krytyk2
08.11.07, 10:30
Wczoraj dziekowalem pewnej osobie za przysługe ,ktora mi
wyswiadczyła.Zastanawialem sie przed spotkaniem nad tym ,jakie
znaczenie miało to co dla mnie zrobiła.Doszedlem do wniosku ,ze -na
dobre czy na złe-ten akt ludzkiej zyczliwości okreslił w jakimś
sensie całą moja przyszłośc.Że pozytki z tego aktu nie będa
przeliczalne na żadne pieniądze.Że będą tak wielkie...
Gdy to sobie uswiadomiłem,mrowie mi przeszło po plecach.Lęk przed
niestosownościa słow wdzięczności ustąpił odwadze wypowiedzenia
ciepłych i serdecznych słów podziekowania.Gdy doszło do
spotknia,byłem szczęsliwy ,ze moge uscisnąc ręke darczyńcy...