de_oakville
04.06.21, 12:37
Przezylem juz "wieksza polowe" zycia poza Polska, ale przez caly czas pobytu na emigracji odwiedzalem kraj rodzinny bardzo czesto i systematycznie. I ten czas przyjazdow do Polski moglbym rowniez podzielic na dwa okresy. Pierwszy okres to ten, w ktorym czlowiek przylatywal do Warszawy niejako "z obowiazku", zeby zobaczyc sie z bliskimi i jak najszybciej wrocic z powrotem. Przebywajac w Polsce marzylem o dniu, w ktorym ponownie przejde kontrole paszportowa na Okeciu i znajde sie "po drugiej stronie". Jeszcze szczesliwszy bylem po przylocie do Amsterdamu, gdzie mialem przesiadke na samolot do Montrealu. Latalem wtedy przewaznie KLM-em.
Dopiero na lotnisku w Amsterdamie czulo sie w pelni, ze czlowiek znajduje sie juz w tym zachodnim, czyli lepszym swiecie. Polska wydawala sie w tamtym okresie jeszcze biedna i szara. "Komunistyczne" plyty chodnikowe w miastach byly najczesciej krzywe i popekane, nie bylo jeszcze zupelnie galerii handlowych, po ulicach jezdzilo duzo malych fiatow i syrenek.
Potem nastal drugi okres (po roku 2000), ktory przyszedl jakby "po cichu" i niespodziewanie.
Drugi okres to ten, w ktorym czlowiek sie smucil, ze okres pobytu w Polsce nieublaganie zbliza sie do konca
i ze wkrotce bedzie musial ponownie powrocic do Kanady, do pracy i do codziennego rutynowego zycia.
Pobyt w Polsce stal sie przyjemnoscia i wakacyjnym odprezeniem. Chodzenie po galeriach handlowych, coraz bardziej zadbanych i bogatych ulicach miast, podroze nad morze byly dla czlowieka ponownie wielka "frajda", jeszcze wieksza niz za mlodych "gierkowskich" lat, kiedy podobno "Polska rosla w sile, a ludziom zylo sie dostatniej". I w tym drugim okresie (przynajmniej w Warszawie, choc nie tylko) mozna sobie bylo powiedziec "to jest Europa". Tak, to byla Unia Europejska.
Dzis wielu ludzi glowi sie jak to sie moglo stac, ze nastaly rzady PiS'u i Polska ostro skrecila mentalnie w kierunku Rosji i Bialorusi.
Tlumacze to sobie w sposob nastepujacy. Za "komuny" wszyscy byli mniej wiecej jednakowo biedni. Po roku 1989 nastapilo "zachlysniecie sie" kapitalizmem i dobrobytem. Ale nastapilo rowniez znaczne zroznicowanie w zamoznosci spoleczenstwa. Mniej zamozni zaczeli zazdroscic bardziej zamoznym. Tlumaczyli sobie, ze ci bardziej zamozni nie zawsze doszli do swojego bogactwa uczciwa droga. Wielu tych bardziej zamoznych zaczelo niemilosiernie "szpanowac". W Kanadzie na ogol nikt nie "szpanuje" i milioner ubrany jest tak samo jak ty, zachowuje sie podobnie jak ty. Natomiast w Polsce "szpaner" musi pokazac wszystkim jaki jest swietny, musi cie "znokautowac" strojem, bogactwem, zachowaniem. I w zwiazku z tym znaczna czesc spoleczenstwa zatesknila za jakims "Janosikiem", za jakims "Robin Hoodem", ktory zabierze bogatym i da biednym. I pojawil sie wreszcie sprytny "Janosik", ktory rozdaje biednym ku ich wielkiemu zadowoleniu. Przy okazji koncentruje w swoich rekach coraz wieksza wladze. Ale dla obdarowywanych to nie ma znaczenia. Siedzialem kiedys wczesnym rankiem
na przystanku autobusowym w Warszawie w odleglej dzielnicy. Na ulicach bardzo maly ruch. Nagle pisk opon i
zza zakretu wjechal imponujacy samochod z imponujacym mlodziencem za kierownica. Pisk opon zwrocil uwage
siedzacych na przystanku. Mlodzieniec siedzacy za kierownica pokazal nam patrzacym "srodkowy palec", po czym odjechal. Pomyslalem, ze przydal by sie jakis "Robin Hood", ktory by go przywolal do porzadku.
W jezyku tatrzanskich górali jest sporo slow pochodzenia wegierskiego. Na przyklad "juhas" - po wegiersku pasterz, "juh" to owca. Albo "gazda" - po wegiersku gospodarz. Byc moze "Janosik" to zdrobnienie od "Janos" - byl kiedys "wegierski przywodca" Janos Kadar.