wojciech.2345
02.03.11, 08:40
Aleś Michalewicz, były kandydat na prezydenta Białorusi - choć nie nawoływał do protestów i nie krytykował Aleksandra Łukaszenki został aresztowany przez KGB. Po wyjściu z aresztu, określił je „obozem koncentracyjnym w centrum Mińska”. W specjalnym wywiadzie dla Wirtualnej Polski Michalewicz opowiada o torturach, które przeszedł i o tym, co mu grozi teraz ze strony władz Białorusi.
Aleh Barcewicz: Podczas kampanii prezydenckiej był Pan najbardziej umiarkowanym kandydatem, który nie krytykował Aleksandra Łukaszenki i nawet chwalił niektóre osiągnięcia dotychczasowych władz Białorusi. Dlaczego Pana aresztowano?
- Władze były przekonane, że publicznie potępię kandydatów, którzy nawoływali do protestów po wyborach. Liczyły na to, że wystąpię w białoruskiej państwowej telewizji, i następnego dnia pokażą, że jeden z kandydatów skrytykuje to, co się działo 19 grudnia w Mińsku.
Dlaczego więc Pan nie wystąpił?
- Powiedziałem, że jeżeli wysadzają w nocy drzwi i wyciągają mnie z mojego mieszkania, to nie będę podejmował żadnych politycznych decyzji pod presją przemocy.
...
Nie zwrócono Panu dowodu tożsamości, ma Pan zakaz wyjazdu z kraju i ciążą na Panu ciężkie zarzuty. Ile Panu grozi?
- Od 5 do 15 lat więzienia.
Czy po 2-miesięcznym pobycie w więzieniu KGB nie żałuje Pan tego, że prowadził łagodną kampanię, głosząc hasło „nie rewolucja, lecz ewolucja”? Na Pana przykładzie władze Białorusi udowodniły, że „konstruktywna opozycja” nie jest im potrzebna.
- Proponowałem tę strategię nie władzom, tylko białoruskiemu społeczeństwu. I myślę, że nadal ma u moich rodaków wzięcie.
wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Kazali-stac-w-szpagacie-40-minut-wykrecali-skute-rece,wid,13183307,komentarz.html