borrka
16.11.19, 15:17
Ostatnio w GW pojawiło się parę artykułów o chodzeniu "na Icki", czyli o kopaczach pożydowskiego złota z rejonu Bełżca.
Określenie "pożydowskie" brzmi jakoś niewinnie, niczym eufemizm, więc zwróćmy uwagę na dosadne określenia, typu "znalazła dolary w pochwie Żydówki".
Przy czym nie idzie tu o przeszukanie żywej osoby, ale o płytko zakopane zwłoki pomordowanych.
Czuję obrzydzenie do tych hien i wcale nie zamierzam tego ukrywać - "wykopki" złota trwały kilkadziesiąt lat i tłumaczenie się biedą, stanowi bezczelność - bieda, czasem głód bywały w miastach, na wsi może najwyżej dziadostwo.
To nie bieda, to natura "pańszczyźniana", każąca niegdyś rabować trupy "pańskich" powstańców, a więc czego nie "Żydków" ?
Im przecież złoto już"nie potrzebne".
weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25404103,bohaterowie-mojej-ksiazki-znajdowali-sie-tak-blisko-epicentrum.html