Caly weekend tylko dla mnie siebie samej, bo sama przyjechałam na wiochę. Kocham te okazje kiedy mogę być sama, jest to uczucie odpoczynku i szczęścia. Dziś pojechałam po chleb do Poughkeepsie. Robią tam całkiem zacny chleb.Podczas jazdy kolebałam się w takt muzyki z radia, jakaś przyjemna
piosenka leciała w Radiu Woodstock. Kiedy nie mogę rozpoznać co to jest, to na ogół staram się zapamiętać frazę z tekstu i potem za pomocą google znaleźć to o co chodzi. Tak było tym razem 'steal bag tomorrow'

było na tyle blisko, że właściwy kawałek wyskoczył od razu w telefonie.
I tak podczas jazdy w ten uroczy, pochmurny, cieply, jesienny dzień, mijałam a to dwóch nastolatków jakby wyjętych z kina , jeden szpetniejszy od drugiego w taki filmowy sposób, kudłaty młody zarost, dziwne fryzury z grzywką na bok, następnie lokalnego rednecka, suchego, ogorzałego 60-latka, i było mi tak cudownie, że zapragnęłam szczelby i pick-upa. Kolebały mi się w głowie przypadkowe wydziwaczone myśli, o tym na przykład, co miałabym do powiedzenia swoim teoretycznym dzieciom i wnukom na temat życia.Że dzieciaki, nie nie będzie lepiej, chodzi się do szkoły a potem do pracy i chwile bujania się w maszynie są tak rzadkie, że w zasadzie niewarte tego całego znoju. Ale czy byłaby prawda? Oczywiście że nie. Byłoby to tylko odzwierciedlenie mojego stanu poziomu hormonów przeróżnych już odkrytych i jeszcze nieodkrytych, wpływających na taką a nie inną percepcję rzeczywistości. A potem dzieciaki opowiadałyby o dziwacznej babci that always had a shitload to say about life i zniszczyła im dzieciństwo

O i tak, wiocha wymiata!
ps dupa psa na prawo od fotela.