aby
05.09.19, 04:37
Wiadomości.gazeta.pl spóźniają się, ale gdzie indziej już informacje o głosowaniach w parlamencie
z nagłówkami i tytułami akapitów: sromotna klęska, przegrał, stracił większość w parlamencie, stracił kontrole nad partią. Komentatorzy z triumfem ogłaszają porażkę "dyktatora" i jego politycznych planów, czytelnicy cieszą się, że "debil" i "szaleniec" wreszcie się potknął; i jedni i drudzy zgodnie konstatują, że zapanowało zamieszanie ("chaos", "dom wariatów"), które nie sposób objąć rozumem. Że tak nie jest postaram się wyjaśnić.
1/ Wtorek. Wniosek opozycji o przejęcie kontroli nad porządkiem obrad Izby Gmin. Za głosuje 21 Cons. MPs, w tym kilku partyjnych tuzów (Kenneth Clark). Johnson reaguje błyskawicznie usuwając ich z klubu parlamentarnego. Wydaje się, że w partii doszło do rozłamu, a Johnson stracił nad nią kontrolę i większość w parlamencie. Ogień proeuropejskiego komentariatu i Margot James (trojańskiej kobyły EU i lesbijki No. 1 w Cons.P.) kieruje się na Dominika Cummingsa, 'demonicznej szarej eminencji, która zza pleców Johnsona steruje partią, usuwa z niej posłów, morduje demokrację'. Okazuje się jednak, że decyzja miała aprobatę 1922 Committee, a we środę rano bronił jej Michael Howard, nota bene stary przyjaciel Clerka, dowodząc, że dzięki niej Johnson opanował sytuację w partii.
Nie jest prawdą, ze w ten sposób Johnson pozbawił się większości w Izbie. Tę utracił tuż przed obradami, gdy jeden z posłów przeszedł do LibDems. LibDems, twarde jądro pro-EU, liczyło na to, że pociągnie za sobą 40-50 posłów. Okazało się, że lawina była o połowę mniejsza, ale w sytuacji, gdy większości już było, liczba dezerterów przestaje mieć znaczenie. Zaś zdecydowany ruch komunikuje, ze gra toczy się nadal.
2/ Sroda. Przegłosowanie wniosku opozycji obligującego rząd do przedstawienia nowej umowy z EU do 19 października, a jeżeli takiej umowy nie wynegocjuje, do wystąpienia z prośbą do Brukseli o przedłużenie negocjacji do 31 stycznia 2020. To ruch opozycji, przewidywalny, który udało jej się uzgodnić i przepchnąć w okienku czasowym, jakie ma przed wejściem w życie prerogacji. Ale ustawa, by nabrać mocy musi przejść przez Izbę Lordów i to szybko. Tu zaczynają się problemy: konserwatyści będą przedłużać dyskusje, zgłaszać poprawki, kwestionować legalną poprawność ustawy (zawiera ona ‘gotowiec’ listu, jaki rząd ma wysłać do Brukseli, co może być uznane za wejście w kompetencje władzy wykonawczej). Po uzyskaniu aprobaty Lordów, ustawa jeszcze raz przejść przez głosowanie w Izbie Gmin (no problem) i być przedłożona Królowej do podpisu. Królowa oczywiście nie może odmówić, ale przecież nie musi się śpieszyć z podpisem czy odesłaniem dokumentu.
Podsumowując, opozycja wygrała, ale tylko pierwszą fazę bitwy, przy czym cel tej ofensywy jest raczej skromny (na ambitniejszy cel, np. zakaz hard brexit, już widocznie nie było zgody).
3/ Wtorek. Wniosek rządu o przedterminowe wybory. Johnson chce by do wyborów doszło, ale również negatywny wynik głosowania nie jest porażką, bo pozwala mu atakować opozycję za niekonsekwencję i oskarżać o to, ze boi się wyborów/wyborców.
4/ Johnson i Cummings umiejętnie przedefiniowali sytuację, podporządkowując temat brexitu kwestii szybkich wyborów. W grze, w której zaangażowali się stronnicy EU w kraju i której kibicuje EU-zagranica linia frontu przebiega miedzy 'złym' Johnsonem a ‘dobrym' parlamentem. Tymczasem Johnson śpiesząc do wyborów z niezwykle hojnym budżetem (End of Austerity!) liczy na to, że wygra wybory, i redefiniuje opór parlamentu nie jako pełen sprzeczności konglomerat służalczości, tchórzostwa, ideologicznego doktrynerstwa i personalnych ambicji. Pokłady frustracji z powodu przeciągającego się w nieskończoność procesu wyjścia z EU z antyestablishmentowej złości, która ujawniła się przy okazji wyborów do UEP, przekierowuje na parlamentarną opozycję. Sondaże już wskazują, że tym razem PK wygra wybory. A w odwodzie jest jeszcze armia Farage’a, wielkiego zwycięzcy majowych wyborów.
Opozycja odrzuciła wniosek o wybory i już znalazła się w głupiej sytuacji. Jeszcze niedawno temu Corbyn żądał snap election, najgłośniej, gdy do 10, Downing Street wprowadził się nowy gospodarz 'bez demokratycznej legitymacji'. A teraz wyborów nie chce!
Johnson i Cummings mają dobry, inteligentny plan. Nawet, kiedy zagranicznym (zwłaszcza z pewnego kraju) komentatorom wydaje się, że Johnson przegrał (3), to jest to sensowne posunięcie w grze, którą on narzuca.
Przewiduję, że jeżeli nie uda się przyblokować wniosku o przedłużenie (2), następnym ruchem będzie wniosek o wotum nieufności zgłoszony przez własną partię (dlatego tak drastyczne narzucenie dyscypliny (1)). Ten ruch postawi to opozycję w piekielnie trudnej sytuacji, bo głosowanie na nie byłoby szczytem absurdu, a głosowanie na tak otwierałoby drzwi do wyborów. Efektem wyboru przez Labour opcji ‘nie’ byłby chaos (dopiero wtedy, a nie teraz!) oraz tak wielkie zniecierpliwienie opinii publicznej, że natychmiastowe wybory stałyby się nieuniknione. A tego przecież chce Borys Johnson.