Kilka lat temu otrzymałem od bliskiego mi człowieka zegarek. W międzyczasie zaistniały okoliczności, które zrobiły z nas śmiertelnych wrogów. Zegarek leżał zapomniany gdzieś na dnie szuflady z pierdołkami.
Znalazłem ten zegarek w pierwszej połowie stycznia i zacząłem nosić. Od tego momentu masa rzeczy się posypała. Ludzie z firmy pouciekali, po prostu jeden wielki bajzel. Depresja zaatakowała ze zdwojoną siłą, pojawiła się senność, otępienie, brak energii i poczucie dźwigania 30 kg kamieni na plecach.
Wczoraj rano wyrzuciłem zegarek do śmietnika. Czuję się lepiej... energia jakby wróciła, pewność siebie też. Nie spałem po południu, czuję się
inaczej.
Czy to możliwe?
PS. Dziś 25 milionów w Lotto

. Gdzieś tam w kartach przewinęło mi się Słońce