Dodaj do ulubionych

nieetyczny handel?

24.03.10, 23:27
Wlasnie skonczylam ogladac bardzo interesujacy dokument na jednym z
kanalow francuskiej telewizji (zreszta uwazam, ze Francuzi robia
swietne dokumenty, choc to podobno Brytyjczycy robia najlepsze –
niewazne). Temat z jednej strony juz oblatany, bo dotyczacy commerce
equilibre, ale ten program byl na tyle dobrze zrobiony, ze ogladalam
z rozdziawiona paszcza (chodzilo glownie o zdjecia, gdyz w samym
temacie troche sie orientuje).
Etopia, jak wiemy, cieszyla i cieszy sie zla slawa, gdzie gros
ludnosci cierpiala i nadal cierpi z glodu. 5 milionow Etiopczykow
wymaga i czesc z nich korzysta (w jakim zakresie, tego nie wiem) z
miedzynarodowej pomocy humanitarnej.
Z drugiej strony odlsania sie zupelnie inny obraz tego kraju. Sa w
Etopii olbrzymie i niezwykle urodzajne tereny. Niski poziom kultury
rolniczej miejscowej ludnosci i ich ubostwo powoduja, ze ziemia jest
niewykorzystywana wlasciwie. Z drugiej strony w najbardziej
zaludnionych panstwach swiata tj w Indiach i Chinach, od lat brakuje
ziemi pod uprawy rolne. I coraz trudniej o zywnosc. Trzeba ja
produkowac gdzie indziej.
Hinduscy inwestorzy i plantatorzy dzierzawia w Etiopii (Etopia jest
tylko przykladem, podobny biznes funkcjonuje od lat w innych,
biedniejszych panstwach afrykanskich) olbrzymie tereny bogate w
urodzajne ziemie. Umowy dzierzawy zawierane sa przecietnie na okres
kilkudziesieciu lat. Chodzi o miliony hektarow gruntow. Koszt rocznej
dzierzawy jednego hektara to TRZY euro rocznie.
Na porzadku dziennym sa bezprawne wywlaszczenia lokalnych wiesniakow
– wlascicieli ziemi od pokolen, pod byle pretekstem i z glodowym
odszkodowaniem albo i bez.
Przecietna miesieczna placa etiopskiego chloporobotnika tyrajacego na
plantacji to okolo 11 euro miesiecznie, malo nawet jak na Etopie,
gdzie 2/3 ludnosci jest bezrobotna.
Zywnosc, ktora jest produkowana na plantacjach, jest niedostepna w
Etiopii. Wedruje do Azji Wschodniej, a stamtad niejednokrotnie do
Europy...w polproduktach. A nawet gdyby zywnosc ta byla dostepna w
tym kraju, ludzi i tak nie byloby na nia stac.
O nieekologicznych polowach ryb i krewetek nawet nie chce mi sie juz
pisac, widzialam pare dokumentow na ten temat. Dlaczego owoce morza,
polawiane w polnocnej polkuli sa transportowane do Tajlandii przez
dwa oceany, tylko po to, aby je tam popakowac i wyslac do Europy,
wskutek czego zakupujac tego typu zywnosc przyczyniamy sie jeszcze
wiekszego zanieczyszczenia planety?
Daleka jestem od wszelkiego rodzaju radykalizmow, ale coraz bardziej
sklaniam sie ku przekonaniu, zeby kupowac to, co lokalne i sezonowe i
tylko czasem pozwolic sobie na nieekologiczne zachowanie w postaci
curry z trawa cytrynowa wyhodowana w Etiopii... popijac szampana
etopskimi truskawkami tez nie bede.
Dziekuje za uwage.
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: nieetyczny handel? 24.03.10, 23:45
      Sporo podobnych dokumentow ostatnio powstaje.
      I owszem, mozna kupowac lokalne produkty, dbac o ekologie itd, ale
      jesli sie ma np pieniadze na lokacie w banku albo trzeci filar czy
      cokolwiek w tym stylu, to z pewnoscia jakas czesc tych pieniedzy
      jest zarabiana w Afryce, w najbardziej niegodny z niegodnych
      sposobow.
      • emigrantka34 Re: nieetyczny handel? 25.03.10, 00:18
        Zgadza sie. Duzo dokumentow powstaje.
        Nie jestem jednak pewna, czy posiadanie pieniedzy na lokacie tudziez
        funduszu inwestycyjnym ma az tak bezposrednie przelozenie na niegodne
        handel (byc moze, ze nic nie wiem na ten temat, ale mimo wszystko
        banki i/lub fundzusze inwestycyjne sa regulowane przepisami prawnymi
        rowniez co do zakresu potencjalnych inwestycji).
        Gdybym miala pewnosc, ze rzeczone przykladowe poczciwe truskawki
        pochodza z commerce equitable, np spoldzielni miejscowych ludzi, to
        wtedy kupowalabym je z checia, tak samo, jako kupuje herbate z tego
        typu handlu, aby wesprzec ich jakos naiwnie wiedzac, ze cos trafi to
        do ich kieszeni. W imie jakiejs tam mojej wyimaginowanej
        sprawiedliwosci spolecznej, ktora obiektywnie nie istnieje.
        Instytucja ochrony praw czlowieka w Afryce dopiero raczkuje i nie
        sadze, aby szybko osiagnela standardy europejskie (zreszta nawet i
        gdyby teoretycznie tak sie stalo, standardy sa pewnymi
        wyimaginowanymi tworami prawniczymi, czesto nie egzekwowalnymi, o
        czym swiadczy przyklad Rosji i Turcji, ktore juz dawno temu winny byc
        wypieprzone z Rady Europy). Nikt tych ludzi nie broni i im nie
        pomaga,(dorazna pomoc humanitarna - w duzej mierze rozkradana - to
        dla mnie zadna pomoc). Prawdopodobnie potomkow tych ludzi rowniez
        czeka taki sam zywot. Ewentualnie moga przyjachac tutaj, pod
        warunkiem ze cala wioska zbierze na bilet lotniczy, ubiegac sie o
        status uchodzcy, pracowac jako smieciarz w panstwie francuskim i
        utrzymywac z pensji cala wioske. Smutne.

        • bene_gesserit Re: nieetyczny handel? 25.03.10, 00:45
          Ochrony praw czlowieka w Afryce nie bedzie, bo to sie nikomu nie
          oplaca. Tzn nikomu, kto sie liczy. A regulacje, szmacje itd mozna
          spokojnie obejsc na, jak przypuszczam, piec tysiecy sposobow.
          A z ta emigracja do Europy to roznie bywa - emigrantow z Afryki,
          bez pieniedzy, wyksztalcenia i jezyka - zadne bogate panstwo z
          otwartymi ramionami raczej nie oczekuje.
          • emigrantka34 Re: nieetyczny handel? 25.03.10, 01:22
            Sprytni i cwani prawnicy zapewne zawsze znajda jakas prawna luke,
            prawo jest niedoskonale, a poza tym nie nadaza za "zyciem".
            Formalnie Istnieje Organizacja Jednosci Afrykanskiej oraz ogolne
            konwencje (jednak bez aparatu wykonawczego, jak w europie), dotyczace
            ochrony praw czlowieka. Zreszta nawet mowiac w kontekscie czysto
            prawniczym, to z tego co pamietam, w konwencjach afrykanskich prawa
            czlowieka zgodnie ze specyfika kontynentu nie sa ujete nie kontekscie
            jednostkowym, a grupowym - rodziny, plemienia, spolecznosci (nie
            pisze o krajach islamskich, gdyz te maja oddzielne regulacje).
            Jednostka nie liczy sie zbytnio.
            Imigrantow rzecz jasna zadne bogate panstwo europejskie nie oczekuje.
            Jednak i tutaj jakos oni naplywaha - legalnie czy tez nielegalnie,
            o czym mozna sie przekonac odwiedzajac niektore dzielnice, ktorych
            mieszkancy wygladaja mniej lub bardziej specyficznie (tradycyjne
            stroje, uroda). Oczywiscie wiekszosc z nich pochodzi z eks kolonii
            francuskich(ktorych mieszkancy maja inny status); nie zawsze jednak
            sa to imigranci z prowincji zamorskich. Wystarczy przejechac sie do
            paru dzielnic, aby znalezc sie w innym swiecie. Istnieja hostele
            "robotnicze" (w rzeczywistosci po prostu bloki o niskim standardzie),
            gdzie Ci ludzie (w 90 procentach mezczyzni) zyja czworke - piatke, w
            pokoikach wielkosci wieziennej celi na pietrowych pryczach i w
            prymitywnych warunkach. Tam biali nie sa w wiekszosci, a na ulicy
            raczej spotkasz tradycyjnie ubranego Afrykanina, niz Francuza.
    • jan.kran Re: nieetyczny handel? 25.03.10, 01:30
      To jest z różnych powodów MÓJ temat..
      Na razie wkleję post z otwartego forum zza ściany pt. Sprawiedliwy Handel.
      A jak znajdę chwilę czasu to rozwinę tematsmile

      ***

      pl.wikipedia.org/wiki/Sprawiedliwy_Handel
      Dla mnie to trochę niezręczne tłumaczenie angielskiego Fair Trade.
      My o ile się da praktykujemy.
      Głównie udaje nam się kupić w Norwegii banany i kawę fair trade.

      Poza tym oszczędzamy wodę ,staramy się używać produktów ekologicznych,
      ostatnio ograniczamy spożycie mięsa i nie popieramy organizacji typu ONZ ,
      Czerwony Krzyż i innych dużych niosących pomoc humanitarną bo koszty
      biurokratyczne pożerają większość część datków o korupcji nie wspomnę ...

      Jesteśmy zdania że biednym krajom trzeba pomóc jak najbardziej bezpośrednio i
      szukamy dróg jak to zrobić...

      Przyznam się że czekam na Wasze zdanie czy metoda małych kroków ma sens czy
      to niepotrzebny idealizm...
      Zwłaszcza zdanie Popeye mnie interesuje:o)
      Kran
      • jan.kran Re: nieetyczny handel? 25.03.10, 01:37
        Przepraszam nie skasowałam ostatniego zdania , było skierowane do kolegi z forumsmile)
        Ja sporo wiem o Etiopii i Afryce z pierwszej ręki i często myśle jak można im pomóc.
        Problem emigracji ludzi z biednych krajów do norwegii jest coraz bardziej
        palący ...
        Błędne koło.
    • ania_m66 moj boze, NARESZCIE 27.03.10, 21:59
      nie chce mi sie liczyc przy pomocy szukaja ile razy trabilam o tym samym na FK.
      tlumaczac przy tym dlaczego kupuje w bio sklepie, dlaczego sezonowo, dlaczego z
      okolicy i dlaczego towary kolonialne ze znaczkiem fair trade.
      o ile dobrze pamietam, kilku forumowiczy, w tym osoby tu piszace przykleily mi
      etykietke "snobki", "ortolektyczki" i bog wie czego jeszcze.
      milo mi, ze telewizja francuska juz troche ponad cwierc wieku po innych
      europejskich porusza ten wazny problem.
      zdecydowanie lepiej pozno niz wcale.
      mozliwe ze za nastepne jedyne 25 lat problem zainteresuje szersze zastepy
      rodakow w kraju.
      • emigrantka34 Re: moj boze, NARESZCIE 27.03.10, 22:26
        problem jest mi znany nie tylko z tego programu, ale tez i z
        poprzedniej pracy.
        a jezeli chodzi o sam dokument, to rzadko ogladam tv, poza newsami i
        niektorymi programami kulinarnymi, ...wlasciwie na ten program trafilam
        przez przypadek, wiec nie sposob wyciagnac wniosek, ze francuska tv
        dopiero teraz "wziela sie" za ten problem.
        • ania_m66 Re: moj boze, NARESZCIE 30.03.10, 14:36
          naprawde wszystko jedno kiedy, najwazniejsze, ze sie wziela.
          bardzo, ale to naprawde bardzo bym sie cieszyla, gdyby jak najwiecej
          europejskich konsumentow mialo pojecie o globalizacji, ekologii, sprawiedliwym
          handlu i na czym w wiekszej czesci polega bieda i glod w krajach rozwijajacych sie.
          masz male dziecko, to bardzo dobry moment aby wprowadzic zmiany w stylu zycia i
          sposobie odzywiania sie z pozytkiem dla wszystkich stron i waszych kubkow
          smakowych smile
          • emigrantka34 Re: moj boze, NARESZCIE 30.03.10, 15:01
            aniu, moje dziecko odzywiam praktycznie wylacznie ekologiczna
            zywnoscia. gdy rozszerzalam jej diete, wszystko co jadla - warzywa,
            mieso i ryby oraz nabial pochodzilo z ekologicznych upraw i hodowli.
            miala okres sloikow hippa, ktorym nie dowierzam. udalo mi sie to
            "wyplenic". teraz chodzi do zlobka i tam na pewno nie podaja
            ekologicznych produktow choc byc moze ze w zwiazku z cena tego
            zlobka, powinni tak robic. zrobila sie niejadkiem, nie je miesa i ryb
            (czasem cos przegryzie tylko) i gorzej je warzywa (to podobno
            naturalne w pewnym wieku). Nadal jednak lubi kasze oraz makarony, i
            te dostaje wylacznie razowe, tak samo jak ekologiczne jogurty bez
            ulepszaczy i cukru. znalazlam sklepy, w ktorych ekologiczne kasze,
            makarony i nabial nie sa okropnie drogie (choc oczywiscie sa
            drozsze). moge oszczedzac na wielu rzeczach, na jedzeniu dobrej
            jakosci akurat nie potrafie.
            aktualnie z ciekawosci prowadze male, prywatne badanie o ekologicznej
            zywnosci - a raczej sprawiedliwym handlu. jest kolo nas tutaj jeden z
            bardziej znanych targow z ekologiczna zywnoscia; usiluje ustalic, dla
            wlasnej satysfakcji, jakie mniej wiecej odsetek zywnosci tam
            sprzedawanej pochodzi z fair trade.
    • krysia2000 Bardzo interesujacy 30.03.10, 05:45
      temat, kumy.

      Szczegolnie z tego miejsca, w ktorym obecnie sie znajduje, czyli
      najwiekszego swiatowego producenta ryzu (tak, tak, Tajlandia nie
      Chiny, bo te sie przestawily na pszenice) widac troche wiecej
      zarzewie zywnosciowego kryzysu na globalna skale. Akurat w dzien
      naszego przylotu w Bangkoku odbyla sie wielka antyrzadowa
      demonstracja partii ludowych przeciwko polityce kolejnego rzadu i
      trudnej sytuacji ekonomicznej tutejszych rolnikow. Az nadto wyrazne
      sa kontrasty spoleczne w tym kraju tysiaca usmiechow, gdzie za cene
      espresso w starbaksie na ulicy niezamozni zjedza glowny posilek
      dnia. 65 batow.

      W samolocie (o ja snobka) rowiez obejrzalam interesujacy dokument,
      amerykanski za to, pt. "Food Inc." Polecam kazdemu, a podyskutujemy
      dalej po powrocie.
      • krysia2000 Ciągnąc dalej 09.04.10, 13:47
        Film "Food Inc." postawił śmiałą tezę, że za obecny stan żywności wytwarzanej
        przemysłowym taśmociągiem odpowiada kultura sieciowych barów szybkiej obsługi. Z
        imienia wymieniony jest McDonald i na poparcie tezy przytoczone są zestawienia
        udziału producentów, którzy byli pierwotnie dostawcami fast-foodziarni: w latach
        dawniejszych i obecnie. Wychodzi na to, że kilka zaledwie kombinatów absolutnie
        zdominowało rynek żywnościowy USA. Ja bym może nie posunęła się tak daleko w
        szukaniu jednego winowajcy. W szerszej perpektywie widziałabym to jako
        "logiczną" konsekwencję cywilizacyjnych procesów industrializacji i urbanizacji
        życia. Emigracja do miast i nierolnicza praca zarobkowa sporej części populacji
        odebrała pierwotną wytwórczość własną żywności. To stworzyło zapotrzebowanie na
        masowe jadłodajnie: już to w postaci socjalistycznej stołówki i mlecznego baru,
        już to w postaci kapitalistycznych hamburgerowni i TV-dinnerów z mikrofali. Ci,
        co się ostali na roli musieli z chłopów, czy drobnych farmerów przedzierzgnąć
        się w megaproducentów, albo paść ofiarą rosnącego w siłę przemysłu
        żywnościowego, który powoli z nabywcy rolnych płodów stał się ich zamawiaczem,
        pod którego dyktando rolnik dostarcza tego, czy owego. Doszło do tak niebywałej
        w dawnych czasach sytuacji (choć w sumie podobieństwa do pańszczyźnianych
        stosunków na wsi są aż nadto wyraźne), że wielkie firmy (czyt. Monsanto) są
        prawnymi właścicielami zmodyfikowanych genetycznie ziaren, które sprzedają
        rolnikom, pod warunkiem, że ten plony odsprzeda im potem (po cenie
        oczywiście ustalonej przez wiadomo kogo) w całości. Wszelkie próby
        przechowywania ziarna, lub sprzedaży innej stronie traktowane są jak kradzież
        własności intelektualnej (bo przecież GM ziarna są opatentowane) i ścigane z
        całą mocą prawa. Nieźle, no nie?
        • emigrantka34 Re: Ciągnąc dalej 09.04.10, 20:20
          dzieki. ustosunkuje sie jak bede w nieco lepszym humorze i zbiore
          mysli, na razie zalaczam link do slowfoodu hamerykanskiego, z ktorego
          mozna dowiedziec sie paru ciekawych rzeczy. pozdro!
          • annamaria0 Re: Ciągnąc dalej 09.04.10, 20:43
            O Fairtrade i żywności organicznej tym razem się nie wypowiem, bo
            szerzej pisałam na ten temat nieraz, i na forach, i u siebie, ale
            dorzucę tylko, że też czytałam już kilka artykułów nt. ekonomicznej
            kolonizacji Afryki, szczególnie przez Chińczyków. Pewien publicysta
            tutejszy ujął to kontrowersyjnie: "Afryka staje się poletkiem dla
            Chińczyków". Jedno jest pewne - wzrastający wraz z zamożnością
            apetyt na mięso i produkty mleczne dwóch najludniejszych narodów
            świata może mieć katastrofalne skutki, przede wszystkim ekologiczne.
            • bene_gesserit Re: Ciągnąc dalej 10.04.10, 01:30

              Afryka juz dawno stala sie poletkiem i dla Europy, i dla USA, wiec
              Chinczycy gorzej tam nie zrobia. Zanim uderzymy sie w piersi
              Chinczykow, uderzmy sie lepiej w swoje. Znane opinii publicznej
              afery w rodzaju testowania lekow w prowadzonych przez 'dobrych
              bialych lekarzy' szpitalach w Afryce to czubek gory lodowej.
              Znakomita czesc zyskow wraz z kapitalem jest z Afryki wysysana
              przez biala czesc swiata. Sila robocza jest praktycznie darmowa,
              bogactwa naturalne spore - wiekszosc przemyslu zostawia w Afryce
              kilka-kilkanascie procent zysku, reszte wyciagajac do kraju
              wlasciciela fabryki. Na miejscu inwestuje sie konieczne minimum, o
              ochrone zdrowa czy zycia pracownikow i ich warunki pracy chociazby
              nie dbajac, nie mowiac juz o inwestycjach w infrastrukture,
              podatkach itd.
              • annamaria0 Re: Ciągnąc dalej 11.04.10, 18:08
                Bene, jako że mieszkam wśród ludzi, którzy pierwsi powinni się
                uderzać w piersi za kolonializm (i to robią, colonial guilt leży u
                źródła braku kontroli rządu nad imigracją, na przykład, i tego, że
                imigracja i związane z nią problemy to polityczny hot potato),
                łącznie z przodkami mojego męża, znam historię kolonializmu. Ale
                postulowanie, żeby nie mówić o chinskiej rekolonizacji Afryki,
                dlatego, że wcześniej robili to Europejczycy, chyba nie pomaga w
                dyskusji na temat przyszłości Afryki - wręcz odwrotnie? Trzeba o tym
                mówić, jak najwięcej.
                BTW, czytam właśnie książkę Jonathana Safrana Foer, Eating Animals
                (jeszcze niedostępna po polsku), polecam, choć ostrzegam, że to
                lektura trudna, a niektóre fragmenty są drastyczne.
        • bene_gesserit Re: Ciągnąc dalej 10.04.10, 01:25
          Doszło do tak niebywałej
          > w dawnych czasach sytuacji (choć w sumie podobieństwa do
          pańszczyźnianych
          > stosunków na wsi są aż nadto wyraźne), że wielkie firmy (czyt.
          Monsanto) są
          > prawnymi właścicielami zmodyfikowanych genetycznie ziaren, które
          sprzedają
          > rolnikom, pod warunkiem, że ten plony odsprzeda im potem
          (po cenie
          > oczywiście ustalonej przez wiadomo kogo) w całości. Wszelkie próby
          > przechowywania ziarna, lub sprzedaży innej stronie traktowane są
          jak kradzież
          > własności intelektualnej (bo przecież GM ziarna są opatentowane)
          i ścigane z
          > całą mocą prawa.

          Jest o wiele gorzej. Monsanto (ktore od poczatku lat 90. albo i
          wczesniej dziala i lobbuje w Polsce) sciga przy pomocy prawnikow
          takze tych, na ktorych polach rosną modyfikowane genetycznie przez
          Monsanto samosiejki (przyniesione z wiatrem lub przez ptaki np) lub
          rosliny, zapylone pylkiem z roslin genetycznie zmodyfikowanych
          przez Monsanto.
          Na roli w USA pracuje jakis znikomy procent - nie pamietam - 5 czy
          3 procent calej populacji, z czego tylko niewielka czesc tej
          malenkiej grupki to rolnicy indywidualni. I to oni, postraszeni
          pozwem z wielkich prawniczych korporacji staja sie kolejnymi
          dostawcami na zoldzie monopolisty.


          Mozna o tym przeczytac min w Przekroju.
          • krysia2000 Re: Ciągnąc dalej 10.04.10, 09:23
            Ten Przekrojowy artykuł to wręcz streszczenie i powtórzenie tez filmu "Food
            Inc."
            , o którym pisałam. Ktoś z redakcji najwyraźniej leciał tym samym
            samolotem, co ja. ;o)

            Monsanto ma zresztą jeszcze kilka osiągnięć w swoim protfolio. Produkował swego
            czasu DDT, Agent Orange oraz "Posilac", sztuczny hormon krowiego wzrostu,
            zakazany obecnie w Kanadzie, UE, Australii i N. Zelandii. O diabelskiej
            przebiegłości firmy niech świadczy fakt, że ich GM ziarna kukurydzy są
            "Roundup Ready", czyli odporne na herbicyd o nazwie
            "Roundup" produkowany przez... Monsanto.

            Film sugeruje także, że wszechobecność dodatków kukurydzianej skrobi i soi w
            wysoce przetworzonych produktach żywnościowych, którym wcale modyfikowana
            skrobia, albo lecytyna sojowa nie jest do szczęścia potrzebna wynika z ogromnej
            nadprodukcji tych uprawnych roślin. Pewnie podobnie tłumaczyć można rosnącą w
            dalekiej Azji popularność pszennych wypieków, od kiedy Chiny stały się
            największym producentem pszenicy.
    • krysia2000 cd2: biopiractwo 21.04.10, 15:49
      Stosunkowo nowe zjawisko, pogłębiające nierówności pomiędzy krajami
      rozwiniętymi, a rozwijającymi się, wykorzystujące możliwość opatentowywania
      materiału genetycznego jako "własności intelektualnej" koncernów, uprawniających
      je do pobierania opłat licencyjnych za korzystanie z dobrodziejstw ludzkiej
      manipulacji odmianami roślin i zwierząt, nawet jeśli dane rasy i odmiany
      wyhodowane zostały na wieki przed tym, jak Gregor Mendel opracował podstawy
      nowoczesnej nauki o dziedziczeniu i doborze selektywnym.

      Tutaj artykuł z Wiki po polsku:

      pl.wikipedia.org/wiki/Biopiractwo
      A tu obszerniejsza wersja angielska:

      en.wikipedia.org/wiki/Biopiracy
      Warto też skorzystać z zewnętrznych odsyłaczy do artykułów na ten temat.

      Może zabrzmię banalnie, ale doprawdy ludzka chciwość nie zna granic.
      --
      To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka