pan_zajebista_psychika
02.04.05, 01:20
Miałem niedawno dziwny sen. Nie był niepokojący, ale jestem pewien, że posiada jakies głębsze znaczenie... Oto jego treść:
Idę ulicą i mijam starszą kobietę, której coś mówię - ona nie zwraca na to uwagi, idzie dalej. Wyprzedzam ją i mam wrażenie, że się z nią kłócę, po czym idę dalej i przechodzę przez płytki strumyk z wysepką pośrodku. Przechodzę mostkiem i wkraczam do lasu...czy raczej ogrodu. Jest w nim ciemno, dookoła panuje "mroczność", ale nie wzbudza on negatywnych emocji. Bardziej do biblijnego raju jest podobny. Z drzew zwisają gigantyczne... porzeczki, jest tam wilgotno - krocząc przezeń widzę skały (jak w górach), a z nich wypływające strużki wody. I wtedy klękam, wyciągam ręce i podlatują do mnie 2 ptaki - gołębie. Jeden siada na prawej, drugi na lewej dłoni. Ten z lewej odlatuje, natomiast z prawej zaczyna...skubać włoski na moim przedramieniu (bezboleśnie). I tu sen się urywa.
Czy ktoś mogłby wyjaśnić znaczenie tego snu? Z czystej ciekawości pytam, bo mam wrażenie, że była to bardzo metaforyczna wizja, a forum chyba najwłaściwszym miejscem do zadawania pytań jest;)
Z gory dziekuje za komentarze!