madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 09.09.20, 15:07 DOLNOŚLĄSKIE. MYŚLIWY ZASTRZELIŁ KONIA, SĄDZIŁ ŻE TO DZIK - Interia - 09.09.2020 Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 09.09.20, 23:18 KOŃ - jak ja mogę w to uwierzyć Wszak to najpiękniejsze zwierzę Choć gatunków jest bez liku Cicho szepnę "Wio koniku" Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 18.09.20, 16:17 RATUJMY KONIE PRZEZNACZONE NA RZEŹ - Interia - 18.09.2020 Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 03.10.20, 20:56 DZICZAŁE SYBERYJSKIE KONIE POTRZEBUJĄ POMOCY - Sputnik Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 04.10.20, 13:54 NIEWIDOMI JEŻDŻĄ NA ROWERACH I NA KONIACH - www.infokatowice.pl - 04.10.2020 Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 27.10.20, 18:47 W jednej z najgłośniejszych afer dotyczących znęcania się nad zwie-rzętami kara nie budzi zastrzeżeń – sąd skazał właściciela „obozu koncentracyjnego dla koni” na bli-sko rok więzienia. Tylko dlaczego teraz zwierzęta mają do niego wró-cić?W położonym na obrzeżach stolicy Błoniu czuć było atmosferę pierwsze-go poranka długiego majowego week-endu 2011 roku. Rynek miasteczka opustoszał, a mieszkańcy tłumnie zjeż-dżali na sobotni targ. Miejska drogów-ka zwietrzyła w tym szansę na popra-wienie statystyk; jeden z policjantów wyszedł na środek drogi i biało-czer-wonym lizakiem kierował dziesiąt-ki rozluźnionych, sączących poranne piwo rowerzystów do stojących pod komisariatem, otwartych już policyj-nych transporterów. Potem standar-dowa procedura: dmuchanie w „balo-nik”, rower „na pakę”, a zaskoczony cyklista do budynku na przesłuchanie pod zarzutem popełnienia przestęp-stwa jazdy „pod wpływem”. Rowerzy-stów było wielu, a policjantów mało, więc przedstawiciele Fundacji „Viva” i Pogotowia dla Zwierząt czekali kilka godzin, by móc złożyć zawiadomie-nie o masowym znęcaniu się nad koń-mi przez właś_ciciela mieszczącej się kilkanaście kilometrów dalej stadniny. W końcu, tuż po południu, działacze i weterynarze (w asyście niezbyt chęt-nych funkcjonariuszy) mogli przyjść na ratunek wycieńczonym, głodzonym miesiącami zwierzętom.Potomkom czempionów na ratunekZebranym na miejscu dziennika-rzom trudno było uwierzyć, że stad-nina w Cholewach należała kiedyś do najbardziej znanych w Polsce hodowli koni czystej krwi arabskiej. Dwadzie-ścia żywych szkieletów – potomków nagradzanych medalami czempionów – próbowało skubać źdźbła dopiero co wyrosłej, karłowatej trawy na oto-czonej kolczastym drutem błotnistej łące. Drewniane budynki stajni stały jedynie z przyzwyczajenia, a ich wnę-trza inspektorzy Pogotowia dla Zwie-rząt i „Vivy” udokumentowali na zdję-ciach: „materace” z odchodów, brak świeżej wody i pożywienia. Wezwany na miejsce prezes Polskiego Związ-ku Hodowców Koni Arabskich Jerzy Białobok tłumaczył osłupiałym dzien-nikarzom historię upadku hodow-li w Cholewach oraz jej właściciela – człowieka wykształconego i sza-nowanego, inżyniera, akademickie-go wykładowcy. – Pan Andrzej był hodowcą liczących się koni wyścigo-wych, miał bardzo dobrą pracę, ale rynek konia arabskiego bardzo się zmienił, a on w tej nowej rzeczywi-stości kompletnie się zagubił. Dziś, delikatnie mówiąc, nie do końca chy-ba zdaje sobie sprawę, w jakiej sytu-acji znalazły się te zwierzęta.Sąsiadom z Cholew, którzy od lat obserwowali stadninę i postawę Andrzeja W., trudno się było z tym zgodzić. Wielokrotnie próbowa-li dokarmiać głodujące ogiery i kla-cze, ale właściciel stadniny otwar-cie się temu sprzeciwiał, a niosących pomoc przeganiał i obrażał. – Próbo-wałem nawiązać z nim rozmowę: „Po co hodować tyle koni? Jeśli pana nie stać, niech pan część po prostu sprze-da”. A on tylko: „Co pana to obcho-dzi, niech pan się nie wpier...” – rela-cjonował Petroniusz Frejlich. – Jest bardzo wrogo nastawiony do wszyst-kich. Gdy konie głodowały na mro-zie pod gołym niebem, przynosiliśmy paszę, ale jeśli nas tylko zobaczył, nie pozwalał dokarmiać zwierząt – doda-wała Paulina Łukaszewicz. – Inter-wencja organizacji prozwierzęcych w stadninie trwała do późnego wie-czora i kosztowała inspektorów wie-le wysiłku i łez. Mimo że konie led-wie stały na nogach (jedna z klaczy tydzień przed interwencją przez kilka dni konała, leżąc na łące), przybyły na miejsce właściciel Andrzej W. przeko-nywał, że zapewnia im prawidłową opiekę, a zwierzęta są w przyzwo-itym stanie i dobrze znoszą warunki „otwartej hodowli”, jak nazywał swoją metodę chowu. Działacze, którzy nie chcieli zaogniać sytuacji, negocjowa-li z nim odbiór kolejnych zwierząt, gdy jedna z przegłodzonych klaczy zaczę-ła się źrebić (właściciel stadniny nawet nie wiedział, że jest w ciąży). Wete-rynarze przez kolejnych kilka godzin próbowali uratować osłabione źrebię, bez skutku. W końcu zabrali do tym-czasowych opiekunów – wolontariu-szy fundacji – kilkanaście koni. Właści-ciel zapewnił, że kilku pozostałym jest w stanie natychmiast zapewnić przy-zwoite warunki bytu. Słowa nie dotrzy-mał: miesiąc później z powodu „nieza-stosowania się do zaleceń” z Cholew zabrano pozostałe zwierzęta.Miały się żywić sameSprawa stadniny w Cholewachobna-żyła w całej rozciągłości niemoc pań-stwowego systemu zapobiegania zwie-rzęcym cierpieniom. Powiatowy Lekarz Weterynarii, choć prawem zobowiąza-ny do działania w obronie zwierząt, od wielu miesięcy biernie przyglądał się dramatowi koni z Cholew. Zgod-nie z przepisami, w sytuacji znęcania się nad zwierzętami powinien zawia-domić burmistrza, a ten niezwłocznie odebrać zwierzęta i do czasu decyzji sądu znaleźć im i opłacić bezpieczne schronienie. Szkopuł w tym – co powia-towy weterynarz otwarcie przyznał – że z burmistrzem musi na co dzień współ-pracować w wielu sprawach, a gmina nie pali się do ponoszenia kosztów opieki nad stadem zabranych właści-cielowi koni. Kolejnym problemem – już po interwencji organizacji prozwierzę-cych – była przewlekłość postępowań administracyjnych i sądowych. Bur-mistrz latami nie akceptował formalnie odbioru zwierząt, zaś postępowanie karne w sprawie o znęcanie się przez Andrzeja W. nad końmi trwało... dzie-więć lat. Gdy Sąd Rejonowy w Gro-dzisku Mazowieckim w końcu odczytał wyrok, wydawało się, że sprawiedliwo-ści stało się zadość. Sędzia nie miała wątpliwości, że oskarżony dopuścił się znęcania się nad zwierzętami, a postę-powanie w całości potwierdziło usta-lenia Pogotowia dla Zwierząt i „Vivy”. „Autorska” metoda hodowli W. pole-gała m.in. na tym, że „zwierzęta mia-ły same znajdować sobie pożywienie i wodę”, nie były pielęgnowane, czesa-ne (miały glisty oraz wszy) i niemal cały rok spędzały pod gołym niebem, zaś budynki stodoły kryła „postrzępiona plandeka przymocowana sznurkami”. Suchej paszy dostarczanej zwierzę-tom przez właściciela było o wiele za mało, a wygłodzenie koni powodowa-ło przedwczesne porody oraz karłowa-tość u części stada. Świadkowie wielo-letniej gehenny zwierząt nie przebierali w słowach: „[W.] nie powinien trzymać kota ani psa, a co dopiero koni”, „stwo-rzył obóz koncentracyjny dla koni” – kwitowali. Sąd skazał Andrzeja W. na dziesięć miesięcy więzienia, jedno-cześnie zawieszając wykonanie kary na pięć lat. Dodatkowo na pięć lat zakazał mężczyźnie „prowadzenia działalności gospodarczej związanej z hodowlą koni”. Działacze „Vivy” i Pogotowia dla Zwierząt zauważyli jednak od razu, że w wyroku zabrakło jednego, niezwykle ważnego i – wydawało się – oczywiste-go punktu: orzeczenia przepadku zaję-tych w maju 2011 roku koni. – W prak-tyce oznacza to, że może dojść do kompletnego absurdu: będziemy zmu-szeni do oddania koni właścicielowi, który się nad nimi znęcał, został za to skazany i który – w myśl wyroku – nie może się nimi zajmować – rozkłada ręce Katarzyna Topczewska, adwokat i pełnomocnik „Vivy”.W poszukiwaniu logikiDziś utrata prawa własności zwierząt przez skazanego za znęcanie się nad nimi właściciela jest automatyczna, ale przepis ten wprowadzono kilka miesię-cy po interwencji w Cholewach. Wcze-śniej prawo też pozwalało na orzeczenie przepadku zwierząt sprawcy: sąd MÓGŁ to jednak zrobić, ale nie musiał. Dlacze-go zatem sąd w Grodzisku nie skorzy-stał z tej możliwości? Z uzasadnienia wyroku wynika, że sędzia zastosowa-ła unik: przypomniała, że burmistrz Bło-nia w postępowaniu administracyjnym wciąż nie wydał decyzji w sprawie ode-brania koni właścicielowi, podkreśli-ła też, ż Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 13.01.21, 00:37 PIELĘGNOWANIE KOPYT KONIA. Przed każdem wyprowadzeniem ze staj ni należy oczyścić i wymyć dobrze wo dą podeszwę kopyta, po powrocie na leży zostawić ziemię pod kopytem, która kopyta chroni przed szkodliwem działa niem nawozu, powstającego wskutek rozkładu moczu. Smarowanie kopyt tłuszczem wskaza ne jest tylko podczas dłuższej pracy w wozie, lub celem zapobiegnięcia zbyt niemu wyschnięciu wilgotnego kopyta. Tłuszcz zabezpiecza kopyta przed pęka niem; nie należy też dużo smarowoć, gdyż róg kruszeje. Komu zależy na czar- nośei kopyt, może robić czemidło z my dła i sadzy Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 14.01.21, 15:41 Ta.....i kopyta im się robią czarne. Tak same od siebie. To nie jest ten sam koń. Można by się zabawić w "czy jesteś spostrzegawczy. Ułatwię - konie mają inny pysk. Nawet pięć lat tego nie zmieni. Inne umięśnienie nóg. No i wspomniane już kopyta. Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 07.04.21, 17:35 PROGRAM ZAWODÓW JEŹDZIECKICH Z 1931 ROKU Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 22.04.21, 11:12 RABUNKOWA EKSPLOATACJA KONI. Utarło się zdanie, że Polak dba o swego ko nia -—ale to było chyba bardzo dawno... Dzisiaj eksploatację koni w Polsce można nazwać zaiste gospodarką rabunkową w calem znaczeniu tego słowa — opartą na wyzyskaniu i wyniszczeniu w możliwie szybkiem tempie ich sił pociągowych, co jest zatrważającym objawem zwłaszcza na wy padek mobilizacji. Do tych smutnych wniosków dochodzi Pol ska Liga Przyjaciół Zwierząt na podstawie dłu goletnich obserwacji i obszernej statystyki, gro madzącej liczby i fakty. Dla przykładu weźmy chociażby Warszawę. Podług danych rejestracyjnych stolica nasza po siada około 10.000 koni, przyczem cyfra ta obej muje zarówno konie dorożkarskie jak i konie cię żarowe. Zacznijmy od tych ostatnich. Pierwszem ogólnem nadużyciem w eksploa tacji koni jest nadmierne ich przeciążanie. Od nosimy się z szacunkiem do urządzeń mechanicz nych, dbamy o to, aby do windy, obliczonej na 4 osoby, nie wsiadało 6 osób, znamy nośność samo chodów, dźwigów i t. p. — ale nikt się nie za stanawia nad tem, że zdolność pociągowa konia jest zależna od jego budowy i wagi ciała. Konie ciężarowego typu winny być niskie, krępe i wa żyć conajmniej 500 kilogramów. Wówczas sta nowią dostateczną bazę oporu na podobieństwo dźwigów mechanicznych. Koń wagi 500 kg. nie powinien dźwigać więcej ponad 1 tonnę ciężaru na równej twardej powierzchni. Koń, ważący 550 'kg. może wozić do 1 l /ś> tonny ciężaru. Przy 600 kg. wagi można konia obciążyć 2 tonnami, o ile zwierzę jest zdrowe. Naturalną jest rzeczą, że zwierzęta te powinny być przytem należycie karmione. W praktyce rzecz przedstawia się zupełnie inaczej. Wszelka uczciwa eksploatacja zwalcza na jest przez rabunkową eksploatację nieuczci wych przedsiębiorców, którzy do najcięższych ro bót używają koni drobnych, szczupłych, typu za ledwie dorożkarskiego, ładując ciężary, cztero krotnie przewyższające siły tych koni. Większość przedsiębiorców, o których mowa, to ludzie za możni, posiadający kamienice, a nawet majątki pod Warszawą. Skupują na targowiskach konie zupełenie wyniszczone, nadające-się tylko do li kwidacji, płacąc po kilkanaście złotych za sztuką i chcąc je wyzyskać do ostatka, bez dalszego na kładu, zupełnie koni nie karmią, tembardziej, że koń taki wartości jako objekt nie przedstawia żadnej, podczas gdy przeciętny zarobek dzienny na takim koniu wynosi 20 złotych, więc już po 1 dniu zwierzę się opłaca, po upływie zaś tygo dnia pada z nadmiernego wysiłku i wycieńcze nia. Zagłodzone, wyniszczone i najczęścej oka leczone zwierzę, z krwawemi od odparzenia ra nami pod uprzężą, lub kulawe, zaprzęga się do wozu z ładunkiem minimum 400 cegieł, lub % metra sześciennego piasku. Dla orjentacji nad mieniamy, że przeciętna cegła waży 4 kilogramy, 400 zaś cegieł stanowi 1.600 kilogramów. Metr piasku waży 1.600 kilogramów — więc % stano wi 1.200 kg. Dodajmy do tego grzązki teren bu dowy lub stromy wjazd od Wisły plus grząski teren budowy, a zrozumiemy, dlaczego dzieją się takie bestialskie sceny na każdym placu budo wlanym. Dla zobrazowania ciężaru uprzytomnij- my sobie, że 1 tonna równa się wadze przeciętnej 14 ludzi dorosłych, zaś 1.600 kg. — wadze 22 ludzi dorosłych. Dochodzi do tego waga woźni cy, samego wozu (600 kg.) i ekwipunku. Czyż możliwe jest, aby padające z wyczerpania zwie rzę mogło po grząskim gruncie uciągnąć wóz z 23 ludźmi, pomijając już ciężar samego wozu. Przedsiębiorstwa budowlane płacą za dosta wę materjału od wagi, niezależnie od rodzaju si ły pociągowej. Nic więc dziwnego, że uczciwi właściciele koni, posiadający odpowie nej mierze, nie mogą konkurować z wyżej wymie nioną eksploatacją rabunkową. Tak samo przed stawia się sprawa z dowozem węgla, gdzie ładun ki, stosowane przez nieuczciwych przedsiębior ców są jeszcze wyższe ze względu na twardą po wierzchnię drogi. Ładuje się więc na przeciętne go konia (450 kilogramowego) po 2 tonny cięża ru, co stanowi wagę 28 ludzi dorosłych, sama zaś węglarka waży 800 kilogramów. Warunki takie zniechęcają uczciwych przed siębiorców do godziwej eksploatacji, więc z ko nieczności zaczynają opierać swą kalkulację rów nież na wyzyskiwaniu wszystkich sił zwierzęcia w jaknajszybszem tempie. I w rezultacie nastę puje ogólne obniżenie zdolności pociągowej koni w całym kraju > co jak wspomnieliśmy wyżej, sta nowi niebezpieczeństwo na wypadek mobilizacji. Mylnem jest mniemanie wielu osób, które, obserwując na ulicy wyniszczonego konia, zma gającego się z nadmiernym ciężarem, twierdzą, że trzeba się z tem pogodzić, bo „ludzie biedni, więc i konie biedne . Nie zdają sobie sprawy, że w bardzo rzadkich wypadkach konie te stanowią własność powożących. Najczęściej są wynajmo wane od zamożnych właścicieli przez przygod nych furmanów i stanowią konkurencję dla so lidnych gospodarzy, którzy mając jednego konia albo mało zarabiają, albo też muszą się przerzu cić na eksploatację rabunkową. Pozostaje jeszcze sszkoda moralna, wyrzą dzana społeczeństwu przez taką barbarzyńską eksploatację. Bo wóz z ładunkiem, nieobliczo- nym na siły konia, z konieczności musi ugrząźć przy lada przeszkodzie —- woźnica zaś z koniecz ności musi zwierzę katować, aby wóz ruszyć z miejsca. Dokoła wozu robi się zbiegowisko, sce nie katowania przygląda się tłum i dzieci. Woź nica zaś katujący zwierzę codziennie rozbestwia się do tego stopnia, że nerwy mu tępieją, dzicze je stopniowo, zaczyna katować swą własną ro dzinę i wreszcie kończy nożownictwem — jak to zresztą skonstantowali poważni kryminolodzy. Polska Liga Przyjaciół Zwierząt w swej staty styce przestrzępstw ma setki nazwisk powożą cych, którzy zaczęli od bata, a skończyli na nożu. Nieraz spisując protokół w Komisarjacie P. P. inspektor Ligi zapytuje prozdownika dzielnico wego, czy oskarżony zasługuje na pewne wzglę dy, czy osadzenie go w areszcie na 10 dni nie będzie zbytnią szkodą dla jego rodziny i t. p. Najczęściej dzielnicowy odpowiada, że przeciw nie — będzie to ulgą dla całe‘j rodziny, gdyż dzie ci oskarżonego nie będą przez ten okres katowa ne, żonie nie odbierze na wódkę uciułanych przez nią groszy, koń odpocznie, gdy będzie nim po woził wynajęty chłopak, pozatetm zarobek na koniu nie będzie przepity. Z drugiej strony system rabunkowej eksplo atacji koni jest udręką dla spokojnych mieszkań ców, których domy sąsiadują z daną budowlą. Li ga codziennie otrzymuje liczne telefoniczne, pi semne, lub ustne skargi i prośby o interwencję, gdyż nerwy takich ludzi nie wytrzymują scen bestjalskich, dziejących się na placach budowla nych, a dzieci niepodobna nawet wyprowadzać na balkon od strony budowy. Wiele osób dostawało ataków nerwowych, lub znacznie pogorszyło stan już słabego serca. To nie przeczulenie — to smutna rzeczywistość! Polska Liga Przyjaciół Zwierząt uczyniła wszystko, co jest w jej mocy, aby zwalczać ten niezdrowy system gospodarki. Po wielu stara niach wyjednała w Komisarjacie Rządu rozpo rządzenie, normujące obciążenie pojazdów kon nych i szybkość jazdy. W myśl tego rozporzą dzenia z dn. 22.V. 1931 r. na konia przeciętnego nie wolno ładować więcej ponad 1 tonnę ciężaru. O ile koń jest wyjątkowo rosły i silny, może na podstawie pozwolenia lekarza weterynarji otrzy mać większe obciążenie, lecz woźnica obowiąza ny jest mieć takie pozwolenie przy sobie, dla okazania go władzom policyjnym, lub inspekto rom Ligi w razie potrzeby. Liga sporządziła dwa dzieścia kilka tysięcy odbitek powyższego rozpo rządzenia i rozesłała je do wszystkich przedsię biorstw przewozowych i właścicieli koni. Poza- tem Liga ułożyła tabele obciążeń, podające ekwi walent jednej tonny w różnych materjałach, (np. 250 cegieł 4 kilogramowych, około 14 metra sze ściennego piasku i t. p.). Jednocześnie Liga wyjednała w Wydziale Technicznym Magistratu przepisy o obchodzeniu się z końmi na placach budowlanych. Przepisy te dają możność ingerowania organom nadzoru po- licyjno-budowlanego, aż do wstrzymania budo wy, według art. 379 Prawa Budowlanego we wszystkich wypadkach niedotrzymania wymaga nych warunków przez budującego, a więc: 1. W razie nieurządze Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 25.04.21, 16:53 LUBUSKIE. STRAŻACY URATOWALI KONIA, KTÓRY UTKNĄŁ W GRZĘZAWISKU - Interia - 25.04.2021 Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 25.05.21, 12:40 Matko a ja mam masę makulatury do zutylizowania. I jeszcze trochę do "produkcji" - pewnych rzeczy nie mogę po prostu wyrzucić, trzeba przepuścić przez niszczarkę. Niestety nie mam samochodu a chętnie bym to oddała na taki cel. Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 27.05.21, 17:14 Deresz ma w staropolszczyźnie dwa zna czenia: 1) koń, którego maść sierści jest pomieszana: czarna lub czerwona z białą Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 08.06.21, 18:07 Kochać powinieneś go ułanie, szanować i dbać o niego bardziej niż o siebie samego, bo jest twoim wiernym służką i przyjacielem, to warzyszem nieodłącznym twojej doli i niedoli, pracownikiem bezimiennym twojej buńczucznej świetności — twoją istotą ! W połyskach dnia jasnego i chłodach nocy niesie cię jego niezmordowany trud ku sławie i otacza poezją jak rzewną, tak twoja tęsknota, lub mocną i ostrą, jak twoja broń dzwoniąca. On po tysiąc razy powraca cię życiu —wiatro- nogi zbawca — gdy od śmierci dzieli cię tylko westchnienie... On jest mocnem wiązaniem twe go życia z czynem i twej miłości z prawdą. Twoją wolą i ręką kierowany idzie ochotnie zawsze tam, dokąd zaprowadzi go twoja ambicja, zachcianka, lub obowiązek żołnierski. Jego tru dem szczędzisz swoje członki znużone bojem, czy marszem, jego sprytowi ufnie zdajesz się na łaskę w noce czarne, kiedy twoje zmęczone oko drogi nie wypatrzy. Jego wyostrzone zmysły wyczują zdradliwie czające się kroki wroga w chwili, gdy myśl twoja za tęsknotą wybiegnie daleko od placu bitwy. ...I jego radosne rżenie wita ci? skoro prze stąpisz próg stajni, a mądre i szlachetne oko mówi więcej i serdeczniej, niż najwymowniejsze słowa. Jego wierność przykuje go do miejsca, na które padniesz ranny śmiertelnie... I jego, jego marsz ostatni towarzyszyć ci będzie na spoczynek wifeczny... Kochaj go więc ułanie i Szanuj, bo on ci służkę najwierniejszym i przyjacielem. Kochając, dbaj o niego bardziej, niż o siebie samego, bo każdy trud dla niego podjęty opłaca ci się so wicie, ach, jak sowicie! Dbaj o niego! Ani to łatwe, ani trudne. Trzeba tylko chcieć. Trzeba chcieć myśleć stale za siebie i za niego, tak, jakby twoja istota w dwoistem żyła ciele. Trzeba też pamiętać o jego potrzebach, tak, jak się pamięta o sobie, w smutku, czy ra dości, wywczasie, czy znoju, w dniach obfitości wszelakiego dobra, czy nędzy. Bo widzisz ułanie, koniowi winieneś to wszystko co sobie. Brudnyś to się myjesz i czyścisz, konia '?- Z ' ,~iodnyś J esz > też jeść musi. Je śliś chory — leczysz się i wypoczywasz, leczże chorego konia. Zimno ci, mokro i źle, nie za pominaj, że koń twój z tobą cierpi. Cóż prost szego, jak pamiętając o sobie, pamiętać o koniu, który w dodatku wymaga dla siebie znacznie mniej, niz ty ułanie. A jeśli twój koń jest czysty, syty i nie kaleki, to już pracuje dla ciebie nie wie dząc co to zły humor, lub zła wola. Nie sie cię wtedy do ostatniego tchu i jakże często życiem swojem pieczętuje swój trud i swoją gorliwość. Przypomnijmy sobie, tak pokrótce, co należy się koniowi. Strawę konia powinny w zasadzie stanowić tylko owies, siano, względnie trawa świeża i ko niczyna sucha, lub świeża. Wojna i trudności z mą idące w dostarczeniu owsa, jako obroku, zmusiły nas do karmienia koni jęczmieniem, ży tem, lub nawet sucharami prasowanymi, składa jącymi się z mieszaniny siana, otrębów, odpad ków z mliwa i mąki drzewnej. Ponadto weśzła w używanie jako karma kukurydza i tak zwana tnelassa t. j. gruby poślad cukru. W czasie ostatecznej nędzy wystarczyć musiała koniom sieczka, lub nawet niezdrowa wyka. Jeśli się ko nia karmi normalnie owsem, to bez obawy złych następstw można go w razie konieczności, poić nawet bezpośrednio po obroku, chociaż to nigdy nie jest właściwem. Nie wolno jednak nigdy, pod żadnym pozorem, dawać mu pić po jęczmieniu, lub co gorsza po życie, bo się go naraża zawsze na ciężką chorobę, a często na śmierć. Do jęczmienia i żyta trzeba konia przyzwy czaić wolno, dając mu stopniowo coraz większe dawki tego ziarna, mięszanego z owsem i siecz ką. Jęczmień i żyto należy bezwarunkowo mo czyć uprzednio conajmniej przez dwadzieścia cztery godzin, ponieważ niemoczony pęcznieje w żołądku końskim gwałtownie, powodując kol ki, wzdęcie, lub skręt kiszek. Melassę powinno sięmieszać z ziarnem i skra- piać wodą dość suto, tak, jak sieczkę. Tuczy ona konia, lecz nie daje mu siły i wytrzymałości. Kukurydzę powinno się śrutować, gdyż w tej formie jest zdrowsza dla organizmu końskiego i chętnie jedzona. Koniczyna i trawa świeża by wa czasem niebezpieczna, w każdym zaś razie, zwłaszcza w początkach używania jej, sprowadza lekkie zaburzenia w organizmie. Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 12.06.21, 11:23 NA PASTWISKU PADŁO STADO KONI - Gazeta - 12.06.2021 Odpowiedz Link
madohora Re: O TY PIĘKNO KONIA 16.06.21, 16:27 Konie te załadowano w Prestranku do wagonów spe- cyalnego pociągu 1 sierpnia 1857 r., a 3-go szczęśliwie wyła dowano na stacyi Ais, odległej godzinę drogi od Babolny. Nabytek tych koni, jako materyalu hodowlanego do Babolny, stanowi bezsprzecznie wybitną epokę w rozwoju tamtejszego stada, a pułkownikowi Brudermannowi należą się wyrazy jak najwyższego uznania jeszcze i za to, że tak, jak fachowo umiał wyszukać na dalekim Wschodzie naj cenniejsze ogiery i klacze, tak samo fachowo potrafił opra cować dla archiwum stada w Babolnie nie mniej cenne uwagi z odbytej wyprawy, a jego „Relacya z misyi po konie na Wschód", wysłana w sierpniu 1857 r. do c. k. Ge neralnej Inspekcyi remontowej we Wiedniu, stanowi nader ciekawe i wartościowe studyum. Odpowiedz Link