gelatik
09.04.02, 20:01
Ponad 20 tysięcy studentów egipskich protestowało przeciwko wizycie
amerykańskiego sekretarza stanu Colina Powella w Egipcie.
W islamskim uniwersytecie Al-Azhar w Kairze zebrało się ok. 12 tys. ludzi,
domagając się od USA, aby zmusiły Izrael do wycofania się ze wszystkich miast
palestyńskich. Palono flagi USA i Izraela. Podobny protest odbył się na
uniwersytecie Tanta w Delcie Nilu, z udziałem ok. 10 tysięcy osób.
Powell, prowadzący pilną mediację bliskowschodnią, przybył we wtorek do Kairu,
gdzie jeszcze po południu ma rozmawiać z prezydentem Hosnim Mubarakiem na temat
możliwości wygaszenia napięć izraelsko-palestyńskich.
Pierwszym etapem jego bliskowschodniej misji było Maroko, gdzie w poniedziałek
rozmawiał z królem Mohammedem VI a także saudyjskim następcą tronu Abdullahem.
Rozmówcy Powella ostro krytykowali nie tylko działania izraelskie, lecz także -
strategię Waszyngtonu. Według DPA, Powell miał ich nakłaniać, by poparli
amerykańskie żądanie pod adresem Jasera Arafata i innych przywódców arabskich,
od których Biały Dom domaga się potępienia palestyńskich aktów terroru
przeciwko Izraelowi.
Powell ocenił, że wycofanie wojsk izraelskich z dwu miast Zachodniego Brzegu -
Kalkilii i Tulkarem - stanowi krok "zachęcający, jednakże - niewystarczający".
Sekretarz stanu USA powiedział też, że dużą wagę przywiązuje do swego spotkania
z Jaserem Arafatem. Rząd Izraela potwierdził w poniedziałek, że umożliwi takie
spotkanie. Ma się ono odbyć pod koniec tygodnia. Z Egiptu Powell udaje się do
Madrytu na rozmowy z Unią Europejską a następnie do Ammanu i najwcześniej w
piątek dotrze do Izraela.