madohora
13.09.12, 13:24
Ilość bzdur wypowiedzianych w sporze o kulturową i polityczną emancypację Ślązaków dawno przekroczyła masę krytyczną.
Nie ma takich złych intencji, których by nie przypisano animatorom śląskości. Przytoczę najczęściej powtarzane: oderwanie Śląska od Polski i przyłączenie do Niemiec, likwidacja języka polskiego i przymusowe nauczanie śląskiej mowy, usuwanie polskiej kultury i zastąpienie jej niemiecką, badania genetyczne na czystość rasy, przymusowa silesianizacja Zagłębia Dąbrowskiego i "Podbeskidzia" (gdzie władzę sprawować będą śląscy komisarze), preferencje dla Ślązaków w zatrudnieniu, a dla ich dzieci w żłobkach, przedszkolach i szkołach, uczynienie z "goroli" obywateli drugiej kategorii, a w końcu banicja i wysiedlanie do Kongresówki. Itede, itepe.
Dopóki takie brednie królują w internecie, można machnąć ręką. Granica kretyństwa w sieci nie istnieje. Problem w tym, że coraz częściej, na razie nieśmiało, ale wciąż głośniej, powielają ten bełkot politycy, w tym posłowie, o "prawicowych publicystach" nie wspomnę. Zaraza rzuca się na mózgi nawet poważniejszych myślicieli. Pytam zatem tych wszystkich wieszczów i proroków: gdzie słyszeliście, widzieliście lub czytaliście takie hasła, wizje i plany śląskich regionalistów, który z nich coś takiego powiedział lub choćby bąknął gdzieś przy kuflu? W jakim programie znajdują się te szowinistyczne wymysły? I znowu: proszę nie cytować plwocin z internetu, gdzie równie wiele jest opętańczych haseł typu "gorole do szole" co "hanysy do Vaterlandu". Proszę o cytaty z poważnych ust i na poważnym forum wypowiedziane.
Jak dotąd nic takiego nie znalazłem, choć cały ten ruch śledzę uważnie. Być może jestem ślepy i głuchy, ale widzę i słyszę tylko poważne postulaty zwiększenia samorządności regionalnej, poszerzania wiedzy o regionie, pielęgnowania własnej tożsamości niezależnie od tego, jaka by ona była, ochrony prawnej dla mniejszości etnicznej i jej kultury, słowem, prawo do tischnerowskiego "bycia sobą u siebie". Prawo niewymierzone w kogokolwiek i w cokolwiek, niedyskryminujące nikogo, ulokowane w ramach państwa polskiego i pod jego ochroną egzekwowane. W dodatku wszystko postulowane i głoszone z obsesyjnym poszanowaniem już obowiązujących przepisów, bez awantur i burd, bez wyzwisk i poniżania kogokolwiek.
Oczywiście wrogów regionalizmu nie przekona nikt i nic. Kiedyś prowadziłem publiczną dyskusję, gdzie powtórzyłem powyższe argumenty. Wtedy wstał uczony człowiek z cenzusem doktorskim i z wielką troską na twarzy rzekł: "Teraz Ślązacy działają zgodnie z prawem i formułują ostrożne postulaty, ale oni są jak dzieci: dać im palec, a całą rękę połkną, wystarczy ich dopuścić do władzy, a wtedy nam pokażą. Hitler też doszedł do władzy legalnie, drogą demokratycznych wyborów, a czym się to skończyło, wszyscy wiemy". Tak właśnie "poważni" ludzie się martwią, co to będzie, gdy nieokrzesanych Ślązaków wypuści się z klatki.
Przypomnę anegdotę. Było to za Karnawału "Solidarności" wiosną 1981 roku, trwały negocjacje po tak zwanym kryzysie bydgoskim. Delegacji rządowej przewodniczył wicepremier Mieczysław F. Rakowski, związkowej - Lech Wałęsa. Satyryk Jacek Fedorowicz tak opisywał te rozmowy: "Lechu zapytał, czy można otworzyć okno, bo na sali jest duszno. A na to Mietek: Nie pozwolimy otworzyć okna, bo wy chcecie waaadzy! A kto ma powietrze, ten ma waaadzę! Lechu poprosił o szklankę wody, bo w gardle mu zaschło. A Mietek: Nie damy wam wody, bo wy chcecie waaadzy! A kto ma wodę, ten ma waaadzę! Lechu chciał zatelefonować do Mazowieckiego, ale Mietek zabronił: Nie pozwolimy telefonować, bo wy chcecie waaadzy! A kto ma telefon, ten ma waaadzę! I tak sobie przez tydzień rozmawiali".
Więcej... katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,12335954,Michal_Smolorz__Kto_slyszal__Slaska_dla_Slazakow__.html#ixzz26Ldf3TEL