, że bywali karierowicze.
                                    A co do ideologii cóż, jedyna w klasie nie chodziłam na pochodzy
                                    pierwszomajowe (udało mi się nie być ani razu), podczas, gdy dzieci
                                    klasy robotników, lumpenproletariatu, alkoholików i prostytutek, z
                                    którymi chodziłam do podstawówki, chodziły wszystkie, bo to była
                                    świetna zabawa. Ja gorszyłam koleżanki, ale mój Ojciec, jako
                                    inteligencik, tez na takie pochody nie chodził i tego mnie uczył.
        • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 15:54
          Witam sąsiadkę. I co te straszne dzieci główkę ci oderwały?Nie łaska
          było się z nimi zaprzyjaźnić? Sam miałem takich kolegów (też okolice
          Wschodniej i Włókienniczej w Łodzi) i jakoś potrafiłem się dogadać.
          I to pomimo że by byłem z profesurskiego domu. Niestety tak ułożyło
          się moje życie że musiałem szkołę zmienić. Podobno na lepszą bo do
          liceum skutecznie egzaminy zdawało aż 30 procent jej absolwentów.
          W starej ten procent wynosił góra pięć. I ta druga podstawówka dla
          mnie osobiście to była klęska także towarzyska-dużo profesurskich
          dzieci i nuda. Potem się klasa rozkręciła gdy trafił do nas n-
          krotnie repetujacy delikwent. Bo szkoła to nie tylko nauka to także
          relacje międzyludzkie. I to one decyzdują o dalszym losie a nie
          mityczne doskonałe szkoły.I nawyki.Pracowitości,
          uczciwości,otwartości.
          • srebrnarybka Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 16:43
            Główki nie oderwały, ale byłam atakowana nożem. Grożono mi też
            gwałtem, co nie było czczą pogróżką, bo w szkole była próba gwałtu.
            Przez cały wątek próbuję wytłumaczyć, że nie trzeba chodzić do szkół
            elitarnych, wystarczy do normalnych, a nawet tam jest lepiej, bo nie
            ogląda się świata sztucznego i dlatego przestrzegam przed szkołami
            prywatnymi pełnymi dzieci nowobogakich snobów. Natomiast szkoła, do
            której chodziłąm w Łodzi, była nienormalna, była prawie
            poprawczakiem. I nie można od dziecka wymagać, by dostoowywało się
            do arunków nienormalnych.
    • agatka_s Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 10:29
      w malych kameralnych szkolach, funkcjonowanie nie jest oparte tylko
      o klasy, raczej o cala spolecznosc szkolna (nasza np szkola
      funkcjonuje w 3 budynkach, i w kazdym uczy sie razem okolo 50
      uczniow-kazdy wiec zna kazdego). Duzo jest zajec ktore realizowane
      sa w grupach laczacych dzieci z kilku klas, duzo jest tzw projektow,
      w ktorych czesto uczestnicza nawet dzieci z roznych rocznikow. Poza
      tym dodatkowo takie male szkolki mieszcza sie na bardzo malej
      powierzchni i niejako z przymusu wzyscy sie z wszystkimi koleguja,
      bo czesto zeby rozegrac mecz pilki noznej trzeba budowac druzyny ze
      wszystkich uczniow szkoly...smile)))

      Duzo jest tez wyjazdow typu zielone szkoly, biale szkoly,wymiany
      zagraniczne, zawody sportowe itp gdzie czesto lamie sie podzialy
      klasowe.


      Nuda i brak towarzystwa w szkole malej i kameralnej napewno nie
      wystepuje. Troche tylko inna jest idea takiej szkoly, klasa-nie
      jest tak istotna, istotna jest cala szkola.
    • rycerzowa Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 11:11
      Na twoim miejscu wybrałabym szkołę państwową.
      1. Poznań jest miastem specyficznym - aczkolwiek i tu są "szemrane miejsca", to
      nie ma całych złych dzielnic. Mało prawdopodobne, by twoje dziecko trafiło do
      szkoły, gdzie przeważa "element".
      2. Szkoła podstawowa to czas, gdzie największy wpływ na osiągnięcia szkolne
      dziecka ma środowisko rodzinne. Dlatego podstawowe szkoły "prywatne" mają lepsze
      wyniki, gdyż są tam dzieci troskliwych rodziców.
      Czyli troska o dziecko, rozmowy, lektury, podróże - to jest najważniejsze, i to
      zależy od rodziców.
      3.Szkoła podstawowa to czas, gdy dziecko szuka swego miejsca w społeczności,
      poznaje siebie, poznaje środowisko społeczne.
      Szkoła "demokratyczna" daje mu taką szansę. W klasie będą różne dzieci, łącznie
      z niepełnosprawnymi. Rodzice wtedy martwią się o "poziom", ale poziom nauczania
      mogą zapewnić rodzice,a rozeznania społecznego - nie. Jest to czas
      kształtowania się wrażliwości społecznej oraz odporności psychicznej.
      W dużej, zróżnicowanej grupie, każde dziecko może znaleźć swoje miejsce, będzie
      w czymś dobre.
      Nie martw się,że córeczka jest cicha i wrażliwa. Być może czeka na nią rola
      "wzorowej, grzecznej uczennicy", rola bardzo ceniona, i przez nauczycieli, i,
      wbrew pozorom, przez (małe)dzieci.
      Wcale nie musi stale podnosić reki i krzyczeć "ja wiem, prosę pani".
      Nauczyciel szybko się zorientuje,że ona "zawsze wie".
      4. Dziecko jest nieśmiałe, tym bardziej powinno mieć dużo znanych koleżanek
      blisko do domu, być chciało w ogóle wyjść na podwórko, nie zamknęło się w
      samotności.
      5. Dodatkowy angielski to w Poznaniu żaden problem, i żadne "korepetycje".
      6. Zaoszczędzone pieniądze warto przeznaczyć na ciekawe podróże. Niech ci Agatka
      powie, ile jej chłopak zawdzięcza podróżom.
      Małe dziecko powinno jeździć przede wszystkim z rodzicami.
      Na wyjazdy z grupą przyjdzie czas trochę później.
      • paszczakowna1 Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 13:15
        Popieram rycerzową. A angielskim bym się nie przejmowała - nauka języka w
        młodszych klasach szkoły podstawowej to w ogóle często fikcja. Przekonałam się,
        że dziecko po kilku latach takiej nauki umie tyle, ile zmotywowany nastolatek
        może nauczyć się przez dwa miesiące, tak że czy dwie, czy trzy godziny,
        niewielka różnica. Zapisz do publicznej, i nastaw się na dodatkowy angielski,
        ale dopiero od 4 klasy wzwyż.

        Poza tym, pomyśl o jeszcze jednym aspekcie. Jeśli córka jest faktycznie
        nieśmiała, bardzo ważna dla niej będzie najbliższa przyjaciółka (lub
        przyjaciel). Czy będzie miała możliwość utrzymywania takiego kontaktu poza
        lekcjami w przypadku szkoły bardziej oddalonej?
        • agatka_s Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 13:30

          > że dziecko po kilku latach takiej nauki umie tyle, ile zmotywowany
          nastolatek
          > może nauczyć się przez dwa miesiące, tak że czy dwie, czy trzy
          godziny,
          > niewielka różnica.



          Akurat z tym bym sie nie zgodzila. Moj syn zaczal sie "uczyc"
          angielskiego w przedszkolu, a niemieckiego w 4 klasie popdstawowki-
          majac przez ostatnie 3 lata teraz tyle samo lekcjo obu jezykow.

          Roznica miedzy znajomoscia angielskiego (moze sie swobodnie
          porozumiec zagranica, czyta teksty po angielsku, koresponduje po
          angielsku, jest aktywny na anglojezycznym portalu dla fanow F1), a
          nauka niemieckiego (zna bardzo duzo gramatyki, ale nie bardzo umial
          nawet przyslowiowego piwa zamowic jak bylismy w Austrii)-jest
          ogromna.

          Ja tez przez bardzo dlugi okres myslalam ze wszystkie te
          przedszkolne zabawy itp to strata czasu i pieniedzy-az przyszedl
          taki moment ze syn nagle zaskoczyl (bo nagle ten angielski zaczal mu
          byc przydatny i potrzebny),i nagle okazalo sie ze on strasznie duzo
          umie, az mnie sama zaskoczyl. Spopro jeszcze przed nim, ale juz ten
          jezyk zna.
          • paszczakowna1 Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 14:04
            Może ja mam specyficzne doświadczenia, ale mi rok nauki angielskiego w liceum (a
            później niemieckiego) dał bez porównania więcej niż kilka lat nauki francuskiego
            w podstawówce. A angielski w podstawówce u moich siostrzeńców... Szkoda gadać -
            nędza zupełna, nawet u młodszego, który jest bardzo uzdolniony werbalnie (i
            piątki ma, ale tego piwa też by zamówić nie potrafił).

            A w przypadku Twojego syna podejrzewam, że dużą rolę odgrywa też motywacja (po
            co mi niemiecki, jak i tak z Niemcem się dogadam po angielsku), i pozaszkolny
            kontakt z językiem. Pewnie jakby znalazł superciekawą społeczność internetową
            wyłącznie niemieckojęzyczną, nastąpiłby astronomiczny postęp. wink
            • agatka_s Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 14:10
              Paradoks, jest taki ze moj syn uwielbia niemiecki (juz kiedys o tym
              pisalam, ze podejrzewam ze to wplyw nauczycieli-slicznej mlodej
              dziewczyny) i sam z siebie sie uczy (ja nie znam, wiec nawet gdybym
              chciala to nie pomoge).

              Angielskiego nigdy nie lubil i zawsze sie buntowal (tez o tym kiedys
              pisalam, ze to byla moja idee fix, i jedyna rzecz gdy uwazalam ze
              terror i przymus ze strony rodzica jest usprawiedliwiony).

              Nie , nadal twierdze, ze te przedszkolno-wczesnoszkolne nauki,
              gdzies tam sobie jednak siedzialy i teraz wylazly na wierzch.

              Niewykluczone ze tak bedzie za jakis czas i z niemieckim, ale teraz
              mimo ze syn chetnie sie uczy niemieckiego narazie d...a blada.

      • anndelumester Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 13:35
        > Jest to czas
        > kształtowania się wrażliwości społecznej oraz odporności
        psychicznej.
        > W dużej, zróżnicowanej grupie, każde dziecko może znaleźć swoje
        miejsce, będzi
        > e
        > w czymś dobre.
        > Nie martw się,że córeczka jest cicha i wrażliwa. Być może czeka na
        nią rola
        > "wzorowej, grzecznej uczennicy", rola bardzo ceniona, i przez
        nauczycieli, i,
        > wbrew pozorom, przez (małe)dzieci.
        Rotfl
        Rycerzowa, chyba nie do końca wiesz o czym piszesz.
        Byłam cichą dobrą wzorową uczennicą z wyksztalciuchowskiej od
        pokolen rodziny w 30osobowej klasie wielkiej szkoly, gdzie prym
        wiodły dzieci z polswiatka i patologii, gdzie w modzie był
        analfabetyzm do 8 klasy, picie, palenie i kończenie edukacji na 6
        klasie i szkołach OHP. Gdzie dzieci lepiej uczące się i "inne" z
        pochodzenia byly bite, wysmiewane, a w najlepszym przypadku
        odrzucane towarzysko.
        Faktycznie - fantastyczna szkoła (prze)życia w sam raz dla dziecka
        wrazliwego.
        • srebrnarybka Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 14:33
          Ja też byłam w takiej sytuacji, co opisałam parę postów wyżej. Tyle,
          że nawet w mieście Łodzi (znowu ta Łódź) szkoła ta stanowiła
          patologię, a nie normę, usytuowana była blisko słynnej ulicy
          Wschodniej, a każdy łodizanin czy eksłodzianin wie, co to była ulica
          Wschodnia. Inne szkoły, nawet w mieście Łodzi były normalne, tylko
          mnie rodzice ciągali do tej przez pół miasta, bo mama sobie mogła
          pogadać z miłą wychowawczynią. Nie wierzę więc, że jest to sytuacja
          typowa w publicznej szkole, zresztą i moje doświadczenie wskazuje,
          że nie jest, bo wcześniej byłam krótko w całkiem fajnej klasie,
          tylko mama uznała wychowawczynię za chamowatą i mnie zabrała.
          • anndelumester Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 15:16
            Byc moze są fajne, dobre szkoły publiczne. Ja po prostu nie
            znalazlam takiej, ktora by mi odpowiadała.
            Na moj ostateczny wybór rzutowało oczywiscie moje
            doświadczenie "roznorodnosci" - tak tu gloryfikowanej, ktorej ja z
            kolei jestem zdecydowaną przeciwniczką.
    • anndelumester Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 12:49
      Nie znalazłam szkoły publicznej spełniającej nasze oczekiwania –
      jednozmianowość, odpowiedni poziom nauki, bezpieczeństwo,
      wyposażenie, świetlica, zajęcia dodatkowe do wyboru. Zdecydowałam
      się na płatną szkole społeczną polecaną przez wielu znajomych, która
      to wszystko zapewnia.
      Dla mnie bardzo ważne jest to, by dziecko po szkole miało tez czas
      wolny dla siebie, dlatego wolę by to , na czym nam zależy było w
      pakiecie szkolnym. Poza tym nie bardzo sobie wyobrażam logistykę
      zajęć pozalekcyjnych i to jeszcze w szkole pracującej na zmiany.
      Jeżeli chodzi o języki obce – w naszym przypadku nauka dala efekty
      już na etapie nauczania przedszkolnego, wiec tym bardziej zależy mi
      na przyzwoitym poziomie w szkole.
      BTW – osobiście uważam, ze lepiej jest być gorszym uczniem w dobrej
      wymagającej szkole , niż wybitnym uczniem w szkole słabej. Mniej
      rozczarowań na kolejnych etapach życia.
      Poza tym mam świetne doświadczenia z niepublicznej edukacji
      przedszkolnej i nie bardzo sobie ewentualne starcia z „systemem”
      edukacji publicznej i bezsilność z tego wynikającą.

      Dobrego wyboru życze smile
    • srebrnarybka Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 23:29
      Coś o szkołach niepublicznych w Poznaniu. Mam nadzieję, że
      skutecznie zniechęci.

      wiadomosci.onet.pl/2702,1730030,6_5_roku_za_wielokrotne_zgwalcenie_16_latki,wydarzenie_lokalne.html
      • anndelumester Re: którą szkołę wybrać? 14.04.08, 23:55
        Przeczytalam ze zrozumieniem, choć konczylam szkoły publiczne wink
        I szkole tu nie ma ani słowa.
        Jest o gwałcie i gwałcicielu.

        Jestem przekonana, ze aby robic czarne PR trzeba miec choc minimalne
        kompetencje ku temu wink A po to by dyskutowac na pewne tematy
        minimalną tematu znajomosc. Tego rodzaju "argumenty", niestety Cie
        dyskwalifikują jako interlokutora.
        A szkoda, bo zapowiadało sie interesująco.
        Rozumiem niechec do instytucji oswiatowych z innej półki spoleczno-
        ekonomicznej, ale metoda kwasnych winogron niczemu nie słuzy,
        osmiesza natomiast tylko nieszczesnego lisa zgłodniałego.
        • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 15.04.08, 15:31
          Już na forum przedszkolnym można poczytać jak wiele negatywnych
          emocji wśród "zwolenników" publicznych przedszkoli budzą przedszkola
          niepubliczne. To samo obserwuję tutaj; rodzice posyłający dzieci do
          szkół niepublicznych bardziej lub mniej zachwalają swój wybór, ale
          nie dyskredytują szkół państwowych jako-takich; inaczej wyglada to u
          niektórych rodziców posyłajacych dzieci do szkół państwowych - oni
          częściej idą w całkowitą negację oświaty niepublicznej, starając się
          sdykredytować tamtejszych uczniów i ich rodziców jako obrzydliwych
          nuworyszy i nowobogackich. Brak zrzoumienia dla wyboru innych nie
          uprawnia do tak prstackiego zachowania.
          • agatka_s Re: którą szkołę wybrać? 15.04.08, 15:41
            agnieszka_gk napisała:

            > Już na forum przedszkolnym można poczytać jak wiele negatywnych
            > emocji wśród "zwolenników" publicznych przedszkoli budzą
            przedszkola
            > niepubliczne. To samo obserwuję tutaj; rodzice posyłający dzieci
            do
            > szkół niepublicznych bardziej lub mniej zachwalają swój wybór, ale
            > nie dyskredytują szkół państwowych jako-takich; inaczej wyglada to
            u
            > niektórych rodziców posyłajacych dzieci do szkół państwowych - oni
            > częściej idą w całkowitą negację oświaty niepublicznej, starając
            się
            > sdykredytować tamtejszych uczniów i ich rodziców jako obrzydliwych
            > nuworyszy i nowobogackich. Brak zrzoumienia dla wyboru innych nie
            > uprawnia do tak prstackiego zachowania.



            Z przedszkolami to w ogole jest nieuzasadnione. (ze szkolami tez, no
            ale przynajmnie szkoly sa)

            Tu gdzie mieszkam, zapisanie dziecka do publicznego przedszkola to
            tyle samo co wygranie miliona w totka. Za to przedszkola
            niepubliczne powstaja jak grzyby po deszczu i maja sie bardzo dobrze.

          • myszmusia Re: którą szkołę wybrać? 15.04.08, 17:29
            rodzice posyłający dzieci do
            > szkół niepublicznych bardziej lub mniej zachwalają swój wybór, ale
            > nie dyskredytują szkół państwowych jako-takich; inaczej wyglada to u
            > niektórych rodziców posyłajacych dzieci do szkół państwowych - oni
            > częściej idą w całkowitą negację oświaty niepublicznej, starając się
            > sdykredytować tamtejszych uczniów i ich rodziców jako obrzydliwych
            > nuworyszy i nowobogackich. Brak zrzoumienia dla wyboru innych nie
            > uprawnia do tak prstackiego zachowania.

            i tu moim zdaniem w dużym stopniu trafiłas w sednosmile
            Tak mniej więcej rok temu czytałam podobną dyskusje tylko to było o konkretnych gimnazjach w warszawie. I w pewnym momencie niejako "mimochodem" jedna z osób określających bodajże snobami osoby posyłające dzieci do jednej z tych szkół przyznała,że chciałaby żeby ją było na to stac po prostu.
            Tak,że czasami - podkreślam czasami - coś w rodzaju zazdrości tez chyba jest motorem takiego potepienia szkół nie państwowych.


            Ja napisałam już wyżej i w takich i w takich szkołach można trafić źle i dobrze. Dlatego takie wybory moim zdaniem powinny dotyczyć konkretnej szkoły i konkretnego dziecka a nie systemu jako takiego.

            • myszmusia znalazłam zeszłoroczną dyskusję 16.04.08, 07:48
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=57685057&a=57688168
              może komus się przydawink
              • olek.kwiatkowski do myszmusi 16.04.08, 09:34
                Z ciekawoscia, przeczytalam caly watek. Troche mi sie od tej pory
                (ponad rok !!!!) w glowie poustawialo (ale nie wiele pozmienialo).

                A tak z ciekawosci, jesli oczywiscie masz ochote o tym opowiedziec-
                gdzie dostal sie syn ? jak mu idzie ?
                • agatka_s Re: do myszmusi 16.04.08, 09:36
                  Wpadka

                  zalogowana bylam na koncie syna....

                  sorry
                  • myszmusia Re: do myszmusi 16.04.08, 09:48
                    czyli agatka= olekwink

                    a co do mojego dziecięciawinknie syn a córkawink
                    Zdawała i dostała się na Raszyńską.ALe sama (podkreślam sama) zrezygnowała i chodzi gdzie indziej też nie pańśtwowa jest zadowolona.
                    Raszyńska teraz jeszcze dodatkowo po utworzeniu filli chyba się za bardzo rozrosła jak na nasze chęciwink.Istnieje ryzyko,że ilośc nie przejdzie im w jakośćwink

                    Ale przecież tamten wątek był "twój" interesowałaś się właśnie raszyńską tyle ,że na ten rok - startujecie tam?
                    • agatka_s Re: do myszmusi 16.04.08, 10:01
                      Nie, olek to olek, agatka to agatka. Tylko ze my mamy 2 laptopy i
                      napisalam z kuchni, nie widzac ze tam sie syn rano zalogowal, no coz
                      juz mi sie to zdarzalo kilkakrotnie....

                      Nie "my" (znowu mnie ktos od czci i wiary odsadzi za te liczbe
                      mnoga), probujemy zdawac na Nowowiejska-ktora strasznie sie synowi
                      spodobala (a chyba jeszcze wazniejsze ze idzie tam kolezanka ktora
                      mu sie podoba chyba bardziej niz szkola, i to jakakolwiek-ale to
                      tylko moje spekulacje).

                      Sprobujemy tez do Reytana-bo to skolei byloby niezwykle odciazenie
                      finansowe, no i ja mam taki sentyment do tej szkoly (syn jest za, bo
                      tam idzie tez jego bardzo dobry kolega z klasy, no i podziela tez
                      moje rozumowanie ze zaoszczedzona kase, mozna przeznaczyc na cos
                      innego...).
                      • myszmusia Re: do myszmusi 16.04.08, 10:21
                        agatka_s napisała:

                        > Nie, olek to olek, agatka to agatka.

                        żartowałamwink chciałam się upewnić czy ty to tywink

                        > Nie "my" (znowu mnie ktos od czci i wiary odsadzi za te liczbe
                        > mnoga)

                        na pewno nie ja - dla mnie to normalnesmile

                        NOwowiejska? czyli "2" tak?
                        Próbuje sobie przypomnieć co nas zniechęciło w tamtej szkole.
                        CHyba zajęcia w dwóch miejscach, stosunkowo dużo uczniów, i długie zajęcia obowiązkowe (ale nie jestem pewna co jeszcze)

                        o Reytanie wiem tyle co z netu.

                        A swoją droga wybór gimnazjum jest chyba najtrudniejszym wyborem - przez to ,że to odbywa się w takim "dziwnym " wieku i może o tak wielu rzeczach zadecydować .(teraz mnei się pewnie oberwie od zwolenników gimnzjum "byle blisko a później można wszystko" rym mi wyszdł niechcącywink

                        • agatka_s Re: do myszmusi 16.04.08, 10:27
                          mnie w zeszlym roku na Nowowowiejskiej, przerazila okolica i zajecia
                          w 2 miejscach(samo centrum, sporo meneli wkolo, podroze z 1 na 2
                          miejsce). Ale przez rok syn tak dorosl i tak sie usamodzielnil, ze
                          jakos przestalo mnie to przerazac (1 rok w zyciu dziecka 12/13 lat
                          to jakis nieprawdopodobny skok, u nas niebo a ziemia).


                          Reytan-ma te tzw klasy 2-jezyczne, w tym roku znow w pelni poza
                          rejonowe (bo w zeszlym to mialo byc tak nioe bardzo z ta poza
                          rejonowoscia). No i ma ten tzw POZIOM wysoki....

                          Gimnazjum-to jest trudny wybor-dla dziecka stres, a dla rodzicow
                          wysilek. Moim zdaniem kompletnie zbedny.
                          • myszmusia Re: do myszmusi 16.04.08, 10:34
                            u nas te 12/13 wypadło właśnie w pierwszej gimnazjum a nie w 6 podstawówki.Ale prawde mówiąc i tak nie podoba mi się to przemieszczanie w trakciewinkA okolica masz rację mało przyjemna.W sumie może ja patrzę na takie cos jeszcze ostrzej przez fakt posiadania córki a nie synawink
                        • triss_merigold6 Re: do myszmusi 16.04.08, 10:29
                          Tia, byle blisko. Moje najbliższe rejonowe gimnazjum jest okreslane
                          powszechnie mianem ZLEWU, bo rządzą tak powszechnie dresy i
                          tipsiary. Owszem kadra jest niezła, dyrekcja bardzo się stara ale
                          skład społeczny uczniów jest fatalny i szkoła ma słabe wyniki.
                          • myszmusia Re: do myszmusi 16.04.08, 10:32
                            no ale niektórzy nawet w tym wątku uznaliby to za zaletę - kontakt z różnymi środowiskamiwink itp... - ja na pewno nie.
                            • triss_merigold6 Re: do myszmusi 16.04.08, 10:38
                              Naturalnie. Ile kasy bym musiała dawać małolatowi tygodniowo na
                              haracz? Mogłabym nie dawać i załatwiać sprawy typowo dla tych
                              środowisk czyli przez obicie ryja nękającym ale nie sądzę, żebym w
                              ogóle chciała testować takie metody. Może powinnam zapraszać do domu
                              nastoletnie lachociągi zbierające na kosmetyki w galeriach
                              handlowych i martwić się, że syn coś takiego puknie? A może cieszyć,
                              że w tak zróżnicowanym środowisku będzie miał w klasie samodzielnych
                              kolegów pracujących przy dilerce i w branży samochodowej?

                              Wystarczy, że ja w podstawówce miałam kontakt z różnymi
                              środowiskami, w liceum się jednak z ulgą odnalazłam w gronie
                              podobnych sobie dzieci.
                          • agatka_s Re: do myszmusi 16.04.08, 10:33
                            Nasze rejonowe tez niestety jest fatalne. Nawet ma dobre wyniki
                            egzaminu gim, zblizone do ursynowskich szkol niepublicznych, ale ma
                            fatalna opinie jesli chodzi o kwestie bezpieczenstwa i roznych
                            zjawisk patologicznych.

                            W podstawowce bliskosc jest wazna, w gimnazjum juz nie tak bardzo.
                            Mysle ze nawet oddalenie od domu jakos nobilituje takiego smarkacza,
                            no w kazdym razie wiem ze moj syn chetnie by sie juz wyrwal w
                            szeroki swiat, a nie tylko tkwil w tym naszym ursynowskim "zascianku"
                            • myszmusia Re: do myszmusi 16.04.08, 10:35
                              > W podstawowce bliskosc jest wazna,

                              ale uwierz mi nie najwazniejsza.
                            • triss_merigold6 Re: do myszmusi 16.04.08, 10:43
                              Wiesz, o ile w kwestii społecznej podstawówki się waham o tyle
                              gimnazjum albo przy super publicznym liceum albo społeczne. Rejonowe
                              jest kategorią "po moim trupie". Nie po to się staram wychowawczo i
                              inwestuję we wszechstronny rozwój dziecka, żeby trafił do
                              patologicznej dżungli. Jak będzie chciał zobaczyć inne środowiska to
                              mu pokażę reportaż albo zrobię wycieczkę etnograficzną.
                              • myszmusia Re: do myszmusi 16.04.08, 10:48
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Wiesz, o ile w kwestii społecznej podstawówki się waham

                                do dobrej naprawde warto

                                >przy super publicznym liceum (ale ostrożnie tam gdzie sa w gimnazjum poza tym klasy rejonowewink

                                Jak będzie chciał zobaczyć inne środowiska to
                                > mu pokażę reportaż albo zrobię wycieczkę etnograficzną.

                                smile
                              • myszmusia triss_merigold6 PS 16.04.08, 10:56
                                a najbardziej mnie śmieszy dorabianie ideologii jakie to nie państwowe szkolnictwo jest niedobre tam gdzie po prostu wystarczyłoby podac prawdziwy powódwink- nie dam radywink

                                (oczywiście to nie jest zawsze tylko ten powód) Ale jak ktoś wyżej napisał - zwolennicy nie państwowej oświaty są bardziej elastyczni w ocenach i nie potępiają "w czambuł" państwowych szkół.
                                • srebrnarybka Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 11:53
                                  to ciekawe, bo ja spotkałam się tylko z pogardliwymi uwagami, że do
                                  państwowych szkół chodzą tylko złodizeje, bandyci i margines
                                  społeczny.
                                  A ja osobiście nie zapłaciłabym ani grosza za szkołę prywatną, do
                                  której chodzi mój bratanek. Same minusy i jeszcze miałąbym płącić?
                                  • myszmusia Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:12
                                    > A ja osobiście nie zapłaciłabym ani grosza za szkołę prywatną, do
                                    > której chodzi mój bratanek. Same minusy i jeszcze miałąbym płącić?

                                    to po prostu źle wybrana szkoła jeżeli same minusy.A te minusy twoim zdaniem czy zdaniem tych którzy posyłaja tam dzieci i dzieci chodzących?
                                    • srebrnarybka Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:20
                                      1. Wybór był niewielki, bo z 2 szkół w "uroczym" podwarszawskim
                                      miasteczku, jedna państwowa, druga prywatna. Żadna nie jest
                                      specjalnie dobra, więc w tej sytuacji wybrałabym tańszą.
                                      2. Zdaniem moim i także mojego brata, który jednak boi się zabrać
                                      stamtąd dziecko, bo czułby się gorszym ojcem, że na dziecku
                                      oszczędza. Przecież teraz jest ta kretyńska presja, że dobrym
                                      rodzicem jest się wtedy, kiedy na dziecko się dużo wydaje i dużo się
                                      nad dzieckiem kwokcze, nawet wtedy, gdy to jest ze szkodą dla
                                      dziecka. Jak w tym wypadku, ale nie wypada zabrać dziecka z płatnej
                                      szkoły do bezpłatnej, bo wychodzi się na skąpca, który własnemu
                                      dziecku żałuje.
                                      3. Przypuszcam, że większość rodziców kolegów mojego bratanka jest
                                      zadowolona, gdyż są to nowobogackie japisozny i nie przeszkadza im,
                                      że dzieci wzajemnie licytują się, jaką markę ubrania które nosi, ile
                                      kosztowały skarpetki (młody domagał się za 60 zł), domagają sie
                                      fryzjera za 70 zł (ja damskiego za 50 zł uważam za zbyt drogiego dla
                                      mnie etc.), bo są to ludzie, których na to stać i w ten sposób
                                      określają swoja wartość. A mój brat martwi się tym, że jego syn
                                      wynosi stamtąd takie nawyki. Dodam: za jego ciężkie pieniądze.
                                      • myszmusia Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:24
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > 1. Wybór był niewielki, bo z 2 szkół w "uroczym" podwarszawskim
                                        > miasteczku, jedna państwowa, druga prywatna. Żadna nie jest
                                        > specjalnie dobra, więc w tej sytuacji wybrałabym tańszą.

                                        ja mając podobny wybór wybrałam (coś co czesto jest uważane za złewink wożenie dziecka do szkoły znajdującej się dalej.
                                        • srebrnarybka Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:31
                                          Ja tez uważam to za złe, a nie uniknęłonby się minusu, który jest w
                                          tej szkole prywatnej, tn. towarzystwa dzieci snobistycznych
                                          japisznów, dumnych z tego, że ich na to stać.
                                          I jeszcze musiałoby być brata stać na codzienne wożenie syna
                                          samohoddem do innej miejscowości. Bo jak na razie stać go na
                                          prywatną szkołę, ale nie stać na codzienne dojazyd do pracy do Wwy
                                          samochodem i jeździ pociągiem.
                                          • srebrnarybka Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:33
                                            Oczywiście rozumiem, że człowiek, któego nie stać na codzienne
                                            wożenie dziecka samochodem do szkoły w innej miejscowości nie
                                            zasługuje na szacunek osób z tego forum. Zwłaszcza, że jest panem
                                            mgrem pedagogiki specjalnej i pracuje w swoim zawodzie, z
                                            upośledzonymi dziećmi. Gdyby poszedł do agencji reklamowej, mógłby
                                            zaorbić 5 razy więcej, tylko jaki przykład dałby swojemu synowi? Że
                                            sens życia polega na zarabianiu pieniędzy?
                                            • agatka_s Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:54
                                              srebrnarybka napisała:

                                              > Gdyby poszedł do agencji reklamowej, mógłby
                                              > zaorbić 5 razy więcej, tylko jaki przykład dałby swojemu synowi?
                                              Że
                                              > sens życia polega na zarabianiu pieniędzy?


                                              Przepraszam ale co jest zlego w pracy w agencji reklamowej ?
                                              • anndelumester Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 14:51
                                                No ze sie zarabia pieniadze.
                                                A pieniadze to straszne zło , tfu tfu
                                              • srebrnarybka Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 17:00
                                                To, że jest to produkowanie wirtulanej piany nikomu niepotrzebnej. A
                                                opieka nad dziećmi upośledzonymi jest chyba dużo szlachetniejszym i
                                                potrzebniejszym społecznie zajęciem.
                                        • anndelumester Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:31
                                          > ja mając podobny wybór wybrałam (coś co czesto jest uważane za
                                          złewink wożenie d
                                          > ziecka do szkoły znajdującej się dalej.

                                          he he ale benzyna jest droga wink)
                                          We wszelkich raportach dotyczacych decyzji Polaków - kryterium jest
                                          jedno - cena, nie jakośc, nie poziom usług ...I pewnie jeszcze długo
                                          tak bedzie. To jest proces - dojrzewanie do swiadomego wyboru.
                                          Znam wiele osób, ktorym sie w głowie nie miesci , ze nie dosc ze
                                          mozna dziecko wozic przez poł miastado szkoły/przedszkola, to
                                          jeszcze mozna za przedszkole czy szkołe płacic. Albo - co juz jest
                                          totalnym wstrzasem, ze mozna sie przeniesc tak, zeby mieszkac w
                                          poblizu szkoły/przedszkola. big_grin
                                          • srebrnarybka Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:45
                                            Rozumiem, że Twoje uwagi nie biorą się z pogardy do większości
                                            ludzi, którzy, mimo, że uczciwie pracują, nie zarabiają tyle, by
                                            było ich stać na prywatną szkołę. Rozumiem, że nie gardzisz takim
                                            plebsem, często dużo lepiej wykształconym (bo to dotyczy większości
                                            nauczyieli czy pracowników naukowych) od prywaciarzy. Rozumiem, że
                                            nie oceniasz ludzi wg zawartości ich portfeli.
                                            A co do wożenia dziecka do szkoły do innej miejscowości - uważam to
                                            za ostateczność, bo dziecko ma wtedy małą szansę na pozaszkolne
                                            kontakty z kolegami.
                                            • anndelumester Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 12:56
                                              Z pewnoscią mam duzy dystans do osób, które z pozoru zaopatrzone w
                                              sprawny i nienajgorszy aparat poznawczy nie robia z niego uzytku i
                                              ich decyzje zyciowe prowadzą w koncu na manowce frustracji i
                                              pseudowyzszosci objawiajacej sie dosc agresywnymi postami
                                              obrazajacymi np. uczniow szkół niepublicznych, ich rodziny czy
                                              pracowników agencji reklamowych.
                                              Napisze jeszcze raz - na diecie z kwasnych winogron nie pozyje sie
                                              długo, a na pewno nie w poczuciu spelnienia.
                                              Wiecej zadowolenia i mniej megalomanii zycze smile))
                                              • triss_merigold6 Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 13:08
                                                Można jeszcze do niemożności finansowych dorobić ideologię "posyłam
                                                dziecko do szkoły państwowej żeby nie było snobem i poznało
                                                towarzystwo z różnych środowisk".

                                                Podkreślam - jesli uznam najbliższą podstawówkę ze przyzwoitą to
                                                potomek pójdzie tam aczkolwiek i tak będę musiała zatrudnić niańkę,
                                                żeby sześcio-siedmiolatek nie siedział do 17 w świetlicy. Być może
                                                szkoła społeczna będzie się bardziej opłacać niż niańka w takim
                                                układzie? Jeśli natomiast przekrój społeczny dzieci z ewentualnej
                                                państwowej podstawówki nie będzie mi pasował to małolat idzie do
                                                społecznej bezdyskusyjnie. W kwestii gimnazjum wątpliwosci nie mam.
                                                • myszmusia Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 14:23
                                                  triss_merigold6 napisała:

                                                  > Można jeszcze do niemożności finansowych dorobić ideologię "posyłam
                                                  > dziecko do szkoły państwowej żeby nie było snobem i poznało
                                                  > towarzystwo z różnych środowisk".

                                                  nic dodać nic ująć

                                                  i tak będę musiała zatrudnić niańkę,
                                                  > żeby sześcio-siedmiolatek nie siedział do 17 w świetlicy. Być może
                                                  > szkoła społeczna będzie się bardziej opłacać niż niańka w takim
                                                  > układzie?
                                                  NO co tywink a sam to nie łaskawinkniech się hartujewink
                                                  a rano to ma go kto odprowadzićwink? bo świetlica przed 8 to o ile wiem nie czesto jest.

                                                  I co np. z posiłkami - tez nie najlepsza opcja dla kilkulatka - cały dzień na kanapkach albo wątpliwej jakości jedzenie stołówkowe?
                                                  • verdana Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 15:15
                                                    Mozna też do snobizmu dorobic ideologie, ze wszystkie szkoly
                                                    panstwowe to oaza bandytyzmu, a chodzace tam dzieci to potomkowie
                                                    nieudaczników.
                                                  • agatka_s Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 15:22
                                                    mozna, tylko wlasnie caly problem, ze takiej ideologii nikt z nas
                                                    (przynajmniej na tym forum) nie dorabia....

                                                  • kkokos Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 16:06
                                                    no jak to nie, właśnie z bardzo wielu postów przebija pogląd, że jak kogoś nie
                                                    stać na szkołę płatną, to znaczy że plebs i półświatek. myślenie dwubiegunowe -
                                                    albo szkoła z dresiarzami, albo elitarna. po środku (czyli tam, gdzie de facto
                                                    jest jakieś 80 proc. społeczeństwa) nic nie ma.

                                                    a co złego w pracy w agencji reklamowej? bardzo wiele. od ideologii - nie tworzą
                                                    niczego po ludzku pożytecznego, tylko przygotowują ładne opakowanie do dowolnego
                                                    g** , byle im za to zapłacili; spora część ich pracy polega na wykazywaniu
                                                    własnej niezbędności i sztucznemu kreowaniu własnego wizerunku (na proste
                                                    pytanie nie można dostać prostej odpowiedzi, tylko odpowiedź w formie
                                                    prezentacji lub tabelki, bo tylko wtedy są "profesjonalni", równie sporą część
                                                    pracy zajmuje udowadnianie, ze trzeba im zapłacić więcej, choć i tak jest to
                                                    jedna z prac najbardziej zdemoralizowanych, biorąc pod uwagę stosunek
                                                    zysków/zarobków do rzeczywistej wartości moralnej i społecznej ich pracy; i
                                                    wreszcie - dla mnie (niejednej) najbardziej wkurzające codzienne doświadczenie:
                                                    jak wiele pustych, głupich, nic-nieumiejących istot tam siedzi (siedzi, nie
                                                    pracuje), jak bardzo są przekonane o swej wyższości (no pewnie, skoro właśnie
                                                    okazało się, że ludzie kupują kolejne g** w ich złotym papierku; znowu zrobili w
                                                    konia i klienta, i konsumenta), jak straszne braki w wykształceniu ogólnym mają,
                                                    jak bardzo myślą "od - do" i jak bardzo nie mają skrupułów w przypisywaniu sobie
                                                    cudzej (nie mojej, żeby nie było) zasługi, obrażając (nie tylko moją)
                                                    inteligencję. i nawet gdy się wyda, nie zaczerwienią się i dalej okazują
                                                    wyższość reszcie świata.

                                                    oczywiście na pewno są wyjątki. ale to wyjątki.
                                                  • srebrnarybka Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 17:05
                                                    Jak to nie? Przecież z większości postów zwolenników szkół
                                                    publicnzych takie przekonanie przebija.
                                                  • agatka_s Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 17:09
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Jak to nie? Przecież z większości postów zwolenników szkół
                                                    > publicnzych takie przekonanie przebija.

                                                    Raczej zwolennikow dobrych, dobrze dopasowanych do dziecka i
                                                    rodzicow (np trybu pracy) szkol, ktore czasem okazuja sie byc
                                                    szkolami niepublicznymi.
                                                  • triss_merigold6 Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 17:12
                                                    Chyba znam osiedle na którym mieszkam od dobrych 20 lat? Co do
                                                    najblizszej podstawówki to się nie wypowiem, bo różne opinie
                                                    słyszałam ale gimnazjum jest beznadziejne. Taki rejon. Dresiarski po
                                                    prostu i nie ma co zaklinać rzeczywistości.
                                                  • myszmusia Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 18:52
                                                    agatka_s napisała:

                                                    > mozna, tylko wlasnie caly problem, ze takiej ideologii nikt z nas
                                                    > (przynajmniej na tym forum) nie dorabia....
                                                    >

                                                    i każdy podkreśla,że są dobre i tu i tu.

                                                    Zaczyna mnie męczyć takie gadanie w kółko tego samego - cos czytanie ze zrozuminiem w narodzie "siada"wink
                                                  • aluc Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 15:27
                                                    hmmm, w takim razie dorabiam sobie ideologię do własnej możności
                                                    finansowej wink
                                                  • kkokos Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 15:33

                                                    > I co np. z posiłkami - tez nie najlepsza opcja dla kilkulatka - cały dzień na k
                                                    > anapkach albo wątpliwej jakości jedzenie stołówkowe?

                                                    jasne, jeszcze nie wiesz, jaka jest twoja rejonowa podstawówka, ale już wiesz,
                                                    że jedzenie stołówkowe jest tam wątpliwej jakości.

                                                    > a rano to ma go kto odprowadzićwink? bo świetlica przed 8 to o ile wiem nie cze
                                                    > sto jest.

                                                    guzik wiesz. owszem, często.



                                                    >>>>>Podkreślam - jesli uznam najbliższą podstawówkę ze przyzwoitą to
                                                    potomek pójdzie tam aczkolwiek i tak będę musiała zatrudnić niańkę,
                                                    żeby sześcio-siedmiolatek nie siedział do 17 w świetlicy.

                                                    jeśli podstawówka przyzwoita, to nie będzie tam "siedział", tylko odrobi
                                                    wszystkie lekcje, pobawi się z kolegami, a jeszcze raz w tygodniu go na basen
                                                    zaprowadzą. tak jest w szkole mojego syna, rejonowej podstawówce.

                                                  • agatka_s Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 15:51
                                                    ale czy naprawde myslicie (osoby ktore potepiaja w czambul, rodzicow
                                                    wybierajacych szkolnictwo niepubliczne), ze zdrowy na umysle
                                                    czlowiek wydaje 10 tysiecy rocznie przez kilka lat, czyli jakas
                                                    rownowartosc dobrego samochodu np Volvo S40 (jesli ma szczescie miec
                                                    tylko jedno dziecko, bo jak kilka to idziemy juz w strone Mercedesa
                                                    C klasa) na cos, co za darmo moze znalezc w publicznej podstawowce
                                                    za rogiem ? Tak jak w tym dowcipie o kogucie "tak tylko dla jaj "?

                                                    Decyzja o wyborze szkoly jest zazwyczaj przemyslana decyzja, i tym
                                                    bardziej to ze oznacza wyrzeczenia finansowe, jest decyzja
                                                    podejmowana w sposob odpowiedzialny, biorac wszystkie za i przeciw
                                                    (wezcie mnie, ja juz drugi rok gimnazjum wybieram...)

                                                    To naprawde nie jest tak ze rodzice decydujacyu sie na szkoly
                                                    prywatne to banda snobow, nowouryszy i tfu tfu pracownikow agencji
                                                    reklamowych (choc oni wszyscy sie pewnie tez zdarzaja, tak samo jak
                                                    i sie zdarzaja wsrod rodzicow "publicznych")

                                                    Pozdrawiam i zycze madrych wyborow niezaleznie czy w ramach edukacji
                                                    publicznej czy nie.


                                        • michal_powolny12 Re: triss_merigold6 PS 16.04.08, 16:35
                                          Tyle że wtedy dziecko nie ma żadnego życia towarzyskiego. I jeszcze
                                          jedno dojazdy dla dziecka są szalenie męczące. Naprawdę warto to
                                          przemyśleć niż skazywać dziecko na szkołę-fermę cyborgów. Publiczne
                                          podstawówki wbrew pozorom są na niezłym poziomie, nawet te w których
                                          99 procent uczniów to dzieci nie pochodzące z profesurkich domów.
                                          Chdziłem do takiej szkoły-fermy (podstawówka i liceum) i nie
                                          wyobrażam sobie aby mój wnuk przechodził przez to samo.
                                          Posyłajcie sobie swoje cyborgi do ferm a potem kupicie im (albo
                                          sobie kupią) złote klatki. Najlepiej na osiedlach dla cyborgów.
                                          • triss_merigold6 Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 17:09
                                            Zawsze mogę wybrać szkołę gdzieś na trasie do pracy. Życie
                                            towarzyskie? No sorry ale poza weeekendami to życia towarzyskiego u
                                            dziecka do lat 10 nie widzę, chyba, że na podwórku po południu. Ok.
                                            17 wracam z pracy i dzieci szalejące po domu to ostatnia rzecz na
                                            jaką mam ochotę a nie widzę opcji, żeby kilkulatek spraszał dzieci
                                            pod moją nieobecność.
                                            Coś wiem o poziomie publicznych podstawówek w mojej dzielnicy i nie
                                            są to informacje zachęcające. Moja osobista podstawówka z chlubnymi
                                            wyjątkami KILKU nauczycieli była denna.
                                            Jedno dziecko mam a nie stado i o jedno mam zamiar zadbać możliwie
                                            najlepiej czyli posłać do szkoły dającej możliwości rozwoju i
                                            przyjaznej a nie zdominowanej przez dresiarzy i tipsiareczki.
                                            BTW z blokowiska ładnych parę lat temu przeprowadziłam się na
                                            zamkniete osiedle i bardzo sobie tę zmianę chwalę - czysto, żadnych
                                            meneli, żadnych pomazanych ścian, żadnych grupek małolatów plujących
                                            i palących na klatkach schodowych.
                                            • srebrnarybka Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 17:26
                                              To współczuję dziecku, jeżeli nie pozwalasz mu na życie towarzyskie.
                                              • triss_merigold6 Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 17:42
                                                Na razie ma 3,5 roku i życie towarzyskie w przedszkolu oraz na placu
                                                zabaw, czasem kontakt ze znajomymi z dziećmi i ciotecznym
                                                rodzeństwem. IMO jak na ten wiek w zupełności wystarczy.

                                                Napisałam wyraźnie, że nie widzę opcji aby kilkulatek w wieku
                                                szkolnym podczas mojej nieobecności spraszał dzieci, starszy owszem
                                                pod warunkiem, że niczego w domu nie zniszczą.
                                                • srebrnarybka Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 17:57
                                                  To z kim będzie przebywał pod Twoją nieobecność? Nie lepiej, żeby
                                                  przebywał w świetlicy? A jeśli będzie przebywał w domu, to chyba
                                                  lepiej z kolegami niż samemu?
                                                  Co do niezniszczenia: oczywiście, trzeba starać się, ale radziłabym
                                                  cenne, a kruche rzeczy pochować. Tego, żeby dziecko/dzieci nigdy
                                                  niczego nie zniszczyły, osiągnąć się nie da.
                                                  • triss_merigold6 Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 18:06
                                                    W prywatnej szkole po lekacjach miałby pakiet zajęć dodatkowych do
                                                    wyboru (sportowe, plastyczne, język, kółka zainteresowań etc.). W
                                                    państwowej nie zostawiłabym dziecka w świetlicy bez podziału
                                                    wiekowego dzieci, bo jakoś nie wyobrażam sobie sześciolatka wśród 10-
                                                    11 latków więc musiałabym zatrudniać opiekunkę. Opiekunka
                                                    przyprowadzałaby dziecko, dawała obiad, pilnowała odrobienia lekcji
                                                    etc. Siedmiolatek sam w domu z kolegami przez kilka godzin
                                                    codziennie?! Wolne żarty.

                                                    W sumie to za rok będę się interesować konkretnymi szkołami, na
                                                    razie biorąc pod uwagę organizację czasu po lekcjach to zarówno
                                                    ojciec dziecka jak i moj aktualny partner optują za prywatną szkołą.
                                                    Bo bezpieczniej, płacę i wymagam, dziecko dopilnowane. Zakładam,
                                                    że "egzamin dla rodziców" zdam konkursowo, bo pracuję w takim
                                                    miejscu, że parę atrakcyjnych rzeczy mogę szkole załatwić (znaczy
                                                    nie szkole a uczniom).
                                                  • srebrnarybka Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 18:19
                                                    W prywatnej szkole po lekacjach miałby pakiet zajęć dodatkowych do
                                                    > wyboru (sportowe, plastyczne, język, kółka zainteresowań etc.).
                                                    - owszem, zajęcia dodatkowe bywają potrzebne, ale nie jako
                                                    przechowalnia na czas, kiedy matka w pracy. Lepiej jednak, żeby
                                                    dziecko miało też trochę odpoczynku i luzu.
                                                    W
                                                    > państwowej nie zostawiłabym dziecka w świetlicy bez podziału
                                                    > wiekowego dzieci, bo jakoś nie wyobrażam sobie sześciolatka wśród
                                                    10-
                                                    > 11 latków
                                                    - a niby dlaczego? Przecież dzieci miewają rodzeństwo w różnymi
                                                    wieku, także dzieci znajomych bywają nie zawsze rówieśnikami i
                                                    dobrze, by umialy się razem bawić. Poza tym w świetlicy nie byłby
                                                    jedynym 6latkiem.
                                                    A jeżeli chciałabyś, by odbierała go ze szkoły opiekunka i był pod
                                                    jej opieką parę godzin, to nie rozumiem, dlacego pod okiem opiekunki
                                                    nie mógłby bawić się z kolegami? Ograniczanie dziecku kontaktów
                                                    koleżeńskich uważam za znacznie gorsze wygodnictwo niż posłanie go
                                                    do najblizszej publicznej skzoły.
                                                  • michal_powolny12 Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 22:07
                                                    I znowu bajka. W szkole publicznej także są:
                                                    -zajęcia pozelekcyjne,
                                                    -dobra świetlica
                                                    -indywidualne podejście do ucznia.
                                                    Pomijamy tak naprawdę jedną rzecz. W wybranych szkołach publicznych
                                                    czy też niepublicznych choduje się dzieci-geniuszy. Takie cyborgi na
                                                    fermie nie są wstanie potem zrozumieć iż świat jest nieco bardziej
                                                    skomplikowany. Takie fermy (bo to nie są szkoły) niszczą dzieci.
                                                    Rodzice nakręcają się nawzajem. Widziałem to wśród moich znajomych.
                                                    pamiętam jak dla nich szokiem było to że syn gdy przenieśliśmy się
                                                    na stałe do Łodzi zamiast pójść do najlepszej łódzkiej szkoły (bo do
                                                    takiej chodził w W-wie) poszedł do zwykłego rejonowego gimnazjum a
                                                    potem choć zdał świetnie egzamin pogimaazjalny złożył papiery
                                                    do "Sorbony". Teraz szykuje się na studia na SGH. I wiem że mu się
                                                    uda tak samo jak jego kolegom. Oczywiście można dzieciaka zajeździć
                                                    zajęciami dodatkowymi, szkołą, tylko po co? Co z tego że będzie
                                                    jakoby świetnie wykształcony tylko że bez pasji? Świetnie
                                                    zaprogramowany tyle że bez kolegów? Chcecie mieć dzieci cyborgów? No
                                                    to miejcie tylko potem nie płaczcie że wasze ratośle muszą chodzić
                                                    do psychiatry. Ja tam wolę wolną zwykłą edukację z samodzielnym
                                                    doborem przez dziecko szkoły i zajęć pozalekcyjnych. A szkół nie
                                                    oceniam czytając tak zwane rankingi. W tym tak zwanej Zdawalności na
                                                    studia. Bo czego one mają dowodzić? Tego że w klasie X w roczniku
                                                    Y/Z w danej szkole znalazła się grupa uczniów która była
                                                    zainteresowana danymi studiami.
                                                • kkokos Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 21:34
                                                  riss_merigold6 napisała:

                                                  > Na razie ma 3,5 roku

                                                  bożesz ty mój, tyle awantur w kwestiach, które cię na razie nie dotyczą?????

                                                  no i juz wiadomo, skąd tyle pogardy dla tipsiar w podstawówkach - bo ty tych
                                                  szkół po prostu nie znasz. no bo skąd?
                                                  • triss_merigold6 Re: Jaki Ty masz problem? 16.04.08, 21:48
                                                    Tipsiary widzę jak panienki do gimnazjum się udają. Obok jest
                                                    przychodnia w której z potomkiem bywam i nie da się nie zauważyć.wink

                                                    Nie wiem na ile znasz realia warszawskie ale do wielu szkół
                                                    społecznych trzeba dziecko wpisać na listę zainteresowanych sporo
                                                    wcześniej, dlatego rozważam kwestię juz teraz. Zwłaszcza, że szykują
                                                    sie lata wyżu - skoro teraz przedszkola pękają w szwach to akurat za
                                                    2-3 lata ów wyż pójdzie do szkół.
    • agatka_s Re: którą szkołę wybrać? 16.04.08, 17:18
      A tak w ogole to juz mi sie nie chce pisac, bo to juz nudne...

      Powiem krotko: autorka-jagoda, chyba bedzie juz mogla zdecydowac,
      chociazby biorac pod uwage jakimi argumentami kieruja sie rodzice
      ktorzy juz dokonali wyboru-i zdecydowali sie na szkole niepubliczna,
      a jakimi rodzice ktorzy dokonali wyboru szkoly publicznej. Z tymi
      lub tymi rodzicami spedzisz nastepne 6 lat, wez to pod uwage...

      Zycze udanych decyzji.
      • myszmusia Re: którą szkołę wybrać? 16.04.08, 18:57
        agatka_s napisała:

        > A tak w ogole to juz mi sie nie chce pisac, bo to juz nudne...
        >
        > Powiem krotko: autorka-jagoda, chyba bedzie juz mogla zdecydowac,
        > chociazby biorac pod uwage jakimi argumentami kieruja sie rodzice
        > ktorzy juz dokonali wyboru-i zdecydowali sie na szkole niepubliczna,
        > a jakimi rodzice ktorzy dokonali wyboru szkoly publicznej. Z tymi
        > lub tymi rodzicami spedzisz nastepne 6 lat, wez to pod uwage...
        >
        > Zycze udanych decyzji.


        z ust (z klawiaturywink mi to wyjęłaswink
        idę pogadac z moim snobistycznym cyborgiem (znaczy z córką)wink
        A swoją drogą kto dał temu komus (nie chce mi się nika szukac) prawo do obrażania.
        dla mnie EOT
      • mharrison Re: którą szkołę wybrać? 16.04.08, 20:55
        agato_s,
        czy twoi znajomi polecają jakieś konkretne szkoły w
        Śródmieściu/Żoliborzu/Bielanach?

        Niestety swego czasu nacieszyłam się już szkołą publiczną, obecnie
        jakby coraz mniej się cieszę z publicznego przedszkola(choć
        początkowo niezłego)sad

        anne, szkoda, że nie jesteś z Warszawy.
      • jagoda2 Re: którą szkołę wybrać? 16.04.08, 23:00
        Rzeczywiście temat raczej wyczerpany, a i skręcił trochę nie w tym
        kierunku, w którym się spodziewałam.
        Dziękuję wszystkiem za podzielenie się swoimi uwagami,
        spostrzeżeniami i doświadczeniami życiowymi.
        Póki co - po lekturze tego wątku - skłaniam się bardziej ku szkole
        prywatnej, mimo wszystko. Piszę mimo wszystko, bo obiektywnie rzecz
        biorąc, niespecjalnie mnie na nią stać. Z drugiej strony, ktoś
        napisał, że kiedyś edukacja była płatna i ludzie mieli wybór -
        kształcić dzieci i odmawawiać sobie, czy nie. Część kształciła,
        większość nie i to nie dlatego, że nie chciała sobie odmawiać.
        Obecnie większość chce kształcić, wiele osób płaci za wykształcenie
        bez większych wyrzeczeń, część odmawiając sobie tego i owego.
        Osobiście sądzę, że to nie jest nawet kwestia chęci/możliwości
        odmawiania sobie czegokolwiek, ile raczej kestia pewnych
        priorytetów. Dla jednych priorytetm jest szkoła z wysokim poziomem
        nauczania, dla innych szkoła bezpieczna, a dla jeszcze innych szkoła
        z wykładowym angielskim. Dla większości ludzi priorytetem jest
        szkoła rejonowa, blisko domu i czasem sobie myślę, że może ci ludzie
        mają rację. Oni się specjalnie nie zastanawiają nad wyborem szkoły
        podstawowej, tak jak nie zastanawiali się nasi rodzice. Dzieci
        szły/idą do szkoły, która była/jest najbliżej miejsca zamieszkania i
        koniec. Żadnego wymyślania, udziwniania, udoskonalania. Większość
        ludzi zatem posyła dzieci do zwykłych podstawówek, ale i to się
        powoli zmienia. Coraz więcej osób szuka innych szkół, myślę, że
        przede wszystkim bezpiecznych. Kwestia poziomu nauczania jest na
        drugim/dalszym planie. Wydaje mi się także, że tzw. snobów i
        nowobogackich jest coraz mniej w szkołach prywatnych. Sądzę tak na
        podstawie obserwacji znajomych, którzy zamierzają posłać dzieci do
        prywatnych lub społecznych szkół, a którzy naprawdę snobami
        i "chamami" nie są.
        Ja rozważam wszystkie za i przeciw i wciąż nie mogę zdecydować. Boję
        się trochę takiej spirali, że jak córka pójdzie do prywatnej
        podstawówki, to potem nie będzie umiała się odnaleźć w publicznym
        gimnazjum i znowu trzeba będzie ją zapisać do prywatnego gimnazjum i
        tak każdy kolejny etap edukacji.
        Moja mama, będąc już na emeryturze, uczyła przez pewien krótki czas
        w prywatnym liceum w Poznaniu. Wcześniej, przez 25 lat uczyła w
        jedym z najlepszych poznańskich liceów. Jako doświadczony i
        wymagający nauczyciel zupełnie nie mogła się odnaleźć w prywatnym
        liceum. Po dwóch latach zrezygnowała z pracy. Pamiętam tylko, jak
        opowiadała, że jej najsłabsi uczniowie w I klasie publicznego liceum
        byli o niebo lepsi niż "najlepsi" uczniowe w ostatniej klasie tegoż
        prywatnego liceum. Kiedy mama pytała o ich kolejne etapy edukacji,
        wyglądało to tak: prywatna podstawówka, prywatne liceum (bo słabo
        zdali egzaminy wstępne do szkół średnich, kiedy jeszcze takowe się
        odbywały), liceum - wiadomo, a po liceum z góry wiedzieli, że pójdą
        na studia do prywatnych szkół, bo żadna państwowa ich nie przyjmie -
        sami mieli tego świadomość. To tyle a propos prywatnego nauczania.
        Chociaż wiem, że w ostatnich latach to się bardzo zmieniło.

        Jeszcze raz dziękuję wszystkim za podjęcie tematu i wypowiedzi.
        Będę pewnie jeszcze się z tym tematem wozić przez dłuższy czas.

        Pozdrawiam,
        Jagoda
        • aluc Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 10:04
          jagoda, myślę, że co do wybierających szkoły rejonowe czy
          nierejonowe, ale publiczne, jednak trochę upraszczasz, bo w wielu
          przypadkach to jest świadomy wybór, przynajmniej w moim tak jest

          przeprowadzając się do tzw. starej dzielnicy Warszawy, braliśmy pod
          uwagę również szanse edukacyjne naszych dzieci, w tym właśnie
          większą dostępność dobrych szkół publicznych, jednocześnie posłanie
          dziecka do szkoły prywatnej nie byłoby dla nas finansowym
          wyrzeczeniem, w każdym razie niczego nie musielibyśmy sobie
          odmawiać, żeby czesne zapłacić, z drugiej strony na posłaniu do
          szkoły publicznej z pewnością nie zaoszczędzimy smile

          poza tym uważam, że mecyje odprawiane przez pewną grupę rodziców
          przy wyborze szkoły podstawowej są przerostem formy nad treścią,
          jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że u dziecka z tzw. porządną bazą
          domową, nienajlepszy wybór podstawówki przesądza o przyszłym
          życiowym sukcesie bądź braku tegoż, ludzie natomiast popadają z
          jednej skrajności (chilli rejonówka bez głębszej refleksji, jak za
          starych dobrych czasów) w drugą, a mianowicie w mitologizowanie
          miejsca edukacji, co moim zdaniem nie służy również dziecku

          co do dzieci własnych - moim głównym zamiarem jest wychowanie ich w
          możliwie największej nieświadomości tego, że są uprzywilejowani,
          przez miejsce, w jakim żyją, rodzinę, w jakiej żyją, możliwości
          finansowe tej rodziny etc. Im później sobie to uprzywilejowanie
          uświadomią, tym lepiej dla nich.
          • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 11:05
            Poziom nauczania w szkole podstawowej, a zwłaszcza w klasach 0-III
            jest dla mnie rzeczą wtórną wobec komfortu nauczania jaki zapewnia
            rozważana przeze mnie szkoła prywatna (klasy 14-osobowe, po jednej
            klasie w roczniku) i publiczna szkoła rejonowa (klasy 25-30 osobowe,
            po 9-11 klas w KAŻDYM roczniku, czyli w sumie z zerówką ponad 1600
            uczniów w szkole). Dodatkowo moja córka jest dzieckiem wrażliwym,
            doskonale radzi sobie w środowisku znanym, ale aby je poznać
            potrzebuje dużo czasu i dużo wsparcia i indywidulanego podejścia ze
            strony nauczyciela (w przedszkolu jej adaptacja trwała prawie rok
            przy dużym zaangażowniu personelu). ZASADNICZO nie jestem
            przeciwniczką szkoły publicznej, ale tak jak nie da się w jednym
            szeregu postawić wszystkich nauczycieli, tak i szkoły publiczne
            zasadniczo róźnią się między sobą - wielkością, organizacją, kadrą
            nauczycielską, lokalizacją w "gorszych" i "normalnych" dzielnicach,
            podejściem pedagogicznym, np. są tzw. "Szkoły z klasą" itp.
            Szkoły niepubliczne też są różne i te stereotypy o nowobogackich i
            innych frajerach z kasą oblegajacych te placówki są mocno
            przesadzone.
            • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 11:47
              A jaką masz pewność że w małej szkole społecznej proces adaptacji
              twojej córki przebiegnie sprawnie?Nie masz.
              • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 12:26
                MAM PEWNOŚĆ, że w tym naszym kombinacie rejonowym moje dziecko
                zginie w tłumie i nikt mu nie pomoże. W tej rozważanej szkole
                kameralnej, o której słyszałam pozytywne opinie zwłaszcza w aspekcie
                indywidualnego podejścia do dziecka MAM NADZIEJĘ, że adaptacja
                przebiegnie łatwiej i moje dziecko polubi to miejsce.
          • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 11:44
            Przejrzałem jeszcze raz ten wątek i nadal nie znalazłem odpowiedzi
            na zasadnicze pytanie: gdzie jest dobro dziecka?
            Czy dobre dla niego jest codzienne dojeżdzanie 1,5-2 godzin na
            zajęcia (korki, odległość)i brak szans na samodzielny rozwój?
            Katorga bo szkoła zamiast uczyć i wychowywać produkuje
            olimpijczyków? Wielu rodziców zwariowało i zabiera dziedziństwo swoim
            potomkom.
            Chodziłem do bardzo dobrej podstawówki i dobrego liceum a tak
            naprawdę skrzydła rozwinąłem w łódzkiej "Sorbonie".
            Mój syn tak samo. Siostra tak samo.Jedna kuzynka tak samo. Inna
            skończyła stołeczną Sorbonę i jest świetną studentką SGH. I jakoś w
            nauce nie przeszkadzały ani mało oczytane koleżanki ani jakoby niski
            poziom szkoły-który realnie był wysoki-ale opinia głosiła co innego.
            Gdzie leżał klucz? Otóż owe byle jakie szkoły (Sorbony)miały to coś
            w sobie. Nauczyciele nie dołowali uczniów, każdemu pokazywano że ma
            szansę-nieważne kim byli jego rodzice.
            • srebrnarybka Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 11:59
              Co to jest łódzka Sorbona? UŁ? Dawno wyjechałam z Łodzi i tego
              określenia nie kojarzę. A generalnie popieram Twoje wypowiedzi, ja
              też jestem za integracją w normalnej szkole, a nie sztucznej
              hodowli. Co do problemu przewrażliwionego dziecka, które lepiej
              poradzi sobie w małej szkole: otóż jeżeli będzie cały czas w
              warunkach cieplarnianych, to nigdy nie nauczy się życia w
              społeczeństwie.
              • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 15:22
                Łódzką Sorboną nazywaliśmy Centrum Kształcenia Ustawicznego szkołę
                dla dorosłych oraz małolatów które miały problemy z nauką w
                normalnych placówkach. Jestem dumny że ukończyłem Liceum które
                powstało na bazie CKU.
            • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 12:42
              michal_powolny12 napisał:
              "Nauczyciele nie dołowali uczniów, każdemu pokazywano że ma szansę-
              nieważne kim byli jego rodzice."
              O mało nie spadłam z krzesła jak to przeczytałam; przez cały okres
              mojej edukacji w szkołach państwowych nauczyciele NON STOP gnębili
              uczniów mniej zdolnych, leniwych, a w podstawówce - gdzie przekrój
              dzieci jest znacznie szerszy niz w liceum - równiez tych
              pochodzacych z rozbitych domów. Ilekroć była jakaś awantura czy
              kradzież, podejrzenie padało zawsze na te same osoby - słabouczące
              się, pochodzące z gorszego środowiska; notabene niektóre z nich były
              po prostu zaniedbane, ale nie patologiczne, ale nauczyciele juz w to
              nie wnikali.

              W zasadzie juz chyba wszystko tutaj zostało powiedziane i każdy i
              tak pozostał przy swoim zdaniu; zwłaszcza przeciwnicy szkół
              prywatnych, którzy co chwila wyszukują kolejnych absurdalnych
              argumentów dyskredytujacych szkoły prywatne (BTW, olimpijczycy to
              zmora i duma szkół publicznych a nie prywatnych, gdzie poziom jest z
              grubsza wyrównany, i nie ma potrzeby koncentrować się na rodzynkach,
              żeby dyrekcja mogła wykazać sie wynikami). Nie rozumiem wielu
              wydumanych zastrzeżeń, jak np. zabieranie dzieciństwa dzieciom
              uczęszczajacym do szkół prywatnych. I niech tak zostanie.

              • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 15:35
                Ty spadłaś a takie właśnie są moje wspomnienia z pierwszej
                podstawówki (97 % ucniów pochodziło z rodzin dysfunkcyjnych) oraz
                ogólniaka który powstał na bazie szkoły dla dorosłych. Miałem
                nieszczęście poznać dwie "doskonałe" i "prestożowe" szkoły-jakoby
                mające wysoki poziom. Na własnej skórze poznałem co to ferma
                cybrogów. I nie ważne czy publiczna czy nie publiczna. To były
                szkoły miażdzące równo. Czy naprawdę uważacie że dziecko nie
                potrzebuje chwili dla siebie? Tak żeby trochę poleniuchować. MNie
                osobiście najwięcej dało owo bylejakie liceum-egzamin wstępny na
                prawo(UŁ)ustny w 1992 zdałem bardzo dobrze i co ciekawe NIE
                CHoDZIŁEm na żadne kursy,nie miałem żadnych korepetycji, nie miałem
                żadnych dodatkowych lekcji. Mój kolega złożył skutecznie egzamin na
                geodezję i studia ukończył ze średnią 4,9. I też bez żadnych ekstra
                WSPOMAGACZY.A w prestiżowych szkołach byliśmy nazywani .....tymi co
                do niczego nie dojdą. Ciekawe prawda? On ze zwykłego domu, ja z
                profesurskiego.
                • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 17:12
                  Piszesz tak chaotycznie, że własciwie trudno się połapać o co ci
                  chodzi.
                  1) Jeśli chodziłeś do szkoły z 97% udziałem uczniów z rodzin
                  dysfunkcyjnych to nic dziwnego, że nauczyciele nie mieli kogo
                  nadwyczajniej gnębic, bo wszyscy mieli te same problemy; swoją drogą
                  chyba musiałeś chodzić do podstawówki przy poprawczaku, bo nawet w
                  najgorszych rewirach Wschodniej takiego udziału dysfunkcyjnych nie
                  ma;
                  2) Ja chodziłam do normalnych szkół, nie miałam żadnych korepetycji
                  ani wspomagaczy (cokolwiek to oznacza), skończyłam studia z bdb
                  średnią i nie bardzo rozumiem jakie to ma znaczenie dla dyskusji
                  wyższości szkół publicznych nad niepublicznymi czy odwrotnie.
                  3) Dlaczego uważasz, że dzieci uczace się w szkołach prywatnych nie
                  maja czasu dla siebie ? Z moich doświadczeń wynika coś zupełnie
                  innego, bo (a) kameralna świetlica stwarza warunki do odrabiania
                  lekcji i po szkole dziecko ma wiecej czasu na zabawę, (b) wybrane
                  zajęcia dodatkowe ma na miejscu w szkole i nie musi popołudniami
                  jeździć z rodzicami na takowe. Posyłanie dzieci do prywatnych szkół
                  z reguły nie oznacza chorych ambicji edukacyjnych rodziców ale chęć
                  zapewnienia harmonijnego i bezpiecznego rozwoju dziecka; choć
                  oczywiście poziom kształcenia w takiej szkole może być wyższy ze
                  względu na starannie dobranną kadrę (łatwiej znaleźć jedna 3 dobre
                  nauczycielki do nauczania zintegrowanego niż 30 w mojej rejonowej
                  szkole) czy mozliwość wykorzystania róznorodnych metod dydaktycznych
                  w pracy z mniejsza grupą.
                  • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 17.04.08, 22:43
                    To ci łopatologicznie wyjaśnię.
                    Po pierwsze chodziłem do szkoły której rejon obejmował słynną w
                    Łodzi ul. Włókienniczą (odpowiednik ul.Brzeskej w W-wie). Moja klasa
                    niemal w całości składała się z dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. I
                    atmosfera tam panująca była FANTASTYCZNA.
                    Po drugie jako absolwent "Sorbony" i człowiek który poznał tak zwane
                    szkoły prestiżowe wiem że te drugie (publiczne i niepubliczne) to
                    prawdziwe fabryki cyborgów.
                    Po trzecie wybierając szkołę rodzice kierują się absurdalnymi moim
                    zdaniem przesłankami. Patrzą na rankingi które o nicznym nie
                    świadczą. Patrzą na zajęcia dodatkowe (im więcej tym lepiej). Chccą
                    zaplanować cały dzień. Uważam że dziecku trzeba dać wolność.
                    Nie jest ważne do jakiej szkoły się chodziło. Liczą się pasje.
                    Po czwarte uważam iż im bardziej zróżnicowany społecznie jest skład
                    klasy tym lepsza jest atmosfera.
                    • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 10:48
                      michal_powolny12 napisał:
                      "Po drugie jako absolwent "Sorbony" i człowiek który poznał tak zwane
                      szkoły prestiżowe wiem że te drugie (publiczne i niepubliczne) to
                      prawdziwe fabryki cyborgów."
                      Między szkołą na Włokienniczej a "prestiżowymi" szkołami (znam
                      szkoły łodzkie, które to niby takie dla cyborgów ?) jest ogromna
                      przestrzeń do zagospodarowania i wyboru szkoły odpowiedniej dla
                      dziecka i rodziców. BTW, czy swoje dzieci też zamierzasz posłać do
                      szkoły z 97% uczniów dysfunkcyjnych ?

                      "Po trzecie wybierając szkołę rodzice kierują się absurdalnymi moim
                      zdaniem przesłankami. Patrzą na rankingi które o nicznym nie
                      świadczą. Patrzą na zajęcia dodatkowe (im więcej tym lepiej). Chccą
                      zaplanować cały dzień. Uważam że dziecku trzeba dać wolność."
                      Rodzice mają różne kryteria wyboru szkoły; są też tacy, którzy
                      chca "zajeździć" swoje dzieci przez własne rozbujałe ambicje, ale to
                      dotyczy raczej stylu wychowania i aspiracji rodziców, i nie
                      przekłada się tylko na placówki niepubliczne; znam wiele dzieci ze
                      szkół publicznych, które kazdego popołudnia są wożone na zajęcia -
                      pianino, angielski, francuski, tenis, konie itd.
                      A co do zróżnicowania społecznego klasy, to nie odnajduję go w
                      twojej klasie z 97% uczniów dysfunkcyjnych (czyli chyba tylko ty
                      byłeś "normalny"); i zupełnie nie wiem co cię tak fascynuje w tym
                      środowisku...
                      • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 11:12
                        Tak mój syn chodził do zwykłych szkół. Nie patrzył na rankingi tylko
                        przyglądał się jaka jest atmosfera w szkole. Czy panuje tam wyścig
                        (patrz I LO) czy też szkoła jest na luzie. Bo taka uczy. Teraz
                        wybiera się na SGH. I gwarantuję ci że się dostanie.
                        • anndelumester Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 11:41
                          > Teraz wybiera się na SGH. I gwarantuję ci że się dostanie.
                          Czy "teraz wybiera się " oznacza rekrutacje w tynm roku? Czy sa to
                          plany raczej odległe?
                          • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 12:12
                            W tym roku.
                            • anndelumester Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 12:20
                              Tak sie własnie zastanawiam na ile Twoje poglady dotyczace edukacji
                              dziecka, a zwłaszcza dotyczace cyborgów winkwynikają z bardzo
                              wczesnego ojcostwa
                              (tu forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=78243221&a=78377517
                              napisałes ze jestes rocznik 1973, a powyzej ze dziecko twoje zdaje w
                              tym roku mature), a na ile z pozytywnych doswiadczen z Twojej
                              edukacji.
                              • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 13:16
                                Nie wczesnego-to jest syn mojej żony z I małżeństwa. Dla mnie
                                cyborgami są ludzie którzy świata nie widzą po szkołą.
                                Lekcje,kursy,kursy,kursy,olimpiady i olimpiady. I to przekonanie że
                                jestem najlepszy.Jestem najlepszy, lepszy od dzieci z prostych domów.
                                A tak na marginesie to są na SGH specjalności na których nie ma
                                wyścigu szczurów. A że wybrał SGH?Sam chciał.
                                • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 16:33
                                  michal_powolny12 napisał:
                                  > Nie wczesnego-to jest syn mojej żony z I małżeństwa. Dla mnie
                                  cyborgami są ludzie którzy świata nie widzą po szkołą.
                                  Lekcje,kursy,kursy,kursy,olimpiady i olimpiady.

                                  To nie znam i nie znałam żadnego cyborga, nawet z I LO.
                                  A uczucie wyższości wobec innych dotyka różne jednostki z
                                  przeróznych środowisk, niestety najwiecej osób z ze środowisk
                                  patologicznych, obciązonych kompleksami. Szkoda mi tych dzieciaków,
                                  ale też ani ja, ani moje dziecko nie są od nparwy całego zła tego
                                  świata.
                                  • michal_powolny12 Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 21:42
                                    Dziwne. Przecież od lat I LO im. M.Kopernika w Łodzi chwali się że
                                    jest fermą cyborgów. A tak na poważnie znam wielu absolwentów Kopra
                                    i wiem że w tej szkole panuje niezbyt normalna atmosfera. To
                                    poczucie wyższości, poczucie że wszystko jest im dane.
                        • agnieszka_gk Re: którą szkołę wybrać? 18.04.08, 13:06
                          Chodzenie do zwykłej szkoły to właśnie coś co miesci się miedzy
                          szkoła na Włókienniczej a szkoła dla cyborgów. A co do tej
                          ostatniej, to chyba zupełnie nie rozumiem co masz na myśli mówiąc
                          cyborg. Czy cyborgiem jest ktoś kto zdał na wymarzone studia i robie
                          terazw życiu coś co lubi, albo (tfu, tfu) karierę ? Czy jest w tym
                          coś złego ? A czy Twój syn dostajac się na prestiżowy SGH nie jest
                          czasem takim cyborgiem - tam to dopiero będzie wyścig szczurów...
                          Oj kolego, troche się zapętliłeś w tych swoich rozważaniach. Swoją
                          droga pogratulować takiego dorosłego syna w tam młodym wieku...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka