eva15
10.10.11, 01:30
Francuska choroba. Z góry dwa zastrzeżenia:
1) pomijam na chwilę (najważniejszą) rolę przyjaciół zza Kałuży i ich kumpli w obecnym kryzysie
2) lubię Francję, tak się składa, że znam ją trochę od wewnątrz i uważam, że Francuzi żyją lepiej, luźniej, wygodniej i duuużo sprytniej niż Niemcy. I w dodatku mają znacznie lepszą, skuteczniejszą dyplomację – Hut ab!
Po tych dwóch zastrzeżeniach uważam, że :
obecny kryzys eurolandu jest w poważnym (choć nienajważniejszym – vide punkt 1) stopniu wywołany przez Francję. To co się teraz dzieje nie jest w pełni „zasługą” Francji, ale to ona dała ku temu podwaliny, bo:
A) wymusiła stworzenie strefy euro w zamian za niemieckie połączenie,
B) nie chciała zważać na to, jakie kraje do tej strefy wejdą, wszystko wg. motta – im więcej, tym lepiej. Niemieckie protesty były dyfamowane jako nacjonalizm i natychmiast stawały się niesalonowe na forum EU oraz tym samym i w samych Niemczech.
Euro od początku swego istnienia było projektem politycznym, a nie ekonomicznym. Gdyby euro miało być projektem ekonomicznym, zdolnym rzeczywiście stawić czoła sile dolara, musiałoby się składać z krajów nordyckich o podobnej filozofii gospodarowania, BEZ Francji.
Problem w sumie w znacznym (nie jedynym) stopniu w tym, że Francja od początku traktowała EU a później euroland jako narzędzie kontroli nad Niemcami. Skoro nie mogła dorównać im gospodarczo, robiła co mogła, by równać Niemcy w dół i mieć je pod kontrolą via struktury unijne, dziś eurolandowe. To, że Francja miała tak dużą siłę nacisku nie wynika nijak z jej mocarstwowej pozycji, lecz z tego, że ci którzy ją autentycznie mają, chętnie się na to zgadzali i to wspierali. Tu wracamy do punktu 1).