gelatik
17.03.02, 02:22
W USA bez ojca wychowuje się co czwarte dziecko, w sumie 25 mln. To o 17 mln
więcej niż w latach 60.
Problem zauważono na początku lat 90. Wówczas zaczęły powstawać organizacje
ojcowskie, rozpoczęto badania uniwersyteckie nad zmieniającą się rolą ojca. Za
poprzedniej kadencji prezydenckiej, w odpowiedzi na apel ówczesnego
wiceprezydenta Ala Gore'a, podjęto działania na rzecz włączania mężczyzn w
edukację ich dzieci. Ojców zachęca się, by przychodzili do szkół, pomagali
dzieciom w rozmaitych projektach i opowiadali o swojej pracy i hobby. Szpitale
prowadzą szkolenia dla mężczyzn, których partnerki oczekują dzieci. W 1998 r.
Departament Zdrowia USA wraz z władzami czterech stanów zorganizował zmasowaną
kampanię
medialną. W spocie telewizyjnym pokazano chłopca bawiącego się małą
ciężarówką. "Jego ojciec odszedł dziś z domu. Na zawsze - informował głos
lektora.
- Jego szanse, że wyleci ze szkoły, zwiększyły się dwukrotnie, że popełni
samobójstwo o 30 procent".
Z innych amerykańskich danych wynika, że 90 proc. dzieci bezdomnych i
uciekających z domu wychowało się bez ojca. Podobnie 75 proc. nastoletnich
narkomanów i 85 proc. nieletnich przestępców. Szanse, że dziewczęta wychowane
bez ojców jako nastolatki zostaną matkami, są dwukrotnie większe niż w
przypadku dziewcząt wychowanych w pełnych rodzinach. Amerykańska uczona Judith
Wallerstein z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley w 2000 r. opublikowała
wyniki najdłuższych, bo trwających 25 lat, badań nad wpływem rozwodów na
dzieci. Przeprowadziła je na ponad setce dziś już dorosłych osób. Zaledwie 60
proc. z nich weszło w związki małżeńskie (osoby z pełnych rodzin: 80 proc.), 40
proc. ma problemy z nawiązywaniem kontaktów, 57 proc. spośród tych, którzy
weszli w związki małżeńskie przed 25. rokiem życia, rozwiodło się.