lubat
29.03.13, 19:12
Dzisiaj "Vesti" TV Rossija puścił reportaż z Łotwy, w którym biegało o tym, że wykurzeni i wkurzeni rosyjscy "ciułacze", którzy zostali oskubani na Cyprze, z dużym prawdopodobieństwem przerzucą swoje konta do banków łotewskich.
Reporterka rozmawiała z kilkoma łotewskimi bankowcami z bardzo łotewsko brzmiącymi nazwiskami kończącymi się na -stein, -feld czy jakoś tak, i oni najczystszą ruszczyzną zapewniali o urokach łotewskich banków dla rosyjskich wkładów, że tym uciułanym milionom będzie tam lepiej, niż u pana Boga za piecem. Palmy wprawdzie na Łotwie nie rosną, tak jak na Cyprze, ale ten kraj ma tę przewagę, że jest znany, bliższy geograficznie (i nie tylko) i jest powszechna znajomość języka rosyjskiego.
Puścił bym może to mimo uszu, ale powszechnie znane jest powiedzenie: "nie wierzę w informację, dopóki nie usłyszę jej dementi". W komentarzu do reportażu było o wypowiedzi premiera Łotwy dla "Welt". Odszukałem tę wypowiedź. Premier Dombrovskis tak zapalczywie zarzeka się w niej, że nigdy w życiu i broń Boże, żadnych ruskich brudnych pieniędzy. Wypowiedź jest w jaskrawej sprzeczności z tym, co (zachęcająco) mówili przedstawiciele banków i gdyby była zrealizowana, była by dosyć niekorzystna dla Łotwy.
Na Łotwę wywierane są oczywiście naciski, by nie przyjmować ruskich wrażych dolków czy eurów, pewnie z troski, że nie będą dobrze wyprane. Lepsze środki piorące są w Luksemburgu czy londyńskim City.
To nie moja opinia - cytuję tylko (chociaż innymi słowy) stwierdzenie z reportażu Vesti.
Oto wypowiedź Dombrovskisa dla znających narzecze nadreńskie:
www.welt.de/print/die_welt/wirtschaft/article114733356/Lettland-steht-unbeirrt-zu-seinem-Euro-Fahrplan.html