de_oakville
27.11.21, 13:26
Venezuela znaczy podobno po hiszpansku tyle co "Mała Wenecja". W dziecinstwie kraj ten robil na mnie
duze wrazenie, kiedy ogladalem rozmaite atlasy geograficzne, mapy oraz albumy. Zwlaszcza stolica kraju Caracas z jego imponujacymi wysokosciowcami i miejskimi autostradami. To byla prawdziwa "Ameryka", taka jaka sobie wtedy wiekszosc Polakow wyobrazala. Dzis, kiedy Wenezuela to kraj biedniutki i wyeksploatowany, odnosi sie wrazenie, ze to byl tylko jakis "sen z dziecinstwa". Ale nie, to byl kiedys naprawde kraj bardzo bogaty. Podobnie jak przedwojenna Argentyna, ktora pozniej juz tylko biedniala. W przedwojennej Argentynie produkcja wołowiny na jednego mieszkanca byla chyba najwyzsza na swiecie, a pod wzgledem dochodu narodowego na jednego mieszkanca byl to 5-ty najbogatszy kraj na swiecie. Buenos Aires - wielomilionowa metropolia byla przed wojna
jedynym miastem na kontynencie poludniowoamerykanskim, ktore posiadalo metro, bardzo zreszta rozbudowane i atrakcyjne artystycznie. Jednym slowem byl to "drugi Paryz" (dzis po latach metro to moze "nic wielkiego" skoro takie Chiny maja metro juz w ponad 30-tu miastach i ich liczba ciagle wzrasta w niesamowitym tempie). Linie kolejowe rozchodzily sie z Buenos Aires promieniscie we wszystkich kierunkach a budowaly je wczesniej glownie firmy angielskie. Inne kraje Ameryki Poludniowej byly (i dzis sa nadal) niemal kolejowa "pustynia".
Natomiast po wojnie, w latach 70-tych, moj kolega z Gdańska, ktory plywal na statkach po roznych krajach i kontynentach powiedzial mi, ze "Argentyna wyglada jak kraj straconej szansy, podobnie jak Polska" (czyli PRL, w ktorej wtedy mieszkalismy). Przypominam sobie rowniez, ze puszczono kiedys w PRL-owsiej telewizji (pewnie w ktorys sobotni wieczor) film geograficzno-poznawczy pt. "Rytmy obu Ameryk". I znow najciekawszym krajem, ktory zrobil na mnie najwieksze pozytywne i nowoczesne wrazenie byla Wenezuela, obok USA i Brazylii.
Hugo Chavez doprowadzil jednak Wenezuele bardzo skutecznie do ruiny, swoim rozdawnictwem. Wsrod wielu ludzi na swiecie panuje przekonanie, ze wszyscy musza miec po rowno: i czlowiek pracowity i leń, i ktos przedsiebiorczy i ktos bierny (modny ostatnio skrot "BMW" - Bierny, Mierny, ale Wierny). Wydaje sie, ze w takim
przekonaniu przoduja narody latynoskie i slowianskie. Kazdy bogatszy czesto wydaje sie tam ludziom mniej zamoznym "złodziejem" (ale bogatych "krwiopijcow" tez tam naprawde nie brakuje). Na tym bazuje populizm. Pamietam jakie zle wrazenie robilo w PRL-u slowo "prywaciarz". Redaktor Jan Piński, w swoim ponizszym programie twierdzi, ze obecnie w Polsce pan Prezes buduje skutecznie "Druga Wenezuele".
I to nie taka jak w filmie "Rytmy obu Ameryk" tylko taka jak za Hugo Chaveza.
www.youtube.com/watch?v=OhmfMrMqiYo