Gość: Cayenne
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.09.04, 12:34
Witam Matyldo. Bardzo prosze Cie o interpertacje tego snu:
Śniło mi się, ze wynajmowałam moje mieszkanie od przyjaciółki (w
rzeczywistosci jest moja wlasnoscia).
Było nieumeblowane, poza częściowo umeblowana kuchnia.
Pewnym momencie cos mocno uderzylo mnie w glowe. Okazalo się, ze z sufitu
odpadaja kawaly tynku. Na suficie nie było jednak widac ubytkow. W tym
mieszkaniu była przyjacolka od ktorej wynajmowalam. Zaklopoptana powiedziala
mi ze w sypialni i kuchni nie ma prawdziwego sufitu, tylko tkanina pomalowana
farba taka jak sciany na zolto (tak jest w rzeczywsitosci). Wyglalo to jednak
normalnie, jak sufit. Ona sama przyznala ze się boi żeby nie spadlo nam cos
na glowe bo to stanowi zagrozenie zycia i ze boi się o mnie i moja córeczkę.
Stałyśmy w przedpokoju bo tylko tam było bezpiecznie. Ja co chwile wchodziłam
jeszcze do kuchni, gdzie co chwile cos odpadalo. Instynktownie wiedzialam
kiedy spadnie i odsuwałam się bezpiecznie do przedpokoju.
Potem byłyśmy w sypialni z moja mama. Nagle oderwali sie ogromy kawal sufitu.
Pozostala po nim spora dziura przez która było wodac mieszkanie sąsiadów.
Widziałam przez nia żyrandol na ich suficie . Nie byli to moi sasiedzi ale
sasiedzi którzy mieszkaja nad moimi rodzicami. Sasiadka zeszla do nas i razem
debatowałyśmy nad tym co zrobic z dziura. Po chwili jakos ja naprawiłyśmy
zalepiając czyms i wyglądało jakby nic się nie stalo.
Potem bylam na mojej uczelni, pamiętam bladożółte sciany i schody. Wbieglam
tam po cos, po schodach do pustej pracowni malarskiej, w której nic nie
stalo, tylko drewniana sztaluga.
Potem bylam w Galerii Centrum. Leżałam na brzuchu na podłodze na parterze,
niedaleko drzwi, wraz z ojcem mojego dziecka (w rzeczywistości rozwodzimy
się niemal w przyjazni). Z jakiegos powodu nie można było stamtąd wychodzic.
Dzwi były automatycznie zamknięte. W srodku byli ludzie, leniwie spacerujący
i kupujący, ale w pobliżu na nie było nikogo. Mój (prawie były) maz ubrany
był w czarny obcisły bawełniany kombinezon razem z czapka kominiarka taka
tylko z dziurami na oczy jak maja ninja czy komandosi…
On koniecznie chciał się stamtąd wydostac. Mówiłam mu, ze zlapia go, ze to
nie bezpieczne ale było mi raczej obojętne czy poslucha. Ja nie mialam oporow
przed czekaniem (cala noc?) az wszystkich wypuszcza. Nie czulam strachu.
Zbliżał się wieczor. Na placu przed Galeria Centrum było pusto, stal tam
tylko duzy bialy samochod strazy miejskiej czy policji. W pewnym momecie
drzwi otworzyly się na chwile, mój maz poderwal się i wybiegl. Natychmiast
zostal zastrzelony. Widziałam jak lezy i policjanci czy strażnicy podchodza
do niego. Nie wiedzialam czy strzelano z prawdziwej amunicji bo nie było
krwi. Nie czulam większego zalu, raczej niewielki smutek .Pomyslalam , ze
przeciez mówiłam mu ze ucieczka jest niebezpieczna i może skończyć sie zle.
Wstalam spokojnie i zaczelam wchodzic po schodach na 1 pietro. Wtedy się
obudziłam.