Dodaj do ulubionych

Data śmierci...

03.10.08, 11:14
Witam serdecznie!
Czy Astrolog może odczytać choćby w przybliżeniu datę śmierci?

Bacha
Obserwuj wątek
    • foudre Re: Data śmierci... 03.10.08, 22:47
      na szczęście nie :)
    • allija Re: Data śmierci... 07.10.08, 13:01
      może daty co do dnia i godziny to nie ale sa techniki pozwalające
      określic lata życia. A w konkretnej sytuacji można okreslić także co
      do miesiąca. Sama nie podjęłabym sie powiedzieć komuś, że zejdzie za
      miesiąc czy dwa ale mój wykładowca p. Weres podawał przykład kiedy
      to człowiek w chorobie pytał go czy umrze i on mu podał ile ma
      jeszcze czasu dla siebie.
      • mii.krogulska Re: Data śmierci... 08.10.08, 22:33
        Witam serdecznie,

        allija napisała:
        > może daty co do dnia i godziny to nie ale sa techniki pozwalające
        > określic lata życia.

        Są takie techniki, ale one nie działają. Być może działały dawniej, ale teraz
        nie działają w rozwiniętym świecie z tej przyczyny, że medycyna rozeszła się z
        astrologią dość dawno i poczyniła znaczące postępy. Techniki te są mętnie
        opisane w źródłach, nie wiadomo zwykle co autor miał konkretnie na myśli. Czy
        był to opis wzięty z jednostkowego przykładu? Musimy zawsze pamiętać, że dawne
        podręczniki to taka nasza dzisiejsza "Konaszewska" - bez urazy do doskonałej
        autorki, ale to zbiór inspirujących regułek, który może się mieć nijak do
        konkretnego horoskopu.
        Nawet jeśli zaczniemy rozprawiać o zgonie naturalnym, to i tak nie znajdziemy
        ich potwierdzenia.

        > A w konkretnej sytuacji można określić także co
        > do miesiąca. Sama nie podjęłabym sie powiedzieć komuś, że zejdzie za miesiąc
        czy dwa ale mój wykładowca p. Weres podawał przykład kiedy to człowiek w
        chorobie pytał go czy umrze i on mu podał ile ma
        > jeszcze czasu dla siebie.

        Tak, ale tu mowa o sytuacji, kiedy ktoś już był ciężko chory i byle tranzyt
        Marsa mógł spowodować pogorszenie. Znam Leszka i jakoś nie wierzę, że dobija w
        ten sposób chorych ludzi. Kiedy podajesz informację "zostało ci tyle i tyle
        czasu", konsekwencje mogą być straszne. Oczywiście rodzi się pytanie "czy tak
        miało być"... ale jest to klątwa, nie astrologiczny wniosek. Wyobraźmy sobie, że
        ktoś dowiedział się, że ma czas tylko do czwartku. I potem koniec. Niby OK, ale
        teraz wyobraźmy sobie tego samego człowieka w środę wieczorem...
        Prognozowaniu śmierci moje stanowcze nie - bo to nie działa.

        Pozdrawiam, Mii
        • felutka Re: Data śmierci... 08.10.08, 23:54
          Witam. Zajmuję sie astrologią wyłącznie dla własnych potrzeb i muszę
          przyznać, że w dwóch przypadkach na dwa udało mi się przewidzieć
          termin (chodziło o osoby z rodziny)w granicach 2 miesięcy.Bardzo mi
          to pomogło bo mogłam psychicznie przygotować najbliższych na ten
          moment i uporządkowac wszystkie sprawy. Osoby które zmarły
          oczywiście nic nie wiedziały o moich przypuszczeniach i nigdy nie
          zamierzałam ich o tym informować. Ale cała reszta była
          przygotowana.Tranzyty i progresje obydwu osób wyrażnie wskazywały na
          tę "ostatnią podróż".Najbardziej zaintrygował mnie w obu przypadkach
          trygon tranzytującego Jowisza do natalnego Słonca co odebrałam w
          kategorii "to najlepsze co mogło się przydarzyć w tym momencie,ulga
          w cierpieniu i odpoczynek".Obie osoby po prostu gasły w oczach w
          zasadzie bez wyraznej medycznej przyczyny,ale rzeczywiscie kazda z
          nich bardzo cierpiała,choć być może nie odbierały tego w ten
          sposób.Sytuacja wogóle była bardzo specyficzna i w zasadzie zostałam
          niejako "zmuszona" przez nią do próby postawienia prognozy.Dzięki
          temu zaspokoiłam swoja astrologiczną "żądzę wiedzy" i już nie mam
          najmniejszej ochoty na takie wycieczki w przyszłość(i pewnie już by
          mi sie nie udało).Pozdrawiam
          • mii.krogulska Re: Data śmierci... 09.10.08, 10:33
            Witam,
            tak, ale tu zapewne miałaś do czynienia ze schorowanymi osobami, zapewne
            starszymi. Po 80-tym roku lub w chorobie terminalnej życia byle kwadratura może
            być ostatnia, szczególnie jeśli ktoś już jest gasnący. Inaczej sprawa wygląda w
            przypadku zdrowo odżywionego, radosnego i zdrowego jak rybka 30-to latka.

            Pozdrawiam, Mii
            • felutka Re: Data śmierci... 11.10.08, 00:48
              Witam.Obie osoby miały po 70lat.To nie były osoby bardzo
              schorowane,raczej podatne na sploty nieszczęsliwych okoliczności np
              odmrożenie stóp nie wychodząc z ciepłego domu,złamanie nogi,śpiączka
              cukrzycowa z której w ostatniej chwili wybudzaliśmy itp.Jedna z tych
              osób wracała do domu ze szpitala tylko po to ,żeby znowu coś się
              stało.Ta sytuacja trwała 2 lata,nie było w zasadzie żadnego
              ciężkiego schorzenia. Druga osoba miała kilka lat wczesniej
              amputowaną nogę i zaczęła tracić wzrok.Pisząc o cierpieniu
              i "gaśnięciu" miałam na myśli wewnętrzny stan psychiczny.Od kiedy
              interesuję się astrologią ciągle łapię się na tym,że uważnie
              obserwuję innych,ich zachowania,reakcje itp, a w astrologii szukam
              uzasadnienia,wytłumaczenia.
              A kwadratura wcale nie była takia "byle" - tranzyt 3krotny(retro)
              Saturna do natalnego Marsa i prog Marsa plus Uran pakujący sie na
              Słońce,ze o Plutonie i innych nie wspomnę.Brr...Pozdrawiam serdecznie
        • allija Re: Data śmierci... 09.10.08, 08:01
          Moze p. Weres dwadzieścia lat temu /mniej wiecej wtedy o tym
          opowiadał / miał inne spojrzenie na te sprawy, sytuacja mogła byc
          jednostkowa, człowiek wyraźnie prosił i miał powody aby taka wiedzę
          uzyskać. Zresztą podobno dziękował tuż przed śmiercią za
          najpiekniejsze miesiace swego życia.
          Dzis lekarze czasem mówia o złych rokowaniach, kiedys z założenia
          choremu nie mówili, osobiscie czułabym sie jak np zdradzona żona
          kiedy to wszyscy za plecami cos szepczą a ja jak we mgle i zupełnie
          nie rozumiem głupawych usmiechów w mojej obecnosci. Jeśli mówisz, ze
          nie wierzysz aby p. Leszek tak właśnie zrobił to znaczy także że
          posądzasz mnie o kłamstwo? nie mam tego w zwyczaju, szczególnie
          jesli chodzi o cytowane czyjes wypowiedzi, zresztą jeśli znasz go
          tak dobrze to łatwo tę informację zweryfikować.
          Dlaczego techniki pozwalajace przewidzieć śmierć, długość zycia,
          maja nie działać w rozwinietym swiecie? W ten sposób mozna podważyc
          w ogóle całą astrologię ponieważ obecnie i narodziny często nie
          maja naturalnego przebiegu i to lekarz czy nawet rodzice decydują
          kiedy dziecko ma sie urodzić, co zatem myśleć o jego dacie czy
          godzinie urodzenia?
          Osobiscie też jestem rozczarowana p. Konaszewską ale co do innych
          autorów, no, najlepiej jest samemu popatrzeć w horoskopy bliskich
          czy znajomych zmarłych i pewne prawidłowosci znaleźć mozna.
          Zas co do samej smierci, kazdy dorosły czlowiek wie, że umrzeć musi
          a my, w obecnym swiecie, zachowujemy sie jakby smierć nie istniała.
          Nie wolno o niej mowić, nawet myśleć, grzechem jest mieć wiecej niz
          30 lat a umieraja tylko pechowcy, nie my.
          • lwi2 Re: Data śmierci... 09.10.08, 09:22
            Ja słyszałam na wykładach, że nie należy tego robić w żadnym
            przypadku. Taka jest współczesna astrologia, powinna taką być.
            Uzasadnienie jest dość skomplikowane. W ogóle jest to jedna z
            przyczyn dlaczego ludzie obawiają się astrologów i wróżbiarzy, po
            prostu boją się, i mają rację jak widać z tego wątku.
            Lwi
          • mii.krogulska Re: Data śmierci... 09.10.08, 10:41
            Witam,
            absolutnie nie posądzam Cię o kłamstwo, może raczej Leszka podejrzewam o
            wspaniałe ubarwienie jego opowieści. Diagnoza medyczna różni się tym od werdyktu
            astrologicznego, że została postawiona w oparciu o techniki, których działania
            dowiedziono w trakcie praktyki lekarskiej. Wykonali badania, oparli się na
            swojej wiedzy i doświadczeniu, naradzili i rzekli: "jeszcze ze cztery miesiące,
            tak to widzimy". Werdykt astrologiczny w dziedzinie śmierci polega na tym, że
            nasze "badania" opieramy o techniki, których praktycznie NIE ZNAMY. Mamy
            okruszki technik, źle przetłumaczone wersy, własne spostrzeżenia i to jest
            wszystko. Pytanie jest takie: czy ten aparat astrologiczny do przewidywania
            śmierci działa? Jeśli masz powiedziane "tranzyt X do Y - pokąsany zostanie przez
            wściekłego psa" - to dawniej oznaczało to śmierć, dziś pogryzienie przez psa ale
            nadal śmierć tam, gdzie szczepionka Pasteura nie dotarła. W tym sensie piszę, że
            medycyna wyprzedziła astrologię i astrologia musi się do niej od nowa dopasować
            - zamiast odrzucać, trzeba to wszystko odkurzyć, przewietrzyć, przetłumaczyć od
            nowa i sprawdzić.

            Pozdrawiam, Mii

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka