edico
05.04.22, 15:08
Już w czasach PRL-u zaprzątało mi głowę retoryczne pytanie, czy Rosjanie aż tak boją się prawdy, że wolą żyć w ułudzie?
A może chcą wierzyć, że kłamstwo jest prawdą?
Wydaje się, że pewną lukę w szukaniu odpowiedzi na tak postawione pytania odpowiadają sami Rosjanie:
1) XIX-wieczny pisarz Iwan Turgieniew, przez samych rodaków uważany za mistrza psychologicznej analizy pisze: „Rosjanin jest największym i najbardziej zuchwałym kłamcą na świecie”. Dzisiaj największym i najbardziej zuchwałym kłamstwem opowiadają o wojnie, która, jak wmawiają swojemu narodowi, krewnym i sąsiadom, jest specjalną operacją wojskową.
2) Rosyjski pisarz Maksym Gorki charakteryzuje: „Najważniejszym miernikiem sukcesu narodu rosyjskiego jest jego okrucieństwo”, oraz "Najważniejszym miernikiem sukcesu narodu rosyjskiego jest jego sadystyczne okrucieństwo”.
Wybitny pisarz, który bardzo przyjaźnił się z Feliksem Dzierżyńskim, choć doskonale znał jego rolę. Emigrant na polecenie Lenina, by w niemieckich klinikach i w klimacie Italii leczyć schorowane płuca, kiedy w Rosji ludzie marli jak muchy. O jego przychylność zabiegał Stalin. Gorki to w końcu autor entuzjastycznych tekstów o Kanale Białomorskim, przy którego budowie zmarły tysiące więźniów gułagu, sowieckich niewolników. Lecz utalentowany Maksym nie napisał o tym ani słowa. Był po prostu pieszczoszkiem reżimu, który mordował na przemysłową skalę, jego pisarstwo było wzorcem socrealizmu. Jego świadectwo o rosyjskim narodzie jest tym bardziej wartościowe, bo pisał przecież również o sobie. Świadectwo Gorkiego opisuje rzeczywistość, z którą sam się zetknął, obserwując rosyjskie chłopstwo, co nie znaczy, że gdzie indziej chłopi byli mniej okrutni. Dzisiejsze rosyjskie społeczeństwo ma chłopskie korzenie, z chłopów pochodzą żołnierze, którzy najechali Ukrainę. Oburzał go sadyzm rosyjskiego chłopa. Jednak nic a tego nie rozumiał, jak zresztą większość Rosjan.
Wśród wielu zbrodni sołdatów Putina są nawet zaminowane korytarze humanitarne z Mariupola, co potwierdził Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Czu z Rosjan nadal wychodzi jakiś wielkoruski potwór?
3) Słowa skąd inna wspaniałego Fiodora Dostojewskiego, gardzącego Ukrainą, polakożerca i Wielkorus całą gębą. „Rosjanie to naród, który wędruje po Europie i szuka, co można rozwalić, zniszczyć tylko dla rozrywki”. To słowa wspaniałego Fiodora Dostojewskiego, gardzącego Ukrainą, polakożercy i Wielkorusa całą gębą. Zapewne kiedy pisał o rozwalaniu dla rozrywki, Ukraina nie przeszła mu nawet przez myśl, bo coś, czego nie ma, nie może być Europą.
4) Również porewolucyjny rewolucjonista Iwan Bunin, laureat literackiego Nobla, zastanawiał się: „Z przerażeniem myślę, kogo urodzi to pijane krwawe bydło, które przechwyciło władzę w Rosji i co będzie się działo z moim krajem za 2-3 pokolenia. Zresztą, co tu myśleć. Wszystko jest mniej więcej jasne”.
5) Dysydent, noblista i rosyjski nacjonalista Aleksander Sołżenicyn, tak wyrażał się o własnym narodzie: „Nie ma na tym świecie istoty bardziej miałkiej, bardziej bydlęcej i chamskiej niż kacap. Urodzony w nazistowskim kraju, wykarmiony propagandą nazizmu, ten prymityw nigdy nie stanie się Człowiekiem. Jego kraj nie ma przyjaciół – tylko albo sługusy, albo wrogowie. Ten kraj jest zdolny tylko grozić, poniżać, zabijać. I aby zachować ten status przez Rosję, szeregowy kacap jest gotów poświęcić własne życie, życie swoich rodziców i dzieci, jakość życia własnego narodu. Zaprawdę – kacapy – to zwierzęta. Srogie, krwiożercze”.
Problem leży chyba w tym, że Rosjanie chcą wierzyć, że kłamstwo jest prawdą. Ich zdaniem Ukraina nie istnieje, nie ma ukraińskiego narodu. Jest tylko ciągnący się od z górą stu lat zewnętrzny spisek, żeby omamić „braci mniejszych”, takich zdziczałych Rosjan, że są kimś osobnym i mają własny kraj.
Rosjanie mają problem z Ukrainą. Nawet ci wychowani w kulturze wysokiej, szczerzy demokraci, wrogowie Kremla. Oczywiście były wyjątki, jak Aleksander Hercen czy Andriej Sacharow. Ale gdy większości światłych rosyjskich umysłów, łącznie z humanistami i dysydentami, przyszło rozmawiać o Ukrainie, zawsze wychodziła z nich niewiara, że jesteśmy osobnym bytem, możemy być samodzielni, mamy własną kulturę. W jakimś sensie to nie do pojęcia, że tak mógł myśleć np. Josip Brodski, noblista, wielki poeta, człowiek mądry i z gruntu uczciwy. To jakaś rosyjska skaza. Kiedy rozmawiają o Ukrainie, radykalnie głupieją i nagle – często zupełnie nieświadomie – wychodzi z nich jakiś wielkoruski potwór.
Nie wiem, czy, kiedy i jak możliwa jest zmiana rosyjskiej mentalności. Sięgając tylko do literatury rosyjskiej można zadać sobie kolejne pytanie, czy - jak w antycznym Rzymie - ewentualny Brutus będzie w stanie coś zmienić. Nawet gdy rozmawia się o przyzwoitych Rosjanach, to większość z nich skończyła na emigracji, a mimo to wielu nie odrzuciło wielkoruskich uprzedzeń, kłamstw i stereotypów.