zwingli
02.09.04, 21:03
Tureckie oddziały wojskowe zabiły 11 kurdyjskich bojowników w czasie
trwających 3 dni walk toczonych na pograniczu turecko-iracko-irańskim w
okolicach miasta Hakkari. Była to jedna z największych ofensyw wojsk
tureckich przeciwko walczącym o autonomię Kurdom.
Władze w Ankarze donoszą także o dwóch zabitych żołnierzach tureckich.
Minister spraw zagranicznych Turcji Abdullah Gul wystosował apel do Stanów
Zjednoczonych o podjęcie zorganizowanej akcji przeciwko powstańcom kurdyjskim
także po irackiej stronie granicy. "Oczekujemy pomocy międzynarodowej, ale
oczywiście wiemy też jak radzić sobie samemu z rebeliantami" - stwierdził Gul
w wywiadzie dla tureckiej stacji NTV. Pytany o to czy Turcja wyśle posiłki do
Kurdystanu, Gul powiedział, że Ankara gotowa jest uczynić wszystko, co będzie
służyło wzmocnieniu bezpieczeństwa publicznego w Turcji.
Rząd turecki wysłał już dodatkowo 1500 żołnierzy do patrolowania granicy
turecko-irackiej w celu jej uszczelnienia i uniemożliwienia bojownikom
kurdyjskim przenikania na stronę turecką. W ostatnich starciach pod Hakkari z
powstańcami Robotniczej Partii Kurdystanu (KONGRA-GEL) wzięło udział około
1000 żołnierzy tureckich.
Szacunkowo podaje się, że Turcję zamieszkuje 12 milionów Kurdów. Wschodnie
prowincje kraju (przy granicy z Iranem i Irakiem) ludność kurdyjska
zamieszkuje w miażdżącej większości. Powstanie Kurdów trwa już 15 lat. W tym
czasie zginęło ponad 37 tysięcy obywateli. 1 czerwca bieżącego roku Kurdowie
wypowiedzieli trwające 5 lat, jednostronne zawieszenie ognia. Podczas 3
miesięcy walk zginęło 20 żołnierzy i policjantów tureckich oraz ponad 60
kurdyjskich powstańców.
Władze w Ankarze nie podjęły nigdy żadnych rozmów z organizacjami
kurdyjskimi, uznając je za terrorystyczne (w tej kwestii stanowisko Turcji
poparła też Unia Europejska i Stany Zjednoczone) i zapowiedziały utrzymanie
obecnej polityki względem Kurdów dopóki powstanie nie zostanie zgładzone.
Bartłomiej Kacper Przybylski
lewica.pl