Kółka w podstawówce

02.03.09, 20:55
Najpierw wstęp:
Mój syn chodzi do II klasy SP, szkoła społeczna, mała, kameralna,
dzieci w klasie nawet nie 15. W szkole jest kilka kółek
zainteresowań, m. in. kółko angielskiego - nie było na nie zapisów,
pani wkleiła tylko do zeszytu korespondencji daty kółka. Rozmawiałam
z synem, że ma na to kółko chodzić (są jeszcze inne kółka na które
może chodzić jeśli chce, generalnie ustaliliśmy na początku roku, że
jak się decyduje-chodzi do końca, a nie zmienia co miesiąc). Dziś
dowiedziałam się od Pani prowadzącej, że w zeszłym semestrze syn był
na kółku raz, potem nie chodził.
I pytanie:
To, że ja zawaliłam, bo nie pytałam czy chodzi na kółko to wiem
(wydawało mi się jasne, że skoro powiedziałam raz i dosadnie to
wystarczy- długo wtedy rozmawialiśmy o kólkach - po co one są - na
które ma chodzić, a na które nie - pozwoliłam wybrać z
zastrzeżeniem, ze na angielski musi). Twierdzę też, że mój młody
zawalił bo... wie, ze miał chodzić. Ale mój mąż twierdzi, że winna
jest też szkoła - bo... pół roku syna na kółku nie ma a on się dziś
dowiaduje o tym fakcie.
I w sumie to mam do was pytanie, jak to jest w waszych szkołach z
kólkami:
1. są jakieś zapisy na początku roku?
2. dzieci się same zapisują? chodzą kiedy chcą? przestają chodzić?
3. nauczyciel prowadzący sprawdza jakoś czy dziecko chodzi,
informuje rodziców, że nie?

Byłabym wdzięczna za nieocenianie mnie, że dziecko zmuszam (akurat
jeśli chodzi o ang to uważam, że to podstawa, dałam mu też wolną
rękę w kilku innych kółkach - zastanawiam się po prostu jak to jest
w innych szkołach... jeszcze raz powtórzę - syn chodzi do II klasy
SP.
    • lolinka2 Re: Kółka w podstawówce 02.03.09, 21:36
      I SP, państwowa. Na początku roku ambitny folder o kółkach, na
      wywiadówce podpisy dla zgłaszających dzieci (lub dla tych, których
      dzieci - jak mnie - postawiły przed faktem dokonanym "mamo, chodzę
      na..."). Na świetlicy nauczycielki przypominają: za 5 minut zaczynają
      się zajęcia X, dzieci które chodzą niech się zbierają.

      Ale nie robiłabym tragedii gdyby młoda poszła w zaparte, że nie idzie
      na te czy inne zajęcia. Jest trochę ważniejszych spraw w szkole. Na
      pewno nie postawiłabym sprawy na ostrzu noża, nie próbowała wymuszać
      itp., bardziej wnikłabym co się dzieje i skąd niechęć (nagła?).
      • verdana Re: Kółka w podstawówce 02.03.09, 22:23
        Kółka sa zwykle dla chetnych dzieci - te, co nie chca - nie chodza i
        słusznie, bo dziecko niezainteresowane moze rozwalic całe kółko.
        dzieci z reguly zaczynaja, patrza, czy im sie podoba i chodza dalej
        albo rezygnuja. nauczycielom pewnie nie wpadło do głowy, ze rodzice
        potraktowali kółko jako obowiazkową dla dziecka , dodatkowa lekcje -
        i dlatego Cie nie zawiadomili.
    • cathy_bum Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 01:20
      U Młodej kółka są zajęciami nadobowiązkowymi dla chętnych, dlatego
      też nikt nie sprawdza obecności i nie zawiadamia rodziców
      o "wagarach." Jedynie, jeżeli nauczycielowi zależy wyjątkowo na
      obecności danego dziecka (olimpijczyk, bierze udział w szkolnym
      teatrzyku itp.), to je samodzielnie ścigasmile Ale zmusić go nie
      może...
    • scher Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 06:12
      Pewnie był raz i mu się nie spodobało. Czy po pierwszym kółku rozmawiałaś w ogóle z dzieckiem? Ośmiolatkiem nie da się już po prostu dyrygować, trzeba okazać zainteresowanie jego życiem.

      A teraz - co syn mówi o całej tej sytuacji? Pewnie wystarczy go po prostu zapytać, żeby wyrobić sobie pogląd i podjąć dalsze decyzje. To dziś bardzo niebezpieczny odruch rodzicielski: jak problem, to bach na forum - zamiast rozmowy z dzieckiem.
      • aniask_mama Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 07:09
        O, szybko mnie oceniasz...

        Oczywiście, że rozmawiałam. Odpowiedź brzmiała: bo mi się nie
        podoba. Tylko, że synowi ostatnio NIC się nie podoba, angielski
        prywatny (pani przychodzi) jest prowadzony fantastycznie: pani
        naprawdę się przygotowuje, pod kątem zainteresowań syna, dużo w
        formie zabawy, a syn ją wita: nienawidzę angielskiego.
        Ponieważ zaś młody w zeszłym roku raz na coś chodził a raz nie
        ustaliliśmy w tym, że jeśli coś wybierze (a kólka już zdązył
        poznać), to ma chodzić przez rok, do końca, a nie jak wiatr zawieje.

        Mam zły odruch rodzicielski, tak?
        • wiedzma15 Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 08:12
          to dla ciebie się pani przygotowuje, dla twoich pieniążków, które jej płacisz, syna może to nie interesować

          Masz rację, angielski to dziś podstawa, ale jak uczeń nie chce tego przyswoić, to nic nie pomoże, wiem, bo udzielam korepetycji z angielskiego
          trafiają do mnie same "trudne" przypadki i czasem moja praca polega przede wszystkim na gruntownej przebudowie podejścia do tematu, a nie na właściwej nauce
          potem okazuje się że uczeń mnie wita w progu słowami : dobrze że pani dziś przyszła bo wyszukałem sobie taki tekst i mam pewne wątpliwości...

          kółko ang. potraktowałaś jako jego obowiązek, więc się zbuntował


          może angielski po prostu nie leży w sferze jego zainteresowań i przedobrzyłaś z ilością? bo skoro jeszcze oprócz tego co w szkole+kółko do domu przychodzi pani...

          nie oceniam, podpowiadam wyjaśnienie podyktowane 10-letnim doświadczeniem w tej kwestii

          mówię swoim uczniom: wymagam, żebyś angielskiemu poświęcił/a 3 minuty dziennie, ale rzetelnie. Idą na to, bez problemów zdają matury, a zaczynaliśmy naukę , gdy mieli problem z przedstawieniem się po angielsku.




          • aniask_mama Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 09:39
            wiedzma15 napisała:

            > to dla ciebie się pani przygotowuje, dla twoich pieniążków, które
            jej płacisz,
            > syna może to nie interesować


            Nie, nie, on lubi ten angielski tzn. wita panią słowami: nienawidzę
            angielskiego, ale jak pani wychodzi i pytam co było, jak było, to
            twierdzi, ze super! I widać, że mu się podobało!


            • wiedzma15 Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 10:32
              nienawidzę angielskiego = nienawidzę tego że muszę

              gdybyś załatwiła mu panią do domu bo tego chciał sam, albo nie dawał sobie rady z programem - pewnie traktowałby to inaczej
              w tym wypadku angielski traktuje jak ograniczenie swojej ośmioletniej wolności

              rozumiem, że chcesz żeby się rozwijał
              ale osiągniesz tym tyle, że wykuje się angielskiego a nie będzie chciał go używać

              realizujesz swoje ambicje? znasz angielski?

              moja 7-letnia córka w wieku 3 lat zaczęła chodzić na ang. do Helen Doron, bo chciała. Po roku nie zaciągnęłabym jej tam wołami, chociaż metoda, na oko "fantastyczna" , zrobiłyśmy 2 lata przerwy, zero angielskiego
              któregoś dnia przyszła do mnie po wyjściu mojego ucznia i powiedziała, no to mamo, teraz godzinka dla mnie
              i od tej pory uczy się bo CHCE

              w wakacje przed pierwszą klasa POSTANOWIŁA nauczyć się dziwnych literek jakie odkryła w starych książkach do rosyjskiego i nie zachęcałam jej do tego, a nawet odradzałam, w obawie że jej się wszystko pomieszasmile
              jak już przerobiła pisanie literek zażądała na urodziny klawiatury komputerowej z cyrylicą.

              nie piszę żeby się pochwalić, tylko po to żeby pokazać, że często jest tak, że to rodzice lepiej wiedzą czym interesuje się ich dziecko niż ono samo. naprawdę namawiam, daj synowi czas, sam stwierdzi że potrzeba mu więcej angielskiego niż w szkole, zresztą nie dopatrzyłam się nigdzie informacji o tym, ze ma z angielskim jakiś problem i nie nadąża za programem

              a zupełnie inna sprawa że nie pytałaś na bieżąco czy syn był czy nie był na zajęciach, to wydaje mi się nieco dziwne, bo w tym wieku dziecko to raczej ma się jeszcze dość mocno "na oku" (albo tylko ja jestem taka trzepnięta!) i raczej nietrudno kontrolować jego plan dnia i rozkład zajęć...

              powodzeniasmiletylko wyluzuj, nic więcej













              • tijgertje Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 11:51
                wiedzma15 napisała:

                > nienawidzę angielskiego = nienawidzę tego że muszę

                Mysle, ze wlasnie o to chodziwink
                ze mna bylo podobnie. Od I klasy SP chodzilam na prywatne lekcje
                niemieckiego. Na poczatku nawrt mi sie podobalo, ale jak mama
                zaczela awantury robic, ze cos tam sie nie douczylam, albo
                zrobiennie zadania zostawialm na ostatnia chwile, to mi sie
                odechcialo i chcialam zrezygnowac. Mialam milion wazniejszych i
                bardziej interesujacych rzeczy do robotywink Z terspektywy 7-8-latka,
                a nie rodzicawink Mama niestety sie nnie ugiela, wywalili majatek na
                nasze lekcje, a ja chodzilam bo musialam, do zeszytu zagladalam pol
                godziny przed lekcja i jakos szlo, ale 5 minut po lekcji juz
                nivczego nie pamietalam. Niemieckiego nienawidze do tej pory.
                Nauczycielka gdzies po 10 latach uznala ze i tak nic ze mnie nie
                bedzie i odmowila prowadzenia ze mna lekcji. Nawet pieklo, ktore
                rozpetalo sei po tym w domu jakos przetrawilamwink Co zabawne?
                Niemiecki mialam i w szkole sredniej i na studiach, uczylam sie
                tylko tyle, zeby zaliczyc sprawdziany czy wiedziec mniej wiecej co
                bylo na ostatniej lekcji, ale nigdy sie niczego konkretnego nie
                nauczylamuncertain Z czystej przekory, bo MUSIALAM. Po studiach z wlasnej
                woli zapisalam sie na intensywny kurs angielskiego, po 6 tygodniach
                nauki zaliczylam program normalnych kursow 2-letnich, sama
                wyjechalam do Holadnii, nie znalam tu nikogo gadajacego po polsku i
                jakos sobie poradzilam. co wiecej, uznalam,z e bez tubylczego sie
                nie obejde, i po niespelna 2 latach pobytu tutaj i w sumie jakis 4
                miesiacach na kursach zdalam egzamin panstwowy i znam jezyk naprawde
                dobrze. Po angielsku, mimo, ze nie chodzilam potem na zadne kursy
                dogaduje sie lepiej niz moje siostry z certyfikatami. Teraz jezyki
                faktycznie sa potrzebne, ale zmuszajac dziecko do nauki tylko go
                zniechecisz. Lepiej niech bedzie dzieckiem, wybierze zajecia, ktore
                lubi, jak nie chce nic robic, to nie zmuszaj, za jakis czas sam sie
                zdecyduje, ty mozesz co najwyzej podsuwac propozyjce. Od dziewci w
                szkole wymaga sie juz naprawde sporo i niewiele czasu zostaje im na
                dziecinstwo. Ja jestem zywym przykladem tego, ze jezyka mozna sie
                nauczyc zaczynajac pozniej. Uczylam sie niemieckiego cale
                dziecinstwo i nic z tego nie mam, poza straszliwym odchudzeniem
                portfela rodzicow, angielskiego zaczelam sie uczyc majac 25 lat,
                niderlandzkiego rok pozniej i nawert uznano mnie za talent do
                jezykowwink efekty sa niestety proporcjonalne do motywacji i
                zainteresowan uczacego sie, a nie jego rodzicowwink
        • azile.oli Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 08:16
          Nie masz żadnych złych odruchów rodzicielskich. sprawa wyglada tak :
          kółka są dobrowolne, nauczyciel nie musi informować rodzica, że
          dziecko przestało chodzić, tym bardziej, jeśli to dziecko jest w
          drugiej klasie, to zakłada, że rodzice wiedzą i albo dziecku się
          odwidziało, albo rodzicom. Jeśli już chcesz mówić o ''winie'' to
          sama zawaliłaś, bo zwłaszcza, jeśli Ci na tym kółku szczególnie
          zależało, to trzeba było syna kontrolować, pytać, co robili, kaać,
          aby pokazał Ci zeszyt. tak z ciekawości, nawet po to, aby ocenić,
          czy dane kółko nie jest stratą czasu. Gdy dziecko jest starsze
          ocenia to samo, gdy małe, rodzic powinien wiedzieć, czy te zajęcia
          coś dziecku dają, czy też sąż stratąś czasu. Akurat to, że zależało
          Ci na angielskim doskonale rozumiem, tylko, niestety, nie oznacza
          to, że zajęcia są tam dobrze prowadzone, wartościowe. Nie pytając
          dziecka, nie wiedziałaś tak naprawdę, czy one coś mu dają (czy
          dawałyby, gdyby chodził). A jeśli niewiele, to szkoda czasu.
          Nie obrażaj się na to , co piszę, ale moje dzieci są już w gimnazjum
          i przeszłam ten cykl podstawówkowy i to rok [po roku. Córka miała
          chodzić na kółko z angielskiego, zrezygnowała po paru zajęciach, od
          innych rodziców też słyszałam niepochlebne opinie, więc nie robiłam
          problemu.
          A tak na marginesie, nie oceniam Cię, bo to pewnie wynika z braku
          doświadczenia, ale uwierz, ja rozmawiam z moimi gimnazjalistami, co
          robili na kólkach. Nie po to, aby ich kontrolować, bo chodzą na
          jakie chcą i kiedy chcą, ale z ciekawości. Chcę wiedzieć, czym się
          tam zajmują, przy okazji rozmawiamy o konkursach, wycieczkach , bo i
          takie są w ramach kółek.
          Co do angielskiego...Był tu mój wątek o synu, który nie chce się
          tego angielskiego uczyć, bo go nie lubi, a mówi super po niemiecku.
          Ja też kładę nacisk na języki, dlatego zmieniłam mu lektorkę i jest
          zadowolony. Powiem Ci też , że akurat kółka językowe w najmłodszych
          klasach niewiele dają, zwłaszcza, jeśli jest na nie sporo chętnych.
          Poza tym dla dziecka to jeszcze jedna lekcja w szkole, jeśli nie
          lubi angielskiego, to się nudzi.
          Za wcześnie założyłaś, że syn jest na tyle odpowiedzialny, aby robić
          bez szemrania cś, czego nie lubi, bo to jest pożyteczne i mama tak
          chce. Ponieważ szkoła go nie kontrolowała uznał to za dobrą monetę,
          a Tobie nie mówił, bo wiedział, jaki masz do sprawy stosunek.
          • komyszka Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 14:09
            "nauczyciel nie musi informować rodzica, że
            dziecko przestało chodzić, tym bardziej, jeśli to dziecko jest w
            drugiej klasie, to zakłada, że rodzice wiedzą i albo dziecku się
            odwidziało, albo rodzicom. " i tu sie zdecydowanie nie zgodze. pomijając czy
            dziecko chce chodzic czy nie nauczyciel powinien poinformowac rodzica ze uczen
            nie uczeszcza juz na zajecia. a w ogóle to co wtedy robi w waszej szkole taki
            uczeń? tzn zapisany na kółko a nie chodzący na nie? jest w świetlicy? kto
            sprawuje nad nim opieke, kto jest za niegów wówczas odpowiedzialny? u nas w
            szkole takie rzeczy sa dosc powaznie traktowane- jest dziennik zajec
            dodatkowych,sprawdzana jest obecnosc,rodzice wyrazaja zgode na uczestnictwo a
            gdy rezygnuja równiez mają obowiazek poinformowac o tym szkole. dla mnie jako
            nauczyciela niedopuszczalna jest sytuacja w której mam dziecko na liscie,ono nie
            przychodzi a ja nie wiem dlaczego, ewentualnie cos mi sie wydaje (ze moze
            zrezygnował albo moze rodzice zrezygnowali). moim zdaniem pani zachowała sie
            raczej mało odpowiedzialnie.
    • nom.ika Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 08:29
      W zeszłym roku to nie pamiętam, ale 2 lata temu to córka przyniosła
      karteczę do podpisania, że rodzice wyrażają zgodę. A w tym roku
      zapisała się sama i raczej chodzi, chociaż czasem jej się nie chce i
      nie idzie.
    • angazetka Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 11:48
      Zmuszenie dziecka do chodzenia na zajęcia dla chętnych, kiedy ono
      chętne nie jest, nigdy nie da powalających rezultatów. Po co?
      I w dodatku przez pół roku nie zainteresowałaś się, co tam robią,
      jak tam jest - co najmniej zadziwiające. Więcej tu winy Twojej
      (Waszej, bo i męża) niż szkoły: bo szkoła nie ma obowiązku
      dopytywania się, dlaczego dziecko zrezygnowania z dobrowolnych w
      założeniu zajęć. A Ty wybrałaś mu "zainteresowanie" zgodne z
      własnymi poglądami, a potem olałaś sprawę. Błąd.
      • aniask_mama Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 12:07
        Ależ absolutnie mój błąd! Zgadzam się z tym w 100%. Tak mnie po
        prostu zastanowiła reakcja mojego męża, że szkoła powinna
        zareagować. Ja takiego wymagania nie mam... Dlatego zapytałam...
        To nie jest też tak - dla jasności dodam - że nie rozmawiam z
        dzieckiem o szkole, dużo rozmawiam, dużo wiem od niego - bo sam
        mówi, lubi mówić. No po prostu gdzieś mi ten angielski
        umknął...Dodam, ze to kółko 1x na 2 tyg. było...

        Dodam też, że młodemu ten angielski naprawdę dobrze idzie...To nie
        jest tak, że ja go jakoś ostro zmusiałam. Na początku roku
        usiedliśmy nad kółkami, pogadaliśmy które chce (+ ja ang) i
        umówiliśmy się, że jeśli się na coś decyduje to musi to skończyć
        (rezygnowaliśmy po drodze juz z wielu rzeczy: Helen Doron, szkoła
        muzyczna, BJJ, aikido...-bo chciał, a potem nagle zmieniał zdanie).
        ja po prostu nie chcę, żeby kończyło sie zawsze na słomianym
        zapale... No ale zdaje się, że to temat na inny postwink
        • komyszka Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 14:12
          i mąż ma rację- szkoła powinna zareagować tzn ZAINTERESOWAĆ sie co sie dzieje z
          dzieckiem które rodzice zapisali na zajęcia a ono na nich sie nie pojawia przez
          pol roku. powinno to głownie zainteresowac osobe prowadzaca kółko,która jakby
          nie było odpowiada za zapisane na swoje zajęcia dzieci. dla mnie- nauczyciela-
          totalna lekkomyslnosc.
    • hermenegilda_k Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 14:25
      tak się z ciakawości spytam: czy możesz napisać, ile godzin tygodniowo dziecko
      ma angielskiego? w szkole, w domu, potencjalnie na kółku?
      • aniask_mama Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 14:38
        5 (bez kółka)
        • wiedzma15 Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 19:30
          ja po piątej godzinie w tygodniu mam już czasem dość, chociaż to mnie za to płacąsmile

          nie odpowiedziałaś na pytanie, czy znasz angielski, czy poprzez syna rekompensujesz sobie to że nie mogłaś, nie chciałaś,( albo coś tam jeszcze) się go nauczyć?
          bo to może być klucz do zrozumienia problemu

          a jeśli znasz język to zamiast płacić ciężkie pieniądze pani od angielskiego, wykorzystaj w domu jakąś scenkę z życia codziennego (posiłek, mycie, sprzątanie, zakupy, fajna bajka itp) i zagadaj do młodego po angielsku, niech ruszy głową, poszuka w słowniku słów których nie znał - gwaratuję ci że to mu się będzie podobało, nawet nie zauważy że nienawidzi angielskiegosmile

          • aniask_mama Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 20:36
            Trochę to nie z tematem związane ale odpowiem: nie, nie znam
            angielskiego, znam francuski i niczego sobie nie rekompensuję.

            Mąż zna angielski bardzo dobrze i z młodym zagaduje, nawet śmieszny
            słownik kupiliwink.

            Wcale go to nie utwierdza w fantastyczności angielskiego. Po prostu
            syn ma teraz fazę na "nie", mam wrażenie. "Nienawidzę" nie oznacza
            istotnie nienawiści do języka, bardziej chyba przekory i
            stwierdzenia dla stwierdzenia.

            Nie oczekiwałam analizy mojej osoby, ale zapytałam jak jest w innych
            szkołach co do kólek.
            • wiedzma15 Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 21:05

              nie prowadziłam analizy Twojej osoby, a próbowałam pokazać problem od strony ucznia, opierając się na własnych spostrzeżeniach , ale przepraszam, nie chciałam Cię urazić

              ale wracam do odpowiedzi na postawione na początku pytania:
              1. są jakieś zapisy na początku roku?
              - są zapisy na początku roku
              2. dzieci się same zapisują? chodzą kiedy chcą? przestają chodzić?
              - same się zapisują, albo robią to rodzice , chodzą pewnie tak jak wszędzie, kiedy chcą, a przestają chodzić kiedy im się znudzi
              3. nauczyciel prowadzący sprawdza jakoś czy dziecko chodzi,
              informuje rodziców, że nie?
              - myślę że te "tłumy" (w porywach 20-30 osób) ogarnia wzrokiem i dokładnie wie kto chodzi a kto nie, bo rzecz dotyczy małej szkoły w mieścinie gdzie wszyscy się znają, nie sądzę żeby mówił rodzicom, chyba że dziecko jakieś wybitne i jego słomiany zapał mógłby się okazać niepowetowaną stratą dla rozwoju jakiejś dziedziny nauki
    • demonii.larua Re: Kółka w podstawówce 03.03.09, 22:45
      > 1. są jakieś zapisy na początku roku?
      Tak, są zapisy.
      > 2. dzieci się same zapisują? chodzą kiedy chcą? przestają chodzić?
      Dzieci zapisują się same, dostają karteczkę, którą rodzic musi podpisać, że
      wyraża zgodę lub zostawia informację u wychowawczyni podczas zebrania. Chodzą
      regularnie, jeśli nie chcą to trudno, ale raczej wymaga się konsekwencji.
      > 3. nauczyciel prowadzący sprawdza jakoś czy dziecko chodzi,
      > informuje rodziców, że nie?
      Oczywiście, sprawdza obecność na każdych zajęciach. Owszem, informuje zwłaszcza
      gdy są to dzieci z klas 1-3, bo w trakcie tego czasu dziecko powinno być na
      zajęciach, pod opieką nauczycielki prowadzącej, która w tym czasie odpowiada za
      jego bezpieczeństwo. Dziecko zostaje odpowiednio dłużej w szkole. Nie wyobrażam
      sobie, żeby moja córka wracała do domu tak jak po skończonym kółku i
      jednocześnie na nie nie chodziła. Zresztą dla nauczycieli w naszej szkole też
      taka sytuacja jest niedopuszczalna, podkreślam jednak że to tylko w przypadku
      młodszych dzieci, starsze są rozliczane jakoś bardziej z tych "reedukacyjnych".
Pełna wersja