Dodaj do ulubionych

Le Pen i media

IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.04.02, 17:23
Dla demokracji zagrożeniem jest każdy ekstremizm
Opamiętajcie się!

RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ

Reakcje europejskich mediów na wyborczy sukces Le Pena trudno ocenić inaczej
niż jako krańcowo żenujące, a wręcz groźne. Wrzask, histeria, groteskowa
egzaltacja i mnóstwo obłudy. Lamentom nad zagrożeniem ze strony "skrajnej
prawicy" towarzyszy całkowite przemilczenie faktu, że jeszcze więcej głosów od
Le Pena otrzymali ekstremiści lewicowi. Mało, w ogólnej histerii zaliczono tych
ostatnich do "antyfaszystowskiego" frontu. Trzeba doprawdy ulec całkowitemu
zaczadzeniu, by "obrońców republiki" szukać wśród trockistów.

Demokratyczny werdykt, dotąd będący dla liberalnych elit fetyszem, okazuje się
w najlepszym wypadku niegodnym przyjęcia do wiadomości. Dotąd słyszeliśmy, iż
istotą demokracji jest rozstrzygający głos większości przy maksymalnym
poszanowaniu mniejszości - okazuje się jednak, że są mniejszości, którym żadne
prawa nie przysługują, na przykład ci, którzy mieli czelność oddać swoje głosy
na kandydata nieakceptowanego przez media i intelektualistów, choćby stanowili
ponad 10 procent społeczeństwa.

"Francja nie może przecież - zwracam uwagę na słówko ÇprzecieżČ, które
usprawiedliwia i wyjaśnia wszystko - wpaść w ręce populisty". Takimi słowami
komentuje francuskie wybory "Gazeta Wyborcza", dostosowując się do ogólnego
tonu. Nie może "przecież"? To co zrobić, jeśli odsetek głosujących na Le Pena
nadal się będzie zwiększał? Odebrać prawa wyborcze tym, którzy korzystają z
nich niewłaściwie? Sfałszować wybory? Dokonać wojskowego zamachu stanu i
wprowadzić w celu ratowania demokracji liberalną dyktaturę? Uzbroić uliczny
tłum w pałki i kastety, aby wyperswadował zwolennikom Le Pena, że "faszyzm nie
przejdzie", demolując biura wyborcze i rozbijając głowy aktywistom Frontu
Narodowego? W bezprzykładnej histerii, jaka zapanowała od niedzieli, nietrudno
wyobrazić sobie, że podobne działania zyskałyby aprobatę "kręgów
opiniotwórczych".

Opamiętajcie się! Histeria naprawdę nie służy myśleniu, a może doprowadzić do
tragedii. To, że niemiły elitom kandydat wszedł do drugiej tury wyborów, nie
jest końcem świata ani końcem demokracji. Nie byłoby jeszcze końcem demokracji
nawet ostateczne zwycięstwo Le Pena. Dałoby przecież władzę tylko w granicach
konstytucyjnych zapisów. Choćby chciał, nie mógłby, wbrew temu, co wypisują
ogarnięte szaleństwem media, wygnać z Francji wszystkich obywateli obcego
pochodzenia - chyba że zyskałby dla takiej inicjatywy poparcie dwóch trzecich
deputowanych. Albo gdyby wcześniej, przed jego hipotetycznym dojściem do
władzy, mechanizmy demokratyczne zostały zniszczone przez samych "obrońców
republiki", gotowych za wszelką cenę, prawem i lewem, zagrodzić drogę do
władzy "superfaszyście".

Oczywiście, taki rozwój wypadków jest na razie mało prawdopodobny. Raczej
stanie się to, co po wyborczym sukcesie austriackiej FPO: nic. Front Narodowy
wejdzie na jesieni do francuskiego parlamentu i również nie stanie się nic.
Wzrośnie tylko liczba obywateli nabierających przekonania, że owi tak bardzo
atakowani i nienawidzeni przez rządzących "faszyści" są atrakcyjną alternatywą
dla ciągłego wybierania między oszustem z socjaldemokracji a oszustem z
chadecji.

Więc także w kolejnych wyborach, w innym kraju, "faszyści" zwiększą swój stan
posiadania. Wprawi to oczywiście establishment w jeszcze większą i jeszcze
gwałtowniej wyrażaną panikę. Jeśli taka spirala absurdu będzie rozkręcać się
dalej, skutkiem może być przyzwolenie europejskich elit dla ekstremizmu
lewicowego. Obserwowane od lat pobłażanie dla antyglobalistów, antyfaszystów
czy radykalnych ekologów każe uważać to niebezpieczeństwo za bardzo realne.

Opamiętajcie się i zdajcie sobie sprawę - kieruję te słowa do liberalno-
lewicowych intelektualistów - że dla demokracji zagrożeniem jest każdy
ekstremizm, zarówno "prawicowy", jak i lewacki. Demokracje obronić może tylko
silne centrum. We Francji centrum to zostało osłabione poprzez próbę
zawłaszczenia państwa i całego dyskursu medialnego przez jedną, liberalno-
lewicową ideologię. W ten sposób duża grupa obywateli nieidentyfikująca się z
tą ideologią została odepchnięta od dyskursu publicznego i w naturalny sposób
uległa radykalizacji.

Podgrzewanie histerii i wpuszczanie na salony trockistów radykalizację tę
nieuchronnie pogłębi. Zamiast szczuć przeciwko wyborcom Le Pena, należy się
zastanowić nad ich racjami i otworzyć się na nie. Dopóki ideologiczny obłęd
lewicy każe wpychać do "faszyzmu" walkę z przestępczością, dopóty ludzie bojący
się wyjść na ulicę będą głosować na "faszystów". Dopóki tenże obłęd z wszelkich
problemów z imigracją czyni tabu, dopóty propozycje "faszystów" okazują się
jedyne. Skoro "faszyzmem" jest każde odmienne spojrzenie na zadekretowany
sposób budowania jedności europejskiej... I tak dalej.

Doprawdy najwyższy czas, by europejskie elity intelektualne przestały powtarzać
histeryczne slogany, a zaczęły robić to, za co im się płaci: myśleć.

Autor jest publicystą m.in. "Wprost" i "Gazety Polskiej".
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka