back.door
21.10.04, 16:20
Droga Matyldo, jeśli będzie miała pani chwilę czasu, poprosze o interpretacje
snu, który mnie przybił trochę.
Znajdowałam się w domu u swojej zmarłej babci, na wsi. W pewnym momencie
dowiedziałam się, ze jest tam ktoś, z kim mialam sie spotkac. ( męzczyzna,
którego darze pewnym uczczuciem). Weszłam do pokoju, w którym był, zrobilam
to po cichu. Zobaczyłam, że leży niedbale w łóżku, dziwnie pozawijany w
kołdrę. Powiedział do mnie, bym "dała mu sie wyspac". Zrobiło mi się przykro,
odparłam, że chciałam go tylko zobaczyc i choć ze smutkiem - wyszłam z
pokoju, zamykając po cichu drzwi. Zajęłam się swoimi zajęciami, a gdy jakis
glos zwrocil sie do mnie, że on już się wyspał - wyszłam z domu i nagle
znalazłam się na środku jeziora. Stałam na łodzi podwodnej, która się
zanurzała. Gdy juz schowała się pod taflę wody, wyszłam z jeziora na brzeg i
przykucnęlam pod krzewem... W oddali widziałam moją przyjaciółkę z dawnych
lat, przechadzająca się po uroczym mostku z cegieł. obudziłam się z dziwnym
niepokojem...
jest jeszcze fragment snu, który dziwny bardzo - znalazłam się na cmentarzu.
Obok grobu mojego zmarłego synka dostrzegłam nieznaną mi mogiłę. Podeszłam,
wystawała z niej głowa nieznajomej kobiety. Kiedy mnie dostrzegła,
postanowiła, że wyjdzie się trochę przewietrzyć. Tłumaczyła mi, że ma jakąś
chorobę i z jej powodu musi leżeć w grobie... Otrząsnęla się z ziemi i
poszłyśmy gdzieś razem - dokąd? Nie pamiętam...