stefan4
23.02.26, 13:02
To nie są starorzymscy rycerze; zresztą, gdyby byli, to gramatyka łacińska wymagałaby zmiany końcówki drugiego z nich:
SCOTUS CONTRA POTUM.
Ale to nie jest łacina, to tylko Supreme Court Of The United States wystąpił w końcu przeciwko President Of The United States .
Uczono nas od dawna o świętym dla Usawców monteskiuszowskim podziale władz: rządzenie (prezydent), ustawodawstwo (kongres i senat) oraz sprawiedliwość (sądownictwo) miały swoje obszary rzeczywistości, na których każde z nich działało po swojemu i które pozostałe dwa musiały szanować. To się dramatycznie zmieniło, kiedy nastał Trump i uznał za swoją prerogatywę (jak niegdyś Duda) zawładnięcie wszystkimi trzema obszarami. Czyli zostanie Putinem swojego kraju, albo przynajmniej gubernatorem Putina na swój kraj.
Z tymi nowościami pierwsze poczuło się niewygodnie sądownictwo. Trump zaczął przegrywać drobne sprawy i... nic sobie z tego nie robił. Spokojnie używał pieniędzy podatników na przeciąganie procesów i na opłacanie swojej ministerki sprawiedliwości, Pam Bondy, która wyraźnie szła (i nadal idzie) w ślady niejakiego Zbigniewa Ziobra. Ale ostatnie orzeczenie najwyższego sądu USA o nielegalności ceł to już nie jest sprawa drobna. Sprawiedliwość, którą rządzenie od roku pomiatało, straciła cierpliwość i przydzwoniła na odlew w ukochane dziecię Trumpa, czyli cła nakładane i odwoływane z własnego widzimisia na lewo i prawo, bez gospodarczego ładu i składu. Zanosi się na wielkie starcie demokracji z autorytaryzmem.
A co z trzecią podporą państwa, z ustawodawstwem? Na razie nic... na razie cisza... Kongres i Senat siedzą jak myszki pod miotłą, niczego nie uchwalają, do niczego nie wydają się potrzebne.
- Stefan