johnny-kalesony
22.11.13, 20:39
Cóż ... Janukowycz wybrał dla Ukrainy drogę powolnej, autarkicznej wegetacji cywilizacyjnej - wiele na to wskazuje - w obrębie truchła, pozostałego po dawnym sowieckim bloku RWPG. Otóż obserwujemy właśnie moment, kiedy truchło napiło się nieco pieniądza z ropy i gazu, okrzepło, otrzepało z błota i znowu zaczęło snuć rojenia o "zagrażaniu światu".
Historia magistra vitae est. Niestety - nie każdy jest magistrem, w odróżnieniu od historii (która jest co najmniej magistrem).
Wybór Ukrainy nie wydaje się być tak prosty. Rzecz jasna na pierwszy rzut oka, Ukraina (w osobie Janukowycza i jego otoczenia) powinna pędem rzucić się ku Brukseli, kładąc krzyżyk na Rosji.
Jednak wówczas, co się stanie z anachronicznym, paliwożernym przemysłem ukraińskim, który do przeżycia potrzebuje tak tanich jak tylko się da surowców? Jak wiemy, potencjalnie tanie surowce może zapewnić jedynie Rosja, lecz jedynie pod warunkiem przystąpienia do swojego otrzepanego, imperialnego truchełka.
Pytanie brzmi: czy nie lepiej jednak zaryzykować i ostrym cięciem a la Balcerowicz (przy całej świadomości większej skali problemów), rzucić kraj na głębokie wody? Czy nie lepiej było jednak powiedzieć "Kończymy z tym! Będzie nam ciężko, ale przetrwamy, zreformujemy kraj i siebie"?
Czy Ukrainie, wcielonej do neo-RWPGowskiego truchełka, nie grozi autarkiczna wegetacja na granicy życia i śmierci, tak jak już to było ćwiczone w przeszłości?
Pozdrawiam
Keep Rockin'