preminger
18.10.08, 12:09
www.rp.pl/artykul/206325.html
"Do walki Towarzysze!”. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne komuniści
kontestowali ustrój i granice Polski. Formalnym wyrazem takiego stanowiska
było m.in. działanie na Kresach Wschodnich Komunistycznej Partii Zachodniej
Ukrainy i Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi."
"Wśród aresztowanych był również Ozjasz Szechter, znany władzom z
wcześniejszej działalności komunistycznej. Pełnił między innymi funkcję
sekretarza okręgowego KPZU we Lwowie i w Stanisławowie, a w chwili
aresztowania był szefem Wydziału Zawodowego KC KPZU. Tak wysokie stanowiska
zwykle były zarezerwowane dla zawodowych płatnych funkcjonariuszy
komunistycznej konspiracji, tzw. funków. Pieniądze na ich działalność
pochodziły oczywiście z Moskwy.
"Akt oskarżenia z lipca 1933 r. objął 57oskarżonych z Mikołajem Pawłykiem,
sekretarzem KC KPZU, na czele.
Wszyscy zostali obwinieni o przestępstwo z art. 97 § 1 w związku z art. 93 § 1
(wejście w porozumienie z innymi osobami w celu pozbawienia państwa polskiego
niepodległego bytu lub oderwania części jego obszaru). Oskarżono ich w istocie
o usiłowanie oderwania od Rzeczypospolitej jej ziem południowo-wschodnich i
przyłączenia ich do ZSRR oraz obalenia przemocą ustroju państwa polskiego w
celu wprowadzenia komunistycznej dyktatury. Zarzuty te były więc bardzo
ciężkie – zostały umieszczone w kodeksie karnym w rozdziale zbrodnie stanu i
były zagrożone wysokimi karami do dożywocia włącznie.Osoby działające w
interesie komunizmu i ZSRR mogły liczyć na wsparcie sowieckich mocodawców.
Obronę oskarżonych koordynował adwokat Teodor Duracz, jeden z najważniejszych
ludzi Moskwy w Polsce. Zatrudniony jako radca w sowieckim poselstwie w
Warszawie z bardzo wysoką pensją w wysokości 1500 zł miesięcznie był przez
prasę wprost nazywany sowieckim agentem. W kancelarii Duracza skupiały się
rozmaite nici komunistycznej konspiracji i wywiadu sowieckiego. Dostęp do akt
procesowych, jaki miał on i inni komunistyczni obrońcy, pozwalał nie tylko na
ustalanie właściwej linii obrony. Zdarzało się też, choć nie w przypadku
procesu łuckiego, że komunistyczna konspiracja mordowała potencjalnie groźnych
świadków lub osoby współpracujące z polską policją.Na początku procesu
łuckiego komuniści postanowili skopiować te materiały ze śledztwa, które
stanowiły największe zagrożenie dla działalności KPZU i poszczególnych
oskarżonych. Za zgodą władz sądowych przepisała je żona Ozjasza Szechtera
Helena Michnik. Oficjalnie była ona asystentką jednego z adwokatów, a
faktycznie do „obsługi” procesu skierowała ją KPZU. Po latach Helena Michnik
wspominała: „późnym latem 1933 r. Rozenbusch, który wtedy był w kraju i był
członkiem sekretariatu krajowego [KPZU], powiedział mi, że koniecznie
potrzebny jest materiał zeznań oskarżonych i prowokatorów w procesie łuckim,
że to trzeba koniecznie wydostać […] Miałam takie polecenie. Przede wszystkim
miałam dosłownie przepisać zeznania Kozaka, bo to jest najistotniejsze, oraz
wszystkie inne konkretne materiały rzeczowe. […] Przepisałam dosłownie
zeznania policyjne sądowe Jaworskiego, zeznanie policyjne Kozaka. Z zeznań
innych towarzyszy – wszystko to, co mogło być potrzebne do archiwum
partyjnego. Ja zbierałam te materiały pod dwoma punktami widzenia – z jednej
strony dla partii, z drugiej – dla obrony. Prócz tego Helena Michnik
instruowała komunistycznych obrońców, jaką linię mają przyjąć w czasie
procesu. Wydaje się, że punktem odniesienia nie był tu interes oskarżonych
(jak najniższy wyrok), tylko polityczny spektakl, w jaki chciała przemienić
proces KPZU. Miał on bowiem stać się trybuną walki z „faszystowską Polską”.
Zaplanowano rozmaite wystąpienia propagandowe przeciwko Polsce oraz na rzecz
komunizmu i ZSRR. Ważnym elementem sprawy, który zamierzano wykorzystać
propagandowo, była wspomniana już kwestia wymuszania zeznań biciem oraz sprawa
śmierci Stefana Bojki."