lubat
06.04.13, 21:12
Polskie, i nie tylko polskie, przekaziory karmią nas papką o Korei Płn. złożoną z wykrzykujących spikerów telewizyjnych, maszerujących w podskokach jak pajacyki żołnierzach, często wychudzonych jak szkielety dzieciach, i to wszystko ma się składać na obraz wielkiego obozu koncentracyjnego, z dosyć liczną i żyjącą na wysokiej stopie "obsługą".
Sam się jakoś w ten obraz nie wgłębiałem, bo to daleko, a poza tym, ja bardzo dzielnie znoszę biedę i nieszczęścia, które dotykają... innych. Często mnie jednak nachodziła myśl o pewnej nie dającej się pogodzić sprzeczności. Otóż żadne państwo biedne, a tym bardziej bardzo biedne nie jest w stanie zagrozić mocarstwom, a nawet średnim państwom, nie jest eksporterem broni, i to w takiej skali, że trzeba wprowadzać jakieś embarga.
Dzisiaj obejrzałem z wielkim zaskoczeniem wiadomość w TVN, w której dwóch ludzi niezależnie od siebie opowiadają o swoim pobycie w kraju Kimów, z których wynika, że to może i biedny kraj, ale ludzie żyją normalnie, sklepy nieźle zaopatrzone, młodzież na ulicach zachowuje się mniej więcej tak jak w Warszawie lub Kłaju, kobiety starają się ubierać modnie i nie chodzą w mundurkach. A Phenian nie wygląda gorzej niż Warszawa, a z pewnością przytulniej.
I jeszcze jedno - ten student twierdzi, że podróżował po prowincji bez żadnej obstawy.
Zresztą najlepiej obejrzeć/posłuchać samemu i ocenić:
fakty.tvn24.pl/odkrywanie-korei,316878.html