madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:23 Niedźwiedź Grupkami stanęli ludzie przed chałupami przy drodze i rozmawiali żywo, bo rozeszła się wieść lotna, że jacyś święci Pańscy ni to podróżni ni ubogie dziadki chodzą od wsi do wsi i biedy ludzie łagodzą i wszędy przynoszą ze sobą szczęście i wesele. Wiec się ludziska dopytywali skad ta wiadomość przyszła, którą przyniósł, gdzie byli oni święci kto ich widział, kto ich słyszał co o nich i wiele jeszcze, wiele pytań jeden drugiemu zadawał a każdy chciał na pewno wiedzieć, że prawdą jest co mówią. Najbardziej zaś dopytywali się o nowiny biedacy i serca ich radowały się na myśl, że może, może Pan Bóg się ulituje i ulży ich złej doli. Ale młynarz dowodził zawzięcie, że to wszystko bajki, bo gdzieżby tam po grzesznej ziemi święci Pańscy chodzili i zaglądali do chałup, kiedy dla nich pobudowali ludzie wspaniałe kościoły, gdzie sobie stoją złoci po ołtarzach i przyjmują z powagą prośby Ludzkie, aby je zanieść do Boga. Zakrzyczał go ten i ów, bo we wsi chcieli mieć świętych w gościnie, aby żywym boleści swoje przedstawić, prośby swoje opowiedzieć. -Nie uwierzę, nie uwierzę!-wołał zaperzony młynarz - chociażby tu byli, chociażbym ich widział na własne oczy, dopóki się sam nie przekonam, że to nie jakie przybłędy, nie oszusty jakie i wykpigrosze! Słońce już zachodziło, więc ten i ów wracał do domu, bo przed nocą trzeba było jeszcze bydło nakarmić i napoić; krowy "Wydoić i wieczerzę nagotować, Młynarz został sam jeden, mruczał coś jeszcze pod nosem o głupocie ludzkiej i zabierał się także do młyna, co klekotał zawzięcie, jakby chciał przegadać te baby, co tutaj przed chwilą przemawiały się na wyścigi. Wtem da mu się spojrzeć w stronę lasu i widzi, że drogą ku wsi idą dwaj mężczyźni. A może to ci podróżni, o których ludzie gadali, których wyglądali tak gorąco? - Zaraz ja się o tern przekonam. Schowam się pod most i ciekawym, czy zgadną, kto się tam ukrył? Tymczasem rzeczywiście zbliżali się mężowie święci, bo sam Pan Jezus ze świętym Piotrem odbywał zwyczajną wędrówkę swoją po ziemi. Od czasu do czasu zaglądał On pod strzechy wieśniacze, błogosławił dobrych, a złym kazał pokutować, aby kiedyś weszli do królestwa niebieskiego. Mają już wejść święci na most, a wtedy młynarz, który tymczasem odwrócił kożuch kudłami na wierzch, wygląda i mruczy groźnie, udając zwierza dzikiego i tak zbliża się do podróżnych. - Panie, ja się boję! - zawołał Piotr święty w przestrachu. A Pan Jezus na to podniósł rękę do góry i zawołał: - Idź, niedźwiedziu, do lasu! I w tej chwili przemienił się młynarz w niedźwiedzia, którego na świecie nie było i pobiegł szybko do lasu pobliskiego. Ponieważ niedźwiedź pochodzi od człowieka, to też umie chodzić na dwóch łapach, jest bardzo przemyślny, da się łatwo wyuczyć sztuk rożnych, a nawet tańczy przy muzyce. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:33 BYTOM. Na pamiątkę, że miasto Bytom dwóch księży utopiło, na bramach i nad drzwiami kościelnemi były po dwa kielichy kamienne wmurowane. Po rozburzeniu bram tylko kielichy przy kościele zostały. Powiadają, że jak wszyscy z pokoleń tych umrą, którzy natenczas w Bytomiu żyli, gdy księży utopiono, zaś się kruszce srebrne znajdą. Jeszcze ma być pięciu mężczyzn z owych pokoleń pochodzących (Zapis. 1841 r.) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:35 TARNOWSKIE GÓRY Szachty kruszcy srebrnych przy Górach Tarnowskich przypadkiem odkryte były. Gdy bowiem byk kawał czyli bryłę kruszczu wytoczył, którą wędrowni saksońscy górnicy znaleźli, z trafunku tego, bacznymi będąc, dalsze śledztwa uczynili. Tak Góry Tarnowskie dzięki ryciu byka mają powstanie swoje do podziękowania (Zapis 1042) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.12.14, 19:56 KAMIEŃ FURMAŃSKI Kamień furmański Na psim grzbiecie niedaleko Treiwalde w Śląsku Cieszyńskim szła droga przez tę górę. Furmanowi, który tą drogą jechał, zepsuło się coś u wozu. Aby go na pochyłości zatrzymać, podłożył chleb pod koło - a w tym momencie wóz, konie i furman wszystko się w kamień przemieniło. (Zapis w październiku 1842 r) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.12.14, 19:58 JEZIORO GRZECHOWE. Na łąkach przy Treiwalde na Śląsku Cieszyńskim. Chłopiec gniewał się nad chlebem suchym, który mu dano. Porzucił chleb na ziemię i biczował go. Zapadł się z chlebem do ziemi, a na tem miejscu powstało jezioro. Roku 1806. chciał nieznajomy głębokość jego zmierzyć, ale utonął. Woda jest tam czarna, nie ma ryb żadnych przystęp dla topielisk niepodobny. Chciano to jezioro spuścić, ale nie było pozwolenia, ponieważby woda cały Śląsk zatopiła. Nad jeziorem miało być w dawnych czasach miasto, Hunerstadt, zwane, które się oraz zapadło. (Zapis w październiku 1842 r.) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.12.14, 20:03 WELKI KAMIEŃ Jest to wieś rodzinna świętego Jacka. Dlatego tam na litanii śpiewają.: "Swięty Jacku z Wielkiego Kamienia...Jak dawniej chłopi grunta u nas nabywać mogli. - Przy osadzie Skrzesiwka w państwie Woźnickiem był kowal dobrej roli, obejmujący morgów jedenaście. Hrabia rzekł jednemu polubionemu gospodarzowi: "Trzymaj tę rolę; dasz mi na rok jeden talarek płatu".- Minęło lat dziewięć; a chłop płaty nie dawał, ani grosza. Mimo że go napminano. Hrabia chłopa zawołał i rzekł- mu: "Dłużen mi jesteś dziewięć talarów; daj jeszcze jedenaście, a ja ci dam prawo na tę rolę na wieczne czasy. Stało się tak. (Zapis w marcu 1844 r.) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.12.14, 20:07 O księżach śląskich w dawniejszych czasach. Nie dobrze, że podług woli regencyj w miej snach niektórych obchodzą kolendowne ustawy. Przedtem miał farosz sposobność poznać wszystkie członki w każdąj familji. U państw także był chętnie widziany. W parafji naszej wspominają, że się i hrabia dziedziczny nie wstydził się zjechać z faroszem u zamożnego kmiotka na kolendę. Jednego razu hrabia uczynił dosyć ciężki zakład, kto wprzód na Skorzesowce (pustkowie w państwie Woźnickiem) będzie. Ksiądz go uspieszył, ale dał czem prędzej skryć powóz do stodoły, sam zaś, kościelni, organista i żacy zataili się w humorze. Po małej chwili nadjeżdża hrabia, wstępuje do izby i mówi: Ja wygrałem"- A w tem zaczyna ksiądz w humorze z ministrantami swojemi: "Puco nacus in Betlejen etc." i wychodzą w pluwiale.-Hrabia składa adium, chłopek stawia na stół kapłana, gęsi pieczywa i miodek którego sam nawarzył. (Zap. w marcu 18441) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.12.14, 23:30 WILK I BARAN (po góralsku) - 1926 rok Hej! Pon Bóg na pocątku dawał zwierzętom talenty, kużdymu osobny, aby się mogły wyżywić. Wilkowi powiada: - Bedzies oroł. - No, a potem już bedem jod'? - pyto wilk. O, ni! Potem zasiejes. I już bedem jod? O ni! Potem bedzies żeł. I już bedem jod? " O ni! Potem zmłócis. I tak opedzioł mu Pan Bóg syćkie roboty około chleba, a wilk zawsze pyto: "cy juz bedem jod"? To za duzo wilkowi sie zdało i pyto o coś łotwijszego. - No, -tak mu Pan Bóg powiado - jes tam kobylsko na młace idź go zjedz. No i poseł wilk i kcioł sie kobyły chycić i jeś, a jak on do ni z przodka, to ona do nigo zębami, a jak keioł z zadu złapać, to ona do nigo zadniemi nogami. Poseł sie skarzyć, a Pan Bóg mówi: - Jak ino do ciebie z zębami, to i ty z zębami, - jak ona zadem, to i ty zadem. Posed wilk jesce raz ku ty kobyle probować tak, jako mu Pan Bóg powiedział, ale jej nie móg rady dać, bo prasła go zadniemi kopytami i zabiła w zęby. - No, - mówi Pan Bóg - kiej rady dać nie mozes kobyle, jes tam baron na młace, idź go zjedz. Seł wilk ku baronowi juz wystrojony z zębami, ale baron w prośbę, coby go po kawałku nie jod. - Mój wilcosku, nie jedz mie tez po kawałku, bo mnie tez zjedz całego. Idź dalej do brzezka 5 zaprzyj sie do brzezka zadem, a ozedrzyj kufe, to ci wskocem cały. Wilk ozdar kufe i baron jak sie rozpędzi, jak wyrznie rogami, oglił wilka i ten lezoł na brzezku długo, Potem wilk wstał i mówił sobie: - Hm, cym go zjod, cym go nie zjod? Eh, musiołek go zjes, bo nacco nie rod sipiom. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 14:03 Sześć dni pracował Pan Bóg nad stworzeniem świata, a pracy miał wiele. Stworzył niebo, a na niebie słońce, księżyc i gwiazdy. Stworzył ziemię, a na ziemi drzewa, krzewy, kwiaty, zioła i trawy, stworzył wszelkie zwierzęta czworonożne, ptaki w powietrzu i ryby we wodzie. Stworzył na koniec człowieka, a siódmego dnia odpoczął. Przyglądał się szatan tej twórczej pracy bożej, zazdrościł Mu wszechmocy i chciał popróbować swej złej siły, aby dzieła boże uszkodzić, aby je na złe obrócić. Gdy Pan Bóg stworzył pszczołę, aby ludzie miód mieli, aby woskowe świece gorzały po świątyniach, djabeł przyglądał się tej pracy i powiedział. - Ja też to potrafię! - To stwórz pszczołę - rzekł Pan Bóg. Djabeł wziął się do roboty i zrobił - osę, która kłuje boleśnie a nie przynosi ludziom pożytku. Gdy Pan Bóg stwarzał owcę, djabeł patrzył i patrzył pilnie i rzekł: . - Ja też to potrafię. - To stwórz owcę - rzekł Pan Bóg. Wziął się djabeł zaraz do roboty, lepił z gliny, toczył, gładził i zrobił - kozę. Chwycił ją za ogon i podniósł do góry, aby Panu Bogu dzieło swoje pokazać. Koza miała ogon słabo przyprawiony, więc się urwał, a koza bęc o ziemię. Odtąd też ma koza krótki ogonek, bo jej nie może odróść do tej pory. Osę i kozę nazywają ludzie stworzeniami diabelskimi. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 14:07 Nietoperz Szatan zły, przewrotny, pyszny, nie może znieść tego, że ludzie oddają cześć i chwałę Panu Bogu, a nie jemu, to też zawsze stara się przeszkodzić oddawaniu tej czci, stara się odwieść ludzi od pobożnych modłów, utrudnić je zmylić i cieszy się, jeżeli mu się chociaż w drobnej mierze udadzą te zabiegi. Gdy ludzie na dzień wielkanocny ustroili kościół, ubrali ołtarze, kwiatami ozdobili świece i obok ustawili wspaniały paschał, - tę największą świecę, którą tylko na święta wielkanocne zaświecają przed wielkim ołtarzem, - szatan nie posiadał się ze złości. Aby zmniejszyć przepych tej uroczystości, nasłał do kościoła mysz i kazał jej poniszczyć i pogryźć świece. Dużo szkody narobiła mysz, naciąwszy wiele wosku drobne mi ząbkami i poogryzawszy co najładniejsze świece; ale gdy chciała wziąć się do poświęcanego paschału, strąciła go z lichtarza. Rozległ się łoskot po kościele, zbiegła się służba, a spostrzegłszy mysz zabierającą się do ogryzania tej świecy olbrzymiej, byłaby ją schwyciła i ubiła. Ale szatan, nie chcąc stracić spólniczki swoich złych czynów, pożyczył jej skrzydeł i przy ich pomocy wyleciała przez otwarte okno, jak gacek. . W taki to sposób powstał gacek, czyli nietoperz, a skrzydła djabelskie przyrośnięte do myszy, służą jej dalej do jej nocnych wzlotów. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 15:02 Niedaleko wioski Ossa koło Spały nad Pilicą znajduje się pagórek, na którego szczycie wznosiła się skromna, murowana kapliczka. Przytuliła się do cienistych brzóz płaczących, jakby kryła się pokornie przed ludzkim wzrokiem. Omijali pobożni ludzie samotną kapliczkę na pustkowiu. Powiadali niektórzy, że w niej klęczy przed obrazem bosa niewiasta i pokutuje za grzechy swoje. Rzeźba to była, czy żywa osoba, nikt nie starał się badać. Gdy Pan Jezus chodził po Polsce wraz ze św. Piotrem i przechodził przez spalskie lasy, odwiedził i ową samotną kapliczkę na pustkowiu wśród płaczących brzóz. Gdy pokutnica zobaczyła Świętego Wędrowca, zawołała: Boże! Boże! - Czego pragnie serce twoje? zapytał się jej Pan Jezus. - Ratunku, wybawienia z mocy złych duchów i łaski Twej proszę. Wtedy Pan Jezus darował jej grzechy. Dziś ludzie zapominają już o tej kapliczce w której fantazja naszych dziadów kazała zamieszkać Łasce i Przebaczeniu...Pamiętają natomiast o karze. Do tej samej wioski przyszedł raz na wesele Pan Jezus ze św. Piotrem. Obaj przebrani za żebraków. Weselnicy nie tylko nie dali im jałmużny, ale jeszcze potrącali św. Piotra i naigrawali się z jego łachmanów i pokornie schylonej głowy. Wtedy Pan Jezus zawołał: Tacy wy chrześcijanie!? O pijatyce i tańcach pamiętacie, a biednych odpychacie? W tej chwili cały dom napełniła światłość, jakby słońce z nieba zeszło i nad głową Boga zawisło. Zaledwie święci wędrowcy opuścili niegościnne progi, dom zapadł się. Do dziś dnia pokazują ludzie tej wioski bagno, które zalało dom bezbożnych weselników i widzą w niem ślad karzącej ręki Boga. Czy nie piękniejsza pierwsza legenda? Jeszcze ruin małej kapliczki we wsi Ossa nie porosła trawa, a już ginąć zaczyna wśród ludu piękna wieść o Miłosiernym Chrystusie, co po Polsce chodził... Notujmy podania i legendy, związane z przepięknemi kapliczkami polskiemi. Są to cenne dokumenty, czerpane z bogatych źródeł żarliwej wiary polskiego ludu. Pomagają nam one wyjaśnić nieprzebraną skarbnicę piękna ludowych kapliczek. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 15:05 Dzięcioł Dzięcioł żyje cicho i spokojnie w lasach, gajach i sadach, a ciekawy jest bardzo i radby wszystko wiedzieć, wszystko widzieć. Gdzie tylko zaleci, tam obejdzie i obejrzy drzewa, jedno za drugim, od korzenia aż do wierzchołka, dlatego zna je najlepiej ze wszystkich ptaków, a nawet On tylko jeden wie, gdzie rośnie taka trawa, która otwiera nawet najtrudniejsze zamki, ale tej tajemnicy nie chce zdradzić nikomu. A taka trawa cudowna przydałaby się niejednemu, szczególnie złodziejom, którzy też wzdychają na samą myśl, że mogliby ją posiadać. Kto chce zdobyć tę trawę, musi najpierw wyszukać gniazdo dzięcioła, następnie w tym czasie, kiedy będą w nim pisklęta, zabić kołkiem otwór do gniazda. Dzięcioły stare, powróciwszy do gniazda, będą się starały kuciem dzióbami wyrwać kołek, aby dzieci uratować od głodowej śmierci. Skoro im się to nie uda, lecą szukać cudownej trawy. Gdy ją znajdą, przynoszą w dzióbie i dotkną się kołka, który w tej chwili odskoczy a gniazdo otworzy się znowu. Wtedy dzięcioł upuści trawkę cudowną, bo mu już nie potrzebna, ale upuści ją w takie miejsce, aby jej nikt nie znalazł, bo nie chce zdradzić tajemnicy, jak wygląda owa trawa cudowna, by jej kto na złe nie użył. Wtedy, gdy dzięcioły polecą szukać owej trawki, trzeba pod gniazdem podesłać na ziemi chustkę czerwoną. Niezadługo powróci dzięcioł, przy pomocy przyniesionej trawki otworzy gniazdo kołkiem zatkane, a trawkę usiłuje zniszczyć. Zobaczywszy pod drzewem chustkę czerwoną, sądzi, że to jest żar palącego się ognia, upuści trawkę na chustkę, aby się spaliła. Należy zaraz podnieść ją i dobrze schować. Dotąd przecież nikt się nie przyznał, że posiada taką cudowną roślinę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 15:11 KUKUŁKA. Opowiadają ludzie o dziwnych rzeczach, jakie miały się dziać w dawnych, bardzo dawnych czasach. Bywały kiedyś takie chwile, że coś wtedy wypowiedział, to się stało zaraz. Gdybyś był powiedział w takiej chwili: "chcę mieć parę pięknych koni..." już rżały wesoło przy tobie wesołe rumaki. Zapragnąłbyś pięknego pałacu, otóż i pałac stanął na życzenie. Chciałbyś mieć worek pieniędzy, - i worek pełniutki złotych i srebrnych pieniędzy opierał się o twoje nogi. Gorzej było, gdy kto w gniewie, w złości, albo nawet z lekkomyślności wymówił złe życzenie dla siebie lub dla kogo, bo wtedy nieszczęście na poczekaniu spadło nieodwoalnie na człowieka. Takie chwile wesołe lub straszne w skutkach zdarzały się wtedy, gdy chóry aniołów i archaniołów w niebie przed tronem Stwórcy kończyły śpiewać pieśń jedną i zanuciły "Amen". Ponieważ jednak jest dużo ludzi złych i lekkomyślnych na świecie i ci swojemi złemi i głupiemi życzeniami sprowadzili wiele nieszczęść na ziemię, więc Pan Bóg odwołał moc tego słowa, śpiewanego przez chóry niebieskie po ukończeniu pieśni i teraz nie spełniają się już ani złe ani dobre życzenia wypowiadane w takiej chwili. Ale dawniej działy się podobno czasem straszne rzeczy. Widziałem skałę stojącą samotnie nad źródłem niedaleko wioski, O której to skale opowiadała mi staruszka, że to dziewczyna, idąca po wodę, została w kamień zamieniona. Jednego dnia poszły płoche dziewczęta do lasu i jedna przed drugą zaczęły się kryć za drzewami i zwodzić szukającą, aby się nie dać znaleźć. Gdy jednak to szukanie trwało już długo, wtedy z poza drzew odezwały się głosy: Kuku! Kuku! Niestety, stało się to właśnie w tej chwili, gdy chóry anielskie śpiewały w niebie: - Amen! Amen! I obydwie dziewczęta zamieniły się natychmiast w kukułki i do dnia dzisiejszego latają po lesie, wołając tylko: - Kuku! Kuku! Nadaremnie wyglądały matki powrotu swych córek z lasu. Już się ich niedoczekały. A gdy wyszły je szukać, spostrzegły tam przelatujące z drzewa na drzewo jakieś nieznane, szare ptaki, wołające: - Kuku! Kuku! O tem smutnem zdarzeniu opowiadają dotąd po wioskach naszych i śpiewają: Zakukała kukułeczka w życie; Już mnie mamusieńko nigdy nie ujrzycie!. Mamusieńka wyszła, rączki załamała: Oj gdzież ci się moja córeczka podziała.. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 16:30 Mysikrólik Gwarno było i wesoło, gdy Pan Bóg stworzył ptactwo w powietrzu. Od świtu do zmierzchu rozlega ty się po lasach, gajach, zaroślach śpiewy, gwizdy, ćwierkania,- nad stawami gęganie i kwakanie,w powietrzu cudne trele skowronka. Wszędzie pełno ruchu, latania, biegania, nawoływania się, że trudno to wszystko opowiedzieć i opisać. Ażeby był porządek, ład i skład w tem ludnem państwie ptasiem, żeby miał kto rządzić i żeby było kogo słuchać, trzeba było wybrać króla. Więc zebrało się ptactwo wszelakie i rada w radę, zaczęło się zastanawiać, kto ma być królem. Jedni chcieli mieć królem tego, co był największy, - inni tego, co jest naj mocniejszy; inni znowu zalecali tego, co najpiękniej śpiewa, - to znowu tego, co ma najpiękniejsze piórka... Wreszcie po długich naradach i sporach stanęło na tem, że ten będzie królem, kto najwyżej wzbije się pod niebiosa, kto najwyżej wzleci. Gdy już tak postanowiono, zaczęło się ptactwo przygotowywać do tych wyścigów i niejeden marzył o tern, aby osiągnąć berło królewskie. Nawet najmniejszy z ptaków, maleńki strzyżyk, nie większy jak wole oko, pomyślał, że przecież i on ma prawo ubiegać się o tę najwyższą godność między ptactwem i postanowił zdobyć ją, jeżeli nie siłą, to podstępem. Skoro więc miały się już rozpocząć wzloty, strzyżyk ukrył się pod skrzydłem orłem, tam się wygodnie uczepił i w tem ukryciu, bez wytężenia sił, wzniósł się razem z orłem wysoko, wysoko, najwyżej ze wszystkich ptaków. Orzeł zwyciężył w tych wyścigach wszystkie ptaki, bo wszystkie pozostały niżej, znacznie niżej. Widząc to i wyczerpawszy w Wyścigach siły swoje, zakreślił jeszcze orzeł kilka kół na wyżynach, aby wszystkie ptaki widziały dobrze, że nikomu nie udało się wznieść wyżej, zaczął się powoli opuszczać ku dołowi. Wtedy stała się rzecz niesłychana! Oto mały strzyżyk opuścił swoją kryjówkę pod skrzydłem orlem i z wesołem ćwierkaniem wzleciał w górę; a że miał świeże siły, wzniósł się wyżej jeszcze, aniżeli to orzeł potrafił. W pierwszej chwili zdumiało się ptactwo, ale wnet spostrzegło podstęp. Powstała wrzawa straszna i oburzenie na myśl że na tronie królewskim mogła zasiąść najmniejsza, najsłabsza ptaszyna. Więc w pogoń za strzyżykiem, aby go ukarać za oczywiste drwiny ze wszystkich. Strzyżyk w nogi. A ścigany na wszystkie strony, zaledwie z życiem doleciał na ziemię i trafił szczęśliwie na mysią dziurę, w której się ukrył przed pogonią. Ptactwo przyznało panowanie orłowi i ten jest odtąd królem ptaków, a strzyżyka przez drwiny nazwano mysim królikiem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 16:34 Wróble Zawsze kłócą się ze sobą, a często biją zawzięcie małe, szare wróble, których wszędzie jest pełno, na drodze, na ulicy, na podwórzu, w polu i w sadzie. Na wsi koło chat kręcą się i wyjadają drobiu rzucone ziarno. W stodole młócą zboże silne mi dziobami nie pytając gospodarza o pozwolenie. Na polu, w ogrodzie wybierają zasiane nasienie z roli i z grządek, dojrzałą pszenicę wyłuskują z kłosów, objadają dojrzałe wiśnie i inne owoce. Wszędzie wyrządzają wielkie szkody, bo ich jest dużo i jedzą wiele. Gromadnie lecą za żerem, a usiadłszy na kopie zboża w polu, natychmiast biorą ją w posiadanie i dzielą między siebie, ćwierkając: - Mnie ćwierć! Tobie ćwierć! Tak są wścibskie i śmiałe, że wnet wyjadłyby człowiekowi pokarm nawet z łyżki, gdyby się tak mnożyły bez końca. Ale nieszczęściem dla nich, należą one wszystkie do czarta i raz w roku, w jesieni, gdy są najtłuściejsze, zabiera on je na ucztę do piekła. Dnia 28 października, w dzień świętego Szymona Judy, w ciemną noc, nieraz wśród ulewnego deszczu, wśród wichrów i grzmotu spędzają czarci wróble do lasu i tam je obliczają, mierząc ćwiercią. Co ćwierć nasypie djabeł z czubem wróblami, to ją zestrychuje. Te, co przy strychowaniu spadną, mogą lecieć w świat, a te, co pozostały w ćwierci, zsypuje djabeł do piekła. Tak przemierza diabeł wszystkie wróble, co do jednego. To też dnia 28 października nie widać wróbli nigdzie, a powracają dopiero 1 listopada, ale już w bardzo małej liczbie. Tak dzieje się dlatego i dziać się będzie do końca świata, bo wróble przyniosły gwoździe do ukrzyżowania Chrystusa. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 16:55 Legenda o Sławikowym dzwonie Było to bardzo, bardzo dawno. Przy szlaku, prowadzącym przez bory i lasy z Raciborza do Opola, tuż nad Odrą rozsiadła się gwarna i ludna osada Sławików, otoczona dookoła wysokim wałem, porośniętym chwastami i chrustem. Poza wałem szumiały potężne i odwieczne dęby, trzepotały liśćmi gęstwy krzaków i traw, wśród których przemykał się od czasu do czasu dziki zwierz. W pośrodku osady stał piękny kościółek z wysoką drewnianą wieżą, wewnątrz której zawieszono duży dzwon. Dzwon ten zwoływał naszych praojców na modlitwę, w czasach pokoju głosił szczęście i radość a niekiedy bił na trwogę. Wśród ciszy przerywanej poszumem borów, żyli w osadzie nasi przodkowie długie lata szczęśliwie, chwaląc Boga i pracując wytrwale. Aż tu pewnej nocy, załopotały w borze skrzydła zbudzonego ptactwa, rozległy się głosy wystraszonego zwierza, zatętniały od Raciborza kopyta końskie i wzbił się pod niebo jakiś straszny, nieludzki wrzask i krzyk. Mieszkańcy osady po trudach całodziennych zasnęli snem kamiennem i nie słyszeli piekielnej wrzawy, zwiastującej jakieś nieszczęście. Czuwał tylko stary Pszemka w swej chacie, stojący tuż obok wieży kościelnej, albowiem ofiarował się być stróżem kościoła i dzwonu. Usłyszawszy niesamowite wrzaski w borach otaczających osadę, zbudził żonę swą Dobrochnę i synka siedmioletniego Sławka a otuliwszy ich w opończe opuścił wraz chatę dążąc do wieży kościelnej. Ukrywszy ich tutaj w komórce ciasnej znajdującej się wysoko pod stropem wieży, sam zeszedł niżej, aby za po- mocą dzwonu budzić mieszkańców. I za chwilę rozległ się ponuro i jękliwie głos dzwonu, bijącego na trwogę. l cóż, było już za późno. Wrzaski i wycia rozległy się już w osadzie, a były takie przeraźliwe, że głuszyły jęk dzwonu. Stary Pszemka przywoławszy żonę, kazał jej dzwonić dalej, sam zaś zeszedł na dół, chcąc się przekonać co to za źli ludzie napadli na osadę. Ledwo wychylił się z wieży, a tu przed oczyma stanęły mu jakieś dzikie twarze, których jeszcze w życiu nie widział. Już chciał się cofnąć, ale w tej chwili poczuł straszny ból w piersiach, w oczach mu pociemniało, zachwiał się i runął nieżywy na ziemię. Gdy wrzaski i krzyki, nie ustawały, Dobrochna nie mogąc się doczekać powrotu męża, przestała dzwonić i zeszła na dół aby go odszukać. Wychodząc z wieży podzieliła los męża. Przeszyta chmarą strzał, legła trupem obok męża. W tym czasie mały Sławek, dygocąc ze strachu, klęczał w komórce ze złożonemi rączynami i modlił się gorąco, a łzy grube rzęsiste spływały mu po twarzyczce i podały na czarną podłogę komórki. Skoro dzwon przestał 'bić na trwogę, do uszu Sławka dobiegł płacz dzieci, jęki mieszkańców osady i znów przeraźliwe wrzaski - równocześnie w komórce zrobiło się jasno jak w dzień. To napastnicy podpalili osadę. Za chwilę ogień ogarnął i kościółek. Przestraszony Sławek wydostał się z komórki zbiegł po schodkach na dół przemknął się chyłkiem do pobliskich krzaków skąd później przedarł się do lasu i tu ukrył się w gąszczu. Nad ranem gdy już wrzawa dawno ucichła, ruszył Stawko z powrotem do osady. Pierwsze kroki skierował ku wieży kościelnej, która cudem ocalała. Już z dala zobaczył, że matula jego leży pod wieżą jakby spała. Zbliżył się cichutko zajrzał w twarz i lekko jej dotknął, ale była zimna jak lód. Coś chłopca ścisnęło za serce, stanęły mu łzy w oczętach, a z piersi wyrwał się głos: - Mamo, matulu kochana, mateńko! A tu cisza. Matula spała. Nie podniosła oczu, nie przytuliła do piersi Sławka. l znów powtarza. Matuś. Matulku moja! Obudź się, wstań! - całował zimną twarz i ręce ale matka się nie obudziła. Rozpłakał się serdecznie chłopczyna, zrozumiał że matuś go odeszła, łezki sieroce kapały z ocząt jak grad i nie wiedział co czynić. W tem nagle na wieży odezwał się głos dzwonu, smętny, drżący, żałosny. Stawko pobiegł na wieżę myśląc, że to jego tatula tam dzwoni ale jakże się dziwił gdy zobaczył że ojca tam nie ma a dzwon chybotał się sam. Wystraszony jeszcze więcej wybiegł z wieży i puścił się pędem z osady. Lecz osada leżała w gruzach a po mieszkańcach ani śladu nie pozostało, gdzieś znikli, przepadli. Nie wiedział biedny, że najeźdźcy uprowadzili wszystkich ze sobą. Nie pomogły nawoływania nikt się nie odezwał. Głodny i zmęczony powrócił do matuli, a ucałowawszy skroń i ręce, nakrył ciało martwe gałązkami zielonemi, potem uklęknął i wśród serdecznego płaczu odmówił paciorek za ukochaną matulę. W tej chwili głos dzwonu umilkł. Sierota pożegnawszy jeszcze zgliszcza osady, ruszył na tułaczkę w lasy do innych osad. Widziano go zamyślonego zawsze, z rączynami złożonemi jakby do modlitwy i w Łęgu i w Grzegorzowicach i Łanach i w Turzy. Chodził od osady do osady, mając nadzieje odnalezienia ukochanego tatula. Wreszcie słuch o nich zaginął. Od tego czasu upłynęło dużo wody w Odrze, Sławików znów się zaludnił. Spalony kościółek odbudowano i gdy po raz pierwszy miała się odbyć w odbudowanym kościele msza św. udano się na wieżę aby głosem dzwonu zwołać lud na modlitwę. Jakież było zdziwienie mieszkańców osady, gdy po rozkołysaniu dzwonu tenże żadnego dźwięku nie wydał. Wszelkie próby na nic się zdały, dzwon pozostał martwym. Zabobonni ludziska, różne dziwy zaczęli opowiadać sobie o "zaczarowanym dzwonie" a każdy kto przechodził obok wieży żegnał się ze strachem. Aż pewnego wieczoru pod wieżę przywlókł się wynędzniały Sławko, usiadł pod ścianą, zapłakał rzewnie i skarżył się żałośnie, na smutną dolę sieroty. Usłyszał to dzwon martwy - serce jego ożywiło się nagle, - zachybotał gwałtownie i oto rozległ się w ciszy wieczornej jego głos dźwięczny. Zdziwiony Sławek spojrzał do góry - długi czas słuchał - twarzyczka mu się rozjaśniła, łezki ostatnie obeschły, bo tam wysoko ponad dzwonem zobaczył ukochaną matulę. A dzwon z tonów żałosnych przeszedł w kaskadę przecudnych dźwięków, które szły na bory i lasy i wzbijały się hen, hen pod obłoki aż do stóp Stwórcy, jakby głosiły o niebywałem zdarzeniu. Lud osady zbiegł się pod wieżę, chcąc się przekonać jaka to moc poruszyła dzwon. Ale nic nie znaleźli tylko... martwe ciało Sławka sieroty. Jemu to dzwon grał ostatnią pieśń, Ludziska wystraszeni uklękli przy zwłokach Sławka - a gdy ukończyli modlitwę za umarłych... nagle dzwon zamilkł i nikt go rozkołysać nie mógł. Na trzeci dzień gdy w białej trumience wieziono Stawka na mogiłki, jeszcze raz serce dzwonu rozkołysało się, a gdy trumienkę spuszczano do grobu, dzwon wydał ostatni żałosny dźwięk i pękł na trzy części. Ludzie co słyszeli ostatni jęk dzwonu, ze strachem znaczyli piersi raz wraz znakiem krzyża świętego, a kobiety wybladłe szeptały "wieczne odpoczywanie". W paręset lat później kościół wraz z wieżą przeniesiony został do Zabełkowa, ale już bez dzwonu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 17:08 Stara Lipa Jestem już stara, bardzo stara, mam już przeszło 500 lat i dni mego żywota są policzone. Pierwsza silniejsza burza złamie mnie lub wyrwie z korzeniami. Ale mam ciężkie grzechy na sumieniu. Otóż przed śmiercią chcę się wyspowiadać, chcę opowiedzieć o sobie to, czego nikt nie przypuszcza. Wysłuchaj mnie, wysłuchaj i rozgrzesz, bo to jest prośba staruszki, stojącej nad grobem. Inaczej nie mogłabym spokojnie umrzeć. Wiesz przecie, jakim szacunkiem otaczają mnie wszyscy w tej wsi. Jak często powtarzają: "nasza piękna lipa", nasza kochana staruszka", "nasza babcia". Tymczasem... gdyby mnie znali za młodu!... Żywcem spalić by mnie kazali. Mam na sumieniu nie kilka, ale kilkanaście śmierci. Jestem bratobójczynią!...Nie ukryję niczego i opowiem, jak było. Nie wiem, jakim sposobem znalazłam się w ziemi; nigdy nie znałam rodziców, ale jestem pewna, że nie opiekowaliby się mną troskliwiej, niż rodzice przybrani ziemia i słońce. Ziemia dostarczała mi jak najlepszych napojów, doskonale przyprawionych a słońce obdarzało mnie hojnie ciepłem i światłem. Dzięki im rosłam i rozwijałam się szybko. Korzenie zagłębiały się w dół coraz bardziej, rozgałęziały się i wypijały chciwie soki, a łodyżka wyciągała ramiona do góry i wszystkie listki swoje obracała ku słońcu. Czułam, jak z dniem każdym sił mi przybywało, jak rozrastałam się i jak wypiękniałam. Nie byłam jednak sama. Miałam liczne rodzeństwo, a i w sąsiedztwie naszem rosły inne drzewka: brzozy, osina i parę świerków. Ziemia jest tak dobrą matką dla wszystkich, że rada była każdego przygarnąć i nakarmić. Ale ja miałam przekonanie, że muszę stanowić wyjątek, - muszę mieć wszystkiego najwięcej. Marzeniem mojem było zostać sama. I otóż razu jednego powzięłam zbrodniczą myśl wypowiedzieć walkę wszystkim drzewom wokoło. Postanowiłam zagarnąć najlepsze kawałki gruntu, zabrać najpożyteczniejsze soki z ziemi i najczyściejszą wodę ze strumyków. Używałam do tego różnych wykrętów, korzystałam ze słabości moich sąsiadek i wszystko obracałam na swoją korzyść. Postanowiłam za jaką bądź cenę być najpiękniejszem drzewem. Nieraz spragnione towarzyszki wyciągały ku mnie swe suche korzenie i błagały o kropelkę wody. Ale ja brutalnie odpychałam wszystkich, ktokolwiek stał mi na drodze. I otóż razu jednego powzięłam zbrodniczą myśl wypowiedzieć walkę wszystkim drzewom wokoło. Postanowiłam zagarnąć najlepsze kawałki gruntu, zabrać najpożyteczniejsze soki z ziemi i najczyściejszą wodę ze strumyków. Używałam do tego różnych wykrętów, korzystałam ze słabości moich sąsiadek i wszystko obracałam na swoją korzyść. Postanowiłam za jaką bądź cenę być najpiękniejszem drzewem. Nieraz sprag- nione towarzyszki wyciągały ku mnie swe suche korzenie i błagały o kropelkę wody. Ale ja brutalnie odpychałam wszystkich, ktokolwiek stał mi na drodze. Chciwość moja do tego doszła, że i o światło słoneczne byłam zazdrosna. Pamiętam... ach, niestety, pamiętam... Jak młodsze rodzeństwo tuliło się do mnie, wołając: - Siostro, ulituj się, choć jeden promyk słońca udziel nam biednym. Patrz!... wynędzniale stoimy tu przy tobie, gdy ty w zbytkach opływasz. Rozchyl, siostro, swe gałązki... niech choć raz jeden słońce zajrzy do nas... Byłam głucha na te jęki. Z dniem każdym walka była łatwiejsza, gdyż siły moich towarzyszek malały i drzewka jedno po drugiem usychały. Wkrótce zapanowałam na dużym obszarze ziemi. Nie mi nie stało na przeszkodzie. A do mego stołu przybyło nowe danie - przegniłe korzenie i szczątki moich towarzyszek. Tak ziściły się moje marzenia: byłam piękna, silna i można. Minęło lat kilkanaście. Pień mój zgrubiał i uniósł się wysoko, a konary rozłożyły się i utworzyły dużą, cieniste! altanę. Wszyscy w okolicy podziwiali moją urodę, mój wzrost, kształt mojej korony, barwę liści, zapach kwiatów. Kto tylko miał czas, stawał przy mnie i podziwiał. Nawet wrony, dla których nic niema godnego uwagi, nieraz zlatywały się i zachwycały mojemi wdziękami. - Stanowczo ta lipa jest naj piękniejszem drzewem w naszej okolicy - powiada jedna. - Dlaczego nie ma być piękną, skoro jest sama; uśmierciła wszystkie drzewa dokoła, więc ma się czem żywić - dodała druga. - I slusznie - odzywa się trzecia- najlepiej jest temu na świecie, kto tylko o sobie myśli, takie jest moje zdanie. Ale niedługo byłam szczęśliwa. Z wiekiem przyszło opamiętanie. Obejrzałam się poza siebie i dojrzałam pustki. Byłam zupełnie osamotniona. Ani jednej siostry, ani jednej towarzyszki nie mam przy sobie. Strach mnie ogarnął. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 17:40 Święty Franciszek i wilki Zabłysnął prześliczny poranek majowy. Błękitne niebo zawisło nad ziemią, ciepłe i jasne słoneczko przeglądało się w kroplach rosy i malowało je kolorami tęczy, kwiaty rozlicznemi barwami zdobiły łąki i miłą wonią zapełniły powietrze, ptactwo kwiliło, ćwierkało, śpiewało i las szumiał pieśń poranną, poważny hymn na cześć Stwórcy słał pod niebios sklepienie. Ścieżyną przez bór kroczył św. Franciszek boso, w lichej szacie pustelniczej przepasanej białym sznurem, bez okrycia na głowie,-szedł i wsłuchiwał się pobożnem sercem w śpiewy ptactwa, w poszum lasu, w to gwarne życie drzew i ptasząt, a myśl Jego biegła do Pana nad Pany, myśl pokorniutka a pełna chwały. - Boże, jakiś Ty wielki, żeś tak wspaniały świat stworzył! Jakże piękne są te kwiaty, te drzewa, te ptaki, te dzieła rąk Twoich przenajświętrzych, te umiłowane dzieci Twoje! Boże, jakiś Ty dobry, że pozwalasz je oglądać nędznemu człowiekowi, pozwolisz je podziwiać, pozwolisz się uwielbiać w dziełach rak swoich! Boże, jakiś Ty miłosierny, że wszystkie te twory żywisz i odziewasz! Tak się modlił święty w duszy Swojej i cieszył się wszystkiem, co widział dookoła, wszystkiem, co słyszał. Idzie tak zachwycony, gdy w tem nagle doleciał go z boku krzyk przeraźliwy, krzyk dziecięcy: - Boże rątuj! Spojrzał Święty Franciszek w bok, skąd go głos doszedł i zobaczył, iż dwa wilki zabiegły drogę dziewczynce i już ją miały zagryźć i rozszarpać. Zobaczył, jak mała z przerażeniem w oczach, mając ręce złożone jak do modlitwy, wołała do Boga o ratunek. W jednej chwili skoczył Swięty między wilki, zarzucił na nie Swój pasek sznurowy i krzyknął: - Stać! I wilki posłuszne Świętemu stanęły, jak wryte, a dziewczynka padła na kolana, zaszlochała i z wielkiej radości i wdzięcznośc:i zdołała tylko wyszeptać: - Boże, dzięki Ci za ratunek. Podniósł Święty szlochające dziecię z ziemi, a drżące jeszcze z przerażenia, pogłaskał jasną głowinę i zapytał serdecznym głosem: - Co tu robisz dziecko? Wtedy dziewczyna przerywanym głosem opowiędziała, że matusia wysłała ją ze śniadaniem do ojca, który pracuje w pobliskim kamieniołomie, że w czasie gdy ojciec jadł śniadanie, usiadłszy pod skałą, stoczył się kamień wielki i spadł mu na nogi. Ojciec krzyknął, ale dźwignąć nie mógł kamienia, zawołał tylko: - Biegnij do wsi po ludzi, aby mię uratowali! - Pobiegłam, co mi tchu starczyłomówiła dalej mała - aż tu dwa wilki zastąpiły mi drogę i warcząc, wyszczerzyły zęby, aby mnie pożreć. A tam mój ojciec jęczy pod skałą i czeka pomocy! - Poprowadź mię do ojca - zawołał Święty - pewnie to nie daleko więc mu zaraz pomożemy. Zerwało się. dziecko i pobiegło przo-dem, za niem Swięty Franciszek z wikami na pasku, które jak psy domowe poszły za Nim. W pobliżu pod skałą leżał kamieniarz, ą ciężka skała leżała mu na nogach. Święty zarzucił na kamień drugi koniec sznura i kazał wilkom ciągnąć. Szarpnęły wilki posłuszne, sznur wyprężył się i po chwili, powoli zesunął się kamień z nóg nieszczęśliwego. Ale biedak nie mógł powstać, bo skała pogruchotała mu nogi. Jęczał ,tylko i biadał. - Cóż ja teraz pocznę nieszczęśliwy? Nie potrafię na chleb zapracować, kaleka! Biedna żona i dzieci pomrą z głodu! Jezu, Jezu, zmiłuj się nad nami! Święty Franciszek zrozumiał nieszczęście biedaka, wiedział, że tylko Pan Bóg może tu zesłać ratunek, upadł więc na kolana, wzniósł ręce do góry, a wzrok skierował ku niebu i modlił sie. - Boże wiekuisty, Panie nad Pany, Boże miłosierny, Boże wszechmogący, objaw łaskę twoją, ulituj się nad tym biedakiem j wróć zdrowie jego nogom pogruchotanym! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 17:44 Jak Święty Franciszek oswoił dzikie turkawki Pewien młodzieniec nachwytał raz wiele turkawek. Kiedy niósł je na sprzedaż, spotkał go święty Franciszek, który miał zawsze litość szczególną dla stworzeń łagodnych i który patrząc okiem miłosiernem na te turkawki, rzekł do młodzieńca: ,,O dobry młodzieńcze, proszę cię, daj mi je aby ptaki tak łagodne, które Pismo przyrównywa duszom czystym, pokornym i wiernym, nie dostały się w ręce okrutników, którzy je zabiją'" Ów, natchniony od Boga, natychmiast dał wszystkie świętemu Franciszkowi i ten zasię przygarnąwszy je do łona, jął słodko do nich przemawiać: ,,O siostrzyczki moje, turkawki proste, niewinne i czyste, czemu się chwytać dajecie? Ocalę was od śmierci i zbuduję wam gniazda, byście płodziły się i rozmnażały wedle przykazań Stwórcy naszego". I poszedł święty Franciszek i budował im gniazda. One zaś korzystając z nich, jęły płodzić i nieść się w obliczu braci. I tak się obłaskawiły i oswoiły z świętym Franciszkiem i innymi braćmi, jak gdyby to były kury zawsze przez nich żywione. I nie odlatywały nigdy, póki im święty Franciszek błogosławieństwem odlecieć nie pozwolił. A młodzieńcowi, który mu je darował, rzekł święty Franciszek: Synu mój, będziesz jeszcze bratem w tym Zakonie i służyć będziesz wdzięcznie Jezusowi Chrystusowi" . I tak się stało, bowiem młodzian ów został bratem i żył w Zakonie w świętości wielkiej. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.12.14, 22:32 Całą moją urodę, całą siłę i potęgę oddałabym teraz za jedno przyjazne spojrzenie. Ale dokoła była pustka. A nawet te małe krzaki, które stały z dala, pogardzały mną i z oburzeniem odwracały się ode mnie. Czasem z rozpaczy w szał wpadałam: obrywałam liście, łamałam gałęzie, nadstawiałam konary i wołałam do piorunów: "Zabijcie mnie"! Ale szał mijał i ja dalej to ciężkie życie dźwigać musiałam. I znowu przed oczami mymi stawały te biedne drzewka, które tak umierać nie chciały... Ach, uciec z tego cmentarzyska! O ileż śmierć jest lepsza od takiego życia! Korzenie jednak tak mocno mnie przykuły do ziemi, a w zdrowym pniu tyle jeszcze życia miałam, że prędko skończyć nie mogłam. Przyszła raz wiosna piękna, słoneczna, promienna; hojnie obdzieliła wszystkich i we mnie siły ożywcze wlała. Obudziłam się ze snu zimowego i czułam, że inne życie wstępuje we mnie. Nagle obudziło się we mnie dziwne postanowienie: oddać siebie na użytek innym. Natychmiast myśl tę w czyn wprowadziłam. Zaroiło się koło mnie. Zewsząd ściągnęły do mnie roje owadów jedne składały jajeczka na moich liściach i korzeniach, inne wypijały z nich soki, a pszczoły i osy całym rojem unosiły się na kwiatach i miód z nich wybierały. A ileż to ptaków znalazło schronienie na moich gałęziach!... wilgi, sikory, dzięcioły, szczygły...Tysiące liszek różnego rodzaju zaczęło obgryzać moje Liście, a młode korzonki służyły za pokarm dla pędraków i glist. Niektóre stworzenia tak się do mnie przywiązały, że nawet zaczęły stroić się w moje barwy i całymi dniami ze mną przebywały. Pomiędzy niemi był motyl - nastrosz, który miał przednie skrzydła jasno-zielone, jak moje listki, a tylne miały kolor mego kwiatu. To był mój ulubieniec. Cały dzień siedział przytulony do mnie i tylko w nocy odlatywał. Miał też dzieci cudnej piękności - liszki w prążki czerwone i żółte z niebieskim rogiem na końcu ciała. Wykarmiłam je własnymi liśćmi. l ludzie też garnęli się do mnie. W cieniu moich gałęzi bawiły się dzieci, wypoczywali strudzeni pracą, zbierali się na naradę starzy, tańczyli młodzi.. Oddawałam też im chętnie mój kwiat, bo wiedziałam, że leczy ich od zaziębienia. I czułam, że z dniem każdym jestem potrzebniejsza na świecie. Ale jednocześnie z każdą chwilą byłam coraz brzydsza: liście miałam podziurawione, gałęzie poobłamywane lub zeschnięte, pień popękany, jednak to wcale mnie nie martwiło. Nie miałam czasu myśleć o sobie. Nie uważałam, czy jestem ładna, czy brzydka, czy mi jest ciepło, czy zimno, smutno, czy wesoło. Myśli moje były skierowane ku tym, których karmiłam, chroniłam i przygarniałam, w tern znalazłam ukojenie. Jestem dziś stokroć szczęśliwsza, niż nią byłam za czasów mojej młodości. Teraz, gdy zbliża się już koniec mego żywota, robię rachunek sumienia i widzę, że tych moich czynów jest jeszcze za mało, ażeby odkupić dawne grzechy. Dlatego do ciebie zwracam się. Posłuchaj, o co cię proszę!...Dopomóż wielkiej grzesznicy i czego za życia zrobić nie mogłam, ty dopełnij po mojej śmierci. Drzewo moje zetnij i oddaj stolarzowi, niech porobi stoły, ławki, tablice, szufle; drzewo mam białe i miękkie, więc mu się przydam, nie będzie miał ze mną dużo kłopotu. Łyko moje niech kto zabierze - będzie miał z niego rogoże, kobiałki, liny, przetaki i wiele innych rzeczy. Cienkie gałązki użyje na opał. Jak widzisz, oddaję wszystko, com w ciągu życia zebrała. Powiedz szczerze, czy to wystarczy na złagodzenie win moich? Czy będą mogli ludzie powiedzieć o mnie, że byłam pożyteczną na świecie?... Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.12.14, 13:10 Prawy i pobożny rycerz Jerzy z Kapadocji, zatrzymał konia przed gospodą zwaną "Rajem strudzonego" i ze zdziwieniem spojrzał po panującem na ulicy zbiegowisku. Dzień nie był targowy ni świąteczny, wszakże tłumy ludzi dążyły spiesznie w stronę rynku. Gruby i gadatliwy gospodarz "Raju" Domicellus, zapytany o przyczynę, podniósł w górę obie dłonie: -Nieszczęście! - krzyknął - królewna los wyciągnęła! jedynaczka! Czterech książąt już zjeżdżało w swaty... i z darami ! A ot, co...! los... Stąd taka wrzawa na grodzie... - Ni słowa nie rozumiem z tego, co mi prawisz... jaki los? - Możliweż byście nie wiedzieli panie, o bestji piekielnej, przekleństwie Sylemy? - Nie słyszałem. - Z daleka chyba jedziecie, boć już po całym świecie o tern głośno.. - Z daleka jadę istotnie. Powiadajże w czem rzecz, czasu na próżne gadanie nie tracac. Odpiął podpinkę z zeschłego rzemienia i zdjął z głowy ciężki hełm. - Jużci w dwóch słowach się nie da... Uroczysko tu jest niedaleko, gdzie z dawien dawna demony pogańskie się kryły. Powiadają, że w pustyni Libijskiej tyle ich nie najdziesz, wiela tutaj było. Miejsce sobie ulubione obrały. Z tej racji nikt chwili spokojnej nie był. W biały dzień praczka, żona Protusowa widziała sprośne- go koźlacza pod grodem! Nieczyste dziewki wiodły przy miesiącu swoje tańce i chłopców k sobie wabiły... Aż eremita jeden zbożny, którego zwano Fulgencjusz na kolanach się sunąc, granicę szataństwu zakreślił, kopczykami kamiennemi ją znacząc, a nad kopczykiem każdym zaklęcie krzyża czyniąc. Tak, w siedemdziesiąt dwa lata obszedł uroczysko i spokojnie zasnął w Panu. Pokój jego pamięci! Djabły pogańskie w ciasnym okręgu zawarte zdechły powoli, czy uszły? Zginęły. Wprzód przecież sztuką szatańską spłodziły bestję straszliwą, 3 stajań długą, do skończenia świata trwać mającą, która kraj nęka, a ludzi do połowy bodaj wytrzebiła... - Jakże nie chroni od niej granica pobożnego eremity? - Chroni i owszem. Ludzie sami szli. Podchodziła potwora pod granicę, nęcąc kto jeno tamtędy przechodził, i szli... - Nie może to być! - Na św. Piotra w więzach, klnę się, że nie łżę, szlachetny rycerzu. Wiela zginęło! Najlepszych, naj świątobliwszych ! Poszedł cnotliwy biskup Makary z relikwiami egzorcyzmować potworę... Relikwie poniechał na kopcu, sam zasię ku bestji pobieżał... Rycerstwa wiela chodziło! Samotrzeć i kupą... Żaden nie zdzierżył... Mieczów zabyli i poszli. Podobnież uczeni Maxencjusz oraz Pelagjusz. Gadali, że się jeno z dala przyglądną okropie, by ją w księgach uczonych opisać, - a poszli! A innych! Nie zliczy! - Czemże maniła na Boga!? - Tego wam, szlachetny panie nie powiem, jako że nikt, ktoby owego Lewiatana, syna djabła i sprośnej nimfy pogańskiej obaczył, żyw nie uszedł. Nie ostoi się jej czarom nikt. I was by zmamiła. - Nie. - Tak samo gadali tamci, a jeno wiatr od bestji poczuli ku niej pobiegli. Czem wali, nie wiadomo, co zaś z niemi czyni łatwo pojąć, na kości bielejące zdaleka spojrzawszy. Wrzawa na ulicy rosła. -Miłościwy król-podjął gospodarz- społeczność w tak żałosnym stanie widząc, w układy z bestją wszedł...- Chrześcijańki pan! w układy? - Ha, trza podleźć, gdzie przeleźć nie lża. By ku granicy nie podchodziła, młódkę jedną szesnastolatkę w wieczyste czasy co roku dawać obiecał. Heroidy w kapturach przez trąby to ogłosiły i bestja przyszła. Mądrze zrobił miłościwy król i cały naród go chwali. Będzie dziś 15 lat, jako układ trwa. Dziewek i tak rodzi się niby czego dobrego, jedna na rok się traci - ani poznaku po tem niema w grodzie. Jeno, że dziś na królewnę padł los iść ku bestji na pożarcie. Chciał król córkę od prawa uchylić, ale Rada starszych nie przystała. I słusznie. Raczcie zdjąć zbroję i spocząć szlachetny rycerzu. - Czas na to odparł wędrowiec. - Kum Marko, któren na kastel chodził z innymi, już wraca - zawołał gospodarz i pobiegł. Rycerz włożył z powrotem ciężki hełm na młodą głowę i poszedł do konia uwiązanego przy słupie. Koń pod srebrnemi blachami był biały, jak śnieg. Wielkie mądre oczy przebłyskiwały przez wiziory w ostry grot opatrzonego naczółka. Rycerz podciągnął rozluźnione uprzednio popręgi. -Nie pora jeszcze spocząć, przyjacielu, mój. Przygoda nas czeka, przedziwna. Największa, jaka być może. Pójdziemy, Nie zawiedziesz mnie przyjacielu koniu. Nie chybnie się, giętka pęcina. Nie zmami nas bestja straszliwa... Czemże ona wabi? Czarem. Czar działa na tych jeno, co chcą zawczasu poddać się czarowi. Niewątpliwie wabi ona czemś, co skryte jest w duszy człowieczej. Wędkę zarzuca, zaś człowiek sam idzie niebacznie. Ty nie ulegniesz pokusie. Lepiej niż blachy chronić cię będzie uczciwa prostota zwierzęca. Bezgrzesznyś. Nie próbowałeś owocu z drzewa wiadomości złego. Bezpiecznyś przeciw urokom. Oby pozwolił mi Bóg, bodaj na ten dzieli jeden stać się podobnie prostym, niewinnym, spokojnym, nie dociekającym niczego... - Królewnę wiodą! -zabrzmiało. Podjął z piersi ryngraf miedziany z wizerunkiem Zbawiciela i ucałował gorąco. Wskoczył w wysokie swe siodło, ujął w rękę kopję i niespuszczając przyłbicy wyjechał wolno z obejścia. Tłum objął go, oblał falą. Wszystkie głowy niosły się w stronę, skąd dochodził jękliwy wrzask surm. Po chwili ukazał się orszak. Od długich srebrnych trąb zwieszały się czarne opony. Z trębaczami szły płaczki, wyjąc i paznokciami drąc swoje oblicza aż krew ściekała na ich białe obleczenie. Za płaczkami wśród drużyny milczącego ponuro rycerstwa niesiono złotą lektykę. Sędziwi królestwo obejmowali w niej z płaczem ramionami jedynaczkę. Siwa głowa króla chwiała się z bólu. Tłum wznosił na jego cześć okrzyki, których nie słyszał, nieprzytomnemi oczami patrząc w swą córkę, cud wiosny. Stara królowa zawodziła na równi z płaczkami. Za lektyką paziowie nieśli pochodnie i wieńce asfodelowe, jako za pogrzebem. Obcy rycerz jechał stępa pośród tłumu, niezauważony przez nikogo. Szli długo. Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy ujrzano kopczyki kamienne, wzniesione niegdyś ofiarną dłonią eremity. Na ten widok płaczki podwoiły lament. Orszak stanął. Spłakane panny służebne podprowadziły królewnę do tajemnej zła granicy. Przestąpiła ją blada, jak giezło. Wędrowny rycerz piersiami konia rozepchnął tłum, wysunął się naprzód i przejechał za nią. W tłumie buchnęły okrzyki. - Ktoś jest?! - Gdzie idziesz?! Tam śmieć! - Nie zratujesz, a sam zginiesz! Zawracaj nięszczęsny co sił! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.02.16, 23:40 Floryan Szary Rumiane słońce nad Polską wstało Wielki pamiętny nastąpił dzień Miecz bohatera zajaśniał chwałą Roty krzyżackie pierzchły jak cień Pomszczone krzywdy i łzy sieroty I gwałt ołtarzów i ojców krew Wróg uciekł z pola z klątwą sromoty A za nim gonił zwycięzców śpiew W polu gdzie wrzała przed chwilą bitwa Gdzie grały strzały i broni szczęk Dziękczynna w niebo płynie modlitwa Z nią konających błagalny jęk Skończone modły, powstał król dzielny Młodzieniec z ducha choć starzec z lat Bo kto w dniu jednym jest nieśmiertelny Ten wiecznie młody jak Boży świat I król przebiegał skrwawione pole I bohaterską nachylał skroń Tkliwy na braci nędzę i bóle Wyciągał ku nim ojcowską dłoń Tam rycerz ducha nim odda Bogu Wspomina miły rodzinny dom I widzi młodą żonę na progu Więc srogi mu jest wyroków grom Pierś co przed chwilą nadzieją brzmiała Gdzie żywo serca uderzał dzwon Jak potrzaskana lutnia zmartwiała Żaden już w niej się nie ozwie ton Tam leżał we krwi wojownik stary Przeszyty srodze od pięciu strzał Imieniem Floryna tak zwany szary A wielką w boju sławę on miał Król nań spojrzawszy zżalił się srodze I rzecze: Bracie widzę twój ból Mów czego żądasz ja cię nagrodzę Jeżeli żyć będziesz bom ja twój król A on mu na to to mniej mię boli Niżli zły sąsiad, niżli mój wróg co niecnie szydzi z mojej niedoli Co domu mego najechał próg Nie dość że wydarł mi ojcowiznę Wiele mi innych przyczynił strat Zasiał niezgody straszną truciznę Odkąd zamieszkał wśród naszych chat W nasz ogród wśliznął się jak gadzina I rzucił zdrady na serca cień Brat nie poznaje brata, przeklina I ściąga gniewu Bożego dzień On zburzył szczęście cichego sioła W krwi naszych dzieci zaszczepił jad On wstyd poczciwy starł z niewiast czoła Wszędzie stóp jego czarny jest ślad Wyrwij mnie królu z mocy sąsiada Co wiarołomstwa i zbrodni znan Bo biada starej głowie mej biada Jeżeli żywot ocalę z ran Więc król mu na to Floryanie szary Za krew przelaną nagrodzi Bóg Bo kto Ojczyźnie dochowa wiary Przed tym drży piekło i pierzcha wróg Bądź dobrej myśli w potomne wieku Pamiętny będzie podjęty trud Bóg cię osłoni tarczą opieki I on podniesie zacny twój ród Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.02.16, 22:25 Obrona Trembowoli Rolnik znów sieje ziarno na niwie Gdy spracowane ociera czoło Z otuchą w sercu marzy o żniwie Marzy i nuci piosnkę wesołą Nad rzeczką dziewczę tam jasnowłose To uszczknie kwiatek, to w wodę wrzuci Ogra jak dziecię, rozplata kosę Marzy, że wkrótce miły jej wróci A tam znów rycerz zdjął zbroję twardą I do kochanki bierzy na gody Do góry głowę podnosi hardą Snać dumny z boju jedzie pan młody Ale rolniku, ale dziewczyno I ty rycerzu na białym koniu Wkrótce nadzieje wasze rozpłyną Jak mgły w porannej rosie na błoniu Ogień spustoszy chaty i role Dziewczę wezmą w jasyr Tatarzy A ty rycerzu młody sokole Położysz głowę za cześć ołtarzy Na szczycie góry, w Podolskiej ziemi Stoi Trembowola zamków królowa W krąg opasana baszty ciemnymi Stoi samotnie, smutna jak wdowa Z wałów daleko sięga źrenica U stóp zarośla, dzikie parowy A dalej bujnych łąk okolica Pod szmaragdowym lasem dąbrowy Lecz skoro groźny kometa krwawy Złowróżbną rózgę zawiesi w niebie W dymie w obłoku w gęstym kurzawy Duch piekieł lasy, pola zagrzebie Wódz Muzułmanów Ibraim Basza Tłumy pohańców ściagnął ze wschodu Hukiem dział wilków z lasów wystrasza Ludziom śmierć niesie ognia i głodu Liczne morderczych machin paszczęki Zioną płomieniem i w dzień i w nocy Ziemia wydaje grobowe jęki Lecz twierdza szydzi z szatańskiej mocy Stoi rycerskich wieków spuścizna Na straży dawnej narodu sławy Stara jak nasza matka Ojczyzna Każdy wiek na niej wyrył swe sprawy Legendy Polskie - 1862 Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.02.16, 14:33 -5- W komnacie zamku już świt poranny Złoci okienko gzymsy i mury I pada na twarz Najświętszej Panny Co mile z dzieckiem spogląda z góry Na łożu pani tam spoczywała Włosy jej czarne a twarz jej biała Suknia jej w fałdach na ziemię spadła Jak czoło pani jako śnieg biała A ona marzy i jak na jawie Widzi kochankę i oblubieńca Wielkość królowej w dziewy postawie I męstwo w hardej twarzy młodzieńca Wchodzą w podwoje wielkie kościoła Gdzie śpią rycerze jak na Wawelu Diadem gwiazd wieńcem bije z jej czoła A hymn ją głosów powitał wielu Świat był uczucia w królowej oku I twarz jej w rannym słońca promieniu Na wpół błyszczącą, na wpół w obłoku Lecz krzyż był czarny na jej ramieniu Ona u stopni ołtarza stoi Z nieśmiertelników nad nią był wieniec ALe zakuty w żelaznej zbroi Nie śmie postąpić ku niej młodzieniec Więc ona śnieżne wyciąga dłonie I kapłan stułę podnosi białą On się przybliżył a jego skronie Oczy królowej olśniły chwałą Sędziwy kapłan wiąże ich ręce Lecz stuła biała mieni się krwawą I jak w Golgoty ofiarnej męce Krzyż ma być odtąd rycerza sławą Nagle północna bije godzina Z pod stopy męża pierścień wężowy Rośnie i coraz wyżej się wspina I już dosięga serca i głowy Piękna królowa ręce załamie Patrzy z wyrzutem na twarz rycerza Jego bezsilne zwiesza się ramię Grobowym dzwonem jęknęła wieża Wąż się w tysiące wężów zamienia Nad grobowcami obłok zapada Świst rośnie, łuna sklep opłomienia Budzi się pani i woła: Zdrada! Zrywa się z łoża, przeciera oczy Biegnie do okna, patrzy i słucha Już wóz płomienny słońca się toczy A w koło cisza zaległa głucha Na wałach nie ma polskich rycerzy Więc przypomina sen i rozważa I do zbrojowni jak mara bieży Okrzyk jej "zdrada" echo powtarza Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.02.16, 15:48 -11- Rycerze wielbią moc niepojętą I pieśń w powietrzu dzwoni nad niemi Gdy kapłan czyni ofiarę świętą Witaj królowo nieba i ziemi A kiedy pędzel słońca złocisty Malował lasy, pola i góry Nagle jak gdyby świat duchów mglisty Liczny huf jeźdźców wypłynął z chmury Ale to nie są duchy ni cienie Ku wałom twierdzy na koniach lecą Słychać już tętent kopyt i rżenie W blasku zachodu proporce świecą To polskie orły lśnią i pogonie I piersi mężów jak stal ich twarde Silne i groźne jak piorun dłonie I jako baszty czoła ich harde Jak wódz rycerzy stanął u bramy A okrzyk z wałów radośny bije Pogromca pogan wódz niezwalczalny To król Jan III niech król nasz żyje Król najprzód wodza załogi woła Dzięki za twierdzy czyni obronę Ale Samuel patrzy do koła I milcząc wskaże ręką na żonę A kiedy król go ciekawie bada Co by znaczyła ta białogłowa On rzecz jak była mu opowiada W końcu do niego prawi te słowa Królu, mój Panie mój miłościwy Nie mnie a żonie cześć się należy Jej to hart serca gniew sprawiedliwy Ocalił sławę twoich rycerzy Król gładząc wąsa lekko się skłonił I rzekł w niewiasty patrząc się lice Dzięki, Bóg tarczą nas twą osłonił Pan wierną podniósł swą służebnicę Liść najcudniejszy ziemi wawrzynu Gdzie taka dzielna wzrosła niewiasta Więc na pamiątkę owego czynu Włożę na głowę koronę Piasta Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.04.16, 18:42 Na późniejsze kąpiele jest również moc wszelakich przepisów i odbywają się one zazwyczaj równie uroczyście, jak i pierwsza. Jeśli dziecko choruje, wówczas wystarczy wylać wodę po kąpieli na drogę pod przejeżdżający wóz, na przebiegającego psa, lub zgoła na próg domostwa sąsiada, a choroba ucieknie od dziecka i do tego się przyplącze, na czyje grunta lub na czyj ślad wylało się wodę z kąpieli. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.04.16, 18:46 Żmudny proces odstawiania dziecka od piersi ułatwia zbawiennie mało znany dzisiaj, a dawniej powszechnie używany zwyczaj. Matka strzykiwała pokarm w cztery kąty izby, by myszy pokarmu dostały, wówczas bowiem pokarm matki w myszy przechodził, a dziecko, rade-nierade, sięgać musiało w chwilach głodu za garnuszek. Odpowiedz Link
balzack Re: Legendy 07.03.17, 17:12 D la c z eg o bocian ma czarne pióra na skrzydłach. (Podanie kaszubskie). Było to bardzo dawno, kiedy ludzie nic o P an u B ogu nie w iedzieli, byli poganam i i tylko robili sobie bożków , których słuchali i do których się m odlili. Z a tych to czasów pogańskich służył chłop u jed n eg o bożka. B ożek się nazyw ał B ogdyn, a te n chłop nazyw ał się B ociek. B ożek B ogdyn p o zb ierał w dży w orek wszystkie robactw o, owady, żaby, żm ije, w ęże 'i jaszczurki i k azał Boćkow i w rzucić to do wody. Ale srogo zak azał m u zaglądać, co je s t w owym worku. Chłop przyrzekł, że w szystko spełni, co m u bożek k azał — wrzuci więc to, co je s t w w orku, do wody i wcześniej do w orka nie zajrzy. P oszedł. Czuje, że coś się tam ru sza — więc wzięła gociekaw ość zajrzeć, co to być może. Zaledw ie odw iązał w orek, — a tu robactw o prędko ro złazićsię zaczęło na w szystkie strony. P rzeląk ł się chłop okrutnie — zaczął prędko zbierać owe stw orzenia, ale im więcej ugan iał się za niem i, tern one prędzej uciekały. W żaden sposób nie m ógł sobie dać z niemi rady. Musiał wtedy wrócić do bożka i przyznać się do wszystkiego Bożek siedział przy ognisku i głownią ogień poprawiał. Gdy mu cłiłop opowiedział, co z workiem zrobił i że mu wszystkie gady pouciekały — bożek straszliwie się rozgniewał na niego, uderzył go osmoloną głownią i rzekł: — Jeśliś potrafił te gady i robactwo wypuścić, to teraz je zbieraj. I w tej chwili chłop zmienił się w bociana —- miał wszystkie pióra białe, tylko dolna część skrzydeł była czarna, właśnie w tem miejscu, gdzie go głownia dotknęła. Od tego czasu bocian przebywa w miejscowościach wilgotnych, obfitujących w bagna i łąki. Jest nadzwyczaj żarłoczny, zjada mnóstwo żab, wężów, żmij, jaszczurek, ślimaków, robaków Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:20 Czem jest wśród ptaków gołąbka biała, ($i. Czem wśród klejnotów perła z wód łona, & Tern jest wśród kwiatów lilia wspaniała, j „Lilia strojniejsza od Salamona." Jej bujająca lekka łodyga, Co jak powiewna łabędzia szyja, Nad wszystkie kwiaty w niebo się wzbija, Mlekiem nalany kielich jej dźwiga. Gołębia święte znamiona strzegą; On w arkę przyniósł gałąź oliwy; Stokroć nadziemski, stokroć szczęśliwy, Bo on jest godłem ducha świętego! Perły to jasne to są zapewnie Łzy nieszczęśliwych, które anieli W morzu, w muszlowych skrzynkach zamknęli Aby tam wolne od wstrząśnień lądu, W dowód tych cierpień błysnęły rzewnie. Lecz czemuż lilia zawsze u ludzi, Nad wszystkie kwiaty zebrane razem, Więcej mistycznych uniesień budzi? Czemu? bo ona nam świeci obrazem Tej, co jest matką Boga-Dzieciątka ; Marya za kwiat swój lilię obrała; W lilii nam błyszczy czysta i biała, Kształtów jej duszy droga pamiątka! Bo kiedy Maryę w ostatniej dobie, W której rozstała się z światem, Złożono w cichym i wonnym grobie, Wkrótce zniknęły jej zwłoki. . . . Duchy ją jasne w niebo uniosły! Lecz dno grobowca w łonie opoki Okryło się bujnym kwiatem Na miejsce zwłok tych lilie wyrosły! I odtąd lilii srebrzyste lica Okrywa świętej czci tajemnica Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:38 ogrodowej altany, wojewoda zdyszany Bieży w zamek z wściekłością i trwogą. -s Odchyliwszy zasłony, spojrzał w łoże [swej żony, 1 Pojrzał, zadrżał: nie znalazł nikogo. Wzrok opuścił ku ziemi, i rękami drzacemi Siwe wąsy pokręca i duma. Wzrok od loża odwrócił, wtył wyloty zarzucił, I zawołał kozaka Nauma: „Hej kozaku! ty chamie! czemu w sadzie przy Nie ma nocą ni psa, ni pachołka? (bramie Weź mi torbąborsuczą, ijanczarkę hajduczą, I mą strzelbę gwintówkę zdejm z kołka." Wzięli bronie, wpadli, do ogrodu się wkradli, Kędy szpaler altanę obrasta. Na darniowem siedzieniu, coś bieleje się w To siedziała w bieliźnie niewiasta, [cieniu: Jedną ręką swe oczy kryła w puklach war- I pierś kryła pod rąbek bielizny; [koczy Drugą ręką od łona odpychała ramiona Klęczącego u kolan mężczyzny. Ten, ściskając kolana, mówił doniej: „Kochana! Więc już wszystko, jam wszystko utracił? Nawet twoje westchnienia, nawet ręki ściś- Wojewoda już z góry zapłacił! [nienia, „Ja; choć z takiem zapałem tyle lat cię ko- Będę kochał i jęczał daleki, [chałem, On, nie kochał, nie jęczał, tylko trzosem | zabrzęczał, Tyś mu wszystko przedała na wieki! „Co wieczora on będzie, tonąc w puchy łaŚtary leb na twem łonie kołysał, [będzie, I z tych ustek różanych i z twych liców ru- Mnie wzbronione słodycze wysysał, [mianych, „Ja na wiernym koniku, przy księżyca pro- Biegnę tutaj przez chłody i słoty, [myku, Bym cię witał westchnieniem, i pożegnał życze- Dobrej nocy i długiej pieszczoty! —" dniem Ona jeszcze nie słucha: on jej szepce do ucha Nowe skargi czy nowe zaklęcia: Aż wzruszona, zemdlona, opuściła ramiona, I schyliła sic w jego objęcia. Wojewoda z kozakiem przyklękli za krzakiem, I dobyli z za pasa naboje; I odcięli zębami, i przybili ślepiami Prochu garść i garść kulek we dwoje. „Panie! — kozak powiada — jakiś bies mię Ja nie mogę zastrzelić tej dziewki; [napada, Gdym półkurcze odwodził, zimny dreszcz mię I stoczyła się łza do panewki." [przechodził, „Ciszej, plemię hajducze, ja cię płakać nauczę! Masz tu z prochem leszczyńskim sakiewkę; Podsyp zapał, a żywo zczyść paznokciem | krzesiwo Potem palnij w twój łeb, lub w tę dziewkę. Wyżej... w prawo... pomału... czekaj mego [wystrzału: Pierwej musi w łeb dostać pan młody — Kozak odwiódł, wycelił nie czekając wy- I ugodził w sam łeb wojewody. — |strzelił Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.09.17, 17:19 14 sierpnia 1223 roku miała ukazać mu się Matka Boża, zapewniając, że o cokolwiek poprosi w jej imieniu, Jezus Chrystus spełni. Potwierdzeniem tego objawienia miał być rozkwit Zakonu Kaznodziejskiego w Polsce. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.09.17, 17:25 Gdy południowe obszary Polski po najazdach tatarskich nawiedził głód, Jacek miał karmić ubogich pierogami własnego wyrobu, stąd też przydomek „św. Jacek z pierogami" Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 13:06 Skarb w Drogobyczy Działo się to około 1655 roku, kiedy to przed wojskami szwedzkimi uchodziło dwóch zaciekle ściganych i tropionych mężczyzn. Jeden z nich został zabity jeszcze przed śląską granicą natomiast drugiemu udało się zmylić pogoń i ujść z bagażem drogocennych rzeczy. Podanie głosi, że miały to być przedmioty kultu religijnego, które uchodźcy starali się uchronić przed barbarzyńskimi wojskami. Po przejściu granicy na Kamieniczce w okolicy Zimnej Wody, tropiony mężczyzna ukrył skarb w pobliżu starej drogi prowadzącej ze Śląska ku Jasnej Górze, a miejsce to oznaczył postawieniem krzyża. Gdy wybudowano nową drogę, stara nieuczęszczana porosła krzewami tak, że w polu stał tylko samotny drewniany krzyż, nie wiadomo, dlaczego i przez kogo postawiony. Lata mijały, drewno krzyża murszało i w końcu krzyż runął a o postawienie nowego nikt się nie zatroszczył. Po latach zapomniano nawet dokładnie gdzie był postawiony. Pewnego razu do kamienickiego wójta, (Drogobycza była ówcześnie przysiółkiem Kamienicy) przyszło dwóch nieznanych młodych ludzi z prośbą o towarzyszenie w poszukiwaniu skarbu. Jak się Przy robieniu planu elektryfikacji wsi w 1950 roku, urzędnicy w Lublińcu posługiwali się starą gospodarczą mapą terenu. Pewien obywatel Drogobyczy brał udział w tych pracach i zauważył na mapie zaznaczony krzyż, o którym wspomina stare podanie. Obserwując na mapie teren zorientował się, że krzyż stał w pobliżu dawnego pola jego teściów. Wiedząc o ukrytych tam pod ziemią kościelnych kosztownościach, zwrócił się do ówczesnego proboszcza lubszeckiego i taką otrzymał odpowiedź: - Są dobrze zabezpieczone, teraz by nam to odebrali. Będą kiedyś potrzebne dla przyszłego sanktuarium. ” okazało, młodzieńcy posiadali starą mapę i nie mniej stary dokument z opisem położenia ukrytych kosztowności. Wyjaśnili, że ich prapradziad, przed wiekami pozostawił zapisy a oni wykonując teraz jego wolę, chcą odszukać skarby i oddać je prawowitym właścicielom. Gdy przybyli z wójtem na miejsce, do Drogobyczy, okazało się, że nie ma krzyża i nie można dokładnie zorientować się w terenie. Według map ukryty skarb miał znajdować się teraz w miejscu postawionych później zabudowań gospodarczych. Przeryto całe podwórko i okolicę zabudowań mieszkalnych, lecz niczego nie odnaleziono. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.10.17, 13:46 LOCHY TOSZECKIEGO ZAMKU SKRYWAJĄ SKARB - Dziennik Zachodni - 23.07.2010 Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.11.17, 22:56 0 NOCZNICACH To kiedyś za dawnych czasów, to jak siedlocy eszcze mieli sztyry kónie. Nó to było biyda nafutrować. Tak posali. To mój chłop nieboszczyk powiadoł, że jedyn taki synek ich dycki prosił: „Weźcie mie też ze sobóm na ta pastwiska“. Nó a prawi: „To my polygali, a ku ranu jak my stanyli, jak my mieli gnać kónie du dóm, tak my byli cali mokrzi“. I prziszli do chałupy, i powiadali: „Mamulko, dyć nie padało, a my sóm cali mokrzi“. A ta matka na to: „Wiycie co. To was nocznice pomoczały“. — „A co to sóm ty nocznice?“ — „Nó to sóm ty dusze pokutujónce Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.11.17, 23:03 Ü STRASZYDLE Tu była jedna gospodyni. Uż boroczka zymrzyła. To bez ni sie dziecko nie urodziyło, bez ni sie krowa nie ocieliła, Świnia nie oprosiyła. Wszyndzi była tak potrzebno. I też miała cera, i ta cera sie ji dobrze nie wydala. I miała dziecio, i tyn chłop rok siedzioł w gospodzie, i óna, jako matka, chocioż miała grónt, tak jeszcze ku ni leciała wieczór po robocie sie podziwać, czy to dziecio mo okómpane albo co. Bo była jakoś choro. Aż teraz szła naspadek, uż było coś po północy. A szła po ceście. A na te ceście leżoł pies. Taki wielki brytan. Tak że óna ni miała wcale kaj przyńść. A óna teraz jednak chciała iść, a pies sie nie ruszoł. A óna powiado: „Uciecz tu stela“. A ón nic. A nie wiedziała, jak go zmianować. Jo uż nie wiym, jak go to zmianowała. Zmianowała go a tak tom rynkom machła, a ón sie ji z te cesty ugnół. A wiyncy razy szła, a wiyncy razy tam tyn pies przez ta droga leżoł. I że tam potym postawiyli krziż. Tam nie było tego krziża. To było tu w dziedzinie. Za kaplicom kónsek. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.12.17, 16:19 BORUTA W łęczyckim zamku Od wieków siedzę, Ale się z nudów Okropnie biedzę. Miodu i wina Wypiłem moc, Pośpiewam sobie: Hoc, hoc, hoc, hoc, Północ bije, wokół głusza, Hulaj dusza bez kontusza! Jest ze mnie przecie Karmazyn prawy. Zobacz - no tylko, Jeśliś ciekawy. Wąsatym srodze, Grubym, jak kloc, Pośpiewam sobie: Hoc, hoc, hoc, hoc! Północ bije, wokół głusza, Hulaj dusza bez kontusza! Czerwony żupan, Kołpak soboli, U boku szabla Obronie k ’woli. Nią macham dzielnie W każdziutką noc, Pośpiewam sobie: Hoc, hoc, hoc, hoc! Północ bije, wokół głusza, Hulaj dusza bez kontusza Zaklętych skarbów W lochach pilnuję, Wystały miodek Garncem próbuję. Uf, jak mi nudno, Choć piję moc, Zaśpiewam sobie: Hoc, hoc, hoc, hoc! Północ bije, wokół głusza, Hulaj dusza bez kontusza! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.01.18, 22:55 Semen Nykołajiszyn z Ispasa był sobie także zkądś z gór czarta przywiózł i onego u siebie przez dłuższy czas przechowywał, wskutek czego bardzo mu się wszystko wiodło. Później jednak obraził go czernś (mówią, iż złamał kontrakt, gdy się już byt bardzo zbogaciłj, za co czart mszcząc się do wielkiej go przywiódł nędzy, że aż się z desperacyi powiesił. Nawet i po jego śmierci dokuczał dzieciom tak, że dwaj synowie i córka również się powiesili; a sądzą ludzie, że cała ta rodzina byłaby się powywieszała, gdyby ostatni jego dwaj synowie nie byli do browolnie całe ojcowskie gospodarstwo porzucili i nie pobudowali się na nowo na innych kawałkach. Dziś miejsce to wśród wsi na ogrodzie, gdzie było zabudowanie Semena Nykolajiszyn'- oho, stoi pustkami, — tylko krzaczek bziny (bzu) tam wyrósł, z którego czasami w nocy czart wychodzi przemieniwszy się w jakie zwierzę domowe lub w pana, i ludzi na pobliskich ścieżkach przechodzących straszy, — a cała rodzina Semena Nykołajiszynoho bywa z powodu tego „powiszenykamy" przezywaną Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.01.18, 23:19 Kiedy grzmi i błyska, wówczas mówią, że to: Pan Bóg strzela do czarta, by go zabić. Czart wtedy ucieka i c h o w a s i ę p o d t e g o l u b p o d t o , k o g o i c o p o d r o d z e zdybie (napotka). Nie należy przeto iść wtenczas drogą, lecz zejść z niej nabok i usiąść; gdyż Pan Bóg strzelając do czarta, mógłby zarazem niechcący i w nas samych także ugodzić i z a b i ć , g d y w y m i e r z y g r o t n a u k r y t e g o p o d n a m i z ł e g o d u cha). Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.02.18, 00:08 zowie ją Powietrze, co wychodzi prawie (jak mówi Grimm, Deutsche Mythol.) na parę, wyziew. „Człowiek którego spotkała, musi ją wziąść na barki swe czy ramiona i ponieść po całej Rusi, za co mu życie obie cuje. Wziąwszy ją na plecy, obnosi po miastach i siołach, a gdzie powieje ona chustą, tam wszystko pada dotknięteśmiercią. Przybywszy nad rzekę Prut, chciał ją ten człowiek utopić i skoczył do rzeki; ale utonął sam tylko, gdy tymczasem ona lekko jak piórko wzniosła się w górę i podążyła ku lesistym wzgórzom". Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.07.19, 12:53 Na ziemiach słowiańskich wiara w wampiry była bardzo popularna. Stosowano wobec nich różne metody, które miały pomóc w ostatecznemu ich unicestwieniu. Poza słynnym kołkiem, którym przebijano podejrzanego, popularne było też właśnie pozbawianie go głowy i umieszczanie jej w okolicach nóg, by w razie przebudzenia nie mógł jej odnaleźć Arsenał środków uniemożliwiających wampirom wstawanie z grobu był jednak znacznie szerszy. Stosowano na przykład ich grzebanie na rozstajach dróg, najlepiej za jakąś wodą, która miała stanowić dla nich barierę nie do przebycia. Ale najważniejsze było fizyczne utrudnienie wampirowi wyjścia z grobu. W tym celu przywalano go ciężkimi głazami, czasem kamienie były układane jeszcze bezpośrednio na zwłokach w trumnie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:01 O żołnierzu, co rozumiał mowę zwierząt. Od Opola. Był tez to jeden zołnierz stary przy wojsku, siwą juz głowę miał. A był bardzo wielki pijak i tak go z tegoć wojska wyganiali do domu, ze był stary, a ón nie chciał iść. Ale go potem wygnali i posed do domu. Piniędzy nimiał przy sobie ani grosa, ino gdzie zasedł do karćmy, to prosił o kielisek wódki, zeby mu dali. Tak used od tego miasta para mil, i napotkał węza leżeć bez całą drogę tak przeć (na poprzek drogi). I ón się tego węza bardzo bał. ize taki (g)ruby był a d(ł)ugi. I ten wąż dźwignon głowę do góry a powiada: Nie bój mię się! a tera mie weźmies a poniesies ćtyr- dzieści mil daleko. A ón mu odpowiedział: A jakoż ja cię weznę, ja cię nie uniesę. tyś taki wielki jes(t). A wąz: Ja choć-ech jes(t) (g)ruby, ale-ch jes(t) letki, to mię ty poradzis unieść. Tak ón się uchylił, a ten wąz się na niego owinon, bez ramię i bez plecy, i głowę mu na piersiach położył. I ón go wzion i sed. Ale go nikt nie chciał ani nocować ani przyjąć, bo się każdy tego wężu bał. taki był wielki, i gdzie zaset do karćmy, to mu tam dali wódki przed karcmą, ale go prędko odbyli, zeby posed aby dalij. aby fort! I on borak (nieborak) musiał pójść i przy sed juz ś nim (z wę żem) ćterdzieści mil i powiada: Węzie, juz ćterdzieśei mil-ech przesed z tobą. A wąz odpowiedział: Jesce mnie raz ćterdzieści mil ponie sies. I jak przesed drugie ćterdzieści mil. tak wąz powiada: Dość. bos juz przesed całe osiemdziesiąt mil: teraz z ciebie ślazę (zlózę). Jak ślaz z niego, tak powiada: Cóz chces teraz za to, coś mnie niós(ł)?—A ón powiada: Ja nic nie chcę z ciebie, com nios(ł).— Wąz: Nie może być, musi być zapłacono, powiedz, co chces. to dostanies. On: Ale ja nie chcę. A gad powiada: Nie może być32 KOLBEHG-UDZ1RLA {170] kiedy niechces, to wyplęź swój język, a ja tćz wyplęzę swoje żądło, i dotchnij swoim językiem mojego żądła. A ten zołnierz się bardzo tego bał, ale go dotchnął i ten gad mu powiada: To będzies juz miał dość terazki. A on wąz powiedział: A wies, co ja jest? — ^ On: Nie wiem. coś jest. ale by rad wiedzieć, coś ty za wąz i co ly gadać poradzis. On wąz mu powiadał: Tyś jesce na świecie nie- był. a ja juz musiał pokutować; ja jest-em pradziadek twego dziadka, a ja tak długo musiał cekać, aześ ty na świat przysed i mnie przeniósł przez granicę. I on się zgubił potem, ten wąz i zrobiał się w gołąbka i podziękował mu i poleciał do góry w niebo. A on mu wielką mądrość dał, jak go dotchnął tym żądłem, ze ón wsyśko wiedział, wsyśkie mouwy znał i zwieząt i ptasków. I ón sed drogą, i jechał jeden gospodarz i wzion go ze sobą do wsi, tego żołnierza i przywióz go do dom i dał mu chleba i wódki sie napić. Bardzo się ciesył ten gospodarz, ize to taki stary zołnierz był. Ponieważ ten gospodarz tez był żołnierzem, i powiada mu: Juz mozes tu przy mnie być az do śmierci; do swego do domu nie pódzies, bo niewies. we którą stronę iść. Ten gospodarz mia(ł) dwóch psów; a jeden ś nich musiał być na dworze, a drugi zaś we dnie. w nocy ligał pod stołem, na dwór nigdy nie wysed. Jak ^ im dziwka nagotowała żarcie, tak tego ze dwora zawołała do izby, i obadwa z jednej miski żarły te psy. Ten pies, co na dworze by wał we dnie. w nocy, to powiada temu w izbie: Nie zer juz, a ostaw mi. bo ja musę na dworzu stróżować i zimę cierpieć, a tobie dobrze leżeć w cieplej izbie pod stołem na piniądzach. I za parę dni, jak tamten zołnierz był. to ukradli temu gospodarzowi złodzieje parę koni. I ten gospodarz sobie wzion pare sąsiadów i sed do boru tych koni sukać. Ale przyśli nazad, tych koni nie znaleźli. I dziwka znowu nagotowała żarcie tym psom, i tego ze dwora zaś puściła do izby. Jak juz niewiele tego żarcia było na misce, tak ten ze dwora powiada do tamtego: Nie zer. zosta(u)w mi, bo ja musę na dworze stróżować i zimę cierpieć, a ty sobie lezys w izbie. A ten z izby pies powiada: Eh. a ty jesteś dobry stróż, dałeś gospoda rzowi konie ukraść; ale zeby mnie puścili z izby na dwór, toby ja te kónie znalaz. I ten zołnierz rozumiał tę ga(u)dkę, co sobie te psy gadali. I powiada zołnierz gospodarzowi: Gospodarzu, wypuście no tego psa, a zaproście se pare sąsiadów i pójdziemy tych koni sukać. On se zaprosił parę sąsiadów, i psa wypuścili na dwór i pośli, i ten zołnierz ś niemi. I ten pies leci przed niemi prosto do boru. Przyśli do boru; daleko w bór wleźli, w taką wielką * gęstwinę co ledwo przeleźli za tym psem. I tam kónie znaleźli w ty gęstwinie. A ten gospodarz się bardzo ciesył i tego żołnierza zara na konia wsadził. I jak przyjechali do domu, tak ten gospo darz dał parę kwart wódki temu żołnierzowi i tym sąsiadom, jego. A ten pies powiada temu ze dworu: Widzis bracie, jak-ech jte konie znalaz, a tyś spał i złodzieje konie ukradli. Ten ze dworu powiada: Ja się tez musę bez dwónastą godzinę przespać (o pół nocy) a ty na tych piniądzach juz nie będzies d(ł)ugo lezył, bo juz tu jes(t) ten, co mu te piniądze należą. (A ten gospodarz nie wiedział nic o tych piniądzach). I ten zołnierz powiada: Gospodarzu przynieście siekirę, tego psa pod tym stołem odzeńcie (odpędźcie), będziemy tam rąbać podłogę, bo tam są piniądze pod tą podłogą. A gospodarz powiada: A mój kochany bracie, a któżby ich tez tam schował! Było-ć by to bardzo dobrze, kiedy by-ch my tam co znaleźli. Oni podłogę wyrąbali i beckę piniędzy tam znaleźli. Ten zołnierz powiada: Gospodarzu, teraz terni piniądzami się roz- dzielemy na poły. I ten pies powiadał, co na dworze siedział i zebv ten zołnierz wiedział: Tu w tej izbie we ścianie są prawa jego. Zołnierz powiada: Gospodarzu poślijcie po mularza. Tak go spodarz posłał po mularza, i jak mularz przysed, tak mu ten zoł nierz pokazał: Mularzu, we ścianie i tu kej mi dziurę wyrąbać; tu będzie co nowego. I jak mularz tę dziurę wyrobił, znalaz w tej dziurze achta, prawa. Jak te achta dobyli, tak w nich stało napi sane, ze te gospodarstwo należy żołnierzowi całe. A ten gospodarz powiedział: Nie, to przecie jes(t) gospodarstwo moje, ja ci tego gospodarstwa oddać ni mogę, bo ja cię nie znam. ani zkądeś ty jes(t). Zołnierz powiada: Przecie w achtach napisane jes(t), ize to moje. Tak się o te gospodarstwo powadzili, aze do sądu przyśli. I w tym sądzie usądzili. ize w achtach napisano, ize te gospodar stwo należy żołnierzowi i przysądzili mu. I ten gospodarz powiada: No, kiej mu należy, to niech se odbierze. I przyśli do dom i ten zołnierz powiada gospodarzowi: Wies co, gospodarzu, ja ni mam żony ani dzieci, tak ja ci tego gospodarstwa nie będę odbierać, bo ja juz na nie będę robić, bo ja juz jes(t) stary, co mnie po tern; ty mas zonę i dzieci to się tobie gospodarstwo zda. Tak się gospo darz bardzo ciesył w tćm, ze mu tego gospodarstwa nie odebrał, tak mu parę kwart wódki dał i pili na wielką zgodę. Tak mu go spodarz powiedział: Kochan}- zołnićrzu, tak juz ty nie smies ode- mnie iść nigdzie, jaz do swoji śmierci, za te gospodarstwo, coś mnie go ty nie odebrał. Tak ten zołnierz siedział u niego parę tygodni jesce. Tak w tej wsić był dwór, a w tym dworze była pani dziedzicka gdowa, i ona się o tym żołnierzu dowiedziała, ize tyle piniędzy ma, i ona go dała powołać do siebie, ize by iej se nie wzion za żonę, a on jej powiedział: Co mi po tern, ja juz’em stary, siwy, ja mam piniędzy dość i ś nich żyję; ja się juz nie będę żenić. A óna mu odpowiedziała: Lepsej ci tak będzie, będzies sobie panem, boś juz dość na wojnie ucierpiał. I ona dalece o niego nie stała, ino o te piniądze. Ón się dał namówić, i wzieni się i zro bili se wesele. I po weselu ón wielkie piniądze do tego państwa przyniós. I stodoły się buliły (obalały) i śpicherz się oba(u)lał, 34 KOLBERG—UDŻIKŁA [17®) wsyśkich dachach dziury były. I ón nic, ten pan. nie robiuł ino kokosy pas(ł). Zased do spichrza nabrał zboża ze ćwierć i rozsypał kokosom przed spichrzem. I kokot przylatał i powiadał swoim ko kosom: Stójcie, nie źęzyjcie, boście jesce nie wsyśkie są; bo mój ę pan nima ino jednę kokosę, a nie może ij poradzić, a ja was mam pięćdziesiąt, a wsyśkie mię s(ł)uchać musicie. Tak ten pan przysed do pałacu do pokoj Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:21 Dobre uczynki ył bogać w jednej wsi, a ón dobrego nic nieucynił ni komu na świecie. Jeden dziadek biegał po tej wsi po prośbie, i obeseł całą wieś i nie dostał ani kawałecka chleba. I zabrał się i posed do dom próżno. I potkał drugiego starsego dziadka na dro dze. I ten dziadek go się zapytał, gdzie on był? A ón powiada : Bracisku, tu w tej wsi, ale tam nic nie dostał. I on go się pytał: A to ci się tez chce jeść? A ón mu odpowiada: A toć chce. A tam ten : Pójdź siadnimy sobie na granicy, ja jesce mom kawałek chleba, to zjemy oboje, I siedli i oba się najedli, ani tego chleba nie zjedli. I ten starsy mu powiada: Idź do tego bogaca, i proś go, ón ci ja(ł)muznę da. A młodsy dziad : Nie pójdę, bo on jesce nikomu nic dobrego nie zrobiuł, a przy bramie bardzo złe psy przywiązane, i boję się, zeby mnie te psy nie(r)oztargały. I ten starsy powiada: Idź. nie bój się, bo ci psy nic nie zrobią. I on usłuchnąn i posed. Jak wlaz do bramy, psy na niego wejźdrzały, ale mu nic nie mówiły. I ón wlaz do sieni, a do niego przysła pa nienka i ón iej pięknie prosił o jaką jałmużnę. Ona do pokoju zasła i panu powiedziała o tern. I pan odpowiedział: To mu trza dać, idź, przynieś bochenek chleba i daj mu cały. I ona mu to dała i ón bardzo pieknie dziękował. I posed na granicę do tego starsego dziadka. A ten starsy się pyta : A j akoz, dostałeś ? — A on: Dostałech bracisku, niech mu Bóg da zdrowie za to. Ten starsy po wiada : (Wi)dzis, bracisku, mas potargane buty, idź poproś go o buty, co ci da. I ón zased i stanąn w sieni; i wysła panna do niego i zapytała się, cego chce? A ón ij odpowiedział: Bardzo bych pieknie prosił o jakie stare buty, bo zima idzie, a ja nimom se za co sprawić. Panna do pokoju zasła i panu powiedziała, że ten dzia dek drugi raz przyseł i prosi o buty. I pan wyseł do niego i py tał się: Dziadku, co wy chcecie? A ón go prosił bardzo pieknie 0 jakie stare buty. A pan mu : Dobrze dostaniecie dziadku, nie tak stare buty, ale nowe wam dam. I poszeł ten pan z tym dziadem do sewea. kupić mu te buty. I jak mu je oddał, tak ten bardzo pieknie za nie podziękował. I jak przysed na tę granicę, tak go się ten stary pyta: Dostałeś? — A ón: A dostałem. Ten stary: Pójdzies jesce trzeci raz do niego, a będzies go prosił, co by ci dał portki abo jaki kożuch. A ón mu odpowiedział: Juz nie pójdę do niego, bo się boję. A ten starsy: Ale idź i nie bój się, bo zima idzie, a ty zmarznies. I posed ten dziad i zaś do sieni wlaz i stał. 1 znów ta panienka wysła i zapytała go: Cego dziadku chcecie jćsce? A on : Prosiłbych jesce o jakie portki, abo o jaki kożuch. A panna zasła do pokoju i powiedziała panu, ze znów ten dziadek przysed. I pan do niego wysed i zapytał go się, cego chce? — A on : Prosę o jakie portki, albo kożuch. A pan : Zatrzymajcie się parę minut, pójdę się oblec i pójdę s wami do kuśnierza. I pan z pokoju wysed, dziadka wzion i prowadził do kuśnierza i pan powie : Majster przynieście sam pa(u)rę portek i pa(u)rę kożuchów. I majster przyniós to. a pan to kupił i kazał oblec dziadkowi, je żeli mu będzie pasować. I dziadek portki oblek i kożuch oblek, az do stóp d(ł)ugi. I pan majstrowi zapłacił, a dziadek panu pie knie podziękował. Dziadek posed do tego starsego na tę granicę. A ten starsy: A widzis, jakeś dostał. A ón: Niech mu Pan Bóg za to zapłaci, i przyjmie po śmierci do królestwa niebieskiego. I zaraz na tej granicy klęknąn i Boga prosił za niego. A ten starsy mu powiada: Bracisku pójdzies jesce raz do niego i będzies go prosił o noclóg. co by cię przenocował, bo mas daleko dó dom, a twoje nogi cię bolą, tobyś nie zased. A on mu powiada: Boję się, kiedy mi juz teraz jałmużny udzielił, naprzykrzyć się po scwarte 50 KOlvBBRG-UDZlELA [ 188 ] Ten starsy: Nie bój się, a idź i usłuchnij mnie; a chces ty wie dzieć, co ja jes(t). A on: Nie wiem coś ty jes(t) za jeden, jesce cię nie znam. A ten starsy powiedział: (Wi)dzis, ja jes(t) Pan Bóg. I ón mu bardzo pieknie dziękował, ze go posłał do tego bogaca, i ukląk i modlił się. Ten starsy powiada: Idź sobie terazki z Bo giem na nocleg. I on starsy zniknon przed nim, stracił się. I ón się dziad zabrał i posed do wsi, do tego bogaca na nocleg. I przysed i prosi pana, żeby był łaskawy i przyjon go na noclćg. I pan po wiedział: Dobrze, dziadku, możecie zostać na noclegu u mnie. I jak przysło na kolącyą, tak się panienka pyta pana: Jeżeli tez ten dziadek dostanie jaką kolacyą. A pan: A jakże, musi dostać; to co ja będę jad, to i on jeść ma. I pan po dziadka posed i do swego pokoju przywied i na krześle go posadził za stoły i z jednego ta lerza oboje jedli. Tak po tej kolacyi, dziadek uklęknon i modlił się do Boga za tego pana, co mu tę kolacyją dał. Jak przysło do spania, tak się pyta lokaj: (G)dzie temu dziadkowi nasłać? Jeżeli mu słomy przynieść, cy tak bez słomy bedzie lezćć. A pan mu od powiedział: A cyś ty jes(t) głupi, staremu dziadkowi na słomie dać leżeć; o to jes(t) stary i ma stare kości, tak by go na słomie uciskało. Dziadkowi trza dać wielką pierzynę na spodek, a drugie na wierzch wielką pierzyną przykryć, coby go nie uciskało a coby mu ciepło było. I dziadek swoje modlitwy odprawił i do pierzyn się położył i w tym samym pokoju kędy pan spał. Przysło wele północy, i pełne okna kruków carnych do izby lejzie, a te kruki to były same diabły. Po tego pana przyśli, i za żywa go do piekła chcieli wziąść. A stróz-anioł jego powiedział: Nie dostaniecie go, bo ón jes(t) mój. A diabli strózowi-aniołowi odpowiedzieli: Nas jes(t), bo on (za) całe życie nom służył. A stróz-anioł powiedział: Nie jes(t) was, mój jes(t). A óni: On jesce nikomu na świecie nic dobrego nie ucynił, tak nas jes(t). Tak stróz-anioł powiedział: Bę dziemy ważyć te złe, z tym dobrym; jeżeli złe przewazy, to będzie was, a jak dobre przewazy, to będzie mój. I ważyli te grzychy ^ego bogaca, i grzychy przeważyły te dobre ucynki. I diabli po wiedzieli: (Wi)dzis, jak nas jes(t). I ten dziadek włożył tam pościel na tę wagę, i tę wiecerzą położył, co zjad. I jednak te złe prze ważyło wsćsko. Tak dziadek sjon ze syje swoij różaniec i położył na tę wagę. I tak ten różaniec przeważył potem te złe. Ten stróz- anioł wzion bogaca do nieba, a diabli musieli lecićć na przepaść do piekła, bo ten starsy dziadek posłał tam dziada, ażeby się prze konać, jeżeli ón się nawróci jesce ku Bogu albo ni Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.10.19, 21:40 Przed świtem w zamku pełno zgiełk u , w rzaw y: Tam zbroją ludzi, tu konie kulbaczą,Tam słychać śmiechy, tu kobiety płaczą, Wszędzie wre żądza do boju i sławyI wszędzie ręce do pracy gotowe,Tak, że gdy pierwszy promy czek złocony Przez mgliste ranku przedarł się zasłony, Oświecił zbroje i hełmy stalowe;Bo już stał w rzędzie jasny, okazały Kwiat polskićj młodzi z piersiami wrzącemi, Zelaznćm skrzydłem rwąc się na szczyt chwały, Sercem przykuty do ojczystej ziemi!Już w bramie czeka rumak niecierpliwy,Już ziemię grzebią polotne kopyta,Rwie się z rąk giermka i wstrząśnieniem grzywy Z radosnćm rżeniem swego pana wita 100Już przed wielkiemi kamiennemi schody,W srebrzysty pancerz i hełm złoty zbrojna, Stoi poważna postać W ojewody,Przy nim Nawojka smutna lecz spokojna.Już pożegnania pocałunek długi Żałośnie zawisł na perłowej skroni,I z oczu starca zpod żelaznćj dłoni Dwie łez gorących stoczyły się strugi.Już dosiadł konia — prawicy skinieniem Powitał wojsko stojące wokoło,I tysiąc piersi jednogłośnćm brzmieniem Okrzykiem wodza przyjęło wesoło.Na okrzyk wojska odpowiedział echem ,Jakiś śmiech dziki, szyderczy, przerwany, Gkłzieś z głębi ziemi — takim chyba śmiechem Uwiódłszy duszę śmieją się szatany.Zdziwieni wszyscy dokoła spojrzeli,Zkąd się odezwał ten głos niespodzianie;Lecz nikt się nie śmiał — i tylko widzieli,Jak się cień lekki przesunął po ścianie. Nawojka — czy ją przejął strach proroczy,Lub treść zagadki niemiłćj odgadła?0 mur się wsparła i nagle pobladła1 drżącą ręką zasłoniła oczy Lecz nikt nie zważał na dziewczęcia trwogę, Bo już czas naglił, już trąbki zagrały,Już biały orzeł pokazywał drogę,A za nim jasne proporce powiały.Biedna Nawojka na szerokie schody Wstąpiła smutnym i powolnym krokiem,I w ową stronę podążyła okiem ,Gdzie zniknął,w cieniu rumak Wojewody:I tak widziała, jako w rzędzie długim Szeregi wojska ciągnęły w przestrzeni,I jako jeden proporzec za drugim K rył się i niknął pośród drzew zieleni.Tam promień słońca, jak Boga spojrzenie, Światłem i ciepłem oblewał rycerzy I blask chorągwi, szyszaków, pancerzy Stokroć słoneczne odbijał promienie;A kiedy święta pieśń „Boga Rodzica11 Ostatniem echem wzleciała do góry,Do komnat zamku wróciła dziewica I promień słońca schował się za chmury. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:27 NAWIEDZONY DOM W SOSONOWCU Budynek znajduje się w sosnowieckiej dzielnicy Zagórze, na samym końcu ulicy Kamiennej. Dom wybudowano z kamienia wapiennego. Podobno nocami słychać tam przerażające jęki i cichy płacz. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.09.20, 23:05 Kościół otaczają przepiękne ogrody klasztorne zamknięte murami stanowiącymi pozostałość dawnych murów obronnych. Nieco z boku stoi klasztor sprawiający wrażenie budowli obronnej dzięki basztom. W pobliżu kościoła stoi niewielka sadzawka zwana "Kropielnicą Polski" Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:18 W miejscu dzisiejszej oczyszczalni ścieków na gruncie Sitkówki Nowiny była niegdyś dziesięciohektarowa łąka z jeziorkiem, użytkowana przez mieszkańców pobliskiej wsi Wola Murowana. Pewnego razu w jeziorku, będącym starorzeczem Bobrzy, łowiono siecią ryby. Sieć o coś zaczepiła. Nie był to podwodny pniak, ani krzewów, jak początkowo przypuszczano, ale kamienny posążek, przedstawiający postać męską o płaskiej, rzekłby ktoś, mongolskiej twarzy. Figurę wyrzeźbiono bardzo prymitywnie z miejscowego wapienia marmurowego, który buduje okoliczne góry. Znalezisko uznano za posążek pogańskiego bóstwa i nazwano "dziadem ". Wykorzystano je następnie jako słup graniczny pomiędzy gruntami miejskimi królewszczyzny chęcińskiej a posiadłością kościelną, do której należały Kielce wraz z okolicą. Granica biegła tu przez rzeczną łąkę i zaczęto nazywać ją "Dziedziniec ". Rysunek rzeżby nie zachował się. Opisał ją nauczyciel T. Ujazdowski w oparciu o relację mieszkańców Chęcin. Później carat zmienił podział administracyjny i starosta L. Marzchylski, przywłaszczył sobie w użytkowanie łąkę, a "dziad " jako słup graniczny przestał być potrzebny. Zabrał go Wincenty Sokołowski, nadzorca chęcińskiego więzienia, i wmurował, kierowany "trywialnym żartem ", w swe ogrodzenie, oddzielające od dawnego klasztoru franciszkańskiego zamienionego na więzienie. Przechodniów biła nagość rzeźby "dziada" w murze zasłaniającym kloaki więzienne. Było nie do przyjęcia eksponowanie starca z odsłoniętymi genitaliami i rzecz otarła się o proboszcza. Sokołowski któremu interesy szły wtedy fatalnie po kolejnej denerwującej rozmowie na temat" dziada" podszedł do muru i własnoręcznie młotem wykruszył posąg, o czym wspomniała Encyklopedia Orgelbranda z 1860 r.: "Rozbity na kawałki barbarzńską ręką". Był rok 1823, kiedy wspomniany nauczyciel kieleckiej szkoły wojewódzkiej Ujazdowski przybył do Chęcin zebrać informacje o zniszczonym posążku. Wtedy chęciński mieszczanin, sławetny Kazimierz Pieniążek, zaprowadził historyka na ulice Kielecką przed swój dom i pokazał, że Sokołowski miał "dziada", a on dla odmiany miał "babę". Istotnie pod ścianą stał marmurowy posąg ciężamej kobiety, wysoki na metr dwadzieścia, z dziwnym nakryciem głowy, przypominającym odwrócony do góry dnem garnek. Postać była naga, przepasana szarfą z liści dębowych. Twarz płaska, mongolska, na ustach uśmiech, pierś obwisła, lewa ręka wspalia na biodrze, prawa wzniesiona do góry - odłamana. Poodłamywane również obie nogi, które wydawały się już pierwotnie przykrótkie. Pan Pieniążek nąjspokojniej oświadczył Ujazdowskiemu, źe przepiłuje figurę na dwie symetryczne części rakiem do marmuru i uzyska dwie płaskorzeźby do wmurowania we fronton swego domu. Widząc oburzenie nauczyciela, wytłumaczył, że "baba" stoi tu już od dawna, bo kiedyś wyrzeźbili ją chęcińscy kamieniarze, aby posążkiem ozdobić wejście do karczmy. Nauczyciel - historyk w to nie uwierzył, dopatrując się w posążku starożytnego bóstwa i zainteresował chęcińską "babą" naukowców. Trzykrotnie była rysowana i Ujazdowski opisał ją w "Pamiętniku sandomierskim", zamieszczając tam jej rysunek. Obiekt włączono w poczet pamiątek narodowych. W 1828 roku figurę wykupiono, przewieziono z Chęcin do Warszawy i umieszczono w przedsionku Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Po wypadkach powstania listopadowego carat rozwiązał Towarzystwo i słuch o kamiennej "babie " z Chęcin zaginął. Dziś, wspominając obie figury z Chęcin, myślimy mimo woli o posągu wędrującego pielgrzyma spod Świętego Krzyża. Czy to też kamienna"baba " ? Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:25 Narodziny "Białego Zagłębia" zapoczątkował kamieniołom i wapiennik w Wolicy. Właściciel tego terenu T. Krajewski podjął budowę dwóch wapienniczych pieców szybowych. Prace rozpoczęto około 1870 r. i trwały one blisko dziesięć lat. Inewstor podjął te roboty, bo budowano tam linię kolejową z Dęblina, zwanego wówczas Iwanogrodem, do granic na Górnym Śląsku, gdzie dziś jest stacja kolejowa Maczki. Wapno palono z lichego, bo marglistego, wapienia Księskiej Góry. Była to seria reprezentująca stratygraficznie środkowy trias. W roku 1902 dziedzic wezwał rzeczoznawcę inżyniera górniczgo J. Hempla i ten zmodyfikował produkcję, opierając wypał na lepszym wapieniu na górnej jury dowożonym kolejką spod wioski Siedlce. Mimo to Krajewski popadł w długi i w roku 1907 Hempel odkupił od niego zakład górniczo - przemysłowy, prowadząc produkcję do wybuchu pierwszej wojny światowej. Po wojnie w 1920 roku podjęto w Wolicy budowę wapienniczego pieca kręgowego, systemu Hoffmanna, opalanego miałem węglowym zasypywanym od góry. W 1923 r. przystąpiono do eksperymentalnej produkcji cementu portlandzkiego w oparciu o miejscowe komponenty. W tym czasie opodal Wolicy, we wsi Tokarnia, przy trakcie jędrzejowskim, wybudowano piec kręgowy do wypału wapna z miejscowego złoża jurajskiego na górze Sierpce. Wapiennik połączono ze stacją kolejową Chęciny dwukilometrowym odcinkiem kolejki wąskotorowej. Dziś jest to stacja Wolica. Po kryzysie gospodarczym zakład Hempla w Wolicy przejęty został w 1934 r. przez Bank Rolny, który wystawiał obiekt na licytację. Nabył go inżynier Z. Krudzielski. Po roku na skutek trudności ekonomicznych została zawiązana spółka akcyjna "Zakłady Chęciny w Wolicy" druga wojna światowa zastała przedsiębiorstwo sprawne technicznie. Około roku 1960 w związku z centralizacją przemysłu wapienniczego wygasły piece w Wolicy oraz Tokarni, a pomieszczenia zakładowe wykorzystano dla innych celów. Poza Wolicą w południowokieleckim okręgu górniczym starą tradycję posiadał zlokalizowany przy linii kolejowej zakład górniczy na terenie Sitkówki. Kamieniołom wapienia dewońskiego uruchomiono na bazie starego wyrobiska w 1908 r. Była to spółka akcyjna prowadzona przez kielczanina J. Zabokrzeckiego. Od roku 1910 przy kamieniołomie pracowały dwie kruszarki. Spółka przetrwała szczęśliwie wypadki pierwszej wojny światowej i po roku 1918 rozpoczęła poza łamanym kamieniem grubym i kruszywem mineralnym, produkcję marmuru w blokach surowych. W 1922 r. przedsiębiorstwo nabył inż H. Łaguna z Warszawy i utworzył również spółkę akcyjną. Nowy właściciel wybudował piec do wypału wapna. Poza kamieniołomem Łaguny, znajdującym się przy stacji kolejowej Sitkówka - Nowiny, powstały wnet trzy inne punkty eksploatacyjne wapienia, sięgające na południu po górę Trzuskawicę w Kowali i Wolę Murowaną. Warto nadmienić, że inwestor Jagniątkowski prócz kamienia wapiennego eksploatował przy stacji kolejowej Sitkówka piasek budowlany i formierski. Kamieniołom w Sitkówce został zelektryfikowany w roku 1937 wtedy też podjęto skup kalcytu od okolicznej ludności i rozpoczęto produkcję kruszywa dla tynków ozdobnych. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej Łaguna rozpoczął budowę zakładów marmuru w pobliskiej wsi Szewce. W trzydziestoleciu wojennym zaniechano producji cegły w Zgórsku, Korzecku, Wolicy i Łukowej. Przerwano eksploatację wapienia triasowego w Wolicy i jurajskiego pod Siedlcami oraz w Tokarni. Wyeksploatowano natomiast na kruszywo dekoracyjne żyły marmuru różanki w Skibach, na Górze Zelejowej oraz w Gościncu i na Rzepce. W tej ostatniej przez kilka lat produkowano z dolomitu kruszywo budowlane. Podobne kruszywo na podsypy kolejowe dawał kamieniołom PKP Radkowice. Rejon Miedzianki dostarcza topnika wielkopiecowego, a złoża wapienia w Nowinach i Kowali dają surowiec dla miejscowej cementowni. Wieloasortymentową produkcję ma "Trzuskawica". Bloki marmurowe dawała "Zygmuntówka" na Czerwonej Górze i kamieniołom w Bolechowicach. Udokumentowano złoże surowca do produkcji tlenku glinu. Budowa tego zakładu nie została zrealizowana. Aby dać czytelnikowi wyobrażenie o znaczeniu przemysłowym kieleckiego okręgu eksploatacji surowców węglanowych należy podkreślić, że rozciąga się ona na odcinku 35 km, aż po Pasmo Przedborsko - Małogoskie, gdzie centrum produkcji wapna leży w Bukowej, a opodal jest cementownia Małogoszcz. Oba te zakłady korzystają z kolei normalnotorowej Kielce - Koniecpol. Południowo kielecki obszar górniczy sięga po Nidę koło Sobkowa, gdzie bieleje ściana kamieniołomu zaniechanego na Górze Galicowej - wydzieloną enklawę stanowi turystyczny rejon chęciński: tam zlikwidowano wszelkie roboty górnicze, wprowadzając ścisłą ochronę krajobrazu. Znajdują się tu cztery rezerwaty, a dwa następne leżą opodal Morawicy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:32 Góra Miedzianka ze złożem kruszców i rud miedzi ma odwrócona kolejność warstw skalnych, to znaczy, że na młodszych leżą stare. Powstało to na skutek obalenia południowego skrzydła antykliny, czyli fałdu górotwórczego chęcińskiego. W odwróconych "do góry nogami" wapieniach szczytowej partii góry jest metrowa wkładka czerwonych łupków marglistych przemazanych malachitem, czyli zielonym dwuwęglanem miedzi. To spowodowało, że w łupkach drążono sztolnię szukając bogatszego złoża miedzi. Rozpoczęli staropolscy gwarkowie i nadali wyrobisku nazwę "Zofia", stąd wiemy, że roboty zapoczątkowali 15 maja któregoś tam roku... W 1900 r. doktor chemii Stanisław Łaszczyński penetrując rejon uznał sztolnie "Zofia" za miejsce perspektywiczne, czyli budzące nadzieję. Od roku 1902 zamieszkał u podnóża góry we wsi. Słowo "miedzianka" znaczyło po staropolsku "ruda miedzi". Przedsiębiorczy chemik postanowił działać. Po dwóch latach ściągnął z majątku ziemskiego Sulisławice koło Kalisza swego o dwa lata młodszego brata Bolesława, również chemika i w 1904 r. obaj uruchomili odkrywkową kopalnię. Wszędzie napotykano dawne nie datowane wyrobiska górnicze za rudą. Co więcej: w tych zrobach odkryto bardzo prymitywne narzędzia w których nie było elementów żelaznych. Kiedy głębili szyb, napotkał on również dawne roboty i w nich porzucone denary rzymskie. Doktor Stanisław opisał to w "Chemiku Polskim" i w 1906 roku zdeponował znaleziska w sosnowieckim Muzeum Urzędu Górniczego. Tam eksponaty leżały do września 1939 roku. na tej podstawie archeolog T.Dziekoński podjął tezę, że już w epoce brązu 2700 lat temu na Miedziance istniała kopalnia. Z tamtejszego sulfoarsenianu miedzi zwanego miedziankitem uzyskiwano co prawda nie brąz, ale mosiądz w którym miejsce cyny zajmował cynk. Metoda ta jest technicznie możliwa, bo w latach Polski przedrozbiorowej wydobywano koło Kielc ze złoża Miedzianej Góry sulfoarsenian miedzi zwany tenentynem i otrzymywano z niego stop mosiężny służący hucie niewachlowskiej do odlewania dzwonów oraz luf armatnich obrabianych w pobliskiej Slefarni. W 1951 r. autor tego opowiadania prowadząc nadzór geologiczny nad czynną kopalnią w Miedziance znalazł ciężki żużel z prymitywnych wytopów kruszcu, co potwierdza tezę, iż złoże użytkowano już w zamierzchłej starożytności. Próbki tego żużla badał w krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej prof. M. Radwan. Bracia Łaszczyńscy rozpoczęli eksploatację, gdyż doktor Stanisław chciał podjąć produkcję miedzi opatentowana przez siebie metodą rafinacji hydroelektrolitycznej. Brat Ignacy rolnik z majątku Sulisławice wspierał pionierów na Miedziance. Gdy w 1910 r. wybudowano kolej częstochowską, przesyłał bloki prasowego siana krowom. Dla zdobycia pieniędzy na rozruch kopalni założono spółkę akcyjną "Zofia". Nazwa od staropolskiej sztolni na Miedziance. Potem Bolesław imię to dał córce urodzonej w 1907 r. uzyskano nadanie górnicze na jeden milion metrów sześciennych złoża i wydzierżawiono od chłopów teren, gdzie postawiono drewniany dom willowy. W 1905 r. rozpoczęto pozyskiwanie miedzi metalicznej. Rudę mielono i rozpuszczano w gorącym kwasie siarkowym. Roztwór przechowywano w ołowianych beczkach. Elektroliza odbywał się w pobielanych ołowiem kadziach i prowadził ją wyłącznie dr Stanisław sekretnie przy drzwiach zamkniętych. Wykonano cztery szyby do poziomu wody. Trzy dawały produkcję. Odwadniania niestety nie było. W 1908 r. przerwano rafinację z braku rudy. Łaszczyńscy podobno towaru nie sprzedawali, bo z miedzianych sopli robili podarunki osobom wpływowym, wysoko postawionym a tych było, jak zawsze u nas multum... Rok później zatrzymano kopalnię, bo woda nie dała robić. Wreszcie spółka sprowadziła silnik wysokoprężny, kompresor francuski i pompy. Pompy odwadniały kopalnię, a kompresor służył do drążenia otworów strzałowych. Skałę kruszono najprostszym i najtańszym materiałem wybuchowym odkrytym przez Anglika Sprengla w 1870 r. Był to chloran potasu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:43 Chęciny, 14 listopada 1637 r. Bernard Gozdzki podwojewodzi powiatu chęcińskiego wydaje taksę cen dla rzemieślników i kupców miast powiatu chęcińskiego. Ustawa JMP Bernarda Gozdzkiego podwojewodzego radomskiego, opoczyńskiego chęcińskiego i stężyckiego powiatów, przy bytności urodzonego Jędrzeja Pozowskiego murgrabiego chęcińskiego, z ramienia JMP starosty zesłanego, burmistrza i radzie miejskiej chęcińskiej i cechmistrzów niektórych, feria 6 post festum sancti Martini Pontyficis et Confessoris proxima, anno Domini 1637. Miara i waga: Centar, kamień, funt, łut, garniec, kwarta i łokieć według miary sandomierskiej być ma. Korzec: Ten według prawa ma być miary sandomierskiej, trzymając garncy dwadzieścia i cztery w sobie, cecha podwo jewodznego cechowany. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:11 Trudno dziś jednoznacznie określić, kiedy człowiek stanął po raz pierwszy na wierzchołku Babiej Góry. Przypuszcza się, że było to przynajmniej 500 lat temu. Począwszy od XVIII wieku góra ta jest uczęszczana przez turystów i badaczy, ale jeszcze i dziś kryje wiele tajemnic i wyzwań. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:41 Każdy kto choć raz usłyszał nazwę Babiej Góry z pewnością zastanawiał się skąd tak oryginalna nazwa się wzięła. Wiele legend ludowych głosi, że masyw jest w rzeczywistości kupą kamieni, które wysypała przed chałupę baba - olbrzymka. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:21 Strachy w kościele Że strachy pojawiają się w zamczys kach, starych murach, wreszcie na strychach i w budowlach, o tern słyszymy nieraz; ale strachy w kościele, to chyba rzecz bardzo dziwna. A jednak tak było. Strachy tak w pewnym kościele dokazywały, źe nawet ks. proboszcz bał się ich ogromnie i za nic w świecie nie byłby do kościoła wszedł wieczorem. Dowiedział się o tern pewien podróż ny i ofiarował się wypędzić owego stracha. Otrzymawszy pozwolenie wejścia w nocy do kościoła, wszedł na ambonę i czeka. Przy chodzi djabeł po chwili, staje na środku koś cioła, zdejmuje z siebie koszulę, zostawia ją na środku kościoła, a sam idzie do ołtarza i zaczyna ogryzać świece. Podróżny, który był w długą żerdź uzbrojony, z łatwością ową koszulę przyciągnął. Gdy już północ się zbli żała, djabeł wraca na kościół, aby się ubrać, a koszuli niema. Wchodzi tedy do owego podróżnego na ambonę i prosi aby mu oddał koszulę, obiecuje mu nawet za to zaczarowa ne skrzypeczki. Podróżny przystaje na to, ale pod warunkiem, że wpierw owe zaczaro wane skrzypki otrzyma. Djabeł w jednej se kundzie przyniósł mu skrzypeczki i powie dział, że ilekroć na nich będzie grał, aby ich nigdy nie odstępował, boby pękły. Za ten hojny dar i tak djabeł nie otrzymał owej koszuli. Dwunasta godzina uderzyła, djabeł rozlał się w śmierdzącą smołę. Rano oświad czył ów śmiałek proboszczowi, że już w koś ciele więcej straszyć nie będzie. Podróżny tymczasem był w posiadaniu zaczarowanych skrzypiec, których ani na chwilę nie porzucał. Pan tej wsi niebawem przyjął go do swej służby za skotaka (t. j. do bydła). Pasąc krowy, ile razy na owych skrzypcach zagrał, krowy skakały. Pewnego razu szli ludzie do kościoła, a tu zagrał na owych skrzypecz- kach skotak i wszyscy ludzie skakali. Pew nego znów razu, przy wywożeniu z obory gnoju, tak pięknie zagrał, że ludzie z widłami w ręku, ekonom i sam pan z laskami skakali. Wreszcie nawinął się żyd, który sam prosił skotaka, aby mu na owych skrzypcach za grał. Skotak zdjął z ramion strzelbeczkę i wvpalił do lecącej właśnie tamtędy sroki. Sroka spadła ugodzona kulą, ale nieszczęście chciało, źe wpadła właśnie między ciernie. Skotak poprosił tedy owego żyda, aby mu tę zabitą srokę przyniósł. Gdy tylko żyd wszedł w ciernie, skotak zagrał, żyd zaczął w tym cierniu tańcować, a źe był boso, więc nogi ogromnie sobie pokaleczył. Żyd natychmiast wniósł na owego skotaka skargę do sądu. Podczas rozprawy, przewodniczący kazał owe mu skotakowi zagrać, co usłyszawszy żyd kazał się do słupa przywiązać, aby nie ska kać. Nic to jednak nie pomogło, bo gdy oskarżony smyk po skrzypicy puścił, wszyscy obecni na rozprawie zaczęli podrygiwać, a Żyd tak się u słupa szamotał, źe aż wnętrzności przez pęknięty brzuch wyszły. Razu jednego skotak się upił i na chwilę skrzypce zaezarowane porzucił Sarn sobie winę musiał przypi sać, bo skrzypce pękły Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:50 Niebo wyobraża sobie lud jako ogromny ogród, naj cudniejszemi drzewami obsadzony, a naj wonniej szemi zasiany zioły. Piekło, to straszna piekarnia, w której w ogromnych kotłach gotują smołę z siarką. Pod tylną ścianą ustawione są kotły, napełnione smołą, do których djabli sprowadzają każdego no wicjusza. piekle, jak na swiecie, chło pu zawsze gorzej, mówią ironicznie, bo i tu pana wsadzą do smoły, tam siedzi sobie spo kojnie, a chłopu każą pod nim palić . W cha tach ma lud obrazów świętych bardzo wiele na nie grosza nie żałują; w każdej zamożniej szej chacie znajdziesz dwa, trzy lub cztery obra- Z y p 0 5 _ IO złr., a prócz tych tańszych ze 20. Zwykle cała jedna i druga ściana (t. j. po łudniowa i zachodnia) zawieszone są obraza mi, które na jednej wspólnej umieszczają deszczułce. Gdzieniedzie napotykałem dosyć kosztowne ołtarze drewniane, w kącie izby gościnnej ustawione. Również obrazy i rzeź by świętych umieszczają na drzewach przy drogach i modlą się przed niemi, już to gdy prowadzą umarłego, już też idąc na robo tę lub z roboty. Człowieka przechodzącego na inną wiarę, pomimo że się to na wsi nigdy prawie nie zdarza, uważają za psa. Rozumie się wtedy tylko, gdy chrześcjańską porzuci wiarę, a czepi się innej. Żyda, który się dał ochrzcić, bardzo chwalą i lubią. W wioskach do tutejszej parali należących jest wiele ko biet, które, porzuciwszy religję mojżeszową, przyjęły chrzest i należą do kościoła rzymsko katolickiego. Mężczyzny jednak neofity nie zdarzyło mi się spotkać nigdzie. Z miejsc odpustowych znają najwięcej Kalwarję, Czę stochowę i Leżajsk, dokąd gromadne odby wają pielgrzymki. W Anioła Stróża wierzą; utrzymują również, źe każdy człowiek na świat przychodzący dostaje swoją gwiazd kę, która wraz ze śmiercią jego spada. Stąd widać nieraz wieczorem spadające gwiazdy. Kamienie spadłe z nieba pozostają nie tknięte, są to bowiem czary, które mają moc szkodzenia ludziom. Taki kamień obkopuje się delikatnie, strąca się go do wydrążonego do- łeczka i zakopuje. Wierzą w przeznaczenie. Bo ginki są to bardzo piękne, mgliste dziewice, które kuszą młodych ludzi, a szczególnie lubią urlopników; niechnoby jej który posłuchał, a boginka zaprowadzi go do lasu, tam mu ury wa głowę, a duszę djabłu oddaje. Boginki mają także swoje dzieci, któremi są najczęściej dziewczęta. Syna boginka mieć także może, a jeżeli go ma, co się rzadko trafia, tedy on musi być topielcem. Boginki lubią sobie także dzieci swoje zamieniać na ludzkie, któ re mają większą moc, aniżeli ich własne. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:15 Djabeł swatem. « Parobek zalecał się pięknej dziewczynie, ale ta myśleć nawet o nim nie chciała. Trapił się też tem biedny parobczysko nie mało, a gdy tak zmartwiony szedł raz wieczorem przez las, wypadł z drzewa djabeł, a przy brawszy postać grzecznego panicza, zapytał: „Czemu się martwisz, człowiecze?” Młodzie niec powód swego zmartwienia opowiedział i ruszał dalej, — Co mi dasz, spytał djabeł, zatrzymując go, a panna z pewnością będzie cię chciała. — A cobyście, panoczku, chcieli? zagadnął chłopak, skrobiąc się w głowę. — Ot, widzisz, rzekł podstępnie djabeł, chcę nie wiele, wiem żeś biedny, chcę tylko podpisu na tej oto karcie. To mówiąc, podał parobkowi cyrograf i pióro do podpisania. Chłop uczynił żądaniu jego zadość. No i cze- goźby też djabeł nie zrobił. Wkrótce roz kochany parobek poślubił ulubioną dziewczy nę, ale za jaką cenę? nikt nie wiedział. Mał żeństwo to jednak, za djabła pomocą skoja rzone, było nieszczęśliwe. On chmurny i zły, całemi dniami chodził, klął na „czerwoną” i w całym domu miejsca sobie znaleźć nie mógł. Widzieli to wszyscy mieszkańcy wioski i dziwili się nie mało, co się to młodemu mał żonkowi stało, że taki nieswój, kiedy przecież pojął tę za żonę, którą ukochał. Ale małżo nek z dnia na dzień chmurniejszym się sta wał, żona płakała dniami całemi, ale dociec przyczyny tego usposobienia męża nie mog ła. Nadchodziły święta wielkanocne, trzeba było do świętej przystąpić spowiedzi. Ocią gał się chłopek, ale bał się, aby go potem proboszcz z ambony „nie publikował”, więc poszedł. Spowiednikowi opowiedział wszyst ko. Ksiądz kazał wszystkie drzwi i okna w kościele pozamykać, a gdy serdecznie wraz z chłopkiem modlić się zaczął, djabeł z ry kiem strasznym z niego wypadł, a mając wszystkie możliwe wyjścia pozamykane, prze biwszy sklepienie, na świat z trudnością się wydostał. Proboszcz za pokutę kazał owemu chłopu przez 60 dni i nocy mieszkać przy kościele; po wypełnieniu tej pokuty, został braciszkiem w klasztorze, a ona zakonnicą. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:21 Rzeczywiście o tym samym czasie przy była chmara djabłów z Lucyferem, strasznie rozgniewanym na czele. — Kto z was, mówił, śmiał zdradzić ta jemnice, u mnie na tern miejscu powierzone? Kto się tego dopuścił? Oto ślepy odzyskał wzrok, miasto ma wodę, a królewna, na któ rej duszę dostojną z takiem upragnieniem czekaliśmy, uzdrowiona! Djabli pospuszczali głowy, nikt długi czas nie śmiał przemówić; po chwili zabrał głos najstarszy. — Z nas, mówił, niktby chyba tego nie uczynił; ale przypominam sobie, źe wtedy, gdyśmy swoje tajemnice tobie, najjaśniejszy panie, powierzali, siedział tu oto pod tą szu bienicą ten sam ciemny człowiek, którego tu i teraz widzę; to mówiąc, wskazał na sie dzącego pod szubienicą przewrotnego brata. Chmara djabłów otoczyła go teraz, a ze wszech stron zaczęto wrzeszczeć: On nas zdradził, na Madejowe z nim łoże, gdzie są szpilki, brzytwy i noże! Z tym okrzykiem rzucono się na mniemanego zdrajcę i rozdar to go na sztuki. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:29 Niemowa. Pewien biedny wyrobnik miał syna nie mowę. Chodził tedy z nim po odpustach i miejscach świętych i zbierał niby dla nie szczęśliwego jałmużnę. Razu pewnego, gdy szli do takiego miejsca odpustowego, napo tkali w drodze dwa pogrzeby. Jeden pogrzeb był hrabiego, drugi biedaka. Na pogrzebie hrabiego narodu było dużo, księży wiele, karety i różne śliczności; za trumną biedaka szło kilku tylko ludzi. Patrząc na to, ojciec owego niemego syna, rzekł: „Mój Boże, jak to bogatemu i po śmierci lepiej! co to naro du za nim modły do Boga zanosi!” Zgor szył się tern niemowa i przemówił: „Ojcze, ile mówisz, ten bogacz bowiem jest już w piekle, a biedny człowiek w niebie!” Zdu miał się ojciec tern, źe nagle syn jego prze mówił, ale zamiast się tern ucieszyć, zgniewał się, bo stracił przez to sposób dobrego za robkowania i wrzucił syna do rzeki. Płynął sobie młodzieniec z wodą, a nie utonął i do płynął tak do młyna, gdzie pochwycił go młynarz, z wody wyciągnął, a dowiedziawszy się od niego, co się stało, za swoje dziecko go przyjął i wraz z swoim synem kazał go w domu uczyć. Ale młodzieniec tak postę pował w naukach, źe syna młynarzowego o wiele prześcignął; to tak zgniewało młyna- rzową, że raz, pod nieobecność męża, wypę dziła biedne dziecko z domu. Wypędzony poszedł do Krakowa, zapisał się do szkół, gdzie o suchym chlebie wyuczył się na księ dza. Dla wielkiej nauki zrobili go biskupem, a wreszcie ojcem świętym. Ojciec jego z tego grzechu, źe własne dziecko utopił, nigdzie rozgrzeszonym być nie mógł: wysłano go po nie aż do papieża. Gdy ów staruszek przy szedł do ojca świętego, grzech wyznał, wtedy papież powiedział mu, że mu daje rozgrzesze nie, a poznawszy ojca, rzucił się mu z pła czem na szyję. Wziął potem ojca do siebie i żyli już do końca życia razem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 21.06.22, 14:51 Również w bajkach Rokita doczekał się własnych opisów. Oto jeden z nich: "Po niebie szybko przesuwają się ponure chmury. Zimny wiatr smaga podróżnych po twarzach. Ścieżka staje się coraz mniej widoczna. Jeszcze tego nie wiedzą, ale zgubili drogę. Przez świst wiatru słychać wyraźnie śmiech. Gruby. Basowy. Wydawałoby się, że ludzki lecz jednocześnie przeszywający piekielnym strachem. To diabeł. Nazywają go Rokita. Jest wielki i przysadzisty. Zamieszkuje bagna i moczary, w pobliżu których ochoczo napada na ludzi by pomieszać im zmysły i ściągnąć na bezdroża, w bagno. I biedni Ci, który nie poznali się na fortelu tego diabliska. Z chłopskich opowieści wynika, że Rokita przyjmuje postać ponurego, wulgarnego i nieokrzesadnego szlachcica, który nie grzeszy jednak inteligencją. Strzeżcie się jednak jego potwornej, diabelskiej siły i gdy go usłyszycie szukajcie czym prędzej zgubionej w lesie ścieżki Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:13 DIABELSKIE PIENIĄDZE Pewnego razu kilka dziewcząt wybrało się do łęczyckiego parku. Usiadły na ławce, rozmawiają, przyglądają spacerującym ludziom. Nagle w alejce pojawia się elegancko ubrany mężczyzna. Przechodzi obok nich raz i drugi, w końcu uśmiecha się i zagaduje. Zaprasza je na spacer wokoło parku, a za fa- tygę obiecuje pieniądze. Żadna z dziewcząt nie ma jednak ani odwagi ani chęci na przechadzkę. W końcu jedna z nich, najbardziej odważna - decyduje się. Obchodzą park wokoło, mężczyzna proponuje jeszcze przechadzkę tum- ską drogą, ale dziewczyna nie ma już na nią ochoty. - Mam ci zapłacić, żebyś poszła? - pyta mężczyzna. A ona na to: - Możesz zapłacić, a możesz nie, jak chcesz. Wtedy on z woreczka, który cały czas trzymał w ręku wyciąga pieniądze. Dziewczyna wygładza rękoma swój fartuszek i nadstawia go. Mężczyzna wsy- puje w niego pieniądze i odchodzi w stronę Tumu. Dziewczyna wraca do kole- żanek, a one śmieją się i żartują z jej kawalera, a nawet go przezywają, i nagle dziewczyna z przerażeniem spostrzega, że w fartuchu zamiast pieniędzy ma same końskie boby. Wtedy wszystkie przestają się śmiać i uświadamiają sobie, że ten elegancki pan - to nie żaden pan, tylko sam diabeł Boruta. Spo- glądają w stronę, gdzie po- szedł, ale tam już nie ma nikogo. Słychać tylko szy- derczy śmiech, a później zalega cisza i po diable nie ma już śladu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 08.01.23, 20:30 O skąpcu. Jeden skąpiec pożyczał na wielkie procenta, a przed śmiercią, ażeby nikomu nie zostawić pieniędzy, zjadł je ze śmietaną. Na- próżno szukano pieniędzy. W nocy wystawiono go na katafalku w kościele, a przy trumnie czuwał dziad kościelny, imieniem Flo rek. Naraz wielki huk powstał i kościelny zobaczył dyabłów, któ rzy porwali ciało skąpca i trzęsąc nim, poczęli wołać: „Tobie piniądze, Florek, A nam za licbwe ten spróchniały worek a . Pieniądze wytrzęśli z niego i zostawili, a sami duszę jego porwali Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.01.23, 17:37 Pewnego razu księdzu z Baborowa przyśnił się przed Bożym Narodzeniem tu tejszy mały parafianin, Adam Krawarski ze złotą koroną otoczoną niebiańskim bla skiem. Krawarski jest postacią autentyczną, a ten sen sprawił, że trafił do szkoły jezu itów' w Ołomuńcu. Jego działalność przypa dła na 1618-1648, a więc lata wojny 30-let- niej. Adam bardzo często cudem unikał śmierci, np. gdy dwóch szaleńców' chciało go zarąbać toporami. Przemówił do nich tak przekonywująco, że zwątpili w swój niedo szły czyn. Krawarski zmarł w Pradze w 1660 roku uwielbiany'przez ludzi. Jego portret zakupio ny w Pradze jeszcze w 1961 roku znajdował się w kościele parafialnym w Baborowie. Niestety już go tam nie ma. ale istnieje jego fotografia zamieszczona w katalogu zabyt ków z 1961 roku. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.01.23, 17:41 Tkacze z Dzierżysławia chodzili na targ do Opawy. W w igilię Wszystkich Św ię tych 1621 roku późnym wieczorem wracali z niesprzedanymi towarami do domu. Byli bardzo głodni i wycieńczeni, szli powoli, a marsz utrudniał im silny wiatr i gęsta mgła. I tak zastała ich noc. Zmęczeni rzucili toboły na trawę i położywszy się na nich chciel wstać, ostry ból nie pozwolił im na to i upadli. Byli jak sparaliżowani, a ból ich nie opuszczał. W międzyczasie lunął gwałtowny deszcz i roz szalała się w ichura. Wigand chcąc okryć swoje go kompana poczuł szybsze krążenie krwi. Prze zwyciężył ból, podniósł się i zaczął iść do naj bliższej wsi. Nie uszedł daleko, gdy nagle ujrzał gorejący krzak. Wigand przystanął i wpatrywał się w to dziwne zjawisko. Wtedy z płomieni wy szła kobieta i zastąpiła mu drogę. Ubrana była w złotą suknię, a na głowie miała koronę. Gdy ubo gi tkacz zobaczył ten przepych, upadł na ziemię i zapytał nieziemską istotę o to kim jest. Kobieta odpowiedziała bardzo łagodnie, żejest taką isto tą jak on. ale obłożoną klątwą. Opowiedziała o swoim mężu, dżumie panującej w mieście prze klętym przez bogów, których obraził jej małżo nek Babor i o tym jak ona próbowała naprawić krzywdę uczynioną przez męża. Babor chcąc być lepszym od bogów kazał okolicznej ludności zbu dować ogromne, kamienne miasto. Wycieńcze ni, głodni ludzie nie otrzymując strawy zjadali gips, którego było tu pełno. Babor szydził z bo gów, a oni wciąż budowali. Wreszcie bogowie zesłali do zamku Babo- ra dżumę. Nawet będąc zarażonym Babor rzucał ku niebu przekleństwa. Wówczas ziemia pochło nęła Babora, zamek pełen skarbów oraz kamien ne miasto. Jedynie żona Babora zyskała łaskę bogów, którzy dali jej za mieszkanie pagórek i postawili jąna straży pogrążonego bogactwa. Gdy rozda wszystkie skarby ubogim, a można było to zrobić tylko w wigilię Wszystkich Świętych, bę dzie zbawiona, a wina Babora odkupiona. To rze- kłszy dała Wigandowi garniec pełen złota i dro gich kamieni. Wigand obudził się koło kolegi. Opowiedział mu sen. Obolali ruszyli w drogę i zobaczyli pod krzakiem starożytnie naczynie. Był to garniec pełen kosztowności. Wigand i Libor stali się zamożnymi, dobrymi i oszczędnymi go spodarzami, a dobra Dzierżysława nie ukazała się nikomu po dzień dzisiejszy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.01.23, 17:46 Na trasie Głubczyce-Głogówek za wsią Tomice, w pobliżu wiaduktu kolejowego stał po kutny kamienny krzyż. Opowieść głosi, że około czterystu lat temu jechał tą drogą rycerz Reis- switz von Kadersin. Był panem Strzybnikaw Ra- ciborskiem. Na miejscu, gdzie stanął powyższy krzyż spotkał dwóch synów sołtysa z Kazimie rza. Synowie ci nie oddali mu ukłonu i czci na leżnej w tych czasach rycerzowi. Doszło do ostrej wymiany zdań i rozsierdzony rycerz ich zabił. Po stawiono go przed sądem, uwięziono i nałożono na niego karę pieniężną. Nadto rycerz musiał na miejscu zbrodni postawić własnoręcznie wyko nany kamienny krzyż. W okresie międzywojen nym właściciel zamku w Głogówku hrabia Wil helm Oppersdorf kazał przenieść ten krzyż po kutny do swojego zamku, gdzie jest do dziś. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.05.23, 19:42 Pałac w Nakomiadach posiada kilka legend związanych z jego przeszłością, z których najbardziej znane są podania mówiące o tajemnych tunelach i romantycznych miłościach dawnych mieszkańców założenia Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.05.23, 20:00 . Bardzo dawno temu do pałacu dotarł ranny oficer. Został przyjęty pod gościnny dach, a szczególną opiekę nad nim sprawowała córka właściciela. Na opiekę nad rannym poświęcała cały swój wolny czas zakochując się w nim bez pamięci. Oficer nie odrzucił tego uczucia. W wyniku romansu panna powiła dziecko, a on wyjechał przedkładając nad miłość zgiełk wojenny. Panna z żalu i rozpaczy rzuciła się z pałacowego okna na schody. Od tego czasu widnieje na nich wykute w kamiennym stopniu jej serce. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.05.23, 23:17 Przed wielu laty, niedaleko jeziorowskiej szkoły, na pagórku pomiędzy drogą prowadzącą do Podleśnych, a polną dróżką biegnącą do leśniczówki, stał wiatrak. Pewnego dnia, na początku któregoś lata, można było zobaczyć czarny powóz, który powoli przejechał obok wiatracznego wzgórza. Niedługo potem przed młynarzem stanął chłopak i zapytał, czy nie znalazłaby się praca dla zdolnego czeladnika. Właściciel ucieszył się bardzo, bowiem sianokosy były tuż, tuż. Szybko uzgodniono zapłatę i młynarz przyjął nieznajomego do pracy. Młody człowiek okazał się doświadczonym i zręcznym pracownikiem, który był w stanie zastąpić samego młynarza. Ten był bardzo zadowolony z czeladnika i mógł spokojnie zostawić go samego we młynie. Któregoś dnia młynarz wraz z żoną i córką przebywał na lakach ciągnących się od Stróżki aż po Puszczę Borecką. Był gorący czerwcowy i bezwietrzny dzień. Młynarz pomyślał: ”Ten czeladnik to ma dobrze! Nie musi myśleć o sianokosach, tylko leni się w chłodnym młynie, a ja tu muszę harować przy zgrabiarce”. Ale jakże się zdziwił, gdy się obejrzał. Powietrze było nieruchome, tymczasem skrzydła wiatraka obracały się rytmicznie i zwinnie, tak jakby wiał w nie porządny wiatr. Dla młynarza był to straszny widok, bowiem było to nienormalne, wręcz niemożliwe. Musiał tę sprawę natychmiast wyjaśnić. Wrócił do domu i wezwał młynarczyka. Zapytał go, jak to możliwe, że mieli bez wiatru ? Młodzieniec odpowiedział: „Dlaczego jesteś taki zdenerwowany ? Przecież nie robię tego na twoją szkodę. Pozwól mi pracować”. „Nie, nie” – zawołał młynarz – „To diabelskie sztuczki, więc nie masz tu już czego szukać! Pakuj swoje manatki i wynoś się stąd! Nie będę tolerował takich spraw w moim młynie”. „Dobrze, jeśli jest taka twoja wola, odchodzę” – odrzekł czeladnik – „Ale najpierw oczekuję mojej zapłaty”. „Twojej zapłaty?” – powtórzył młynarz – „Możesz jej sobie szukać tam, gdzie wiatr hula!” Grosza ode mnie nie dostaniesz ! Pakuj się i natychmiast wynoś się z mojego domu”. „Dobrze” – odrzekł młodzieniec – „Tylko niech ci nie będzie żal”. Młynarczyk zawiązał swój tobołek i wyszedł. Zaraz potem można było zobaczyć czarny powóz, którym odjechał nieznajomy. Młynarz był zadowolony, że pozbył się budzącego trwogę czeladnika i powrócił do swojej pracy na łące. Nigdy już jednak nie zaznał spokoju. Nieraz zimny dreszcz przebiegł mu po karku, bowiem gdy tylko zaczynał mielenie, wnet pojawiał się czarny powóz, który powoli okrążał wiatrak. Wówczas jego skrzydła zatrzymywały się i nie był ich w stanie poruszyć nawet największy wiatr. W ten sposób młynarczyk odbierał swoja zapłatę. A ponieważ sytuacja powtarzała się przez kilka lat, to młynarz stracił serce do swojej pracy. Porzucił wiatrak i opuścił wieś. W pozostawionym młynie nikt nie odważył się zamieszkać, w końcu jego drewniana konstrukcja zgniła i rozsypała się. A stało się to tak dawno temu, że nikt z mieszkańców Jeziorowskich już tego nie pamięta. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.05.23, 23:59 Dziś legenda związana z miejscowością Mikołajki … dawno, dawno temu wodami mazurskich jezior władał Król Sielaw – ogromna ryba w złotej koronie na głowie, najsilniejszy i najsprytniejszy ze wszystkich stworzeń wodnych. Gdy rozpoczął się napływ rzeszy osadników na te tereny, na jeziorach zaroiło się od wielkich łodzi rybackich, których sieci wyciągały z toni ogromne ilości ryb. I wtedy to bogowie pruscy wezwali do siebie Króla Sielaw i nakazali mu, aby zahamował nienasyconą chciwość ludzi. Król wypłynął na jeziora i rozpoczął swoją wojnę z rybakami. Wywracał łodzie, rozrywał sieci, aż przestraszeni rybacy zaprzestali wypływania na połowy. Nastały ciężkie czasy dla mieszkańców Mikołajek. Głód zaczął zaglądać do ich domów, a wielu rybaków poszło szukać zajęcia tam, gdzie nie sięgała władza sielawowego króla. Wtedy to żona jednego z nich przypomniała sobie o starym , pruskim zwyczaju składania ofiar dla przebłagania bogów. Gdy w ciemną, pochmurną noc w głębi puszczy złożyła ofiarę, na moment rozproszyły się chmury, a blask księżyca padł na kamień ofiarny, gdzie błysnęło małe żelazne kółko. Kobieta chwyciła je, zaniosła do domu i oddała mężowi. Mąż, który poza rybactwem parał się także kowalstwem, zabrał się zaraz do pracy . Przez długie tygodnie w tajemnicy wykuwał w swojej kuźni ogromna sieć z żelaznych kół. Gdy zakończył dzieło, wraz z synami wypłynął na jezioro i zarzucił sieć. Po paru chwilach woda rozkołysała się, białe bryzgi piany uniosły się wkoło – w sieci szamotała się ogromna, srebrna ryba z koroną na głowie. Ludzkim głosem poprosiła rybaka, by darował jej życie, a w zamian za to sieci napełnią się rybami, jak nigdy dotąd. Rybak zamocował sieć z Królem Sielaw na mieliźnie i wyruszył na połów. Sieci rzeczywiście napełniły się, a sprytny rybak przypłynął do Mikołajek i sprzedał cały połów, otrzymując za każdą rybę srebrną monetę. Następnego dnia zrobił to samo. Wieczorem rozochocony, z mieszkiem pełnym monet, poszedł do karczmy, gdzie przy piwie rozwiązał mu się język i wyjawił swoją tajemnicę… Nazajutrz, gdy tylko wzeszło słońce na jezioro wypłynęły wszystkie mikołajskie łodzie i skierowały się na Śniardwy. Tam rybacy znaleźli mieliznę, a na niej Króla Sielaw. Przyciągnęli go do Mikołajek i zaczęli się zastanawiać, co zrobić ze zdobyczą. Wówczas Król odezwał się ponownie ludzkim głosem, prosząc ich o darowanie życia i obiecując już na zawsze obfite połowy w swoim królestwie. Rybacy po naradzie postanowili darować życie władcy jezior, ale aby mieć go zawsze na oku, przytwierdzili go żelaznym łańcuchem do przęsła mostu… Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 05.05.23, 00:17 Człowiek nie ryba …” Nad jeziorem mieszkał w rybackiej chacie sprytny Mazur. Miał dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę. Ojciec widywał przejeżdżających obok mężnych rycerzy i wyobrażał sobie, że jego syn będzie takim wojem. Swoją córkę najchętniej zaś uczyniłby księżniczką. Wszystkie jego myśli koncentrowały się na pozyskaniu tak wielkich bogactw, aby pozwoliłyby na awans jego dzieci. Dla tego celu gotów był uczynić wszystko. Okolicznym mieszkańcom sprzedawał ryby oraz produkty rolne i gdy mógł, oszukiwał ich. Ale majątek swój pomnażał w zbyt wolnym tempie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 05.05.23, 00:23 Góra Dziewic Tarławki, gm. Węgorzewo, pow. węgorzewski Niedaleko Tarławek w powiecie węgoborskim leży Góra Dziewic. Pewnej nocy, między godziną jedenastą a dwunastą, przechodzili tamtędy trzej muzykanci, a byli nieco podchmieleni i grali wesołą melodię. Wtem w zboczu góry otworzyły się drzwi, których wcześniej nigdy tam nie widzieli. Wyszły z nich trzy dziewice i poprosiły grajków, aby poszli z nimi i coś im zagrali. Panny poprowadziły ich do podziemnego zamku, w którym wszystko było niesamowite i z wielką radością słuchały muzyki. Jedna z dziewic w międzyczasie zamiatała korytarze i schody zamku. Kiedy muzykanci chcieli już sobie pójść, jedna z dziewic wsypała zmiecione śmieci do toreb grajków mówiąc, że to zapłata za ich granie. Grajkowie ruszyli przez zamarznięte jezioro Mamry do swojej wioski. Po drodze ich torby robiły się coraz cięższe, więc ze złością wysypywali zmiotki. Gdy następnego ranka żony muzykantów chciały włożyć do mężowskich toreb śniadania, znalazły wewnątrz po kilka sztuk złota. Teraz grajkowie zrozumieli, jak nierozsądnie postąpili. Ruszyli z powrotem, aby szukać rozsypywanych śmieci, które zamieniły się w złoto. Ale lód na Mamrach już się roztopił. Kiedy dziś woda jeziora Mamry błyszczy tak złociście, mówią wtedy ludzie, że to świeci złoto pięknych panien z Góry Dziewic … Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.05.23, 14:40 Wizerunek Zbawiciela w trybunale lubelskim W sali sądowej w Lublinie stał krzyż kamienny z wizerunkiem Zbawiciela, a nad nim był napis wielkimi złotymi literami: Justitias vestras judicabo. Osobliwość tego wizerunku ta była, iż Chrystus Pan miał twarz odwróconą i rysów jej nie można było widzieć; jednakże snycerz nie był go tak wystawił, ale pewien wypadek stał się przyczyną tej zmiany: Była wdowa szczupłego miana uciśniona procederem przez jakiegoś magnata. Jej sprawa była jak bursztyn czysta, ale magnat zobowiązawszy wszystkich członków trybunału zyskał dekret wbrew prawu i sumieniu. Gdy go ogłoszono, nieszczęśliwa wdowa wyrzekła na cały głos w izbie: – Żeby mię sądzili diabli, sprawiedliwszy byłby dekret. A że sumienie kłuło nieco deputatów, na roki jej nie pozwano i wszyscy udali, jakoby jej nie słyszeli, z czym się odezwała; i że to było pod koniec sesji, porozjeżdżali się marszałek i deputaci, tak duchowni, jako i świeccy; została się tylko kancelaria i pisarze trybunalscy. Aż tu zajeżdża przed trybunał mnóstwo karet, wysiadają jacyś panowie, jedni w kontuszach, drudzy w rokietach, z rogami na głowie i ogonami, które się spod sukien dobywały. I zaczynają iść po schodach, a przyszedłszy do sali trybunalskiej zajmują krzesła, jeden marszałka, drugi prezydenta, inni deputatów. Pomiarkowali się pisarze i kancelaria, że to byli diabli, i w wielkim strachu przy stołach swoich siedząc czekali, co z tego będzie. Wtem diabeł, co marszałkował, kazał wprowadzić sprawę tejże wdowy. Przystąpiło do kratek dwóch diabłów jurystów: jeden pro, drugi contra stawał, ale z dziwnym dowcipem i z wielką praw naszych znajomością. Po krótkim ustępie diabeł marszałek przywołał pisarza województwa wołyńskiego (bo ten interes był z Wołynia), ale prawdziwego pisarza, nie diabła, i kazał mu siąść za stołem i wziąć pióro. Zbliżył się pisarz wpółumarły z bojaźni i przymrużając oczy zaczął dekret pisać, jaki mu dyktowano. Dekret był zupełnie na stronę uciśnionej wdowy, a Pan Jezus na taką zgrozę, że diabli byli sprawiedliwsi niż trybunał przenajświętszą krwią Jego wykupiony i w którym tylu kapłanów zasiadało, zasmuconą twarz odwrócił i oblicza swego nie pokaże (jako miał o tym objawienie świątobliwy jeden bazylian lubelski), aż naród się pozbędzie zaprzedajności w sądach, łakomstwa w księżach i pijaństwa w szlachcie. Ów dekret diabli podpisali, a zamiast podpisów były wypalone łapki różnego kształtu i położywszy go na kobiercu, który pokrył stół trybunalski, zniknęli. Następnej sesji trybunał znalazł diabelski dekret, gdzie był położony; bo rozumie się, że nikt z kancelarii ruszyć go nie śmiał. Złożono go na wieczną pamięć w archiwach Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.05.23, 19:50 Fragment Raptularza... Zbigniewa Borowskiego [...] przy limitacji Trybunału Lubelskiego chłop, który bud miejskich pilnował, przystawiwszy sobie drabinę do ratusza, na niej obwiesił się. Marszałkiem na ten czas był pan [Jan] Adam Stadnicki, podczaszy krakowski, synowiec onego [Stanisława] Diabła Stadnickiego. Za którego dyrekcyjej i w Piotrkowie 1637 na początku Trybunału na Ratuszu nocy jednej źli widziani sądząc. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.05.23, 20:01 W 2018 na placu im. Lecha Kaczyńskiego w Lublinie odsłonięto instalację artystyczną typu site-specific. Jej pomysłodawcą był Kamil Filipowski, a autorem rzeźby Paweł Pawluk. Przedstawia wielką, wyrastającą z ziemi czerwoną dłoń, ściskającą pień drzewa. Zimą 2018/2019 lubelska grupa „Bombardowanie Włóczką” przybrała ją w wełnianą rękawiczkę, a w marcu 2020 Filipowski zorganizował przy niej happening, zachęcający do mycia rąk w dobie epidemii Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.05.23, 20:24 Niestety jak się okazało również tutaj szlachcicowi udało się sędziów przekupić. Znów wyrok stwierdzał, że wdowie nic nie należy się z jego strony, że nie popełnił żadnego przestępstwa. Kobieta została pozbawiona szansy na odzyskanie choć części zagrabionego majątku. “Nawet diabli sprawiedliwiej by osądzili!!” - wykrzyknęła załamana i z płaczem wybiegła z Trybunału. Wieczorem tego dnia stało się coś dziwnego… Pod budynek Trybunału zajechała bardzo piękna, bogato zdobiona karoca, ciągnięta przez wyjątkowo dorodne konie. Z karocy wysiedli elegancko ubrani panowie. Płaszcze ich zdobione były kamieniami szlachetnymi, obszywane złotem. Gdyby nie fakt, że zamiast stóp mieli kopyta, nie różniliby się niczym od zwykłych ludzi… Weszli do Trybunału. Na wokandzie znów znalazła się sprawa biednej wdowy. Wezwano świadków, przesłuchano ich. Tym razem nikt nie śmiał kłamać w obecności tak niezwykłych sędziów. Wyrok, który wydali, był na korzyść wdowy. Szlachcic miał jej oddać zagrabiony majątek i wypłacić odszkodowanie za wyrządzone szkody. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.05.23, 00:08 W czasach, gdy na Lublin najeżdżali Jadźwingowie, w okolicach Lublina przebywał Leszek Czarny. Pokonał on Jadźwingów w bitwie, lecz strudzony postanowił ich nie ścigać i odpocząć po walce. Postanowił rozbić obóz na terenie dzisiejszego Lublina pod wielkim, starym dębem, pod którym zasnął. We śnie ujrzał Michała Archanioła, który podał mu miecz. Leszek Czarny uznał to za znak od Boga, który miał zachęcić go do pościgu. Książę niebawem wyruszył i dogonił Jadźwingów i ponownie ich pokonał. Jako wotum wdzięczności ufundował w miejscu swojego obozu kościół (legenda mówi o ufundowaniu, ale niektóre źródła twierdzą, że w tym miejscu istniał już kościół) pod wezwaniem św. Michała Archanioła, a dąb, pod którym spał, ścięto i przeznaczono na budowę ołtarza. Prezbiterium miało zostać zbudowane na ściętym pniu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.05.23, 01:22 Zofia była służącą nadzwyczaj troskliwą i staranną, toteż szybko zdobyła sobie życzliwość swojego pana. Mimo dużej różnicy wieku pan zapałał do niej afektem. Uboga czeladna czuła się i rządziła w jego domu jak w swoim własnym. Z biegiem czasu stary pan Podlodowski ostygł w zapałach do młodej Zofii, a ta postanowiła temu za wszelką cenę zapobiec. Biegała do guślarek po okolicznych wsiach dopytując się co ma czynić. Jedna z nich doradziła Zofii puścić kilka kropel krwi z serdecznego palca do naczynia z trunkiem i napoić nim jegomości. Inna radziła gołębie serce ususzyć, zetrzeć i spożywać pospołu. Rady te okazały się skuteczne. Pan zawsze z radością powracał do domu do swojej Zofii, a ta coraz usilniej próbowała nowych praktyk, aby stan ten jak najdłużej utrzymać. Niestety po pewnym czasie pan Podlodowski podupadł na zdrowiu. Przejęta tym Zofia gorączkowo szukała pomocy u okolicznych guślarek. Te kazały jej upiec chleb z wetkniętymi weń trzema kłosami żyta. Niestety spalone ziarna żyta nieomylnie wskazywały rychłą śmierć pana. Tak też się stało. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 19:00 On i kowalowi z groty, Często płatał różne psoty, I Dorotce ocl Sokoła Obiecywał złota siła Aby tylko do kościoła, Na mszą świętą niechodziła. I ’’lobydź niemoże, dziewczyna odpowie, Malowanego widziałam szatana, Z lisim ogonem z rogami na głowie, I niepodobny był do tego pana. On taki grzeczny i jeszcze niestary, Jego wspomnienie dotąd mi się marzy, Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 19:08 Wszystkie niech będą dziwem wnaturze, Mściwe jak piekła posłaniec, I trzy dni w roku na łysey górze, Niech odbywają swóy taniec. Powietrze zioła na ich rozkazy, Jch moc niech będzie im znana, Nichay się każda kocha sto razy, A nigdy wzajem kochana, Dzień dla nich nocą, noc dzienną dobą, Wniey będą miały różne koleje, M ogą się cieszyć wzajem ze sobą, Dopóki czuiny kur niezapieje.—A jak na widok wody święconey, Mnie się odsłania straszliwa droga Tak jeśli przez nie kto pokuszony, Niech je zaklina, ’’precz w imię Boga. Gdy tak dziwaczną mowę nad nią trsse- pał, i Stała bez zmysłów w tym smutnym zawodzie Wreszcie ją zlekka wramiona poklepał I zniknął szybko, jak bańka na wodzie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 21:42 Oprócz handlu świniami, cielętami, wołami i owcami rozwinął się w Mysłowicach od lat 80. XIX w. handel drobiem. W latach 1880 - 1895 liczba gęsi i kaczek zakupionych w Rosji wynosiła sześć milionów sztuk. Drób sprowadzono do Mysłowic na dwa sposoby: koleją z Galicji lub pędzono pieszo drogami z terenów Królestwa Polskiego. W drugim wariancie gęsi i kaczki docierały do Modrzejowa, tam grupowano je w stada. Następnie przechodziły do Mysłowic przez drewniany most na Przemszy. Od tego miejsca przemieszczały się głównymi ulicami miasta, Krakowską i Oświęcimską w kierunku zbudowanych na początku XX w. w rejonie dworca osobowego zabudowań gospodarczych do kwarantanny, karmienia i załadunku Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 21:48 Niy dziwcie sie, że ludzie nocnic sie boli. Bo piyknie wyglôndały, ale były fes złe i poradziły ludziom ukrziwdzić wiela wlazło. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:25 Chopy z inkszych wsi, ftorzi robili na tyj grubie z Dzieckowiokami, jak uobocyli, że jejich kamraty majôm gorcki przikute na ketach do ściany, zacli sie śmioć z tego, a samych grubiorzy, co tak radzi gorcki rozciepowali, przezwali Gorckami abo tak pieściato Gorcusiami. A potym uo tym uosprowiali po robocie we swojich chałpach. I po wszyskich wsiach nauobkoło Dzieckowic sie rozniysło, jak to Dziećkowioki rozciepowali na pauzie gorcki i jak jejich sztajger przikuł te gorcki do ściany. No i rozniysło sie, że na tych chopôw wołali Gorcki. A nazwa tak sie spodobała, że wszyjscy zacli godać na Dziećkowiokôw Gorcki abo Gorcusie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:36 Ale na Wesołyj nojstarsi uosprowiali, że wszyndy po lasach szło fajnie wyposać gowiydź, ale był taki plac w lesie, kaj straszyło. I to niy żodyn duch, ino cosik blank inkszego! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:42 I uod tego casu, bajtle jak miały w niydziela iś do lasa wele wasserturma, to zowdy niy śniodały. I wtyncos końsko noga niy lotała i jich niy gôniła. Môgli se spokojnie wyposać swoje krowy! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:50 Grof uobjechoł nauobkoło Kopciowice, a potym pojechoł na Chełm. I w Chełmie wloz na chwila na fara. Farorz gościa ugościł, winnym napojił (a dobre je mioł!), a nawet w karty se z grofym pogroł. I ani sie uoba niy spostrzegli, jak nastoł cimok. Tôż grof zebroł sie do dôm i tak gościńcym z Chełmu jedzie do swojigo dwora. Jak wjechoł w Kopciowice, to niydugo dali stoł krziż wele gościńca. Wiycie, to je tam, kaj jedna drôga jedzie na Bierôń, a drugo do kopciowskij wsi i do dwora. Grof uobocył krziż, ftory stoł na tym skrziżowaniu, ale ani gowy niy pokłônił, ani niy przeżegnoł sie. Za to se pomyśloł, jake to gupie sôm ludzie we Kopciowicach, kyj wele tego krziża sie kłoniajôm a potym żegnajôm! Jak se to pomyśloł, tak zacôn sie śmioć na cołke garło. Z tyj ludzkij gupoty! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:55 Stowy były dobre i ludzie radzi je mieli. Ale casym ku rybôm a rakôm przikludzało sie cosik niydobrego. Tedy uowdy były to utopce, ftore rade topiły ludzi. Ale ros do stowu przikludziło sie cosik gorszego jak utopce. We stowie zamiyszkoł diobeł! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.05.23, 23:04 Piyrwy to sie dzioło rostômajcie. Jedni byli dobrzi, inksi źli. Jedni robili do drugich dobre rzecy, ale byli tysz tacy, ftorzi robili mocka złego. A nojgorsze to były heksy. Te robiły cołko masa złych rzecy. A to carowały, a to ciepały uroki na ludzi. Besto była cołko masa ludzi, ftorzi mieli ucynione cosik złego uode heksów. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.05.23, 21:55 Jak jusz Ymil poradziył mocnij dychać świyżym luftym, tak zacôn wołać uo retunek. W końcu przilecieli ratowniki. Naprowda fes sie zdziwiyli, bo dziura, co szła bes zwoły ku Ymilowi wyglôndała, jakby ftosik wyciôngnył na szyrokość rynki wszyske kamynie. Ale z jednyj i z drugij strony zawalonego chodnika! Ratowniki fes sie dziwili i widzieli, że to wyglôndo, jakby ftosik wraziył sam rynka. Na dodatek wyglôndało to tak, jakby niy działały prawa fizyki! Bo przeca luźne bergi musiały sie zapaś, a tego niy zrobiyły! Potym Ymil se spômnioł, że padoł gowôm w strôna przodka, a jak sie uoturoł to mioł gowa uobrôcôno w drugo strôna! Ymil tysz widzioł, jak rynka siyngała z drugij strony i wyciôngała kamynie. Besto myśloł, że zawalisko mo pora coli. Jak go ratowniki uodkopowali, to sie pokozało, że Ymil leżoł uod nich pora metrów! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.05.23, 22:02 I musioł tyn mody fyśter pogodzić uobrobianie pola i robota przi doglôndaniu lasa. I tak. Do połednia szeł ze swojôm babom robić na pole, a po połedniu lotoł po lesie a zaglôdoł, cy wszysko je jak trza. Ale że żyli sam na tyj fyśtrôwce sami, to swojego bajtla uostowiali samego. Dowali mu tam jakeś lalki, klocki abo inksze gracki i śli wcas rano do swoji roboty na polu. Jak matka prziszła z roboty, to zowdy brała bajtla na klin, a chalała go, całowała i kilała! A bajtel śmioł sie wiela wlezie! A potym go pytała, w co sie bawił i cy cego niy napochoł. Ale bajtel codziyń, jak sie matka pytała, co robił, to padoł, że jod z kocikym i to takim wielym! Ino dziwne było to, że fyśter kota ni mioł! A bajtel durś godoł, kożdego dnia, że sie bawił z wielym kotkym, że ś`nim jodoł, że sie gônili, że skokali. Durś ino tyn kocik a kocik. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 17:08 Smok miał też silne związki z morzem, bywały bowiem odmiany wodne. Miały ponoć pragnienie tak wielkie, że sama woda im nie wystarczała i połykały wiatr. W tym celu goniły statki i odbierały im wiatr z żagli, przewracając je przy tym. Niekiedy pojawiały się także legendy wiążące pływy z połykaniem wody przez ogromne węże morskie lub smoki, żyjące na dnie wód. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:13 Tedy uowdy ludzie na polokowym polu widzieli take uogniki. Może ftosik świyckôm świyciył? Ale ros było wiynksze a ros myńsze. I ludzie widzieli jak to tańcuje po polu. Ale tak drapko, że to sie tego niy do uopisać! Niy starejcie sie, za dnia tego sie niy widziało. Ino bes nocka, a na pewno jak ftosik larmowoł. Ludzie godali, że to nocnica, skuli tego, że ino lotało po nocach. Ale tysz godali na to Świtu Deptu. Bo lotało uode cimoka aże do świtu, a jak se kogo upatrzyło, to jeszcze go uobaliło i podeptało! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:17 Na Larysie miyszkoł jedyn chop. Mianowali go Zefel Sorek. Kamracił sie z takim Ymilym z Wesołyj. A jak Ymil zacôn kupować moc ksiônżek uo magiji a sama magijo uprowiać, to Sorek z Larysza tysz sie tym zacôn porać. Besto niyros z Ymilym uodprowiali zaklyńcia abo cytali magicne ksiônżki. I Zeflik zacôn nabiyrać rostômajtych mocy, ftore pômogały mu wiedzieć se rada w życiu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:21 Ale wtyncos jeszcze barzi go zniynawidziyła. I chned kożdego dnia go wyzywała, że z samym diobłym sie kumo i ś`niym trzimie a go fes przeklinała. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:27 Ros sie tak smykoł po pijoku po weselskich polach, aże trefił nad dônaj, co bes te pola płynył. A potym... sie stracił. Nô wciôngło chopa i fertig! Zowdy tak leko po dwanostyj chop trefioł do dôm. Ale jak pizło dwanoście, to sie baba zacła rychtować do jego przijścio. Tak uode przipodku naszykowała se nudelkula. Ale tysz zrychtowała mu wiecerzo i cekała. Ale przeszła jedna w nocy, potym drugo i trzecio, a chopa jak niy było tak ni ma. Jak sie zacło robić widno, a chopa jeszcze niy było dôma, to sie baba zacła fes starać uo swojigo chopecka. Ja. Nojprzôd sie fes nerwowała, a nawet na niego w myślach pomstowała, ale po poruch godzinach była jusz ino zestrachano, cy aby jeji chopu cosik złego sie niy trefiło,że szkoda godać!. Ale chop tego dnia do dôm niy prziszeł. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:35 Na Brzynskowicach, jak byście pośli za szkołôm w strôna Kolejowyj, to dôńdziecie nad fajny stow. To starodowny stow, bo nojstarsi pamiyntajôm, jak zowdy był. Nazywali go Polokowym Stowym, bo do tyj familije piyrwy noleżoł. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:45 Ciekow żech je, cy na Polokowym Stowie dalij tyn utopek żyje? Bo jakoś myni uo niym słychać bes uostatnie lata. Może ludzie myni jusz na tyn stow łażôm? I besto utoplec mo myni roboty z topiyniym? Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:54 Jak se Jônek spômnioł te godanie babki, to roz dwa poznoł, że go tyn gizd diobeł wodzi po lesie i niy do mu tak leko zôńś do dôm. Dopiyro po dugich godzinach Jônek trefił do swoji chałpy, cołki łobwolany marasym i zestrachany. A galoty mioł tak potargane, że potym matka ino rynce załômała i miała problym, coby to posztopować! Skiż tego strachu, jaki przeżył w lesie, Jônek tyż kcioł se zakurzyć fajka, ftoro zowdy nosił w kapsie, a tukej sie uokozało, że zamiast fajki mo tam kônsek korzynio. Nô tego jeszcze niy widzioł świat, że diobeł robił Jônkowi na bozny! I mu podmynił fajka na korzyń. Ani synek niy wiedzioł, kyj tyn gizd z piekła rodym to zrobił! Był tyn korzyń taki wiely, że niy szło go wyciôngnôńć z kapsy i trza było cołke galoty pruć! To sie matka naprzezywała, żebyście tego suchać niy kcieli! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 19:41 I tak było co nocka. Synek nerwowoł sie, jak szeł wiecôr, bo wiedzioł, co bydzie, jak pudzie spać. Wiedzioł, że zaś przidzie w nocy ku niymu tym pierziński dymôn i bydzie go tak cis, coby niy poradził ani dychać ani uo pômoc wołać. Ciekow był co to za dziadostwo go tropi. Ale gańba mu było godać uo tym ze swojôm familijôm, bo myśloł, że bydôm sie ś`niego śmioć! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 20:14 Dopiyro rano, jak babka dowiedziała sie uo tym, co sie trefiło w nocy, to pedziała familiji, że to była zmora, ftoro musiała kogoś nawiydzać. Dopiyro wtyncos modziok sie prziznoł, że go ta zmora po nocach tropiła, dusiła, gryzła a cyckała! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.06.23, 21:47 Jednego razu, a było to jeszcze przed wojnôm, chopcy pośli posać kozy nad Przymsza. Fajnie było na dworze. Cieplućko, słônecko piyknie świyciyło. A rzyka kusiła fajnôm wodôm! Normalnie niy chciało sie chopcôm za tymi kozami lotać. Ale mus to mus. Matka kozali i fertig. Jakby sie niy musieli kozami zajmować, to by sie pośli popluskać we rzyce. Ale jakby tak porobiyli, to by matka jym dała popolić i szmary by mieli murowane! Besto uo kômpaniu chopcy niy myśleli. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 02.06.23, 22:14 Na tyj Podgôrze Dynkowsko wiydła spokojny żywot. Ale zowdy bocyła, że niy je u sia, że je ino gościym swoji cery Waleski. Besto tysz myślała uo śmierci. Swoji śmierci, bo jako to bydzie, jak umre w łôżku? Tym uode Waleski? Przeca uôni sie bydôm brzidzić potym w tym łôżku lygać! A co bydzie jak umre, a sam corne łachy tysz po ni uostanôm? Tysz sie bydôm brzidzić w tym łazić! Besto mało łachôw uoblykała. Zowdy w jednyj kecce, zopasce abo jakli. A jak jusz były corne, to je prała i chowała do śranku a uoblykała nowe. Wszysko było cyste a piyknie poukłodane we śranku! Wszysko ino besto, żeby jak umarła, ftoś môg w nich łazić i niy musioł ani jich prać ani sie jich brzidzić! Ale te łôżko durś lotało Dynkowskij po gowie. Jak tu umrić, coby niy w łóżku, coby sie niy brzidziyli po nij spać! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 02.06.23, 22:22 Borcek mioł jeszcze jedna życiowo môndroś. Podug niego, niy noleżało sie śmioć ze starodownych prziwiarek, bo cosik w nich musiało być! Kyj utopce topiły we wodzie, to ino gupi by sie do wody cis. Kyj na jakim placu straszowało, Borcek by niy śmioł haf iś, bo po co się strachów najeś? Ale tysz jak syszoł, że kasik je zakopany skarb, to camu niy iś i go znolyź? Kejsik, jak jeszcze był szkolorzym, jego rechtôr pedzioł, że był taki cysorz, ftory padoł, że pijôndze niy śmierdzôm. Nô toć! To pryndzyj piyknie wôniajôm! Dobrym jodłym, fajnymi łachami, abo choby i fes miynkimi betami. Ja, pijôndze piyknie wôniajôm! Besto, jak ino Borcek kaj posyszoł, że ludzie godajôm, że je zakopany skarb, zaros szeł to posprowdzać. Ale niy sôm! Uo, taki gupi to uôn niy był. A co by było, jakby go wachowoł jaki duch? Abo inny pierziński gizd? To go bydzie straszowoł abo jeszcze go jako ukrziwdzi? Besto Borcek mioł poruch kamratów, z ftorymi chodzowoł skarbôw szukać. Tedy uowdy jich cosik pogôniło, ale fto to wiy? Może sie noreście trefi jaki gor złotych pijyndzy abo jake starodowne pieszczynie? Zowdy szło sie cego wiyncyj dorobić. Choby nowyj, piyknyj chałpy, abo jakigo fajnego pola, a krôw a świń. Bo wiycie, kômornika, ftory ni mioł nawet włosnyj chałpy, a musioł najmować izby na ślepdachach, to mało fto mioł w zocy. Bo to przeca ino biydok je! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.06.23, 18:38 Nasięźrzale, nasięźrzale, Rwę cię śmiale, Pięcią palcy, szóstą dłonią, Niech się chłopcy za mną gonią; Po stodole, po oborze, Dopomagaj, Panie Boże. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 05.06.23, 00:23 Błogosławieństwo złocistej Ladony Chwyciłeś mię w gorące swoje dłonie, W ogień, lub za ogień lecimy jak dwie ćmy, Drżą serca w nas, sośnina smolna plonie. Nad ogniem brzozy cień, a w ogniu — ja i ty. „Palrz, błyska! — Co? — Ja nie wiem, paproć może!... „Nie szukaj! — skra upadla w paprociany zwój, „Nie szukaj! zwodne są manowce w borze, „Nie szukaj, szczęście w nas: — jam twoja, a lyś mój!“ Palą się oczy, wkoło mrok zielony, Tak blisko słodkie usta, tyle we krwi ech.... Błogosławieństwo złocistej Ladony, Ogniem i miodem syci roześmiany grzech. ‘Jadwiga Qoszlozultózuna. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 00:24 Kiedy władze rosyjskie zajęły klasztor na koszary, ujrzał zjawę w korytarzu wartujący żołnierz i uciekł przestraszony. Następny wartownik był odważniejszy. Po prostu zmierzył się i strzelił. Zjawa rozłożyła ręce i... znikła w ścianie. Wtedy żołnierz zaalarmował władze. I oto komisja śledcza w miejscu ściśle wskazanym przez wartownika rozkazała ścianę opukać, a wyłowiwszy uchem jakby próżnię, zarządziła - na pewnej przestrzeni - ścianę odmurować. Wtedy... ujrzano we wnęce szkielet ludzki, który po zbadaniu takich przedmiotów, jak szkaplerz i różaniec, okazał się... ojcem Ruszlem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 20:17 Rychło potem kupiec gdański, Henryk, pokusił się o tą relikwię i skradł ją z kościoła, ale ujechał tylko do miejsca, gdzie obecnie stoi gmach KUL. Coś się koniom stało, nie poszły dalej. Niejednokrotnie to już wola wyższa przemawiała przez te najszlachetniejsze zwierzęta. Otóż skruszony kupiec, zawrócił do miasta, oddał Drzewo Św. w ręce przeora i na miejscu swego opamiętania wystawił kościółek drewniany pod wezwaniem Św. Krzyża. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:28 W 1651 roku, kiedy pułkownik Daniel Neczaj ruszył z kozactwem przeciwko wojsku polskiemu, pobożny i szczęśliwy król Jan Kazimierz oddał losy bitwy pod cudowną opiekę Drzewa Krzyża Św. Po walnym zwycięstwie pod Winnicą Krzysztof Tyszkiewicz, wojewoda czernichowski z polecenia królewskiego złożył u dominikanów w Lublinie jako wotum buławę Neczaja i siedem zdobytych chorągwi. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:31 We śnie przychodzi do niego święty Michał Archanioł. Podaje mu królewski miecz i rzecze: Leszku, synu Kazimierza, goń za wrogiem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:35 Skarby te przekazuję na dokończenie budowy świątyni - odczytał Mikołaj, któremu słudzy dostarczyli pismo. I tak to dzięki tajemniczej skrzyni dokończono budowę kościoła i klasztoru. Stoją one po dziś dzień przy placu Wolności Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:41 Piękna złotniczanka Nazwała się Helenka. A może Tereska? Wstawała bardzo późno, bo bardzo późno kładła się spać. Ale gdy tylko otwierała okienko na piętrze kamienicy pod numerem 4 przy Złotej, ruch na ulicy zamierał. Przechodnie przystawali i patrzyli, czy jasna główka pojawi się w oknie lub błyśnie skrawek bielizny. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:53 Piękne było słońce, może majowe albo lipcowe. Okolice naszego grodu, który jeszcze nie miał nazwy, tonęły w zieleni. Czysta i bystra Bystrzyca wartko szemrała wśród wzgórz. - Hej, rybacy, co to za gród? - zapytał książę, który wraz ze swą drużyną zatrzymał konie nad rzeką. Zeskoczył z siodła, rzucił giermkowi lejce i podszedł do ludzi stojących przy łodziach. Tamci zamarli ze zdziwienia, bo niezbyt często możni panowie zatrzymywali swe konie nad Bystrzycą. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:58 Wieści, które doszły do mieszkańców Lublina były prawdziwe. Pani Tamara Kondratiewowa, żona rosyjskiego bankiera i przemysłowca, została zamordowana w dość zagadkowych okolicznościach. Zasztyletowano ją prawdopodobnie w pociągu, ciało zaś porzucono na przydworcowym skwerku w Krakowie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:29 Dziś wizerunek diabła przyciąga ciekawskich, a niektórzy twierdzą, że faktycznie sprawia niepokojące wrażenie. Być może diabeł, który do dziś obserwuje wiernych spod ambony, nie zapomniał o swojej odpowiedzialnej funkcji kronikarza grzechów. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:37 Didko szaleje po lasach Podkarpacia W lasach Podkarpacia napotkać można wiele dziwnych i niepokojących miejsc. Podobno w co gęstszych puszczach i zaroślach grasuje diabeł, nazywany Ditko lub Didko, który plącze szlaki, podmienia drogowskazy i ogólnie robi wszystko, by uprzykrzyć życie wędrowcom i turystom. Czasem diabeł stosuje czary i uroki. Jeśli na leśnej ścieżce napotkacie kiedyś związanego koguta albo zająca, od razu zawróćcie – to Didko próbuje czarami pozbawić Was orientacji i beznadziejnie zgubić w lesie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:45 Sąsiedzka wojna o niziołka, czyli duchy Łańcuta Zamek w Łańcucie to jeden z najbardziej znanych zabytków Podkarpacia. Poza zwykła ofertą turystyczną ma też dodatkowe atrakcje dla poszukiwaczy dreszczyku, a konkretniej aż trzy duchy, które podobno napotkać można wieczorami w jego salach i korytarzach. Pierwszą zjawą jest Stanisław Stadnicki, dawny starosta i znany w Rzeczpospolitej szlacheckiej warchoł i okrutnik. Stadnicki podobno zaprzedał duszę diabłu, by tylko wygrać sąsiedzką wojnę z Łukaszem Opalińskim, od którego koniecznie chciał przejąć nadwornego karła. Niziołka nie przejął i zginął w jednej z potyczek, ale diabeł dopilnował swojej części kontraktu i kazał duszy Stadnickiego błąkać się w miejscu, w którym potem wzniesiono zamek. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:52 Siedziba wyjątkowo złego rycerza Zamek Golesz we wsi Krajowice wiąże się z przynajmniej dwiema dziwnymi legendami. Pierwsza z nich wspomina o tym, że w ruinach średniowiecznej twierdzy z XIV w. ma być ukryty wielki skarb. Jak dotąd nie zaproponowano żadnych wyjaśnień, kto, gdzie i po co miałby ukrywać kosztowności na zamku Druga historia to opowieść o wyjątkowo podłym rycerzu Ściborze, który miał panować na zamku Golesz być może w czasach króla Władysława Łokietka. Ścibor lubi grzeszyć, a już najlepiej mu się grzeszyło przy świadkach, dlatego sprowadził na zamek kochankę, by zdradzać z nią żonę na jej własnych oczach. Żona Ścibora zmarła z rozpaczy, a kochanka, przygnieciona wyrzutami sumienia, odebrała sobie życie. Zbrodnie Ścibora tak zaimponowały diabłu, że sam przybył na zamek w postaci ognistego ducha, by zaciągnąć rycerza do piekła. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 13:47 Jak podają kroniki, w 864 r. nastąpił najprawdopodobniej wybuch gejzeru, woda trysnęła w górę i na wiele dni zabarwiła wschodnią część brzegu czerwoną mazią, która pokryła trawę i drzewa. Wróżbici stwierdzili, iż jest to zapowiedź epidemii wywołanej gniewem bóstwa wody. Cesarz uznał, że jest to omen wskazujący na to, iż nienależnie rządzi krajem, dlatego nakazał odprawienie różnych religijnych ceremonii mających na celu zapobieżenie dalszym nieszczęściom Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:03 Grakch polecił synom wykazać się odwagą i zabić smoka. Gdy więc doświadczyli po wielekroć otwartej męskiej walki i daremnej najczęściej próby sił, zmuszeni zostali wreszcie uciec się do podstępu. Bowiem zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro połknął je z wielką łapczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:09 Związany z Krakowem Jan Długosz, w spisanych w drugiej połowie XV wieku Rocznikach polskich, nadał opowiadaniu o smoku dużą rangę. W pierwszej części długiego tekstu oparł się na Kadłubku, ale z pewnymi zmianami. Według Długosza Kraków został założony jeszcze przez samego Graka (tak po łacinie nazywał Kraka, którego uważał za potomka Tyberiusza Grakcha). Kilka lat później miasto zostało zaatakowane przez smoka. Długosz jako pierwszy zlokalizował kryjówkę smoka w jaskini wzgórza wawelskiego: wśród takich jednak pomyślnych i sprzyjających wróżb dręczyło Kraków wielkie nieszczęście. Pod wzgórzem wawelskim, na którym Krak wzniósł zamek, w pieczarze zamieszkał potwór olbrzymiej wielkości, mający wygląd smoka lub gada, a dla zaspokojenia swej żarłoczności porywał bydło i trzodę, które mu rzucane, a nie przepuszczał nawet ludziom. Gdy zaś długim zmorzony głodem nie znajdował przygodnej lub podrzuconej sobie ofiary, wtedy z dziką wściekłością wypadał ze swej kryjówki w dzień biały i rycząc przeraźliwie rzucał się na najroślejsze bydlęta, konie czy woły zaprzężone do wozu lub pługa, mordował je i zabijał, a srożąc się także i wobec ludzi, jeśli nie uszli w bezpieczne [miejsce], brzuch swój napelnial ich poszarpanym ciałem. Ta żarłoczność do tego stopnia zatrwożyła mieszkańców Krakowa, że z powodu tak niebezpiecznego niszczyciela raczej myśleli o opuszczeniu miasta, niż o dalszym tu zamieszkaniu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:15 W 1555 roku Marcin Kromer, w dziele O pochodzeniu i czynach Polaków, pierwszy podważył wiarygodność legendy. Jako pierwszy podał też nazwę kryjówki smoka: w każdym razie głęboka jaskinia wydrążona w skałach istnieje do dziś dnia: zwą ją Smoczą Jamą (specum draconis vocant) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:23 Tezę Brücknera podtrzymywali Karol Potkański i Brygida Kürbis. Karol Potkański był zdania, że podanie o Kraku i związana z nim opowieść o smoku, były bardzo starymi legendami związanymi z Krakowem[15]. Brygida Kürbis uważała, że Kadłubek skojarzył lokalną tradycję z którymś ze znanych mu wątków literackich. Za taką tezą przemawia, jej zdaniem, brak w zapisanej legendzie najmniejszego nalotu chrześcijańskiego – potwór został pokonany w walce nie siłą nadprzyrodzoną, ale sprytem i podstępem – oraz niewątpliwy związek z jaskinią u stóp Wawelu, w której zapewne odkrywano kości (być może ludzkie) – pozostałości po prastarych warstwach osadniczych[16]. Niektórzy zwolennicy ludowej genezy legendy dopatrywali się w niej także echa wydarzeń historycznych – smok był, według tej koncepcji, symbolem obecności Awarów na wzgórzu wawelskim w drugiej połowie VI wieku, a pożerane przez bestię ofiary symbolizowały ściągane przez najeźdźców daniny. Pojawiła się też hipoteza, że legenda to wspomnienie walk z rozbójnikami Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 03.07.23, 15:49 Na murze okalającym twierdzę kłodzką istnieje kamienna płaskorzeźba przedstawiająca kobiece popiersie. Tradycja przypisuje temu wizerunkowi portret Waleski. Około roku 1945, po osiedleniu się w Kłodzku ludności polskiej, rzeźba została zniszczona, wandale pozbawili ją zupełnie rysów twarzy. Jej wygląd znany jest obecnie tylko z przedwojennych fotografii Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:04 Pojawia się w niezmienionej postaci od ponad stu lat. Widywali go przodkowie obecnych mieszkańców jeszcze przed I wojną światową. W czasach, gdy pod zamkiem wypasano konie, żaden z nich nie ośmielił się przejść nocą zamkowej bramy, mimo że trawa na dziedzińcu była bardziej soczysta. Wiele razy widywano też spłoszone czymś niewidocznym zwierzęta, gdy uciekały od ruin. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:08 W historii Polski zasłynął tym, że nigdy nie poddał się Szwedom, wiernie stojąc u boku króla Jana Kazimierza. Wspólnie z księdzem Kordeckim bronił Częstochowy. Przypuszcza się nawet, że to on był pierwowzorem Kmicica z powieści Sienkiewicza. Jego rodowym gniazdem był Danków – jeden z niewielu skrawków Polski, na którym nigdy nie stanęła noga szwedzkiego żołnierza, tak dobrze Warszycki swoją wieś obwarował. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:13 Dlaczego akurat psa? W tamtych czasach na terenie Europy wierzono, że ludzie, którzy za życia słynęli z okrucieństwa, po śmierci przemieniali się w zwierzęta, najczęściej upiorne, nadnaturalnej wielkości psy. Być może echa tych legend dotarły też do Rzeczpospolitej i okrutny pan na Ogrodzieńcu i Dankowie w ten właśnie sposób przeszedł do miejscowej legendy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:16 W kilku angielskich hrabstwach nawet pomagały ludziom. Zachowały się opowieści kobiet, którym stworzenia te towarzyszyły w drodze do domu raczej w roli obrońcy, raz nawet odstraszyły chuliganów. A w historii z Somerset tajemniczy pies pilnuje podobno dzieci i podróżnych. Natomiast według lokalnych kronik, w 1577 r. w Bungay (w Suffolk) tajemniczy czarny pies zabił dwie osoby modlące się w kościele. Na tamtejszym rynku zachował się nawet upamiętniający to wydarzenie wiatrowskaz w kształcie diabelskiego psa. Kościół nadal istnieje, a na jego drzwiach widnieją dziwne ślady. Niektórzy uważają, że pozostawił je piekielny pies. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 12:26 Dwunastego kwietnia 1763 roku na Ratuszu Miejskim z rozkazu starosty muszyńskiego Idziego Fihausera rozpoczyna się proces oskarżonej o czary Oryny Pawliszanki. Świadkowie donoszą, że podczas ostatniego nabożeństwa wypluła komunię świętą. W miasteczku od lat opowiadano jak o wschodzie słońca zbiera rosę do magicznych receptur i rzuca uroki na ludzi i zwierzęta. Wkrótce Oryna trafia przed sąd kryminalny, od jego wyroku - zatwierdzonego przez starostę - nie będzie już odwołania. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 15:41 Przed ogłoszeniem wyroku Oryna przyznaje się jedynie do spacerowania z konewką o wschodzie słońca. Mimo tego sąd uznaje ją winną bałwochwalstwa i czarostwa i skazuje na stos. W akcie łaski kara zostaje złagodzona: czarownica zostanie ścięta i, jak nakazuje dekret sędziowski, „bezzwłocznie pochowana”. Zwyczaj nakazywał chować czarownicę jak najszybciej, w miejscach, gdzie nie dociera blask księżyca, by nie powróciła na ziemię jako nocny upiór. Szczegółową relację z procesu daje "Księga Zapisów i Spraw Miasteczka Tylicza". Bezcenny dokument odnalazł się w krakowskim archiwum. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.10.23, 15:59 W Miastku żył Polak -Katolik, w obrządku łacińskim, poddany biskupa Samuela Maciejewskiego, honestus mieszczanin Danko. W owym czasie był w wieku średnim, sławny na całą okolicę gospodarz, piśmienny, zaufany biskupa. W zimie roku pańskiego 1547 , dostał list z Krakowa, aby pojechał za górę Miastka kierując się na zachód, gdzie jest cudowna dolina, oświetlona słońcem, i założył nową osadę. Nakazem biskupa, ma nazwać nową osadę Krzenycze, bo są tam źródła kwaśnej wody. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.10.23, 23:27 Wierzono, że potrafi przybierać postać kota. Czarownice w zaklęciach ludowych prosiły go szczególnie o obfitość krów, aby dawały więcej mleka. Była to sprawa niezwykle ważna dla ludu, ponieważ w obliczu nieustannie grożącego głodu brak mleka urastał do rangi ludowej obsesji. Dlatego też powstał cały zakres wierzeń w tym temacie. Były to zaklęcia, modły kierowane do Rokity, jako patrona nabiału i mleczności, a także funkcjonowały jako przysłowia kuchenne. Wiadomo, iż w Zielone Świątki, w trakcie obrzędu zbierania rosy, czarownice napotkawszy krzaczastą wierzbę-rokitę targały nią mówiąc do Rokity: „Rokita, daj mleka, oddaję ci duszę i ciało, bo mi się mleka zachciało”. Wskutek zaklęcia powstał wierszyk powtarzany przez gospodynie w kuchni: „Był sobie raz diabeł Rokita i przyszła do niego kobita. Oddaje mu duszę i ciało. Bo jej się mleka zachciało”. Gdy Rokita zaakceptował ofiarę składającą się z duszy kobiety, wychodził z bagna pod postacią kota i zaczynał mruczeć zadowolony Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.10.23, 23:38 Po przyjęciu chrztu przez Mieszka I w 966 rozpoczęły się wyprawy misyjne mające na celu chrystianizację ludności. Chrześcijańscy księża przy nawracaniu Słowian utożsamiali postaci z ich wierzeń z diabłem. W ten sposób ludowy demon słowiański został diabłem Borutą. Myśliwi jednak wciąż składali ofiary przy sosnach po to, aby Boruta sprzyjał im w polowaniach. Dzięki nim Boruta przetrwał do dziś, chociaż jego wyobrażenie znacznie zmieniło się na przestrzeni dziejów. Dziś jest nie tylko bohaterem wielu legend, jest symbolem Łęczycy oraz symbolem Wojska Polskiego w Leźnicy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.01.24, 22:10 Uczyć się ztąd należy, jak nie trzeba być ła twowiernym i bojaźliwym, co się tyczy strachów. Czło wiek, który ma czyste sumienie, i który przed sobą samym zadrżeć nie ma przyczyny, niczego się lękać nie będzie Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.01.24, 22:34 W kilka lat po tem zdarzeniu, którego sam by łem świadkiem, przyjechałem na odpust do Radecznicy, i rozgościwszy się w lasku pod drzewem, wybra łem się do kościoła. Idąc podwórzem do zakrystii, minąłem wielu dzia dów siedzących rzędami i błagających o litość, bo zwrócił moją uwagę kaleka bez nóg i z krzywemi rę kami. Suwał się on po ziemi w drewnianych ko rytkach, za pomocą tych krzywych rąk, na których miał także dwa drewniane sandały. Twarz jego pomi mo młodych rysów nosiła ciężkie ślady boleści. — Choć gro izyk panie, biednemu kalece, przemó wił do mnie, nadstawiając sandała. Głos ten zdał mi się być znany. — Jak ty się zowiesz? — Jakób Łozek. — Czy nie nazywano ciebie » Kubuś Ladajaki?« — A tak, zkąd to pan wie? — Bo cię znam, ty byłeś parobkiem u państwa... — A tak panie. — Cóż u licha, byłeś zdrów i tęgi. — A teraz kaleka i cherlak. — Cóż ci się stało? — Ot psie figle. — Jakto? — A tak panie: ze dwora mnie wypędzili, posze dłem na służbę do sołtysa; wpodle były dziewuchy, a mnie zawsze we łbie świtało. Zrobiłem sobie szczu dła. okręcałem się płachtą i straszyłem. Jak raz na robiłem rejwachu, wyleciał sam gospodarz i nuż gnać mnie z kijem; uciekając na szczudłach i w płachcie, wpadłem w kartoflany dół i złamałem obiedwie nogi, jeszcze iak powiadali w dwóch miejscach, a ręce po wykręcałem. Zawieźli mnie do szpitala do Szczebrze szyna. i tam doktór kazał mi uc : ąć nogi, a ręce pro stował i nie wyprostował. Potem chorowałem ciężko przez dwa lata i... nie umarłem. Te ostatnie słowa wymówił z nieudaną boleścią. Pochwyciłem szczęśliwą porę i rzekłem: — Nie umarłeś, bo Bóg zostawił czas, abyś od pokutował za śmierć Jadwisi sieroty, abyś prze łagał gniew Boski. Wycierpiałeś wiele, zostałeś kaleką, nę dzarzem; ale dziękuj za to Bogu, bo jeszcze szczerym żalem ocalić możesz duszę. Łzy sznurkiem popłynęły po żółtej twarzy kaleki. Dałem mu jałmużnę, on w milczeniu pocałował moją rękę i łez pełne oczy obrócił ku kościołowi Zapewne myśl jog pobiegła do stóp ołtarza błagać św. Anto niego Radecznickiego o przyczynienie się za grze sznikiem. Dodać tu należy, że z baranem, o którym ów pa robek rozpowiadał, tak było rzeczywiś ie, jak mu je dna ze słuchaczek zarzuciła. Parobek ten upił się dobrze na jarmarku, padł prawie bez duszy i zasnął. We śnie to swoim widział on owo niedorzeczne zaj ście z baranem, które za prawdziwy wypadek opowiadał. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.05.24, 19:33 Mam więc słowo W. Pana.« — »Masz słowo i rękę moję.« To rzekłszy szlach cic, podał żydowi rękę, żyd nadstawił swoję, ale ręka żydowska drżała i trzęsła się jak w febrze. — »Co tobie żydku?® zapytał szlachcic, patrząc żydowi w oczy. Żyd spuścił oczy w ziemię, cofnął rę kę i zajękał się w odpowiedzi. Wszedł Marek stróż, ■oznajmując, iż koń gotowy. Szlachcic palnął gorzały, i nie bawiąc się, wsiadł na konia i odjechał. Żyd wraz ze stróżem swoim Markiem odprowadzili szlachcica na gościniec i patrzali długo za odjeżdżają cym. Gdy już zniknął z oczu, dopiero obejrzawszy się dokoła żyd, zaczął mówić do stróża, głaskając sobie brodę: ■ * — »No, cóż ty tam myślisz, Marku ?« — »Cóżbym myślał,« odpowiedział stróż; głos jego był gruby, jakby z zardzewiałego wydzierał się gardła. — »Ęj Marku! ten szlachcic to filut jakiś?« — »Nie koniecznie.® — »Jakże się wam zdaje, Marku, wróci? wstąpi kio nas z powrotem ?« — »Alboż ja wiem?« — »Jeżeli wróci... pamiętajże Marku.® — »Dyć pamiętam przecie.® — »Tylko Marku, żebyś nie zdradził, nie wygadał «ię, bo jak czasem w pałkę nalejesz...® — »Wiemci ja, wiem, co -gadać a co nie gadać; albom was zdradził kiedy?® — »Jeżeli nam się uda, wielkie pieniądze nam ■się znaczą. Ty Marku do połowy należysz, sumiennie się z tobą podzielę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.05.24, 19:46 Kto się w opiekę poda Panu swemu, A całem sercem szczerze ufa Jemu, Śmiele rzec może: mam obrońcę Boga, Nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga. Ciebie On z łowczych obierzy wyzuje I w zaraźliwem powietrzu ratuje; W cieniu Swych skrzydeł zachowa cię wiecznie, Pod Jego pióry uleżysz bezpiecznie. Stateczność Jego tarcz i puklerz mocny, Za którym stojąc na żaden strach nocny, Na żadną trwogę, ani dbaj na strzały, Któremi sieje przygoda w dzień biały. Ztąd wedle ciebie tysiąc głów polęże, Ztąd drugi tysiąc; ciebie nie dosięże Miecz nieuchronny, a ty przecię swemi Oczyma ujrzysz pomstę nad grzesznemi. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.05.24, 20:24 — »Z drogi, z drogie zawołano, »pan starosta jedzie.* . . . . — »A któż to ten drugi, co z mm jedzie i roz mawia?* — »Obcy jakiś.« — »On to złapał żyda na gorącym uczynku.* — >Jako żywo, on go nie łapał, ale przybiegł pierwszy do straży, wziął ją z sobą; ale żydzisko, że nie uciekło.* . — »Rozum straciło żydzisko, popełniwszy morder stwo, czekało, dopóki nie nadeszli żołnierze i nie po chwycili gO.* _ i_o — »Ale czego on zabijał tego biednego Marka ?« — ^Dobrze tak Markowi, na co służył żydowi.« Z ciągniętej indagacyi z żydem, którego oskarżycie lem był szlachcic nam znany, pokazała się prawda ta: Iż morderca zamyślał zabić szlachcica i zrabować mu pieniądze. Do tej zbrodni nakłonił był Marka, ale edy przyszło do jej wykonania, Marek odchylił się od tego żyd w obawie, żeby go nie wydał Marek, nie chcąc dzielić się z nim rabunkiem, z żoną swoją na radziwszy się, przedsięwziął zgładzić obudwóch. Śpią cego Marka przebił pierwszego, ale raniony narobiw szy krzyku i wrzawy, obudził szlachcica, który nie wiedząc co się dzieje, trwogą przejęty, zerwał się z posłania i oknem uciekł z izby. Uciekłszy, pobieżał do miasta prosto; przybyła straż grodowa, wywaliła wrota do stajni, a oświeciwszy ją latarnią, postrzegła zabitego człowieka. Żyda i żydówkę ujęto. Szlachcic dał na wotywę do fary bieckiej na po dziękowanie Bogu za uratowane cudownym sposobem życie- a potem dziatek 90 letni uczył wnuczki swoje i wnuczęta pieśni; Kto się w opiekę poda Panu swemu, i zalecał, by się spać nie kładli, zanim nie odmówią tej pieśni, której winien był życie Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 00:14 Kto odważny, może szukać po opuszczonych chałupach Bukowiny Tatrzańskiej i okolic grobu czarownika Jaśka Kikli. Jeśli znajdziecie grób na górce z dwoma krzyżami leżącymi i jednym stojącym, to pod żadnym pozorem nie przewracajcie stojącego. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 11:39 Gdzieś w grotach pod Giewontem ma spoczywać na wieki zaklęta armia śpiących rycerzy wraz ze swoim królem. Armia czeka na moment, gdy przeleje się czara goryczy i krzywd na świecie – wtedy wyjdzie spod Giewontu i położy kres złu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 12:02 Skarb Inków ukryty w zamku Niedzica nie należy formalnie do Podhala, ale leży niedaleko Zakopanego, a z tutejszym zamkiem wiążą się niezwykłe legendy i opowieści. To miejsce, które miłośnicy dreszczyku z pewnością powinni odwiedzić w czasie urlopu w Tatrach. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 12:10 Niestety jaja nie da się ukraść, ponieważ wejście do groty strzegą jakoby boginki, leśne czarownice. Kto tylko zbliży się do jaskini, gdy kaczka akurat się niesienie, tego boginki odciągają z powrotem na szlak. Nie wiadomo dokładnie, co się dzieje z wędrowcem, który napatoczy się na kaczkę. Jedni mówią, że boginki odbierają mu pamięć, inni, że rozrywają go na strzępy. Wiadomo na pewno, że złotego jaja jeszcze nikt nie podebrał kaczce i nie przyniósł z Doliny Kościeliskiej. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.07.24, 22:50 Za czasów Napoleona, jeden z polskich żołnierzy uciekając przed wojskami carskimi skrył się w kościele, spojrzał w lustro i zobaczył starca z długą siwą brodą, zgarbionego i podtrzymującego się laską. Do kościoła wpadli żołnierze carscy, pojmali polskiego żołnierza. Został zesłany na Sybir, skąd wrócił jako starzec. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:14 Legenda o chłopcu i dzwonie Zygmunta Pewnego dnia 13-letni Staś, który mieszkał u stóp Wawelu, postanowił razem z kolegami wybrać się tam, gdzie jest dzwon i po prostu go użyć. Misja zakończyła się powodzeniem, a wydarzenie to odnotował nawet „Dziennik Polski”, informując Krakowian, iż Zygmunt tym razem zadzwonił bez okazji. Staś wpakował się w kłopoty i musiał stawić się przed biskupem, który dopytywał, czyj to był pomysł. Staś przyznał, że jego, a duchowny wyjaśnił surowo, że na bicie dzwonu trzeba sobie zasłużyć. Butny młodzieniec odparł, że w takim razie sobie zasłuży. I... miał rację. Bo mały Staś to Stanisław Wyspiański, dla którego dzwon zabił po jego śmierci. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:23 Legenda o głowie w sali poselskiej Legenda ta ma ścisły związek z królem Zygmuntem Augustem, który starał się być władcą sprawiedliwym, jednak nie zawsze mu to wychodziło. Kiedy pewnego dnia przez kilka godzin wysłuchiwał skarg swoich podwładnych i rozstrzygał ich spory, w jednej ze spraw podjął decyzję, która była sporym zaskoczeniem. Nikt z podwładnych jednak nie śmiał się odezwać i zarzucić królowi, że jest niesprawiedliwy. Zrobiła to za to... drewniana głowa. Po tym jak Zygmunt August wydał wyrok, jedna z wyrzeźbionych pod sufitem głów się poruszyła. Otworzyła usta i w sali rozległ się głos: Wyrok Twój królu nie jest sprawiedliwy! Ta zaskakująca interwencja odniosła pożądany skutek, król ponownie wysłuchał stron i wydał wyrok, a od tamtej pory zawsze starał się rozstrzygać spory sprawiedliwie. Drewnianej głowa zaś, na polecenie króla, postanowiono zakryć usta, aby nigdy się już nie odezwała. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:36 Legenda o Helgundzie i Walgierzu Wdałym – legenda zapisana po łacinie pod koniec XIII wieku w Kronice wielkopolskiej. Zdaniem Gerarda Labudy oryginalny utwór, na którym oparł się autor Kroniki, mógł powstać pod koniec XII wieku na dworze Henryka Sandomierskiego lub Kazimierza II Sprawiedliwego w Wiślicy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:00 Kronikarz wyraźnie poświadcza, że rzecz dzieje się w czasach pogańskich. Po badaniach, zwłaszcza Gerarda Labudy, w nauce panuje przekonanie, że w opowieści tej nie występują realne ślady wydarzeń historycznych z czasów pogańskich. Uwaga kronikarza stanowi kamuflaż dla związania zachodnioeuropejskiej opowieści rycerskiej z ziemiami polskimi. Imię Wisław nie występowało w ówczesnej Polsce, było natomiast znane na Połabszczyźnie (nosił je przed połową XIII wieku jeden z biskupów krakowskich, wywodzący się z Pomorza Zachodniego). Stanowi ono skróconą wersję imienia Witosław lub Wyszesław. Wydaje się, że kronikarz wielkopolski utworzył je od nazwy Wiślicy, która w tym czasie przeżywała okres świetności. Pochodzenie Wisława od Pompilusza/Popiela stanowi ozdobnik literacki. Popiel, o ile w ogóle istniał, nigdy bowiem nie władał w Małopolsce. Imiona Waltera i Helgundy zostały zapożyczone z opowieści źródłowej[ Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:08 Pośrednim potwierdzeniem tych podań o królu mogą być słowa Jana Długosza, pochodzące z drugiej połowy XV w., że Kazimierz Wielki o to szczególnie troskał [...], by kmiecie i wieśniacy nie cierpieli krzywdy ze strony szlachty i rycerstwa[...]. On wstawał sie za nimi oraz skutecznie i surowo zabraniał ich krzywdzenie[...]. Król każdemu za jego występny czyn i przewinienie wymierzał odpowiednią karę. Z powodu tych zasad[...] szlachta i rycerze nazywali go \"królem chłopów\" . Ze słów J. Długosza wynika, że w ustach szlachty i rycerzy określenie to było wyrazem pogardy, w rezultacie stało się ono dla królem zaszczytnym. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:21 Kazimierz Wielki, realizując ogromny program przebudowy państwa, prowadził przemyślaną politykę wobec każdego ze stanów składających się na ówczesne społeczeństwo. Inicjował i popierał osadnictwo na prawie niemieckim, dającym chłopstwu wiejski samorząd, okres tzw. wolnizny, czyli zwolnienia z ciężarów feudalnych na czas potrzebny do zagospodarowania się, oraz mobilizującą do podnoszenia wydajności i wciągającą gospodarstwo kmiece do gry rynkowej opłatę na rzecz pana w formie czynszu pieniężnego. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 12.09.24, 11:29 Otóż wieczorami, gdy ostatni urzędnicy i petenci opuszczą pokoje, po korytarzach pałacu krąży ubrana w czerń młoda, przecudnej urody kobieta. Zbyt wielu ludzi ją widziało, by w grę wchodzić tu mogło złudzenie, czy wręcz próba świadomego fantazjowania. Niektórzy, zmyleni czarnym strojem, nazywali ją zakonnicą, ale - jeśli wierzyć przytoczonej dalej opowieści - jej bohaterka nigdy szat zakonnych nie oblekła. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 12.09.24, 11:37 (...) Lat temu do pięćdziesięciu z górą żył staruszek misjonarz przy kościele Najśw. Panny Marii i taką rzecz opowiadał. Młodym kapłanem zawołany był pod noc z wijatykiem, a powóz czekał nań pod kościołem. Wziąwszy co potrzeba, usadzony był do karety, w której siedział ktoś drugi, a że noc była ciemna, nie widzieli siebie. Kareta jeździła długo z nimi po mieście i za miastem, to tu, to tam, stanęła w końcu na podwórcu, przed jakimś domem wysokim. Obydwóch wprowadzono bez światła po wschodach do obszernej izby, w której leżało rozciągnione czerwone sukno. Po chwili drzwiami bocznymi wszedł staruszek poważny, a zanim dziewica w bieli. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:42 Państwo Złotnikowie utrzymywali, że nie widzieli zjawy Czarnej Panny, ale znalazł się śmiałek, który postanowił się o tym przekonać. Otóż warszawska dziennikarka, odwiedzając te okolice, postanowiła skorzystać z gościny i noclegu u Leona Kozłowskiego. Jedynym nadającym się do tego celu pomieszczeniem była właśnie komnata Czarnej Panny. Dziennikarka, pomimo całego swego racjonalizmu, nie odważyła się sama tam nocować i poprosiła państwa Złotników o towarzystwo ich kilkuletniej córki. Gdy o północy otworzyły się drzwi, obudzone dziecko natychmiast wykrzyknęło: „zgiń, przepadnij!”. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:46 Jerzy i Łucja Franciszka Tyszkiewiczowie wraz z sześciorgiem dzieci mieszkali w Kolbuszowej, ale z pewnością często odwiedzali Werynię, którą hrabina wniosła w posagu (stąd tragedię, która się rozegrała, umiejscawia się bądź w Kolbuszowej, bądź w Łohojsku, bądź w samej Weryni). Istnieją dwie wersje owego pamiętnego zdarzenia. Według pierwszej najstarszy syn Tyszkiewiczów i ulubieniec matki – Wincenty czyścił dubeltówkę na ganku weryńskiego dworu, mając u boku swą rodzicielkę. Chłopak najprawdopodobniej zapomniał, że broń jest nabita albo też nieostrożnie się z nią obchodził. Padł przypadkowy strzał i śmiertelnie zranił Łucję. Druga wersja umiejscawia akcję we dworze w Kolbuszowej (lub Łohojsku), a (przynajmniej częściową) winą za zaistniałą tragedię obarcza samą hrabinę. Otóż Łucja Franciszka, jak opisywał związany z tym domem ubogi szlachcic Józef Chamski, miała szczególną skłonność do psot i figlów (co zapewniło jej przydomek „Baba – Kozak”). W grudniu 1811 r., kiedy jej syn Wincenty, utrudzony obławą na wilki, po powrocie do domu położył się spać, matka postanowiła go nieco przestraszyć. Przebrawszy się odpowiednio po męsku i udając rozbójnika, z maczugą w ręce zaczęła wybijać szyby w oknie i wyrywać okiennicę. Zbudzony hałasem młodzieniec kilkakrotnie pytał „kto tam ?”. Odpowiedzi nie było, tylko w międzyczasie zamaskowana hrabina zdołała wejść oknem do pokoju. Wincenty sądząc, że ma do czynienia z bandyckim napadem, złapał dubeltówkę i wystrzelił, niestety celnie, kładąc matkę trupem na miejscu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:58 Biała Dama z Niedzicy Duch pięknej inkaskiej księżniczki Uminy, nawiedzający od przeszło dwóch stuleci rycerski zamek w Niedzicy, jest – obok kórnickiej Białej Damy – najbardziej znanym polskim fantomem, funkcjonującym w kontekście historycznego dreszczowca o złocie Inków. Poświęcono mu wiele publikacji, m. in. autorstwa Aleksandra Rowińskiego – Pod klątwą kapłanów, Dreszczowce zamku Dunajec i Przeklęte łzy słońca. Te frapujące i niesamowite historie (które zdarzyły się naprawdę) mają swoje korzenie głęboko w przeszłości i prowadzą do Peru. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 14:01 Biała Dama, poprzedzana silną wichurą, pojawia się zawsze na dziedzińcu górnego zamku i w pobliżu zamkowej kaplicy, potężniejąc i wyrastając w nadnaturalnej wysokości zjawę. Jako ofiara mordu szuka po śmierci sprawiedliwości, ale i strzeże skarbu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:21 Właśnie tu, na zamku w Pieskowej Skale, podejmował znanego maga Twardowskiego, który demonstrował mu swoje tajemnicze zwierciadło, przeprowadzając zarazem kilka praktyk magicznych. Jakkolwiek nie znamy, niestety, bliższych szczegółów owego seansu, to fakt bezspornej chyba obecności Twardowskiego w tym miejscu przetrwał w legendzie, związanej z czarnoksiężnikiem. Otóż, w ramach prac wykonywanych dlań przez diabła, kazał on dla zabawy przenieść Mefistofelesowi gigantyczną skałę z Doliny Prądnika i ustawić ją sztorcem w pobliżu wspaniałej rezydencji Szafrańca. Mowa tu oczywiście o tzw. Maczudze Herkulesa, budzącej po dzień dzisiejszy powszechny podziw. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:24 Czarcia Skała – w czasach panowania ostatnich Jagiellonów żył czarnoksiężnik o nazwisku Twardowski. Podpisał on umowę z diabłem, według której po jego przyjeździe do Rzymu diabeł spełni jego trzy zadania, a w zamian Twardowski odda mu swą duszę. Po wielu latach diabeł spotyka Twardowskiego w karczmie „Rzym” w Suchej Beskidzkiej. Wśród zadań, jakie czart musiał wykonać, było przeniesienie ogromnej skały do Doliny Prądnika i ustawienie jej cieńszym końcem do dołu. Diabeł wykonał to zadanie, a skała ta stoi do dnia dzisiejszego Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:29 Niestety, „smrodliwa aura” nieprędko dała się wygnać ze stolicy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:35 Daisy nie lubiła zamku w Książu, w którym czuła się jak intruz (wolała pszczyński) ; podobnie nie cierpiała pruskiej etykiety mężowskiego dworu, zbyt licznej służby i rozdętej do monstrualnych wymiarów obsługi przy stole i sypialni, dniem i nocą, oraz nieustannego marnotrawstwa. Kochała natomiast swoje perły i poleciła, aby pochowano ją wraz z nimi, gdy zmarła 29 czerwca 1943 r. Tak się też podobno stało. Po II wojnie światowej, mimo starannych poszukiwań, nie odnaleziono ani grobu księżnej, ani przepysznego naszyjnika, lecz jest więcej niż pewne, że spoczywa na terenie nieistniejącego dziś cmentarza ewangelickiego w Wałbrzychu (parafia Szczawienko). Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.09.24, 20:21 Beczka śmierci z Żywca Właścicielami Żywca i okolic, jak również zamku usytuowanego na wyniosłej górze Grójec, byli w połowie XV w. (1451) bracia Spytko i Włodko Skrzyńscy herbu Łabędź, zawołani rozbójnicy. Wciąż nieuchwytni dla wojsk starościńskich i królewskich, działali bezczelnie i bezkarnie, podobnie jak ich kamraci (jak np. rycerz Gels z zamku w Kopcu nad Solą, bracia Cetryczowie czy Jan Puczek), którzy zawładnęli niemal wszystkimi mniejszymi zamkami na Dolnym Śląsku. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.09.24, 20:36 Duchy w kieleckim pałacu Do najpiękniejszych zabytków architektonicznych z epoki Wazów w Polsce należy barokowy pałac biskupi w Kielcach, wzniesiony w latach 1637 – 1641 przez biskupa krakowskiego Jakuba Zadzika. Ten dygnitarz – dyplomata zatrudnił architektów Jana Trevano i Tomasza Poncino oraz malarza Tomasza Dolabellę; w efekcie powstała okazała rezydencja, będąca niejako skrzyżowaniem pałacu w Czemiernikach z zamkiem w Ujazdowie pod Warszawą. Fundator zmarł w rok po jej zbudowaniu; potem – do czasów rozbiorów – rezydowali w niej biskupi krakowscy, a w 1816 r. Stanisław Staszic założył tam Szkołę Akademiczno – Górniczą. W latach międzywojennych mieścił się w gmachu urząd wojewódzki, podobnie w latach 1945 – 1971 zlokalizowano tam Wojewódzką Radę Narodową. Od 1971 r. gmach oddano do dyspozycji Muzeum Świętokrzyskiego, przemianowanego w 1975 r. na Muzeum Narodowe. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:00 Historia o złotym zębie – chłopiec ze Śląska Pod koniec XVI w., w 1595 r., w śląskiej wsi Ostraszowice nieopodal Dzierżowniowa w żuchwie siedmioletniego chłopca o imieniu Krzysztof, syna ubogiego stolarza Jana Muellera i jego żony Jadwigi, zauważono złoty ząb, który wyrósł tam podobno w sposób... naturalny. Sam chłopiec i jego krewni nie zauważyli pojawienia się cudownego trzonowca po lewej stronie. Na złoty ząb miała natomiast zwrócić uwagę pewna dziewczynka ze szkoły parafialnej, do której uczęszczał mały Mueller. Gdy dzieci rozmawiały ze sobą o jakichś drobnostkach, dziewczynka nagle zauważyła coś, co lśniło w ustach przyjaciela niecodziennym blaskiem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:03 W konsekwencji Horst stwierdził, że złoty trzonowiec w żuchwie niewinnego dziecka stanowi znak zesłany przez Pana, wieszcząc nadchodzące wydarzenia w Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego. W jaki sposób należało go zatem odczytać? Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.24, 21:08 „Zdarzało się – czytamy w jednej z takich opowieści – że w alejkach parku dworskiego nagle pojawiał się mały chłopczyk z charakterystyczną grzywką na czole, odziany w aksamitne ubranko i białą koszulkę. Podążał alejką od strony młyna wodnego, który poruszany był wodami rzeki Kamionki. Dzieciątko mogło mieć 5 – 6 lat i smutnym wzrokiem rozglądało się po parku, jakby kogoś szukając. Gdy zbliżało się do dworu – jego sylwetka nagle rozpływała się w powietrzu... Zdarzały się inne osobliwe historie – w dworze nagle otwierały się drzwi, to znów okna, lecz nikt się nie pojawiał. Pracujący tutaj mówili, że dzieje się to za sprawą niewidocznej sylwetki chłopca, który bezskutecznie szuka swych rodziców, zaglądając we wszystkie zakamarki dworu”. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.24, 21:42 Jechała szybko – może nawet zbyt szybko jak na stromą i wyboistą drogę. Nie zauważyliśmy, czy ktoś siedział na koźle – najbardziej nas jednak zdumiał fakt, że nie słychać było turkotu kół po kamieniach i tętentu końskich kopyt. Wtedy dopiero przeraziliśmy się naprawdę i biegiem wróciliśmy do namiotu. Na drugi dzień wyruszyliśmy w dalszą drogę”. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.02.25, 10:43 "Legenda Ducha Gór sięga średniowiecza - jej początki wiążą się prawdopodobnie z pogańskim kultem źródeł Łaby. Był on początkowo personifikacją sił przyrody w tym miejscu, związanym z kultem Świętowita, (Swantewita) któremu składano w ofierze czarne koguty. Podczas chrystianizacji usiłowano wykorzenić dawne zwyczaje, zastępując Swantewita świętym Witem (czes. svatý Vit), którego atrybutem stał się w rejonie sudeckim czarny kogut. Opowieści o Duchu Gór wciąż jednak były popularne. Początkowo był on przedstawiany jako zły duch lub demon. Pierwsze znane przedstawienie graficzne postaci Liczyrzepy pochodzi z mapy Śląska autorstwa śląskiego kartografa Martina Helwiga z 1561 roku. Jest to niezwykły stwór, przypominający nieco jelenia stojącego na tylnych nogach, a nieco może nawet gryfa. Posiada rosochate rogi i diabelski ogon, koźle kopyta, w łapach trzyma wysoki, pionowo stojący kij. Ukazany jest z profilu, z paszczą zwróconą w prawą stronę. Ten wizerunek Ducha Gór jest dziś mało znany, choć powoli powraca i uważniejsi turyści pewnie zwracają na ten motyw uwagę (choćby na biletach do Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze). O wiele popularniejszy i bardziej znany jest natomiast inny wizerunek Liczyrzepy - starego mężczyzny, podpierającego się kosturem, czasem w ubraniu myśliwego." Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.05.25, 10:12 Krzysztofo ry. Narożna kamienica w Rynku głównym, przy ulicy Szczepań skiej, nazwana „Krzysztoforyu, ma mieć olbrzymie piwnice, cią gnące się pod kościół Najświętszej Maryi Panny. Raz do roku piwnice te się otwierają, t. j. w kwietną niedzielę, podczas czytania ewangelii. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.05.25, 10:21 Leki. Babkę używa się na rany, ałe się pod nią ciało „maślia. Z „gałgan korzeniaw robi się wódkę na boleści. Kamień urażny daje się na wzmocnienie. Siarkę z wódką daje się na boleści dla starszych, dla dzieci bez wódki. Cytwor po placuszkach i piwie daje się dzieciom na ro baki, musi się go jednak gotować pod golem niebem a pic przed wschodem słońca. Czosnek nawleczony na nitkę i zawieszony koło szyi, jest także dobrem lekarstwem na robaki. Dziecko w grochowinie ma się kąpać z mąką pszeni czną zmieszanej, a gdy się je w tej kąpieli naciera, wychodzą z por glisty zaskórne. Badyjanek ziarno, podobne do bukwi, gotuje się i zjada. Bzowe ziółka na kaszel a lipowy kwiat na poty mają być dobre. Bez skrobany a raczej tylko jego łodygi, dobry na różę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.05.25, 11:04 Huknął matkę Przez łopatkę, Matka z pieca — hyc. 3. Na krakowskim, żydowskim, obiedzie Tańcowały dwa śledzie, I Bobek i Sobek, I żydowski parobek. O murarzach. 1. Wszystko mi jedno, moi ulubieni, Czy jd mdm, czy nid mam pieniądze w kieszeni, Jak jd mam pidniądze, słodkie ciastka kruszę, Jak pieniędzy nid mam, szewskie placki busze. Wszystko mi jedno i t. d. Jak.jd mam pidniądze, kardtom sie woże, Jak pidniędzy nid mam, na d sie płozę. Wszystko mi jedno i t. d. Jak jd mdm pidniądze, ide do Polera, Jak pidniędzy nie mam, tłucze mnie cholera. Wszystko mi jedno i t. d. Jak ja mdm pidniądze, puszczam smaczne dymki, Jak pidniędzy nie mam, gryzę* kawał prymki. Wszystko mi jedno i t. d. Jak jd mam pidniądze,. rosolisko tłuste, Jak pidniędzy nid mam, to ciupie kapustę. Wszystko mi jedno i t. d. 2. Nid masz ci to w lecie Jak murarzom panom, A jak przyjdzie zima, Biją(m) wszy pod ścianą. 3. Murarze, filuty, Z kutasami1) buty, 1) Buty węgierskie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.05.25, 11:11 Ślusarz ma kiepskie zamki. Majster klepka — co naprawi; to zepsuje. Filozof, co nosem bańki puszcza. Filozof, w niebo patrzy, a w g... chyc. Artysta, zjad (dyabłów) trzysta. Artysta, w portki drz... Malarz, co ukrad, to powiedział, że znalaz. Lakiernik, zrobił z g... piernik. Z niskiego. Wysoki — starej kurze po kolana, kuropatwie po sam pas. Z ospowatego. Dyabeł na nim tatarkę młócił, albo dyabli na nim groch młócili. Z maj kuta. „Bo ci sie robota wścieknieu. Ze skąpca. Sukę na Podgórz by gnał za centa. Z grzebieniarzy. Burmistrz od wszy. Z imion. Staszek, wyłaz na daszek, Koszyki plecie, myszy gniecie, Która tłusta, to ją scbrusta, Która chuda, to ją psu da. Michał — trzy dni zdychał, A po śmierci kluski łykał, Na trzeci dzień wstał, Bo jeść chciał. Tatusiu, Walanty, Pódziemy na planty. Sobestyjon Suchy włożył, mokry wyjon. Ignacy, Mówi inacy. Z panów. Hrabia, Co psy obrabia, Książe, Co psy wiąże. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:28 Z pomocą czarta Twardowski zyskał bogactwo i sławę, w końcu stając się dworzaninem króla Zygmunta Augusta. Król ów po śmierci swej małżonki otoczył się astrologami, alchemikami i magami. Jak głoszą legendy, Twardowskiemu udało się wywołać ducha zmarłej Barbary dzięki zastosowaniu magicznego Lustra Twardowskiego. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:33 Niemieccy badacze uważają, że Jan Twardowski był Niemcem i studiował w Wittenberdze. Wysuwają przypuszczenia, że naprawdę nazywał się Laurentius Dhur, z łaciny Durentius, co oznacza tyle co „twardy”, skąd miało się pojawić jego spolszczone nazwisko Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:50 Według legendy w 1560 roku zawitał do Bydgoszczy, gdzie odmłodził burmistrza... W roku pańskim 1560, w piękny majowy dzień na Starym Rynku zgromadził się ogromny tłum, wszyscy byli podnieceni, ale nie bardzo wiedzieli co się ma wydarzyć. Nawet pan burmistrz, ze złotym łańcuchem na szyi, się zjawił – widać dostojnego gościa powitać przybył. Nagle powstała ogromna wrzawa – Jedzie! Jedzie! – krzyczano. Patrzą ludziska, a tu ulicą Mostową na pięknym kogucie, w złote pióra strojnym, jedzie Pan Twardowski. Wjechał na Rynek, koguta zatrzymał, aż złote iskry się posypały. Zsiadłszy z pięknego ptaka, pokłon oddał burmistrzowi, który z kolei czarnoksiężnika dukatami obdarzył i szczęśliwego pobytu w mieście życzył. Tymczasem wierny sługa Twardowskiego – Maciek i bydgoski diabełek Węgliszek smutki ludzkie zbierali i obiecali mistrzowi je przedłożyć. Długi czas mistrz w Bydgoszczy ludzi leczył, zwierzęta uzdrawiał oraz wiele czarów wykonał, biorąc za to sowitą zapłatę. Nawet pan burmistrz do Twardowskiego się zwrócił z prośbą o pomoc w nieszczęściu. Mistrz wysłuchawszy skarg siwego już pana, dowiedział się, że w jego mieszkaniu kusi, a w nocy to i trzaski bywają, okropny rumor się czyni i śpiew w komnatach słychać. Twardowski, aby się o tym przekonać, u burmistrza w domu zamieszkał przez trzy tygodnie, ale nic nie kusiło. Twardowski przyrzekł burmistrzowi, że po jego odjeździe z Bydgoszczy już kusić nie będzie. Po wielu zabiegach Twardowski odmłodził burmistrza, tak, że jego młoda żona dopiero po dłuższej rozmowie męża poznała. I odtąd w domu pana burmistrza panował spokój – kusidła i duchy się wyniosły Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:54 Jeszcze inna legenda głosi, że Twardowski został porwany przez diabła w karczmie Rzym w Sandomierzu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.07.25, 11:24 Według hipotezy Pantelejmona Juriewa (1904–1983, literat i dziennikarz), na powierzchni lustra znajdują się niewidoczne gołym okiem sztychy dwóch postaci – kobiety i diabła, rzut tego obrazu ma się ujawniać pod wpływem silnego strumienia światła Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.07.25, 11:29 Za czasów Napoleona, jeden z polskich żołnierzy uciekając przed wojskami carskimi skrył się w kościele, spojrzał w lustro i zobaczył starca z długą siwą brodą, zgarbionego i podtrzymującego się laską. Do kościoła wpadli żołnierze carscy, pojmali polskiego żołnierza. Został zesłany na Sybir, skąd wrócił jako starzec. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.07.25, 14:25 Najgorętsząm odbył łaźnię." "Jeszcze jedno, będzie kwita, Zaraz pęknie moc czartowska; Patrzaj, oto jest kobiéta, Moja żoneczka Twardowska. Ja na rok u Belzebuba Przyjmę za ciebie mieszkanie, Niech przez ten rok moja luba Z tobą jak z mężem zostanie. Przysiąż jej miłość, szacunek I posłuszeństwo bez granic; Złamiesz choć jeden warunek. Już cała ugoda za nic." Diabeł do niego pół ucha, Pół oka zwrócił do samki, Niby patrzy, niby słucha, Tymczasem już blisko klamki. Gdy mu Twardowski dokucza, Od drzwi, od okien odpycha, Czmychnąwszy dziurką od klucza, Dotąd jak czmycha, tak czmycha. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.07.25, 17:16 Według innej legendy nadworny lutnista Bekwark wrzucił do stopu na dzwon srebrną strunę ze swojej lutni, czemu Zygmunt miał ponoć zawdzięczać swój piękny dźwięk Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.07.25, 19:33 Na Wawelu jest kaplica, Zygmuntowskiej pomnik chwały, W której dotąd nas zachwyca, Włoskich mistrzów kunszt wspaniały. Światło na nią kładzie z góry, Na marmurach cień głęboki; W niej, gdy umarł z królów który, Pokładane jego zwłoki. Skądże dziś do wrót kaplicy, Zewsząd lud ten wierny bieży? Skąd te w oczach łzy tęsknicy? Skąd ten głuchy szept pacierzy? Zażby krwawe znów zagony, Dzicz tatarska zapuściła? Zażby Polska z swej korony, Nowy klejnot uroniła? Ni to klejnot zginął drogi, Co ozdabiał blask purpury; Ni pohaniec wdarł się srogi, Ani z królów umarł który... Lecz straszniejsze — z jękiem wieści, Wiatr roznosi na wsze strony: Oto Polska — o! boleści! Całej zbyła się korony! O! przychodźcie tutaj społem, Tu, gdzie zimny trup jej leży, I uderzcie kornem czołem, Z czcią ostatnią dla Macierzy! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.07.25, 19:38 Jak na słowo czarodzieja, Co zapory grobów targa, Wstaje wielki kaznodzieja, Złotousty idzie Skarga! Idzie w smutku i tęsknicy, Cisza nad nim pogrobowa; Tylko echa tej świątnicy, Powtarzają jego słowa. Tylko ci, co to z kamieni Wyciosani na sen wieczny, Wstają, echem tem zbudzeni, Jakby na sąd ostateczny. I wstecz wieków myśl cofnięta, Dziwny jakiś obraz roi: Wstaje cała przeszłość święta, Huf rycerzy w lśniącej zbroi... Piękne panie i dworzany, W złotogłowiu i szkarłacie; A na tronie między pany, Siadł król Zygmunt w majestacie. Na tle złota i kamieni, Co królewski dwór przetyka, Większym blaskiem się promieni, Skromna postać zakonnika. Oto patrzcie jak w tem gronie, Nagle osiadł strach ponury! Mąż w niebiosa podniósł dłonie, Jakby piorun ściągał z chmury... Oto prorok grzmi natchniony, Planów Bożych wielki świadek: „Stany Litwy i Korony, „Zapowiadam wam upadek!“[1] Obraz padł gdzieś w otchłań ciemną, Tylko echo groźbą grzmiało, I ów świadczył mąż przedemną, Że się słowo ciałem stało... Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:28 Legenda o Uminie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. W XIX wieku w zamku odnaleziono tajemniczy dokument - tzw. testament Inków, zapisany w kipu, tradycyjnym inkaskim systemie węzłów. Miał on wskazywać miejsce ukrycia skarbu, lecz jego treść pozostaje zagadką. Niektórzy twierdzą, że skarb wciąż spoczywa gdzieś w podziemiach zamku lub na dnie Jeziora Czorsztyńskiego, strzeżony przez nadprzyrodzone siły. Poszukiwacze skarbów, którzy próbowali go odnaleźć, często spotykali się z nieszczęściami - od wypadków po nagłe choroby. Czy to przypadek, czy klątwa Uminy działa do dziś? Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:33 Wśród małopolskich wzgórz porośniętych gęstymi lasami, wznosi się zamek w Nowym Wiśniczu - drugi co do wielkości w regionie. Jego potężne mury, zdobione renesansowymi detalami, skrywają aurę niepokoju, która spowija każdego, kto przekroczy jego bramy. To tutaj, o zmierzchu, gdy światło księżyca rzuca długie cienie na posadzki, pojawia się Biała Dama - duch Barbary, nieszczęsnej mieszkanki zamku, której los splótł się z mroczną historią rodu Lubomirskich. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:39 Turyści spacerujący po zamkowych ruinach, opisują uczucie niepokoju, które narasta, gdy zbliżają się do wieży. Inni twierdzą, że widzieli białą sylwetkę, która pojawia się i znika wśród murów, a jej obecność wywołuje dreszcz, jakby samo powietrze stawało się cięższe. Nocą, gdy wiatr huczy wśród skał, niektórzy słyszą ciche westchnienia, jakby zjawa wciąż opłakiwała swój los. Czy to królewna, której życie zostało brutalnie przerwane, wciąż szuka sprawiedliwości? Bobolice, choć piękne w swej surowości, skrywają mrok, który nie pozwala zapomnieć o przeszłości. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.08.25, 14:38 Niemal równie sławny jak ten pasterz z Bierawy był jego brat w Rudzie, znany wśród ludzi jako "Stary pasterz z Rudy”. Obaj byli z zawodu pasterzami, ale po tym, jak ich dominialna zwierzchność zrezygnowała z hodowli owiec, zwrócili się ku "sztuce leczniczej”. Nie ograniczali się w swojej praktyce do określonego obszaru, lecz leczyli wszelkie dolegliwości i choroby u ludzi i zwierząt. Każdy z nich miał własną metodę leczenia. Podczas gdy pasterz z Bierawy otaczał się tajemniczą aurą, jego kolega z Rudy witał swoich gości najpierw solidną moralną nauczką, ganiąc ich za złe prowadzenie się. Po tym jak wyjaśnił pacjentowi swoje stanowisko, zgadzał się na obejrzenie moczu przyniesionego w małej szklanej buteleczce i na tej podstawie podejmował swoje decyzje. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.08.25, 17:11 W Chałupkach (Annaberg) w powiecie raciborskim, w latach 80. XIX wieku mieszkał pasterz, który po zlikwidowaniu hodowli owiec w tamtejszym dominium również stał się "doktorem”; miał swoje mieszkanie w starym zamku Rothschildów Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.08.25, 17:16 Chociaż pasterze-znachorzy przez dziesięciolecia wykonywali swoją praktykę, żaden z nich nie osiągnął znaczącego sukcesu finansowego, jak ich kolega Ast w Radbruch w Westfalii. Ich apteczka zawierała zazwyczaj tylko niewielką liczbę różnych roślinnych leków oraz produktów pochodzenia zwierzęcego i mineralnego. Dlatego warto przyjrzeć się "apteczce” takiego górnośląskiego uzdrowiciela. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.08.25, 17:23 Łój wołowy stosowany jest przy obtarciach stóp i do nakładania na mocno krwawiące rany. W przypadku stłuczeń i zwichnięć stosuje się okład z korzeni żywokostu (Symphytum officinale L.) duszonych w tłuszczu. Na kaszel i nieżytowe choroby dróg oddechowych spożywa się sok wyciśnięty z duszonej cebuli z cukrem kandyzowanym. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.08.25, 18:54 U różnych uczestników procesji pielgrzymkowych, które powracały z Annabergu do Wójtowej Wsi i Ostropy k. Gliwic, widziano pęczki pospolitych górnośląskich ziół leczniczych, takich jak dziewięćsił. Ta roślina jest używana przez ludność wiejską jako środek leczniczy do obkadzania na choroby zwierząt, zwłaszcza na paraliż lędźwiowy (w języku śląskim zwany "postrzół”) u krów i choroby zołzy u koni. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.08.25, 19:05 Kwitnące bagno zwyczajne lub dziki rozmaryn (Ledum palustre L.) używany jest jako środek odstraszający i chroniący przed molami i szybko się sprzedaje. Podobnie jest z wrzoścem pospolitym zwanym Erika (Calluna vulgaris) i jego zerwanymi kwiatami, które są często i intensywnie kupowane jako herbata przeciwko reumatyzmowi. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.08.25, 20:44 Niezwykła legenda o duchu najpiękniejszej księżniczki z rodu Piastów, na zamku w Strzelcach Opolskich . Elżbieta, tak na imię miała piękna księżniczka była ona córką Alberta księcia strzeleckiego, Książę Albert poddał zamek strzelecki zabiegom renowacyjnym, dzięki czemu, w krótkim czasie stał się on okazałą rezydencją, godną potężnego władcy. Tu też na świat przyszła córka Elżbieta odznaczająca się niepospolita urodą. Spośród licznej gromady księżniczek na dworach polskich, ruskich, czeskich, węgierskich i niemieckich za najpiękniejszą uznawano właśnie córkę księcia strzeleckiego Alberta. Kandydatów do jej reki nie brakowało, a atutami księżniczki oprócz jej urody było znamienite urodzenie. Tym który skradł serce Elżbiecie był książę gniewkowski Władysław Biały ,pochodzący z linii Piastów kujawskich Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.08.25, 09:31 Podanie o tragicznej śmierci jeźdźca odnosi się ono do szczególnego miejsca przy drodze między Boronowem a Koszęcinem, gdzie do dzisiaj znajduje się kamienna kapliczka w kształcie pnia drzewa z wyrytym na niej krzyżem. W miejscu tym, jak głosi podanie, zginąć miał albo ktoś z dworu księcia Hohenlohe, albo jak opisywane jest to w innej wersji, jeden z dwóch młodzianów (braci), którzy ścigali się konno, kto pierwszy dojedzie do Koszęcina. W podaniu nie jest określone, kto był tym jeźdźcem, który zginął, chociaż są odniesienia do władających wioską książąt z rodu Hohenlohe. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.08.25, 23:40 Inna opowieść ludowa mówi, że w pobliżu miejsca na którym wybudowano kościół Świętej Trójcy odkryto wcześniej źródło z uzdrowicielską wodą. Juliusz Ligoń wspomina o tym w jednej ze strof swego wiersza: W kapliczce jest studzienka, w niej wodziczka święta, uzdrawiająca ludzi, także i bydlęta Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.08.25, 23:51 Trochę później wstawali ludzie, ubierali się w swe odświętne stroje i podążali na święte miejsce. Kiedy na wschodzie ukazało się poranne słońce wszyscy byli u źródła obok dębu. Zaległa ogromna cisza, gdy z oddali ludzie usłyszeli procesyjne pieśni, a wtórowało im bicie dzwonów. Dzwony biły coraz gwałtowniej, a śpiewy były coraz głośniejsze. Ale nikt nie nadchodził, a niewidzialne dzwony, zawieszone gdzieś na sklepieniu niebieskim, biły i biły. Zatrwożony lud upadł na kolana, znosząc modły do Boga. Nikt nie mógł sobie tego zjawiska wytłumaczyć. Ale ludzie wiedzieli, że są na świętym miejscu i że w procesyjnym wielkanocnym pochodzie idą niebieskie duchy. Niewidzialne dzwony oznajmiły zmartwychwstanie Chrystusa. Po cichutku mówiono, że to kolejny cud na świętym koszęcińskim miejscu. Pobożni ludzie jeszcze długo śpiewali Bogu dziękczynne hymny, a pieśń niosła się przez koszęcińskie pola i odbijała się leśnym echem. Wśród zgromadzonych był także Wincenty Kluczyński, koszęciński rolnik, który posiadał kilka koni, dużo pól i lasów. Modlił się i rozmyślał, gdzieby tu zbudować kościół. Na objawionym miejscu był teren bardzo podmokły. Spojrzał trochę dalej i wzrok jego utkwił na „Żydowninie”. Pomyślał – zbudujemy kościół na górce. Niech wszyscy z daleka widzą, jaki piękny zabytek postawiliśmy Trójcy Świętej. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.08.25, 11:16 Biała Dama w Koszęcinie Przed wieloma wiekami, gdy jeszcze nie wprowadzono chrześcijaństwa na naszych ziemiach, panem na Koszęcinie był książę Gosław Koszęcki. Mieszkał on w swym zamku razem z córką Przesławą. W okolicy czczono ówcześnie Marzannę, pogańską boginię, której składano ofiary w świątyni znajdującej się na terenie przyzamkowego parku. Księżniczka zakochana była w Wisławie, zwanym też Koszutkiem, poddanym księcia. Rozwoził on po świecie wyplatane w okolicy Koszęcina wiklinowe kosze. W swoich handlowych wyprawach trafił także do Czech, gdzie panowało chrześcijaństwo. Spotykając się z Przesławą, opowiadał jej o innych krajach i życiu ich mieszkańców. W ten też sposób dowiedziała się o nowej religii. Sprowadzeni w tajemnicy do Koszęcina misjonarze, na prośbę Przesławy, udzielili jej chrztu. Tajemnicy nie dało się utrzymać. Książę Gosław w szaleńczym porywie rozkazał zamurować córkę w wieży. Nieszczęsna dziewczyna zmarła, nie doczekawszy wyswobodzenia z więzienia. Jej duch, pod postacią dziewczyny ubranej w suknię z welonem, widywany był nad koszęcińskim zamkiem Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.08.25, 11:42 Zemsta utopców Utopce to istoty żyjące w wodzie, które topią pijaków. Pewną historię opowiedział mi dziadek. Dawno temu przy stawie w Bojszowie stał młyn. Jego właścicielem był zamożny mężczyzna. Któregoś dnia przyszła do niego staruszka, która z powodu biedy prosiła o mąkę na chleb. Mężczyzna nie chciał jej nic dać i poszczuł ją psami. Te zagryzły kobietę na śmierć. Mężczyźnie wpadły narzędzia do stawu. Schylił się, aby je wyłowić, gdy wciągnęły go utopce pod wodę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.08.25, 11:55 Strachy na zamku w Kochcicach Nocą w sali lustrzanej słychać śmiechy, tańce, muzykę, innym razem głośną grę na fortepianie. Nad stawem również nocą można spotkać ducha hrabiego Ballestrema, odzianego w czarny płaszcz z kapturem zakrywającym mu twarz. Siedział przy nim jego wierny pies. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.08.25, 14:30 Złota Kaczka w Toszku Druga wersja legendy o złotej kaczce wiąże istnienie skarbu z zaginionym skarbem rodziny Gaschin w XVII wieku, co znalazło swój wydźwięk w formie zapisu, w rodowej kronice tej rodziny. Według tej wersji, właściciel Toszka hrabia Gaschin ożenił swojego syna Leopolda z księżną Gizelą, córką właściciela innego zamku, znajdującego się wiele mil od Toszka. Aby ukoić tęsknotę żony za rodzinnymi stronami, młody małżonek ofiarował jej koszyczek, w którym złota kaczka siedziała w srebrnym gnieździe na 11 złotych jajkach, z których każde wypełnione było dukatami. Złota kaczka, jako klejnot rodzinny, przekazywana była z pokolenia na pokolenie. 29 marca 1811 roku w roku w nocy wybuchł pożar. Pożar ogarnął lewe skrzydłozamku, w którym spała hrabina. Kiedy się zbudziła, na ratunek było już za późno, gdyż klatka schodowa paliła się. W chwili pełnej trwogi jej spojrzenie padło na wiszący na ścianie portret rodzinny i mało widoczny przycisk. Nacisnęła go i otwarło się ukryte wejście do podziemi. Schwyciła klejnoty rodzinne i weszła tam. Była ciężko chora i w czasie długiej wędrówki w ciemnych korytarzach zemdlała. Kiedy się ocknęła, zakopała klejnoty w napotkanej niszy. Kiedy nareszcie udało jej się wyjść z podziemi i natrafić na pierwszych ludzi, miała wysoką gorączkę. Nie odzyskawszy przytomności, umarła, a wraz z nią poszła do grobu tajemnica ukrycia złotej kaczki. Według innej wersji, przed śmiercią hrabina przekazała komuś tę tajemnicę, ale po oczyszczeniu podziemnych przejść, po spaleniu się zamku nie znaleziono nigdy poszukiwanego skarbu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.08.25, 14:53 Hrabia Ballestrem i Kochcice Miejscowa legenda głosi że hrabia Ballestrem, poszukując na Śląsku miejsca na osiedlenie się, zawędrował w okolice Lublińca. Kraina otaczająca go wydała mu się piękna i zasobna. Postanowił dokładnie ją poznać i pewnego razu podczas konnej przejażdżki zabłądził w lesie. Długo szukał drogi powrotnej, aż w końcu dotarł do starej chaty, gdzie serdecznie go ugoszczono i zaproponowano nocleg. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, wyszedł na przechadzkę. Za małym zagajnikiem ujrzał dwa stawy, a na nich śnieżnobiałe łabędzie. Ptaki majestatycznie sunęły po połyskującej w świetle słońca ognistej wodzie. Widok łabędzi do tego stopnia urzekł młodego hrabiego, że postanowił właśnie tutaj zamieszkać. Postanowił, że herbem jego posiadłości zostanie śnieżnobiały łabędź na tle niebieskiej wody – symbol szczęścia, zadowolenia i dostatku. Po dziś dzień herb jest symbolem Kochcic. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.08.25, 15:25 Figle i psoty wiedźmy W Kozłowie żyła niegdyś starucha, od niepamiętnych czasów zbierająca zioła lecznicze dla gliwickiej apteki. Niektórzy z tego powodu zwali ją „aptekarką”, zwłaszcza że potrafiła – jak mówiono – odczyniać wiele chorób ludzi i zwierząt. Natomiast inni, biorąc pod uwagę jej liczne psoty i figle, w których dopatrywało się niekiedy udziału sił nieczystych, uważali ją za wiedźmę. Dla pewności omijali też z daleka jej chałupę. Pewnego dnia we wsi rozeszła się wieść, że starucha zmarła. Wielu ludzi z ciekawości przyszło na jej pogrzeb. Gdy kondukt przekroczył bramę cmentarza, jego uczestnikom ścierpła skóra na grzbietach. Nie wierzyli własnym oczom – na murze cmentarnym siedziała jakby nagle zmartwychwstała wiedźma, śpiewając donośnym głosem jakąś pieśń żałobną. Tak była tym przejęta, że w ogóle nie zwracała uwagi na to, co się wokół niej dzieje. Wiele osób nie wytrzymało napięcia i czym prędzej pierzchło z cmentarza. Przerażeni tragarze porzucili trumnę, a gdy ktoś odważniejszy otworzył ją, okazało się, że w jej wnętrzu znajduje się tylko wiecheć słomy. Ludzie znaczyli sobie na piersi znak krzyża i nie wiedzieli, co począć. Późną jesienią, gdy kobiety i dziewczęta koło północy wracały do domów ze wspólnego darcia pierza lub przędzenia nici u jednej z sąsiadek, z przerażeniem spostrzegły pod oknami chałupy „aptekarki” karawan z asystą żałobników pozbawionych głów. Na trumnie okrakiem siedziała wiedźma i spokojnie przędła nić na kołowrotku. Był to taki straszny widok, że półprzytomne z przerażenia niewiasty błądziły potem po wsi i nie mogły trafić do swoich domów. Innym razem przechodzący późną nocą parobek spostrzegł staruchę, piorącą swoją bieliznę w zamarzniętej rzece. – Co mnie podglądasz? – Warknęła, wymierzając młodzieńcowi tak silny policzek, że biedak już do końca życia chodził ze śmiesznym grymasem na ustach. „Aptekarka” czasami też rozśmieszała ludzi, a szczególnie dzieci, doskonale naśladując głosy zwierząt i ptaków. Raz, ni stąd, ni zowąd, piała jak kogut lub wyła jak pies, to znów beczała jak koza czy baran. Pewnego dnia do wsi przybył jakiś trochę podejrzanie wyglądający jegomość. Zamieszkał w miejscowej gospodzie i każdego napotkanego człowieka wypytywał o staruchę. Dzieciom dawał nawet po kilka fenigów, aby mu o niej jak najwięcej opowiedziały. W końcu prosił, by go zaprowadzono do domu wiedźmy, gdyż chciałby ją w końcu odwiedzić. Idąc tam, zacierał ręce z uciechy. Był jednak zawiedziony, gdy okazało się, że drzwi zamknięte są na kłódkę. – Znów mi się ta baba wymknęła z rąk – stwierdził i zaraz dodał – Nie ciesz się wiedźmo. To już twój koniec. Odtąd we wsi nie widziano już staruchy. Nigdy tu nie wróciła. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.09.25, 23:49 Klątwa. W Ligocie jest pewna posiadłość, której nikt nie chce kupić, ciąży na niej klątwa kupiecka. Klątwa ta została rzucona przez żonę kupca, który przejeżdżał przez Ligotę wioząc ze sobą wielkie skarby. Postanowił jednak właśnie tutaj zrobić sobie przerwę w podróży i odpocząć. Poprosił o nocleg u rodziny, która nie potrafiła oprzeć się jego skarbom. W nocy kupiec został zamordowany. Okazało się jednak, że jego żona ma nadprzyrodzone zdolności, rzuciła ona klątwę na rodzinę i ich posiadłość. Z rodziny tej nikt już nie żyje, a posiadłość świeci pustkami. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.09.25, 19:46 Dawno, dawno na górze Grójec koło Lubszy żył bogaty i dobry rycerz z żoną i śliczną córką. Kiedy córka dorosła, przyjeżdżało wielu rycerzy i każdy chciał się z nią ożenić, ale dziewczyna żadnego nie chciała. Im więcej przyjeżdżało i im bardziej rodzice chcieli ją ożenić, stawała się coraz smutniejsza. Wychodziła z domu na samotne spacery i błąkała się po parku. Ojciec chciał zbadać przyczynę jej smutku i raz poszedł za nią. Naraz zobaczył ją w altanie z jednym ze swoich sług. Rozgniewał się bardzo, sługę wypędził z domu, a dziewczynę zamknął w wieży. Ale i tam nocą sługa przychodził do niej pod okno. W końcu rycerz córkę uwolnił. Upłynęło sporo czasu. Raz w pobliskim Koszęcinie było święto kościelne i rycerz z żoną pojechał na nie. Córka nie pojechała, powiedziała, że jest chora. Kiedy rodzice pojechali, do córki wkradł się znowu ten sam sługa. Ojciec przeczuwał to i zawrócił z drogi. Okropnie zagniewany przebił sługę swoim mieczem, a dziewczynie życzył w gniewie, aby się w ziemię zapadła. Rozgniewany wyjechał do Koszęcina, a kiedy oboje wrócili, zamku już nie było. Zapadł się on razem z dziewczyną pod ziemię. Ojciec zasłonił ręką oczy i płakał. A kiedy odciągano go, aby pojechał do innego ze swoich zamków, on powiedział “ ta góra jest mi lubsza nad wszystkie pałace” i nie chciał góry opuścić. Stąd nazwa wioski całej Lubsza. Duch dziewczyny odziany w welon, jak mówią do dziś dnia od czasu do czasu pojawia się nad Grójcem i gdyby ktoś w tym czasie obszedł na kolanach trzy razy górę w koło zanim kogut zapieje, dziewczyna byłaby wybawiona. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.09.25, 20:15 Gaszynowie byli na Górnym Śląsku bardzo znaną i majętną rodziną. To oni fundując klasztor i kalwarię na wzór Kalwarii Jerozolimskiej, Górze św. Anny nadali religijny charakter. Niektórzy przedstawiciele rodu znani byli ze swej ogromnej wręcz postury jak i niesamowitej siły, o czym wśród miejscowej ludności krążyły liczne nieraz humorystyczne opowiadania i legendy. Pierwszym hrabią z rodu Gaszynów miał być czeski kurzok, czyli węglarz, który w lasach miał swój mielerz do wypalania węgla drzewnego. Zdarzyło się pewnego razu, że gdy Śląsk najechali Czesi, w bitwie wygrali Polacy, którzy po skończonym boju poczęli ścigać niedobitki pokonanych. Pewien czeski książę uciekając natrafił w lesie na węglarza, który dopomógł księciu uratować się i to w niezwykle zmyślny sposób. Węglarz nie zastanawiając się długo, ukrył księcia w nowo budowanym mielerzu, obkładając go kłodami drewna a następnie pokrył całość ziemią. Gdy pogoń śladem uciekającego księcia przybyła do kurzoka, ten na zapytania ścigających kręceniem głowy oświadczył, że nikogo nie widział a następnie podpalił drewno w mielerzu. Ścigający księcia Polacy przeszukali chatę, inne zabudowania i obejście, odjechali. Gdy w dali lasu ucichły odgłosy pogoni, węglarz przywołał pomocnika krzycząc: „Gasić! Gasić!”. Mielerz ugaszono i wydobyto całego i zdrowego ukrytego pomiędzy balami drewna księcia. Książę był uratowany. Niedługo później król Czech wynagrodził swego wiernego poddanego, nadając kurzokowi szlachectwo. Na pamiątkę wydarzenia, od wołania: „Gasić!, Gasić!”, Król nadał dopiero co nobilitowanemu kurzokowi nazwisko Gaszyński, które następnie przekształciło się w Gaschin vel Gaszyn. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 10:52 Husyckie groby Na pograniczu Kuczowa i Miotka, dwóch miejscowości, które obecnie wchodzą w skład miasta Kalety, stoi przydrożny krzyż. Przed laty, wśród ludności tych miejscowości krążyła legenda o strasznej bitwie pomiędzy oddziałami husyckimi a rycerstwem górnośląskim, jaka się tutaj przed wiekami miała rozegrać. Z bitwy tej zwycięsko wyszli Husyci, którzy następnie wpadli do Woźnik, gdzie zabrali dokumenty lokacyjne miasta a następnie spustoszyli Ligotę Woźnicką i podeszli aż pod Częstochowę. Cmentarzysko poległych tu wtenczas wojów ma się rozciągać na długości kilometra, od miejsca gdzie obecnie na granicy Kuczowa z Młotkiem znajduje się krzyż przydrożny, do uroczyska leśnego „Ptasia Góra”. Podobno jednak ludzi zmarłych na „mór” też tam chowano. Przed 70 - 80 laty, przy wybieraniu piasku budowlanego, znaleziono większe ilości czaszek, piszczeli i innych ludzkich kości. Natomiast podczas kopania fundamentów i piwnic pod pierwszy dom w Kuczowie od strony Miotka, znaleziono w 1966 roku „żelastwo”, wśród którego rozpoznać można było rękojeść miecza oraz część hełmu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 10:58 Dawna kolonia powstała w okresie kolonizacji fryderycjańskiej na obszarze dóbr dominialnych Lubszy, obecnie w składzie sołectwa Piasek. Pierwotna nazwa osady: Schonbrunn - piękne źródło, odnosiła się do istniejącego po dziś dzień źródła znajdującego się na skraju osady, pod lasem. Nazwę Smolana Buda przyjęła w XIX wieku, w nawiązaniu do zajęcia części mieszkańców wypalających węgiel drzewny do znajdujących się w okolicy zakładów hutniczych oraz pozyskujących w trakcie tego procesu smołę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:03 Król Jan III Sobieski w Piasku Układ głównej drogi dawniejszego Piasku, był całkiem inny. Droga od Lublińca prowadziła przez głębokie lasy. W samym Piasku przechodziła obok gospodarstwa pana Pampucha wzdłuż do zabudowań pana Konopki i dalej kierowała się w stronę południa. Wpierw jednak trzeba było przejść przez mały brodzik. Wkrótce jednak było rozdzielenie drogi z odnogą na wschód. Wschodnia odnoga drogi prowadziła do Lubszy przez Górę Lubszecką. Jej resztki jeszcze istnieją. Drogą tą według legendy szedł św. Wojciech zdążając z Moraw do Prus, około 994 roku. Przy starej drodze, która kiedyś prowadziła obok późniejszego gospodarstwa Pampucha była winiarnia. Jak mówi legenda popijał w niej wino król polski, Jan III Sobieski, gdy zdążał z odsieczą do Wiednia w 1683 roku. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:12 Groble w parafii lubszeckiej „Starzy ludzie powiadają, ze mnóstwo grobli w okolicach naszych stąd pochodzi, ze w dawnych czasach pewien król bydła na mięso zabijać zakazał. Ludzie zakładali stawy i osadzali je rybami. Może to było po trzydziestoletniej wojnie Spoglądając na lubszeckie wzgórza wydaje się, że jest to teren suchy, całkowicie pozbawiony wody. Nic bardziej mylącego, skoro w okolicy istnieje wiele śladów po stawach i groblach, budowanych w przeszłości na rozlicznych strumieniach spływających ze wzgórz otaczających Lubszę i okoliczne miejscowości. Do tradycji naszych przodków powraca się i dzisiaj, skoro w ostatnich latach powstało wiele nowych grobli i stawów rybnych (Babienica, Kamienica, Piasek). Powiadano dawniej, że zbiorniki wodne w naszej parafii, podobnie jak to miało miejsce w wielu innych miejscowościach Śląska, Czech i Moraw, zaczęto budować szczególnie po wojnie trzydziestoletniej, kiedy to król czeski zabronił zabijania bydląt dla mięsa. Obawiał się król, że gdy przetrzebione przez wojnę do granic możliwości pogłowie bydła, zostanie całkowicie zjedzone, nie będzie mleka, masła, serów a później i mięsa to państwu jego zagrozi głód. Nie mogąc się dostatecznie wyżywić, zaczęto budować stawy i hodować ryby. Tak stało się też i u nas, gdzie z biegiem czasu zasmakowano w rybim mięsie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:35 Starożytna osada w Piasku Starzy mieszkańcy Piasku utrzymywali, że nad płynącym przez ich wioskę potokiem, zwanym w XIX wieku Potokiem Stawowym, znajdowała się przed wieloma wiekami prastara słowiańska osada, która zbudowana była z drewnianych bel. Świadczyć o tym miały odnajdywane grube belki wykopywane od czasu do czasu przy robotach ziemnych. Pewnego razu jeden z miejscowych gospodarzy kopiąc na swych łąkach głęboki rów odwadniający, napotkał na belki kładzione na zrąb, lecz obawiając się najazdu archeologów i w efekcie tego całkowicie zniszczonych gruntów, czym prędzej zakopał znalezisko i nie rozgłaszał wiadomości o tym fakcie. Obecnie w miejscu tym miano pobudować stawy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:38 O Starczy, Własnej i zbudowaniu Rudnika Wioski teraz w Królestwie Polskim, jako to Starcza, Własna, Mały i Wielki Rudnik, należały kiedyś do Szląska, do parafii Lubszeckiej. Jeden z biskupów krakowskich kupił je i wcielił do swego Męstwa siewierskiego. ••• Księstwo [siewierskie], nad granicą Bytomia i Woźnik położone, należało po oddzieleniu Śląska od Polski do księstwa cieszyńskiego, którego właściciele z pokolenia Piasta już w czternastym wieku w hołdownictwie Korony Czeskiej przeszli byli. Książęta cieszyńscy, jako i inni Piastowie, frymarczyli darowiznami i przedawaniem swoich włości. Na ten sposób nabył biskup krakowski księstwa Oświęcim, Zator i Siewierz. Siewierskie sprzedał Wacław na Cieszynie roku 1443, za cztery tysiące dukatów, biskupowi krakowskiemu imieniem Zbigniew. Gdy zaś przedawca tylko to sprzedać mógł, co jego było, zostało najwyższe zwierzchnictwo Koronie Czeskiej, które następnie na króla pruskiego przeszło, lecz biskupi krakowscy tej uznać nie chcąc, samowładnymi panami kraju tego się uważali i ku temu w dawniejszym czasie od państwa Lubsze i Woźnik kilka mil kwadratowych nabyli, a nawet roku 1632, na tymże gruncie, wieś Rudnik wystawili. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:44 Śmierć 114 letniej „dziewicy” Ukazujące się w 1909 roku na Górnym Śląsku polskojęzyczne gazety doniosły: „W tych dniach zmarła w Lubszy niezamężna Marya Kias, przeżywszy 114 lat. Staruszka urodziła się w roku 1795 w Królestwie Boiskiem, przybyła w 13 roku życia do Prus i osiedliła się początkowo w Ligocie przy Woźnikach. Potem pełniła służbę w Lubszy. Jako 16-Ietnia dziewczyna widziała pochód Napoleona w roku 1812 do Rosyi i podawała francuskim żołnierzom potrawy. Obecnie po 5 - dniowej chorobie skończyła wśród przytomności umysłu swój długi żywot. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:49 W lesie niedaleko Drutami znajduje się miejsce zwane Koń. Tam to przed laty pan na Koszęcinie spotkał furmankę ciągnioną przez parę bardzo wychudzonych koni. Jeden z nich był do tego stopnia osłabiony, że chwiał się na nogach. Książę kazał go odprząc, odprowadzić na bok i tam zastrzelił. Furmanowi polecił nazajutrz udać się do pańskiej stajni, gdzie otrzyma konia. Przyrzekł jednak, że jeżeli następnym razem spotka znów konie w tak wychudzonym stanie, to tym razem zostanie zastrzelony wozak, co należało traktować bardzo poważne. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:43 Chodniki podziemne w Psarach Legendy wspominają także o tajemniczych podziemnych gankach prowadzących z Grójca do Psar, z Grójca do kapliczki w Babienicy, stojącej przy drodze prowadzącej do Kamienicy Śląskiej a także o podziemnych przejściach z Grójca do Woźnik, którymi to w czasie najazdu tatarskiego mieli udać się w okolice dzisiejszego kościółka św. Walentego obrońcy Grójca, późniejsi założyciele osady w Woźnikach. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:21 Święty Wojciech na Górnym Śląsku Tysiąc lat mija od chwili, gdy nasze górnośląskie ziemie przemierzał Wojciech Sławnikowic, biskup praski, apostoł Prus, święty męczennik, który jak głoszą podania, miał pozostawić na naszym terenie rozliczne ślady swej działalności misyjnej. W tradycji ustnej zachowało niewiele śladów wiążących pobyt i działalność św. Wojciecha z licznymi miejscowościami Śląska i innych historycznych krain Polski. Wiele z tej tradycji utrwalił Józef Lompa (1797 - 1863), nasz rodzimy historyk i etnograf. Święty Wojciech, który w trakcie swej działalności apostolskiej na terenie Prus poniósł śmierć w roku 997, dwa lata wcześniej miał przybyć do Opola, gdzie na pagórku, jak podają przekazy, głosił kazania licznym rzeszom wiernych. Na miejscu tym, stanęła po latach kaplica Najświętszej Panny Maryi, na cześć której ułożyć miał nasz święty prastary hymn Bogurodzicę. Kaplica wraz z kościołem, noszącym imię naszego świętego, według tradycji nabyć najstarsza chrześcijańską świątynią na tym terenie. Nasz święty, po pobycie w Opolu, przybył do Dobrodzienia, gdzie podobno kazanie wygłosił. Na pamiątkę tego wydarzenia postawiono figurę świętego nad studzienką która, jak podania głoszą swój początek wzięła przybycia świętego apostoła na to miejsce. Do figury tej, w odpust św. Wojciecha, przez setki lat, podążali corocznie dobrodzieńscy mieszczanie w modlitewnej procesji. Jak powiadani, Sławnikowic przybył do Dobrodzienia chwili budowania kościółka drewnianego. Kościółek, jak i jego budowniczych pobłogosławił oraz przepowiedział, że dopóki tkwić w nim będzie, choć jeden kołek, tak długo miejscowość zarazy nie doświadczy. W okolicy Dobrodzienia miał także głosić kazania i nauczać w Wojciechowie, miejscowości nazwanej na cześć świętego. Z Dobrodzienia, święty Wojciech udał się do Lubszy, gdzie na Lubszeckiej Górze, w miejscu pogańskiego ofiamika, nauczał wiernych. Na pamiątkę tego wydarzenia w lubszeckim kościele obchodzi się odpust świętego Wojciecha. Następnie poszedł do Radzionkowa, miejscowości, która na cześć pobytu świętego przybrała imię św. Radzima, św. Wojciecha brata. Z Radzionkowa szlak misyjny poprowadził świętego do Krakowa. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:44 Jak hrabia Gaszyn w Woźnikach chciał klasztor zbudować Józef Lompa w swojej zaginionej w czasie drugiej wojny światowej kronice z przeszłości Woźnik napisał, że hrabia Gaszyn chciał zbudować klasztor w Woźnikach, tam gdzie dawniej stało wójtostwo a później znajdował się rozebrany w 1859 roku zamek. Hrabia jednak rozmyślił się, i zbudował tenże klasztor na Górze św. Anny. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:50 Woda z Rosochocu O „Rosochocu” utrzymuje się pomiędzy ludem i ten zabobon (przywiarek), że polewając tam z niego [wodą] po trzykroć w Wielki Piątek konie, one nader żwawymi [się] stają. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:59 Tragedia Kotulińskich W Boronowie, miejscowości położonej przy szlaku kolejowym z tarnowskich Gór do Gdyni, znajduje się perła górnośląskiej architektury drewnianej. Jest nią stary drewniany kościół św. Andrzeja, obecnie pod wezwaniem Matki Boskiej Różańcowej. Zbudowany został w 1611 roku z fundacji rodziny Dzierżanowskich, miejscowych dziedziców. Budowę boronowskiego kościoła wymusiła sytuacja w pobliskiej Lubszy, gdzie drugiej połowie XVI wieku kościół parafialny przejęła protestancka, prawdopodobnie kalwińska rodzina Kamieńców z Kamienia, dziedziców Lubszy. Katolicy Boronowa, nie mogąc uczęszczać na katolickie nabożeństwa w lubszeckim kościele, nie chcąc zmieniać swego wyznania, wystawili więc swój własny filialny kościół. Świątynię wybudowano w otoczeniu pięknych stawów, przez które do kościoła prowadził drewniany most. Po rodzinie Dzierżanowskich, fundatorach kościoła, zachował się piękny dzwon, ufundowany w 1638 roku przez Aleksandra Ernesta Dzierżanowskiego oraz kaplica pod wezwaniem świętej Anny zwana także kaplicą Dzierżanowskich. Pod kaplicą znajduje się niedostępna obecnie krypta, w której jak utrzymuje tradycja, wiecznym śnie spoczywają budowniczowie kościoła. W końcu XVII wieku, boronowskie dobra znajdowały się w posiadaniu Kotulińskich, szlacheckiej rodziny pochodzącej z Czech, możnych protektorów kościoła. Szczególnie Jan Fryderyk z Kotulina Kotuliński był hojnym darczyńcą, po którym pozostały piękne naczynia liturgiczne, wykonane w stylu barokowym. We wspomnianej kaplicy Dzierżanowskich znajduje się ołtarz późnorenesansowy z obrazem św. Anny Samotrzeć, którego pochodzenie przypisywane jest rodzinie Kotulińskich. W predelli ołtarza znajduje się umieszczone na desce malowidło z przedstawieniem fundatora, jego żony i licznych dzieci, wszystkich klęczących nabożnie pod krzyżem we wnętrzu kościoła. Tradycja ludowa głosi, że jest to wizerunek rodziny hrabiego Kotulińskiego, dziedzica boronowskiego, jako wotum podarowany, miejscowemu kościołowi, na pamiątkę tragicznego wydarzenia, które miało miejsce przed wiekami. Dokładnie nie wiadomo, kiedy to było, gdy hrabia Kotuliński wraz z żoną oraz licznym zastępem swoich synów i córek feralnej niedzieli udał się na mszę do kościoła. Podobnie jak wieś, zamek hrabiego połączony był z kościołem drewnianym pomostem przebiegającym na skróty przez staw. I stało się. Na nic zdały się zabezpieczające pomost barierki, gdy jedno z dzieciątek hrabiego potknęło się, wpadło do wody i utonęło. Pogrążony w rozpaczy ojciec ufundował ołtarz, przed którym wraz z bliskimi zanosił modlitwy do Boga. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:12 Żywcem pogrzebana Wspomina mi się, [...] co lud nasz opowiada. Może temu być, jakie pięć, dziesięć lat, kiedy organista tutejszy, oraz i bakałarz, posłał uczniów szkolnych na południe dzwonić. Chłopcy przypadli zastrachowani nazad, opowiadając, że pod ziemią w grobie świeżym stękać słyszeli. Że to południe, idzie tam organista i słyszy spod ziemi głos głuchy: - Ratujcie, ratujcie, żyję! Bieży co tchu do fararza i opowiada niesłychany przypadek. Ksiądz zaś (może dlatego, że pogrzeb był za wcześnie odprawiony - chcąc uniknąć kary lub ostrej nagany) rzekł: - Bajki! Organista zaręcza i pyta się, czy kopidoła wołać, - ale ksiądz dekretuje mówiąc: - Kto raz umarł, niech leży. Miała to być położnica z Ligoty Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:21 Lompa przytoczył jednocześnie opis wydarzenia, jakie miało miejsce w Lubszy, przed laty, w związku z odśpiewaną w miejscowym kościele powyższą pastorałką. Kiedy dokładnie to się wydarzyło nie wiemy, Lompa podaje, że przed pięćdziesięciu laty, czyli w końcu XVIII wieku. Podobnie jednak umiejscawia w czasie wiele innych zdarzeń. Magiczna dla niego liczba „50” miała wtedy wymiar bardzo odległych lat, czasów niepamiętnych, trudnych do określenia, gdy pod uwagę weźmie się przeciętny żywot ówczesnego mieszkańca nie tylko lubszeckiej parafii. Oddajmy głos Lompie: „Gdy przed pięćdziesiąt laty w lubszeckim kościele śpiewana była [wspomniana wyżej pastorałka], siedział pod chórem szewc, niedawno z Czech przybyły. Ten, słysząc Idź precz ty szewce! Zgiń przepadnij szewiectwol, tak się rozgniewał, że wstawszy, tupał i groził organiście, mówiąc: Niech was czrt wezme z takowou pisniczku\ns I z tymi słowy uciekł z kościoła. Tego samego dnia, był we wsi kolędowy obchód. Gdy do szewca przyszli, zamknął się, a przez okna wołał: Nic wam ne dam, boste me rzemieslo w kostele bożim pohańbili. Idte do czrta Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:28 Krzyż na Górce” w Ligocie 141 Na północnym skraju Ligoty, przy drodze prowadzącej w kierunku Kamieńskich Młynów i Pakuł, znajduje się wzniesienie, potocznie zwane “Górką”. Tam też na tej “Górce” od niepamiętnych czasów stał krzyż, a jeżeli był czas i warunki atmosferyczne nie pozwalały na dłuższe trwanie, w miejsce jego stawiano nowy. Tak też było między innymi w roku 1912. Wśród społeczności lokalnej Ligoty utrzymuje się, że w tym to miejscu znajduje się cmentarzysko choleryczne, na którym to miejscu grzebano ofiary głodu i epidemii, w przeszłości dziesiątkujące ludność Górnego Śląska. „Jeden z mieszkańców na swym polu budował dom. Jego pole od łąki z krzyżem przedziela droga, dziś ul. Karola Miarki. Kopiąc fundamenty, natknął się na szkielety ludzkie. Sąsiedzi radzili pochować szczątki pod krzyż. On jednak zlekceważył rady i zakopał szczątki pod wiśnią rosnącą obok budującego się domu. Po wielu latach zrywając owoce wiśni, spadł ów gospodarz (z drzewa) tak nieszczęśliwie, że poniósł śmierć na miejscu Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:35 Miotek położony jest wśród lasów, we wschodniej części miasta, ok. 4 km od centrum Kalet. Znajduje się tu Parafia św. Franciszka w Miotku i Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety III Zakonu Regularnego św. Franciszka. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:56 Kapliczka św. Antoniego w Ligocie W 1948 roku w Ligocie postawiono kapliczkę, przy skrzyżowaniu ulicy Karola Miarki z polną drogą prowadzącą w kierunku Lubszy, poświęconą patronowi wsi, świętemu Antoniemu. Starsi wiekiem mieszkańcy Ligoty często wspominają trudne i jakże niebezpieczne lata po ostatniej wojnie światowej, kiedy to bandy pogranicznych złodziei i szabrowników napadały i rabowały dobytek mieszkańców tej miejscowości. Dopiero oddanie się pod opiekę św. Antoniemu miało spowodować, że w Ligocie zapanował spokój Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 11:27 Kapliczka św. Jana Nepomucena w Woźnikach Na Rynku w Woźnikach, niemal wtłoczona w kościelny mur, stoi niewielkich rozmiarów kapliczka, wewnątrz której umieszczona jest barokowa figura św. Jana Nepomucena, patrona chroniącego ludność między innymi przed żywiołem powodzi. Kiedy powstała, dokładnie nie wiadomo? Przyjmuje się jednak, że zbudowana została w początku XVIII wieku. Gdy kilkadziesiąt lat później feralnego sierpniowego dnia 1798 roku tragedia spadła na miasto, z pożogi ocalała tylko kapliczka, z drewniana figurą świętego. Powiadano, że to stało się za sprawą św. Jana, który płacząc nad tragicznym losem miasta, rzęsistymi łzami ugasił lizające już kapliczkę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 11:58 Na Śląsku, gdzie wiara w utopce była rozpowszechniona, zostały one całkowicie utożsamione z wodnikami, są to jednak dwa różne demony. Według wierzeń śląskich utopiec nie tylko topił ludzi, ale w zależności od kaprysu mógł też im pomagać, doradzać, a nawet się zaprzyjaźnić. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 12:12 Syn rybaka i córka utopca W pewnej wiosce mieszkał biedny rybak wraz ze swoją żoną i dziećmi. Posiadał on od dziedziców wsi pozwolenie na łowienie w pańskim stawie ryb i ich sprzedaż. Gdy jednak zachodziła taka konieczność musiał także dostarczać ryby dziedzicowi. Pewnego razu do pańskiego dworu zjechało w odwiedziny wielu gości, zażądano więc od rybaka większej ilości ryb. Ten, mimo wielkiego trudu, przez dwa dni nie złowił ani jednej ryby. Gdy smutny rybak powiadomił o tym swego pana, ten mu rzekł: - Jak żadnych ryb nie złowisz, musisz odejść. Również i w trzecim dniu nic nie złowił. Gdy tak siedział nad wodą nagle podszedł do niego ubrany na czerwono chłopek, który jak się okazało był utopcem i powiedział rybakowi: - Daj mi najstarszego syna, to nie tylko dzisiaj, ale zawsze będziesz łowił dużo ryb. Przedtem jednak musisz swoja krwią z serdecznego palca podpisać się. Gdy ten przystał na to, utopiec zrobił niewielka ranę na palcu rybaka, a ten podpisał się na podsuniętym mu dokumencie. Nie minęła chwila a ten złowił masę ryb. Był jednak bardzo smutny i powiedział do swojej żony: - Za tydzień muszę oddać utopcowi mojego syna. Po tygodniu rybak przyprowadził swojego syna nad brzeg stawu. Utopiec zabrał go i skoczył z nim w głębię stawu. Pod wodą znajdował się zamek z kryształowego szkła, w którym utopiec mieszkał wraz ze swoją żoną jedną córką i liczną służbą. Powiedział chłopakowi, że jest tutaj, aby jego córkę zabawiać. Jak będzie posłuszny, to od czasu do czasu może odwiedzać swoich rodziców. Chłopcu bardzo się w królestwie utopca podobało i dobrze się wiodło. Tęsknota za domem rodzinnym była jednak wielka. Widząc to utopiec pozwolił chłopakowi na jeden dzień odwiedzić swoich rodziców. Powiedział jednak, że gdyby nie wrócił, to on i jego rodzeństwo pochłonie woda. Gdy minął czas odwiedzin rodziny, chłopak powrócił. Mijały lata. Gdy córka utopca dorosła, zwierzyła się Jankowi, bo takie imię nosił chłopak, że wolałaby lepiej mieszkać z nim wśród ludzi. Gdy pewnego dnia rodziców dziewczyny nie było w zamku, zabrała wszystkie klejnoty i razem z nim wypłynęła na powierzchnie wody. Nagle do ich uszu dobiegł dziwny hałas. Gdy się odwrócili, zobaczyli goniący ich liczny zastęp wojska z matką dziewczyny na czele. Dziewczyna widząc to zamieniła siebie i Janka we wrony, które pofrunęły na najwyższy dąb rosnący w pobliżu. Matka widząc to, kazała do nich strzelać, mówiąc: - Zabijcie tą wronę - samczyka, lecz oszczędzajcie samiczkę. Widząc to ptaki szybko sfrunęły z dębu na ziemię. Teraz ona zamieniła się w zająca Janka natomiast w rudego lisa, który pozornie go ścigał. Matka dziewczyny zawołała do żołnierzy zawołała: - Strzelajcie do lisa, oszczędzajcie zająca. Dziewczyna uderzyła laską o ziemię i w tej samej chwili przed nimi powstał duży staw. Ona zamieniła się w kaczkę, Janek zaś w kaczora. Matka rozkazała wołając: - Zabijcie kaczora, do kaczki zaś chybiajcie. Ilekroć do nich strzelano, nurkowali pod wodę. Widząc to, matka zrozumiała, ze nie może nic zrobić, pękła z bólu a jej wojsko zawróciło do zamku. Dziewczyna z Jankiem udali się do królewskiego miasta. Tam jednak trwała wojna i Janek zmuszony został do brania w niej udziału. Po jej zakończeniu, w której Janek bardzo się wyróżnił, król obiecał dać swoja córkę za żonę. Janek zadowolony zapomniał o córce utopca. W trakcie wesela, podczas ucztowania, nagle do sali przez otwarte na oścież okno przyfrunął gołąb wraz z jastrzębiem. Ptaki usiadły na szafie i zaczęły z sobą rozmawiać. - Pamiętasz jeszcze Janku, kiedy opuściłam swoich rodziców i ciebie zabrałam? Jastrząb odpowiedział: - Tak, pamiętam o tym. - Pamiętasz, jak na nas polowano i zamieniliśmy się w parę wron? - Tak, pamiętam. Goście byli bardzo zdziwieni. Gołąb dalej mówił: - Pamiętasz, jak byliśmy kaczkami, a moja matka pękła z bólu? - Tak, pamiętam. - Pamiętasz mój najukochańszy, jak żeś mi składał przysięgę, że wiecznie mnie będziesz miłował?. - Tak pamiętam. Pan młody, który prawie córce króla chciał powiedzieć: „Tak, chcę”, coraz bardziej bladł, aż wreszcie zemdlał. Na pytanie, co to ma znaczyć, przyznał się, że gołąb czynił mu wyrzuty. Zrezygnowano więc z dalszego ucztowania. Gołąb odfrunął zaś Janek wybiegł za nim prosząc serdecznie o przebaczenie i kilka dni później ożenił się z gołębicą która w międzyczasie przemieniła się w przecudnej urody dziewczynę. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 12:29 Jyndra „W okresie międzywojennym, jako chłopcy często pomagaliśmy w pracach polowych u Franciszka Szczecha, byłego wójta Lubszy. W okresie żniw pracowaliśmy na jego polach w Łazie, gdzie wiązaliśmy snopki a następnie ustawialiśmy je w kopki. Lubiliśmy starego Franciszka, ponieważ zawsze nas dobrze i suto nakarmił. Kromki chleba były posmarowane tak, że można było tym masłem posmarować jeszcze wiela innych. Zawsze jednak, gdy sobie podjedliśmy i czas naszego odpoczynku przedłużał się, mówił nam: - Chłopcy! Gibejcie się. Zjydzcie wartko ta reszta sznitek, bo jak przyleci Jyndra, to worn cało robota popsuje. Porozciepuje worn po polu te wszystkie snopki i na nic bydzie cało ta wasza robota. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:00 Kappa lub kawatarō – japoński złośliwy demon wodny. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:06 Nawet dziś umieszcza się wizerunki kapp na tablicach zakazujących kąpieli w rzekach czy jeziorach. Jako bohater legend demon spełnia pożyteczną rolę „straszaka” w wychowaniu dzieci (ucząc je, żeby nie kąpały się bez dozoru i kłaniały się uprzejmie). Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:12 Kappa pojawiają się w pierwszym tomie serii książek Klątwa Tygrysa autorstwa Colleen Houck. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:19 Wodnik najczęściej ukazywał się pod postacią nagiego starca wysokości nieco ponad pół metra z rybimi, zabarwionymi na zielono oczami, pomarszczoną twarzą i długimi, rozczochranymi włosami zlepionymi wodorostami oraz z błoną pławną między palcami. Ubierał się zazwyczaj na czerwono i w taki sposób, że czasem trudno było go odróżnić od zwykłej, niskiej osoby ludzkiej. Wodnik mógł też pojawić się pod postacią dziecka, kobiety, panny lub zmarłej sąsiadki/zmarłego sąsiada. Gdziekolwiek stanął, zostawała po nim kałuża wody. Wodnik przybierał także postacie zwierząt wodnych, często pojawiał się na czele ławicy ryb jako największa z nich. Mógł też zamienić się np. w konia, wyłaniającego się z wody Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:25 Wodnik często wygrzewał się na brzegu, bądź przesiadywał na kładkach lub mostach. Należało wtedy omijać go z daleka i nie wchodzić do wody. Czasem wodnik mógł także wyjść na ląd i wejść między ludzi, zwabiony np. tańcem lub śpiewem. Aby temu zapobiec, w bramę osady wstawiano wycięty w kształcie głowy słup Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:35 Główną postacią serialu jest wodnik (w wierzeniach słowiańskich demon opiekujący się zbiornikiem wodnym) o imieniu Szuwarek (cz. Rákosníček, od rákos ‘trzcina’, rákosina, rákosí ‘szuwar’; słow. Trsteniarik, od tŕstie ‘trzcina’), który zamieszkuje staw Szmaragdowe Oczko (cz. Brčálník). Ma skórę i ubranie koloru zielonego, siedem sterczących włosów na czubku głowy, duży nos w kształcie wiszącej kropli, okrągłe i odstające uszy. Jest ciekawski i sprytny (pomysłowy). Odznacza się poczuciem humoru i poczciwością. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:43 Według Władimira Toporowa wyraz „anczutka” zakorzenił się mocno we wschodniosłowiańskich dialektach. Jest spokrewniony ze słowami anczibał, ancziboł czy ancybał oraz nowszymi chronologicznie ancybołot, ancybołotnik. Przyrostki -bołot, -bołotnik oznaczają błoto, bagno, jednak w starszych wyrazach ich odpowiedniki -boł i -bał mogły wskazywać na czarta i diabła. Stąd ich pokrewieństwo z pruskimi Balowe, Balyngen i litewskim bala. Także taka interpretacja w pełni odpowiada litewskiemu wyrazowi ánčiabalis – kacze bagno oraz łotewskiemu bàlažin – czort wie, idź do diabła, dosł. spadaj do błota. Termin „anczutka” w drodze ewolucji może być deminutywną formą wyrazu „anczibał” na zasadzie kontrakcji, które ma powiązania z litewską ančiū́tė (mała kaczka). Sufiks -utka może też wskazywać na słowotwórcze możliwości sufiksów -ūt i -uk w języku litewskim albo stanowić tautologię w słowie, tj. kaczka–kaczka Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:55 Wyraz „anczutka” został poświadczony w drodze badań nad dialektami języka rosyjskiego – głównie w zachodniej i północno-zachodniej części współczesnej Rosji (tj. w centralnej europejskiej części dawnego Imperium Rosyjskiego). Granice jego występowania zakreślają linie współczesnych miast: od północy Psków–Twer–Uljanowsk, od wschodu Uljanowsk–Orenburg–Saratów. Najdalej wysuniętym na wschód miastem, gdzie odnotowano występowanie „anczutki”, jest Tobolsk, od południa Orenburg–Saratów–Woroneż, ale „anczutkę” poświadczono też w gruzińskim Tbilisi, od zachodu Psków–Smoleńsk–Orioł, dochodząc do wschodnich rubieży Ukrainy na linii Czernihów–Połtawa Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:36 Uboże, ubożę, w l.mn. często uboża, ubożęta, bożęta – postać z wierzeń staropolskich, opiekuńczy duch domowy, zapewniający dostatek, często wywodzony od dusz zmarłych przodków. Jego postać pojawia się w literaturze w XV i XVI wieku, później zaś zanika. Odpowiednikiem ubożąt na Rusi był domowik. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:44 Kikimora, uważana niekiedy za żonę domowika, przybierała postać maleńkiej kobiety, choć potrafiła także stać się niewidzialna. Była wroga wobec mężczyzn, po nocach budziła niemowlęta, plątała przędzę, czasami szkodziła także zwierzętom domowym, zwłaszcza zaś kurom. Sama jednak bardzo chętnie przędła i dziergała koronki, przy czym furkot jej wrzeciona uznawano za zły znak. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 10:18 Diabeł w suszarni Macocha zaprowadziła pasierbicę do upiornego domku w lesie i kazała międlić len. Wierzyła, że przypłaci to swoim życiem. Zjawił się diabeł w postaci myśliwego i żądał od dziewczyny, by została jego kochanką. Przyrzekła nią zostać pod warunkiem, że wykona wszystkie jej polecenia. Ilekroć diabeł kończył całodzienną robotę, piał kur, którego zabrała ze sobą, wówczas myśliwy musiał natychmiast znikać. W ten sposób uratowała się przed złem, a ponadto miała dużo płótna. Zła macocha wysłała tedy swą córkę do domku. Ponieważ jednak nie zabrała ze sobą koguta, została porwana przez diabła. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 12:23 Krasnoludek, krasnal, gnom, skrzat – przyjazna ludziom istota pojawiająca się często w literaturze polskiej i zagranicznej, szczególnie w baśniach. Krasnoludki wyglądem przypominają małych ludzi. Przeważnie są przedstawiane w szpiczastych czerwonych czapeczkach, od koloru których pochodzi ich polska nazwa. Występują zarówno w baśniowej tradycji polskiej, jak i innych narodów europejskich. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 12:55 Krasnoludki z wszystkich miast Urządziły w lesie zjazd. Program zjazdu był taki: Po pierwsze - Gdzie zimują raki? Po drugie - Czy brody są dosyć długie? Po trzecie - Czy zima może być w lecie? Po czwarte - Co robić, żeby dzieci nie były uparte? Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:13 Słowiański wąpierz (upiór, upir, martwiec, wiesczy, wupi, wuki – od prasłowiańskiego *ǫpirь, scs. ǫpyrь/ѫпырь) trafił do kultury angielskiej pod nazwą „vampyre” [wampir], spopularyzowaną przez powieść Brama Stokera Dracula z 1897 roku, a także wcześniejsze powieści Giaur George’a Byrona z 1813, Wampir Johna Williama Polidoriego z 1819 i Carmilla Josepha Sheridana Le Fanu z 1872. Wraz z kulturą masową powrócił do nas jako „wampir” Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:20 W systemie gry RPG Wampir: Maskarada różne klany przejawiają różne cechy wyglądu (np. Nosferatu są potworni, a Toreadorzy piękni). Tytułowa postać Księżniczki Andrzeja Pilipiuka – Monika Stjepanković (Kuzynki, Księżniczka, Dziedziczki) różni się od najczęściej przedstawianych w literaturze wampirów między innymi tym, że zamiast ostrych zębów posiada ssawkę. W mandze i anime Wampirzyca Karin wampirom kły rosną, dopiero gdy zamierzają kogoś ugryźć. Cassidy z Kaznodziei nie posiada nawet tej wampirzej cechy – swoje ofiary atakuje przy pomocy w pełni ludzkiego zgryzu; jedynym elementem wyróżniającym go spośród śmiertelników są ukrywane za ciemnymi okularami oczy, po których widać jego wiek. W Hellsingu Alucard może przybierać postać każdej istoty, której krew wypił. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:26 Niektóre źródła pozwalają na ludzko-wampirze krzyżówki, zwane dhampirami (Akademia wampirów, Blade, BloodRayne, Vampire Hunter D, Zmierzch, Castlevania), inne wykluczają ich powstanie (Kroniki wampirze). W filmie Underworld możliwa okazała się hybryda wampira z wilkołakiem. W „Nekroskopie” występują półwampiry, obdarzone nieśmiertelnością i niektórymi zdolnościami wampirów, jednakże niezdolne do rozmnażania się. W Zmierzchu ludzko-wampirze hybrydy posiadają nadludzkie umiejętności tj. ostre zmysły, siłę, szybkość, ale trochę słabsze niż u wampirów oraz twardą skórę i znakomitą pamięć, są też nieludzko piękne i blade, po osiągnięciu dojrzałości stają się nieśmiertelne. Potrzebują snu i mogą żywić się jak ludzie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:34 Zjawisko to jest czasem tłumaczone jako krytyczne uczulenie na ultrafiolet, co pozwala wampirom np. na bezpieczne poruszanie się za dnia dzięki kremom z filtrem UV (Blade, Underworld). W sadze Zmierzch światło nie szkodzi wampirom, ale w jasnym słońcu ich skóra błyszczy, więc, zwłaszcza na południu, nie mogą wychodzić w dzień, aby uniknąć rozpoznania. W sadze Pamiętniki wampirów na wychodzenie na światło pozwalają im specjalne pierścienie, które nie wszyscy posiadają. Bez nich na słońcu płoną. W książkach Anne Rice im wampir jest starszy, tym bardziej odporny jest na słońce (wyjątkiem był Lestat po napiciu się krwi Akashy), dlatego niektóre stare wampiry jak np. Maharet lub Pandora wychodziły czasem na słońce by „nabrać bardziej ludzkich kolorów” (zamiast płonąć, szybko się opalały). W serii „Dary anioła” światło słoneczne może zabić wampira, chyba że jest tzw. Chodzącym Za Dnia (np. Simon po wypiciu krwi Jace’a) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:56 W Ani słowa prawdy: wampir czarny (kostropaty), wampir brunatny (krwiopijca), wymarły wampir siny (królewski) i niezwykle rzadki wampir cesarski; W Mrocznej Wieży − wampiry pierwszej, drugiej i trzeciej kategorii. W grze fabularnej Wampir: Maskarada i uniwersum „Świata Mroku” wampiry podzielone są na klany, każdy z nich posiada specjalne i unikalne zdolności, ponadto istnieje 13 pokoleń wampirów. W grze Vampyr można znaleźć cztery rodzaje wampirów: Ekon, Skal, Vulkod i Nemrod Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 20:02 Nosferatu – symfonia grozy (niem. Nosferatu, eine Symphonie des Grauens) – niemiecki film grozy z roku 1922 w reżyserii Friedricha Wilhelma Murnaua. Jest to jeden z najważniejszych filmów niemieckiego ekspresjonizmu i jeden z pierwszych horrorów w historii kina. Za kanwę filmu posłużyła nieco zmodyfikowana, ze względu na problemy z prawami autorskimi, fabuła Draculi Brama Stokera. Rolę tytułowego Nosferatu odtwarzał Max Schreck. Jego nazwisko w niemieckim znaczy „strach”, co w połączeniu z tajemniczym charakterem aktora, było przyczyną plotek o wampiryzmie Schrecka. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 20:07 Rano Hutter przeszukuje zamek. Ku swojemu przerażeniu znajduje grobowiec, w którym spoczywa hrabia. Sparaliżowany strachem ucieka do swojego pokoju. W nocy jest świadkiem, jak Orlok układa na wozie kilka trumien, a do ostatniej wchodzi. Wóz odjeżdża a Hutter stara się wydostać z zamku przez okno. Upada na kamienie i traci przytomność. Gdy odzyskuje świadomość w szpitalu, postanawia jak najszybciej wrócić do swojego miasta. Wie, że hrabia już tam zmierza. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 20:14 Stoker, tworząc postać wampirycznego hrabiego, nadał jej imię „Dracula”, napotkane w jednej z historycznych ksiąg. Był to przydomek władcy Wołoszczyzny Włada Drakuli zwanego też Palownikiem (zob. nabicie na pal) – syna Włada Diabła. Być może Stoker użył również fragmentów biografii wołoskiego władcy, o czym mogą świadczyć wzmianki o wyprawach wojennych na terytorium Imperium Osmańskiego dokonywanych przez jednego z wielkich przodków hrabiego, czy też o tegoż przodka zdradzieckim bracie. Znajdują one bowiem pokrycie w faktach z życiorysu Tepesa. Niemniej, na ogół przyjmuje się, że Stoker ograniczył się jedynie do zapożyczenia imienia. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:09 Szczególnie narażone na przemianę w upiorzyce były zmarłe w połogu kobiety. Obawiano się, że jako upiory będą wracać do osieroconego dziecka, by je karmić nocami. Dlatego na przykład na Śląsku zmarłe położnice chowano z brzegu cmentarza, pod murem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:15 Z kolei winę za pomór bydła, zarazy itp. zrzucano często na czarownice lub właśnie na upiory, następnie szukając winnych – stąd relacje o samosądach itp. na niewinnych ludziach. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:26 Upiory nie stroniły od bijatyk – napadały na ludzi, atakowały ich. Kolejną cechą charakterystyczną dla upiora była jego siła, co powodowało, że walki z upiorami nie należały do najłatwiejszych. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:34 Jeżeli osoba uznawana za upiora umarła albo wskazano jej grób jako upiora – wąpierza, często stosowano pochówek antywampiryczny, między innymi obcinając upiorowi głowę i układając ją między jego nogami, paląc ciało lub też obcinając nogi oraz głowę i przygważdżając ciało do trumny. Układano również zwłoki twarzą do dołu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:44 Na Lubelszczyźnie, by zapobiec przemianie w upiora lub wyjściu upiora z grobu, kładziono zmarłych twarzą do spodu, a ręce przewiązywano z tyłu święconym zielem Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:01 Według wierzeń bułgarskich upiór nie ma kości, lecz chrząstki, przynajmniej dopóki jest młody Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:19 GLIWICE. NA BUDOWIE TRASY ŚREDNICOWEJ NATRAFIONO NA WAMPIRY - Interia (archiwum) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:26 Przejawem kultu śmierci jest też Krypta Cesarska, czyl Kaisergruft w wiedeńskim Kościele Kapucynów. Spoczywa tam na wieki (?) prawie 150 Habsburgów. Krypta z niemal 150 trumnami! Więcej, niż w katedrze na Wawelu. Wawel, hmmm - większość pochowanych tam władców Polski to potomkowie Elżbiety Rakuszanki, czyli... Habsburgów. Ludzie, uvaga w tych kryptach! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 23:55 GROBY ANTYWAMPIRYCZNE W POLSCE - Interia (archiwum) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 00:19 WAMPIRZE GROBY W JAWORNIKU - www.eksploratorzy.com.pl Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 07:24 Wśród nich znaleziono szkielety ze śladami odcinania głowy i odrzucania jej między nogi, co miało zapobiegać powrotowi zmarłego do życia jako upiora. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 07:30 Kościół św. Wacława – rzymskokatolicki kościół filialny w Pniowie, w dekanacie Toszek, w diecezji gliwickiej, przy ul. Wiejskiej. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 18:49 Za wampiry uznawano osoby, u których nie występowało stężenie pośmiertne. Podejrzenie kierowano także na samobójców, kaleki czy osoby zmarłe przedwcześnie Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 18:55 Wierzono, że wampiry mają po dwa serca lub dwie dusze — jedną ochrzczoną, która w momencie śmierci szła do nieba i drugą, która mogła zamienić się w upiora. W momencie śmierci jedno z nich umiera, dlatego należało przebić to drugie. Dla pewności czasem przebijano głowy i nogi bądź obcinano je. Zamiast drewna do przebicia ciała można było użyć metalowych ćwieków. Szyje podejrzanych owijano pędami głogu, do ust wkładano łyżkę maku — wierzono, że zanim zmarły wyjdzie z grobu, musi te ziarenka policzyć. Jeśli będzie ich wystarczająco dużo, to może mu to zająć całą noc. W innych rejonach w tym samym celu wysypywano mak wokół grobu i w stronę wsi. Do liczenia wysypywano też nasiona dzikiej róży. Innym sposobem na zatrzymanie martwego w grobie było umieszczenie mu pod językiem dwóch igieł. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:06 Groby wampiryczne znaleziono również pod rynkiem w Krakowie — były to kobiety, których ciała ułożono w pozycji embrionalnej. Kobietę w Wodzisławiu pochowano, gdy jeszcze żyła. W 1949 r. w Lesie Stockim koło Kazimierza Dolnego odnaleziono ciało kobiety, której odcięto rękę i włożono ją jej do ust. "Wampir" ze Starego Brześcia Kujawskiego był za życia kulawy i miał dodatkowe zęby. Groby noszące cechy wampirycznych odkryto również w Cedyni (zachodniopomorskie), Buczku (łódzkie), miejscowości Stary Zamek (dolnośląskie), Złotej koło Pińczowa, Sandomierzu, przy zamku w Będzinie, w Radomiu, w Oparówce czy w Starych Mierzwicach, gdzie odnaleziono mogiłę z 1914 r. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:15 Tajemnice świata wampirów obejmują ich pochodzenie od pradawnych legend i demonów po współczesne, popularne postacie kreowane przez literaturę, jak Hrabia Dracula Brama Stokera. Fascynacja wampirami wynika z ich nieśmiertelności, nadprzyrodzonych zdolności i związków z chorobami takimi jak porfiria, która mogła inspirować legendy. Wampiryzm jest powszechnym motywem w kulturze, od wierzeń ludowych po seriale dokumentalne i współczesne adaptacje. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:20 Współczesne wierzenia o wampirach często odzwierciedlają ich nieśmiertelność, budowanie fortun przez wieki oraz ich nieodłączne cechy, takie jak brak odbicia w lustrze czy nieliczenie się z czynnikiem czasu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:28 Polskie wampiry Nasz naród wyróżnia dwa rodzaje wampirów. Jedne noszą nazwę „upiór”, które w Kroacji (Chorwacja), Serbii jeszcze dziś odgrywają rolę, u nas jednak odeszły w zapomnienie. Te mają dwie dusze, z których tylko jedna umiera, druga pozostaje w ciele. Dlatego też zmarły wstaje każdej nocy ze swego grobu i niepokoi ludzi. Drugim gatunkiem wampirów są strzygi. Rodzą się z podwójnym rzędem zębów. Jeżeli umrze taki wampir i nie będziemy ostrożni przed jego pogrzebem, to usiądzie on w nocy na wieży, rozejrzy się dookoła i wszyscy ludzie będący w jego wieku również umrą. By uczynić go niegroźnym należy uciąć mu głowę łopatą i złożyć go do trumny albo należy wziąć kamyk i włożyć zmarłemu pod język i położyć nieboszczyka w trumnie plecami zwróconymi do góry. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:42 Wampirzy głód Ciemna już noc jest, z księżycem na czele, do końca świata zostało niewiele. Wszystkie wampiry głód straszny bierze, ja osobiście sam w to nie wierze. Ale gdy ponoć one są w głodzie, wyssą wszystko co jest o chłodzie. Więc powiem szczerze i nie z radością, "nie zadowolą się one kością". Bo im potrzeba do śmierci krew, a krew czerwona w człowieku jest. Więc wszyscy ludzie co na świecie są, nie chcą wampirów, bo one ich chcą. Lecz nagle ból ich szybko ustaje, bo nad widnokręgiem dzień jasny wstaje. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:52 Sen Biegnie i biegnie, pot mu już spływa. A co Go goni? To wampir chyba. Zgłodniały wielce, goni człowieka. A człowiek przed nim szybko ucieka, lecz nagle wampir, hyc w nietoperza. Dogania człeka, głód już w nim czeka. Wbija więc zęby, w człowieka chyle. No ta ja powiem, że to tylko tyle. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 20:19 Strzyga Starzy ludzie w Lubszy prawią i dom nawet wskazują, w którym się to przed 60 laty stało, że gdy gospodyni umarła i na słomę złożoną była, mąż ją święconą wodą pokropił. Martwa nagle powstała i na ludzi przytomnych z rozciągnionymi rękami się rzuciła. Osoby te, czym prędzej z izby się wyparły i drzwi mocno przyciskali. Matka stara tylko w kąciku przy kominku została. Na tę rzuciła się martwa i zęby w jej brodę wpoiła. Przyskoczyli śmielsi i dopiero broniakami usta martwice rozwańtowali. Inni zaś na męża wołali, aby swoją baranią czapkę zmarłej na głowę wcisnął i krzemień jej do ust włożył. Wtedy ona dopiero uklękła i martwą padła, bo strzygą Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:02 Gdy już rozpoznano strzygę za pierwszego życia, przepędzano ją z ludzkich siedzib. Strzygi ginęły zazwyczaj w młodym wieku, gdy jednak jedna dusza odchodziła, druga żyła dalej i aby przetrwać musiała polować. Strzyga wysysała krew, wyżerała wnętrzności i latała pod postacią sowy po nocach. Zazwyczaj poza polowaniem chodziło o zemstę za krzywdy wyrządzone podczas pierwszego żywota. Strzygi potrafiły zadowolić się przez jakiś czas także krwią zwierząt. Strzygi szkodziły zbłąkanym przechodniom, ale też członkom własnej rodziny, np. zwiastując im śmierć[8]. Powodem mógł być np. brak chrztu jednej z dusz dziecka, co uniemożliwiało opuszczenie świata ludzi. Zarówno męskie, jak i żeńskie wersje strzyg mogły wracać do swoich żyjących członków rodziny, do swoich domostw i nocami wykonywać swoje dawne obowiązki[6]. Wpływało to na stan rodziny – ich niewyspanie, osłabienie, bladość itd. zrzucano właśnie na działalność strzyg. Strzygonie mogły też psuć świece w kościele. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:08 Mazowsze czerskieː osoby przemienione po swojej śmierci w strzygi, zamieszkiwały w kościele nad chórem, skąd wydawały różne okrzyki. Wierzono, że jeżeli członek rodziny zostanie zobaczony przez strzygę, umrze w krótkim czasie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:16 Strzyga jest przedstawiana jako humanoidalny potwór powołany do życia czarami, często będący przeklętym dzieckiem, które nie zmarło, ale odrodziło się w tej postaci Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:56 XV-wieczna książka kucharska wydana pod rządami Ottomanów podaje przepis na manti jako pierogi nadziewane farszem z mielonej jagnięciny i cieciorki, dość oryginalnie doprawianym cynamonem oraz octem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 23:38 Wieszczy był niebezpieczny dla żyjących ludzi, a jego wyjątkowa szkodliwość przejawiała się w bardzo charakterystyczny sposób. Wierzono, że będąc pogrzebanym nie tracił swej żywotności, wstawał nocą z grobu, wchodził na najwyższą budowlę wiejską (najczęściej była to wieża kościelna lub dzwonnica) i donośnie krzyczał lub dzwonił. Sprawiać to miało, że chorowali i umierali jego bliscy i dalsi krewni, znajomi, a czasem nawet i obcy ludzie mieszkający na obszarze, na którym słychać było ów krzyk albo dźwięk dzwonu - zdarzać się to miało także podczas różnego rodzaju klęsk żywiołowych. Stąd najprawdopodobniej wzięło się imię demona – wieszczego, czyli tego, który zapowiadał albo przewidywał jakieś zdarzenie, w tym przypadku śmierć. U Dr Nadmorskiego czytamy: "(...) gdy go (...) pochowają, potym w trumnie usiądzie i zacznie żreć na sobie ubranie, wtenczas najprzód wszyscy najbliżsi krewni się rozchorują i po kolei umierają, a gdy już niema bliższych krewnych, to zabiera dalszych, a jak już wszyscy krewni wymrą, to potym wstanie z grobu i idzie do dzwonów i zacznie dzwonić, a kto dzwonienie posłyszy, ten musi umrzeć. Takich to nazywają niełap albo połap". Skoro więc po jednym zgonie następowały kolejne, i to w gronie rodziny zmarłego, to dochodzono do wniosku, że był wieszczym. W wydaniu wielkopolskim miał on działać w nieco inny sposób – wchodził na wieżę kościoła nocą i wrzeszczał na całą okolicę, a tym głosem przyciągał do siebie wszystkich swoich żyjących rówieśników, a tym samym powodował ich śmierć. Tego rodzaju czynności przypisywano także powszechnie upiorom. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 23:45 Leszy przetrwał w polskich wierzeniach ludowych aż do końca XIX wieku (Bohdan Baranowski przytacza podanie, według którego borowy pomógł w ucieczce dezerterowi z carskiego wojska) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.09.25, 23:52 Na terenach dzisiejszej południowo-wschodniej Polsce, zmory (gnieciuchy) to były dusze zmarłych członków rodzin, dusze ludzi pokrzywdzonych przed śmiercią, zmarłych bez spowiedzi, zmarłych nagłą śmiercią, czy potępionych Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 00:22 Z wiarą w porońce związane były liczne tabu dotyczące kobiet ciężarnych i znajdujących się w okresie połogu, m.in. zakaz zaglądania przez nie do studni i czerpania z niej wody, zakaz wychodzenia z noworodkiem z domu (zwłaszcza na pole) i odbywania stosunków płciowych. Nowo narodzone dziecko poddawano szeregowi praktyk magicznych, jak wycieranie go wiechciem słomy. Dopiero po upływie szóstego tygodnia życia wyprowadzano położnicę, a dziecko stawało się człowiekiem i nadawano mu imię Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 00:27 Kłobuk dbał o pomnożenie majątku swojego gospodarza. Czynił to jednak, okradając sąsiadów Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 09:36 Istnieją wierzenia (m.in. w centralnej i północno-zachodniej Polsce), że zmorą zostaje po śmierci np. osoba, przy której na łożu śmierci (według innych wariantów w czasie chrztu), ktoś odmawiając Pozdrowienie Anielskie, przejęzyczył się i powiedział Zmoraś Mario zamiast Zdrowaś Mario lub Bóg-mara zamiast Bóg-wiara Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 09:43 Zmora potrafiła też zmieniać się w rozmaite zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz, a także w przedmioty martwe: słomka lub trawa (Polska centralna i zachodnia) kłos zboża, igła (Ziemia Chełmińska) nić, tasiemka, sznurek, powróz (Wielkopolska, Pomorze, Beskid Śląski) kłębek nici (Mazury) pióro (Łowicz) jabłko, gruszka bezkształtna, czarna masa (Górny Śląsk) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 09:57 Różne sposoby ochrony przed zmorą stosowano także wobec nawiedzanych przez istotę zwierząt domowych. Sposobem na zabezpieczenie stajni przed zmorą było przybicie nad drzwiami lub na drzwiach zabitej sroki lub drapieżnego ptaka zabitego w wigilię Bożego Narodzenia. Koniom wplatano czerwone wstążeczki w grzywę, wokół stajni rysowano poświęconą kredą krąg, zawieszano nad żłobem lustro. Smarowano też grzbiet konia cuchnącą substancją. Z kolei splecioną w warkoczyki końską grzywę ucinano, następnie kładziono na kamieniu i drugim kamieniem obijano, by „wybić zmorze palce” Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 11:40 Relikty tych wierzeń zachowały się jeszcze w XIX wieku (odnotował je m.in. Oskar Kolberg); w Wielkopolsce i Małopolsce straszono dzieci powiedzeniem: „cicho bądź, bo cię bobok weźmie, albo „jak nie bydzies jád, to cie bebák zjé”. Bohdan Baranowski cytuje dwa utwory ludowe traktujące o bobie; w Puszczy Sandomierskiej znana była kołysanka: Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 11:59 Południce ukazywały się jako młode dziewczyny lub stare kobiety owinięte w białe płótno, z rozpuszczonymi w nieładzie włosami. Na plecach nosiły worki, w których porywały dzieci. W rękach trzymały zazwyczaj drąg, ożóg lub sierp, którymi potem dręczyły swoje ofiary. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 12:23 W sztuce terminem meluzyna określa się element zdobniczy przedmiotów użytkowych (najczęściej świeczników), w postaci figurki przedstawiającej postać kobiecą z ogonem ryby lub węża Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 18:44 Polskie tłumaczenie romansu o Meluzynie, autorstwa Marcina Siennika, ukazało się po raz pierwszy w 1569 jako Historia o Meluzynie. Tłumaczenie to ukazywało się drukiem aż do początku XX wieku i wpłynęło na język i folklor. W XVII wieku określenie "meluzyna" stosowano wobec kobiet, które "nie grzeszyły nadmiarem cnoty" Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:07 Współcześnie obrzęd często przybiera formę „przyprowadzenia” do wsi ozdobionego gaika po utopieniu marzanny; źródła podają, że obrzęd złożony z dwóch części (zniszczenie kukły, a następnie powrót z gaikiem) miał miejsce na Opolszczyźnie, w zachodniej części Krakowskiego, Podhala, na Słowacji, Morawach, w Czechach, na Łużycach, w południowych Niemczech (Turyngia, Frankonia). Gaik obnoszony bez wcześniejszego zniszczenia Marzanny był obecny według XIX-wiecznych badań Oskara Kolberga np. w Krakowskiem, Sandomierskiem i na Mazowszu (we wtorek wielkanocny) i w Małopolsce (pierwsze dni maja lub w czasie Zielonych Świąt) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:38 Wodzenie wilka Skarbem ziemi lublinieckiej są pokrywające ją na znacznym obszarze lasy. Nie są to jednak te bory sprzed wieków, gęste o rozmaitym, często kilkusetletnim drzewostanie, wypełnione przeróżna zwierzyną. Nasza okolica w przeszłości stanowiła szereg dużych polan rozrzuconych pośród gęstych lasów, z których czerpano przeróżne dobra. Wycinano drewno służące różnym celom, także i do przeróbki na skalę przemysłową: wypalania drewna na węgiel drzewny służący do opalania licznych pieców w kuźnicach i hutach, pozyskiwania smoły, wyrobu papieru. W lasach wydobywano rudy darniowe, z których w piecach miejscowych kuźnic otrzymywano żelazo. Niezliczone bogactwa dawało runo leśne. Cenną była zwierzyna. Zwierzyna jednak, w niektórych okolicznościach stwarzała mieszkańcom duże zagrożenie. Szczególnie w okresach zimowych, kiedy to wygłodniałe zwierzęta zbliżały się do opłotków wiejskich i czyniły znaczne szkody. Czasami watahy, szczególnie wygłodniałych wilków napadały nie tylko na inwentarz domowy, ale stanowiły realne zagrożenie dla człowieka. Dlatego też szczególnie nagradzano tych, którzy ubili szkodnika. Nasz krajan Józef Lompa, będący redaktorem “Dziennika Górnośląskiego ”, w nr 93 z 1849 roku napisał o pladze wilków w naszym powiecie i związanych z tym bardzo ciekawych zwyczajach: „W powiecie lublinieckim, gdzie niegdyś lasy gęściejsze były, bywało wiele wilków, które wielkie szkody czyniły. Ponieważ w owych czasach państwo dziedziczne tylko po jednym talarze od wilka wystrzałowego płaciły, ze strony rządu zaś za wytępienie tak drapieżnego zwierza nic nie było dano, więc tu ten chwalebny zwyczaj panował, że kiedy kto bądź, myśliwiec lub inny, wilka zabił, wtedy mu mieszkańcy wsi i okolicy jego dobrowolną nagrodę, a to na ten sposób składali: Skóra świeżo z wilka zdjęta była sianem wytkana, nogi wewnątrz prętami umocnione i tak postać wilka na sanki za sobą a liczne gromady starych i dzieci w koło go okrążały. Żgano i targano wtedy wilka, jeden zaś niby drużba wstępował do domów i mówił: Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:24 Uważano, że mamuny są duszami kobiet zmarłych w ciąży lub w czasie porodu. Nie istniały jednolite wyobrażenia co do ich wyglądu. Przedstawiano je m.in. jako: Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:42 Prawdopodobnie również na skutek późniejszych nawarstwień pojawiły się informacje, że dzieci zamieniały w małpy, lub, że boginki miały postać małpy Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:51 Mamuny najczęściej przedstawiano jako stare, pokryte włosami kobiety, z długimi, obwisłymi piersiami. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:59 Odmieniec był opisywany m.in. jako „diabeł z wielką głową”, osobnik brzydki, głośno i ciągle krzyczący, o wielkim apetycie, wielkim brzuchu, nie mówiący zrozumiale, zachowujący się gwałtownie i dziwnie. Opis ten wskazuje na objawy charakterystyczne dla różnego rodzaju niepełnosprawności, dla których społeczność wiejska nie znajdowała zrozumienia i akceptacji. Zdarzały się przypadki zabójstw „odmienionych” dzieci, np. poprzez utopienie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 00:13 Dziwożona (także boginka, mamuna) – demon żeński z wierzeń dawnych Słowian Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 00:18 Wyraz „dziwożona” (dzika żona/kobieta) jest w języku polskim pożyczką z języka słowackiego: „diva lena”/ „divá žena” oznaczała „dziką kobietę”, a polski odpowiednik spopularyzowany został przez wydaną w 1855 powieść „Dziwożona” autorstwa Zygmunta Kaczkowskiego Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 00:27 Regionalne warianty opowieści o dziwożonach, oprócz typowych sytuacji podmiany dziecka lub porwania młodej mężatki/matki, zawierają także opowieści w rodzaju: Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 10:51 boginki pojawiają się w parach wraz z towarzyszącym im mężczyzną w rogatej czapce: grupa ta wchodzi i uderza matkę w twarz albo bije się z nimi, po czym zabiera zdrowe (nieochrzczone) dziecko i zostawia dziecko chude, krzykliwe. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:01 ▪️według Krakowiaków i Hucułów, podmienione dziecko należało zanieść na granicę (wsi/pola/dróg itp.), następnie obić je, by głośno płakało i odwrócić się. Wierzono, że boginki litując się nad losem swojego dziecka, zabiorą je i zostawią na miejscu ukradzione wcześniej dziecko ludzkie Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:39 Popularne było wierzenie, że rusałkami stawały się panny, które zmarły przed zamążpójściem. Na Rusi Litewskiej uważano, że rusałki to poronione dzieci Białorusinek lub dzieci, które umarły nieochrzczone. Głównie jednak na tych terenach za rusałki uważano dusze zmarłych dziewcząt. Rosyjskie rusałki pozostawiały na brzegu ślady podobne do śladów gęsi. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:48 Stado – święto słowiańskie, wywodzące się z czasów przedchrześcijańskich, najprawdopodobniej związane z kultem płodności. Jego pozostałością w kulturze ludowej są Zielone Świątki. Współcześnie obchodzone w Polsce przez rodzimowierców słowiańskich. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:59 Święto Stado współcześnie często wiązane jest z rytualnymi praktykami odbywanymi również podczas Nocy Kupały, co podkreśla ich wspólne korzenie związane z odradzającym się kultem płodności i związkiem człowieka z naturą. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 12:11 Słownik gwar polskich pod redakcją Mieczysława Karasia opisuje chabernicę jako „strach, którym się straszy dzieci, aby nie wchodziły w zboże” i notuje jej występowanie w Olbrachcicach w powiecie prudnickim[5]. Feliks Pluta w „Kwartalniku Opolskim” w 1971 cytował: „Jak my chciały iść na pole (za dzieci), to dycki ojcowie powiadali – nie leć tam, bo cię weźmie chabernica, a jest odziono światło. No to jak my to szły, to my ino kukały, ale chabernicy my nigdy nie widziały. To był ino postrach, co by się po zbożu nie dreptało” Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 13:22 I. Smutkiem zgnębiony, duch zwątpienia Nad grzeszną ziemią płynął w dal — Błogie, minionych dni wspomnienia Wzbudzały w hardem sercu żal, — Wspomnienia chwil, kiedy przed Tronem, Wśród eterycznych nieba stref, Był cherubinem, nie demonem I na cześć Stwórcy głosił śpiew! Kiedy w przestrzeni wieków, światy, Planet miljardy, komet rój, Do stóp .przyszłego Apostaty, Z uśmiechem słały promień swój! I^iedy on jeszcze wierzył w Boga, Kiedy on jeszcze kochał Go, Kiedy on nie znał co to trwoga, Kiedy mu oko gorzką łzą Nie zapłynęło, — kiedy jeszcze, Czasu początek ledwie był... Wspomnieć te chwile — błogie- -wieszcze, Brakło mu chęci, brakło sił! Od chwili buntu, gdy strącony W bezdnach przestrzeni hardy legł: Widział on czasów już miljony, Tak mu za wiekiem płynął wiek. Atomu, ziemi, pan bez granic, Daremnie szerzył grzech i błąd, Daremnie Bóstwo chciał mieć za nic; Żadnej korzyści nie miał ztąd!... Choć w serce ludzkie, w złości szale, Szczepił występku ziarna swe; Zadowolnienia nie czuł wcale, Wstręt go ogarnia czynić źle! Nad Kaukazu dziś szczytami Wygnaniec raju płynął w dal. Lśnił Kazbek śniegu brylantami, A Terek blaskiem swoich fal! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 13:30 A na nim czaprak złotolity — Rubinów ogniem mieni się! Koń złotogniady drogiej maści, Królewskich stadnin cenny dar, Uszami strzyże, ku przepaści Ostrożnie stąpa, minął jar — Gdy kosodrzewia dotknie nogą — Rozdyma chrapy, parska wciąż; A za nim krętą, dąży drogą, Co się tu wije jako wąż, Wielbłądów szereg, dzwonki dźwięczą Weselny orszak żywo mknie, W gasnącem słońcu barwną tęczą, Świetne ich stroje błyszczą się! Przodowy jeździec, rycerz znany Pan Synodalu, chwała gór, On do Tamary ukochanej, Do najpiękniejszej z Gruzy i cór Pospiesza dzisiaj, by w objęcia - Porwać ją — unieść w auł swój. — I na wspomnienie kras dziewczęcia, Najsłodszych marzeń widzi rój! Najgorsza droga pozostała Tu do przebycia. Pada zmrok, Na lewo przepaść, z boku skała, Jeden fatalny konia skok, A jeździec runie w otchłań czarną, Gdzie grzmi Aragwy bystra toń! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 13:48 A gdy tylko ńoc swym cienieni Skryje szczyty Gruzyi gór, — Czarodziejskich pieśni tchnieniem, Zabrzmi duchów nocnych chór, — Kiedy zefir swym powiewem, Zakołysze pęki róż, Kiedy słowik cudnym śpiewem, W drzew konarach zabrzmi już,— Gdy ukryty w traw gęstwinie Krzew paproci zrzuci kwiat, Gdy księżyca blask wypłynie I osrebrzy senny świat — Kiedy promień jego drżący, Łoża twego muśnie skraj: Wtedy zjawię się — ^tęskniący, Utracony posiąść raj! Nad wezgłowiem pochylony, Czuwać będę całą noc, Na jedwabnych rzęs zasłony, Cudnych marzeń zeszlę mocl XVI. I umilkł głos ... het... gdzieś w oddali Ginie kuszących wyrazów dźwięk. Ogniem się łono Tamary pali, Już łzy nie płyną—^już ucichł jęk. I nie wie, sama, pojąć nie zdolna, Co ją przejmuje, radość czy żal? Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 14:17 Pełna troski, cała drżąca Jako polnej róży kwiat, Zapatrzona w blask miesiąca, Z za żelaznych okna krat, Tam Tamara tęskni, wzdycha Chcąc usłyszyć pieśni ton — I marząca, szepcze zcicha Kiedyż znowu przyjdzie « on > Nie napróżno sen uroczy, Ukołysał tak dziś ją. Śniły się jej cudne oczy, Przysłonione uczuć łzą — Już dni tyle.... serce rwie się, Dusza tęskni, pała skroń! A modlitwę, myśl jej niesie — Nie do Boga, ale doń. Wyczerpana, osłabiona Do snu skłania głowę swą, Łoże rani j ą — a ona Znów się zrywa — ręce drżą, Pierś faluje, błyszczą oczy, Żarem ognia pała skroń! Usta pragną pocałunku, A uścisku szuka dłoń! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:27 W ziemskiem pogrążę się istnieniu By tylko piękna posiąść Cię! — "Wierz mi—twa miłość nawet może Zmusić — bym Bogu oddał cześć! Ze skruchą rzeknę: wybacz Boże, W pokorze żywot będę wieść. I z Archanioły pogodzony, Wśród złotolistnych raju drzew — Z występku, będę, oczyszczony, Na cześć Jehowy nucić śpiew! Czasów miljony już przeżyłem — Znam wszystkie gwiazdy jakie są — Lecz nieśmiertelność znienawidziłem — Kiedy ujrzałem postać twą! Teraz na ziemię gdy spoglądam, Ludzkie uczucie w piersi drga: Ja pocałunków twych pożądam, I pieszczot Twoich pragnę ja. — I niczem dla mnie wieczność cała, Dziś niczem Piekło, niczem Raj, Niczem przedwieczna moc i chwała — Lecz ty mi szczęście ziemskie daj! Tamara. Oddal się duchu! — precz szatanie! Zamilcz! — nie wierzę — tyś mój wróg! Stwórco! jam modlić się nie w stanie — Ja wiarę tracę — gdzież jest Bóg! Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:36 Chcę z Niebem zawrzeć dziś przymierze, Pragnę się modlić, w cnocie żyć — Odtąd, w potęgę Boga wierzę— By tylko razem z tobą być. Łzą skruchy zmażę z swego czoła Piorunu strasznej mocy ślad, — Co upadł z ręki Archanioła, Gdy ja zbuntować chciałem świat! I zginie w ciszy ukojenia, Z pamięci ludzkiej obraz mój. Nie będzie kłamstwa, ni zwątpienia, Występnych chęci zniknie rój! Wierzaj mi! tylko ja jedynie Na całym świecie kocham Cię! I czczę cię, jako swą świątynię, Przed tobą pierwszą korzę się! — Dla ciebie, zrzeknę się wielkości, Przy tobie, zniknie groza ma — Wierz mi Tamaro — czy w miłości, Czy w nienawiści — wielkim ja! Ciebie, ja, wolny król przestworza, Zabiorę w jasną Nieba dal — I będziesz świecić jako zorza, Pośród eteru drżących fal! I bez tęsknoty już serdecznej, Na ziemię patrzeć będziesz ty >— Bo niema tu piękności wiecznej — Bo życie troską — bólem sny. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:45 Jak by tu, w śmierci co nas czeka, Gdy już do życia zbraknie sił: Do końca czasów — sen człowieka Niezamącony niczem był. Tu, między krzyże i pamiątki, U Zbawiciela świętych stóp, Pięknej Tamary martwe szczątki, Złożył Gudala w zimny grób. XVI. W przestrzeni świata niezmierzonej, Pośród eteru czystych fal, Anioł Stróż święty — zamodlony Na złotych skrzydłach leciał w dal. Nad czołem nimbu, lśni korona, Oko litości błyszczy łzą, Do przeczystego tuli łona Duszę Tamary — cieszy ją. I o miłości mówi Boga, O darowaniu błędów, kar I szepcze: «próżna twoja trwoga, Bo miłosierdzie niema miar.» Świętemi łzami on z jej czoła Grzechu i błędu zmywa ślad. Czar swój roztacza już dokoła, Pozagrobowy cudny świat. Już Serafinów wzniosłe pienia Rozkoszą dziwną pieszczą słuch... Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:57 Wiły wywodziły się z dusz zmarłych młodo dziewczyn. Zamieszkiwały lasy (samowiły), góry (zagorkinie), rzeki i jeziora (brodarice) oraz obłoki (oblakinie). Potrafiły dosiadać obłoków i przesuwać je spojrzeniem. Zazwyczaj zjawiały się w gromadach, mogły przybrać postać pięknych skrzydlatych dziewcząt o lekkich i niemal przezroczystych ciałach, nagich lub kuso odzianych, ale także koni, łabędzi, sokołów lub wilków. Czasami zmieniały się też w wiry powietrzne. Według niektórych naukowców te wiry powietrzne przyjmowały kształty węży. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:20 Oblakinia, obłoczyca – serbsko-chorwacki demon słowiański; rodzaj wił. Demon drobnej budowy, wzrostu połowy dorosłego człowieka. Proporcje ciała nie odbiegały od proporcji dorosłej kobiety. Cechowała ją spora smukłość, a poruszała się lekko, płynąc w powietrzu. Twarz miała szczupłą, głowę z wysokim czołem, włosy proste, długie, koloru błękitnego. Oczy duże, z błękitnym spojrzeniem. Skórę miała niebieską. Na kostce nogi nosiła srebrną spiralę z niebieskim kamykiem. Głównym jej zajęciem było szycie sukien. Czyniła je z płatków śniegu, kropel rosy, strzępów obłoków, mgieł, nici pająków i ozdabiała je różnymi przedmiotami. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:31 W południe i o zachodzie słońca polewik wychodził na miedzę. Napotkanych ludzi wodził na manowce, zaś śpiących w tym czasie na miedzy podduszał i deptał. Był szczególnie agresywny wobec napotkanych pijanych ludzi, których potrafił nawet zabić. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:40 Ludki (łuż. ludki lub lutki, niem. Luttchen) – w wierzeniach Łużyczan utożsamiane z duszami przodków demony ziemne lub domowe, pokrewne krasnoludkom. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:47 Wirowe prądy powietrza mogą powstawać lokalnie w słoneczny i bezwietrzny dzień (częstokroć w czasie takiej pogody wykonywane są prace polowe), wskutek konwekcyjnych ruchów powietrza. Warstwy nagrzanego powietrza przy gruncie podnosząc się ruchem wirowym podrywają pył, a czasem nawet źdźbła, formując niewielką trąbę powietrzną. Zjawisko to występuje najczęściej po południu, gdy ziemia jest nagrzana, a atmosfera się ochładza – w takich warunkach występują względnie duże różnice temperatur Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 20:06 Według niektórych teorii nazwa Nawia była również używana na określenie zaświatów, nad którymi sprawa władzę miał Weles, odgrodzonych od świata żywych morzem lub rzeką, według niektórych tez położonych głęboko pod ziemią. Według hipotezy opartej na wątkach folkloru ruskiego Weles mieszkał w bagnie położonym w centrum Nawii, gdzie zasiadał na złotym tronie u stóp Drzewa Kosmicznego, dzierżąc miecz. Symbolicznie Nawia miała być wielką zieloną równiną – pastwisko, na które Weles wyprowadza dusze. Wejścia do Nawii miał strzec Żmij. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 20:16 U Słowian zachodnich Żmij był postrzegany w większości przypadków jako postać pozytywna, co wyrażało się w jego walce ze smokiem, który wywoływał np. suszę, huragany i inne klęski żywiołowe. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 23:02 Zły panicz z Nieborowic przez las na ,,pompownię’’), stał duży, piękny zamek. Był on taki wielki i taki piękny, że nie da się go opisać. Mieszkała w nim piękna, młoda wdowa. Miała ona kruczoczarne, długie włosy i czarne jak węgle oczy. Nie miała dziecka, bo mąż krót- ko po ślubie zmarł. Wdowę martwiło, kto się nią zaopiekuje, kiedy będzie stara i komu przekaże majątek. Raz na balu po- znała przystojnego mężczyznę. Zakochała się od pierwszego wejrzenia. Mężczyzna uwiódł ją i zniknął. Po dziewięciu mie- siącach, urodził się śliczny chłopczyk, wypisz — wymaluj, mężczyzna z balu. Chłopiec był dobrym i grzecznym dzieckiem, ale kiedy podrósł, zmienił się — jakby diabeł w niego wstąpił. Pił, hulał całymi dniami i nocami, panoszył się w zamku, źle traktował ludzi, przepuszczał pieniądze, narobił strasznych długów, ze wszystkimi w okolicy pokłócił się. Kiedy wdowa umarła, wygonił służbę i został sam. Pewnego razu przyszła do niego śliczna, mała dziewczynka. Powiedziała mu, że ma naprawić całe zło, które wszystkim dookoła wyrządził, bo jeszcze ma szansę na dobre i godne życie. Wtedy panicz strasz- nie się zdenerwował, zaczął kląć, rzucać wszystkim, co wpadło mu w ręce. Dziewczynka zniknęła, a do zamku wszystkimi możliwymi otworami zaczęła się lać woda. Zamek rozleciał się i zamienił w piasek, panicz się nie uratował. Piękny pan z balu był diabłem, jego syn przejął po nim wszystkie złe cechy i źle skończył, bo nie wykorzystał szansy, jaką dał mu anioł — mała dziewczynka. Przez długie lata w tym miejscu, gdzie stał zamek wydobywano piasek, a dzisiaj jest tam składowisko mułu kopalnianego. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 23:24 Niegdyś wierzono, że w Niedzielę Palmową — gdy w kościele „śpiewają pasyje” — otwiera się ziemia w polu pod lasem i ukazuje ukryte w niej skarby. Trzeba się jednak spieszyć, bo szukać można ich tylko do chwili, gdy odezwie się dzwon kościelny. Jak tylko rozlegnie się jego głos, diabeł gonić zaczyna tych, co się na skarb połakomili. Pewnej Niedzieli Palmo- wej młody gospodarz z Wilczy wyprawił się na poszukiwanie skarbów objeżdżając konno okoliczne pola. Niestety, niczego nie znalazł, a w chwili, gdy usłyszał bicie dzwonu, puścił się galopem do swego gospodarstwa, by jak najszybciej schronić się przed diabłem. Niestety, wjeżdżając konno do „masztalni”, zapomniał się pochylić i uderzył głową w mur, ginąc na miejscu. Ludzie komentowali potem, że widać to diabeł dopadł nieostrożnego śmiałka. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.09.25, 23:44 Opowiadała mi moja koleżanka Agnieszka, że „zmyłki” zwodziły mężczyzn, a strzygi uwzięły się na kobiety. Trzeba było bardzo uważać, żeby podstępem nie wniknęły do domu. Strzygi szczególnie upodobały sobie położnice. Babcia opowia- dała Agnieszce, że położnica nie mogła przez sześć tygodni po porodzie wychodzić z domu. Mogła go opuścić dopiero po tym czasie, gdy dziecko zostało ochrzczone. A już broń Boże nie mogła wcześniej wyprowadzać noworodka lub powiesić na dworze pieluchy. Zaraz zerwałaby się wichura, strzygi wcisnęłyby się do domu, a sama matka i noworodek mogliby umrzeć. Jej babcia tylko wyszła po wodę, a już musiała w te pędy uciekać. A strzygi jeszcze za oknami wyły i omal nie wybiły szyb. Strzygi to takie kudłate czarownice, którym tylko spódnice furkoczą na wietrze. Nakazała jeszcze babcia Agnieszce, żeby — jak tylko pierwszy raz zobaczy noworodka — wymówiła słowa „Bez uroku!”. Będzie wtedy bobas rósł i dobrze się miał. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 10:42 Latawiec (w wersji żeńskiej: latawica) – demon z wierzeń słowiańskich, utożsamiany z duszami dzieci poronionych (później nieochrzczonych). Latawce wyobrażano sobie w postaci czarnych ptaków, identyfikowano je z wiatrem i wirami powietrznymi. Latawce ginęły podczas burzy, zabijane przez pioruny. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 11:25 A. Naruszewicz, Balon Gdzie bystrym tylko Orzeł polotem Pierzchliwe pogania ptaki. A gniewny Jowisz ognistym grotem Powietrzne przeszywa szlaki, Niezwykłych ludzi zuchwała para, Zwalczywszy natury prawa, Wznawia tor klęską sławny Ikara I na podniebieniu już stawa. Nabrzmiały kruszców zgorzałym duchem, Krąg lekkiej przodkuje łodzi, Los dla niej rudlem, nici łańcuchem, Z wiatrami za pasy chodzi. Już im te złotą wyniosłe pychą Mocarskich siedlisk ogromy W gruzów nikczemnych potrząskę lichą Wzrok przeistoczył poziomy. Król, wódz, senator, kmieć pracowity, Czy rządzi, czy ryje ziemię, W błahych się zlepkach czołga ukryty, Jak drobne robaczków plemię. W strumyk dziecinnym palcem na stole Z kilku kropel zakreślony, Ledwo się sączy na tym padole Nurt szumnej Wisły, zmieniony. Gminie, ku rzadkiej zbiegły zabawce, Jakież ci cuda mózg kryśli? Ty sobie roisz czary, latawce: Filozof inaczej myśli. Choć się natura troistym grodzi Ze stali murów opasem, Rozum człowieczy wszędy przechodzi, Niezłomny pracą i czasem. Tymi on wsparty, bory wędrowne6 Burzliwym morzom poruczył, Wydarł z otchałni kruszce kosztowne I skakać głazy nauczył. Zbywają dzikiej mocy żywioły Pod jego dzielnym rozkazem, Leniwe woda opuszcza doły, A góry ścielą się płazem. Tego się styru w pogodnej porze Gdy ujął mężny Sarmata, Choć go opuścił i wiatr i zorze, Już wolniej sobie polata. Wszystko zwyciężysz, łódko szlachetn, Na ciosy przeciwne twarda; Statek twój sława uwieczni świetna Chlubniej niż podróż Blancharda. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 11:47 Pewna gospodyni z Nieborowic zaoszczędziła trochę pieniędzy i wysłała męża na targ po prosiaka. Gospodarz lubił sobie wypić. Jak zobaczył, ile żona dała mu pieniędzy, to zaczął przeliczać, ile można za nie kupić wódki. Dróżka prowadziła przez łąkę nad rzeką. Gospodarz zobaczył, że po łące biega mała świnka. Złapał ją, wsadził do worka i cieszył się na myśl, ile będzie mógł za zaoszczędzone pieniądze kupić butelek wódki. Ponieważ przy drogach grasowały bandy złodziei, więc pieniądze schował do worka ze świnką. Kiedy szedł przez kładkę na rzece, świnka w worku zaczęła strasznie rozrabiać. Gospodarz zatrzymał się, żeby sprawdzić, co się dzieje. Wtedy worek wpadł do wody. Gospodarz został na mostku bez świni i pieniędzy. Z wody wynurzył się uśmiechnięty utopek i zagrał na nosie. Gospodarz zrozumiał, co się stało. A co go czekało w domu — lepiej nie mówić. Utopki potrafią się zmieniać w psa, konia i świnię. Nie lubią pijaków i im najczęściej robią psikusy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 11:54 We Niyborowicach płynie rzyka Biyrawka. Downi, jak synki paśli krowy, kozy i ôwce, do śmiychu kōmpali sie w rzyce i wyrobiali we wodzie. Roz za czas narozki pokazowały sie wielkie fale. Chopcy wyskakiwali drabko ze wody, ale nikaj niy umieli znejść swojich ôblyczy. Rozglōndali sie naobkoło i yno słyszeli śmiychy ôd strōny wody. Potym znajdowali po drzewach abo krzokach porozciepowane ôblycze. Dzisiok jeszcze ôsprowiajōm ludzie bojki ô utopkach, kere słyszeli ôd starzikōw i staroszkōw. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 18:55 Narozki sztopnōł. Po jakymu je tak cicho! Zawdy słyszoł klupanie przy robocie, godki kamratōw, a tu nic! I jakiś inkszy zdoł mu sie tyn chodnik. Naroz stanōł przed nim sztajger ze dugom biołōm brodōm i świycōncymi ôczami. Nigdy tego sztajgra niy widzioł! „Pōdź”- kiwnōł sztajger na starego hajera i pokludziōł go jakimiś kryntymi chodnikami. „To przeca Skarbnik”— spamiyntoł sie hajer i ôkropicznie sie wystraszył. Naroz Skarbnik stanōł i podniōs karbitka. „Bier, stary kam- racie”— pedzioł Skarbnik. „Byłżeś dobry hajer i porzōndny chop. Pamiyntosz, jak dowołżeś kruszki chleba mały myszce? Sōm żeś mioł trocha, a jeszcze żeś się podzielōł. To był jo! Terozki czas na zapłata. Weź se tela złota, wiela wlezie do taszy i do kapsōw”. Ôroz Skarbnik sie straciōł. Trocha pogupioły gōrnik nabrał złota do kapsōw i do tasze i... naroz usłyszoł z daleka klupanie. Szoł za tym klupaniym aż doszoł do szybu gruby. W doma sie pomyśloł, że nie trza mu takigo bogactwa. Podzielōł złoto na kōnski i rozdoł tym, kerzy tego nojbardzi po- trzebowali. Za to, co mu ôstało, kupiōł sie piykno fajka i przy kurzyniu ôsprowioł dzieckom ô grubie, ô robocie na grubie, kamratach, no i ô sprawiedliwym Skarbniku. Jo to wiym gynał ôd niego. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 19:23 W czasach naszych prapradziadków, żył w Stanicy leśniczy o przezwisku „Goj”. Znany był on ze swojej chciwości i nie- życzliwości wobec ludzi i zwierząt. Unikali go więc tak ludzie zbierający czasami w lesie chrust, jak i zwierzęta, które — zdawało się instynktownie — wyczuwały z daleka jego obecność. Wybrał się pewnej nocy Goj na polowanie, lecz bezskutecznie błąkał się po lesie do świtu. Kiedy już zły i zawiedziony postanowił wracać do domu, spostrzegł, że coś olśniewająco błyszczy w paprociach. Pomyślał, że to odbijają się promienie wschodzącego słońca w porannej rosie, lecz kiedy podszedł bliżej, zobaczył zwiniętego węża, którego głowę zdobiła wspaniała, złota korona, z osadzonymi w niej, a mieniącymi się wszystkimi kolorami tęczy, szlachetnymi kamieniami. Ucieszył się, gdyż łup wydawał się łatwy do zdo- bycia, a wyglądał przy tym na wielce drogocenny. Kiedy jednak wyciągnął rękę, aby zabrać koronę, wąż przemówił do niego ludzkim głosem: „Człowieku, ja jestem królową węży, nie waż się zbliżać do mnie, bo spotka cię sroga kara”. Jednak zaślepiony chciwością Goj rzucił się na królową węży, aby ją zabić i ograbić z korony. Królowa wydała okrzyk, po którym ze wszystkich stron lasu wypełzły niezliczone ilości żmij i węży, które rzuciły się na Goja. Usiłował się bronić Goj, lecz jad zrobił swoje. Znaleźli go rano staniczanie martwego na skraju lasu, który od tamtej pory nazywali „Gojowym lasem”. Do czasów współ- czesnych na określenie tej części stanickich lasów przetrwała nazwa „Goj”, a w miejscu, gdzie go znaleziono, postawiono drewniany krzyż, który stoi tam do dzisiaj. Downo i jeszcze downi we Stōnicy żōł feszter Goj. Ôszkliwy to bōł chop: chamiaty, soroń ôkropny i niyżyczliwy ludziōm a tyż i gowiedzi. Lepi bōło sie śnim niy spotykać, jak sie szło do lasa po chrōst, a i gowiydź chowała sie przed nim po krzokach i chlywikach, jak czuła, że idzie. Keryś nocy wybroł sie Goj na gōn. Podarymnicy chodziōł po lesie. Nic niy uszczelōł. Zły jak diosi chcioł już iść nazod, ale na- rozki uwidzioł, że cosik sie świyci we paprociach. Nojprzōd myśloł, że to ôd słōneczka, ale jak prziszoł bliży, ujrzoł zwiniynto żmija ze piyknōm, złotōm koronōm na gowie. Korōna aże blyszczała ôd drogich kamyni. Uradowoł sie Goj, bo myśloł, że teroski już sie gibko zbogaci, jak chapsnie ta korōna. Już po nia siōngoł, a tu gad ôdezwoł sie ludzkim głosym: „Czowieku, jo jest krōlowo żmiji, ani sie niy ôpowoż mie chytać, bo spotko cie srogo kara!”. Kaj tam! Goj sie już widzioł bogaty i ciepnył sie po korōna. Krōlowa wrzasła i ze kożdy strōny wypełzły gady i ciepły sie na Goja. Broniōł sie, ale gift zrobiōł swoje. Goj pod niyżywy. Rano znodli go stōniczany na kraju lasa i ôd tego czasu tyn kōnszczek lasa nazwali „Gojowy las”. Do dzisiej stoji tam krziż drzewiany. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 23:37 Downo, downo tymu, na końcu Prziszowic przi drōdze na Szywołd wjechała w maras fōra ciōngniōno bez woły. Fōrmōn za nic niy umioł śniōm wyjechać z ciynżki ciapulyty. A tu nocka — cima naobkoło. Biydny chop niy wiedzioł, co robić. Rymnōł na kolana i zaczōn Pōnbōczka prosić, coby mu pomōg. Narozki na niebie pokozoł sie bioły krziż i cysorz Konstantyn. Chop pokłoniōł mu sie aże do ziymi i durch rzykoł. Za jakiś czas dźwignōł gowa, ale krziża już niy bōło. Ucholkoł sie trocha, a potym juzaś sprōbowoł wycingnōńć fōrmōnka z marasu. Dziwowoł sie fest, że terozki wołōm szło tak leko. Skuli tego, że Pōnbōczek mu tak pomōg, postawiōł we tym miejscu krziż, a niyskorzi postawiyli kościōłek Świyntego Krziża. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 23:49 Gorzycki proboszcz — ks. Bramboszcz klęczał wpatrzony w dobrotliwe oblicze św. Mikołaja w głównym ołtarzu kościoła. Miał nie lada problem z jednym z parafian — Kurpanikiem — prawdziwym heretykiem, co to Bogu bluźni, sakramentami gardzi i z dobrych chrześcijan kpi. Nieraz już gorzycki pleban pukał do drzwi jego chaty, ale na nic zdały się prośby i pełne miłosierdzia napomnienia. „Pomóż mi święty nasz patronie, bo sam nic tu nie wskóram” — szeptał pleban. Oczy święte- go patrzyły miłosiernie i nagle proboszczowi wydało się, że słyszy jego głos: „Tak, ten Kurpanik dużo zła czyni, wielu gorzyczanom już w głowach namącił i szatańskich słucha podszeptów. Ale widzisz księże, za trudna to dla mnie sprawa. Tu przyjść musi ktoś silniejszy tobie ku pomocy. To będzie Matka Boska Częstochow- ska — święty z uszanowaniem skłonił głowę — która przywędruje tu, do Gorzyc, z kościoła z Wilczy. Ja zaś przeniosę się do wilczańskiego kościoła”. W tym samym czasie Baronowa Reiswitz — dziedziczka na Wilczy wysyłała pismo do gorzyckiego plebana, w którym opisywała swój sen. Nawiedziła ją sama Częstochowska Panienka, oznajmiając, że Gorzycom konieczna jest jej opieka. Ale nie zostawi sierotami wilczańskich parafian, którzy pokochali swoją Czarną Madonnę, nieraz ratującą ich w biedzie. Powierza ich opiece Świętego Mikołaja, co z Gorzyc tu przywędruje. Wkrótce nadeszło pismo biskupa, w którym pochwalał zbożne, choć niezwykłe zamiary wilczan i gorzyczan. I pewnego niedzielnego poranka, gdy śniegi topniały jeszcze na polach, wyruszyła z Wilczy do Gorzyc procesja z obrazem Matki Bo- skiej przybranym wieńcami z jedliny. Szła cała wieś odświętnie odziana, szła z krzyżem, świecami i chorągwiami, dołączyli też do procesji mieszkańcy okolicznych wsi — Szczygłowic i Pilchowic. Również gorzyczanie wyruszyli ze św. Mikołajem w drogę ku Wilczy. Rozdzwoniły się wilczańskie i gorzyckie dzwony, nie tylko ludzie, ale cała przyroda zdała się uczestni- czyć w radości, że oto dopełnia się święta wola. Jeden tylko Kurpanik mimo dnia Pańskiego wyszedł z pługiem w pole. A gdy na gorzyckiej granicy spotkały się obydwie procesje, gdy umilkły śpiewy, a ludzie padli na kolana przed świętymi obrazami, gdy rozległy się słowa modlitwy „Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech…” — dał się słyszeć drwiący śmiech Kurpanika i posypały się z jego ust bluźnierstwa. Urwały się słowa modlitwy, ludzie struchleli, a ks. Bramboszcz zwracając błagalny wzrok ku Najświętszej Panience dostrzegł, jak oblicze Czarnej Madonny tężeje w bólu, a oczy łzami zachodzą... Nagle ucichły bluźnierstwa i zapadła cisza. Kurpanik zwalił się ciężko na ziemię, zmieniając w głaz tak martwy, jak martwe było jego serce za życia. Farorz ze Gorzyc — ks. Bramboszcz klynczoł przed ołtorzym i ze cołkigo serca rzykoł do św. Mikołaja, coby mu pomōg. Jedyn parafianin — Kurpanik — przisprzoł mu dużo starości. Niy wiedzioł sie z nim rady. Prosiōł św. Mikołaja, coby go naprowadziōł na to, jako mo śnim godać. Kurpanik to bōł heretyk, co to bluźni Bogu, sakramynta świynte mo za nic i podśmiywo sie z dobrych krześcijanōw. Niyjedyn roz gorzycki farorz klupoł we dźwiyrze Kurpanikowy chałpy, ale to na psińco sie zdało. „Pomōżcie mi świynty patrōnie, bo jo już nic niy poradza zrobić”— rzykoł po cichu ksiōndz. Ôczy św. Mikołaja patrzały miyłosiernie i ôroz zdało sie farorzowi, że słyszy głos: „Ja, mocie recht farorzyczku, z tym Kurpanikiym to samo ôstuda — nigdy niy zrobiōł nic do- brego, yno jeszcze miyszo ludziōm we gowach i słucho tego, co mu dioboł powiy… Ale widzicie, jo tu tyż nic niy poradza. Myśla, że yno Matka Bosko Czynstochowsko zrobi śnim porzōndek. Trza bydzie zrobić tak — Paniynka Czynstochowsko prziwandruje do Gorzyc ze kościoła we Wilczy, a jo przekludza sie na jeji miejsce do wilczańskiego kościoła”. A w tym czasie Baronowa Reiswitz — kero była pani na Wilczy — wysłała pismo do farorza z Gorzyc i w tym piśmie ôpe- działa mu swōj śnik. Pisała, co nawiedziyła jōm Czynstochowsko Paniynka i pedziała, że Gorzycōm jest potrzebno jeji ôpieka. Ale niy ôstawi siyrotami wilczanōw, kerzy przajōm swoji Czorny Madonnie, bo niyroz retowała ich w potrzebie. Wilczany bydōm terozki pod ôpiekōm świyntego Mikołaja, kery przekludzi sie do nich z Gorzyc. Niydugo po tym prziszło pismo ôd biskupa, kery bōł za tym, coby wilczany i gorzyczany sie zamiyniyły patronami i ôbro- zami. I tak tyż sie stało. Jedny niedziele, jak śniegi topiyły sie jeszcze na polach, ruszyła ze Wilczy do Gorzyc procesyjo ze ôbrozym Matki Boski ôbstrojonym wińcami ze jedliny, a zaś ludzie ze cołki wsi szli piyknie ôbleczyni ze krzyżem, ze świy- cami i chorōngwiami. Do kupy śnimi szli tyż parafianie ze Szczygłowic i Pilchowic. Gorzyczany zaś tyż poszli ze procesyjōm ze św. Mikołajym naprzeciw drogōm ku Wilczy. Dzwony gorzyckie i wilczańskie sie rozdzwoniyły. To było tak piyknie — niy yno ludzie, ale zdało się, ze cołko prziroda sie radowała z tego, iże stało się tak, jako była wola Matki Boski. Yno jedyn Kurpanik niy zwożoł na nic, yno wyloz ze pługym i poszoł do pola. Jak na granicy gorzycki spotkały sie ôbie procesyje, ludzie przestali śpiywać, padli na kolana przed świyn- tymi ôbrozami. Wszyscy zaczli głośno rzykać: „Ojcze nasz, ktōryś jest w niebiesiech...”. A tu ôroz usłyszeli głos Kurpanika, kery sie podśmiewywoł i bluźniōł. Ludzie przestali ze strachu rzykać, farorz Brambosz wejrzoł błagalnie na Nojświyntszo Paniynka i uwidzioł, że jej oblicze aże skamiyniało od boleści, a w ôczach mo płaczki. Naroz skōńczyły sie bluźnierstwa i stało sie cicho. Kurpanik ôbalōł sie na ziymia i przemiyniōł we wielki kamyń, taki jakie bōło jego serce za życio. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.09.25, 23:58 Grad – demon słowiański uosabiający groźne zjawiska meteorologiczne, wyobrażany jako mężczyzna sprowadzający gradobicie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 00:03 Wiara ta miała swe zakorzenienie w kulcie przodków, którzy nawet po śmierci pozostawali blisko swoich siedzib: grzebano ich w otoczeniu domu lub nawet pod podłogą izby. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 00:07 Domowy duszek opiekuńczy zamieszkiwał kąt za łóżkiem, za piecem, szczelinę pod progiem. Zwłaszcza lubił gnieździć się między piecem a ścianą, gdzie było przytulnie i ciepło, toteż domownicy starali się pozostawiać te miejsca w spokoju. Ale były i takie istoty, które wolały opustoszały strych, pustą beczkę czy stajenny żłób. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 11:39 W systemie Dungeons and Dragons i opartych na nim grach komputerowych koboldy to niewielkie humanoidalne jaszczury, przeświadczone o swoim pochodzeniu od smoków. Złośliwe lecz fizycznie kruche, wykazują naturalne predyspozycje do konstrukcji pułapek i walki partyzanckiej. Ze względu na trwożliwość wobec silniejszych oraz dużą liczebność w krainie Podmroku funkcjonują tradycyjnie jako niewolnicy bezwzględnych mrocznych elfów. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 19:53 W różnych wierzeniach sposobami ochrony przed demonami bywają m.in. amulety, zaklęcia, rytuały czy ofiary błagalne. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 20:00 Płanetnik (inne nazwy: chmurnik, obłocznik) – postać z wierzeń słowiańskich, demoniczna lub półdemoniczna istota uosabiająca zjawiska atmosferyczne. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 20:06 Postać płanetnika była często wspominana w literaturze okresu Młodej Polski, np. w Powieści o Płanetniku Antoniego Langego czy w Płanetnikach Władysława Orkana; także w twórczości Bolesława Leśmiana, np. w utworze Strój (z tomu Łąka). Bohater opowieści Syn boginki Adolfa Dygasińskiego także staje się płanetnikiem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 23:40 W etnologii i folklorze słowiańskim najczęściej stosowane klasyfikacje demonów sporządzane są w zależności od: sfery ludzkiego życia, w które dany demon najczęściej ingeruje - np. Domowik / Poroniec; stopnia szkodliwości lub przychylności ludziom - np. Utopiec / Płanetnik; teren występowania, zamieszkiwania - np. Wodnik / Leszy / Domowik; żywiołu, z którym demon jest najsilniej związany - np. Wodnik / Płanetnik; genezy demona (posiada stałą swoją rzeczywistą postać, będący niejako przedstawicielem odrębnego gatunku / wymagający do zaistnienia w ludzkim świecie innej materii lub istoty, powstający niejako wyniku przeobrażenia) – np. Wodnik, Borowy / Płanetnik, Utopiec, Wąpierz, Strzyga; istoty demona (materialny, niematerialny – mogący lub nie mogący istotnie fizycznie ingerować w naszą rzeczywistość) – np. Zmora. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 23:57 Siedział pod kamieniem przy skrzyżowaniach dróg, wodził po polach idących w porze nocnej, zwłaszcza nietrzeźwych, powodując u nich dezorientację przestrzenną. Stawiano w takich miejscach kapliczki, aby ochronić się przed jego szkodliwą działalnością. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 01.10.25, 00:03 Po chrystianizacji Słowiańszczyzny, mimo że starano się go utożsamić z chrześcijańskim diabłem ze względu na niektóre wspólne cechy, to jednak do ostatnich czasów obie postacie zachowały niemal pełną autonomię, bo bies szkodził przede wszystkim ciału, natomiast szatan-diabeł – duszy Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.12.14, 14:19 -2- Nie odwrócił głowy. Królowa matka stanęła w lektyce, błogosławiąc mu. Nie słyszał. Orszak zawrócił powoli wśród płaczliwych dźwięków trąb. Rycerz spojrzał na królewnę Stała lękliwie, smukła w długiej białej szatce. We wzroku jej dojrzał prócz lęku nie wiedząc o sobie ciekawość przed straszną, lecz kto wie, nęcącą może tajemnicą. Nie zwracała na niego uwagi. Gdy tak stali wśród ciszy pustkowia, z pobliskiego boru doleciał szum, jak gdyby nadpływającej burzy, koń począł chrapać, nadstawiwszy uszu, rycerz ujął krzepdej kopię i wytężył wzrok. Wydało mu się, że krzaki, poszycie lasu stanowiące, poruszyły się i idą ku nim. To pełzło cielsko potwora. Leniwie, niby omackiem, gadzinowe, nieskończone, szpetne. Wraz podniosło się łbisko olbrzymie potworne, o małych zapadłych ślepiąch i szerokie jak wierzeje paszczy, zakołysało, stanęło. Tuż poza łbem toczyły się, kurcząc i rozciągając, zwały pierścienne cielska, obłe, brzuchate, nie bronione łuską. Wydęte boki przewalały się niezdarnie i plugawie, gdy straszny łeb zwracał się w prawo i w lewo, szukając. Dojrzał, znieruchomiał, wpił ślepia w królewnę. Stojący w pogotowiu rycerz spojrzał na nią i ujrzał w zdumieniu, że z twarzy dziewczyny znikł strach. Stała niby urzeczona. Niepewny półuśmiech drgał na rozchylonych wargach. Naraz postąpiła naprzód parę kroków. - Stój - krzyknął. - Nie słyszała jego głosu, idąc naprzód coraz prędzej. Ruszył koniem w poprzek jej drogi, jęła biec. Zerwał płaszcz z ramion i zarzucił jej na głowę. Oślepiona stanęła jak wryta, jęcząc i słaniając się bezradnie. Teraz sprawiedliwy rycerz stał oko w oko z potworem. Spojrzał w iskrzące ślepia i opuścił kopię mimo woli. Bo ślepia smocze, małe i wpadłe napozór, nagłe jarzyły się, rosły, aż zapłonęły olbrzymie, przesłaniające sobą wszystko inne. Niby dwie banie ogromne z czarodziejskiego kryształu migotały tysiącem powierzchni, z których każda jawiła się ukrytym i cudownym światem. Spojrzał raz wtóry i ujrzał w nich naraz wszystkie rzeczy ziemi, wszystkie uczucia i myśli i nieskończenie zawiłe serdeczne sprawy człowiecze. Nienazwane, nie przyznawalne, nęcące, kuszące, tajemne, kłębiły się wirem barwnym, wyłaniały i zapadały w głębie. Rzeczy realne, rzeczy ważkie i potrzebne, w zwierciadle oczu smoczych jawiły się błahe, bezużyteczne i śmieszne, ustępujące miejsca słodkiej ponęcie pokusy. Za rzekomą mgłą widziadeł przebłyskiwały co moment jakoby światy dalekie w wiecznym obrocie nieuchwytnej kolejności, ukazujące się i znikające dziwne, nieznane, ciągnące i rycerz poczuł niezmożoną chęć spojrzenia w nie z bliska, chwycenia nici zagadki. Koń nie chciał postąpić wprzód, lecz potwór przysuwał się sam i czarnoksięskie zwierciadła były coraz bliżej. Pochylił się nad niemi chciwie zaciekle, badawczo. Wtedy miedziany ryngraf na piersi jego wiszący odbił się w oczach poczwary. Z migotliwej bani wyjrzała ku rycerzowi twarz Chrystusowa zniekształcona bluźnierczo, wykoszlawiona, przesmutna. Strwożony zasłonił twarz dłonią. Czar prysł. Znikły ułudne światy, pozostały zwoje cielska opasujące go już kręgiem wokół. Spiął konia i runął na bestję. Świsnęła ostra kopja, przebiła paszczę straszliwą nawskroś. Przebiła raz wtóry, raz trzeci, pękła od rozmachu. Pochwycił jasnego miecza. Wielkimi ciosami odrąbał poczwarną głowę, a gdy upadła martwa, buchająca krwią, zdjął hełm i przeżegnał się. Obejrzał się na królewnę. Stała opodal niby skamieniała. Zsiadł z konia i podszedł ku niej. - Jako martwe ścierwo leży-rzekł- nie będzie już szkodził nikomu. Chrystus Pan zratował nas, wolę walki dając, bo ubić go było fraszką, godną dziecka. Nie odpowiedziała, patrząc nań z ubóstwieniem i miłością. Widział jej się wielki, jedyny w całym świecie obrońca i zbawca, najpiękniejszy, najbliższy, kochania i podziwu godny. W zachwyceniu wstydliwem, uroczem, słała mu duszę pod nogi, gdy wziąwszy konia za wodze poszli razem ku widniejącym niedaleko kopcom kamiennym ręką zbożnego eremity Fulgencjusza przed laty wzniesionym. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.09.20, 23:39 Twarz pełna bólu i pokory Pewnego dnia jeden z zakonników pełniących nocny dyżur u furty usłyszał dźwięk dzwonka u bramy klasztornej. Zdziwiony kto o tej porze może dobijać się do bram poszedł to sprawdzić. Noc była ciemna, niebo zasnute chmurami i wiał wiatr sprawiając wrażenie zawodzenia i jęków. Mimo wszystko podszedłem do furty klasztornej bo być może ktoś potrzebuje naszej pomocy. W ręku niosłem latarnię słabo oświetlającą drogę. Dochodząc do bramy podniosłem wzrok i stanąłem przerażony. Mimowolnie zrobiłem znak krzyża i dłonią przetarłem oczy. Brama stała na oścież otwarta. Na dziedzińcu klasztornym stało wojsko. Ale było to starodawne wojsko w zbrojach, z tarczami i mieczami. Stali czekając na kogoś i od czasu do czasu kierując swój wzrok w górę, w stronę kościelnej sadzawki. Z tamtej stronie pieszo szedł samotny rycerz. Z ruchów oceniłem, że musiał to być ktoś ważniejszy od reszty. Po chwili zatrzymał się nad sadzawką i włożył do niej rękę jakby czegoś szukał. Woda przepłynęła mu przez palce. Widocznie nie znalazł zguby. Po chwili ruszył w stronę rycerzy. Szedł powoli schodami kościoła.Na schodach odwrócił się powoli jakby coś rozpamiętując. Nagle na jego twarz padły promienie księżyca. Spojrzałem na tę twarz. Sprawiała wrażenie bólu i pokory. Jakiś stygmat męki wyrył na niej swe ślady. Dostojny rycerz zszedł na dół. Dał znak swoim rycerzom. I całe widzenie rozpłynęło się w powietrzu. Miał to być duch króla Bolesława Śmiałego, który zabił Stanisława. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 17.09.20, 23:46 Z kościołem na Skałce związana jest historia zmagania się dwóch potęg: świeckiej – króla Bolesława Szczodrego i kościelnej – biskupa krakowskiego Stanisława. W wyniku konfliktu z królem biskup, podając za przekazem Galla Anonima, został skazany w 1079 na obcięcie członków za zdradę, której się dopuścił i zmarł. Dokonać to się miało na Wzgórzu Wawelskim. Według alternatywnej wersji, pozostawionej przez Wincentego Kadłubka, król rozkazał swoim sługom zabicie biskupa w kościele na Skałce w czasie odprawiania przez niego mszy, a gdy ci nie chcieli, sam własnoręcznie zamordował przyszłego świętego. Wersja ta jednak ze względu na moralizatorski charakter kroniki Kadłubka, a także to, że również był biskupem jest mało wiarygodna. Król musiał opuścić kraj. Kościół uznał biskupa świętym i kanonizował go w 1253. Papież Innocenty IV jako podstawę kanonizacji przyjął cuda czynione nad grobem biskupa. Od 1089 zwłoki biskupa spoczywają w katedrze wawelskiej, ale to Skałka jest miejscem jego kultu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.04.25, 18:40 Wąwóz Piszczele wywodzi swoją nazwę od kości zamordowanych tu Tatarów. Ludność sandomierska, broniąc się przed najazdem napastników, urządziła w wąwozie zasadzkę, gdzie poległa liczna grupa Tatarów. Ginących było tak wielu, że cała pobliska okolica została pokryta ciałami wroga. Niepochowane zwłoki rozwłóczyły psy a zbielałe kości jeszcze długo zalegały w wąwozie. Inna wersja legendy mówi, że są to kości Tatarów, którzy zginęli zasypani w podziemiach miasta. Po upływie czasu woda wymywała spod ziemi zbielałe piszczele. Miejscowe podanie głosi, że po każdej klęsce tatarskiej, jakie w XIII wieku spadały na Sandomierz, pozostali przy życiu mieszkańcy zbierali tysiące ciał obezgłowionych sandomierzan pomordowanych przez Tatarów i wrzucali je w głęboki parów za miastem, przysypując potem ogromną warstwą ziemi tak, aby zgłodniałe psy i dzikie zwierzęta nie pożerały zwłok męczenników oraz aby nie powstał z tego powodu mór powietrza. W ciągu pięćdziesięciu lat takie zbiorowe pogrzeby powtarzały się kilkakrotnie, więc parów wypełnił się prawie całkowicie warstwami ciał ludzkich. Z czasem jednak, gdy woda wdzierała się coraz głębiej, wymywała z piasku kości ludzkie. Po większych ulewach zapadały się brzegi. Wówczas ukazywały się szczątki osób, które były pochowane w zbiorowej mogile. Te wydarzenia przyczyniły się do tego, iż wąwóz otrzymał nazwę „Piszczele”. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:53 Diabelskie kamienie, diable kamienie, czarcie głazy – głazy narzutowe przywleczone przez lądolód ze Skandynawii głównie do północnej części Polski. Niekiedy nazwa ta używana jest również w odniesieniu do osobliwych wystąpień skalnych (wychodni, skałek) pochodzenia innego niż lodowcowe (zobacz: Diabelski kamień). Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 30.09.25, 19:49 W historii religii można zaobserwować, że często demonami stawały się zdegradowane bóstwa politeistyczne wyparte w toku rozwoju wierzeń z panteonu głównych bóstw. Często też podporządkowywano obcych bogów własnemu Bogu (w religiach monoteistycznych), degradując ich do poziomu demonów (dobrym przykładem takiego zjawiska jest „zdemonizowanie” Baala w Starym Testamencie). Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.12.14, 14:23 -3- - Śpi Nie dziwota po takiej przeprawie! Śpij uciszcie się mili chrześcijanie...- uspokajał gruby Domicellus tłum, cisnący się przed wrotami gospody. Daremnie, bo wiwatom i krzykom nie było końca. Połowa ludności syleńskiej zebrała się tutaj, połowa pobiegła jeszcze przed świtem oglądać ścierwo zabitej poczwary. Gród był odświętnie przybrany, radosny. Gruby Domicellus zatknąwszy ręce za pas opowiadał najbliżej stojącym o przebiegu walki. Słuchali z zapartym tchem. ...Wtenczas potwora podniosła łbisko, jak wieżę i kłapiąc zębami, powiada: Zaprzedaj mi duszę, albo cię zjem! A zasię rycerz: Nie przedam! - Ona: przedaj!!! on: zgiń, przepadnij! nie przedam bestjo piekielna! Tak ci się sobie przemawiali, aż okropa widząc, że go nie nastraszy, smród wypuściła jak dym, przytomność odbierający. Lecz rycerz nozdrza sobie ręką zatkał i kopji się jął. Brzucha jej rozpruł, jelita na czysto wypuszczając, a bestja rycząc ze strachu, uciekać poczęła...- Sam to wam szlachetny rycerz opowiadał? - spytał z podziwem poważny Gorgoniusz, bakałarz. - Chcecie słuchać, słuchajcie, a nie przeszkadzajcie... - sarknął niechętnie gospodarz... Wątpia gubiąc, uciekał smok przeklęty, tedy rycerz za nim pognał i łba mieczem odciął. Dopieroż ku królewnie się zwrócił: a mojaż ty perełko, powiada, - zaś ona klęknąwszy, wiarę mu przyobiecała, dank czyniła i za męża przyjąć ślubowała... - Wiadomo! życie zratował! No, ludkowie: bezpiecznie będzie żyć przy takim królu... - Ale i twardo - zaniepokoił się Sylwester kotlarz. Nieustępliwy - smoka się nie zląkł, to i Rady Starszych posłuchać nie zechce... - Bogać tam! ...Ino patrzeć, jak z wieży zadzwonią i całe rycerstwo tu zjedzie bochatyra przed oblicze króla poprowadzić. Tam i triumf, tam i zrękowiny odprawią- będzie się na co popatrzeć... Stoły już stoją przed zamkiem, a barany i woły dworscy rznęli całą noc. Kto mocny w żebrach a dopchnie się bliżej, nie odejdzie dzisiaj głodny. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.12.14, 14:28 W ciemnej komorze, niebaczny na gwary ulicy młody rycerz myślał o swej sprawie. Nie spał. Z otwartemi oczyma przeleżał noc całą, patrząc na jawie w sen, co się miał spełnić za chwilę. Oczy świetliste, modre, jak toń jeziorowa, stały w pamięci patrząc w głąb duszy miłośnie. Na głos bijących jego chwałę surm i dzwonów, prężyło się i zrywało młode ciało sławy głodne. W glorji zbawcy-bohatera niósł go na ramionach tłum przez ulice grodu. Zasłużył sobie na to wyniesienie, mógł się niem cieszyć bez sromu. Czyn spełniony nie potrzebował się wstydzić nagrody. Jakże jest piękna ona nagroda, jak słodką! Z zachwytem przeżywał ją wprzód niźli nadejdzie. Niby przędziwo subtelne przewijał przez ręce chwile co nastąpić miały, ciesząc się zawczasu ich czarem, przewijał bez znużenia niezliczone razy. Aż nasyciwszy duszę sięgnął mimo ku dniom dalszym. Urwało się naraz złociste przędziwo, skończyła się dola swobodnego rycerza Bożego. Jak złoty akord, bój ze smokiem wieńczył jego wolną sławę i zamykał ją. Wydało mu się, że patrzy na nią z za grobu, zamknięty w nagłym kręgu obowiązków tak różnorodnych, zawiłych, wiążących. Jasność prosta, z jaką dotychczas rozcinał nieomylnie wszelkie sprawy niby mieczem, ustąpić miała dziwacznym z sumieniem zatargom, ustępstwom słusznościom pozornym, zasługom wątpliwym. I z przerażeniem poznał naraz, że będąc dotychczas sługą wolnym Jedynego, Najpotężniejszego Pana świata, nie lękającym się ani słuchającym nikogo krom Jego, zamieni ów zaszczyt i wielkość na niewolnictwo ciężkie a niewdzięczne. Wzdrygnął się jak gdyby czując już na karku żelazny dźwigar panowania. Z mroków izby światła oczu spłynęły blisko ku niemu błagalne, łzami nalane. Rozchyliły się miłośnie wpół dziecinne usta rozdrgane serdecznem kochaniem. Wpatrzył się w nie długo, bacznie. Mocne one, przecie nie władne do tyla, by wolność duszy rycerskiej zastąpić. Słodkie, - wszakże nie na tyle, by radość dobrowolnej służby Największemu, Najlepszemu, Panu ,wynagrodzić...Przyodział się szybko, sprawnie, nie przyzywając nikogo. Boczną furtką, niezauważony, wyprowadził wiernego konia z obejścia. Gdy świetny poczet rycerstwa stanął przed gospodą, a dzwony grodu rozhuczały się w triumfie, - wędrowny nieznany nikomu rycerz Boży, Jerzy, - daleki już był, zagubiony w przestworze swobodnych dróg. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.12.14, 14:29 Legenda o skamieniałym pielgrzymie Głowę posypał popiołem, na kolanach z kornem czołem, już do gór Świętego Krzyża, pielgrzym zwolna się przybliża. "Skąd to idziecie pielgrzymie?"- zapytał go wieśniak stary. "Byłem, rzecze, w starym Rzymie, trudy moje są bez miary; po tak długim, ciężkim znoju, po dniach tylu niepokoju, kiedy do kresu przybywam, znaleźć niebo się spodziewam. "Czyście pewni tak już bracie, że zbawienie otrzymacie? Boć nam kościół zapowiada, że do nieba trudna droga, a najkorniej się spowiada, ten kto w łasce jest u Boga." "A któż zbawionym być może, jeśli nie ja - com dostatki pozostawił w imię Boże, com opuścił żonę, dziatki, moje szczęście i pociechę, i rodzinną moją strzechę; com za młodu wzgardził światem, na kolanach, w kraj daleki, szedłem zimą, szedłem latem, schnąc od skwarnej słońca spieki, jeśli nie ja - w imię Boże, powiedz, kto być zbawion może? Rzekł,-a czarna nad nim chmura, zahuczała niebios gromem; i jęknęła Łysa góra, niby bluźnierstwa pogromem. Na pielgrzyma obłok spływa, twarz się mieni i sinieje, wzrok gaśnie i kamienieje, posępna mgła go zakrywa. Klęcząc, jakby w ziemie wbity, powstać sili się daremno, nadludzką siłą spowity, zamienia się w bryłę ciemną. Skamieniałego oblicza, niemej jest wyraz boleści, a ciemna i tajemnicza dusza w posągu się mieści. I mówi stare podanie, że krok jeden co wiek cały, staje pielgrzym skamieniały, nim na górę się dostanie, kiedy trąba Archanioła, na sąd Boży go powoła. Zakuty w bryle kamienia, ze świadomością istnienia, ciężką odbywa pokutę. Płyną lata, płyną wieki, niezamknięte nigdy powieki, i gwar życia pieśni nutę, słyszy bez iskry zapału, bez przyszłości, bez udziału. Przyroda w szacie wiosennej ściele mu kwiaty pod nogi, i słońce w chwale promiennej, oświeca posąg złowrogi, posąg kamienny a żywy, z duszą, co głazem spowita, wyrok niezmienny, straszliwy, w dziejach przeszłości swej czyta. Pielgrzym spostrzegłszy grzesznika w klęczącej głazu postaci, gdy skrucha serce przenika, z westchnieniem mówi do braci: "Ten tylko zbawion być może, kto krzyż swój dźwiga w pokorze." Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.12.14, 17:12 Matka Boska Gromniczna Noc głęboka... śniegu morze białe dokoła... Wilki zgłodniałe po polach wyją złowrogo, - Skradając się chyłkiem w uśpione ufnie sioła; Zębami kłapią - za łupem włóczą się drogą Z przerażenia strachem budzi się polska wioska: Krzyk, lament, łzy, wrzawa, dzieci słychać wołania... Wtem opodal zagrody staje: Matka Boska I płonącą Gromnicą Swą wilki odgania! I dziś wilków stada groźnie Polskę zalały, W naród wojny walą Kromy! Pod pieczę czyją Schroni się piekłem nędzy Trapiony lud cały? Kiedy zewsząd wróg z drapieżną sięga szyją, A głód, mór, ból, żal, - by fale biją o skały W TOBIE NADZIEJA JEDYNA GROMNIC MARYJO Włodzimierz Ogończyk Godziszewski Odpowiedz Link