Dodaj do ulubionych

Żaden polski żołnierz w Iraku nie zapadł na lei...

IP: *.utc.com 16.01.04, 17:56
Czyli jak zwykle niepotrzebna ale celowo wywolywana przez paSyfow panika..:-)
Obserwuj wątek
    • Gość: loko Żaden polski żołnierz w Iraku nie zapadł na lei... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 17:57
      A podobno komary nie mogą przenosić AIDS.
    • indris I znowu "Życie Warszawy" miało pecha 16.01.04, 18:36
      Mylisz się uważając "ŻW" za pacyfistów. To jest pismo obojętne wobec
      jakiejkolwiek ideologii, po prostu łowi sensacje. I ma wyjątkowego pecha. W
      ciągu ostatnich miesięcy wpadło na: "przeciekach" ze śledztwa, telefonach do
      Jakubowskiej, i teraz na tej chorobie. Chyba stanie się symbolem
      dziennikarskiego partactwa.
      • Gość: BUSH BUSZOWSKI Macie racje prawiczki i pasoZYDki.Saddam mial.... IP: 5.2.1R1D* / *.ym.rnc.net.cable.rogers.com 16.01.04, 19:55
        ...bron biologiczna !!!KOMARY i INSEKTY pustynne !!!A teraz zajmijcie sie
        wylapywaniem ich . :)))
      • Gość: dsl MICHNIK ZNOWU KLAMIE IP: 208.251.121.* 16.01.04, 20:53
        ndris napisał:

        > Mylisz się uważając "ŻW" za pacyfistów. To jest pismo obojętne wobec
        > jakiejkolwiek ideologii, po prostu łowi sensacje. I ma wyjątkowego pecha. W
        > ciągu ostatnich miesięcy wpadło na: "przeciekach" ze śledztwa, telefonach do
        > Jakubowskiej, i teraz na tej chorobie. Chyba stanie się symbolem
        > dziennikarskiego partactwa.


        Czyzby? To The New York Times tez? Bo bylo tam na pierwszej stronie na poczatku grudnia: tajnedokumenty.com/irak_epidemia.html

        Michnik klamie w nastepujacy sposob:

        1."Nie stwierdzono" zamienia na "nie ma". inkubacja trwa pare iesiecy. Ci odwiezeni dzisiaj do szpitala w USA dostali chorobe latem!

        2. " Co zrobić, kiedy jednak dojdzie do ukąszenia? ... pasożyty trzeba przepędzić lekami doustnymi. To jest w miarę proste. " Leku na to NIE MA IDIOTO MICHNIK. Byl stary i niezatwierdzony lek. Nikt nie wie czy jest on obecnie skuteczny (ewolucja). Po powrocie do Polski, okupant pojdzie do lekarza a ten nie bedzie wiedzial co to jest bo tego nie zna! Utrata czasu = amputacja!

        3. " nieprawdziwe są doniesienia, jakoby w grudniu odsyłano dziennie do USA z Iraku 40 żołnierzy amerykańskich zarażonych leiszmaniozą. - Większość odesłano tylko na badania sprawdzające - uspokaja Geddie." To w koncu uli zachorowalo z tej "mniejszosci"?

        4. "Najlepiej smarować się wtedy środkami odstraszającymi - mówi kpt Pastuszak".
        Srednia na jednego okupanta to tysiac ukaszen dziennie w sloneczny dzien. No comment.


        • Gość: BUSH BUSZOWSKI Re: MICHNIK ZNOWU KLAMIE, oczywiscie ze TAK !!! IP: 5.2.1R1D* / *.ym.rnc.net.cable.rogers.com 17.01.04, 00:30
          Leiszmanioza
          artykuł lek. med. Marcina Pustkowskiego, lekarza rodzinnego

          Gorączka, powiększenie śledziony, zniekształcenia nosa i ust to najczęstsze
          objawy leiszmaniozy.

          Leiszmanioza, której poszczególne postacie znane są pod nazwą kala-azar i biały
          trąd, jest groźną chorobą tropikalną, rozprzestrzenioną w 88 państwach całego
          świata i dotyczącą około 16 milionów ludzi. W niektórych krajach
          podzwrotnikowych leiszmanioza jest tak rozpowszechniona, że mieszkańcy uważają
          ją za typową chorobę wieku dziecięcego, taką jak u nas odra czy różyczka.

          Jest to choroba pasożytnicza przenoszona przez moskity z rodzaju Phlebotomus.
          Ten 3 - milimetrowy owad jedynie przenosi różne gatunki leiszmanii
          (pierwotniaków), nazywamy go więc jej wektorem (przenosicielem). Przy ukłuciu
          zarażonych zwierząt bądź ludzi owad pobiera pasożyta razem z zassaną krwią.
          Potem, o zmierzchu czy w nocy wyrusza na poszukiwanie kolejnej ofiary, będącej
          dostarczycielem niezwykle cennego dla niego białka, które będzie później
          niezbędne przy produkcji jaj moskita. Przy ukłuciu razem ze śliną owada zostaje
          wprowadzony do naczyń krwionośnych pasożyt. W ten sposób cały cykl się zamyka.

          Obok człowieka leiszmanią zarażone są również zwierzęta dzikie i domowe, np.
          psy. Stanowią one tzw. rezerwuar pasożytów.

          Istnieje wiele gatunków niebezpiecznej leiszmanii. Trzy z nich (L. donovani, L.
          infantum, L. chagasi) wywołują najbardziej groźną formę choroby - leiszmaniozę
          trzewną, zwaną również w sanskrycie kala-azar. Inne gatunki są przyczyną
          postaci skórnej bądź skórno-śluzówkowej.


          Od czyraka z Aleppo do gorączki dum-dum

          Dowody obecności leiszmaniozy (szczególnie jej skórnej postaci) możemy
          wyśledzić w wielu liczących kilkaset lat przekazach. Jednym z pierwszych jest
          opis przedstawiony przez Alexandra Russella w 1756 r. Już wtedy doszedł on do
          wniosku, że choroba, zwana wówczas czyrakiem z Aleppo (miasto w Syrii),
          zostawia szpecące blizny, które przez długi czas są sine. Mieszkańcy
          zagrożonych terenów zarażają się w dzieciństwie, a choroba pojawia się głównie
          na twarzy.

          Zniekształcenia twarzy i zmiany na skórze mogące odpowiadać skórnej postaci
          leiszmaniozy znajdujemy też na preinkaskiej ceramice z Peru i Ekwadoru,
          datowanej na pierwszy wiek naszej ery. Teksty z czasów hiszpańskiej konkwisty
          (XV i XVI w.) wspominają o "andyjskiej chorobie", jaką nabywali rolnicy
          pracujący w dolinach tych południowoamerykańskich gór. Później podobne zmiany
          zaczęto nazywać "białym trądem".

          W Starym Świecie indyjscy lekarze chorobę przypominającą trzewną postać
          leiszmaniozy, nazywali kala-azar, czyli "czarną gorączką".

          Nowożytne badania nad tym zakażeniem zaczął Leishman w 1901 r. To on
          zidentyfikował dziwne organizmy w śledzionach osób zmarłych z powodu "gorączki
          z dum-dum". Gorączka dum-dum to jeszcze jedna znana nazwa leiszmaniozy
          trzewnej, a Dum-Dum to nic innego jak miasto blisko Kalkuty, uważane wtedy za
          szczególnie zagrożone rozwojem wielu chorób. Oprócz podwyższenia temperatury
          chorzy cierpieli na nasiloną anemię i zanik mięśni, a ich śledziony były
          znacznie powiększone. W 1903 r. kapitan Donovan podał dokładny opis tych
          pasożytów, a major Ross powiązał je z występowaniem kala-azar i nazwał na cześć
          swoich poprzedników Leishmania donovani.

          Dzisiaj 90% przypadków leiszmaniozy trzewnej (kala-azar) występuje w
          Bangladeszu, Brazylii, Indiach i Sudanie. Większość przypadków postaci skórno-
          śluzówkowej możemy znaleźć w Boliwii, Brazylii czy Peru. Z kolei 90% osób
          chorych na postać skórną to mieszkańcy Afganistanu, Brazylii, Iranu, Peru,
          Arabii Saudyjskiej i Syrii. Wszystkie te regiony nazywamy endemicznymi, co
          oznacza, że choroba występuje tam stale z okresowymi zwyżkami liczby chorych w
          postaci epidemii. Dodajmy jeszcze, że co roku postacią skórną zaraża się 1,5
          miliona osób na całym świecie, a u 0,5 miliona możemy rozpoznać kala-azar.


          Objawy i rozpoznanie

          Dużym zagrożeniem jest też fakt, że leiszmanioza rozwija się stopniowo i mija
          nierzadko wiele miesięcy, zanim zostanie rozpoznana. Zwykle na początku pojawia
          się gorączka, pocenie się, osłabienie, utrata wagi ciała. Później występują
          obrzęki, wodobrzusze (obecność płynu w jamie otrzewnej), krwawienia z nosa i
          dziąseł. Śledziona jest bardzo mocno powiększona, a szpik ma kłopoty z
          wystarczającą produkcją czerwonych i białych krwinek.

          Często dołączają się też wtórne zakażenia, np. gruźlica, będące bezpośrednią
          przyczyną zgonu nie leczonego chorego na kala-azar. Znowu wypada przytoczyć
          analogię z AIDS, zakażeni wirusem HIV zwykle nie umierają z powodu tej jednej
          infekcji, zazwyczaj dołączają się inne choroby, wśród których gruźlica należy
          do ważniejszych.

          Do niedawna pasożyta można było stwierdzić jedynie w materiale (próbce tkanki)
          pobranym ze śledziony lub szpiku i zbadanym pod mikroskopem. Teraz Światowa
          Organizacja Zdrowia rozprowadza w niektórych ubogich krajach tzw. test
          bezpośredniej aglutynacji, zwany DAT (z języka angielskiego). Dzięki niemu
          rozpoznanie leiszmaniozy jest tańsze, szybsze i obejmuje większą ilość chorych.

          Postać skórną być może łatwiej rozpoznać, ale nie oznacza to, że jest
          łagodniejsza. Brzydkie, długo niegojące się owrzodzenia pozostawiają często
          szpecące blizny na twarzy lub kończynach. Takie zmiany powstają w kilka
          miesięcy lub tygodni po ukłuciu moskita. (Kiedyś spotykało się je u polskich
          kierowców ciężarówek wyjeżdżających na Bliski Wschód).

          Jedną z najbardziej przerażających odmian leiszmaniozy jest postać skórno-
          śluzówkowa. Uszkodzenia tkanek miękkich, chrząstek i kości nosa, podniebienia
          twardego oraz krtani sprawiają bardzo przygnębiający widok. Wygląd chorych jest
          nierzadko przyczyną wykluczenia ich z lokalnych społeczności przez
          współmieszkańców.

          Badanie DAT jest już mniej przydane w rozpoznawaniu tej formy leiszmaniozy. W
          tym celu należy pobrać próbkę tkanki z brzegów owrzodzenia.


          Nadzieje i zagrożenia

          Nadzieją jest na pewno rozpowszechnienie testów krwi rozpoznających
          leiszmaniozę. Należy do nich wspomniany DAT. Na szczęście istnieją leki
          skuteczne w terapii tej choroby. W postaci trzewnej (kala-azar) należą do nich
          leki antymonowe, np. Pentostam. Jednak nie wszystkie formy leiszmaniozy reagują
          dobrze na te środki. Niekiedy w wyniku leczenia mogą pojawić się powikłania w
          postaci rozległych zmian na skórze.

          W przypadku leiszmaniozy skórnej do dyspozycji mamy jeszcze ketokonazol -
          popularny również u nas środek przeciwgrzybiczy (np. Nizoral), a w postaci
          skórno-śluzówkowej - amfoterycy-nę B i paromomycynę.

          Pewne nadzieje dają też próby stosowania moskitier nasączonych środkami
          owadobójczymi. Jedno z badań przeprowadzono zresztą w "ojczyźnie" leiszmaniozy
          trzewnej - w wioskach położonych na północ syryjskiego miasta Aleppo. Wyniki są
          bardzo obiecujące.

          Zagrożeniem jest wciąż bardzo wysoka liczba chorych na leiszmaniozę. Szacuje
          się, że przy 16 milionach zarażonych osób zagrożonych występowaniem tej choroby
          jest przynajmniej 20 razy więcej. Coraz częściej dochodzi też do współistnienia
          leiszmaniozy i AIDS. Te dwie choroby mają, jak wspomnieliśmy, wiele wspólnego.
          Nie dziwi zatem fakt, że 25-75% przypadków leiszmaniozy trzewnej w południowej
          Europie jest związanych z infekcją HIV.

          Nie istnieje niestety możliwość zaszczepienia się przeciwko tej chorobie.
          Wszystkim podróżującym radzimy więc unikanie moskitów (szczególnie po zmroku),
          używanie moskitier nasączonych środkiem owadobójczym oraz wczesne zgłoszenie
          się do lekarza w przypadku zaobserwowania u siebie jakichkolwiek niepokojących
          zmian na skórze czy innych objawów.


          Moskity

          Samica moskita Phlebotomus składa jaja w norach gryzoni, w zrujnowanych
          budynkach, w korze starych drzew, w szparach ścian domów i składowiskach
          śmieci. W takich właśnie warunkach, zapewniających ciepło, wilgotność i
          pożywienie, rozwijają się niebezpieczne moski
    • Gość: Tysprowda Re: Żaden polski żołnierz w Iraku nie zapadł na l IP: 216.127.82.* 17.01.04, 07:13
      Alez ci sie pokickalo.

      Bush to paSYFista, bo nadal paSYFikuje Irakoriko.

      Leiszmanioza to nazwa ukrywajaca prawde, ktora to prawda jest taka:
      buszmachyzia.
    • Gość: obiezyswiat Re: Żaden polski żołnierz w Iraku nie zapadł na l IP: *.kuwait.army.mil 17.01.04, 09:48
      Ludzie!!! Jezeli dorosly zdrowy mezczyzna myje sie, uzywa kosmetykow, je
      normalne, ostro przyprawione jedzenie (nie zapycha sie samymi hamburgerami z
      cola), to tak samo zapadnie tu w Iraku na leiszmanioze, jak zlapie rzezaczke
      od sikania w WC na Dworcu Centralnym w Stolycy.
      • Gość: dragana Re: Żaden polski żołnierz w Iraku nie zapadł na l IP: *.sloneczny.pl / 81.15.255.* 17.01.04, 12:51
        hahahaha.dziekuje obiezyswiatowi:)) ludzie!!! widze ze jest grozniejsza choroba
        niz leiszmanioza - nazywa sie "MANIAKALNA TEORIA SPISKU". nniestety na ta
        chorobe jedynym lekarstwem jest zdrowy razsadek ktorego nie sprzedaja w
        aptekach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka