buldog2
12.11.11, 11:08
Proszę, macie coś w tym stylu, dawniej bardzo popularnym.
Mój komentarz może później, mam nadzieję, że pomimo błędów (na pewno są), da się czytać.
--
Jewgenij Adamow, były minister energetyki atomowej.
www.pravaya.ru/look/4927
Die after tomorrow
Nie sposób nie zauważyć, że, poczynając od wiosny roku 2005, w rosyjską społeczność ekspercką aktywnie zaszczepia się ideę o możliwości podzielenia Rosji. O ile jeszcze kilka lat temu stawianie podobnej kwestii słusznie traktowane byłoby jako destruktywne i nawet przestępcze, dziś podejmowanie jej nieoczekiwanie stało się politycznie całkowicie bez zarzutu. Jak mówią niektórzy, nawet na czasie. Podejmuje się ją tak elegancko i w tak świetnie wycyzelowanych określeniach, że ręka PR-owców światowej klasy widoczna jest gołym okiem. «Nie możemy zrobić tego i owego – znaczy, zajdzie tamto i owamto. Zachodzi to i owo – znaczy, trzeba zrobić to i tamto…» z nienagannie dobranych sylogizmów powstają twierdzenia, które dźwięczą w ustach dobrze przygotowanych ludzi. Powstaje wrażenie, że te po protestancku proste i przekonujące argumenty stają się coraz bardziej akceptowalne przez rządzące elity, jak i szerokie masy zwyczajnych mieszkańców kraju… A dlaczego by i nie, w rzeczy samej?
Na przykład, w kwietniu tego roku, na jednym z autorytatywnych Okrągłych Stołów zostało przedstawionych kilka prognoz przyszłości Rosji. W charakterze eksperta wystąpił znany w Rosji twórca fundamentalnych prac filozoficznych, zawodowy filozof i tłumacz Walerian Anaszwili, redaktor pisma «Прoгнoзиc», poświęconego badaniu przyszłości. Anaszwili mówił nie tylko o prognozach, ale i o projektach nowego «urządzenia Rosji». Przy czym – Rosji europejskiej. Logika projektodawców w rzeczy samej prosta, jak testamentowy sen Brzezińskiego: «w Rosji wymiera ludność – wkrótce nie będzie miał kto żyć w azjatyckiej części Rosji – azjatycka Rosja jest «nierentowna», jej miasta nie opłacają siebie samych – miasta azjatyckiej Rosji taniej przesiedlić do europejskiej części Rosji, niżeli «utrzymywać» – trzeba to zrobić, a Rosję azjatycką oddać komuś jeszcze». «Azjatycką Rosją» autorzy projektu nazywają przede wszystkim Syberię, a jej niezliczonymi bogactwami, naftą, innymi bogactwami, z których faktycznie żyje dziś cała Rosja i otaczające ją kraje rosyjskojęzyczne.
Podstawową ideą tego «akademickiego mityngu», jego leitmotivem, stała się replika jednego z aktywistów: «Co się tyczy syberyjskiego separatyzmu. [/]Ku mojemu wielkiemu ubolewaniu[/i], takich idei nie ma…» Jednak poszukiwania takich idei szły pełną parą: «Miasta wschodniej części Rosji – są tam, gdzie nie powinno ich być. Utrzymanie kosztuje bardzo drogo. Taniej będzie przenieść je do europejskiej części Rosji… Nowosybirsk – ostatnia milionowa metropolia… dalej – nie ma nic…» [i]. I co na to odpowiedzieć? Efekt obliczony prawidłowo – oponentom po prostu zapiera dech w obliczu oczywistego absurdu. Można być tylko wdzięcznym doświadczonemu analitykowi i mojemu przyjacielowi Walerianowi Anaszwili (którego wystąpienie oraz «wszelki ślad po nim» zostały starannnie usunięte w Internecie ze wszystkich stenogramów tego Okrągłego Stołu) za publiczną dyskusję tych narzuconych nam projektów, za otwarte wskazanie ich zaoceanicznych autorów i przedstawienie warunków realizacji projektów rozbicia Rosji jako «zagrożeń»…
Trzeba zauważyć, że dzisiejsza kampania PR-owa poświęcona podzieleniu Rosji na dzwonka została przygotowana o wiele lepiej, niżeli za czasów Gorbaczowa kampania rozbijania ZSRR. Politolodzy, jak wiadomo, w ciągu ostatnich piętnastu lat poszli daleko naprzód, a i w Rosji istnieje dziś tzw. «społeczność ekspercka», wychowana na «normach międzynarodowych» i rozumiejąca język «polityki realnej»… Jednym słowem, jest, z kim rozmawiać, jest i, do kogo się zwracać. Bardzo tania czy nawet całkiem bezpłatna transplantacja idei jest w skali kraju gwarantowana. Co więcej, nie jest sprawą przypadku, że to «zaostrzenie politologicznej żądzy» rozbicia Rosji wpisuje się dziś w potężną kampanię medialną rehabilitacji Gorbaczowa. «Gorbaczow wskazał winnych!» – mówi do nas Internet. Całkowicie nowe argumenty na dobro tego pobielonego siwizną «przestępcy №1» (dlatego, że nawet przez nieostrożność potrącając przechodnia, kierowca – pijany czy trzeźwy – nie przestaje być przestępcą: przecież tylko na takich warunkach pozwolono mu trzymać kierownicę), jak i sama utrzymana w zachodniej manierze stylistyka wyjaśnień każe dojść do wniosku, że za obiema kampaniami stoi jedna i ta sama siła. Mówiąc ściślej, centrum dowodzenia jednych i tych samych sił.
Wtedy, za Gorbaczowa, inteligencja z pewnymi wątpliwościami wzruszała ramionami, czytając broszurkę podciągniętego w sprawkach CIA Sołżenicyna «Jak urządzić Rosję?» – ludzie nie bardzo rozumieli, dlaczego trzeba koniecznie rozwalać Związek Sowiecki: przecież CCCP – geograficznie ta sama «carska Rosja» (minus Polska i Finlandia), jedynie podzielona przez sowiecką władzę na republiki… Jakiś czas pamiętano książeczkę dysydenta Amalryka «Czy Związek Sowiecki dotrwa do roku 1984?» – ale ten silnie antysowiecki tekst końca lat sześćdziesiątych był niezbyt porywający, tym bardziej, że i «straszna data» była już jakby za nami… Gorbi (od angielskiego Garbage – jak czule nazywali go jego zaoceaniczni mocodawcy) włożył wówczas niemało sił w publikację i rozpowszechnienie sołżenicynowskiego tekstu, jak gdyby odkrywając pośrednio swoje własne (albo narzucone z zewnątrz – czy też, możliwe, one się już pokrywały) plany…
Mało kto się domyślał, że książeczka Sołżenicyna, była nie po prostu tekstem, napisanym, jak to się później wielu wydawało, pod dyktando amerykańskich służb specjalnych – w rzeczy samej był to swego rodzaju «artykuł-przestroga». Można dziś bez cienia ironii powiedzieć, że Sołżenicyn, nawet działając jako polityczny instrument w obcych rękach, zawsze był niezłomny w swoich osobistych przekonaniach. Służby specjalne grały Sołżenicynem – Sołżenicyn grał służbami… I, w rzeczywistości, skrajnie ociężała reakcja społeczeństwa na ten tekst stała się jedną z przyczyn tego, co stało się z naszym krajem wkrótce potem. Ale rozpad Związku Sowieckiego w początku lat dziewięćdziesiątych różni się zasadniczo od przygotowywanego obecnie rozpadu Rosji. O tym niżej.
Oto jeszcze jeden przykład: na konferencji „Prognozy przyszłości Rosji”, która odbyła się w marcu 2005 r. na Wydziale Filozofii Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, był przedstawiony otwarty projekt pod nazwą „Rozpad Rosji”. Zauważcie, projekt, a nie «szokowa prognoza», żądająca od władz bezzwłocznych działań. To znaczy w czasie dyskusji eksperci milcząco przechodzą z obszaru walki z zagrożeniami na teren omawiania konkretnych szczegółów gotowego projektu – «projektu uśmiercenia». W danym przypadku – uśmiercenia kraju. Roman Dobrohotow, leader moskiewskich «oranżoidów» (wyznawca poglądów rusofoba Churchilla, który w krótkim czasie przekształcił Wielką Brytanię ze światowego imperium w ograniczoną wyspami niewielką kolonię USA), który zdążył już stać się znany, i podzielający jego przekonania członkowie МГИМО (Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych, wespół z austriackim odpowiednikiem – wspólne projekty KGB i NSA/CIA – bul) twardo wyartykułowali stanowisko amerykańskiej